Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

539. Książki do których pragnę wrócić


Ostatnio tak sobie myślałam ile lat ma już Kreatywna Alternatywa i wyszło mi, że pięć lat. Postanowiłam, dlatego zrobić listę książek, które przez ten czas przeczytałam, a do których bardzo chciałabym wrócić, ale obecnie nie pozwala mi czas. Celowo w zestawienia nie ma ulubieńców wszechczasów, czyli: Harry’ego Pottera, Ani z Zielonego Wzgórza i Tomka Wilmowskiego. Lista będzie składała się z pięciu tytułów, więc gdybym umieściła trzy wspomniane przed chwilą serie to zostałyby mi tylko dwie pozycje, więc oczywiste oczywistości zostały wyeliminowane i przedstawię Wam pięć perełek, które dla mnie są tymi naj! Myślę, że za jakiś czas pojawi się post z innymi książkami, bo okazało się, że jest ich więcej niż pięć.

Przeczytałam tę książkę dość późno, bo jakieś dwa lub trzy lata temu. Jednak od pierwszych stron przypadła mi do serce i jest jedną z tych książek, które nigdy nie opuszczą mojej biblioteczki. Owszem Scarlett mocno działała mi na nerwy, ale ta książka poruszyła trudno dostępne miejsca w moim sercu. Wiem, że wrócę do niej za jakiś czas. Ostatnio coraz częściej mnie to kusi, ale powstrzymuje się, bo wiem, że powtórka będzie lepiej smakowała, gdy przerwa będzie dłuższa. Mocniej zatęsknię za światem stworzonym przez Mitchell. Nie sądziłam, że mi się spodoba. Wydawało mi się, że jest kompletnie nie w moim stylu, ale okazało się zupełnie inaczej i całe szczęście. Udowodniła mi, że klasyka literatury jest też dla mnie, ale nie wszystkie książki z klasyki muszą mi przypadać do gustu. Patrz „Mistrz i Małgorzata”.

Czytając tę pozycję wiem miałam wrażenie, że przeżywam ponownie swoją pierwszą miłość. Ta książka jest bliska mojemu sercu ze względu na moją własną historię, którą trochę opowiada. Dla mnie „Love, Rosie” jest piękną i wzruszającą historią dwojga ludzi, którzy po wielu latach w końcu zrozumieli, co znaczy miłość. Myślałam ostatnio nad sprzedaniem tej książki, bo niestety muszę trochę uszczuplić moją biblioteczkę, ale powstrzymałam się właśnie ze względu na sentyment do swojej pierwszej miłości, którą ta książka mi przypomniała.

„Co, jeśli…” to młodzieżówka i tak należy ją nazywać, ale jak dla mnie bardzo wartościowa młodzieżówka. Z racji tego, że czytałam ją jakiś czas temu pewne fakty, które w niej były zatarły mi się, ale pamiętam, że byłam nią głęboko poruszona. Autorka w dobry sposób pokazuje, co jest ważne, że rodzice nie mogą gonić tylko za pieniądzem, że ważne jest, aby nasze dziecko czuło się kochane, bo dzięki temu nie popełni życiowych błędów, że nie ważne jest, że z powodu choroby pociechy zawali się ważna z biznesowego punktu widzenia kolacja. Najważniejsze jest, żeby nasze dziecko czuło, że jest dla nas najważniejsze. To nie jest tylko książka dla młodzieży, ale również dla rodziców…

Przede mną jeszcze wiele powieści Charlotte Link, ale po „Wielbiciela” chciałabym sięgnąć jeszcze raz. Ta książka była przerażająca na tyle, że bałam się pójść w nocy do toalety. Chociaż nie spodziewałam się, że przypadnie mi do gustu to autorka zdecydowanie porwała moje serce swoją twórczością. Link porusza tematy psychiki osób, które w dzieciństwie miały spory problem z otoczeniem. Były przez nie całkowicie nierozumiane, a to zaowocowało tym, co potem zrobiły w dorosłym życiu. Widać, że Link nie pisze swoich książek na kolanie. Ona dokładnie opracowuje swoje powieści, aby wyszły z nich perełki i to w nich lubię.

Tę książkę czytałam bardzo, ale to bardzo dawno temu. I do tej pory pamiętam jak bardzo płakałam przy jej zakończeniu. To bardzo smutna historia rodzinnego dramatu spowodowanego nieszczęśliwą nastoletnią miłością oraz brakiem akceptacji wśród rówieśników. Muszę ją koniecznie znaleźć w hałdach stosów, jakie u mnie panują, bo czuję, że to odpowiedni moment żeby przypomnieć sobie historię Anny Quindlen.
***
I tak właśnie przedstawia się moja pierwsza piątka książek, do których chciałabym w przyszłości wrócić i mam nadzieję, że mi się uda. A Wy macie książki, które chcielibyście przeczytać jeszcze raz i poczuć to wspaniałe uczucie, gdy spotykacie się z postaciami, które znacie i są Wam bliskie? Jeśli tak to koniecznie zdradźcie mi tytuły, bo może coś wpadnie mi w oko i dopiszę do swojej listy?
Myślę, że od przyszłego tygodnia na blogu będzie nowy szablon (jutro planuję nad nim siedzieć), a także będą recenzje powieści świątecznych! W tym roku chyba trochę bardziej cieszę się na nadchodzące święta Bożego Narodzenia…

poniedziałek, 8 października 2018

533. Teściowa z piekła rodem


AUTOR: Sandie Jones
TYTUŁ ORYGINALNY: The Other Woman
TŁUMACZ: Aleksandra Żak
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Otwarte

OPIS
Ona, on i... jego matka
Pammie zachowuje się jak typowa zaborcza matka. Niechęć, jaką żywi do Emily, ukochanej Adama, z każdym dniem rośnie. Pammie wtrąca się w ich życie, psuje romantyczne chwile, a wreszcie – pod pretekstem choroby – wprowadza się do nich.
Stopniowo życie Emily zmienia się w koszmar. Adam zawsze staje po stronie matki, a im bliżej ślubu, tym bardziej oddala się od przyszłej żony. Kiedy Emily odkrywa, że to Pammie znalazła ciało poprzedniej narzeczonej syna, która zmarła w tajemniczych okolicznościach, uświadamia sobie, w jakim niebezpieczeństwie się znalazła...
A jeśli zagrożeniem jest ktoś inny? [1]

RECENZJA
Są książki, którym towarzyszy ogromny marketing. Są pokazywane dosłownie wszędzie. W prasie, telewizji czy na każdej otwartej stronie w Internecie. „Rywalka” właśnie zalicza się do tej grupy. Doszło do tego, że bałam się otworzyć lodówkę, by nie wyskoczyła mi z niej okładka tej książki. Dlatego postanowiłam zapoznać się z nią, gdy jest na fali. Z reguły tego nie robię, ale teraz postanowiłam zrobić wyjątek.

Nie wiem jak inne kobiety, ale ja ogromnie stresowałam się, gdy miałam poznać mamę mojego mężczyzny. Po prostu nie paliłam się do tego tak bardzo i uważałam, że na to zawsze przyjdzie czas. Okazało się, że źle nie było i wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale wszyscy wiemy, że istnieją teściowe dosłownie z piekła rodem i z taką musiała się zmierzyć Emily, która jest główną bohaterką „Rywalki”.

Emily poznała Adama i wydawało jej się, że jest to mężczyzna jej marzeń. Przystojny, z dobrą pracą, szarmancki. Problemy nastały w momencie, gdy naszedł moment poznania przyszłej teściowej dziewczyny. Okazało się, że Emily musi zmobilizować w sobie wszelkie siły by wygrać walkę z Pammie. Matka Adama to osoba, której nigdy nie chciałabym spotkać, jako swojej teściowej. Uprzykrzała życie kobiety w każdy możliwy sposób, ale nikt tego nie widział oprócz Emily. Potrafiła zepsuć każdą jej szczęśliwą chwilę, jak na przykład wieczór panieński, gdy zaprosiła byłą przyjaciółkę, Emily. Adam z kolei był ślepo zapatrzony w matkę i nic sobie nie robił z argumentów swojej przyszłej żony. Co jednak, jeśli Pammie nie była taka przypadkiem tylko kryło się za tym wszystkim drugie dno?

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji, którą zaserwowała mi autorka. Byłam mocno tym wszystkim zaskoczona, ale w sposób pozytywny. Czegoś takiego się nie spodziewałam i muszę przyznać, że po przeczytaniu książki to wszystko zaczęło mieć sens i logiczną całość. Wielki szacunek dla autorki.

Książkę czyta się szybko i sprawnie. Nie zajęło mi to dużo czasu, chociaż czytanie dla mnie jest ostatnio luksusem, na który nie mogę sobie pozwolić codziennie. Ciągnęło mnie do tej książki i chciałam wiedzieć jak cała ta historia się zakończy. Jednak trochę irytowała mnie główna postać swoją naiwnością, że wygra z ukochaną mamusią oraz swoją lekką głupotą. Na dodatek trudno mi uwierzyć, że nikt, oprócz Emily nie widział tego jak zachowuje się Pammie. Przecież rodzona matka dziewczyny powinna zauważyć, że przyszła teściowa ją prześladuje.

Ogólnie książkę oceniam dobrze, bo przyjemnie spędziłam przy niej czas. Jednak momentami czułam się zirytowana tym wszystkim, co się dzieje, bo było tego dużo. Nie jest to zła pozycja, ale do wybitnej też jej daleko. I w sumie po jej przeczytaniu - moim zdaniem - szum medialny, jaki wokół niej był jest usprawiedliwiony, bo ostatecznie ją Wam polecam.

„Nie odpowiedziałam, że też go kocham. Nie wiem, dlaczego, przecież tak jest. Może to część wbudowanego mechanizmu obronnego, z którym chyba rodzą się kobiety, a który nas ogranicza i powstrzymuje przed mówieniem tego, co naprawdę chcemy powiedzieć. Każe nam wierzyć, że wstrzymywanie się daje nam jakąś przewagę, sprawia, że jesteśmy lepsze, silniejsze. Dlaczego zatem udając kogoś, kim nie jestem, czuję się taka słaba i smutna?” ~ Sandie Jones, Rywalka, Kraków 2018, s. 286.
OCENA: 7/10

Dobrze, 
Z krótkich ogłoszeń to na blogu będą zmiany... i to duże, ale o tym dowiecie się wkrótce. 
Dziś po pracy odwiedzam Wasze blogi i będziemy walczyć o systematyczność, co Wy na to? :) 
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

wtorek, 26 czerwca 2018

520. Tea dała się złapać "W pułapce"...




AUTOR:
Magda Stachula
ROK WYDANIA:
2018
WYDAWNICTWO:
Znak  Literanova



OPIS
Klara budzi się rano na klatce schodowej. Nie pamięta, co się działo w nocy, nie wie, jak wróciła do domu. Z przerażeniem orientuje się, że od imprezy, na którą wyszła w sobotę, minęły dwa dni.
Odkrywa dziwne ślady na swoim ciele. A później dowiaduje się, że parę miesięcy wcześniej inną kobietę spotkało coś bardzo podobnego. Postanawia się z nią skontaktować. I wtedy ktoś podrzuca jej dziwny prezent. [1]



RECENZJA
Z Magdą Stachulą spotkałam już podczas czytania Trzeciej. Wówczas książka była dobra, ale nie porwała mnie. Do najnowszej pozycji autorki podchodziłam lekko sceptycznie. Bałam się, że W pułapce będzie również schematyczne. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne. Nowa książka Stachuli to prawdziwa bomba!

Klara budzi się na klatce schodowej - boli ją głowa i zupełnie nie pamięta co działo się wcześniej. Kiedy wraca do domu orientuje się, że od momentu kiedy wyszła na sobotnią imprezę minęło już dwa dni. Dziewczyna jest przerażona - nie ma pojęcia co działo się z nią przez ostatnie dwie doby. Zupełnie nie pamięta gdzie była i z kim. Może została zgwałcona albo zarażona jakąś śmiertelną chorobą? Musi odtworzyć wydarzenia z ostatnich dni, ale boi się komukolwiek do tego przyznać. Klara obdarza zaufaniem jedynie swoją współlokatorkę. Młode kobiety zaczynają własne śledztwo, które doprowadza je do Lisy, której rok temu przydarzyło się dokładnie to samo.

W książce mamy do czynienia z dwoma płaszczyznami czasowymi - wydarzenia obejmują przeszłość (historię Lisy) i teraźniejszość. Jednocześnie czytelnik poznaje również punkt widzenia osoby porwanej. Wszystko prowadzone jest w narracji pierwszoosobowej co umożliwia na bliższe poznanie się z bohaterami.

Jak już zaczęłam temat postaci, to muszę to pociągnąć dalej. Klarę i Lisę połączyła wspólna tragedia - obie zostały porwane i obie zupełnie nie wiedziały coś się z nimi działo przez 48-godzin. Takie wydarzenia nie mogły zostać po prostu wymazane z pamięci. Za równo jedna jak i druga była przerażona, zdezorientowana i nie mogła wyzbyć się uczucia, że porywacz cały czas czai się gdzieś za rogiem. Autorka bardzo dobrze oddała emocje obu kobiet, a krótkie szarpane zdania, miejscami chaotyczne, okazały się być naprawdę dobrym zabiegiem potęgującym uczucia czytelnika. 

Książka nie jest tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Wszystko dzieje się bardzo szybko, wręcz lawinowo. Cały czas coś się dzieje, a czytelnik nie może oderwać się od książki dopóki sam nie dowie się jak zakończy się całą historia.

Język jest dla mnie bardzo dobrym punktem pozycji. Prosty, przejrzysty, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Autorka sprawiła, że czytelnik naprawdę może oddać się chwili zapomnienia i zatracić się w stworzonym przez nią świecie. Z kolei krótkie rozdziały pozwalają na wręcz rekordowe zapoznanie się z całą pozycją. 

W pułapce to jeden z lepszych thrillerów psychologicznym na naszym polskim rynku wydawniczym. Trzyma w napięciu do ostatnich stron i nawet na chwilę nie pozwala o sobie zapomnieć. Ja jestem kupiona w całości. Wiedziałam, że autorka ma potencjał, ale od Trzeciej zrobiła naprawdę milowy krok. Świetna, godna polecenia pozycja!

OCENA: 9/10

Witam. Dawno mnie nie było, ale powoli wracam! Dzisiaj wieczorem poprawie błędy. Pozdrawiam.

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 20 lipca 2017

424. … kiedy czujesz na karku czyjś oddech…


AUTOR: Magda Stachula
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: Znak  Literanova

OPIS
Najpierw był błysk flesza – ktoś zrobił jej zdjęcie z ukrycia.
Później usłyszała tajemniczy głos w mieszkaniu.
Potem ktoś stał pod jej drzwiami. Nasłuchiwał.
Eliza jest terapeutką. Podczas wielogodzinnych sesji zagląda w głowy swoich pacjentów.
Pewnego dnia orientuje się, że ktoś ją śledzi. Teraz to do jej życia zagląda obcy człowiek.
Kiedy Eliza szuka pomocy, nikt jej nie wierzy.
Tymczasem ON wie już o niej wszystko.
Ma listę.
Eliza jest na niej trzecia. [1]

RECENZJA
Do tej pory nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z pierwszą książką pani Magdy Stachuli, Idealną, o której słyszałam same dobre opinie. Dlatego też bardzo ucieszyłam się z faktu, że Wydawnictwo Znak Literanowa zaproponowało mi zrecenzowanie najnowszej pozycji autorki, zatytułowanej Trzecia. Byłam ogromnie ciekawa tej „literackiej uczty”, jaką mogłaby mi zaserwować pani Magda… i chyba niestety, dlatego moja poprzeczka powędrowała bardzo, bardzo wysoko. 

Eliza ma za sobą ciężkie chwile. Przyłapała swojego narzeczonego na zdradzie i od tego czasu próbuje wszystkim naokoło, i przede wszystkim samej sobie, udowodnić, że jest w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. Jako psycholrapeutka spotka się na codzień z różnego rodzaju chorobami psychicznymi czy fobiami. Pewnego dnia, jednak sama przeżywa coś niezwykłego – ma wrażenie, że ktoś ją śledzi. Na początku zaczyna się „niewinnie” od przeświadczenia z tyłu głowy, że coś nie tak. Następnie jest błysk flesza, dziwne odgłosy w mieszkaniu i fakt, że ktoś za nią chodzi. W tym samym czasie Eliza poznaje Borysa – mężczyznę, który jest dla niej uosobieniem bezpieczeństwa i spokoju. Nie podejrzewa jednak, jak bardzo może się mylić…

Sam zarys fabuły jest niezwykle interesujący i co tego nie można mieć żadnych pretensji. Niemniej jednak z czasem czytelnik zaczyna się na dobrą sprawę gubić, o co chodzi z tą tytułową Trzecią. Czy jest to nawiązanie do listy Borysa, „głównego” mężczyzny, czy jednak odnosi się do Lilianny, bohaterki, której wątek nagle mocno wysuwa się na pierwszy plan? I o ile nawet taka niepewność jest całkiem interesująca, to jednak z czasem cała historia zaczyna być bardzo przewidywalna, a same zachowania bohaterów nie pozostawiają żadnych złudzeń i ciągnął do jednego – rozwikłania całej „zagadki”. 

Muszę się przyznać, że naprawdę poczułam się zawiedziona. Nie mogę powiedzieć, że historia od góry do dołu była zła. Co to, to nie! Widać, że autorka miała do wykorzystania naprawdę ogromny potencjał, ale w pewnym momencie chyba trochę przestraszyła się puścić wodzę fantazji i wszystko pobiegło utartym szlakiem. Tak więc thriller, może i był… ale na pewno nie taki, jakiego można byłoby się spodziewać. 

Sami bohaterowie jakoś też nie do końca mnie kupili. Po pierwsze mamy Elizę. Psychoterapeutkę, która zauważa, że w jej otoczeniu dochodzi do dziwnych wydarzeń. Mi – studiującej pięć lat psychologię osobie – zawsze w wmawiano, że chcąc być dobrym psychoterapeutą trzeba przejść terapię i indywidualną i grupową, żeby móc być wiarygodnym. Tymczasem Eliza, nie przechodząc ani tego, ani tego, żyje w przeświadczeniu, że jest swoim najlepszym terapeutą – a w rzeczywistości, ma prosty masę własnych, nieprzepracowanych problem. O ile również na początku nasza bohaterka naprawdę wydaję się być kobietą pewną siebie, o tyle z czasem jej zachowanie zaczyna być dla czytelnika trochę niezrozumiałe i najzwyczajniej w świecie niedorzeczne. Sam Borys – mimo, że autorka próbuje kreować go na niebezpiecznego bad boya – w moim odczuciu wypada dość słabo. 
Jedynie motyw Lilianny naprawdę ciekawi i aż żal, że pani Magda nie postanowiła więcej miejsca poznaczyć tej właśnie bohaterce.

Język jest dla mnie najlepszym punktem całej książki. Prosty, przejrzysty, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Autorka sprawiła, że czytelnik naprawdę może oddać się chwili zapomnienia i zatracić się w stworzonym przez nią świecie. Z kolei krótkie rozdziały pozwalają na wręcz rekordowe zapoznanie się z całą pozycją. 

Jest mi źle. Naprawdę, żle się czuję, że muszę wystawić pani Stachuli taką, a nie inną ocenę, ale nie mogę inaczej. Chyba postawiłam autorce zbyt wysokie wymagania. Co prawda nie mogę powiedzieć, że Trzecia to zła historia. Widać naprawdę ogromny potencjał i świetny styl, ale tym razem czegoś mi zabrakło – może tego wielkiego wow, szybciej bijącego serca, albo zmrożenia krwi? Moja intuicja mi jednak podpowiada, że autorka jeszcze nie odkryła wszystkich swoich kart i niebawem pokaże nam, na co tak naprawdę ją stać.

OCENA: 6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu



Witam! Czy tylko u mnie jest tak gorąco?! Dajcie mi cienia! Dajcie mi chmur! Dajcie mi deszczu! Proszę!

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa


czwartek, 15 grudnia 2016

340. Czy Amelia naprawdę skoczyła?


AUTOR: Kimberly McCreight
TYTUŁ ORYGINALNY: Reconstructing Amelia
TŁUMACZ: Robert Kędzierski
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO: Czarna Owca

OPIS
Kate Baron, prawniczka i samotna matka, odbiera telefon ze szkoły swojej córki. Amelia – inteligentna, zdolna piętnastolatka – została przyłapana na ściąganiu.
Gdy kobieta dociera do Grace Hall, dowiaduje się, że córka nie żyje – skoczyła z dachu. Zrozpaczona matka wierzy w policyjną wersję zdarzeń aż do chwili, gdy dostaje anonimowego SMS-a: Amelia nie skoczyła.
Kate zamierza poznać prawdę – bez względu na konsekwencje. Przegląda maile córki, jej SMS-y i wpisy na Facebooku, rekonstruuje urywki życia dziewczynki i ludzi, którzy byli dla niej ważni. Odkrywa, dlaczego feralnego dnia znalazła się na dachu Grace Hall i jak naprawdę zginęła. [1]

RECENZJA
Najgorszą sytuacją dla rodzica jest wyprawianie pogrzebu swojemu dziecku. Kiedy matka z ojcem muszą pochować swoją córkę bądź syna, można odnieść wrażenie, że jakaś harmonia w świecie została zachwiana. Kate Barton musi stawić czoła właśnie takiemu wyzwaniu – musi pogrzebać swoją jedyną córkę.

Bycie samotną matką to codzienne walka. Kate, właśnie tak do tego podchodzi. Będąc głową rodziny każdą wolną chwilę spędza w pracy, aby zapewnić Amelii, ukochanej jedynaczce, wszystko o czym tylko zamarzy. Dziewczyna rzeczywiście dorasta w przeświadczeniu, że o cokolwiek by nie poprosiła czy zażądała, to zapracowana matka i tak w końcu przystaje na jej propozycję. Kate jest przekonana, że to dobry układ… tylko, że Amelia dorasta i bardziej niż matki-bankomatu, potrzebuje matki-przyjaciółki, która ją wesprze i na której będzie mogła zawsze polegać. Prawniczka cały czas powtarza sobie, że w końcu będzie spędzała więcej czasu z córką… jednak finalnie nie jest jej to dane. Pewnego dnia, będąc w pracy, Kate odbiera telefon ze szkoły – Amelia została zawieszona w prawach ucznia i musi zostać natychmiast odebrana z placówki. Kiedy Barton dociera na miejsce od policji dowiaduję się, że jej córka popełniła samobójstwo. Ułożony świat kobiety najpierw wali się w posadach, by następnie popaść w stan stagnacji… z tego „niebycia” wyrywa ją jeden, krótki SMS: „Amelia nie skoczyła”…

Trochę sceptycznie podchodziłam do Zrozumieć Amelię. Mówiąc szczerze ostatnio spore problemy sprawiło mi znalezienie trzymającego w napięciu  thrillera psychologicznego. Obawiałam się, ze również i w tym przypadku książka nie spełni moich oczekiwań. Być może dlatego też nie oczekiwałam po lekturze niczego górnolotnego… i tym samym całkowicie przepadłam w całej historii. Pozycja Kimberly McCreing to świetnie skonstruowany thriller psychologiczny, poruszający dramat z wątkiem kryminalnym w tle. Jak dla mnie super – dynamiczna akcja, dużo wątków i zawirowań – prawdziwy czytelniczy rollercoaster!

Muszę się przyznać, że początkowo tytułowa Amelia strasznie działał mi na nerwy. Pierwsze opisy kreują dziewczynę na nieskazitelną – inteligentną, piękną, pozbawioną wad. Myślałam, że autorka będzie trzymała się tego schematy do końca, ale na szczęście bardzo szybko pani McCreing od tego odeszła. Amelia została nakreślona bardzo dokładnie – nie była panią idealną, lecz nastolatką, która również popełnia błędy. 

Zdecydowanie bardziej polubiłam za to Kate. Mimo, że nie była perfekcyjną matką i miała na swoim sumieniu nie jedno, to jednak w gruncie rzeczy strasznie się pogubiła. Chcąc być kobietą samowystarczalną, zapomniała, że czasem trochę odstępstw od idealności jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Prawniczka doszła do tego wniosku zdecydowanie za późno, ale zamiast złości na nią czy wyrzutów czytelnik odczuwa do niej współczucie. Podobnie jak w przypadku Amelii, również tutaj autorka bardzo skrupulatnie przygotowała swoją bohaterkę – nadał jej nie tylko kształt, ale przede wszystkim szczelnie wypełniła formę. 

Sam styl, mimo początkowej trudności wejścia w całą historię, w pewnym momencie pochłania do cna i trudno oderwać się od książki. 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Mimo początkowej niechęci zarówno do tytułowej Amelii jak i do całej historii z każdą koleją stroną coraz bardziej "wkręcałam" się w książkę i z ogromną niecierpliwością czekałam na przebieg zdarzeń i odpowiedź na najważniejsze pytanie - czy młoda dziewczyna popełniła samobójstwo czy jednak została zamordowana. Dobrze skonstruowana pozycja, w której autorka zadbała o szczegóły. Polecam.

OCENA: 7/10


Witam. Dawno mnie tutaj nie było, ale grudzień to dla mnie niezwykle gorący okres – zarówno w domu (już czuję magię świąt!) jak i w pracy (magię świąt czuję tam już od połowy listopada! :D ). Ale oby do 24 grudnia, a potem świat zdecydowanie zwolni. Pozdrawiam, 
Tea

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

poniedziałek, 18 lipca 2016

279. Genialna "Idealna" [przedpremierowo]



AUTOR: Magda Stachula   
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
Anita prawie nie wychodzi z domu. Podgląda ludzi przez kamery miejskiego monitoringu. To jej okno na świat, które pozwala kontrolować wszystko i wszystkich. I zapomnieć o sypiącym się małżeństwie oraz dziecku, które bardzo chciałaby mieć.
Pewnego dnia znajduje w szafie sukienkę, której nie kupiła. Później szminkę, która jej nie pasuje. Potem wydarza się coś jeszcze…
Ktoś wie o niej wszystko. I powoli realizuje swój plan.
Thriller psychologiczny, którego nie będziesz mógł odłożyć. Takiej autorki jeszcze w Polsce nie było. [1]

RECENZJA
Postanowiłam skusić się na egzemplarz recenzencki „Idealnej:, bo od dłuższego czasu chodził za mną thriller psychologiczny. Trochę się zmartwiłam, że jest to książka porównywana do „Dziewczyny z pociągu”, które dla mnie po prostu była średnia z tendencją do słabej. Postanowiłam jednak nie uprzedzać się do „Idealnej” i dać jej szansę. Czy „Idealna” to idealna książka?

W „Idealnej” od samego początku mamy do czynienia z perspektywą czterech bohaterów. Anitą i jej mężem, których gubi pragnienie dziecka i z tego powodu ich małżeństwo przeżywa kryzys. Ona jest sfrustrowaną trzydziestopięciolatką z wahaniami nastrojów, która podporządkowuje swoje życie erotyczne z mężem pod swoje dni płodne. Adam za to jest znudzony i zirytowany zachowaniem żony. Tym, że go szpieguje, że pracuje w domu, że przez Internet podgląda ludzi na całym świecie, a przede wszystkim jest znudzony ich wspólnym i monotonnym życiem. Mamy również tajemniczego Eryka, który etatowo podrabia sławne obrazy i rzeźby, a jednocześnie jest kompletnie zagubiony w swoim życiu uczuciowym. Nie mogę zapomnieć o tajemniczej Marcie, która planuje na kimś swoją zemstę za nieudane wcześniejsze lata swojego życia.

Pewnego dnia Anita zauważa, że w jej szafie przybyło kilka nowych ubrań oraz kosmetyków, a ona jest pewna, że sama sobie tego nie kupiła. Podejrzewa, że mąż chce zrobić z niej wariatkę i podrzuca jej te rzeczy, by mieć na nią dowody podczas sprawy rozwodowej, ale on wszystkiego się wypiera. Ich życie jest naprawdę na poważnym zakręcie. Było mi ich żal i mocno kibicowałam im, żeby pod koniec książki wszystko się między nimi ułożyło. O samej akcji nie będę więcej pisać, bo bez zdradzania wątków nie dałoby się, ale książka trzyma cały czas w napięciu. To jak autorka misternie uknuła całą sprawę, jak wplatała postaci tak by czytelnik do ostatnich stu stron nie był pewien, kto jest, kim i jakie ma powiązania z Anitą zasługuje na prawdziwe ukłony i wielkie brawa.

Jestem pod wrażeniem, bo „Idealna” to książka genialna. Ze względu na lekko denerwującą mnie Anitę odjęłam jeden punkt od oceny, ale ta książka obroni się sama. Ja nie mogłam się od niej oderwać. I jak dla mnie jest zdecydowanie lepsza od „Dziewczyny z pociągu”. Bardziej wciąga, mocniej trzyma przy sobie i to jest dopiero prawdziwy thriller psychologiczny. Miałam dreszcze, miałam ciarki, miałam uczucie niepokoju. Te wszystkie rzeczy muszą mi towarzyszyć zawsze, gdy czytam kryminał/sensację/thriller. Bez tego nie jestem zadowolona, a ta książka to mistrzostwo na polskim rynki wydawniczym. Mam ogromną nadzieję, że ta autorka napisze kolejną pozycję i równie dobrą, chociaż obawiam się, że debiut trudno będzie jej przebić. Recenzja jest krótka, bo dla mnie ta książka obroni się sama.
 „Gdy przekracza się pewne granice, łamie normy, które dotychczas wskazywały nam drogę, otwiera się nowy rozdział w życiu, zeszyt z czystymi kartkami, który będzie zapisywany nowymi historiami, ręką innego człowieka." ~ Magda Stachula, Idealna, Kraków 2016, s. 90.
OCENA: 9/10

Premiera tej książki ma mieć miejsce sierpniu, więc wyczekujcie jej, bo jest naprawdę warta. 
Przepraszamy, że nie było postu w sobotę, ale przygniotły nas sprawy osobiste. Czasami życie bywa okurtne. 
Za egzemplarz książki bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Literanova
[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 13 czerwca 2016

265. "Grzech aniołów", gdy jeden czyn zmienia życie wszystkich

AUTOR: Charlotte Link
TYTUŁ ORYGINALNY: Die Sunde Der Engel
TŁUMACZ: Dariusz Guzik   
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Sonia Draga

OPIS
Maximilian ostatnie sześć lat spędził w klinice psychiatrycznej. Jego ojciec, Phillip, wzbrania się przyjąć go z powrotem na łono rodziny. Zrozpaczona matka wyjeżdża do Londynu i rzuca się w ramiona swego niegdysiejszego kochanka.
Wówczas dociera do niej z Niemiec niepokojąca wiadomość: jej drugi syn Mario, brat bliźniak Maximiliana, wyjechał razem ze swoją dziewczyną do Prowansji, by spędzić tam urlop tylko we dwoje. Dowiedziawszy się o tym, Janet na łeb na szyję wyrusza do Francji.
Dlaczego wpadła w taką panikę? Jaką straszliwą tajemnicę Janet skrywa razem z ukochanymi nad wszystko synami?
Na ile wydarzenia sprzed lat zdeterminują  zachowania i wybory członków rodziny? [1]

RECENZJA
Muszę przyznać, że do powieści Charlotte Link podchodziłam z dużą dozą ostrożności, ponieważ były one bardzo zachwalane przy okazji każdej medialnej recenzji. A ja nie przepadam za czymś, co jest rozreklamowane, bo zazwyczaj te dobre opinie nie pokrywają się z treścią. W przypadku tej książki nie widziałam jakiejś wielkiej nagonki, a z recenzji moich znajomych usłyszałam tylko, że jest to najsłabsza pozycja w dorobku autorki i że mimo to powinna zachęcić mnie do zapoznania się z kolejnymi książkami. I tak w rzeczywistości jest. Książka nie porywa, ale też nie jest dnem. Jest po prostu dobra.

 Jako pierwszą poznajemy Janet Beerbaum, która wraca do rodzinnej Anglii by dostać się do Edynburga w Szkoci, aby porozmawiać z profesorem Grantem. Chce znaleźć na jego farmie dla osób po przejściach miejsce dla swojego syna, Maximilliana, który spędził ostatnie sześć lat w klinice psychiatrycznej. Kobieta nie jest przekonana do tego, ale jej mąż jest zdania, że nie poradzą sobie z młodym mężczyzną, który przez tyle lat przebywał w miejscu zamkniętym. Janet i Phillip oprócz Maximilliana mają jeszcze jednego syna Mario, brat bliźniak Maxa. Posiada on dziewczynę Tinę, której ojciec nie akceptuje chłopaka i sprzeciwia się wyjazdowi pary po maturze córki. Dodatkowo wydaje się, że Mario również nie jest przekonany, co do opcji opuszczania Niemiec na rzecz Prowansji. Janet w Anglii spotyka się ze swoim byłym kochankiem Andrew Davisem, z którym romansowała, gdy dzieci były jeszcze malutkie. Para odnawia znajomość w momencie, w którym ten prowadzi sprawę niejakiego Corvey’a, który jest seryjnym zabójcą kobiet. Pani Beerbaum twierdzi, że mężczyźni, którzy w dręczeniu kobiet odnajdują popęd seksualny to zwyrodnialcy, a ich zachowaniu zawsze jest winna matka. Gdy do Maximilliana dociera wieść, że jego brat wyjechał z dziewczyną do domku w pobliżu Nicei ucieka z kliniki, chociaż do wyjścia zostało mu tylko osiem tygodni. Jest, bowiem przekonany, że musi ratować własnego brata…

Cóż… Sama nie wiem, czego się spodziewałam. Może troszkę bardziej wartkiej akcji, bo w sumie przez połowę książki to dłużyła mi się ta książka, a przecież nie czytałam jej długo, bo zaledwie trzy dni. Mimo to odczuwała uczucie znużenia i chęci poznania dokładnie tajemnic rodziny Beerbaum i dlaczego Maximillian trafił na sześć lat do kliniki psychiatrycznej. Im dalej brnęłam w historię tej rodziny tym bardziej podziwiałam męża Janet, że był tak bardzo tolerancyjny, ale jednocześnie byłam rozczarowana tym jak traktował swojego własnego, chorego syna. Nie odwiedzał go w klinice, zarządził wyprowadzkę z miasta by zacząć nowe życie. Kompletnie chciał się odciąć od tego, co przytrafiło się jego rodzinie. To, do czego doprowadziła cała ta historia i jakie zakończenie zaserwowała nam aktorka to nie jest tylko wina przeszłości Janet, ale również w jakimś stopniu jej męża.

Przez całą książkę miałam pewne podejrzenia, co do jednej sprawy i w sumie im było bliżej tym bardziej wątpiłam w swoją spiskową teorię dziejów. Byłam gotowa ją nawet porzucić, gdy nagle autorka w ostatnim rozdziale uderzyła mnie obuchem w łeb… Potwierdziło się wszystko, co myślałam. Nie wiem nawet, jakie to wywarło na mnie to wrażenie. Czy poczułam się rozczarowana? A może zaskoczona? Sama nie wiem. Jakoś tak nie umiem określić, co mną targało. Chciałabym móc to jakoś nazwać, ale nie potrafię. Trochę to wpłynęło na moją ocenę, bo w sumie po kilkudziesięciu minutach doszłam do wniosku, że autorka trochę poszła na łatwiznę. Dopiero po czasie pojawiło się lekkie rozczarowanie.

Nie jest to zła pozycja, ale i nie jest wybitna. Dobra. Trzymała mnie w napięciu, wywoływała emocje, miała bohaterów z krwi i kości, poruszyła prawdziwe problemy i dawała lekkie dreszcze emocje. Dobry thriller psychologiczny, bo motyw więzi między bliźniakami oraz choroby psychicznej są ważnymi elementami tej książki, które autorka poruszyła w dobry sposób i w odpowiednim stopniu. Nie przedawkowała i nie ograniczyła tego zbyt mocno.

Chętnie sięgnę po inne pozycje pani Link, bo dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam. Czegoś mrocznego. Odpoczynku od romansów, obyczajów i innych rzeczy. Jestem na tak.

„Mimo iż życie zadało jej pierwszy mocny cios, nie utraciła nic ze swej naturalności, ciepła, serdecznej przychylności wobec ludzi. Z jedną drobną różnicą: choć nadal wierzyła w dobro, nie była już prostoduszna. Ów delikatny niuans sprawił, że zyskała jeszcze więcej uroku.” ~ Charlotte Link, Grzech aniołów, Katowice 2013, s. 142.
OCENA:  6/10

Po weselu nigdy nie jest łatwo wrócić do normalnego funkcjonowania. Nogi bolą, oczy pieką, ale do pracy czas. Miłego dnia! 
Aaaa i spokojnie ;) to nie moje wesele było :) 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

wtorek, 31 marca 2015

121. Bo każdy z nas ma w sobie demony…


AUTOR: A.S.A. Harrison
TYTUŁ ORYGINALNY: The Silent Wife
TŁUMACZ: Dorota Malina
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Znak

OPIS
Todd zostawia Jodi dla dużo młodszej kobiety. Dla Jodi oznacza to koniec życia, które dotąd prowadziła: pięknego domu, stabilizacji, bezpieczeństwa. Jedynym i najlepszym wyjściem z tej sytuacji wydaje się zamordowanie partnera, zanim ten zmieni testament. W cieniu to przenikliwa psychologicznie wiarygodna analiza rozpadu związku i tego, do czego jest zdolny zwykły człowiek, w sytuacji, gdy może stracić wszystko. [1]

RECENZJA
Tego jeszcze nie grali! Po raz pierwszy w historii Kreatywnej Alternatywy zarówno Lady Spark jak i ja dodałyśmy recenzję tej samej książki. Powód takiego zajścia jest bardzo prosty – obie, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak, zostałyśmy obdarowane recenzenckim egzemplarzem książki Pani Susan Harrison (A.S.A. Harrison). Taka kolej rzeczy bardzo nas cieszy, bo widać, że nie stoimy w miejscu i małymi kroczkami podążamy do przodu, powoli się rozwijając. Ale teraz już koniec mojego spontanicznego słowotoku. Czas wrócić do właściwej recenzji.

Todd i Jodi są bardzo specyficzną parą. Mimo długoletniego związku, dzielenia mieszkania i wspólnego gospodarowania pieniędzmi, nie zdecydowali się na małżeństwo, a konkretniej to kobieta, mając na uwadze zakłamane relacje własnych rodziców, nie chciała wiązać się żadnym, zbędnym papierkiem. Ojciec Jodi, mimo tego że nigdy nie rozwiódł się z jej matką, nie był jej wierny, a ta z kolei doskonale zdawała sobie sprawę ze zdrad męża, niemniej jednak nic z tym nie robiła. Była całkowicie ślepa na grzeszki mężczyzny. Cóż Jodi, mimo tego, że zawodowo jest psychoterapeutką, powiela schemat, którego trzymała się jej matka. Podejrzewa, że Todd ją zdradza, ale nie chcę dopuszczać tej wiadomości do swojej świadomości. Zamiast tego woli milczeniem dawać partnerowi pozwolenie na dalsze prowadzenie się w taki, a nie inny sposób. Przecież i tak zawsze do niej wraca, a pozory ich bajkowego, bogatego życia są zachowane. Do czasu, aż okazuje się, że kochanka Todda, notabene dziewczyna, którą Jodi zna od tylu lat, jest w ciąży. Mężczyzna musi w końcu powziąć jakieś kroki i postanawia odejść od swojej długoletniej partnerki. Dla zdradzonej kobiety to prawdziwy cios, tym bardziej, że młoda luba Todda zaczyna panoszyć się i rozszczyp sobie prawa do majątku mężczyzny. Nad Jodi ciąży fatum życia pozbawionego luksusów, mozolnego wiązania jednego końca z drugim i znacznie uszczuplonego konta bankowego. Została zdradzona, porzucona, a teraz jeszcze miała zostać z niczym – nic więc dziwnego, że złość i frustracja w końcu sprawiły, że „demony”, które tkwiły gdzieś głęboko w niej wyszły z „cienia”. Po rozmowie z przyjaciółką decyduje się na niezwykle ryzykowny krok – aby nie zostać bez żadnych środków do życia postanawia zabić mężczyznę, z którym spędziła tyle lat. I tutaj się zatrzymamy, jeśli chodzi o fabułę. Z racji tego, że „W cieniu” to thriller psychologiczny całość jest bardziej skierowana na przeżycia, emocje, motywacje i relacje bohaterów. To, że nie mamy jakieś spektakularnie dynamicznej akcji, wcale nie znaczy, że książka jest zła czy nudna. Tutaj autorka umiejętnie dozuje nam napięcie, które z każdą przerzucaną kartką powolutku wzrasta. Pozorna bajka głównych bohaterów rozpada się jak domek z kart, a towarzyszące temu emocje wylewają się z kartek. Ja jestem bardzo usatysfakcjonowana tym, co czytelnikom zgotowała A.S.A. Harrison. Książka obrazuje proces bolesnego i bardzo nieprzyjemnego rozpadu związku, jednocześnie pokazując, że tak naprawdę każdy z nas ma „ciemną stronę”.

No dobrze, no to teraz postaci. Jako, że jestem kobietą na początku przyjrzę się dokładnie mężczyźnie. Najprościej mówiąc Todd jest tchórzem, z kryzysem wieku średniego. Nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności za swoje zachowanie i zazwyczaj stara się wychodzić z każdej sytuacji konfliktowej w sposób dla siebie jak najbardziej komfortowy. Co najlepsze taka postawa towarzysz jemu jedynie w życiu uczuciowym, bo jeśli chodzi o sferę biznesu, to tam radzi sobie całkiem dobrze. Związek z Jodi dawał mu poczucie bezpieczeństwa, w tym sensie, że wiedział, czego mógł się po niej spodziewać. Życie u boku młodej kochanki, pełne wahań nastrojów i ciągłej kontroli nie jest szczytem jego marzeń i Todd zaczyna dostrzegać jak przyjemne było poczucie rutyny w relacjach ze swoją wcześniejszą partnerką. A jak już o Jodi mowa przyjrzyjmy się jej bliżej… piękna, inteligentna, spokojna, zrównoważona – no ideał! Taki sposób przedstawienia głównej bohaterki nie przypadł mi zbytnio do gustu – nie lubię nadmiernie wyidealizowanych postaci. Poza tym miałam wrażenie, że Jodi, będąc jeszcze w związku, podświadomie traktowała Todda, jak swojego młodszego brata – starała się wszystko podać mu na tacy, szczelnie zamykając go w kokonie „matczyno-siostrzanej” miłości. Rzeczą, którą również niezbyt mi się spodobała było przedstawienie, oczywiście nie dosłowne, kochanki Todda, jako takiej harpii, która ostrymi szponami zaciska się na szyi „biednego” mężczyzny.

No i teraz został nam jeszcze język. Jak dla mnie było świetnie. W książce nie znajdziemy dużo dialogów, większość lektury toczy się „we wnętrzu” bohaterów, skupiając się na ich emocjach, motywacjach i relacjach z innymi. Mi taka forma „W cieniu” bardzo mi się spodobała i pozwoliła poznać każdą „warstwę” postaci.

Reasumując, książka A.S.A. Harrison mimo, że trudna, jest bardzo dobra. Gdyby nie trochę stereotypowe przedstawienie postaci żeńskich (Jodi – idealna, kochanka – zła) z czystym sumieniem mogłabym przyznać maks punktów, czyli 10, jednak w tej sytuacji muszę wziąć na to poprawkę i „W cieniu” uzyskuje ode mnie mocne 8!

„Jest wiele powodów, dla których kobieta zostaje z mężczyzną, nawet, jeśli porzuciła już nadzieję, że uda jej się go zmienić, i jest w stanie z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, jak będzie wyglądała reszta jej życia." ~ A.S.A. Harrison, W cieniu, Kraków 2015, s. 166.

OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu ZNAK



Pomieszałam dni i tylko Lady Spark, pojawiając się tutaj w piątek, mnie uratowała, za co jeszcze raz dziękuję.  Pozdrawiam



[1] Opis pochodzi z okładki książki

piątek, 27 marca 2015

120. "W cieniu" idealnego związku

AUTOR: A.S.A. Harrison
TYTUŁ ORYGINALNY: The Silent Wife
TŁUMACZ: Dorota Malina
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Znak

OPIS
Todd zostawia Jodi dla dużo młodszej kobiety. Dla Jodi oznacza to koniec życia, które dotąd prowadziła: pięknego domu, stabilizacji, bezpieczeństwa. Jedynym i najlepszym wyjściem z tej sytuacji wydaje się zamordowanie partnera, zanim ten zmieni testament.
W cieniu to przenikliwa psychologicznie wiarygodna analiza rozpadu związku i tego, do czego jest zdolny zwykły człowiek, w sytuacji, gdy może stracić wszystko. [1]

RECENZJA
Od samego warto zaznaczyć, że nie jest to łatwa pozycja do czytania. Autorka doskonale zagłębiła się w psychikę bohaterów i znakomicie oddała ich stan emocjonalny. Jodi i Todd z pozoru są szczęśliwa para, która żyje sobie bez papierka i jest szczęśliwa. Każde z nich ma ustalony rytm dnia i dla Jodi jest to pewne poczucie bezpieczeństwa. Przyjęła za rzecz niezmienną to, że już zawsze będą razem. Jednak nie zauważyła, że w pewnym momencie stała się doskonała kopią własnej matki, która po prostu, gdy pojawił się problem udawała, że go nie ma. Jednak dla pani psycholog najważniejsze jest zachowywanie pozorów. Chce być przede wszystkim idealna i taką ją autorka stworzyła, co jest dość irytujące, bo takie osoby nie istnieją! Z kolei Todd jest zupełnym jej przeciwieństwem. Przeżywa kryzys wieku średniego, czego nawet nie ukrywa i jest wiecznie niezdecydowany. Czytanie o jego rozterkach po pierwszych kilku rozdziałach staje się po prostu męczące i z największą chęcią wracam do pewnej siebie, Jodi.

Nagle ich idealnie, poukładane życie przeradza się w tornado. Todd odchodzi do innej, a to znaczy, że jego dotychczasowa partnerka zostaje z niczym. Harrison idealnie odwzorowała cały proces rozpadu związku. Weszła w postaci głęboko psychologicznie i ujawniła ich najmroczniejsze strony. Pokazała wszystko na najdrobniejszych szczegółach i niczego nie ukrywała. Ukazała wszystkie zmiany, jakie zachodzą w człowieku, który w każdej chwili może stracić swoje bezpieczne finansowo życie. Przemiana, jaką przeszła, Jodi zaszokuje wielu, ale jest prawdziwa, bo w końcu w niej samej zaczynają ożywać emocje, które do tej pory skrzętnie ukrywała. Wiecie, że ona nigdy nie podniosła głosu na Todda? Z kolei sam jej były partner przechodzi poważne załamanie. Młodsza partnerka to nie jest coś, czym się wydawało. Przecież on spokojnie mógłby być jej ojcem. Z każdą kolejną stroną ukazuje się coraz większe zirytowanie, Todda nie tylko młodszą kobietą, ale również jego organizmem, który nagle zaczyna wysyłać jakieś dziwne sygnały, które okazują się tylko wstępem do dramatycznego końca.

Co mnie denerwowało? Wspominałam już o idealnej Jodi, którą miałam ochotę rozszarpać na strzępy z tego powodu. Kolejna rzecz to powroty do jej sesji z psychologiem. Nie do końca rozumiałam te wszystkie powroty do jej dzieciństwa i relacji z braćmi. Dopiero pod koniec gdzieś między wierszami jesteśmy w stanie wyczytać, o co w tym wszystkim chodziło, ale nie zostało to również powiedziane wprost.

Pozycja ciężka i wymagająca sporo skupienia. Mało w niej dialogów czy jakiś nagłych zwrotów akcji. Całość kroczy leniwie przez wszystkie aspekty i pozwala czytelnikowi lepiej poznać głównych bohaterów. Dlatego polecam, ale jeśli chcecie ją czytać to odradzam robić to gdzieś w biegu czy podczas przeczekiwania reklam, które przerwały mega interesujący film. Pozwólcie sobie wejść w książkę i zrozumieć postaci, ich myśli i sposoby postępowania. A samo zakończenie z pewnością was zaskoczy. Uwierzcie mi!
„Jest wiele powodów, dla których kobieta zostaje z mężczyzną, nawet, jeśli porzuciła już nadzieję, że uda jej się go zmienić, i jest w stanie z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, jak będzie wyglądała reszta jej życia." ~ A.S.A. Harrison, W cieniu, Kraków 2015, s. 166.
OCENA: 8/10

[1] Opis pochodzi z okładki książki
http://www.znak.com.pl/
No i kolejny egzemplarz recenzencki - wiecie, że to brzmi dumnie? A przynajmniej dla nas? Znaczy to, że nasz blog idzie do przodu :).
Dziękujemy, że jesteście :)