AUTOR: Helena Mniszkówna
ROK WYDANIA: 2005 (przybliżony)
WYDAWNICTWO: MG
OPIS
Najsłynniejszy polski melodramat „Trędowata” kończy się śmiercią Stefci Rudeckiej, niezamożnej szlachcianki, która zdobyła serce ordynata, Waldemara Michorowskiego. Dziewczyna została zadręczona przez niechętnych jej arystokratów, niemogących zaakceptować faktu, że ktoś skromnego pochodzenia mógłby zająć miejsce należące się – ich zdaniem – jedynie dziedziczce magnackiego rodu.
Młody ordynat żyje wspomnieniami, ale rodzina, wbrew jego woli, oczekuje, że ordynacja dostanie potomka. Waldemar budzi uczucia u wielu pięknych kobiet, w tym także u swej młodej kuzynki Luci. Los stawia mu jednak na drodze dalszego kuzyna Bogdana, utracjusza i hulakę. Ordynat podejmuje to wyzwanie – postanawia chłopaka „wyprowadzić na ludzi”. [1]
RECENZJA
Trędowata to historia wielkiej, gorącej, aczkolwiek tragicznej miłości między ordynatem Michorowskim a Stefanią Rudecką. Po zapoznaniu się z prawie sześciuset stronicową „cegłą” przyszedł czas na poznanie również kontynuacji – niewielkiej objętościowo, bo liczącej raptem 200 stron, lektury Ordynata Michorowskiego. Historia Waldemara? Niekoniecznie...
Jeszcze jakiś czas temu polska arystokracja cieszyła się ogromnym szacunkiem wśród ludu. Od pewnego jednak czasu coś się zmieniło i coraz mniej życzliwości i sympatii do sfery można dostrzec w niższych szczeblach „hierarchii”. W kraju szerzy się bunt co zmusza niejedne hrabiostwo do emigracji. Wśród „uciekinierów” znajduje się również pani Elzonowska i jej córka Lucia - była uczennica Stefci. Panna Lucyna nie jest już tą rozkapryszoną pannicą, z którą poznaliśmy się w Trędowatej. Teraz to ułożona panna, która oddała swoje serce jednemu mężczyźnie… niestety ten zdaje się w ogóle nie dostrzegać płomiennego uczucia młodej kobiety. Jednocześnie w otoczeniu Waldemara pojawia się jego kuzyn – dla jednych czarna owca rodziny, a dla Waldemara zbłąkana dusza, którą trzeba naprostować…
O ile w Trędowatej akcja toczyła się bardzo powoli i mozolnie, o tyle tutaj fabuła biegnie tak szybko, że niekiedy na kilku stronach sytuacje obejmują czasowo parę tygodni. Z jednej strony dzięki temu lektura nie nuży czytelnika, ale z drugiej kolei można odnieść wrażenie, że cała historia została pisana w ogromnym pośpiechu i nie do końca przykładano się do całości. Niektóre wątki są, więc bardzo okrojone i potraktowane po macoszemu.
Styl, nadal poprawny i łatwy w odbiorze, to z pewnością atut książki, a to zawsze coś, bo akurat w tej sytuacji tych plusów jest znacznie mniej.
Byłam przekonana, że sięgając po Ordynata Michorowskiego poznam przede wszystkim dalsze losy Waldemara, ale z przykrością muszę stwierdzić, że mało tutaj Waldiego. Samemu ordynatorowi trochę lat przybyło, niesie bagaż własnych doświadczeń i w sumie nie przypomina tego z Trędowatej, podobnie zresztą jak Lucia. W tej części na pierwszy plan wysuwa się kuzyn ordynata – Bochdan i to przede wszystkim jego historie poznajemy. W sumie młody Michorowski jest kreowany na takiego trochę lekkoducha, ale o ogromnym serduchu. Ja osobiście wolałam jednak jego wuja i tego będę się trzymać.
Ordynat Michorowski na dobrą sprawę powinien być traktowany nie jako kontynuacja Trędowatej, lecz jako zupełnie odrębna historia. Ja co prawda się na nią skusiłam, z czystej ciekawości, ale jestem zdania, że nie jest to lektura obowiązkowa. Ot cieniutka książeczka, z którą można szybko się zapoznać i jeszcze szybciej o niej zapomnieć.
OCENA: 5/10
Królestwo i renta księżniczki za łóżko i poduszkę!
[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melodramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melodramat. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 lutego 2018
czwartek, 8 lutego 2018
487. Kiedy sfera niszczy wszystko...
AUTOR: Helena Mniszkówna
ROK WYDANIA: 2005 (przybliżony)
WYDAWNICTWO: MG
OPIS
Historia miłości trudnej, a jednocześnie doskonałej,
zmysłowej i duchowo idealnej, a zakończonej tak, jak kończyły się największe
romanse wszech czasów: Romeo i Julia czy Tristan i Izolda. W chwili, gdy już
wydaje się, że kochankowie zwalczyli wszelkie przeciwności i szczęście jest na
wyciągnięcie ręki, dopada ich ta, przed którą nie ma ucieczki. Śmierć. I jest
to zakończenie idealne. Los Stefci Rudeckiej i ordynata Michorowskiego to los
tragicznych kochanków, którzy jednak mówią do nas z odległej epoki: nie bójcie
się i idźcie zawsze za odgłosem serca.
RECENZJA
Powszechnie uchodzę za kobietę bez serca. Nie wzruszają mnie
żadne romansidła, nie lubię słodkości w książkach i najchętniej ukatrupiłabym
autorów za wprowadzenie do akcji
irytujących i zbędnych wątków miłosnych. Mogę śmiało stwierdzić, że obyłabym
się bez wielkiej namiętności pomiędzy bohaterami… ale…ale… są wyjątki!
Uwielbiam Trędowatą w reżyserii Jerzego Hoffmana z
przeuroczą Elżbietą Starostecką w roli Stefci Rudeckiej i wspaniałym Leszkiem
Teleszyńskim jako Waldemarem Michorowskim. Nie zliczę ile razy już oglądałam tę
konkretną adaptację filmową i wszystkie dialogi znam na pamięć. To jeden z
nielicznych przypadków, gdzie zanim poznałam „pierwowzór” zakochałam się w
ekranizacji. Do tej pory nie znałam jednak powieści napisanej przez Helenę
Mniszkównę i stwierdziłam, że początek roku będzie idealnym czasem aby nadrobić
zaległości! Byłam przekona, że zarys historii znam z ekranu, więc autorka niczym mnie nie zadziwi… i nic bardziej
mylnego! Myślałam, że znam Trędowatą, a okazało się, że flm a lektura to na
dobrą sprawę coś zupełnie innego! Różnią się sytuacje, różnią się choroby, ba o
istnieniu niektórych postaci nawet nie zdawałam sobie sprawy!
Stefania Rudecka ma złamane serce. Mężczyzna, którego
kochała okazał się być zwykłym draniem i materialistą. Dla młodej kobiety,
pochodzącej z dobrej aczkolwiek niezbyt zamożnej rodziny, to prawdziwy cios, z
którego wcale nie tak łatwo jest się otrząsnąć. Stefcia potrzebuje zmiany, a
posada guwernantki Luci Elzonowskiej wydaje się być idealną propozycją. Panna
Rudecka bardzo szybko przenika do świata wyższych sfer i cieszy się ogólną
sympatią, przez pryzmat której przymyka się oko na jej niższe pochodzenie… do
czasu, aż mocniej zaczyna interesować się nią ordynat Michorowski, najlepsza
partia w kraju!
Trędowata to pozycja miejscami infantylna, miejscami bardzo
naiwna, ale w tym wszystkim jest również niezwykle urzekająca i wciągająca.
Mimo pokaźnych rozmiarów (to prawie 600 stron) lekturę czyta się bardzo szybko
i nie sposób nie przeżywać wraz ze Stefcią i Waldemarem ich rozterek, smutków,
radości i oczywiście ogromnie gorącego uczucia. Jeśli ktoś liczył na pełną
dynamiki i niespodziewanych zwrotów akcji książkę może poczuć się rozczarowany,
bo tutaj sprawy płynął znacznie wolniej, rozkładają się w czasie i pozwalają na
tworzenie własnych refleksji.
Bardzo żałuję, że sami bohaterowie w większości są
postaciami jednokolorowymi. Stefcia jest poczciwa i dobra, księżna Podhorecka
cieszy się szacunkiem wszystkim, Lucia to jeszcze dziecko, a hrabia Barski jest
bucem jak ich mało, razem ze swoją córeczką Melanią! Jedynie Waldemar i panna
Rita wyróżniają się swoimi charakterami od wszystkich, bo mają w sobie trochę i
dobrych i złych cech i chyba za to najbardziej ich polubiłam. No zresztą
ordynat Michorowski był kreowany na takiego troszkę złego chłopca, ale z dobrym
sercem (ależ mamy paradoks!), a ja bardzo takich panów lubię! Aż chciałoby się
zaśpiewać: Gdzie ci mężczyźni…
Sam styl autorki jest poprawny, chociaż musze się przyznać,
że miałam chwilę zwątpienia czytając o tym jak kwiaty „rozmawiają” ze Stefcią!
Nie, nie pomyliłam się – nie panna Rudecka z roślinami, a właśnie one z nią.
Poza tym w Trędowatej mamy bardzo dużo szczegółowych opisów, co wiem, że jednym
się podoba, ale drugich może nużyć.
Uwielbiam filmową wersję i zawsze byłam przekonana, że
Trędowatą to znam na pamięć. Nic bardziej mylnego! Książka to nie tyle
rozbudowana historia, co 3/4 zupełnie inna! Miejscami może zbyt mocno naiwna,
ale mimo wszystko mam jakiś sentyment do Stefci i Waldemara, więc miło było
zapoznać się z pierwowzorem.
OCENA: 7/10
To zły miesiąc, bardzo zły miesiąc…
[1] Opis pochodzie ze strony wydawnictwa
Subskrybuj:
Posty (Atom)

