Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 listopada 2019

592. Ellen Alpsten - "Caryca"


AUTOR: Ellen Alpsten
TYTUŁ ORYGINALNY: Die Zarin
TŁUMACZ: Daria Kuczyńska-Szymala
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO:  Sonia Draga

OPIS
Fascynująca historia niewiarygodnego awansu Marty Skowrońskiej, córki chłopa pańszczyźnianego z Inflant, która została pierwszą sprawującą realną władzę carycą Rosji. Towarzyszyła Piotrowi  Wielkiemu w niezliczonych kampaniach wojennych i urodziła mu tuzin dzieci, godząc się z przedwczesną śmiercią większości z nich. Walczyła o Piotra, kochała go i oszukiwała – caryca Katarzyna była kobietą o niezwykłej sile.

Doskonały portret psychologiczny prostej, ale bardzo inteligentnej, gotowej na wszystko i sprytnej kobiety, która różnymi trikami przez ponad dwadzieścia lat trzymała u swego boku najpotężniejszego władcę Rosji, tylko pozornie pozostając w cieniu.

Wspaniała powieść biograficzna, oparta na faktach, bardzo rzetelnie przedstawiająca realia epoki, życie i stosunki panujące w Rosji w latach 1690-1727, jak również lata panowania Piotra I Wielkiego, prowadzone przez niego wojny i budowę St. Petersburga oraz powiązania polityczne i stosunki z Prusami oraz Saksonią.  [1]

RECENZJA
Wiele książek w mojej biblioteczce musi swoje odleżeć. Dokładnie tak jak „Caryca” Ellen Alpsten. Po prostu na daną książkę musi przyjść czas. Jednej rzeczy żałuję, że „Caryca” na swój czas musiała czekać tak długo. Sami przyznacie, że Caryca nie powinna czekać nigdy.

Powieści historyczne to moje ulubione pozycje literackie. Zdecydowanie to one przeważają w mojej biblioteczce. O kim jest „Caryca”? Tytułowa Caryca to córka chłopa pańszczyźnianego z Inflant – Marta Skowrońska. Dziewczyna była wychowywana przez ojca i macochę. Matki nigdy nie poznała, bo ta umarła przy jej porodzie. Pewnego dnia zostaje sprzedana rosyjskiemu kupcowi i od tego momentu zmienia się całe jej życie. Na skutek czasem uśmiechu losu, a czasem pecha końcowo trafia na dwór cara Piotra I Wielkiego. Początkowo została tylko jego kochanką, jak wiele dziewcząt przed nią. Ona jednak zrobiła coś zaskakującego: doprowadziła do tego, że ten władca ożenił się z nią i koronował ją na carycę. Jak to osiągnęła? Co miała córka zwykłego chłopa, że oplotła wokół palca cara Wszechrusi?

Powieść Ellen Alpsten wciąga i porywa. Czytelnik wraz z Martą, która potem zostaje Katarzyną Aleksiejewną wspomina jej życie przy łożu śmierci cara. Jej losy w dniu jego śmierci mogą przechylić się w każdą stronę. Politycznie mogła wygrać i rządzić, ale mogła również przegrać i zostać w najlepszym wypadku zesłana do klasztoru, a w najgorszym razie zostać stracona. Kilkukrotnie otarła się o śmierć w trakcie swojego całego życia. Gdyby nie przyjął jej ojciec to rodzina matki porzuciłaby ją na skraju lasu, gdyby nie uratował jej jeden rosyjski generał to zostałaby zgwałcona i zabita przez trzech rosyjskich żołnierzy. Gdy została już faworytą Piotra I Wielkiego również musiała uważać na swoje życie. Przecież to, że ona została jego ulubienicą sprawiło, że jakaś inna kobieta straciła to miejsce. Umiejętnie umiała zagrać tak, aby doprowadzić cara do ołtarza, aby jej dzieci były uznawane za te z prawego łoża. Urodziła carowi tuzin dzieci, z czego tylko dwie córki: Anna i Elżbieta dożyły wieku dorosłego.

Katarzyna Aleksiejewna to postać mądra, która została zmuszona do próby przetrwania w męskim świecie i jak widać z historii udało jej się to znakomicie. Musiała wiele przeżyć nim dotarła na szczyt, którego przecież nie pragnęła od samego początku. Moim zdaniem Ellen Alpsten w swoje historyczne postacie włożyła odpowiednie charaktery. Szalony Piotr – car, który chciał być postrzegany przez państwa zachodnie za równego sobie, może i lekko szalony, a z pewnością porywczy i agresywny doprowadził do śmierci swojego pierworodnego syna, który nie spełniał jego ojcowskich oczekiwań. Mart Skowrońska, czyli nasza caryca, która umiała opanować szaleństwa męża, a także ułaskawić jego gniew. Spokojna i opanowana, ale z wielką wolą przeżycia, którą wyniosła z rodzinnego domu, bo chłop pańszczyźniany walczył o życie każdej zimy. Miesznikow, który był bliskim współpracownikiem Piotra został pokazany, jako osoba wierna i oddana swojemu władcy, ale również ten, który potknął się w trakcie swojej kariery politycznej. Autorka zarysowywała nam tło historyczne w taki sposób, jaki postrzegały je kobiety tamtych czasów. Nie zagłębiała się w szczegóły strategiczne wojny, ale podawała suche fakty, które docierały do jej uszu. Nawet nie zostały zawarte w książce porozumienia z zakończenia wojny rosyjsko – szwedzkiej. Wtedy właśnie tak kobiety interesowały się wojną. To nie był ich świat.

„Caryca” to naprawdę dobra pozycja. Czyta się ją sprawnie i zaciekawieniem. Kibicuje się głównej bohaterce, gdy tego potrzebuje. Ellen Alpsten stworzyła książkę, która przeniosła mnie w świat Piotra, gdzie ciągły przepych oraz nieustające imprezy otoczyły mnie z każdej strony. Ja w tę książkę wsiąknęłam. Polecam!
 „Miłość. Kochać to znaczy znać także ciemne strony drugiej osoby i pragnąć ich. Ty jesteś moją planetą, a ja znam cię całego, nawet bez patrzenia przez teleskop w niebo.”~ Ellen Alpsten, Caryca, Katowice 2011, s. 227.
OCENA:  7/10

Cześć! 
To jedna z lepszych książek jakie czytałam w tym roku. W ten weekend jestem trochę nostalgiczna, bo za kilka dni kończę 28 lat... I dużo i nie, ale wiecie, co? W końcu czuję, że panuję nad tym co się dzieje w moim życiu i jestem szczęśliwa z tego co mam ;). 

[1] Opis pochodzi ze skrzydełek książki

środa, 21 listopada 2018

539. Książki do których pragnę wrócić


Ostatnio tak sobie myślałam ile lat ma już Kreatywna Alternatywa i wyszło mi, że pięć lat. Postanowiłam, dlatego zrobić listę książek, które przez ten czas przeczytałam, a do których bardzo chciałabym wrócić, ale obecnie nie pozwala mi czas. Celowo w zestawienia nie ma ulubieńców wszechczasów, czyli: Harry’ego Pottera, Ani z Zielonego Wzgórza i Tomka Wilmowskiego. Lista będzie składała się z pięciu tytułów, więc gdybym umieściła trzy wspomniane przed chwilą serie to zostałyby mi tylko dwie pozycje, więc oczywiste oczywistości zostały wyeliminowane i przedstawię Wam pięć perełek, które dla mnie są tymi naj! Myślę, że za jakiś czas pojawi się post z innymi książkami, bo okazało się, że jest ich więcej niż pięć.

Przeczytałam tę książkę dość późno, bo jakieś dwa lub trzy lata temu. Jednak od pierwszych stron przypadła mi do serce i jest jedną z tych książek, które nigdy nie opuszczą mojej biblioteczki. Owszem Scarlett mocno działała mi na nerwy, ale ta książka poruszyła trudno dostępne miejsca w moim sercu. Wiem, że wrócę do niej za jakiś czas. Ostatnio coraz częściej mnie to kusi, ale powstrzymuje się, bo wiem, że powtórka będzie lepiej smakowała, gdy przerwa będzie dłuższa. Mocniej zatęsknię za światem stworzonym przez Mitchell. Nie sądziłam, że mi się spodoba. Wydawało mi się, że jest kompletnie nie w moim stylu, ale okazało się zupełnie inaczej i całe szczęście. Udowodniła mi, że klasyka literatury jest też dla mnie, ale nie wszystkie książki z klasyki muszą mi przypadać do gustu. Patrz „Mistrz i Małgorzata”.

Czytając tę pozycję wiem miałam wrażenie, że przeżywam ponownie swoją pierwszą miłość. Ta książka jest bliska mojemu sercu ze względu na moją własną historię, którą trochę opowiada. Dla mnie „Love, Rosie” jest piękną i wzruszającą historią dwojga ludzi, którzy po wielu latach w końcu zrozumieli, co znaczy miłość. Myślałam ostatnio nad sprzedaniem tej książki, bo niestety muszę trochę uszczuplić moją biblioteczkę, ale powstrzymałam się właśnie ze względu na sentyment do swojej pierwszej miłości, którą ta książka mi przypomniała.

„Co, jeśli…” to młodzieżówka i tak należy ją nazywać, ale jak dla mnie bardzo wartościowa młodzieżówka. Z racji tego, że czytałam ją jakiś czas temu pewne fakty, które w niej były zatarły mi się, ale pamiętam, że byłam nią głęboko poruszona. Autorka w dobry sposób pokazuje, co jest ważne, że rodzice nie mogą gonić tylko za pieniądzem, że ważne jest, aby nasze dziecko czuło się kochane, bo dzięki temu nie popełni życiowych błędów, że nie ważne jest, że z powodu choroby pociechy zawali się ważna z biznesowego punktu widzenia kolacja. Najważniejsze jest, żeby nasze dziecko czuło, że jest dla nas najważniejsze. To nie jest tylko książka dla młodzieży, ale również dla rodziców…

Przede mną jeszcze wiele powieści Charlotte Link, ale po „Wielbiciela” chciałabym sięgnąć jeszcze raz. Ta książka była przerażająca na tyle, że bałam się pójść w nocy do toalety. Chociaż nie spodziewałam się, że przypadnie mi do gustu to autorka zdecydowanie porwała moje serce swoją twórczością. Link porusza tematy psychiki osób, które w dzieciństwie miały spory problem z otoczeniem. Były przez nie całkowicie nierozumiane, a to zaowocowało tym, co potem zrobiły w dorosłym życiu. Widać, że Link nie pisze swoich książek na kolanie. Ona dokładnie opracowuje swoje powieści, aby wyszły z nich perełki i to w nich lubię.

Tę książkę czytałam bardzo, ale to bardzo dawno temu. I do tej pory pamiętam jak bardzo płakałam przy jej zakończeniu. To bardzo smutna historia rodzinnego dramatu spowodowanego nieszczęśliwą nastoletnią miłością oraz brakiem akceptacji wśród rówieśników. Muszę ją koniecznie znaleźć w hałdach stosów, jakie u mnie panują, bo czuję, że to odpowiedni moment żeby przypomnieć sobie historię Anny Quindlen.
***
I tak właśnie przedstawia się moja pierwsza piątka książek, do których chciałabym w przyszłości wrócić i mam nadzieję, że mi się uda. A Wy macie książki, które chcielibyście przeczytać jeszcze raz i poczuć to wspaniałe uczucie, gdy spotykacie się z postaciami, które znacie i są Wam bliskie? Jeśli tak to koniecznie zdradźcie mi tytuły, bo może coś wpadnie mi w oko i dopiszę do swojej listy?
Myślę, że od przyszłego tygodnia na blogu będzie nowy szablon (jutro planuję nad nim siedzieć), a także będą recenzje powieści świątecznych! W tym roku chyba trochę bardziej cieszę się na nadchodzące święta Bożego Narodzenia…

wtorek, 8 maja 2018

512. Ola Szczerbińska - "Kobieta, którą pokochał Marszałek"


AUTOR: Katarzyna Droga
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
W 1901 roku dziewiętnastoletnia Ola Szczerbińska przyjeżdża z Suwałk do Warszawy. Marzy o zdobyciu wykształcenia i o wolnej Polsce. W czasach, kiedy uważano, że jedynym zadaniem kobiet jest dobrze wyjść za mąż i wychować dzieci, ona przemyca dynamit w gorsecie i rewolwery w fałdach spódnicy, organizuje siatkę wywiadowczyń i walczy z bronią w ręku.
Podczas prezentacji składu broni, wśród mauzerów i browningów poznaje Piłsudskiego, legendę podziemnej Polski, bohatera… oraz męża innej kobiety.
Mimo przeszkód stanie u jego boku, odważnie stawi czoła konwenansom epoki i wyzwaniom historii, a ta zawiedzie ją do Belwederu i uczyni pierwszą damą II RP.
Co takiego miała w sobie Ola, że Piłsudski obdarzył ją wielkim uczuciem i uczynił partnerką nie tylko w życiu, ale też w walce o wolność?
Dzieje tej niebanalnej pary to jedna z najpiękniejszych i najbardziej intrygujących historii miłości, determinacji i wielkiej odwagi. Historia, która pokazuje, że wielkość nie liczy się z konwenansami. [1]

RECENZJA
Gdy w końcu dotarł do mnie egzemplarz recenzencki książki Katarzyny Drogi bardzo się ucieszyłam. Od kiedy zauważyłam tę pozycję w mailu od Wydawnictwa Znak, a potem w zapowiedziach czułam, że ta książka jest dla mnie. Już po pierwszych stronach wiedziałam, że się nie pomyliłam.

Kojarzycie poważnego mężczyznę z sumiastym wąsem i ostrym spojrzeniu? Kto z nas nie kojarzy Józefa Piłsudskiego człowieka, który miał największe zasługi w tym, że po 123 latach zaborów Polska odzyskała niepodległość. Czy gdy patrzycie na jego wiele zdjęć lub portretów jesteście wstanie go sobie wyobrazić, jako mężczyznę, który w zaciszu domowym był kochanym partnerem i wspaniałym ojcem dwóch córek? Jeśli nie to nie martwcie się tym, bo ja też mam z tym problem. Dopiero książka Katarzyny Drogi ukazała mi go w zupełnie innym świetle.

Jednak żeby poznać, jakim był dla najbliższych musimy zacząć swoje kroki od kobiety, która skradła mu serce, czyli do Aleksandry Szczerbińskiej. Ola jak wiele młodych ludzi marzyła o wolnej Polsce, o tym, aby w szkołach uczono dzieci po polsku, żeby móc w końcu chodzić po ulicach miast bez obaw o aresztowanie. Jej rodzice zmarli, gdy miała dziesięć lat i od tego momentu była wychowywana przez babkę Karolinę. To babcia zgodziła się, aby w 1901 roku Ola wyjechała do Warszawy, aby uczuć się w szkole handlowej, co nie było dość powszechne na Suwałkach, gdzie mieszkała Aleksandra.  Właśnie w Warszawie wstąpiła do Polskiej Partii Socjalistycznej, która założona była przez Piłsudskiego. Ola brała udział w wielu akcjach zbrojnych i do jej obowiązków należały przerzuty broni i organizowanie magazynów z uzbrojeniem, o których wiedziała tylko ona. W 1906 roku podczas prezentacji magazynów zbrojeniowych poznała Piłsudskiego i od razu zapadła mu w pamięć. Problem między zakochanymi był jeden i to w tamtych czasach dość poważny. Mianowicie Józef Piłsudski miał wtedy żonę Marię, która do końca życia nie zgadzała się na rozwód z Marszałkiem.

Katarzyna Droga przedstawiła Olę, jako zwykłą dziewczynę, która chciała przede wszystkim wolności dla Polski, a którą miłość spotkała właśnie podczas tej walki. I właśnie walka o niepodległość, a potem podniesienie Polski z kolan po latach niewoli była delikatnym cierniem w miłości Piłsudskich. Owszem ich uczucie wyrosło w czasach, gdy konspirowali, gdy walczyli, gdy byli w więzieniach, ale dla Józefa pierwsza zawsze była Polska. Można nawet czasem odczuć, że to ona była jego największą miłością. I gdyby nie przypisy do listów od Marszałka, które cytowała autorka trudno byłoby mi uwierzyć w to uczucie, które łączyło Ziuka (tak był nazywany przez najbliższych) i Olę. Jednak to on w listach nazywał ją najdroższą, swoją Oleńką.

Aleksandra była niezwykle silną kobietą. Nie tylko, dlatego, że przemycała broń. Nie wiem ile kobiet byłoby w stanie znieść takie życie. Niepewność, co z ukochanym, czy wróci z kolejnej wyprawy, czy nie będzie musiała wychowywać sama dziecka, a potem dzieci, bycie odsuniętą z powodu wiecznej walki o wolność kraju, chociaż to też ich w bardzo mocny sposób łączyło.

Uważam, że książka Katarzyny Drogi jest bardzo dobra i nie mogę jej zarzucić, że nie ma w niej przypisów i autorka sobie coś wymyśliła, bo przypisy są, a w posłowi sama zaznaczyła, że pewne sceny musiała sobie wyobrazić, bo wszyscy świadkowie tej miłości już nie żyją. Historia jest ułożona w sposób logiczny i płynny, co pozwala płynąć przez tę powieść.
"Łatwiej wyrzucić kogoś z serca niż z pamięci." ~ Kobieta, którą pokochał Marszałek. Opowieść o Oli Piłsudskiej, Katarzyna Droga, Kraków 2018, s. 39.
OCENA:  8/10
[1] Opis pochodzi z okładki książki
Za książkę dziękuję Wydawnictwu

Witam, witam. 
Rzutem na taśmę, bo wszystko się znowu posypało.
Szukam lustra, które stłukłam, bo chce je spytać ile jeszcze lat z tych siedmiu będę miała tego pecha - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie proszony jest o kontakt 
Wasza skonana i zdołowana
Lady Spark

sobota, 5 maja 2018

511. Luźna Sobota: W kartagińskim słońcu...


AUTOR: Ben Kane
TYTUŁ ORYGINALNY: Hannibal. The Enemy of Rome
TŁUMACZ: Arkadiusz Romanek
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Znak

OPIS
Wróg Rzymu
Hannibal, wielki wódz kartagiński, nigdy nie zapomniał porażki swego rodu. Gorycz doznanego upokorzenia i nienawiść do Rzymu kiełkowały w nim od dawna. Teraz planuje zemstę i unicestwienie starego wroga.
Żołnierz kartagiński
Hannibal szykuje się do wojny. Tymczasem syn jednego z jego najbardziej zaufanych dowódców wybiera się na wycieczkę z przyjacielem – i znika.
Niewola
Chłopcy zostają porwani przez piratów i wystawieni na sprzedaż na targu niewolników. Jeden z nich trafia do szkoły gladiatorów, drugi do pracy w polu. Są przekonani, że już nigdy nie zobaczą domu i rodziny.
Świat w ogniu
Los młodzieńców, nierozerwalnie złączony z fatum ich rzymskich panów, nie jest jednak przesądzony. Wyniszczająca wojna, którą Hannibal wypowiedział Rzymowi, będzie trwała jeszcze niemal dwadzieścia lat. Zmieni ona ich życie – i historię – na zawsze. [1]

RECENZJA
Bardzo lubię czytać powieści, których akcja toczy się w przeszłości. Jestem staromodna i zdecydowanie bardzie kręcą mnie wszystkie te dawniejsze obyczaje, tradycje i wierzenia - dlatego z ogromną chęcią i zapałem zabrałam się za egzemplarz recenzencki z wydawnictwa Znak - Hannibal. Wróg Rzymu.



Hanno kocha swoją rodzinę, czuje ogromną więź z Kartaginą - swoją ojczyzną. Wierzy, że łaska bogów może znacznie ułatwić życie... jednak nade wszystko ma chęć celebrować swoją młodość i cieszyć się wolnością, póki nie będzie musiał wziąć na barki ciążącej nad nim odpowiedzialności. Tymczasem w Rzymie Kwincjusz właśnie przeszedł "chrzest bojowy" i z chłopca stał się mężczyzną. Mimo, że z Hanno nie łączy go nic oprócz młodego wieku to jednak ich drogi krzyżują się, a to wszystko z Hannibalem i jego wojnami w tle.

Uwielbiam kiedy fikcja literacka przeplata się z autentycznymi wydarzeniami. W tym przypadku Ben Kane połączył to idealnie. Mimo, że cała historia jest tylko i wyłącznie wymysłem jego wyobraźni to jednak w to wszystko wplątane są wydarzenia, które rzeczywiście się wydarzyły. To dodaje zawsze smaczku całej lekturze. 

Co prawda początkowo akcja toczyła się dosyć mozolnie, a niektóre momenty mogły lekko nużyć to w pewnym momencie autor rozkręca się na dobre i nim czytelnik się obejrzy, a jest już całkowicie zafascynowany stworzonym światem. Kartki wydają się same przewracać, a przynajmniej ja nie mogłam przestać dopóki nie dokończyłam jednego rozdziału, potem kolejnego i kolejnego, i kolejnego...

Ben Kane stworzył całą paletę postaci, których bardzo drobiazgowo zaprezentował. Mimo całej skrupulatności miejscami przeszkadzało mi to, że główni bohaterowie w większości byli przedstawiani w superlatywach, podczas gdy w ich słabości były mocno pudrowane. To też sprawiło, że nie mogłam z żadnym z nich "zaprzyjaźnić" się na tyle, żeby zaprosić kogoś do tego mojego czytelniczego serducha.

Język jest dla mnie najlepszym punktem całej książki. Prosty, przejrzysty, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Autor sprawił, że czytelnik naprawdę może oddać się chwili zapomnienia i zatracić się w stworzonym przez niego świecie. 

Hannibal. Wróg Rzymu to dobry początek serii. Mimo początkowego "ospalstwa" w pewnym momencie akcja przybieraa bardzo szybkiego tempa, a co za tym idzie czytelnik wręcz nie może się doczekać co spotka go w kolejnych częściach. Ja sama czekam już na to z niecierpliwością.

OCENA: 7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu



Witam,
ostatnie miesiące są dla mnie niezwykle intensywne. Myślałam, że może kwiecień będzie spokojniejszy, ale nic tego. Finalnie "spłukałam" się ze wszystkich recenzji, więc muszę udać się na mały blogowy urlop. Zostawiam Was z fantastyczną i niezawodną Lady Spark.
Pozdrawiam,

czwartek, 5 kwietnia 2018

502. Odkryj "Drzwi do ptaszarni"


AUTOR: Katie Hickman
TYTUŁ ORYGINALNY: The Aviary Gate    
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO:  Świat Książki
OPIS
Celia Lamprey, młoda Brytyjka ocalona z morskiej katastrofy, trafia do haremu sułtana Mehmeda III w Konstantynopolu. Przedziwnym zrządzeniem losu na dworze sułtana zjawia się także opłakujący stratę ukochanej Paul Pindar. Kiedy młodzieniec dowiaduje się, że w haremie pojawiła się nowa niewolnica, dziewczyna o złotych włosach i białej jak mleko skórze, nie zważając na to, że jego poczynania mogą wstrząsnąć politycznym porządkiem szesnastowiecznej Europy i rozpętać wojenną zawieruchę, postanawia ją uwolnić.   [1]

RECENZJA
Czasem czytanie jakiegoś cyklu zaczyna się od drugiej części. Ja w takich sytuacjach najczęściej czuję irytację, bo brak znajomości tomu pierwszego może znacząco utrudnić odbiór lektury i spowodować jej złą ocenę. Na szczęście w przypadku „Brylantu Pindara” nic takiego nie miało miejsca, bo chociaż jest powiązany z częścią pierwszą „Drzwiami do ptaszarni” to spokojnie może stanowić osobną historię. Mnie na tyle spodobał się pomysł i styl Katie Hickman, że postanowiłam sięgnąć po „Drzwi do ptaszarni”. Autorka materiały do tej książki zbierała piętnaście lat.

Książka w dwóch perspektywach. Pierwsza to współczesny Londyn i Elizabeth, która prowadzi badania na temat pierwszej angielskiej niewolnicy w haremie sułtana Mehmeda II Celi Lamprey. Kobieta trafiła tam wraz ze swoją przyjaciółką Annette z powodu katastrofy morskiej. Zostały sprzedane do Imperium Osmańskiego przez handlarzy żywym towarem, jako niewolnice. W haremie miały spędzić resztę swojego życia. Pewnego dnia ukochany Celi przybywa do Stambuły i próbuje ją uratować, gdy dowiaduje się, że ona tam właśnie jest. I dokładnie w 1599 roku dzieje się druga perspektywa w pałacu sułtana, gdzie pełno jest intryg i zawiłości. Jaka tajemnicę kryje matka sułtana? Jedna z najpotężniejszych kobiet w Imperium Osmańskim? Czy Paul uratuje Celię?

Akcja książki jest bardzo powolna, że niecierpliwego czytelnika jest wstanie zanudzić i przez to nie zapozna się z historią zawartą na stronach tej powieści. Autorka zadbała o dokładne opisy zabytków tureckich, dworu sułtana. Ten aspekt jest dopracowany w najdrobniejszym szczególe i widać, że Katie Hickman naprawdę spędziła sporo czasu, żeby te materiały zebrać, uporządkować, a potem żeby to wszystko ułożyć w jedną całość. W „Drzwiach do ptaszarni” jest tego bardzo dużo. Natomiast w „Brylancie Pindara” tego właśnie brakowało. Tego przyłożenia się do najdrobniejszych szczegółów. Ogólnie lubię, kiedy wszystko jest dopracowane, ale tu przeszkadzało to w płynnym czytaniu książki. Rozpraszało mnie dosłownie wszystko, łatwo wybijało z rytmu nawet najmniejsze słowo w pokoju obok.

Na początku podobał mi się pomysł pisania z dwóch perspektyw i nawet żałowałam, że „Brylant Pindara” nie był tak potraktowany, ale z czasem wątek Elizabeth i jej życia miłosnego stał się męczący i pojawiał się w złym momencie, co znowu wybijało mnie z rytmu czytania, w który wchodziłam w momentach, gdy przebywała w 1599 roku w Imperium Osmańskim. Potem musiałam znowu wchodzić w rytm i tak w koło.

Nie wiem czy odebrałabym tę książkę inaczej, gdybym czytała to w odpowiedniej kolejności, czyli najpierw „Drzwi do ptaszarni”, a potem „Brylant Pindara” i nigdy się już tego nie dowiem. Podobała mi się, ale te wybicia z rytmu utrudniły mi płynne czytanie książki, przez co pewnie czytałam ją dłużej niżbym chciała. Miłośnikom powieści historycznych z pewnością się spodoba i polecam czytać jednak w dobrej kolejności.
OCENA: 6/10

Książki czytałam w złej kolejności, ale recenzję dodaję w odpowiedniej ;) 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 15 lutego 2018

489. Czarna owca rodziny czy niewinna, zbłąkana owieczka?

AUTOR: Helena Mniszkówna
ROK WYDANIA: 2005 (przybliżony)
WYDAWNICTWO: MG

OPIS
Najsłynniejszy polski melodramat „Trędowata” kończy się śmiercią Stefci Rudeckiej, niezamożnej szlachcianki, która zdobyła serce ordynata, Waldemara Michorowskiego. Dziewczyna została zadręczona przez niechętnych jej arystokratów, niemogących zaakceptować faktu, że ktoś skromnego pochodzenia mógłby zająć miejsce należące się – ich zdaniem – jedynie dziedziczce magnackiego rodu.
Młody ordynat żyje wspomnieniami, ale rodzina, wbrew jego woli, oczekuje, że ordynacja dostanie potomka. Waldemar budzi uczucia u wielu pięknych kobiet, w tym także u swej młodej kuzynki Luci. Los stawia mu jednak na drodze dalszego kuzyna Bogdana, utracjusza i hulakę. Ordynat podejmuje to wyzwanie – postanawia chłopaka „wyprowadzić na ludzi”. [1]

RECENZJA
Trędowata to historia wielkiej, gorącej, aczkolwiek tragicznej miłości między ordynatem Michorowskim a Stefanią Rudecką. Po zapoznaniu się z prawie sześciuset stronicową „cegłą” przyszedł czas na poznanie również kontynuacji – niewielkiej objętościowo, bo liczącej raptem 200 stron, lektury Ordynata Michorowskiego. Historia Waldemara? Niekoniecznie...

Jeszcze jakiś czas temu polska arystokracja cieszyła się ogromnym szacunkiem wśród ludu. Od pewnego jednak czasu coś się zmieniło i coraz mniej życzliwości i sympatii do sfery można dostrzec w niższych szczeblach „hierarchii”. W kraju szerzy się bunt co zmusza niejedne hrabiostwo do emigracji. Wśród „uciekinierów” znajduje się również pani Elzonowska i jej córka Lucia -  była uczennica Stefci. Panna Lucyna nie jest już tą rozkapryszoną pannicą, z którą poznaliśmy się w Trędowatej. Teraz to ułożona panna, która oddała swoje serce jednemu mężczyźnie… niestety ten zdaje się w ogóle nie dostrzegać płomiennego uczucia młodej kobiety. Jednocześnie w otoczeniu Waldemara pojawia się jego kuzyn – dla jednych czarna owca rodziny, a dla Waldemara zbłąkana dusza, którą trzeba naprostować…

O ile w Trędowatej akcja toczyła się bardzo powoli i mozolnie, o tyle tutaj fabuła biegnie tak szybko, że niekiedy na kilku stronach sytuacje obejmują czasowo parę tygodni. Z jednej strony dzięki temu lektura nie nuży czytelnika, ale z drugiej kolei można odnieść wrażenie, że cała historia została pisana w ogromnym pośpiechu i nie do końca przykładano się do całości. Niektóre wątki są, więc bardzo okrojone i potraktowane po macoszemu.

Styl, nadal poprawny i łatwy w odbiorze, to z pewnością atut książki, a to zawsze coś, bo akurat w tej sytuacji tych plusów jest znacznie mniej.

Byłam przekonana, że sięgając po Ordynata Michorowskiego poznam przede wszystkim dalsze losy Waldemara, ale z przykrością muszę stwierdzić, że mało tutaj Waldiego. Samemu ordynatorowi trochę lat przybyło, niesie bagaż własnych doświadczeń i w sumie nie przypomina tego z Trędowatej, podobnie zresztą jak Lucia. W tej części na pierwszy plan wysuwa się kuzyn ordynata – Bochdan i to przede wszystkim jego historie poznajemy. W sumie młody Michorowski jest kreowany na takiego trochę lekkoducha, ale o ogromnym serduchu. Ja osobiście wolałam jednak jego wuja i tego będę się trzymać.

Ordynat Michorowski na dobrą sprawę powinien być traktowany nie jako kontynuacja Trędowatej, lecz jako zupełnie odrębna historia. Ja co prawda się na nią skusiłam, z czystej ciekawości, ale jestem zdania, że nie jest to lektura obowiązkowa. Ot cieniutka książeczka, z którą można szybko się zapoznać i jeszcze szybciej o niej zapomnieć.

OCENA: 5/10


Królestwo i renta księżniczki za łóżko i poduszkę!

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa


czwartek, 8 lutego 2018

487. Kiedy sfera niszczy wszystko...

AUTOR: Helena Mniszkówna
ROK WYDANIA: 2005 (przybliżony)
WYDAWNICTWO: MG

OPIS
Historia miłości trudnej, a jednocześnie doskonałej, zmysłowej i duchowo idealnej, a zakończonej tak, jak kończyły się największe romanse wszech czasów: Romeo i Julia czy Tristan i Izolda. W chwili, gdy już wydaje się, że kochankowie zwalczyli wszelkie przeciwności i szczęście jest na wyciągnięcie ręki, dopada ich ta, przed którą nie ma ucieczki. Śmierć. I jest to zakończenie idealne. Los Stefci Rudeckiej i ordynata Michorowskiego to los tragicznych kochanków, którzy jednak mówią do nas z odległej epoki: nie bójcie się i idźcie zawsze za odgłosem serca.

RECENZJA
Powszechnie uchodzę za kobietę bez serca. Nie wzruszają mnie żadne romansidła, nie lubię słodkości w książkach i najchętniej ukatrupiłabym autorów za wprowadzenie do  akcji irytujących i zbędnych wątków miłosnych. Mogę śmiało stwierdzić, że obyłabym się bez wielkiej namiętności pomiędzy bohaterami… ale…ale… są wyjątki!

Uwielbiam Trędowatą w reżyserii Jerzego Hoffmana z przeuroczą Elżbietą Starostecką w roli Stefci Rudeckiej i wspaniałym Leszkiem Teleszyńskim jako Waldemarem Michorowskim. Nie zliczę ile razy już oglądałam tę konkretną adaptację filmową i wszystkie dialogi znam na pamięć. To jeden z nielicznych przypadków, gdzie zanim poznałam „pierwowzór” zakochałam się w ekranizacji. Do tej pory nie znałam jednak powieści napisanej przez Helenę Mniszkównę i stwierdziłam, że początek roku będzie idealnym czasem aby nadrobić zaległości! Byłam przekona, że zarys historii znam z ekranu, więc autorka  niczym mnie nie zadziwi… i nic bardziej mylnego! Myślałam, że znam Trędowatą, a okazało się, że flm a lektura to na dobrą sprawę coś zupełnie innego! Różnią się sytuacje, różnią się choroby, ba o istnieniu niektórych postaci nawet nie zdawałam sobie sprawy!

Stefania Rudecka ma złamane serce. Mężczyzna, którego kochała okazał się być zwykłym draniem i materialistą. Dla młodej kobiety, pochodzącej z dobrej aczkolwiek niezbyt zamożnej rodziny, to prawdziwy cios, z którego wcale nie tak łatwo jest się otrząsnąć. Stefcia potrzebuje zmiany, a posada guwernantki Luci Elzonowskiej wydaje się być idealną propozycją. Panna Rudecka bardzo szybko przenika do świata wyższych sfer i cieszy się ogólną sympatią, przez pryzmat której przymyka się oko na jej niższe pochodzenie… do czasu, aż mocniej zaczyna interesować się nią ordynat Michorowski, najlepsza partia w kraju!

Trędowata to pozycja miejscami infantylna, miejscami bardzo naiwna, ale w tym wszystkim jest również niezwykle urzekająca i wciągająca. Mimo pokaźnych rozmiarów (to prawie 600 stron) lekturę czyta się bardzo szybko i nie sposób nie przeżywać wraz ze Stefcią i Waldemarem ich rozterek, smutków, radości i oczywiście ogromnie gorącego uczucia. Jeśli ktoś liczył na pełną dynamiki i niespodziewanych zwrotów akcji książkę może poczuć się rozczarowany, bo tutaj sprawy płynął znacznie wolniej, rozkładają się w czasie i pozwalają na tworzenie własnych refleksji.

Bardzo żałuję, że sami bohaterowie w większości są postaciami jednokolorowymi. Stefcia jest poczciwa i dobra, księżna Podhorecka cieszy się szacunkiem wszystkim, Lucia to jeszcze dziecko, a hrabia Barski jest bucem jak ich mało, razem ze swoją córeczką Melanią! Jedynie Waldemar i panna Rita wyróżniają się swoimi charakterami od wszystkich, bo mają w sobie trochę i dobrych i złych cech i chyba za to najbardziej ich polubiłam. No zresztą ordynat Michorowski był kreowany na takiego troszkę złego chłopca, ale z dobrym sercem (ależ mamy paradoks!), a ja bardzo takich panów lubię! Aż chciałoby się zaśpiewać: Gdzie ci mężczyźni…

Sam styl autorki jest poprawny, chociaż musze się przyznać, że miałam chwilę zwątpienia czytając o tym jak kwiaty „rozmawiają” ze Stefcią! Nie, nie pomyliłam się – nie panna Rudecka z roślinami, a właśnie one z nią. Poza tym w Trędowatej mamy bardzo dużo szczegółowych opisów, co wiem, że jednym się podoba, ale drugich może nużyć.

Uwielbiam filmową wersję i zawsze byłam przekonana, że Trędowatą to znam na pamięć. Nic bardziej mylnego! Książka to nie tyle rozbudowana historia, co 3/4 zupełnie inna! Miejscami może zbyt mocno naiwna, ale mimo wszystko mam jakiś sentyment do Stefci i Waldemara, więc miło było zapoznać się z pierwowzorem.

OCENA: 7/10


To zły miesiąc, bardzo zły miesiąc…


[1] Opis pochodzie ze strony wydawnictwa

poniedziałek, 23 października 2017

454. Kim była naprawdę Elżbieta Batory?

AUTOR: Rebecca Johns
TYTUŁ ORYGINALNY: The Countess
TŁUMACZ: Anna Bereta-Jankowska
ROK WYDANIA: 2013
WYDAWNICTWO:  Pascal   

OPIS
Oskarżana o czary, morderstwa młodych kobiet, a nawet kąpiel w ich krwi. Do dziś krążą legendy o jej wyjątkowym okrucieństwie wobec sług, a także licznych kochankach obojga płci.
Czy Elżbieta była bestią wyzutą z ludzkich uczuć, brutalnie mordującą niewinne kobiety, aby zachować młodość? A może padła ofiarą politycznych rozgrywek?
Jedenastoletnia Elżbieta, siostrzenica Stefana Batorego, opuszcza rodzinny dom i zostaje zmuszona do zaręczyn. Szybko musi odnaleźć się w roli żony i... kochanki. Sama wśród obcych, zabiega o ich względy, by przetrwać w świecie pełnym wyrafinowanych intryg, gry o władzę i przemocy.
Osamotniona, oślepiona tęsknotą za nieodwzajemnioną miłością, poddaje się szalonemu złudzeniu, że przelana krew pomoże jej zdobyć władzę i posłuch. Setki młodych kobiet przybywają do zamku, by go już nigdy nie opuścić…
Przez stulecia legenda o Elżbiecie Batory żyła własnym życiem i stała się inspiracją dla pisarstwa Brama Stokera, Julia Cortázara i Joe Alexa.
Oto prawdziwa, napisana z rozmachem opowieść o Hrabinie z Siedmiogrodu, jednej z najbardziej inteligentnych i światłych kobiet swoich czasów. [1]

RECENZJA
Elżbietę Batory kojarzę tylko z powodu Króla Polski Stefana Batorego, ale to nie przeszkodziło mi w zakupie książki Rebecci Johns. Zwłaszcza, że postać Elżbiety we wszystkich źródłach jest postacią z koszmarów.

Elżbieta Batory jest siostrzenicą Król Polski Stefana Batorego. Jej rodzice są swoimi dalekimi kuzynami z tego samego rodu. Jej matka Anna była dwukrotnie zamężna nim wyszła za mąż za Jerzego. Kobieta miała trójkę rodzeństwa: dwie siostry – Klarę i Zofię -  i jednego brata – Stefana. W wieku 15 lat wyszła za mąż za Franciszka Nadasda. Podejrzewano, że to, co robiła ze swoimi służącymi i o co była oskarżona spowodowane było chorobami psychicznymi, które były następstwem małżeństw ze zbyt bliskimi członkami rodziny wśród jednego rodu. Elżbieta w książkach pokazywana jest, jako osoba okrutna i pozbawiona sumienia, a także nie mają wyrzutów sumienia. Była przekonana, że miała prawo do karania swoich służących za każde najdrobniejsze przewinienie.

Cała książka jest napisana w formie listów Elżbiety do swojego syna Pawła, w którym opisuje całe swoje życie. Początkowo nic nie wskazywało, że z pięknej Elżbiety wyrośnie okropny kat, który jest wstanie zabić szwaczkę pogrzebaczem za to, że ta chciała donieść na to jak traktuje służbę królowi Węgier. Z występku na występek Głowna postać była coraz gorsza. Miłość swojego męża też zdobyła, gdy wymierzyła służącej karę, a ten nawet podpowiedział jej, co jeszcze mogła zrobić.

W książce zachowano węgierskie nazwy miast, państw, imion i nazwisk. Z jednej strony to mi nie przeszkadzało, ale denerwowało mnie, gdy musiałam szukać tego w Internecie. Wystarczyłoby dać po prostu przypis z wyjaśnieniem od tłumacza. Przez książkę się nie idzie, a płynie. Strony same się przewracają, a czytelnik nawet nie zauważa, że do końca zostało mi 150 stron.

Muszę też wspomnieć o drobnym rozczarowaniu. Otóż sądziłam, że będzie więcej drastycznych scen dotyczących okrucieństwa Elżbiety Batory. Jednak autorka dawała tylko drobne wzmianki, a opisała może z dwa przypadki. Z jednej strony to jest logiczne, bo jest to list Elżbiety do syna Pawła, który jest jeszcze dzieckiem, ale z drugiej, jako czytelnik zachęcony opisem chciałam czegoś więcej.

Jako powieść historyczna przypadła mi do gustu. Dobrze napisana i wciągająca, jeśli więc macie ochotę na zapoznanie się z wersją Rebecci Johns dotycząca życia Elżbiety Batory to nie powinniście się tą książką rozczarować.

OCENA:  7/10

Wróciłam! Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę ;). Nie było źle w Danii, ale co Polska to Polska. Od tego tygodnia Tea nie będzie już sama, więc z pewnością będziemy częściej aktywne u Was na blogach, ale to dajcie mi jeszcze dwa - trzy dni, żebym mogła spokojnie wszystko ogarnąć, bo w  sumie to mam jeden wielki bałagan! Za Wami też tęskniłam, ale czytałam wszystkie Wasze komentarze! Nie mogłam odpowiedzieć na nie, bo mój telefon nie chciał współgrać z bloggerem :(. 
Całuję i trzymajcie się! 
Lady Spark


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

390. "Czas tęsknoty", czyli czasami lepiej zrezygnować z wątku miłosnego


AUTOR: Adrian Grzegorzewski
SERIA: Czas tęsknoty
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Między Słowami

OPIS
Jest upalne lato 1939 r. Młody warszawiak Piotr Ochocki przyjeżdża do Bedryczan, małej wioski na Kresach, żeby poznać rodzinne strony swojej matki.

Ale nie będą to zwykłe beztroskie wakacje. Znad obu granic nadciąga widmo wojny - nawet w malutkich Bedryczanach, gdzie wszyscy się znają, narasta wrogość miedzy sąsiadami: Polakami i Ukraińcami. Piotr wie, że zapuszczanie się na ukraińską stronę wsi naraża go na wielkie niebezpieczeństwo.

A jednak to wszystko przestaje mieć znaczenie w dniu, kiedy po raz pierwszy spotyka piękną Ukrainkę Swietę. Już wie, że teraz nic nie będzie takie samo, wszelkie zakazy przestają się liczyć…

Ale co się wydarzy, kiedy rozdzieli ich wojna?
Czy czas tęsknoty się skończy? [1]

RECENZJA
Lubię „Czas honoru”. Ogólnie bardzo lubię wojenne klimaty, ale wiem również, że ciężko o dobrą pozycję filmową, serialową lub też książkową. Dlatego z pewnym niepokojem podeszłam do „Czasu tęsknoty”. Odrobinę nadziei dawała mi ocena na Lubimy Czytać, bo wynosiła 7,5 gwiazdki. Na dodatek od dłuższego czasu chodziła za mną powieść historyczna, której akcja działaby się podczas II wojny światowej i to w Polsce. Dlatego wydawało mi się, że to jest dobry czas dla tej książki. Czy miałam rację?

Lato 1939 roku, Piotr Ochocki jedzie do Bedryczan na Kresach, bo chce poznać rodzinne strony matki. Wszyscy wiedzą, że nadchodzą trudne momenty dla niepodległej Polski, która dopiero wychowała swoje pierwsze pokolenie w wolnym kraju po 123 latach zaborów. Z obu stron granicy nadchodzą złe wieści. Od wschodu komunizm i Stalin, a od zachodu faszyzm i Hitler. Piotr i pozostali Polacy mają jednak nadzieję, że zawarte sojusze z Francją i Wielką Brytanią powstrzymają Hitlera od zaatakowania Polski.

Właśnie w tym momencie Piotrek w Bedryczanach poznaje Ukrainkę Swietłanę. Młodzi od pierwszego wejrzenia zakochują się w sobie. Niestety widmo wojny z dwóch stron to nie jest dobra atmosfera dla rozkwitu tej miłości. On Polak, ona Ukrainka – to nie jest miłe połączenie w Bedryczanach, które od kilku lat jest podzielone na dwie części – polską i ukraińską. Wystarczy tylko iskra, aby rozpętało się tam piekło na ziemi. Ukraińcy chcą odzyskać niepodległość, chcą utworzyć swoje państwo, chcą tego, o co wcześniej walczyli Polacy przez 123 lata. Na dodatek Swieta ma już wybranego męża, którym jest niebezpieczny Jegor. Na tle tego wszystkiego wyrasta zakazane uczucie między Polakiem a Ukrainką.

Wątek miłosny kompletnie mnie nie kupił. Z prostego powodu: zakochanie w ciągu sekundy? Spoko. Przymykam na to oko, ale nawet moja romantyczna część duszy nie kupi schematu wyglądającego mniej więcej tak: miłość od pierwszego wejrzenia w cerkwi -> brak jakiegokolwiek drugiego dłuższego spotkania -> namiętny seks w stodole na sianie z miłości. No nie kupuję tego za żadne skarby świata. Zostawię to jednak już, bo nie chcę się nad tym pastwić, ale niestety wątek miłosny jest niedopracowany, a nawet infantylny. Nie przekona mnie argument, że to inne czasy, że wojna za pasem. Po prostu kobiety w tamtych czasach tak nie postępowały, a zwłaszcza, gdyby wychowywały się w rodzinie takiej jak Swieta.

Bohaterowie są różni. Jest ich cała masa. Piotr to narwany warszawiak. Swietłana to spokojna Ukrainka, która jest przeznaczona niebezpiecznemu Jegorowi. Jest również pani Maria i jej córka Marta, która podkochuje się w Piotrze. Obie są do rany przyłóż. Witalij, czyli kościelny z cerkwi jest moją ulubioną postacią. Bohaterowie irytują bardziej lub mniej, ale ja lubię jak zachowanie danej osoby wzbudza we mnie pozytywne lub negatywne emocje.

Ocena na LC bardzo mnie zawiodła, dlatego postanowiłam poszperać po recenzjach i okazało się, że druga część „Czasu tęsknoty” ma być słabsza, więc zrezygnowana i gotowa rozpłakać się z bezsilności, że książka jest słaba, wróciłam do czytania. I wiecie, co? Druga część podobała mi się zdecydowanie bardziej. Nie było ckliwej i mało realnej miłości od pierwszego wejrzenia. Było więcej rzeczywistości wojennej. Przygotowania Piotra do zostania żołnierzem. Życie Swiety i Marty w codzienności wojennej, gdzie Ukraińcy i Rosjanie traktowali kobiety jak worki do zaspokajania swoich potrzeb. Nie odczuwałam efektu znudzenia czy też spowolnienia akcji. Chociaż jak już zaczynałam się do książki przekonywać to autor znowu przekombinował. Nie jest możliwe, żeby dwóch ojców w dwóch różnych krajach zrobiło dokładnie to samo w tym samym czasie. 

Autor wcale nie bawił się w opisywanie scen morderstw na ludności polskiej w sposób delikatny. Nazywał rzeczy po imieniu, a przy scenach, które miały miejsce na Wołyniu to płakałam.

Już dawno nie miałam takiego dylematu odnośnie oceny książki. Pierwsza jej część i szybki, a wręcz ekspresowy rozkwit miłości Swiety i Piotra zasługuje na jeden. Za to sporo plusów zyskała druga część, gdzieś w granicach szóstki. Mimo wszystko widziałam proste błędy debiutanta. Z ogromnym bólem serca dam 4, bo to moja ulubiona tematyka, ale wykonanie kompletnie mnie nie zadowala. Gdyby autor bardziej uspokoił i zrównoważył wątek miłosny to byłaby to całkiem przyjemna powieść. Pozostaje mi mieć nadzieję, że drugi tom będzie trochę lepszy.
"Uczucie to potężna więź, która potrafi zadzwonić niepokojąco prosto do ucha, jeśli na drugim końcu sznurka dzieje się coś niedobrego." ~ Adrian Grzegorzewski, Czas tęsknoty, Kraków 2014, s. 91.
OCENA:  4/10

Aż nie wiem, co Wam napisać od siebie. Po prostu jestem zawiedziona książką. Mogło być dobrze, a wyszło jak zwykle... 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 27 lutego 2017

370. "Wojna Winstona", czyli jak dojść do władzy w czasie II wojny światowej


AUTOR: Michael Dobbs
TŁUMACZ: Anna Gralak
SERIA: Winston Churchill
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: Znak Literanova  

OPIS
Epicka powieść autora "House of Cards" o prawdziwej rozgrywce, której stawką były losy całego świata.
Kiedy Hitler wkracza do Czechosłowacji, brytyjski premier Neville Chamberlain stwierdza, że to jedynie „kłótnia w dalekim kraju między ludźmi, o których nic nie wiemy”. Tylko Winston Churchill rozumie, że właśnie zaczyna się gra o najwyższą stawkę. I wie, że ugodowiec Chamberlain nie zapewni w niej zwycięstwa Wielkiej Brytanii. Uruchamia więc skomplikowaną intrygę, by wyrwać władzę z rąk urzędującego premiera.
Aby utrzymać stanowisko, Chamberlain nie zawaha się wykorzystać Polski. W Londynie swoje rozgrywki prowadzą zresztą wszyscy – jąkający się król Jerzy VI, rozrywkowy amerykański ambasador Joseph Kennedy i sowiecki szpieg Guy Burgess. Losy władców, ministrów, dziennikarzy, fryzjerów i prostytutek splatają się w pełną emocji opowieść o jednym z największych ludzi XX wieku: sir Winstonie Churchillu.
Poznajcie prawdziwego mistrza intrygi, od którego uczył się Frank Underwood z House of Cards.
"Nazywam się Churchill. Urodziłem się, żeby stoczyć tę wojnę". [1]

RECENZJA
„House of Cards” swego czasu robiło furorę. W telewizji, w sieci, w literaturze. Ja cały czas serię o Franku Underwoodzie mam przed sobą, a na dodatek nie lubię zaczynać przygody z danym autorem od jego najsłynniejszych dzieł. Dlatego „Wojna Winstona” to dobry pomysł na zapoznanie się z prozą Michaela Dobbsa.

Akcja zaczyna się w momencie, gdy Neville Chamberlain zgadza się oddać część Czechosłowacji Hitlerowi, twierdząc, że Adolfowi się ona należy, a po drugie lepiej oddać mu kawałek mało znaczącego państwa w Europie niż doprowadzić do kolejnej wojny. Wszyscy wiemy jak to się skończyło. Wojna i tak wybuchała. Dobbs na swojego głównego bohatera wybrał Winstona Churchilla, który w momencie, gdy go poznajemy jest zepchnięty na margines brytyjskiej polityki. Nikt nie słucha tego, co mówi i jak twierdzi, że Hitler nie poprzestanie tylko na Czechosłowacji.
Dylemat politologa: to soft czy już hard power?

Warto przedstawić Wam dwie postaci, czyli Winstona Churchilla oraz Neville Chamberlaina. Zacznę od tego pierwszego i nie martwcie się, nie zanudzę was litrami faktów. Winston Churchill w 1908 roku zaczął pracę w rządzie Asquitha. Do 1914 r. było jednym z najlepszych polityków. Jego upadek nastąpił wraz z nadejściem I wojny światowej. Złe decyzje wojskowe doprowadziły do tego, że Churchill poddał się do dymisji i zaciągnął się do armii. Z sukcesem wrócił do rządu, w 1916 r. Całe lata dwudzieste XX wieku to pasmo jego sukcesów, ale gdy w 1929 r. konserwatyści przegrali wybory został on odsunięty od kierownictwa partii. Przez większość lat trzydziestych nie udzielał się politycznie. Gdy zbliżał się moment II wojny światowej był jednym z największych przeciwników w kwestii polityku ustępstw względem Adolfa Hitlera. I od tego momentu zaczyna się jego „życie” w książce Dobbsa. Z kolei Neville Chamberlain zdobył uznanie ludzi, gdy w latach 1931-1937 doprowadził do ożywienia gospodarczego. Od 1937r. pełnił funkcję premiera Wielkiej Brytanii i to on wprowadził politykę ustępstw względem III Rzeszy, co doprowadziło do oddania Niemcom części Czechosłowacji tzw. Sudetenlandu, a następnie nie zareagował na zajęcie przez Hitlera Pragi w 1939 r., chociaż wcześniej udzielił Czechosłowacji gwarancji.

Jeśli zaś chodzi o fabułę to, gdy znacie, jako tako historię świata to niczym was nie zaskoczy, a pozwoli bardziej się skupić na postaciach, które są dość równo prowadzone i każda z nich jest inna. Oczywiście nie wszystkie da się lubić, ale Dobbs w sposób oczywisty pokazał, że osobiście nie przepada za Chamberlainem za to, jaką politykę stosował wobec Czechosłowacji czy potem Polski przed II wojną światową. Uważam, że w powieściach, które oparte są na faktach historycznych jest odrobina prawdy i biorąc pod uwagę, to, co napisał Michael Dobbs i jak przedstawiał myśli Chamberlaina to sama czułam do tego człowieka niechęć. Z drugiej jednaj strony jestem w stanie zrozumieć, że chciał ustrzec ludzi przed tragedią, jaką była I wojna światowa.

I ta boska ironia <3 
Winston Churchill pokazany jest, jako człowiek kąpany w gorącej wodzie, który najpierw robi, a dopiero potem myśli. I przez swoje ciągłe mówienie, że należy stosować twardą politykę wobec Hitlera jest mało lubiany w swoim środowisku partii konserwatywnej. Z kolei Chamberlain chciał przejść do historii, jako ten, który zapobiegł wojnie, który dał Europie pokój po Wielkiej Wojnie. Niestety nie udało mu się to. Dobbs w swojej książce pokazuje intrygi, walkę o władzę i wpływy, to, co było, jest i będzie obecne w polityce do końca świata, gdzie lojalność jest pojęciem względnym i mało używanym, bo w tym świecie każdy chroni swój interes i o to by historia nie napisała o nim w złym stylu, ale by zapisał się w niej złotymi literami.

W powieści od początku mamy całe mnóstwo postaci. Począwszy od żydowskiego golarza, przez operatorkę linii telefonicznej czy pracownicę poczty, dziennikarza BBC, a kończąc na ambasadorze Stanów Zjednoczonych w Wielkiej Brytanii oraz politykach tego kraju. Na początku ciężko jest się zorientować, kto, z kim i dlaczego, ale z czasem czytelnik coraz lepiej orientuje się w całej sytuacji.

Co mnie mocno irytowało to fakt, że po 200 stronach książki Winston Churchill, jako Winston Churchill był postacią marginalną. Wszyscy o nim rozmawiali, ale on sam w zasadzie się nie pojawiał. Bardzo mnie to denerwowało, bo chciałam bardziej czytać o tym, co on robił, chociaż nie ukrywam, że tym zabiegiem Dobbs po prostu chciał nam przybliżyć każdą ze stron.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Michaela Dobbsa uważam za udane. Nie za wybitne, ale przyzwoite i chętnie zapoznam się z „House of Cards” i będę czekać na premierę drugiego tomu serii o Churchillu, ale nie tak, że będę rwała sobie włosy z głowy. Będę czekać i spokojnie ją kupię, gdy będzie miała premierę, ale nie rzucę dla niej wszystkiego, bo pierwszy tom jednak rozczarował mnie w pewien sposób, a zwłaszcza ten przedłużający się początek.

"Słowa to broń, czasem jedyna, jaka pozostaje, lecz we właściwych rękach może się okazać najpotężniejszą bronią ze wszystkich." ~Wojna Winstona, Michael Dobbs, Kraków 2017, s. 217.
OCENA:  6/10

I mamy nowy tydzień. Ciężko mi rozstać się z moim ukochanym łóżeczkiem :(, ale jak mus to mus. 
Standardowo oprócz recenzji pisanej, poniżej macie link do tej gadanej. Zapraszam również tam, bo czasami czegoś nie ujęłam w tekście, ale dopowiedziałam ;).



[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 2 stycznia 2017

348. Wojna zawsze ma jedno oblicze


AUTOR: Theresa Revay
TYTUŁ ORYGINALNY: L’autre Rive du Bosphore  
TŁUMACZ: Magdalena Kamińska-Maurugeon       
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Świat Książki   

OPIS
Listopad 1918. Stambuł znajduje się pod okupacją Aliantów, zwycięzców w I wojnie światowej.
Leyla Hanim to młoda małżonka Selima, sekretarza sułtana Mehmeta VI. Jej teściowa, czerkieska niewolnica uwolniona z sułtańskiego seraju, wymaga od niej, by żyła w poszanowaniu pradawnych tradycji. Jednak wkrótce odwieczny porządek legnie w gruzach. Rezydencja Leyli i Selima zostaje zarekwirowana przez francuskiego oficera z rodziną. Turcy, którzy nie zgadzają się na rozpad swojego państwa, zaczynają stawiać opór. Leyla, zachęcona przez brata, angażuje się w walkę, pomimo strachu przez nieznanym i wbrew woli męża. Przełomowym momentem w jej życiu okaże się spotkanie z Hansem Kastnerem, berlińskim archeologiem i zwolennikiem Mustafy Kemala Ataturka. Anatolia staje się sceną zakazanej miłości… [1]

RECENZJA
Powieści historyczne należą do mojego ulubionego gatunku literackiego. Mam ich w swoim zbiorze bardzo dużo. Ta możliwość wczucia się w klimat danej epoki, pozwolenie, aby wyobraźnia sama kreowała wszystkie elementy dekoracji, stroju, architektury to dla mnie czysta rozkosz, którą znajduję właśnie w powieściach historycznych. Długo zastanawiałam się, którą pozycję Theresy Revay zacząć czytać. Padło na „Na drugim brzegu Bosforu”, ponieważ chciałam dowiedzieć się jak wyglądało życie kobiet muzułmańskich tuż po zakończeniu I wojny światowej.

Leyla Halim jest żoną Selima, który jest sekretarzem sułtana Mehmeta VI. Mieszkają w domu męża razem z matką, która chce, aby synowa nie poddawała się nowemu ładowi, który po kapitulacji Turcji w trakcie I wojny światowej wkradł się do tureckich miast. Wiele kobiet podczas Wielkiej Wojny musiało porzucić bycie w domu i nagle stać się pielęgniarkami, nauczycielkami czy też podjąć pracę w fabryce produkcyjnej. Jednak nie Leyla, która za wszelką cenę, chce zadowolić starszą kobietę. Jest również matką dwójki dzieci:  9-letniego Ahmeta i 7 – letniej Perihan. Życie całej rodziny zmienia się w momencie, gdy do ich domu wprowadza się francuski dyplomata z rodziną. Początkowo Selim i jego bliscy mieli wyprowadzić się z willi, ale Francuz zgodził się podzielić na pół, aby ludzie, których alianci chcieli wyrzucić za próg mieli gdzie mieszkać.

Leyla mimo faktu, że jest muzułmanką to wychowywała się w rodzinie oświeconych i bardziej nowoczesnych Turków niż Selim. Mimo to nie ma problemu z dostosowaniem się do zasad i reguł panujących w domu męża. Zresztą wiele pokoleń kobiet robiło to przed nią, więc nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Miała jednak bardzo silny charakter i nie bała się rozmawiać ze swoim mężem. Jej życie zmienia się, gdy pewnego dnia jej brat Orhan i jego kolega Gurkan do jej domu przyprowadza rannego, berlińskiego, archeologa Hansa Kastnera, który jest zwolennikiem Mustafy Kemla Ataturka, którego z kolei nie popiera mąż głównej bohaterki.

„Na drugim brzegu Bosforu” to również historia Louisa Gardelle i jego żony Rose oraz córki Marie. Historia małżeństwa kompletnie niedobranego, które sypie się na oczach czytelnika głównie z powodu zachowania francuskiego dyplomaty, ale muszę mu przyznać rację w jednym fakcie. Jego żona kompletnie nie widziała swoich błędów i wad. Rose myślała, że skoro jest z Europy to jest zdecydowanie bardziej cywilizowana niż Turcy czy też muzułmanie.

Autorka dobrze, a nawet wspaniale oddała atmosferę Stambułu tuż po podpisaniu aktów kapitulacji. Słyszałam gwar na ulicach, gdzie mieszają się wszystkie języki świata. Wyobrażałam sobie stroje typowe dla muzułmańskich kobiet, wnętrze domów i przyrodę, klimat z tego okresu. Po sześćdziesięciu stronach wiedziałam, że jestem w tej książce na sto procent. Poznajemy tam dwa światy. Po jednej stronie Selim, który jest zwolennikiem sułtana i starego ładu, czyli dla uproszczenia nazwijmy to monarchią, a po drugiej stronie Orhana, który woli rewolucję nacjonalistyczną. A pośrodku nich Leyla, która sama nie wie czego chce i dopiero czas jej decyzji nadchodzi. W książce spotykamy się z Turkami, którzy nie są w stanie pogodzić się z przegraną i tym, że alianci będą decydować o kształcie ich państwa. Pokazano tu również, że po I wojnie światowej obóz zwycięski nie różnił się zbytnio od tych, którzy wcześniej prześladowali. Zabierali ludziom wszystko, co mieli, byle tylko umieścić tam swoich wysokich ranga dyplomatów czy wojskowych. Chodzi mi o to, że wygrani zachowywali się tak jak przegrani tylko, że podczas tego tłumaczyli, że to są działania pokojowe. Trochę mi to wszystko przypominało walkę Polaków o wolność podczas zaborów czy w trakcie II wojny światowej. I dla jasności nie popieram ani atakujących podczas Wielkiej Wojny ani wygranych po jej zakończeniu.

Dobrze czytało mi się książkę, chociaż przyznam, ze były fragmenty, które mi się dłużyły. To jednak odbieram całość dość pozytywnie i jeśli to prawda, że to najsłabsza pozycja autorki to już ostrzę sobie zęby na kolejne jej powieści, bo Revay bardzo dobrze pisze. Może po prostu temat Turcji po I wojnie światowej jej nie podszedł do końca? Nie wiem, ale uważam, że dla tych, który lubią powieści historyczne będzie to bardzo ciekawa pozycja.

"Słowa mają niebezpieczną moc. Każde zdradzone wzruszenie, każda nazwana niesprawiedliwość staje się konkretna, wręcz groźna." ~ Theresa Revay, Na drugim brzegu Bosforu, Warszawa 2015, s. 187.
OCENA:  7/10

Witajcie w Nowym Roku! 
Na początek recenzja całkiem dobrej powieści i oby to była zapowiedź czytelniczego roku. 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 7 listopada 2016

324. Czy aby na pewno życie Józefiny było sekretne?

Znalezione obrazy dla zapytania sekretne życie józefiny
AUTOR: Carolly Erickson
TYTUŁ ORYGINALNY: The Secret Life of Josephine: Napoleon’s Bird of Paradise
TŁUMACZ: Barbara Korzon
ROK WYDANIA: 2007
WYDAWNICTWO:  Książnica

OPIS
Urodzona na Martynice Józefina Tascher de la Pagerie miała w sobie nieodparty egzotyczny urok. Gorąca karaibska krew zapewniała jej powodzenie u wielu potężnych i wpływowych mężczyzn, a patrycjuszowskie maniery otwarły przez nią niejedne drzwi.
Młodo wydana za mąż za aroganckiego arystokratę niebawem owdowiała, sama nieomal tracąc życie na gilotynie. Jednak uroda, zmysłowość i wrodzony spryt Józefiny sprawiły, iż jej urokowi ulegali najświetniejsi politycy porewolucyjnej Francji. Wkrótce wyszła ponownie za mąż za sporo młodszego generała Bonaparte, którego podboje uczyniły z Francji potęgę, a kilka lat później została koronowana przez męża na cesarzową.
Napoleon triumfował na polach bitew, ona brylowała na salonach. Niemniej serce Józefiny należało do innego – tajemniczy nieznajomy zdobył je w czasach jej młodości na Martynice…  [1]

RECENZJA
„Sekretne życie Józefiny” rozpoczęłam od przeczytania kilku słów od autorki, które znajdują się na samym końcu. Może nie powinnam, ale chciałam wiedzieć czy mam się czepiać, jeśli zauważę pewne rozbieżności z faktami historycznymi. Z ulgą przyjęłam wieść, że autorka sama uznaje książkę za rozrywkową, a nie biografię w formie powieści. To zwalniało mnie obowiązku wyłapywania wszystkich nieścisłości.

Prolog jak i cała książka jest napisana z perspektywy Józefiny, która tuż po upadku Napoleona słucha jak jej służący Krystian odczytuje jej listy od dawnego ukochanego, którego poznała jeszcze na swojej rodzinnej wyspie Martynice. Miała wtedy piętnaście lat, a dwa miesiące wcześniej zmarła jej młodsza siostra Catherine. Józefina podczas jednego z przyjęć, jakie urządzał jej wuj Robert Tascher de la Pagerie spotyka dziewiętnastoletniego porucznika Scypiona du Roure, w którym zadurza się od pierwszego wejrzenia. Jednak przystojny porucznik nie jest jedynym, który zdobywa serce Józefiny na Martynice. Młoda dziewczyna wpadła w sidła również pewnego tajemniczego mężczyzny, który wprowadził ją w tajniki prawdziwej miłość – również tej fizycznej.

Chociaż książka idzie tropem życia Józefiny i chociaż wiem, że część rzeczy jest zmyślona to nie zamierzam się tego czepiać. W końcu zostałam o tym uprzedzona, to muszę mieć jedną uwagę. Akcja, jak dla mnie dzieje się za szybko. Po prostu po niespełna dwustu stronach książki Józefina ma już dwójkę dzieci i jest w separacji z byłym mężem, a król stracił głowę na publicznej gilotynie. Brakowało mi również barwnych opisów tamtych czasów. Chciałam po prostu porzuć się tak jak w przypadku trylogii w wykonaniu Sandry Gulland, bo ona to zrobiła po mistrzowsku. Wiem, że gdyby Carolly Erickson zaczęła iść w opisy to „Sekretne życie Józefiny” miałoby pewnie z osiemset stron, ale jak dla mnie to nie byłaby wada tej książki.

Trochę mnie również ubodło, że autorka zrobiła z Napoleona prawdziwego tyrana. Cały czas próbuję sobie przypominać słowa Erickson z końca książki to jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mocno go przerysowała. Zrobiła z niego karykaturę jak dla mnie. Na dodatek wybieliła Józefinę ze wszystkich jej uczynków i czytając o życiu małżeństwa Bonaparte czułam, że Carolly najchętniej po prostu zrzuciłaby całą winę za rozpad związku na Wielkiego Wodza. A przecież Józefina nie była idealna…

No i tytuł… Wybitnie to nie jest wina polskiego tłumaczenia, bo angielski brzmi podobnie i nawet ja bym go dokładnie tak przetłumaczyła, ale ja się pytam: co to było za sekretne życie, o którym każdy wiedział? Gdzie tu sens? No nic… Pozostaje mi odłożyć książkę na półkę i odczekać za nim wezmę się za jej kolejną pozycję.

Podsumowując stwierdzam, że zdecydowanie bardziej będę Wam polecać trylogię Sandry Gulland niż pozycję Carolly Erickson. Tam znajdziecie coś lepszego i głębszego.
„Dla mnie grzeczność jest czymś lepszym od barbarzyństwa, jeśli nawet towarzyszy jej snobizm." ~ Carolly Erickson, Sekretne życie Józefiny, Katowice 2007, s. 242.
OCENA: 5/10

[1] Opis pochodzi z okładki książki