Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Literanova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Literanova. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 października 2019

590. Michael Dobbs - "House of Cards. Ostatnie rozdanie"


AUTOR: Michael Dobbs
ORYGINALNY TYTUŁ: The Final Cut  
SERIA: Francis Urquhart
TOM: Trzeci
TŁUMACZ: Agnieszka Sobolewska
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
Francis dzięki swojej przebiegłości i bezwzględnym wybiegom wygrał wszystko, co na scenie politycznej było do wygrania. Dla niego to jednak wciąż za mało. Tylko miesiące dzielą go od tytułu najdłużej urzędującego premiera Wielkiej Brytanii. Wyniki sondaży są jednak coraz gorsze. Groźba utraty władzy staje się realna. Francis musi posunąć się dalej niż kiedykolwiek wcześniej, by nie utracić swojej pozycji.
Nawet niebezpieczny pomysł wywołania międzynarodowego konfliktu stanie się opcją wartą zaryzykowania… [1]

RECENZJA
Po ekspresowo przeczytanym drugim tomie House of Cards szybko wzięłam się za „Ostatnie rozdanie”. Naprawdę wciągnęłam się w tę serię przy poprzedniej części i mocno liczyłam, że finał wciągnie mnie równie porządnie. Niestety, ale po pierwszych stu stronach czułam się mocno rozczarowana. Dlaczego? Przekonacie się, jeśli przeczytacie recenzję do końca.

Od wydarzeń w ostatnim tomie minęło około dziesięć lat. Francis dalej jest premierem i tylko kilka miesięcy dzieli go od pobicia rekordu urzędowania należącego do Margaret Thatcher. Coraz więcej jest jednak głosów, że ze względu na wiek – ma siedemdziesiąt pięć lat – powinien odejść na emeryturę. Francis dalej jest rządny władzy i ciągle czuje się na siłach by sprawować urząd premiera. Aby zamkną usta swoim przeciwnikom postanawia zagrać negocjacjami granic na Cyprze. To wszystko może doprowadzi do międzynarodowego konflikt. Na dodatek jest jeszcze również tajemnicza sprawa związana ze stacjonowaniem Francisa Urquharta na Cyprze w 1954. Czy Francis posunie się do tego, aby wywołać międzynarodowy konflikt? Czy aby utrzymać władzę sparaliżuje bezpieczeństwo międzynarodowe? Ci, którzy znają Francisa znają już na te pytania odpowiedzi…

Francis ma już sześćdziesiąt pięć lat. Wszyscy zauważają, że wiek zaczyna odgrywać u niego rolę. Nawet jego żona Mortima to widzi, ale nie mówi mu tego przez wzgląd na ich uczucie. Urquhart ma ambicje by być najdłużej panującym premierem w kraju. Chce zapisać się na kartach historii. Dalej jest bezwzględny w dążeniu do celu. Jest w stanie poświęcić w tej sprawie nawet krew gimnazjalistek z Cypru. Jednak prądy nie sprzyjają jego decyzjom. Wielu ministrów zaczyna knuć przeciwko niemu, ale tylko jeden z nich ma odwagę oficjalnie się mu sprzeciwić. Jest nim Tom Makepeace, który jest wskazywany na nowego premiera. Francis nie chce jednak oddawać władzy i postanawia zagrać negocjowanymi granicami na Cyprze: między greckimi Cypryjczykami oraz tureckimi. Nie wszystko jednak idzie tak jak powinno, a nasz premier jest w coraz większym szoku i niedowierzaniu, że jego era może dobiegać końca…

Rozczarował mnie jeden fakt. Drugi tom zakończył się w dość zaskakującym momencie i w trzecim brakowało mi jego kontynuacji. Oczywiście fakt, że akcja dzieje się dziesięć lat później pokazuje mniej więcej jak zakończyła się sytuacja, ale jednak to mnie nie usatysfakcjonowało. Poczułam się oszukana przez Michaela Dobbsa, bo ten wątek można było dobrze kontynuować w trzecim tomie. Postanowiono z kolei na konflikt międzynarodowy, który nie do końca mi przypasował. Bardziej interesowały mnie wewnętrzne roszady w rządzie premiera. Zakończenie jest zaskakujące, ale gdy na spokojnie przeanalizuje się zachowanie Francisa przez całą serię nie wydaje się ono w sumie takim zaskoczeniem.

Podsumowując: jak dla mnie najsłabszy tom. Lepiej by wyszło, gdyby autor zaczął w momencie, gdzie zakończył się tom drugi. Ten napisany trochę na siłę. Jednak całą serię oceniam pozytywnie i z pewnością będę ją polecać, bo jest warta zainteresowania.  

OCENA: 6/10

W następnym poście postaram się Wam zebrać w całość moje odczucia odnośnie całości książki jak i obejrzanego przeze mnie serialu ;). 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 19 października 2019

589. Michael Dobbs - "House of Cards. Ograć króla"


AUTOR: Michael Dobbs
ORYGINALNY TYTUŁ: To Play the King
SERIA: Francis Urquhart
TOM: Drugi
TŁUMACZ: Agnieszka Sobolewska
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
Francis osiągnął swój cel – w wyniku politycznej gry stanął na czele rządu. Teraz jednak musi umocnić pozycję i utrzymać władzę, stawić się czoła kolejnym wyzwaniom.
Tymczasem stawka rośnie: w grze o władzę będzie się musiał zmierzyć z samym królem Anglii, który okaże się jego zaciekłym wrogiem. Czy uda mu się ograć króla? [1]

RECENZJA
Szybko wzięłam się za drugi tom House of Cards i równie szybko szło mi jego czytanie, bo po dwóch dniach byłam już w połowie. Szybko jak na mnie, bo czasami wejście w książkę zajmuje mi kilka dni, jak w przypadku pierwszego tomu o Francisie Urquharcie.

Francis Urquhart wygrał wybory w partii i został premierem. Jednak musi pamiętać, że nie został wybrany przez naród, a według wielu – w tym samego króla – nie czyni go prawdziwym premierem. Urquhart kolejny raz musi zagrać o władzę. Tylko, że tym razem jego największym przeciwnikiem jest sam król, a monarchia w Wielkiej Brytanii jest głęboko zakorzeniona. Przeciwnik trudny, a stawka wysoka. Musi dobrze wszystko rozplanować, bo kraj pogrąża się w recesji, a słupki procentowe jego partii wołają o pomstę do nieba. Czy Francis doprowadzi do wcześniejszych wyborów parlamentarnych w sprzyjającym dla niego okresie? Jeśli tak to czy je wygra? Wygrana pozwoliłaby mu umocnić swoją władzę. Należy tylko ograć króla…

Francis został premierem i udało mu się stworzyć rząd. Wie jednak, że nie może legitymować się mandatem od społeczeństwa, co dla wielu może być jego polityczną wadą. Na dodatek nie ma króla po swojej stronie, chociaż dla dobra wszystkich rząd i król powinni grać do jednej bramki. Francis musi jednak walczyć z królem tak, aby nikt o tym nie wiedział, bo ostatnie, czego potrzebuje to kryzys konstytucyjny. To powoduje u nowego premiera lekką dezorientację i źle ocenia ludzi, którzy wchodzą do jego kręgu. Do tej pory jego jedynym przeciwnikiem był premier, którego łatwo pokonał, a pozostałe przeszkody szybko eliminował. Króla nie może odsunąć od władzy przez zły wizerunek, które publikowałyby media ani też nie może go zabić, bo to nie uszłoby mu na sucho. Mimo to Urquhart nie poddaje się i rozpoczyna kolejną polityczną walkę, którą rozgrywa.

Ważną postacią w tej książce jest sam monarcha, który nosi tytuł króla dopiero od czterech miesięcy. Próbuje on wyjść poza obraz władcy, który panował do tej pory. Chce wyjść do obywateli, chce żeby rodzina królewska nie była traktowana jak pasożyty przez naród. Chce opodatkować ich dochody, posiadłości, chce być bardziej ludzki. Jednak premierem jest Francis Urquhart, który doskonale wie, że takie pokazanie królewskiej rodziny sprawiłoby, że jego poparcie, które i tak jest drastycznie niskie spadłoby jeszcze bardziej. Dlatego nie pozwala królowi na takie „wybryki”. Doprowadza do decyzji, której nikt by się nie spodziewał po nowym królu…

Przyznam, że nie spodziewałam się nowej postaci damskiej w drugim tomie. W poprzednim ważną rolę odgrywała Mattie Storin. W tym koło Francisa kręci się piękna Amerykanka, która uciekła ze swojego kraju ze względu na swoją przeszłość. Straciła dziecko, bo mąż pobił ją do tego stopnia, że poroniła, więc rozwiodła się i postanowiła zacząć nowe życie w Wielkiej Brytanii, gdzie otworzyła firmę zajmującą się badaniami opinii publicznej. Tylko czy Sally jest naprawdę szczera w tym, co mówi? Czy nie stoi za tym jeden z wrogów nowego premiera? Nie zapominajmy, że po zostaniu premierem Francisowi Urquhartowi przybyło kilko wrogów. Podczas walki o ten fotel obiecał coś komuś i nie spełnił swoich obietnic, a to przedsiębiorców boli najbardziej…

„Ograć króla” czytało mi się zdecydowanie lepiej niż pierwszy tom. Pewnie, dlatego, że eliminowanie politycznych przeciwników nie szło Francisowi już tak gładko jak poprzednio. Tu natrafił na najcięższy kaliber – króla. Może nie pod względem władzy, ale brakiem szans na wyeliminowanie już jak najbardziej. Francis wie, że w Wielkiej Brytanii rodzina królewska dla wielu jest kwintesencją ich narodowości i tylko przez wygranie wyborów może przekonać do siebie monarchę. Poznajemy głównego bohatera z zupełnie innej strony. Już nie jest tak pewny, popełnia drobne błędny, ale dalej jest bezwzględny w swojej grze o władzę…

Drugi tom zakończył się w takim momencie, że natychmiast musiałam zacząć czytać tom trzeci. Naprawdę jest to dobra powieść oraz seria o tym jak wielkim i bezlitosnym bagnem jest polityka. Ja polecam i biorę się za „Ostatnie rozdanie”.
„Normalnie nie mam skłonności do powątpiewania we własne siły. Czasami jednak wszystko, co sobie zaplanowaliśmy, wymyka się jak piasek przesypujący się między palcami: im bardziej usiłujemy go złapać, tym bardziej nieuchwytny się staje.”~ Michael Dobbs, House of Cards. Ograć króla, Kraków 2015, s. 184.
OCENA: 8/10

Moja mama ma podobne zdanie na temat tego tomu. Jest zdecydowanie najlepszym z całej trylogii ;).
Przepraszam, że w ciągu ostatniego tygodnia mnie tak mało u Was, ale postaram się to zmienić. Musiałam przez chwilę wziąć urlop, głęboki oddech i przemyśleć wiele rzeczy. Podjąć kilka ważnych decyzji, które w przyszłości mogą przewrócić mój świat do góry nogami. Czas pokaże co będzie dalej :). 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 16 października 2019

588. Michael Dobbs - "House of Cards. Bezwzględna gra o władzę"


AUTOR: Michael Dobbs
ORYGINALNY TYTUŁ: House of Cards
SERIA: Francis Urquhart
TOM: Pierwszy
TŁUMACZ: Agnieszka Sobolewska
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
Powieść o mechanizmach i żądzy władzy. Francis Urquhart, czołowa postać klubu parlamentarnego partii rządzącej w Wielkiej Brytanii, pragnie tylko jednego: władzy. Dąży do niej, nie bacząc na nic, w myśl zasady: cel uświęca środki. Na trop jego nikczemnych matactw i intryg natrafia ambitna i przebojowa dziennikarka, Mattie Storin, i postanawia wydobyć je na światło dzienne. Okazuje się to trudniejsze, niż przypuszczała, Urquhart bowiem cieszy się poparciem wielu wpływowych osobistości. Wtedy Mattie uzmysławia sobie, jaką naiwnością było sądzić, że prasa, "czwarta władza", jest niezależna od władzy politycznej. Czy mimo wszystko wierna etyce zawodowej dziennikarka potrafi się jej przeciwstawić? [1]

RECENZJA
Wszyscy słyszeli o serialowym hicie, jakim jest „House of Cards”. Mniej lub bardziej, ale słyszeli. Ja również, ale obiecałam sobie, że obejrzę dopiero, gdy przeczytam książki. Znam podstawowe różnice między wersją papierową a serialową, ale książka to książka sami to przyznacie.

Historia rozpoczyna się w dniu wyborów do brytyjskiego parlamentu. Wszyscy zadają sobie pytanie czy partia, która obecnie rządzi utrzyma się u władzy. Warto dodać, że jest najdłużej rządzącą partią od czasów zakończenia II wojny światowej. W końcu są wyniki. Partia wygrywa, ale nie tak wielką ilością głosów jak zakładano. Francis Urquhart jest rzecznikiem dyscypliny i upatruje wybicie się i wejście do wielkiej polityki właśnie na nie do końca udanych wyborach. Propozycja jego zmian w rządzie została jednak odrzucona. Upokorzony Urquhart postanawia rozpocząć bezwzględna grę o władzę w sposób dyskretny, ale również ryzykowny. Chociaż kto posądziłby rzecznika dyscypliny partii o sabotaż? Kto śmiałby rzucić oskarżenie na osobę, której premier ufa bezgranicznie? Dla Francisa Urquharta to idealna sytuacja…

Główną postacią książki jest Francis Urquhart rzecznik dyscypliny partii rządzącej. Nie jest to funkcja zaszczytna, ale dzięki niej zna wszystkie tajemnice swoich kolegów na wysokich stołkach ministrów. To w zdecydowany sposób ułatwia mu uknucie intrygi, która ma na celu obalenie panującego premiera. Na dodatek odrzucenie jego propozycji zmian uruchamia chęć zemsty. Jest to postać bardzo inteligentna, która nie powstrzyma się przed niczym, aby w końcu znaleźć się w miejscu, o którym marzył od lat. W mieszkaniu na Downing Street, tam gdzie urzędowała Margaret Thatcher czy Neville Chamberlain lub Winston Churchill. Jego działania robiły na mnie wrażenie i chociaż powinnam odczuwać do niego negatywne emocje to jednak poczułam do niego odrobinę sympatii mimo tego wszystkiego, co robił.

Pozostałe postaci, które stworzył Michael Dobbs to w większości bohaterowie tragiczni. Ich wybór zawsze ściągnie na nich problemy. Ważne jest też to, że te postaci nie były płaskie. Miały problemy zwykłych ludzi jak uzależnienie od narkotyków czy też brak czasu na zrobienie prania, (chociaż to jest dla mnie mało zrozumiałe). Mattie Storin była dziennikarką, która uważała, że Urquhart jest idealnym kandydatem na premiera. Ich relacja jest dość specyficzna, ale ukazuje, że prawdziwy dziennikarz nigdy nie daje się zwieść.

Czytając „Wojnę Winstona” odnosiłam pewną ciężkość czytania. Brakowało mi lekkości, której oczekuje od dobrej książki. W przypadku „House of Cards” tylko początek był dość ciężki. Około pięćdziesięciu stron trudno było mi wczuć się w klimat. Potem już całkowicie wsiąknęłam w atmosferę politycznych potyczek i publicznego prania brudów. Chociaż wydawałoby się, że na brytyjskiej scenie politycznej powinno być kulturalnie, bo jest tam król i tytuły szlacheckie to jednak tak nie jest. Michael Dobbs pokazuje, że nie ważne czy głową państwa jest król czy prezydent, bo polityka zawsze jest tak samo brudną grą, w której jak już się człowiek ubrudzi to nigdy nie będzie czysty.

Ta książka to naprawdę dobra pozycja. Może nie wciągnęła mnie tak jak oczekiwałam. Miałam nadzieję, że wciągnie mnie w swój świat tak jak nic nigdy. Niestety tak nie było, ale też nie było bardzo źle. Byłam po prostu bardzo ciekawa, co stanie się dalej, ale nie musiałam dla niej zarywać nocy czy rezygnować ze wspólnego popołudnia z partnerem. To jest dobra książka. Postaci są jednymi z lepszych, a sam Francis Urquhart to prawdziwy drań, który nie boi się zaryzykować, a także umie sprytnie manipulować ludźmi.

Jestem trochę rozczarowana tym, że książka nie wciągnęła mnie tak jak tego oczekiwałam, ale uważam ją za dobrą pozycję i ciekawą. Chętnie sięgnę po kolejny tom, żeby przekonać się, co przygotował dalej Michael Dobbs.
„Władza to narkotyk, działa na nich jak świeca na ćmę. Lecą do niej, nie zważając na niebezpieczeństwo. Mogą zaryzykować wszystko: małżeństwo, karierę, reputację, nawet życie.”~ Michael Dobbs, House of Cards. Bezwzględna gra o władzę, Kraków 2015, s. 277.
OCENA: 7/10

Cześć!
Uwierzcie mi, że nie warto oglądać serialu (amerykańskiego) na podstawie książki. Jak dla mnie to najgorsze, co można zrobić. Dlaczego? O tym opowiem Wam w innym wpisie ;).

[1] Opis pochodzi z serwisu lubimyczytac.pl


poniedziałek, 16 lipca 2018

524. Każdy z nas może być "Bliżej słońca"


AUTOR: Richard Paul Evans
TYTUŁ ORYGINALNY: The Sunflower
TŁUMACZ: Dorota Kaczor
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO: Znak Literanova

OPIS
„Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy”.
Kiedy Christina planowała swój wymarzony ślub, nie miała pojęcia, że wydarzenia potoczą się zupełnie innym torem, niż tego pragnęła. Paul również nie przypuszczał, że pewna zimowa noc w szpitalu okaże się przełomowa w jego życiu. Oboje mieli ułożone plany na przyszłość, wydawało im się, że wiedzą, gdzie i z kim spędzą następne kilka lat.
Spotkali się w Peru, w amazońskiej dżungli, gdzie Paul stworzył dom dla porzuconych dzieci. Christina za namową przyjaciółki zdecydowała się pracować tam, jako wolontariuszka, by w ten sposób zagoić swoje złamane serce.
~~~~
Jak spotkanie z mieszkańcami sierocińca - gdzieś na krańcach świata - wpłynie na życie Christiny? Jaką rolę odegra w nim charyzmatyczny opiekun dzieci Paul Cook? Czy w dalekiej dżungli można zmierzyć się ze swoimi lękami i nauczyć się patrzeć na życie inaczej?
~~~~
Bliżej słońca to prawdziwa historia, którą opowiedział Richardowi Paulowi Evansowi jej główny bohater - Paul Cook - podczas misji humanitarnej w Peru. Jest to opowieść o narodzinach nieoczekiwanego uczucia, które zbliżyło do siebie więcej niż dwa serca. [1]

RECENZJA
Po zapoznaniu się z „Szukając Noel” wiedziałam, że szybko muszę przeczytać inną książkę Richarda Paula Evansa. Chciałam się przekonać czy „Szukając Noel” nie była przypadkową pozycją, która mi się spodobała. Dlatego ze swojej biblioteczki wybrałam „Bliżej słońca” bez czytania wcześniejszych recenzji na blogach czy portalach czytelniczych.

Są książki, o których szybko się zapomina, a są takie, które są w nas zawsze. Wiele zależy od opowiedzianej historii, ale pewna część do stylu autora. Do tej pory pamiętam, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu „Szukając Noel” i jak bardzo się na niej wzruszyłam. „Bliżej słońca” również mnie nie zawiodło.

Paul Cook w świąteczne popołudnie pełnił dyżur w szpitalu w Minnesocie i nie był to jego szczęśliwy dzień w pracy. Mimo długich reanimacji zmarły dwie osoby: mężczyzna i czteroletni chłopiec, który udławił się plastikowym żołnierzykiem. To sprawiło, że przewartościował swoje życie i postanowił się zmienić. Christinę tylko tydzień dzielił od jej ślubu z Martinem. Wszystko było dopracowane, gdy mężczyzna zawiadomił, że po prostu nie jest gotowy na ślub. Za namową przyjaciółki, Jess zgadza się wyjechać na kilkudniową misję humanitarną do Peru, gdzie przekonuje się na własne oczy, że istnieją większe tragedie. Tam właśnie spotyka Paula Cooka, który już od czterech lat prowadzi sierociniec dla chłopców z ulicy.

Richard Paul Evans poznał Paula Cooka właśnie w Peru na misji humanitarnej, na którą zaciągnęła go córka tuż przed ukończeniem liceum. To właśnie tam Cook opowiedział mu historię swojego życia, a także życia Christine.

„Szukając Noel” nie była książką, która oczarowała mnie przypadkiem. Po przeczytaniu „Bliżej słońca” jestem pewna, że uwielbiam Evansa. Znowu płakałam jak głupia. Dzięki temu, co dostałam w tej książce inaczej spojrzałam na swoje problemy. Autor pokazał mi, coś, co w natłoku życia, gdzieś mi umykało: że na świecie są dzieci, które mają gorzej, bo są sprzedawane przez własnych rodziców, bo nie stać ich na utrzymanie pociech.

Polubiłam Paula, Christinę, a nawet playboya Jima, ale mocno irytowała mnie lekkomyślna Jessica, która swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem doprowadził do okropnego wypadku. Lubię czuć niechęć do postaci, bo wtedy wiem, że są stworzone naprawdę i nie są mi kompletnie obojętne.

W tej książce nie ma wartkiej akcji, pościgów, strzelanin czy trupa, ale mimo to przez książkę się płynie. Chce się ją czytać. Ja wręcz umierałam z ciekawości, żeby ją poznać, ale jednocześnie nie chciałam jej kończyć. Przeczytałam historię, którą napisało życie. Myślę, że sam autor nie wymyśliłby tego wszystkiego, co spotkało naszych bohaterów. Mam tylko zastrzeżenie do polskiego przekładu tytułu. W swoim pierwszym wydaniu był to po prostu „Słonecznik”, czyli dosłowne tłumaczenie oryginału. Osobiście uważam, że to było najlepsze rozwiązanie, bo słoneczniki są ważnym motywem całej książki. „Bliżej słońca” też pasuje, ale nie nawiązuje do tego, co połączyło Paula i Christinę. Oficjalnie ogłaszam, że Evans jest moim ulubionym autorem. Już zacieram ręce na myśl o następnych książkach, ale wezmę je za jakiś czas, żeby mi się za szybko nie skończyły!
"Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W tym tkwi największa tajemnica człowieczeństwa. Choć wolimy w to nie wierzyć, życie w znacznej części jest tylko rekcją na okoliczności." ~ Richard Paul Evans, Bliżej słońca, Kraków 2012, s. 259.
OCENA:  9/10

Dzień dobry! 
Z lekkim opóźnieniem, ale jestem. 
Deszczowe dni przed nami, więc polecam Wam tę słoneczną powieść.
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 4 czerwca 2018

517. W życiu można umrzeć więcej razy niż tylko raz...


AUTOR: Richard Paul Evans
ORYGINALNY TYTUŁ:  The Broken Road
SERIA: Broken Road
TOM: Pierwszy
TŁUMACZ: Hanna de Broekere
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
Czy ktoś, kto sprzedawał marzenia innym, będzie umiał odkupić własne?
Z dzieciństwa Charles James pamiętał tylko agresję ojca, łzy matki i szukanie obiadu w śmietnikach.
Jak każdy, kto jako dziecko dostał zbyt mało miłości, Charles pragnął, aby pokochał go cały świat.
Gdy opuścił dom i zatrudnił się, jako asystent znanego mistrza sprzedaży, chciał tylko pieniędzy, sławy i podziwu. Zdeterminowany, szybko piął się po szczeblach kariery, by wkrótce pokonać swojego mistrza i stanąć na szczycie. Wreszcie był szczęśliwy.
Jednak czasem to, co bierzemy za szczęście, jest tyko jego iluzją.
Nagle słynny sprzedawca marzeń zaczął doświadczać rzeczy, które zachwiały jego idealnym życiem. Najpierw pojawił się zły sen. Później ktoś przypomniał mu o krzywdach wyrządzonych innym.
A później zdarzyło się jeszcze coś i Charles w jeden dzień stracił wszystko.
Lecz tym razem los był dla niego mniej bezwzględny, niż on sam był dla innych.
Dał mu drugą szansę.
***
Sprzedawca marzeń to pierwsza część nowej trylogii Richarda Paula Evansa – opowieść o dążeniu do odkupienia win oraz o tym, co zrobił ktoś, kto dostał szansę, by zacząć życie od nowa. [1]

RECENZJA
Książki Richarda Paula Evansa biorę w ciemno od pierwszego spotkania z twórczością tego autora. Uwielbiam to jak pisze, jak tworzy swoje historie i bohaterów. Dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po najnowszą powieść autora, jaką jest „Sprzedawca marzeń”.

Charles James nie miał łatwego dzieciństwa. Agresywny ojciec, chodzenie i grzebanie po śmietnikach, a także łzy matki. Słowo dzieciństwo nie miało dla niego pozytywnego wydźwięku. W końcu przed osiemnastymi urodzinami uciekł z domu. Miał szczęście, bo trafił na człowieka, który mu pomógł osiągnąć sukces. McKay Benson był mistrzem w sprzedaży, ale on nie sprzedawał garnków czy telewizorów. On sprzedawał ludziom sposób na bycie bogatym. Charles James zachłysnął się tym wielkim światem i skoczył w niego od razu bez zastanowienia. Z powodu pogoni za pieniędzmi stracił żonę i dziecko. Jego nawrócenie nastąpiło w momencie, gdy miał zginąć, ale jednak dostał drugą szansę…

Główny bohater chciał innego życia niż to, które dostał od rodziców. Nie chciał wiecznej biedny, ciągłego bicia ze strony ojca i braku ciepła w mroźne dni. Pragnął mieć odrobinę więcej i być lepszym człowiekiem niż ten, który dał mu życie. Pragnął normalnego domu z kochającą żoną i cudownymi dziećmi, ale chciał to osiągnąć dopiero, gdy będzie miał stabilizację finansową. I właśnie pogoń za pieniądzem go zgubiła i zszedł z obranej przez siebie ścieżki.

Od kiedy zakochałam się w twórczości Evansa wiem, że nie porusza on prostych i banalnych tematów. „Sprzedawca marzeń” to książka, która pokazuje, że można odbić się od dna i zostać kimś, ale w tym wszystkim można zatracić pewien rodzaj człowieczeństwa. Charles uważał, że to, co robi nie sprawia nikomu krzywdy, bo daje ludziom nadzieje i szansę na lepsze życie. Jednak nie każdy z nas ma w sobie żyłkę do robienia biznesu. Nie każdy z nas osiągnie spektakularny sukces. To jak wpłynęło na niego niespodziewane pojawienie się jego mentora, którego zniszczył, a także człowieka, który oskarżał go o śmierć dziecka pokazuje, że często bywamy zaślepieni pragnieniem sukcesu.

Książka Evansa pozwoliła mi się wyciszyć. Zwolnić przez moment rytm życia. Dała mi chwilę na przemyślenia. Pozwoliła mi spojrzeć na wiele rzeczy inaczej. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze robię nie gnając na złamanie karku za pieniądzem, że doceniam chwile spędzone z rodziną.
„Doszedłem do wniosku, że przed każdą poważną zmianą w życiu następuje kryzys wiary – zanim człowiek rzuci się w nieznane, pojawia się zwątpienie..”~ Richard Paul Evans, Sprzedawca Marzeń, Kraków 2018, s. 131.
OCENA: 7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

Ostatnio brakuje mi czasu na wszystko. Na czytanie, na spanie, na serial, na haftowanie, ale wiecie, co? To jest dobry brak czasu. 
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

wtorek, 8 maja 2018

512. Ola Szczerbińska - "Kobieta, którą pokochał Marszałek"


AUTOR: Katarzyna Droga
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
W 1901 roku dziewiętnastoletnia Ola Szczerbińska przyjeżdża z Suwałk do Warszawy. Marzy o zdobyciu wykształcenia i o wolnej Polsce. W czasach, kiedy uważano, że jedynym zadaniem kobiet jest dobrze wyjść za mąż i wychować dzieci, ona przemyca dynamit w gorsecie i rewolwery w fałdach spódnicy, organizuje siatkę wywiadowczyń i walczy z bronią w ręku.
Podczas prezentacji składu broni, wśród mauzerów i browningów poznaje Piłsudskiego, legendę podziemnej Polski, bohatera… oraz męża innej kobiety.
Mimo przeszkód stanie u jego boku, odważnie stawi czoła konwenansom epoki i wyzwaniom historii, a ta zawiedzie ją do Belwederu i uczyni pierwszą damą II RP.
Co takiego miała w sobie Ola, że Piłsudski obdarzył ją wielkim uczuciem i uczynił partnerką nie tylko w życiu, ale też w walce o wolność?
Dzieje tej niebanalnej pary to jedna z najpiękniejszych i najbardziej intrygujących historii miłości, determinacji i wielkiej odwagi. Historia, która pokazuje, że wielkość nie liczy się z konwenansami. [1]

RECENZJA
Gdy w końcu dotarł do mnie egzemplarz recenzencki książki Katarzyny Drogi bardzo się ucieszyłam. Od kiedy zauważyłam tę pozycję w mailu od Wydawnictwa Znak, a potem w zapowiedziach czułam, że ta książka jest dla mnie. Już po pierwszych stronach wiedziałam, że się nie pomyliłam.

Kojarzycie poważnego mężczyznę z sumiastym wąsem i ostrym spojrzeniu? Kto z nas nie kojarzy Józefa Piłsudskiego człowieka, który miał największe zasługi w tym, że po 123 latach zaborów Polska odzyskała niepodległość. Czy gdy patrzycie na jego wiele zdjęć lub portretów jesteście wstanie go sobie wyobrazić, jako mężczyznę, który w zaciszu domowym był kochanym partnerem i wspaniałym ojcem dwóch córek? Jeśli nie to nie martwcie się tym, bo ja też mam z tym problem. Dopiero książka Katarzyny Drogi ukazała mi go w zupełnie innym świetle.

Jednak żeby poznać, jakim był dla najbliższych musimy zacząć swoje kroki od kobiety, która skradła mu serce, czyli do Aleksandry Szczerbińskiej. Ola jak wiele młodych ludzi marzyła o wolnej Polsce, o tym, aby w szkołach uczono dzieci po polsku, żeby móc w końcu chodzić po ulicach miast bez obaw o aresztowanie. Jej rodzice zmarli, gdy miała dziesięć lat i od tego momentu była wychowywana przez babkę Karolinę. To babcia zgodziła się, aby w 1901 roku Ola wyjechała do Warszawy, aby uczuć się w szkole handlowej, co nie było dość powszechne na Suwałkach, gdzie mieszkała Aleksandra.  Właśnie w Warszawie wstąpiła do Polskiej Partii Socjalistycznej, która założona była przez Piłsudskiego. Ola brała udział w wielu akcjach zbrojnych i do jej obowiązków należały przerzuty broni i organizowanie magazynów z uzbrojeniem, o których wiedziała tylko ona. W 1906 roku podczas prezentacji magazynów zbrojeniowych poznała Piłsudskiego i od razu zapadła mu w pamięć. Problem między zakochanymi był jeden i to w tamtych czasach dość poważny. Mianowicie Józef Piłsudski miał wtedy żonę Marię, która do końca życia nie zgadzała się na rozwód z Marszałkiem.

Katarzyna Droga przedstawiła Olę, jako zwykłą dziewczynę, która chciała przede wszystkim wolności dla Polski, a którą miłość spotkała właśnie podczas tej walki. I właśnie walka o niepodległość, a potem podniesienie Polski z kolan po latach niewoli była delikatnym cierniem w miłości Piłsudskich. Owszem ich uczucie wyrosło w czasach, gdy konspirowali, gdy walczyli, gdy byli w więzieniach, ale dla Józefa pierwsza zawsze była Polska. Można nawet czasem odczuć, że to ona była jego największą miłością. I gdyby nie przypisy do listów od Marszałka, które cytowała autorka trudno byłoby mi uwierzyć w to uczucie, które łączyło Ziuka (tak był nazywany przez najbliższych) i Olę. Jednak to on w listach nazywał ją najdroższą, swoją Oleńką.

Aleksandra była niezwykle silną kobietą. Nie tylko, dlatego, że przemycała broń. Nie wiem ile kobiet byłoby w stanie znieść takie życie. Niepewność, co z ukochanym, czy wróci z kolejnej wyprawy, czy nie będzie musiała wychowywać sama dziecka, a potem dzieci, bycie odsuniętą z powodu wiecznej walki o wolność kraju, chociaż to też ich w bardzo mocny sposób łączyło.

Uważam, że książka Katarzyny Drogi jest bardzo dobra i nie mogę jej zarzucić, że nie ma w niej przypisów i autorka sobie coś wymyśliła, bo przypisy są, a w posłowi sama zaznaczyła, że pewne sceny musiała sobie wyobrazić, bo wszyscy świadkowie tej miłości już nie żyją. Historia jest ułożona w sposób logiczny i płynny, co pozwala płynąć przez tę powieść.
"Łatwiej wyrzucić kogoś z serca niż z pamięci." ~ Kobieta, którą pokochał Marszałek. Opowieść o Oli Piłsudskiej, Katarzyna Droga, Kraków 2018, s. 39.
OCENA:  8/10
[1] Opis pochodzi z okładki książki
Za książkę dziękuję Wydawnictwu

Witam, witam. 
Rzutem na taśmę, bo wszystko się znowu posypało.
Szukam lustra, które stłukłam, bo chce je spytać ile jeszcze lat z tych siedmiu będę miała tego pecha - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie proszony jest o kontakt 
Wasza skonana i zdołowana
Lady Spark

czwartek, 9 listopada 2017

461. Złote Maliny Literatury zostały rozdane!

AUTOR: Anna Todd & inni autorzy
TYTUŁ ORYGINALNY: IMAGINES: Celebrity Encounters Starring You
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO: ZNAK Literanova

OPIS
Anna Todd, autorka bestsellerowej serii AFTER w nowej książce! Fan fiction z Tobą w roli głównej!
SELENA GOMEZ, ZAC EFRON, BRACIA HEMSWORTH, EMMA WATSON, KANYE WEST, JENNIFER LAWRENCE, KYLIE JENNER, CHRIS EVANS i mnóstwo innych gwiazd –
oni wszyscy potrzebują właśnie CIEBIE!
WYOBRAŹ SOBIE, ŻE…
JUSTIN BIEBER od rana zasypuje Cię uroczymi niespodziankami z okazji rocznicy Waszego… ślubu.
KIM KARDASHIAN potrzebuje Cię, by przetrwać w świecie, w którym nie można robić selfie!…
Na pokładzie samolotu zaprzyjaźniasz się z chłopakami z ONE DIRECTION… W ramionach CHANNINGA TATUMA tańczysz najbardziej zmysłowy taniec na świecie…
Twój najlepszy przyjaciel ED SHEERAN ma dla Ciebie naprawdę szalony prezent urodzinowy…
DANIEL SHARMAN zabiera Cię na romantyczny spacer po plaży…
WYOBRAŹNIA NIE MA GRANIC, WIĘC WYOBRAŹ SOBIE, ŻE MOŻE ZDARZYĆ SIĘ WSZYSTKO, CO ZECHCESZ – Z KIM TYLKO ZECHCESZ. [1]

RECENZJA
Do tej pory rok 2017 pod względem czytelniczym był naprawdę udany. Czytałam wiele dobrych książek, kilkanaście świetnych pozycji, które po prostu wbiły mnie w fotel i nie spotkałam na swojej drodze lektury złej. Nie bez powodu użyłam czasu przeszłego bo zapoznałam się z Imagines i oto statuetka „Złote Maliny Literatury” trafia w ręce Anny Todd i jej współpracowników! Tylko uważajcie! Recenzja zawiera spojlery! 

Fanfiki to bardzo specyficzna, rządząca się własnymi prawami forma pisania. Osobiście mam ogromny sentyment do tego rodzaju kompozycji, ponieważ sama w wieku lat – nastu snułam fantastyczne historie czy to z członkami zespołu US5, czy później z polskimi siatkarzami. Jako, że na własnej skórze poczułam magię bycia „pisarzem” starałam się podejść do zbioru zaprezentowanego nam przez Annę Todd bez jakiś większych wymagała. Liczyłam na miłe, przyjemne opowiastki z dużą nutą fikcji literackiej okraszone sporą dawką dobrego humoru. Nic bardziej mylnego! Książka była tak fatalna, że sama nie wiem, od czego mam zacząć. 

Głównym założeniem lektury było danie czytelnikowi możliwości wcielenie się w głównego bohatera. Pomysł zacny muszę przyznać! Kto w końcu nie chciałby przeżyć jakieś szalonej przygody z kimś sławnym? Ja przyznaję się bez bicia – za Michałem Bąkiewiczem idę chociażby do samego piekła. No, ale wracając do tematu – z ogromną ciekawością oraz radością podjęłam zabawę zaproponowaną mi przez autorów i niestety to był mój błąd. Pomijam już fakt, że w każdym opowiadaniu główna bohaterka (czyli notabene mogę sobie wyobrażać, że ja!) jest piekielnie irytująca i pozbawiona jakiegokolwiek charakteru – albo jest przedstawiana jako zakompleksiona szara myszka albo jak prawdziwy vamp. Jakby tego było mało miałam wrażenie, że poszczególnie wersje „mnie” ścigają się w konkursie – która pierwsza przeleci kogoś sławnego! Już dawno nie spotkałam się z postaciami tak prostymi, skonstruowanymi na doskonale znanych schematach. Najbardziej śmiałam się z opowiadania, w którym „ja” byłam na tyle nieśmiała i tajemnicza, że nie powiedziałam nowo poznanemu (O BOŻE SŁAWNEMU) chłopakowi nic istotnego o sobie – chociażby nazwiska, czy daty urodzin, ale byłam już na tyle spontaniczna i otwarta, żeby obściskiwać się z nim na oczach innych ludzi i głośno przyznać się do tego, że nie znoszę spać w staniku! 

Zasiadając do książki miałam świadomość tego, że będę czytała fikcję, samą fikcję i tylko fikcję literacką. W najgorszych jednak snach nie przypuszczałam, że będę dostanę na tacy takie absurdy! Ja mogę sobie naprawdę wiele wyobrazić (na przykład zaakceptowałam fakt, że Justin Biber to naprawdę romantyczy gość ), moja wyobraźnia jest ogromna (Kayne West jako prezydent USA?! A czemu nie!), ale ma swoje granice – w tym konkretnym przypadku było to hołd złożony pierwszej damie USA Kim Kardashian, czyli wyrzeźbienie jej ciała i twarzy w skale niczym, skalne głowy Ojców Założycieli! No wybaczcie mi, takiej ściemy nawet moja przeogromna inwencja twórcza nie zdzierży! 

Tyle różnych historii jest jednoznaczne z dużą ilością autorów. Z tego co mogłam wywnioskować o doborze „pisarzy” decydowała popularność ich fanfików umieszczonych w sieci. Ja jednak jestem przekonana, że popularność nie zawsze jest jednoznaczna z jakością i te opowiadania nie powinny były ukazać się w formie książki! To grzech i względem czytelnictwa i względem wyciętych drzew! Hańba! Co prawda (całe szczęście!) w Imagines nie spotkałam się z jakimiś rażącymi błędami, czy niewiadomo jak ambitnym lub niezrozumiałym językiem, a to śmiało mogę zaliczyć na plus. Dosyć łatwy w odbiorze język, w połączeniu z niezbyt długimi historiami i przystępną czcionką sprawiły, że książkę czytało się w miarę szybko – jedno „przysiadniecie” do lektury to średnio 3-4 opowiadania.

Imagines to pozycja zła, fatalna, absurdalna i niezwykle irytująca! Nie polecam, nie zachęcam do poznania i radzę nawet na nią nie spoglądać!

OCENA: 2/10


Dzień dobry, to zły tydzień i zła książka… przypadek? Nie sądzę! Pozdrawiam


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa



czwartek, 20 lipca 2017

424. … kiedy czujesz na karku czyjś oddech…


AUTOR: Magda Stachula
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: Znak  Literanova

OPIS
Najpierw był błysk flesza – ktoś zrobił jej zdjęcie z ukrycia.
Później usłyszała tajemniczy głos w mieszkaniu.
Potem ktoś stał pod jej drzwiami. Nasłuchiwał.
Eliza jest terapeutką. Podczas wielogodzinnych sesji zagląda w głowy swoich pacjentów.
Pewnego dnia orientuje się, że ktoś ją śledzi. Teraz to do jej życia zagląda obcy człowiek.
Kiedy Eliza szuka pomocy, nikt jej nie wierzy.
Tymczasem ON wie już o niej wszystko.
Ma listę.
Eliza jest na niej trzecia. [1]

RECENZJA
Do tej pory nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z pierwszą książką pani Magdy Stachuli, Idealną, o której słyszałam same dobre opinie. Dlatego też bardzo ucieszyłam się z faktu, że Wydawnictwo Znak Literanowa zaproponowało mi zrecenzowanie najnowszej pozycji autorki, zatytułowanej Trzecia. Byłam ogromnie ciekawa tej „literackiej uczty”, jaką mogłaby mi zaserwować pani Magda… i chyba niestety, dlatego moja poprzeczka powędrowała bardzo, bardzo wysoko. 

Eliza ma za sobą ciężkie chwile. Przyłapała swojego narzeczonego na zdradzie i od tego czasu próbuje wszystkim naokoło, i przede wszystkim samej sobie, udowodnić, że jest w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. Jako psycholrapeutka spotka się na codzień z różnego rodzaju chorobami psychicznymi czy fobiami. Pewnego dnia, jednak sama przeżywa coś niezwykłego – ma wrażenie, że ktoś ją śledzi. Na początku zaczyna się „niewinnie” od przeświadczenia z tyłu głowy, że coś nie tak. Następnie jest błysk flesza, dziwne odgłosy w mieszkaniu i fakt, że ktoś za nią chodzi. W tym samym czasie Eliza poznaje Borysa – mężczyznę, który jest dla niej uosobieniem bezpieczeństwa i spokoju. Nie podejrzewa jednak, jak bardzo może się mylić…

Sam zarys fabuły jest niezwykle interesujący i co tego nie można mieć żadnych pretensji. Niemniej jednak z czasem czytelnik zaczyna się na dobrą sprawę gubić, o co chodzi z tą tytułową Trzecią. Czy jest to nawiązanie do listy Borysa, „głównego” mężczyzny, czy jednak odnosi się do Lilianny, bohaterki, której wątek nagle mocno wysuwa się na pierwszy plan? I o ile nawet taka niepewność jest całkiem interesująca, to jednak z czasem cała historia zaczyna być bardzo przewidywalna, a same zachowania bohaterów nie pozostawiają żadnych złudzeń i ciągnął do jednego – rozwikłania całej „zagadki”. 

Muszę się przyznać, że naprawdę poczułam się zawiedziona. Nie mogę powiedzieć, że historia od góry do dołu była zła. Co to, to nie! Widać, że autorka miała do wykorzystania naprawdę ogromny potencjał, ale w pewnym momencie chyba trochę przestraszyła się puścić wodzę fantazji i wszystko pobiegło utartym szlakiem. Tak więc thriller, może i był… ale na pewno nie taki, jakiego można byłoby się spodziewać. 

Sami bohaterowie jakoś też nie do końca mnie kupili. Po pierwsze mamy Elizę. Psychoterapeutkę, która zauważa, że w jej otoczeniu dochodzi do dziwnych wydarzeń. Mi – studiującej pięć lat psychologię osobie – zawsze w wmawiano, że chcąc być dobrym psychoterapeutą trzeba przejść terapię i indywidualną i grupową, żeby móc być wiarygodnym. Tymczasem Eliza, nie przechodząc ani tego, ani tego, żyje w przeświadczeniu, że jest swoim najlepszym terapeutą – a w rzeczywistości, ma prosty masę własnych, nieprzepracowanych problem. O ile również na początku nasza bohaterka naprawdę wydaję się być kobietą pewną siebie, o tyle z czasem jej zachowanie zaczyna być dla czytelnika trochę niezrozumiałe i najzwyczajniej w świecie niedorzeczne. Sam Borys – mimo, że autorka próbuje kreować go na niebezpiecznego bad boya – w moim odczuciu wypada dość słabo. 
Jedynie motyw Lilianny naprawdę ciekawi i aż żal, że pani Magda nie postanowiła więcej miejsca poznaczyć tej właśnie bohaterce.

Język jest dla mnie najlepszym punktem całej książki. Prosty, przejrzysty, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Autorka sprawiła, że czytelnik naprawdę może oddać się chwili zapomnienia i zatracić się w stworzonym przez nią świecie. Z kolei krótkie rozdziały pozwalają na wręcz rekordowe zapoznanie się z całą pozycją. 

Jest mi źle. Naprawdę, żle się czuję, że muszę wystawić pani Stachuli taką, a nie inną ocenę, ale nie mogę inaczej. Chyba postawiłam autorce zbyt wysokie wymagania. Co prawda nie mogę powiedzieć, że Trzecia to zła historia. Widać naprawdę ogromny potencjał i świetny styl, ale tym razem czegoś mi zabrakło – może tego wielkiego wow, szybciej bijącego serca, albo zmrożenia krwi? Moja intuicja mi jednak podpowiada, że autorka jeszcze nie odkryła wszystkich swoich kart i niebawem pokaże nam, na co tak naprawdę ją stać.

OCENA: 6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu



Witam! Czy tylko u mnie jest tak gorąco?! Dajcie mi cienia! Dajcie mi chmur! Dajcie mi deszczu! Proszę!

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa


czwartek, 8 czerwca 2017

408. Miłość do mody może boleć - "Barbara Hulanicki. Ważne jest tylko jutro"


AUTOR: Judyta Fibiger
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
W latach 60. zawładnęła swingującym Londynem. Stworzyła kultową markę Biba. Wylansowała tanią modę i rozpoznawalny styl Biba look, który wciąż inspiruje.
W jej butiku pierwsze kroki w świecie mody stawiała m.in. młodziutka Anna Wintour, przyszła redaktorka amerykańskiego „Vogue’a”. W londyńskiej Bibie bywali i ubierali się Twiggy, Rolling Stonesi, David Bowie, Freddie Mercury czy Brigitte Bardot. Nic dziwnego, przecież był to najpiękniejszy sklep świata.
Jak to się stało, że córka polskiego dyplomaty, chrześniaczka Rydza-Śmigłego, dziewczyna z dobrego domu stała się wielką buntowniczką w świecie mody?
W rozmowie z Judytą Fibiger Barbara odsłania kulisy swojej kariery i fascynującej podróży przez życie. [1]

RECENZJA
Modą nie interesuje się jakoś bardzo, bo to, co jest mi oferowane po prostu nie pasuje na mnie, bo daleko mi do wieszaka. Jednak, gdy Wydawnictwo Znak Literanova niespodziewanie przysłało mi książkę o Barbarze Hulanicki, o której nic nie słyszałam to postanowiłam się z nią zapoznać i stwierdzić czy jest dobra dla kogoś, kto nic o tej kobiecie nie wie.

Książka jest bardzo pięknie wydana, ma w środku mnóstwo zdjęć, szkiców, ubrań. Bardziej jest to album, w którym jest również zamieszczony wywiad rzeczka z Barbrą. Książka ma bardzo dobry papier, jest w twardej oprawie i jest szyta, (co zawsze uważam za plus, bo jest mniejsze prawdopodobieństwo, że się rozleci), a nieklejona. Jednak w całym wydaniu znalazłam minus, który ukazał się podczas czytania. Otóż złoty grawer na okładce ściera się w miejscach gdzie czytamy książkę. Nienawidzę tego. Czy tak trudno było to zabezpieczyć podobnie jak napis na grzbiecie? Książka kosztuje 45 złotych, więc nie jest to mało, a po jednym użytkowaniu może nam zejść cały napis, który robi robotę w wyglądzie książki. Apeluję, więc do wydawnictw, aby bardziej dbały o takie szczegóły.

Pierwsze wrażenie jest na plus, ale bardziej mnie interesowało czy nada się dla osób kompletnie zielonych w tej kwestii. Chodzi mi o to czy podczas czytania nie będę się czuła zagubiona i zdezorientowana, że czegoś nie wiem. Zazwyczaj sięgam po biografie, gdy mam jakieś pojęcie o czytanej osobie, chcę pogłębić swoją wiedzę o nich. A tu nie miałam pojęcia, kim jest Barbara Hulanicki, więc to było dla mnie całkiem nowe doświadczenie.

Po pierwszym rozdziale byłam mocno zdezorientowana. Nie wiedziałam, o co chodzi. Zero wstępu o rodzicach, rodzeństwie. Pomyślałam, że to będzie ciężka przeprawa, ale już w drugim rozdziale rozmowa Judyty z Barbarą szła tak jak powinna iść. Dowiedziałam się jak wygląda modowy biznes. Cóż z pewnością jest to ostatnia rzecz, na jaką bym się zdecydowała.

Gdy czytałam o jednej Bibie czy o drugiej to żałowałam, że teraz nie ma takiej formy sprzedaży. Obecny marketing mnie ogromnie irytuje. Ledwo człowiek wejdzie do sklepu, Ledo rzuci okiem czy jest coś, co kolorystycznie mogłoby go zainteresować, ledwo do płuc dotrze powietrze sklepu, a już jest obok pani, która pyta się: Czy pomóc coś znaleźć? Przecież ja po jednym rzucie oka nie wiem, co mają w ofercie, nie wiem, czego ja chcę. To jest takie irytujące. Przecież to jest chore. Nigdy tego nie rozumiałam i nie zrozumiem i zawsze będzie mnie to irytować niezmiernie.

Historia Barbary to opowieść o tym jak powstawał jej sklep, a potem kolejne. Jak stawała się kimś znaczącym w świecie mody. Niestety nic nie może wiecznie trwać i również u Barbary nadszedł moment, gdy obcy inwestorzy kompletnie niemający nic wspólnego z modą zaczęli wprowadzać swój tandetny marketing doprowadzili do tego, że największa Biba upadła. To, o czym mówiła pokazuje, że wraz z upływem czasu marketingowcy dalej mają słabe pojęcie o potrzebach konsumenta, (chociaż oni twierdzą zupełnie inaczej) i tu nie mówię tylko o modzie, ale również o innych dziedzinach.

Podsumowując, ja jestem pozytywnie zaskoczona tą książką. Spodziewałam się ciężkiej przeprawy i irytacji, że nie wiem, o czym do mnie piszą, ale okazało się zupełnie inaczej. Przez książkę przepłynęłam i nawet nie wiem, kiedy ją skończyłam. Dobra dla laików, ale nie wiem czy ci, którzy znali osobę Barbary Hulanicki wcześniej będą czymkolwiek zaskoczeni. Ja osobiście polecam, jeśli interesuje Was historia mody.
"Nie można wiecznie tracić czasu na myślenie o przeszłości." ~ Barbara Hulanicki [w:] Barbara Hulanicki. Ważne jest tylko jutro, Judyta Fibiger, Kraków 2017, s. 80.
OCENA: 8/10

Mała zmiana planów. To jednak ja się z Wami dziś spotykam, a wypociny Tea poczytacie w sobotę. 
Dziękuję za trzymanie kciuków! Pomogły! To możecie dla mnie coś jeszcze zrobić? Trzymajcie też jutro, co? :) Bardzo Was proszę ;). 
Całusy, Lady Spark 


[1] Opis pochodzi  z okładki książki

czwartek, 1 czerwca 2017

405. WYNIK ROZDANIA!

Dzień dobry! Chyba każdy wie jakie dzisiaj mamy święto! Dzień Dziecka, oczywiście! Z tego miejsca składamy Wam (a przy okazji i sobie) najlepsze życzenia – w końcu zgodnie z tym co śpiewała Majka Jeżowska „ wszystkie dzieci nasze są”. Ale ten czwartek jest wyjątkowy z jeszcze jednego powodu – dzisiaj dowiemy się, do kogo powędruje książka „W kręgu księżniczki” Jean Sasson. Zanim ogłosimy zwycięzcę chciałyśmy Wam serdecznie podziękować za tak liczny udział w rozdaniu. W wakacje znowu będzie okazja, żeby zgarnąć jakąś ciekawą książkę – obiecujemy! Ale teraz już nie przedłużając…

…UWAGA…

…ATTENTION…

…BEMERKUNG…

…REMARQUE…



Weszłyśmy sobie na Losowe.pl (wielu bloggerów z niego korzysta) i zastałyśmy taką tablicę powitalną. 


Wprowadziłyśmy dane odpowiadające naszemu konkursowi, czyli ile liczb chcemy mieć wylosowane? Jedną. Z jakiego przedziału? Dwudziestu sześciu osób. I potem po prostu kilknęłyśmy generuj.


Po krótkiej chwili, bo internet pędzi jak szalony dostałyśmy liczbę dwadzieścia pięć! Halllooooo? Tu Kreatywna Alternatywa! Wzywamy liczbę dwadzieścia pięć! 


I zgodnie z numeracją, którą prowadziła sama Lady Spark jest to Jagoda G! Serdecznie gratulujemy i prosimy o wypatrywanie naszej mailowej sowy z zapytaniem o adres do wysyłki!

czwartek, 18 maja 2017

400. ROZDANIE!

Dzień dobry bardzo! Uwierzycie, że na blogu właśnie pojawił się wpis odznaczony liczbą - 400! Do nas samych to jeszcze nie dotarło, ale z tego powodu mamy dla Was konkurs! Jaki? Co jest do wygrania? Jak można wygrać? Już śpieszymy z odpowiedzią:

ZASADY:
1. Organizatorami konkursu są właścicielki bloga Kreatywna Alternatywa – Lady Spark i Tea.
2. Nagrody sponsoruje Wydawnictwo Znak Literanova
3. Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki "W kręgu księżniczki" Jean Sasson oraz mały czytelniczy gadżet od załogi KA – magnetyczna zakładka.
4. Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, tj. 18.05.2017 r., a kończy w niedziele 28.05.2017r. o godz. 23:59.
5. Wyniki zostaną ogłoszone 1 czerwca 2017 roku.
6. Jeśli zwycięzca w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila) nie poda adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie.
7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub polskim adresem korespondencyjnym).
8. Co trzeba zrobić aby wygrać ?
  • Wpisać w komentarzu pod tym postem „zgłaszam się” razem z adresem e-mailowym i…
  • … I TO TYLE!


Gorąco zachęcamy do udziału w zabawie! 

sobota, 8 kwietnia 2017

385. Luźna Sobota z recenzją: Jak powstał krąg księżniczki Sułtany?


AUTOR: Jean Sasson
TYTUŁ ORYGINALNY: Princess Sultana's Circle
SERIA: Księżniczka Sułtana
TOM: Trzeci
TŁUMACZ: Bożena Krzyżanowska, Krzysztof Krzyżanowski
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: Znak Literanova

OPIS
Prawdziwa opowieść Sułtany – saudyjskiej księżniczki, która odważyła się wyłamać drzwi złotej klatki.
Sułtana urodziła się jako bajecznie bogata księżniczka w świecie, w którym kobiety nie mają prawa głosu. Choć sama została wydana za mąż za dobrego mężczyznę, to wciąż była świadkiem okrucieństw, jakie spotykały inne kobiety. Z każdym dniem rósł w niej gniew i sprzeciw wobec świata, w którym mężowie rządzą, a żony cierpią. Czy księżniczka odkryła w sobie siłę, aby go zmienić?
Książka Jean Sasson – autorki bestsellerowych "Łez księżniczki" i "Sekretów księżniczki" – ujawnia tajemnice skrywane za złotymi bramami pałaców najbogatszego królestwa świata. [1]

RECENZJA
W końcu nadszedł moment, gdy zabrałam się za egzemplarz recenzencki „W kręgu księżniczki” Jean Sasson. Cieszyłam się, że jest trochę cieńsza niż dwa poprzednie tomy, bo nie ukrywam, że już lekko byłam zmęczona tematyką i bałam się, że to wpłynie na moją ocenę.

Dostałam część, która opowiada o życiu Sułtany, które miało miejsce sprzed wydarzeń opowiedzianych we „Łzach księżniczki”, a po dłuższej szperaninie w odmętach Internetu dowiedziałam się, że „W kręgu księżniczki” jest po prostu trzecim tomem. Nie macie pojęcia ile się tego naszukałam i jak bardzo się zdenerwowałam. Pomyślałam jednak, że trudno mleko się rozlało, więc zaczęłam czytać. W sumie to byłam bardzo ciekawa, jakie wydarzenia zmusiły ją do tego, że zaczęła walczyć o prawa kobiet w Arabii Saudyjskiej.

Poznajemy Sułtanę, jako kobietę, która musi pogodzić się z tym, że jej dzieci już nie potrzebują jej wiecznej opieki. Gdy coraz częściej zagląda do kieliszka, co dla muzułmanina jest okropnym grzechem, bo mają zakaz spożywania alkoholu. Rodzina Saudów kupowała alkohol na czarnym rynku, bo Arabii Saudyjskiej nie da się go legalnie kupić. Sułtana w tym tomie była mocno przywiązana do swojego bogactwa, chociaż w późniejszych częściach była w stanie się go wyrzec, to w tym stanowi filar jej życia.

Wyszło również na jaw, że nie widzi ona w zachowaniu swojej rodziny nic złego. Owszem zachowanie jej brata Alego, który wydał swoją córkę za tyrana ją oburzało i gotowa była go zabić. Pokazała jednak, że każda władza jest podobna do siebie, bo śmieje się z prawa, które sama stworzyła. Zwykły obywatel Arabii Saudyjskiej ma zakaz oglądania telewizji satelitarnej i nawet jak już ma odpowiedni sprzęt do tego to policja religijna go za to karze, a nic takiego nie spotyka rodziny królewskiej. Na dodatek Sułtana okazała się być ogromną hipokrytką. Gdy muzułmański uczony oskarżał rodzinę królewską o trwonienie pieniędzy na przekupstwa, zbytek, przepych i tak dalej to ona sama nie wiedziała nic złego, żeby zabierać mini pałace na nocowanie na pustyni całą rodziną. Oni tam wtedy mieszkali w małych domach!

„W kręgu księżniczki” czytało mi się lepiej niż „Sekrety księżniczki”. Rozdziały są krótkie, a historie w nich opowiedziane nie są podane po łebkach. Podobało mi się to zdecydowanie bardziej i było ciekawsze.

Po tej całej serii na pewien czas odpuszczę sobie klimaty arabskie, bo mam tego przesyt. Z pewnością za jakiś czas jednak powrócę do tych tematów, a teraz trzeba pozwolić mózgowi odpocząć od tego ciężkiego i długiego tematu, bo co za dużo to niezdrowo.

"Bóg właśnie po to obdarzył kobiety przebiegłością, by mogły knuć intrygi. To jedyny sposób, w jaki możemy przeciwstawić się złym skłonnością mężczyzn." ~ Jean Sasson, W kręgu księżniczki, Kraków 2017, s. 47.

OCENA:  6/10

Pozdrawiam Was z Krakowa! I widzimy się w poniedziałek :) 



[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

383. "Sekrety księżniczki", czyli jak trudno być kobietą w Islamie


AUTOR: Jean Sasson
TYTUŁ ORYGINALNY: Princess: Secrets to Share
SERIA: Księżniczka Sułtana
TOM: Piąty
TŁUMACZ: Grzegorz Łuczkiewicz
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO: Znak Literanova

OPIS
Być kobietą dziś w Arabii Saudyjskiej – co to właściwie znaczy?
Choć w świecie islamu tajemnice są pilnie strzeżone, księżniczka Sułtana przerywa milczenie.
Roksanę mąż oblał kwasem tylko, dlatego, że wyszła z domu bez pozwolenia. Dla pięknej Jemenki Italii uroda stała się przekleństwem. Nieustraszona Fiery zrobiła wszystko, żeby zdobyć stopień naukowy. Maha, buntownicza córka księżniczki Sułtany, w tajemnicy wspierała uchodźców z Syrii.
Te kobiety łączy jedno – żyją tu i teraz na Bliskim Wschodzie.
Są wśród nich niewinne ofiary przemocy. Są też bohaterki, które nie boją się walczyć o swoje prawa. Księżniczka Sułtana z królewskiego rodu Saudów zdradza światu ich wstrząsające sekrety.
Sekrety księżniczki to niezwykle aktualna opowieść o współczesnych muzułmankach, ich postawach, wyborach, losie. Jean Sasson, amerykańska dziennikarka i przyjaciółka Sułtany, odważnie ujawnia mroczne kulisy życia w świecie arabskim, aby ocalić kobiety przed szalejącą przemocą. [1]

RECENZJA
Po „Łzach księżniczki” chętnie sięgnęłam po kolejną pozycję, czyli „Sekrety księżniczki”, bo naprawdę mam ogromną chęć zrecenzowania kolejnego egzemplarza od wydawnictwa Znak Literanova znając jak najwięcej rzeczy z życia Sułatany, ale też opadł mi entuzjazm, gdy myślałam, że nie znam całej serii od początku. Jednak postanowiłam się nie poddawać i trzymać założonego planu.

Sułtana we wstępie zaznacza, że każdy muzułmanin powinien pilnować sekretów, które ma i które otrzymał od innych. W takim układzie od razu pojawiło mi się pytanie, dlaczego zdradza sekrety innych muzułmańskich kobiet i swojego kraju? Kilka zdań później dostałam odpowiedź, że jeśli robi to w dobrej wierze to może, bo żaden muzułmanin nie splamiłby swojego języka obgadywaniem, zdradą czy oszczerstwem swojego języka. W takim układzie mam kolejne pytanie, a jak postępuje ojciec, który oskarża córkę o hańbienie rodziny tylko, dlatego, że nie zgodziła się na coś? Nie ma dowodów, że spotkała się z innym mężczyzną, a kobieta w świecie muzułmańskim, jeśli oskarży się ją o coś takiego jest już skreślona. Już nie będę głębiej w to wchodzić, bo już dawno doszłam do wniosku, że nie jestem gotowa zrozumieć muzułmańskiego myślenia i ich wiary. Dlatego po prostu przejdę dalej do treści książki.

Pozycja jest moim zdaniem bardziej toporna niż „Łzy księżniczki”, ale to z powodu przybliżenia historii Jemenu czy Pakistanu, co jest zdecydowanym plusem, jednak autorka nie zrobiła tego w sposób przystępny. Jednak oprócz szczegółowej historii pięknej Jemenki Italii, sekretu swojej córki Mahy, a także dzielnego mężczyzny, który chciał walczyć o demokrację w Arabii Saudyjskiej nie dostaliśmy nic więcej, chociaż przewijało się więcej imion kobiet i zalążków ich historii. Bardzo mnie to rozczarowało.

Miałam też spory problem z językiem, ponieważ jest bardziej podniosły. Sułtana zdecydowanie bardziej oficjalnie zwraca się do męża, czego nie było w poprzedniej części. To spowodowało, że dialogi między nimi były sztuczne. Na dodatek, co chwila Sułtana podkreślała, jakie bogactwa ją otaczają. Doceniam to, że walczy o prawa kobiet w swoim świecie, ale mam, co do niej mieszane uczucia. Jak w poprzedniej części ją podziwiałam tak w tej mnie irytowało jej zachowanie.

Lepiej też poznajemy starszą córkę Mahę, która pomagała w obozach dla uchodźców w Turcji. Okazało się, że robiła to w tajemnicy przed rodzicami, a gdy w końcu postanowiła się przyznać matce cały plan popsuła jej młodsza siostra Amani, która jest przeze mnie najmniej lubianą osobą z książki, bo jest wścibska, przemądrzała i po prostu zawsze musi mieć rację.

No i mam zarzut do okładki. Za nic nie pomyślałabym, że mówi o arabskiej księżniczce. Raczej o jakiejś europejskiej dalszej linii rodu królewskiego. No nie nawiązuje do treści, bo sama Sułtana przestrzega tego jak musi się ubierać dobra muzułmanka.

Ta część była słabsza od poprzedniej. Miałam wrażenie, że autorka i Sułtana napisały tę pozycję, bo ludzie chcieli, a dodatkowo dla zysku Jean Sasson. Z drugiej strony Sułtana mówi o takich zabezpieczeniach swojego zamku, że trudno mi uwierzyć, że nikt z jej władzy nie czytał tej książki albo że nie została za to ukarana.

"W życiu zdarzają się chwile, kiedy trzeba przyjąć do wiadomości przykrą oczywistość i ugiąć się przed nią." ~ Jean Sasson, Sekrety księżniczki, Kraków 2016, s. 297.
OCENA:  6/10

Za tydzień już zaprezentuje Wam egzemplarz recenzencki, a teraz czas zacząć nowy tydzień. 

[1] Opis pochodzi ze skrzydełek książki