Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarz recenzencki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarz recenzencki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2018

535. Dorota Gąsiorowska - "Karminowe serce"


AUTOR: Dorota Gąsiorowska
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Między Słowami
OPIS
Kiedy Laura trafia do urokliwej cukierenki, której właścicielka od lat ręcznie wyrabia pachnące łakocie, nie może oprzeć się magii tego miejsca. Aromat czekolady i kolorowe pękate słoje z żurawiną i migdałami przyprawiają ją o zawrót głowy.
Laura boi się jednak, że ani przeprowadzka i nowy dom wśród wrzosowisk, ani bliskość magicznej cukierenki nie ukoją bólu po tym, co stało się kilka lat wcześniej. Wtedy ktoś, kto wydawał się jej bliski, sprawił, że serce Laury pękło, a jakaś część jej samej odeszła na zawsze.
Dziewczyna nie podejrzewa jednak, że właścicielka cukierni skrywa pewien sekret…
Czy magia tego miejsca i życzliwi ludzie pomogą Laurze odzyskać nadzieję? I czy to prawda, że złamane serce może jeszcze pokochać – a nawet dwa razy mocniej? [1]

RECENZJA
Po przeczytaniu dwóch książek Doroty Gąsiorowskiej wiedziałam, że jest to autorka z potencjałem. Nie wpisała się w listę moich ulubionych autorek powieści obyczajowych, ale ze wspomnień związanych z jej lekturami pamiętam, że dobrze odnajdywałam się w tym, co tworzyła. Dlatego zdecydowałam się przeczytać jej najnowszą powieść „Karminowe serce”.

Graficzkę Laurę poznajemy w dniu jej wyjazdu z Warszawy do Bukowej Góry. Kobieta kupiła tam dom, który wyremontowała i w końcu mogła opuścić stolicę i przykre wspomnienia, które jej towarzyszyły w tym mieście. Laura głęboko wierzy w to, że w nowym miejscu uda się jej ułożyć życie bez złych wspomnień. W Bukowej Górze szybko dociera do przyjemnej cukierenki „Złote Serce”, gdzie poznaje Hanię i jej synka Michała oraz rodziców kobiety Rozalię i Gabriela. W jej życiu pojawiają się dwaj mężczyźni. Czy któryś z nich pokona mur, który wybudowała wokół siebie Laura? Czy kobieta w Bukowej Górze odzyska szczęście? Czy przeszłość w końcu przestanie wywoływać u niej napady paniki? Na te pytania czytelnik znajdzie odpowiedź na stronach powieści.

Los nie oszczędzał Laury, to, co przeszła kobieta można śmiało określić, jako piekło na ziemi. Jestem w podziwie, że kobieta podniosła się po tym wszystkim, że prowadziła normalne życie. Bolały mnie w tej historii dwie rzeczy: po pierwsze na początku czułam, że autorka za bardzo odwleka w czasie wyjawienie prawdy o przeszłości kobiety, a po drugie, gdy już w końcu zaczęła odsłaniać karty czułam się zawiedziona tym, że było to tak krótko opowiedziane. Pozostał mi pewien niedosyt, ale zakończenie historii powaliło mnie na kolana i byłam bardzo mocno zaskoczona, ale pozytywnie. Dorota Gąsiorowska zrobiła to, czego oczekiwałam od niej, jako autorki sprawiła, że rozpłakałam się jak dziecko. Laura wiele czasu poświęca na rozwiązywanie problemów innych ludzi, bo to pozwala jej nie myśleć o własnej przeszłości, o problemach i demonach, które niestety powracają do niej w snach.

Bardzo się cieszę, że „Karminowe serce” przeczytałam w październiku, bo właśnie ten miesiąc jest Miesiącem Budowania Świadomości o zespole Downa. Dorota Gąsiorowska nie uczyniła z Hani tylko samotnej matki Michała, ale dodała jej do balastu chorobę synka, czyli zespół Downa. Nie ukrywam byłam lekko zaskoczona, bo nie często spotyka się to w książkach. Odważny, ale również bardzo ważny krok, który bardzo doceniam. Autorka pokazała chłopca, jako zwykłe dziecko, które z powodu swojego wyglądu jest dyskryminowane przez rozwinięte społeczeństwo. To krzywdzące, bo gdyby dać tym dzieciom szansę i przede wszystkim zrozumienie nie musiałaby się czuć gorsze od swoich rówieśników.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona książką, bo naprawdę wiele w niej ciepła i dobroci. Podczas czytania czułam się bardzo dobrze i przede wszystkim marzyłam, żeby do niej wrócić. Chciałam ją czytać i czas spędzony przy niej to był dobry relaks, który pozwolił mi zapomnieć o wszystkich trapiących mnie problemach. Zdecydowanie polecam!

"Niestety, rzadko, kiedy życie jest piękną niespodzianką zapakowaną w kolorowy papier. Dużo częściej przypomina szary znoszony pulower, który jesteś zmuszona ubierać każdego dnia, bo zwyczajnie nie stać cię na inny." ~ Dorota Gąsiorowska, Karminowe serce, Kraków 2018, s. 102.
OCENA: 8/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Między Słowami

Witajcie! 
Wiem, że powinnam wcześniej do Was napisać po poście Tea, jak dalej będzie wyglądała Kreatywna Alternatywa, ale chciałam dać Wam czas do przeczytania jej wpisu, a potem przyszła nocna zmiana i wtedy w zasadzie nie ma się życia. Taki post będzie, ja Wam to obiecuję, bo mam kilka pomysłów na posty. Napiszę go w przyszłym tygodniu. Teraz zostawiam Was z recenzją świetnej książki i uciekam jeść kolację! 

Pozdrawiam,
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

529. "Bandyci z Armii Krajowej", czyli ciemna strona polskiej historii


AUTOR: Wojciech Lada
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Znak Horyzont

OPIS
Mieli bronić Polski. A bronili swoich interesów. Poznaj prawdziwą historię tych, którzy źle zrozumieli słowo „Ojczyzna”.
Prawda nie zawsze jest wygodna. Armia Krajowa zapisała wspaniałą kartę w historii Polski. Ale jak w życiu – także w AK – były czarne owce. Antysemici. Zdrajcy. Mordercy. Zwyrodnialcy. Złodzieje. Duzi chłopcy, którzy chcieli pobawić się w wojnę. Zabijać i zarobić.
Ale bandyci nie byli bezkarni. Nawet, gdy Państwo nie istniało, działały podziemne sądy. Wykonywano wyroki. Likwidowano konfidentów. Armia Krajowa czyściła swoje szeregi ze zdrajców. Czasem oznaczało to śmierć niewinnych osób.
Gdzie jednak kończy się patriotyzm, a zaczyna zwyczajny bandytyzm? [1]

RECENZJA
„Bandyci z Armii Krajowej” – już sam tytuł wzbudza pewne kontrowersje. Armia Krajowa w naszym kraju jest traktowana jak bohaterowie (i słusznie moim zdaniem). Zdecydowałam się na tę książkę tylko po to, aby sprawdzić czy Wojciech Lada nie chce po prostu wzniecić burzy z niczego.
To, co należy zaznaczyć na początku tej recenzji to fakt, że jestem skłonna uwierzyć, że w szeregach AK były również czarne charaktery, bo Ne było, nie ma i nigdy nie będzie na świecie armii, która będzie miała w 100% członków dobrych lub złych. Pamiętajmy, że nie każdy Niemiec w III Rzeszy był potworem, ale również nie wszyscy Polacy w trakcie II wojny światowej byli dobrze, bo i byli tacy, którzy współpracowali z Niemcami i sprowadzali śmierć na innych swoich rodaków.

Zacznę od okładki, bo według mnie jest bardzo klimatyczna i idealnie nadaje się do tego typu publikacji. Również w środku utrzymany jest klimat okładki, co bardzo cenię i uznaję za ogromny plus książki. Mamy też wiele zdjęć, a to, czego nie mogę zarzucić autorowi to, że brakuje przypisów i bibliografii. To wszystko jest, co wybija mi z ręki argument, że informacje w książce są wyssane z palca. Przypisy są na każdej stronie, a obszerna bibliografia na końcu książki.

Autor poruszył bardzo ważny temat i trochę włożył kij w mrowisko. Jednak nie można mu zarzucić, że nie włożył w swoją książkę pracy, bo znalezienie wszystkich materiałów, zebranie ich w całość, a także ułożenie było z pewnością trudnym procesem i bardzo wymagającym. Zwłaszcza, że nie mówi się dużo o ciemnej stronie Armii Krajowej, o tym jak jej członkowie sami skazywali ludzi na śmierć bez wyroków z góry. Lada pokazał w swojej książce, że po prostu nie każdy mężczyzna jest gotowy do bycia żołnierzem. Wielu z nich nie dawało rady psychicznie, bo wojna zmieniała w nich wszystko. Chociaż początkowo Armia Krajowa miała być niewielką organizacją w końcu zaczęła się rozrastać do tego stopnia, że dowódcy, który stali na najwyższym szczeblu nie byli wstanie kontrolować licznych mniejszych jednostek.

Książka Wojciecha Lady pokazuje, że wojna zmienia w człowieku wszystko, a tylko nieliczni z jej uczestników byli urodzonymi żołnierzami. Pokazuje również, że w każdym człowieku w sytuacji zagrożenia życia, a wojna do takich należy, chce po prostu przeżyć i zrobi wszystko, żeby żyć.
Ciężko mi się czytało, bo tematyka do lekkich nie należy, ale również momentami czułam się znudzona. Nie mogłam się też pozbyć wrażenia (mam nadzieję, że mylnego), że książkę napisano, aby wzbudziła sensację i to uczucie towarzyszyło mi przez całą książkę.

OCENA:  6/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont


Powoli wracam na odpowiednie tory na blogu, więc jeszcze odrobina cierpliwości :) 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 2 sierpnia 2018

527. To człowiek człowiekowi zgotował ten los...


AUTOR: Anna Herbich
SERIA: Prawdziwe historie
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Znak Horyzont

OPIS
Dzieci przetrwały rzeź. Teraz opowiadają historię zamordowanych rodziców i dziadków.
Rozalia miała osiem lat, gdy schowana w piwnicy słyszała ostatnie słowa umierającej matki i siostry.
Zofia pamięta złowieszczą przestrogę – „Jutro ma was tu nie być. Będą mordowali". Tak ostrzega ich wiejska położna, Ukrainka. Nikt w to nie wierzy. Pogrom przetrwa jedynie garstka.
Teodora uczestniczyła we mszy, kiedy Ukraińcy zaatakowali kościół w Kisielinie. Uratowała się z płonącej dzwonnicy. To jest jej pierwsze spotkanie z banderowcami. Niestety nie ostatnie.
W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków.
Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę.
Nowa książka autorki bestsellerowych Dziewczyn z Powstania, Dziewczyn z Syberii i Dziewczyn z Solidarności. [1]

RECENZJA
Na „Dziewczyny z Wołynia” czekałam siedząc jak na szpilkach. Bardzo ucieszyłam się, gdy Wydawnictwo Znak Horyzont zaoferowało mi tę pozycję do zrecenzowania. O książkach Anny Herbich słyszałam wiele dobrego, że oddaje głos swoim bohaterkom, że nie próbuje wejść w ich głowy, ale pozwala snuć swoją opowieść, a ona tylko to spisuje. Chciałam się przekonać czy to prawda. Prawdą jest jednak, że książką mną wstrząsnęła…

Ludobójstwo w Wołyniu jest sprawą gorącą, która mimo wielu prób jest wyciszane. Dlatego tak ważne jest to, że Anna Herbich postanowiła spisać świadectwa kobiet, które rzeź w Wołyniu przeżyły, które w akcie bestialskiej agresji i okropnego braku litości straciły swoje rodziny, a były przecież wtedy tylko dziećmi. Dziećmi, które musiały patrzeć i słyszeć jak giną ich rodzice, rodzeństwo, najbliżsi z rąk czasem najlepszych sąsiadów, bo do czasów II wojny światowej Polacy i Ukraińcy żyli w zgodzie, byli przyjaciółmi, którzy pomagali sobie w biedzie. Jednak wojna wiele zmieniła, pojawiła się w głowach Ukraińców myśl o tym, że mogą mieć swoje niepodległe państwo, a zmieniający się okupanci tylko ich w tym utwierdzali. Napędzani myślą o niepodległym państwie zaczęli mordować swoich sąsiadów, czyli Polaków, bo chcieli oczyścić teren z Lachów.

Wojna to straszna sprawa i naród polski o tym wie, ale jeszcze gorsze jest ludobójstwo, które niestety towarzyszy każdej wojnie. Anna Herbich postanowiła odszukać kobiety, które przeżyły rzeź w Wołyniu. Kobiety, które zgodziły się porozmawiać z Anną Herbich opowiadają o tym, jak wielkie piekło przeżyły, jak wiele kosztowało je zaczęcie życia od nowa z myślą, że najbliższym nie udało się uciec z pogromu Polaków. Jak trudno pozbierać psychikę, po tak traumatycznych przeżyciach, jak wiele kosztuje zaufanie ludziom po tym, gdy najbliżsi przyjaciele zawiedli.

Książka Anny Herbich nie jest wygładzona, jest prawdziwa, jej bohaterki nie mówią ogólnikami, przedstawiają prawdziwe obrazy, które wstrząsają czytelnikiem. Porąbane zwłoki dziecka, kobiety z rozciętymi brzuchami, zbiorowe mogiły setek ludzi… To wszystko działo się naprawdę, ale nikt o tym głośno… Co jeszcze bardziej krzywdzi wszystkich tych, którzy przeżyli i żyją w dzisiejszych czasach. Oni pamiętają, oni dalej cierpią, oni tęsknią z tymi, których stracili w Wołyniu…

Nasze bohaterki wykazały się niezwykłą wolą przetrwania, ich wspomnienia dalej są żywe, a ból taki sam jak wtedy. Dlatego książka Anny Herbich jest tak ważna, bo dzięki niej więcej osób pozna lepiej temat ludobójstwa w Wołyniu, bo dzięki niej więcej osób będzie pamiętać o tych, którzy zostali w bestialski sposób zamordowani i leżą w zbiorowych anonimowych mogiłach, ale zasługują na pamięć.

OCENA:  10/10

Za możliwość przeczytania książki "Dziewczyny z Wołynia" dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont
I powiem Wam tylko tyle, że jak te upały w końcu nie zmaleją to ja umrę... 
[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 28 lipca 2018

526. Luźna Sobota: Przeżyć piekło...

AUTOR: Anna Herbich
SERIA: Prawdziwe historie
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Znak horyzont

OPIS
Dzieci przetrwały rzeź. Teraz opowiadają historię zamordowanych rodziców i dziadków. Rozalia miała osiem lat, gdy schowana w piwnicy słyszała ostatnie słowa umierającej matki i siostry. Zofia pamięta złowieszczą przestrogę – „Jutro ma was tu nie być. Będą mordowali". Tak ostrzega ich wiejska położna, Ukrainka. Nikt w to nie wierzy. Pogrom przetrwa jedynie garstka. Teodora uczestniczyła we mszy, kiedy Ukraińcy zaatakowali kościół w Kisielinie. Uratowała się z płonącej dzwonnicy. To jest jej pierwsze spotkanie z banderowcami. Niestety nie ostatnie. W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków. Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę. [1]

RECENZJA
Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej sięgam po biografie. Ten konkretny gatunek literatury nigdy jakoś nie należał do moich ulubionych, ale ostatnio coraz bardziej się do niego przekonuje Dziewczyny z Wołynia autorstwa Anny Herbich to moja kolejna pozycja tego typu i muszę się przyznać, że niezmiernie się cieszę, że trafiła w moje ręce.

Bestialskie mordy; zwłoki porąbane siekierą; żywe noworodki wrzucane do grupowych mogił i zakopywane żywcem; kobiety zabijane widłami; katolicy paleni podczas nabożeństw – to wszystko brzmi jak scenariusz jakiegoś brutalnego, wręcz chorego horroru. Może się wydawać, że człowiek nigdy  nie byłby w stanie uciekać się do aż tak patologicznych zachowań, a tymczasem wszystkie te makabryczne sytuacje rzeczywiście się rozegrały wcale nie tak dawno -  w okresie od lutego 1943 do lutego 1945 ukraińscy nacjonaliści dokonali ludobójstwa wobec polskiej mniejszości byłego województwa wołyńskiego II RP. Ludobójstwa, które teraz w imię jakieś chorej poprawności politycznej jest wyciszane i do dnia dzisiejszego nie zostało ani rozliczone, ani należycie „zakończone”. Szacuje się, że w przeciągu dwóch lat zamordowano ponad 60 tysięcy osób – w większości Polaków, ale również Rosjan, Ormian, Żydów oraz samych Ukraińców.

Dziewczyny z Wołynia to świadectwa kobiet, którym udało się przeżyć rzeź wołyńską. Podczas tragicznych wydarzeń miały zazwyczaj kilka lub kilkanaście lat. Mimo tak młodego wieku były w piekle, dosłownie. Widziały  śmierć swoich bliskich, były zmuszone uciekać przed ludźmi, których wcześniej uważały za przyjaciół, a potem gdy były już z dala od Wołynia, musiały nauczyć się żyć z tym przerażającym piętnem. Nikt nawet nie jest sobie w stanie wyobrazić co muszą czuć te kobiety, gdy teraz polityka międzynarodowa wydaje się naumyślnie milczeć na temat tego ludobójstwa, a oprawcy ich najbliższych są w obecnych czasach czczeni przez naszych wschodnich sąsiadów i wywyższani do rangi bogów. Można pudrować i starać się unikać rozliczenia Wołynia, ale dzięki tej książce i dzięki tym kobietom jesteśmy w pewien sposób zobligowani do tego, żeby pamiętać i należycie uczcić pamięć naszych pomordowanych braci.

Anna Herbich po raz kolejny oddała całkowity głos swoim bohaterom. Nie wtrąca się do ich przemyśleń, nie ingeruje w ich świadectwa tylko po prostu pozwala mówić i właśnie za to jestem jej wdzięczna. Tu nie trzeba zbędnych wywodów, ani prób tłumaczenia – wystarczy, że naoczni świadkowie mieli możliwość przelania na papier tego co przeżyli.

Każda z bohaterek przestawia swój punkt widzenia nie tylko na wydarzenia, które miały miejsca w województwie wołyńskim, ale również z własnej perspektywy ocenia to jak teraz odbierana jest ta makabryczna historia. Również i tutaj pani Anna nic nie neguje, nie ocenia, ani nie komentuje. Książka jest nie tylko o dziewczynach z Wołynia, jest dziewczyn z Wołynia.

Dziewczyny z Wołynia nie jest pozycją lekką. To miejscami brutalne opisy zbrodni, która wydarzyła się ponad 70 lat temu. Mimo bardzo ciężkiego tematu uważam, że jest to pozycja obowiązkowa w polskiej literaturze. Anna Herbich znowu mnie nie zawiodła i stworzyła wartościową i zmuszającą do refleksji lekturę, która może być dla wszystkich przestrogą, aby nigdy więcej nie popełnić błędów przeszłości.

Nie da się cofnąć czasu. Nie uda nam się ukoić bólu po zmarłych ojcach, matkach, siostrach czy dzieciach, ale możemy zrobić coś co chociaż w jakimś niewielkim stopniu przywróci spokój duszy – możemy pamiętać…

OCENA: 9/10

 Za egzemplarz dziękuję

Wybaczcie, że tak późno. Ostatnio prawie w ogóle nie ma mnie w domu, ani przy komputerze. Obiecałam sobie, że teraz trochę zwolnię, a tutaj czas gna nieubłaganie do przodu. Pozdrawiam

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

sobota, 14 lipca 2018

523. Luźna Sobota: Kto tu jest chory psychicznie?



AUTOR: Krystian Nowak
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Flow Books



OPIS
Krystek jest prężnym copywriterem, który trzaska masę ambitnych prodżektów. Tak można by go opisać na Fejsie. Jednak tak naprawdę Krystian jest kulturoznawcą, który żyje z pisania ogłoszeń klepanych aut dla komisu samochodowego i marzy o wydaniu swojej powieści. Stara się trzymać fason, popijając latte, i nie odstawać od standardów lewackich znajomych. Kiedy udziela pierwszego wywiadu jako literat, jego życie nabiera tempa, a on sam wpada w wir niecodziennych zdarzeń. Szasta lajkami, płaci swoim fejmem. Toczy filozoficzne dyskusje z kotami. Wpada na znanych ludzi w metrze i ucina sobie z nimi surrealistyczne pogawędki, choć już od dawna są martwi. Krystian to bohater na miarę naszych czasów, w których ważne są filtry na Instagramie, a miłości poszukuje się za pomocą geolokalizacji. Pełna czarnego humoru i sarkazmu powieść o millenialsach robiących kariery inne, niż im obiecywano. O rozczarowaniu i próbie radzenia sobie z rzeczywistością znacznie mniej nasyconą, niż ta na Insta. [1]

RECENZJA
Muszę się do czegoś przyznać. Czasem są takie książki, które przyciągają mnie do siebie jeszcze przed zerknięciem na opis. Tym razem było podobnie. Już sam tytuł książki Krystiana Nowaka - Wszyscy ludzie których znam są chorzy psychicznie - wystarczył, żebym zapragnęła przeczytać te pozycję. I niestety to był mój błąd. 

Krystian jest pisarzem. Nie jakimś znanym, w sumie to w ogóle nieznanym bo jego książka, którą tak szumnie się chwali jest jeszcze cały czas w fazie "przelania na papier". To jednak nie przeszkadza bohaterowi w próbie stworzenia sobie sławy i żebrania od wszystkich lajków, które swoją drogą w jego świecie stanowią pewną intratną walutę. Ponadto, Krystek pracuje na czarno - w miejscu, które go tłamsi, nie rozwija,  gdzie zarabia psie pieniądze i nic go nie cieszy. Oczywiście zawsze może liczyć na przyjaciela - również pisarza - który załatwia mu wywiady w nic nieznaczących pismach o literaturze. No i prawie bym zapomniała. Krystian ma również nieszczęście posiadać trzy koty. Celowo napisałam nieszczęście, ponieważ mimo mięciutkiego futerka i braku samotności kotki Rudi i Pchełka oraz kocur Junior to prawdziwe gadające utrapienie, które bezczelnie domaga się szynki! I jak tu żyć, kiedy sfera prywatna jest taka uboga, a państwo w niczym nie pomaga bo przecież żądzą nim sami faszyści. I co taki biedy lewak - jak sam o sobie mówi Krystek - może w takiej rzeczywistości począć?

Cóż. Nie wiem od czego zacząć. Mamy powieść satyrystyczną, która ukazuje współczesne przełożenie świata wirtualnego nad rzeczywistym - ludzie funkcjonujący za lajki, nierozstający się z telefonami i żyjący pomiędzy różnymi portalami społecznościowymi. Technicznie rzecz ujmując temat bardzo na czasie i taki na którym można zbudować coś naprawdę dobrego i potrzebnego. Niemniej, autor wplótł w to wszystko również politykę - co już na starcie mi się nie spodobało. Zabieg przejaskrawienia, który przecież jest w literaturze znany i ogólnie ceniony, tutaj stał się czymś w rodzaju manifestu, który niestety nic wartościowego nie wniósł ani tym bardziej nie zmusił do refleksji. 

Sam tytuł jest dosyć osobliwy. Wydawać by się mogło, że wszyscy poboczni bohaterowie będą borykać się różnego rodzaju zaburzeniami, a tymczasem dla mnie najbardziej zaburzoną postacią był właśnie Krystian. Jego tok rozumowania miejscami był wręcz absurdalnie chory, że już nie wspomnę o posiadaniu gadających kotów. Chociaż akurat te gadające futrzaki były dla mnie jednym z nielicznych plusów tej historii. 

Sam styl również mnie nie porwał. Chaotyczna narracja, urwane wątki i wszechobecne przekleństwa. Plusem jest za to dość duża czcionka, która pozwala w rekordowym czasie zapoznać się z całą pozycją. 

Wszyscy ludzie których znam są chorzy psychicznie  to bardzo specyficzna powieść. Niestety jest całkowicie nie dla mnie. Nie mówię, że książka Krystiana Nowaka nie znajdzie swoich odbiorów, bo na pewno niejednemu czytelnikowi się spodoba, ale mnie osobiście nie porwała. Chyba jednak to nie mój świat i nie moje klocki...

OCENA: 3/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję 

Dzień dobry, cześć i czołem. Cały czas się dzieje i sama nie wiem kiedy mija dzień za dniem, ale to w końcu minie, prawda? Trzymajcie się ciepło, pozdrawiam

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa


wtorek, 26 czerwca 2018

520. Tea dała się złapać "W pułapce"...




AUTOR:
Magda Stachula
ROK WYDANIA:
2018
WYDAWNICTWO:
Znak  Literanova



OPIS
Klara budzi się rano na klatce schodowej. Nie pamięta, co się działo w nocy, nie wie, jak wróciła do domu. Z przerażeniem orientuje się, że od imprezy, na którą wyszła w sobotę, minęły dwa dni.
Odkrywa dziwne ślady na swoim ciele. A później dowiaduje się, że parę miesięcy wcześniej inną kobietę spotkało coś bardzo podobnego. Postanawia się z nią skontaktować. I wtedy ktoś podrzuca jej dziwny prezent. [1]



RECENZJA
Z Magdą Stachulą spotkałam już podczas czytania Trzeciej. Wówczas książka była dobra, ale nie porwała mnie. Do najnowszej pozycji autorki podchodziłam lekko sceptycznie. Bałam się, że W pułapce będzie również schematyczne. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne. Nowa książka Stachuli to prawdziwa bomba!

Klara budzi się na klatce schodowej - boli ją głowa i zupełnie nie pamięta co działo się wcześniej. Kiedy wraca do domu orientuje się, że od momentu kiedy wyszła na sobotnią imprezę minęło już dwa dni. Dziewczyna jest przerażona - nie ma pojęcia co działo się z nią przez ostatnie dwie doby. Zupełnie nie pamięta gdzie była i z kim. Może została zgwałcona albo zarażona jakąś śmiertelną chorobą? Musi odtworzyć wydarzenia z ostatnich dni, ale boi się komukolwiek do tego przyznać. Klara obdarza zaufaniem jedynie swoją współlokatorkę. Młode kobiety zaczynają własne śledztwo, które doprowadza je do Lisy, której rok temu przydarzyło się dokładnie to samo.

W książce mamy do czynienia z dwoma płaszczyznami czasowymi - wydarzenia obejmują przeszłość (historię Lisy) i teraźniejszość. Jednocześnie czytelnik poznaje również punkt widzenia osoby porwanej. Wszystko prowadzone jest w narracji pierwszoosobowej co umożliwia na bliższe poznanie się z bohaterami.

Jak już zaczęłam temat postaci, to muszę to pociągnąć dalej. Klarę i Lisę połączyła wspólna tragedia - obie zostały porwane i obie zupełnie nie wiedziały coś się z nimi działo przez 48-godzin. Takie wydarzenia nie mogły zostać po prostu wymazane z pamięci. Za równo jedna jak i druga była przerażona, zdezorientowana i nie mogła wyzbyć się uczucia, że porywacz cały czas czai się gdzieś za rogiem. Autorka bardzo dobrze oddała emocje obu kobiet, a krótkie szarpane zdania, miejscami chaotyczne, okazały się być naprawdę dobrym zabiegiem potęgującym uczucia czytelnika. 

Książka nie jest tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Wszystko dzieje się bardzo szybko, wręcz lawinowo. Cały czas coś się dzieje, a czytelnik nie może oderwać się od książki dopóki sam nie dowie się jak zakończy się całą historia.

Język jest dla mnie bardzo dobrym punktem pozycji. Prosty, przejrzysty, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Autorka sprawiła, że czytelnik naprawdę może oddać się chwili zapomnienia i zatracić się w stworzonym przez nią świecie. Z kolei krótkie rozdziały pozwalają na wręcz rekordowe zapoznanie się z całą pozycją. 

W pułapce to jeden z lepszych thrillerów psychologicznym na naszym polskim rynku wydawniczym. Trzyma w napięciu do ostatnich stron i nawet na chwilę nie pozwala o sobie zapomnieć. Ja jestem kupiona w całości. Wiedziałam, że autorka ma potencjał, ale od Trzeciej zrobiła naprawdę milowy krok. Świetna, godna polecenia pozycja!

OCENA: 9/10

Witam. Dawno mnie nie było, ale powoli wracam! Dzisiaj wieczorem poprawie błędy. Pozdrawiam.

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

poniedziałek, 4 czerwca 2018

517. W życiu można umrzeć więcej razy niż tylko raz...


AUTOR: Richard Paul Evans
ORYGINALNY TYTUŁ:  The Broken Road
SERIA: Broken Road
TOM: Pierwszy
TŁUMACZ: Hanna de Broekere
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
Czy ktoś, kto sprzedawał marzenia innym, będzie umiał odkupić własne?
Z dzieciństwa Charles James pamiętał tylko agresję ojca, łzy matki i szukanie obiadu w śmietnikach.
Jak każdy, kto jako dziecko dostał zbyt mało miłości, Charles pragnął, aby pokochał go cały świat.
Gdy opuścił dom i zatrudnił się, jako asystent znanego mistrza sprzedaży, chciał tylko pieniędzy, sławy i podziwu. Zdeterminowany, szybko piął się po szczeblach kariery, by wkrótce pokonać swojego mistrza i stanąć na szczycie. Wreszcie był szczęśliwy.
Jednak czasem to, co bierzemy za szczęście, jest tyko jego iluzją.
Nagle słynny sprzedawca marzeń zaczął doświadczać rzeczy, które zachwiały jego idealnym życiem. Najpierw pojawił się zły sen. Później ktoś przypomniał mu o krzywdach wyrządzonych innym.
A później zdarzyło się jeszcze coś i Charles w jeden dzień stracił wszystko.
Lecz tym razem los był dla niego mniej bezwzględny, niż on sam był dla innych.
Dał mu drugą szansę.
***
Sprzedawca marzeń to pierwsza część nowej trylogii Richarda Paula Evansa – opowieść o dążeniu do odkupienia win oraz o tym, co zrobił ktoś, kto dostał szansę, by zacząć życie od nowa. [1]

RECENZJA
Książki Richarda Paula Evansa biorę w ciemno od pierwszego spotkania z twórczością tego autora. Uwielbiam to jak pisze, jak tworzy swoje historie i bohaterów. Dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po najnowszą powieść autora, jaką jest „Sprzedawca marzeń”.

Charles James nie miał łatwego dzieciństwa. Agresywny ojciec, chodzenie i grzebanie po śmietnikach, a także łzy matki. Słowo dzieciństwo nie miało dla niego pozytywnego wydźwięku. W końcu przed osiemnastymi urodzinami uciekł z domu. Miał szczęście, bo trafił na człowieka, który mu pomógł osiągnąć sukces. McKay Benson był mistrzem w sprzedaży, ale on nie sprzedawał garnków czy telewizorów. On sprzedawał ludziom sposób na bycie bogatym. Charles James zachłysnął się tym wielkim światem i skoczył w niego od razu bez zastanowienia. Z powodu pogoni za pieniędzmi stracił żonę i dziecko. Jego nawrócenie nastąpiło w momencie, gdy miał zginąć, ale jednak dostał drugą szansę…

Główny bohater chciał innego życia niż to, które dostał od rodziców. Nie chciał wiecznej biedny, ciągłego bicia ze strony ojca i braku ciepła w mroźne dni. Pragnął mieć odrobinę więcej i być lepszym człowiekiem niż ten, który dał mu życie. Pragnął normalnego domu z kochającą żoną i cudownymi dziećmi, ale chciał to osiągnąć dopiero, gdy będzie miał stabilizację finansową. I właśnie pogoń za pieniądzem go zgubiła i zszedł z obranej przez siebie ścieżki.

Od kiedy zakochałam się w twórczości Evansa wiem, że nie porusza on prostych i banalnych tematów. „Sprzedawca marzeń” to książka, która pokazuje, że można odbić się od dna i zostać kimś, ale w tym wszystkim można zatracić pewien rodzaj człowieczeństwa. Charles uważał, że to, co robi nie sprawia nikomu krzywdy, bo daje ludziom nadzieje i szansę na lepsze życie. Jednak nie każdy z nas ma w sobie żyłkę do robienia biznesu. Nie każdy z nas osiągnie spektakularny sukces. To jak wpłynęło na niego niespodziewane pojawienie się jego mentora, którego zniszczył, a także człowieka, który oskarżał go o śmierć dziecka pokazuje, że często bywamy zaślepieni pragnieniem sukcesu.

Książka Evansa pozwoliła mi się wyciszyć. Zwolnić przez moment rytm życia. Dała mi chwilę na przemyślenia. Pozwoliła mi spojrzeć na wiele rzeczy inaczej. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze robię nie gnając na złamanie karku za pieniądzem, że doceniam chwile spędzone z rodziną.
„Doszedłem do wniosku, że przed każdą poważną zmianą w życiu następuje kryzys wiary – zanim człowiek rzuci się w nieznane, pojawia się zwątpienie..”~ Richard Paul Evans, Sprzedawca Marzeń, Kraków 2018, s. 131.
OCENA: 7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

Ostatnio brakuje mi czasu na wszystko. Na czytanie, na spanie, na serial, na haftowanie, ale wiecie, co? To jest dobry brak czasu. 
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 31 maja 2018

516. Czy wojna jest dla kobiet?


AUTOR: Luba Winogradowa
TŁUMACZ: Dorota Bal
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont

OPIS
Godziny wyczekiwania w napięciu, pierwszy zabity wróg, a potem kolejne „punkty na koncie”, śmierć koleżanek, ale też zabawa, zaloty i pierwsze miłości. Tak wyglądało życie Kławy, Marusi, Rozy i innych, znoszących trudy wojny, zahartowanych snajperek, bez wahania naciskających na spust. Jednocześnie bardzo młodych dziewcząt tęskniących za mamą, za domem, za normalnością.
Co czuje młoda dziewczyna, gdy kolejna już przyjaciółka ginie na froncie? I gdy to kolega z własnego obozu okazuje się być najgroźniejszym wrogiem? Jak to jest być „frontową żoną”? Czy można wrócić z wojny do domu i znów gotować barszcz, jak mama i babcia? Luba Winogradowa przeszukując archiwa, studiując wspomnienia naocznych świadków udowadnia, że wojna tylko z pozoru jest męską sprawą. Oddaje sprawiedliwość bohaterkom, których zasługi nigdy nie zostały należycie docenione. 

RECENZJA
Wojna nie kojarzy się z kobietami. Wojenne potyczki to krew, ból, zmęczenie i żołnierze. Obraz kobiety - delikatnej i wątłej - w ogóle tu nie pasuje. Tymczasem w wojskach wielu państw to właśnie dziewczęta szły ramię w ramię z mężczyznami i oprócz bycia sanitariuszkami na równi walczyły o wolność. Snajperki Luby Winogradowej to opowieść o młodych kobietach, które służyły w sowieckim wojsku. Książka jest swojego rodzaju świadectwem tych nielicznych, które przeżyły.

Wiele milionów Rosjan podczas wojny wegetowało - w kraju panował głód, ludzie żyli w skrajnej biedzie, a sowiecka propaganda robiła swoje. Nic więc dziwnego, że wiele dziewczyn w wojsku widziało szanse na poprawienie własnych warunków życia, a możliwość zemszczenia się na "złych Niemcach" i dołożenie swojego wkładu do wyzwolenia kraju działały na nie jeszcze bardziej motywująco.

Autorka zabierała nas w podróż do wojennej rzeczywistości. Nie próbowała bawić się w psychologa, na siłę ubierać przeżycia wojennych kobiet w piękne słowa, a po prostu pozwolił im się wypowiedzieć, podzielić się nie tylko swoimi wspomnieniami, ale przede wszystkim tym co czuły kiedy były ścigane, kiedy celowały do niemieckich snajperów, czy uczestniczyły w akcjach. Książka posiada bardzo dużo cytatów z różnego rodzaju dokumentów - pamiętników czy relacji. Bardzo lubię kiedy w literaturze historycznej pojawia się dużo źródeł. Wtedy cała pozycja nabiera wiarygodności i wartości. Jeśli o to chodzi chylę czoła przed panią Winogradową. Nie podoba mi się jednak samo rozmieszczenie przypisów - wszystkie zostały zebrane na końcu lektury, więc, żeby sprawdzić z jakich źródeł korzystała autorka trzeba było "skakać".

Przeczytałam już całkiem sporo książek historycznych. Do tej pory spotykałam się z biografiami zbiorczymi, które miały zbliżony układ - jeden rozdział zazwyczaj przypadał jednemu bohaterowi. Snajperki zostały podzielone w zupełnie inny sposób - tutaj nie ma podziału na postaci, lecz na... no właśnie to nie jest tak jednoznaczne. Wydawać by się mogło, że chodzi o sytuacje, które łączyły kilka dziewcząt. Taki sposób rozpisania rozdziałów nie do końca przypał mi do gustu bo miałam wrażenie, że wprowadzał trochę zamętu. Jedna bohaterka mogła pojawiać się w kilku miejscach w książce (niekoniecznie chronologicznie), a jeśli do tego dołożymy tych nazwiska całkiem sporo to o zakręcenie się nie jest trudno. 

Styl autorki jest przejrzysty i łatwy w odbiorze. Mimo, dużej ilości wiadomości czytelnik nie czuje się tym wszystkim przytłoczony i może dosłownie w 3-4 wolniejsze wieczory "zapoznać" się z sowieckimi snajperkami.

Wojna jest zła. My na ten moment możemy cieszyć się wolnością, ale trzeba pamiętać, że historia często zatacza koło (pfu, pfu, pfu nie chce być prorokiem, w żadnym wypadku!). Czytając tego typu pozycje czy to o polskiej armii, czy o jakiejkolwiek innej nigdy nie staram się oceniać żołnierzy. Nie wiemy jak my zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji. Zdarzyło się, że rosyjskie snajperki przeżywały dwa piekła - najpierw przeszły swoje na froncie, a potem gdy wojna dobiegła końca okazało się, że powrót do domu wcale nie jest taki jaki sobie wyobrażały. Nie jest łatwo kiedy poświęcasz się i za innych i za kraj, gdy widziałaś jak każdego dnia twoje koleżanki/przyjaciółki zostają zastrzelone/rozerwane przez minę/wzięte do niewoli, a jedyne na co stać bliskich i sąsiadów po wojnie to przypięcie snajperce etykietki "frontowej żony" - która, albo była po prostu formą rozrywki dla "prawdziwych" żołnierzy, albo wybrała się na front, żeby znaleźć w armii wysoko postawionego męża. Smutne i przykre.

Snajperki to pozycja bardzo ciekawa i wciągająca. Śmiało przypadnie do gusty tym, którzy lubią czytać książki historyczne o tematyce wojennej. Gdyby nie czysto techniczne błędy, które niestety przeszkadzały, byłoby jeszcze lepiej. Niemniej same "wnętrze" zasługuję na uwagę. 

OCENA: 7/10

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu

Witam. Dawno mnie tutaj nie było, ale nadal się nie ogarnęłam i nie "uprzątnęłam" się na tyle, żeby móc w pełni tutaj wrócić. Ale obiecuje sobie i Wam, że niebawem to nastąpi. Jeszcze tylko troszkę...
Pozdrawiam...




poniedziałek, 28 maja 2018

515. Spętajmy się przeznaczeniem...


AUTOR: Veronica Roth
ORYGINALNY TYTUŁ: Carve the Mark
SERIA: Carve the Mark
TOM: Drugi
TŁUMACZ: (w moim wydaniu nie ma podane, jak tylko się dowiem uzupełnię informację)
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Jaguar
OPIS
Ona – zabija dotykiem, on – jako jedyny jest na ten dotyk odporny.
Spętani przeznaczeniem to pełna niezwykłych wyobrażeń historia o nadziei, walce i miłości, rozgrywana w kosmicznym uniwersum.
Akos – syn podbitego narodu, jest sługą przeznaczonym księżniczce panującej nacji – Cyrze. Życiem dwojga od narodzin rządzi przeznaczenie, narzucone przez wyrocznie. Raz wypowiedziany los staje się nieodwracalny, a nad rodzącą się miłością ciąży fatum śmierci. W walczący o równowagę świat wkraczają dawne demony. Tyran – ojciec Cyry uważany za martwego – powraca z kosmicznej wędrówki, by zniszczyć życie mieszkańców planety Thuhve.
Po zekranizowanej Niezgodnej i bestsellerze Naznaczeni śmiercią nadchodzi wyczekiwany finał losów Cyry i Akosa. Czy bohaterom uda się obalić bezduszną tyranię? I czy będą w stanie odmienić to, co nieodmienialne? [1]

RECENZJA
Na „Spętanych przeznaczeniem” czekałam jak na jeszcze nigdy żadną książkę. Chociaż na ostatni tom losów Pottera również bardzo czekałam… No nie ważne. Po prostu po „Naznaczonych śmiercią” musiałam jak najszybciej dowiedzieć się jak potoczą się losy Akosa i Cyry.

Nie chcę Wam za dużo spolerować, bo bardzo chcę, żebyście tę serię przeczytali i sami odkryli to, jaka jest świetna. Akcja drugiego tomu zaczyna się tuż po zakończeniu pierwszego. Akos, Cyra, Sifa i Eijeh oraz reszta uciekli z Areny Shotet i zostawiają w tyle konflikt na Thuhve. Podczas rozmowy na statku kosmicznym Cyra dowiaduje się od swojego brata, że ich ojciec Lazmet nie umarł. Co oznacza to dla nadchodzącej wojny? Czy uczucie jakie rodzi się między Cyrą i Akosem przetrwa? Czego dowiedzą się o swoim przeznaczeniu?

Drugi tom serii „Naznaczeni śmiercią” jest prawie tak dobry jak pierwszy. Momentami strasznie mi się dłużyło czytanie tej książki, ale cały czas chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Akcja już tak nie pędzi, trochę zwolniła w odróżnieniu od tomu pierwszego, ale wyjaśnione jest wiele ważnych kwestii, które były trochę omijane w pierwszej części. Veronica Roth dokładnie sobie przemyślała, co chce zawrzeć w tej książce i zrobiła to idealnie. Wszystko dla mnie było dobrze ułożone, aby czytelnik do samego końca nie był pewien jak to się skończy.

Został również naprawiony błąd z pierwszego tomu. Otóż na końcu książki mamy słowniczek pojęć, które zdecydowanie ułatwiają zrozumienie świata stworzonego przez Roth. To naprawdę bardzo mi się spodobało i mam nadzieję, że w kolejnych wydaniach „Naznaczonych śmiercią” taki słowniczek również zostanie dołączony.

Muszę Was przestrzec przed czytaniem tej serii w odwrotnej kolejności, bo jednak drugi tom jest bardzo powiązany z pierwszym i to po prostu zepsuje Wam przyjemność czytania.

Piszę krótko, bo ta seria moim zdaniem broni się sama. Jest genialna! Dla mnie majstersztyk! Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.
„Na człowieka można spojrzeć w pewien szczególny sposób tylko wtedy, kiedy nie zna się go przez całe życie.”~ Veronica Roth, Spętani przeznaczeniem, Kraków 2018, s.201 .
OCENA: 7/10

Recenzja powinna się pojawić tydzień temu... Po prostu pomińmy ten mały szczegół. Nie komentujmy tego. 
Wybaczcie, że tak słabo z recenzjami, ale również w moim życiu sporo się dzieje i nie mam za bardzo czasu. 

[1] Opis pochodzi ze strony lubimyczytac.pl

poniedziałek, 14 maja 2018

514. Schowajcie się "W cieniu magnolii" i przenieście się do Krakowa


AUTOR: Anna Płowiec
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Między Słowami
OPIS
Niewinna gra w pokera w domu Alicji okazała się nowym rozdaniem nie tylko kart, ale i uczuć.
Kiedy serce Alicji rozdarło się pomiędzy dwóch mężczyzn, nie wiedziała jeszcze, że konsekwencje swoich wyborów będzie czuła przez wiele lat.
Nie potrafiła oprzeć się przystojnemu Leszkowi. Nie spodziewała się, że cichy i spokojny Janek pojawi się przypadkiem w jej życiu i wywróci wszystko do góry nogami.
Gdzieś pomiędzy starymi kamienicami pięknego Krakowa, w szalonych latach 90., gdy wszystko wydawało się możliwe, splatają się historie miłości i pożądania.
W cieniu magnolii to poruszająca historia o burzliwych uczuciach, bliskości i wyborach dokonywanych przez każdego z nas. Ta powieść daje nadzieję i pokazuje, że warto zaufać uczuciom, nawet, gdy sądzimy, że świat zwrócił się przeciwko nam.
Czy utracona przed laty miłość ma szansę się odrodzić?
Czy los okaże się dla Alicji łaskawy i przyniesie jej upragnione szczęście? [1]

RECENZJA
Na książkę Anny Płowiec zwróciłam głównie uwagę z powodu miejsca, w którym toczy się akcja powieści. Uwielbiam Kraków i mogłabym go odwiedzać, co chwila. Na dodatek w opisie jest obietnica, że cofnę się do lat 90., więc na 90% czułam, że ta książka mi się spodoba. Nie sądziłam jednak, że wciągnie mnie aż tak.

Poznajemy Alicję, gdy jest już kobietą zbliżającą się do pięćdziesiątki, która mieszka sama, bo nastoletnia córka wybyła z rodzinnego gniazda na studia weterynaryjne do Wrocławia. Pewnego dnia w jej drzwiach staje on, jej Janek, którego kochała, gdy studiowała bibliotekoznawstwo i który zniknął z jej życia pewnego dnia na kilkadziesiąt dobrych lat. W czasie niewinnej rozmowy Alicja przypomina sobie jak to wszystko się zaczęło. Wracają do niej wspomnienia, gdy trzech pijanych facetów wparowało do jej mieszkania i zaczęło grać w pokera. Jeden z nich okazał się przyzwoity i na dodatek był kompletnym przeciwieństwem jej narzeczonego Leszka, który był zazdrosnym i wykorzystującym dziewczyny palantem. Jej znajomość z Jankiem trwała tylko kilka dni, ale dziewczyna przeżyła wtedy coś, o czym każda z nas marzy: pierwszą, romantyczną miłość, o której pamiętała całe życie. Czy odwiedziny Janka po latach emigracji w Ameryce były tylko grzecznościowe, bo chciał się przywitać? Czy kryje się za tym coś jeszcze? A może Ala jest żoną apodyktycznego Leszka?

Nie mogę Wam odpowiedzieć na te pytania. Musicie sami przeczytać książkę Anny Płowiec, która premierę będzie miała 23 maja. Ta książka mnie wciągnęła, czułam zapach magnolii, o której pisała autorka. Przeniosłam się we własnej wyobraźni do Krakowa ze starych lat. Czułam ten klimat, który opisami autorka przekazywała. Wyjątkowo w tej pozycji opisy mnie nie nudziły, były idealnym dopełnieniem całości, a było ich dużo. Autorka zadbała o najdrobniejsze szczegóły w sposób subtelny, ale nie nachalny.
Mam jednak jedno małe zastrzeżenie. Otóż do pewnego momentu przez książkę wręcz płynęłam i czytało mi się ją doskonale, ale pod koniec, gdzieś ostatnie 100 stron, akcja przestała mi leżeć i najbardziej się nad tym fragmentem książki męczyłam. Anna Płowiec wyjaśniła wtedy wszystkie tajemnice i w zasadzie to powinna być najlepsza część, a nie była. Brakowało mi tego czegoś, ale w finalnej ocenie książka jest bardzo dobra.

Polecam Wam tę książkę, bo jest to dobry debiut. Nie dało się wyczuć podczas czytania książki tego, że jest ona pierwszą Anny Płowiec. Fanom powieści obyczajowych i romansów będzie bardzo się podobać.

"Kiedy czas przestaje płynąć, nie ma miejsca na gesty." ~ W cieniu Magnolii, Anna Płowiec, Kraków 2018, s. 7.
OCENA:  7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Między Słowami

Witam
Za chwilę wakacje, a ja mam urlop dopiero pod koniec września :(. Jak żyć?! 
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

wtorek, 8 maja 2018

512. Ola Szczerbińska - "Kobieta, którą pokochał Marszałek"


AUTOR: Katarzyna Droga
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
W 1901 roku dziewiętnastoletnia Ola Szczerbińska przyjeżdża z Suwałk do Warszawy. Marzy o zdobyciu wykształcenia i o wolnej Polsce. W czasach, kiedy uważano, że jedynym zadaniem kobiet jest dobrze wyjść za mąż i wychować dzieci, ona przemyca dynamit w gorsecie i rewolwery w fałdach spódnicy, organizuje siatkę wywiadowczyń i walczy z bronią w ręku.
Podczas prezentacji składu broni, wśród mauzerów i browningów poznaje Piłsudskiego, legendę podziemnej Polski, bohatera… oraz męża innej kobiety.
Mimo przeszkód stanie u jego boku, odważnie stawi czoła konwenansom epoki i wyzwaniom historii, a ta zawiedzie ją do Belwederu i uczyni pierwszą damą II RP.
Co takiego miała w sobie Ola, że Piłsudski obdarzył ją wielkim uczuciem i uczynił partnerką nie tylko w życiu, ale też w walce o wolność?
Dzieje tej niebanalnej pary to jedna z najpiękniejszych i najbardziej intrygujących historii miłości, determinacji i wielkiej odwagi. Historia, która pokazuje, że wielkość nie liczy się z konwenansami. [1]

RECENZJA
Gdy w końcu dotarł do mnie egzemplarz recenzencki książki Katarzyny Drogi bardzo się ucieszyłam. Od kiedy zauważyłam tę pozycję w mailu od Wydawnictwa Znak, a potem w zapowiedziach czułam, że ta książka jest dla mnie. Już po pierwszych stronach wiedziałam, że się nie pomyliłam.

Kojarzycie poważnego mężczyznę z sumiastym wąsem i ostrym spojrzeniu? Kto z nas nie kojarzy Józefa Piłsudskiego człowieka, który miał największe zasługi w tym, że po 123 latach zaborów Polska odzyskała niepodległość. Czy gdy patrzycie na jego wiele zdjęć lub portretów jesteście wstanie go sobie wyobrazić, jako mężczyznę, który w zaciszu domowym był kochanym partnerem i wspaniałym ojcem dwóch córek? Jeśli nie to nie martwcie się tym, bo ja też mam z tym problem. Dopiero książka Katarzyny Drogi ukazała mi go w zupełnie innym świetle.

Jednak żeby poznać, jakim był dla najbliższych musimy zacząć swoje kroki od kobiety, która skradła mu serce, czyli do Aleksandry Szczerbińskiej. Ola jak wiele młodych ludzi marzyła o wolnej Polsce, o tym, aby w szkołach uczono dzieci po polsku, żeby móc w końcu chodzić po ulicach miast bez obaw o aresztowanie. Jej rodzice zmarli, gdy miała dziesięć lat i od tego momentu była wychowywana przez babkę Karolinę. To babcia zgodziła się, aby w 1901 roku Ola wyjechała do Warszawy, aby uczuć się w szkole handlowej, co nie było dość powszechne na Suwałkach, gdzie mieszkała Aleksandra.  Właśnie w Warszawie wstąpiła do Polskiej Partii Socjalistycznej, która założona była przez Piłsudskiego. Ola brała udział w wielu akcjach zbrojnych i do jej obowiązków należały przerzuty broni i organizowanie magazynów z uzbrojeniem, o których wiedziała tylko ona. W 1906 roku podczas prezentacji magazynów zbrojeniowych poznała Piłsudskiego i od razu zapadła mu w pamięć. Problem między zakochanymi był jeden i to w tamtych czasach dość poważny. Mianowicie Józef Piłsudski miał wtedy żonę Marię, która do końca życia nie zgadzała się na rozwód z Marszałkiem.

Katarzyna Droga przedstawiła Olę, jako zwykłą dziewczynę, która chciała przede wszystkim wolności dla Polski, a którą miłość spotkała właśnie podczas tej walki. I właśnie walka o niepodległość, a potem podniesienie Polski z kolan po latach niewoli była delikatnym cierniem w miłości Piłsudskich. Owszem ich uczucie wyrosło w czasach, gdy konspirowali, gdy walczyli, gdy byli w więzieniach, ale dla Józefa pierwsza zawsze była Polska. Można nawet czasem odczuć, że to ona była jego największą miłością. I gdyby nie przypisy do listów od Marszałka, które cytowała autorka trudno byłoby mi uwierzyć w to uczucie, które łączyło Ziuka (tak był nazywany przez najbliższych) i Olę. Jednak to on w listach nazywał ją najdroższą, swoją Oleńką.

Aleksandra była niezwykle silną kobietą. Nie tylko, dlatego, że przemycała broń. Nie wiem ile kobiet byłoby w stanie znieść takie życie. Niepewność, co z ukochanym, czy wróci z kolejnej wyprawy, czy nie będzie musiała wychowywać sama dziecka, a potem dzieci, bycie odsuniętą z powodu wiecznej walki o wolność kraju, chociaż to też ich w bardzo mocny sposób łączyło.

Uważam, że książka Katarzyny Drogi jest bardzo dobra i nie mogę jej zarzucić, że nie ma w niej przypisów i autorka sobie coś wymyśliła, bo przypisy są, a w posłowi sama zaznaczyła, że pewne sceny musiała sobie wyobrazić, bo wszyscy świadkowie tej miłości już nie żyją. Historia jest ułożona w sposób logiczny i płynny, co pozwala płynąć przez tę powieść.
"Łatwiej wyrzucić kogoś z serca niż z pamięci." ~ Kobieta, którą pokochał Marszałek. Opowieść o Oli Piłsudskiej, Katarzyna Droga, Kraków 2018, s. 39.
OCENA:  8/10
[1] Opis pochodzi z okładki książki
Za książkę dziękuję Wydawnictwu

Witam, witam. 
Rzutem na taśmę, bo wszystko się znowu posypało.
Szukam lustra, które stłukłam, bo chce je spytać ile jeszcze lat z tych siedmiu będę miała tego pecha - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie proszony jest o kontakt 
Wasza skonana i zdołowana
Lady Spark

sobota, 5 maja 2018

511. Luźna Sobota: W kartagińskim słońcu...


AUTOR: Ben Kane
TYTUŁ ORYGINALNY: Hannibal. The Enemy of Rome
TŁUMACZ: Arkadiusz Romanek
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Znak

OPIS
Wróg Rzymu
Hannibal, wielki wódz kartagiński, nigdy nie zapomniał porażki swego rodu. Gorycz doznanego upokorzenia i nienawiść do Rzymu kiełkowały w nim od dawna. Teraz planuje zemstę i unicestwienie starego wroga.
Żołnierz kartagiński
Hannibal szykuje się do wojny. Tymczasem syn jednego z jego najbardziej zaufanych dowódców wybiera się na wycieczkę z przyjacielem – i znika.
Niewola
Chłopcy zostają porwani przez piratów i wystawieni na sprzedaż na targu niewolników. Jeden z nich trafia do szkoły gladiatorów, drugi do pracy w polu. Są przekonani, że już nigdy nie zobaczą domu i rodziny.
Świat w ogniu
Los młodzieńców, nierozerwalnie złączony z fatum ich rzymskich panów, nie jest jednak przesądzony. Wyniszczająca wojna, którą Hannibal wypowiedział Rzymowi, będzie trwała jeszcze niemal dwadzieścia lat. Zmieni ona ich życie – i historię – na zawsze. [1]

RECENZJA
Bardzo lubię czytać powieści, których akcja toczy się w przeszłości. Jestem staromodna i zdecydowanie bardzie kręcą mnie wszystkie te dawniejsze obyczaje, tradycje i wierzenia - dlatego z ogromną chęcią i zapałem zabrałam się za egzemplarz recenzencki z wydawnictwa Znak - Hannibal. Wróg Rzymu.



Hanno kocha swoją rodzinę, czuje ogromną więź z Kartaginą - swoją ojczyzną. Wierzy, że łaska bogów może znacznie ułatwić życie... jednak nade wszystko ma chęć celebrować swoją młodość i cieszyć się wolnością, póki nie będzie musiał wziąć na barki ciążącej nad nim odpowiedzialności. Tymczasem w Rzymie Kwincjusz właśnie przeszedł "chrzest bojowy" i z chłopca stał się mężczyzną. Mimo, że z Hanno nie łączy go nic oprócz młodego wieku to jednak ich drogi krzyżują się, a to wszystko z Hannibalem i jego wojnami w tle.

Uwielbiam kiedy fikcja literacka przeplata się z autentycznymi wydarzeniami. W tym przypadku Ben Kane połączył to idealnie. Mimo, że cała historia jest tylko i wyłącznie wymysłem jego wyobraźni to jednak w to wszystko wplątane są wydarzenia, które rzeczywiście się wydarzyły. To dodaje zawsze smaczku całej lekturze. 

Co prawda początkowo akcja toczyła się dosyć mozolnie, a niektóre momenty mogły lekko nużyć to w pewnym momencie autor rozkręca się na dobre i nim czytelnik się obejrzy, a jest już całkowicie zafascynowany stworzonym światem. Kartki wydają się same przewracać, a przynajmniej ja nie mogłam przestać dopóki nie dokończyłam jednego rozdziału, potem kolejnego i kolejnego, i kolejnego...

Ben Kane stworzył całą paletę postaci, których bardzo drobiazgowo zaprezentował. Mimo całej skrupulatności miejscami przeszkadzało mi to, że główni bohaterowie w większości byli przedstawiani w superlatywach, podczas gdy w ich słabości były mocno pudrowane. To też sprawiło, że nie mogłam z żadnym z nich "zaprzyjaźnić" się na tyle, żeby zaprosić kogoś do tego mojego czytelniczego serducha.

Język jest dla mnie najlepszym punktem całej książki. Prosty, przejrzysty, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Autor sprawił, że czytelnik naprawdę może oddać się chwili zapomnienia i zatracić się w stworzonym przez niego świecie. 

Hannibal. Wróg Rzymu to dobry początek serii. Mimo początkowego "ospalstwa" w pewnym momencie akcja przybieraa bardzo szybkiego tempa, a co za tym idzie czytelnik wręcz nie może się doczekać co spotka go w kolejnych częściach. Ja sama czekam już na to z niecierpliwością.

OCENA: 7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu



Witam,
ostatnie miesiące są dla mnie niezwykle intensywne. Myślałam, że może kwiecień będzie spokojniejszy, ale nic tego. Finalnie "spłukałam" się ze wszystkich recenzji, więc muszę udać się na mały blogowy urlop. Zostawiam Was z fantastyczną i niezawodną Lady Spark.
Pozdrawiam,

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

504. Każdy morderca zawsze pozostawi ślad...

AUTOR: Bill Bass & Jon Jefferson
TYTUŁ ORYGINALNY:
 Beyond the Body Farm: A Legendary Bone Detective Explores Murders, Mysteries, and the Revolution in Forensic Science
TŁUMACZ: Janusz Ochab
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Znak

OPIS

Nawet najostrożniejszy morderca zawsze pozostawi ślad, który go zdradzi. W skutecznym szukaniu tych śladów pomaga założona przez Billa Bassa słynna Trupia Farma – wyjątkowy naukowy projekt badania tego, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci. Dzięki jego badaniom nauka jest w stanie wydrzeć zmarłym ich sekrety.
Czy odgryziona końcówka cygara może wskazać mordercę?
Jak zidentyfikować ciała ofiar eksplozji w nielegalnej fabryce fajerwerków?
Dlaczego muchy i ich larwy są najlepszymi sprzymierzeńcami antropologa sądowego?
Bill Bass, opisując najciekawsze i najdziwniejsze przypadki, jakie spotkał na swojej drodze, zabiera nas w mroczną i fascynującą podróż po świecie, gdzie nie ma zbrodni doskonałej. [1]

RECENZJA
Antropologia sądowa to jedna z tych dziedzin nauki, które zawsze ogromnie mnie interesowały. Mimo, że nigdy nie wiązałam z tym swojej zawodowej przyszłości to jednak bardzo często sięgałam po różnego rodzaju publikacje czy dokumentu, które dostarczały mi nowych informacji na ten temat. Nie zdziwi Was zatem fakt, że w momencie gdy Wydawnictwo Znak zaproponowało mi możliwość zrecenzowania książki Trupia Farma. Nowe śledztwa musiałam się na nią skusić.

W Knoxville w amerykańskim stanie Tennessee znajduje się pewne niezwykłe miejsce, które zarazem przeraża jak i fascynuje. Na wyodrębnionym, ogrodzonym i zabezpieczonym terenie znajdują się setki ludzkich ciał w różnych fazach rozkładu, które są "polem nauki" dla antropologów sądowych. Zwłoki są pozostawione na powierzchni i poddawane naturalnym warunkom atmosferycznym, zanurzone w wodzie, pozostawione we wrakach, podpalane czy zakopywane na różnej głębokości. Brzmi makabrycznie, prawda? Mimo to, osoby które zgodziły się aby po śmierci ich ciało zostały wykorzystane w celach naukowych przyczyniają się do poszerzenia wiedzy, a co za tym idzie szybszym i prężniejszym rozwojem antropologii sądowej.

Trupia Farma. Nowe śledztwa to zbiór trzynastu spraw, w których udział brał Bill Bass. Autor przenosi czytelnika w swój świat, złożony przede wszystkim z ludzkich szczątków. Ze szwajcarską wręcz dokładnością Bass przekazuje te najciekawsze i najdziwniejsze przypadki, z którymi miał styczność w przeciągu swojej wieloletniej pracy zawodowej. To naprawdę fascynujące z jaką pamięcią do szczegółów antropolog przedstawia wyzwania, z którymi przyszło mu się zmierzyć.

Książkę czyta się jak wciągający thriller, a przecież mamy do czynienia z literaturą faktu. Dzięki właśnie takim pozycjom coraz bardziej przekonuje się do tego typu lektur. Drobiazgowe opisy wykonywanych czynności, wykorzystywanie nowych metod czy obserwacja naturalnych czynników mających wpływ na rozkład zwłok uzmysławia czytelnikowi jak bardzo trudnym i wymagającym ogromnej cierpliwości oraz dokładności jest antropologia sądowa. Każda z trzynastu opisanych spraw, w jakimś stopniu, przyczyniła się do poszerzenia wiedzy w tej arcyciekawej dziedzinie.

Dodatkowym "bonusem" dla czytelnika jest umieszczenie na końcowych stronach aneksów z przekrojem całego ludzkiego szkieletu wzbogaconym nazwami kości oraz z indeksem specjalistycznej terminologii.

Na rynku wydawniczym w Polsce ukazała się również książka Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie, która poprzedza recenzowaną pozycję, a ja z pewnością nadrobię jej lekturę.

Trupia farma. Nowe śledztwa bardzo ciekawa i wciągająca pozycja. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to książka dla wszystkich. Zwolennicy literatury faktu oraz fani takich seriali jak "Kości" czy "CSI. Kryminalne zagadki Miami" powinni być usatysfakcjonowani. Dla mnie lektura jest naprawdę warta przeczytania i polecenia.

OCENA: 8/10

Za książkę dziękuję


Przepraszam, że nadal mnie u Was nie ma, muszę się trochę ogarnąć i wszystko zacząć nadrabiać.

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa