Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2018

527. To człowiek człowiekowi zgotował ten los...


AUTOR: Anna Herbich
SERIA: Prawdziwe historie
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Znak Horyzont

OPIS
Dzieci przetrwały rzeź. Teraz opowiadają historię zamordowanych rodziców i dziadków.
Rozalia miała osiem lat, gdy schowana w piwnicy słyszała ostatnie słowa umierającej matki i siostry.
Zofia pamięta złowieszczą przestrogę – „Jutro ma was tu nie być. Będą mordowali". Tak ostrzega ich wiejska położna, Ukrainka. Nikt w to nie wierzy. Pogrom przetrwa jedynie garstka.
Teodora uczestniczyła we mszy, kiedy Ukraińcy zaatakowali kościół w Kisielinie. Uratowała się z płonącej dzwonnicy. To jest jej pierwsze spotkanie z banderowcami. Niestety nie ostatnie.
W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków.
Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę.
Nowa książka autorki bestsellerowych Dziewczyn z Powstania, Dziewczyn z Syberii i Dziewczyn z Solidarności. [1]

RECENZJA
Na „Dziewczyny z Wołynia” czekałam siedząc jak na szpilkach. Bardzo ucieszyłam się, gdy Wydawnictwo Znak Horyzont zaoferowało mi tę pozycję do zrecenzowania. O książkach Anny Herbich słyszałam wiele dobrego, że oddaje głos swoim bohaterkom, że nie próbuje wejść w ich głowy, ale pozwala snuć swoją opowieść, a ona tylko to spisuje. Chciałam się przekonać czy to prawda. Prawdą jest jednak, że książką mną wstrząsnęła…

Ludobójstwo w Wołyniu jest sprawą gorącą, która mimo wielu prób jest wyciszane. Dlatego tak ważne jest to, że Anna Herbich postanowiła spisać świadectwa kobiet, które rzeź w Wołyniu przeżyły, które w akcie bestialskiej agresji i okropnego braku litości straciły swoje rodziny, a były przecież wtedy tylko dziećmi. Dziećmi, które musiały patrzeć i słyszeć jak giną ich rodzice, rodzeństwo, najbliżsi z rąk czasem najlepszych sąsiadów, bo do czasów II wojny światowej Polacy i Ukraińcy żyli w zgodzie, byli przyjaciółmi, którzy pomagali sobie w biedzie. Jednak wojna wiele zmieniła, pojawiła się w głowach Ukraińców myśl o tym, że mogą mieć swoje niepodległe państwo, a zmieniający się okupanci tylko ich w tym utwierdzali. Napędzani myślą o niepodległym państwie zaczęli mordować swoich sąsiadów, czyli Polaków, bo chcieli oczyścić teren z Lachów.

Wojna to straszna sprawa i naród polski o tym wie, ale jeszcze gorsze jest ludobójstwo, które niestety towarzyszy każdej wojnie. Anna Herbich postanowiła odszukać kobiety, które przeżyły rzeź w Wołyniu. Kobiety, które zgodziły się porozmawiać z Anną Herbich opowiadają o tym, jak wielkie piekło przeżyły, jak wiele kosztowało je zaczęcie życia od nowa z myślą, że najbliższym nie udało się uciec z pogromu Polaków. Jak trudno pozbierać psychikę, po tak traumatycznych przeżyciach, jak wiele kosztuje zaufanie ludziom po tym, gdy najbliżsi przyjaciele zawiedli.

Książka Anny Herbich nie jest wygładzona, jest prawdziwa, jej bohaterki nie mówią ogólnikami, przedstawiają prawdziwe obrazy, które wstrząsają czytelnikiem. Porąbane zwłoki dziecka, kobiety z rozciętymi brzuchami, zbiorowe mogiły setek ludzi… To wszystko działo się naprawdę, ale nikt o tym głośno… Co jeszcze bardziej krzywdzi wszystkich tych, którzy przeżyli i żyją w dzisiejszych czasach. Oni pamiętają, oni dalej cierpią, oni tęsknią z tymi, których stracili w Wołyniu…

Nasze bohaterki wykazały się niezwykłą wolą przetrwania, ich wspomnienia dalej są żywe, a ból taki sam jak wtedy. Dlatego książka Anny Herbich jest tak ważna, bo dzięki niej więcej osób pozna lepiej temat ludobójstwa w Wołyniu, bo dzięki niej więcej osób będzie pamiętać o tych, którzy zostali w bestialski sposób zamordowani i leżą w zbiorowych anonimowych mogiłach, ale zasługują na pamięć.

OCENA:  10/10

Za możliwość przeczytania książki "Dziewczyny z Wołynia" dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont
I powiem Wam tylko tyle, że jak te upały w końcu nie zmaleją to ja umrę... 
[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 28 lipca 2018

526. Luźna Sobota: Przeżyć piekło...

AUTOR: Anna Herbich
SERIA: Prawdziwe historie
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Znak horyzont

OPIS
Dzieci przetrwały rzeź. Teraz opowiadają historię zamordowanych rodziców i dziadków. Rozalia miała osiem lat, gdy schowana w piwnicy słyszała ostatnie słowa umierającej matki i siostry. Zofia pamięta złowieszczą przestrogę – „Jutro ma was tu nie być. Będą mordowali". Tak ostrzega ich wiejska położna, Ukrainka. Nikt w to nie wierzy. Pogrom przetrwa jedynie garstka. Teodora uczestniczyła we mszy, kiedy Ukraińcy zaatakowali kościół w Kisielinie. Uratowała się z płonącej dzwonnicy. To jest jej pierwsze spotkanie z banderowcami. Niestety nie ostatnie. W 1939 roku sielskie życie na Wołyniu się kończy. Polska upada, zmieniający się okupanci sieją postrach. Jednak największe zagrożenie przychodzi ze strony, z której nikt się tego nie spodziewał. Sąsiadów. Kumów. Ukraińców. Wiedzeni banderowską wizja Ukrainy zaczynają mordować Polaków. Wołyńskie dziewczęta były jeszcze dziećmi, gdy rozpoczął się pogrom. Widziały śmierć rodziców, braci, sióstr i rzeź całych wsi. Słyszały błagania bezbronnych ofiar opętanych szałem mordu Ukraińców. Z dnia na dzień straciły nie tylko najbliższych, ale również swoją ojcowiznę. [1]

RECENZJA
Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej sięgam po biografie. Ten konkretny gatunek literatury nigdy jakoś nie należał do moich ulubionych, ale ostatnio coraz bardziej się do niego przekonuje Dziewczyny z Wołynia autorstwa Anny Herbich to moja kolejna pozycja tego typu i muszę się przyznać, że niezmiernie się cieszę, że trafiła w moje ręce.

Bestialskie mordy; zwłoki porąbane siekierą; żywe noworodki wrzucane do grupowych mogił i zakopywane żywcem; kobiety zabijane widłami; katolicy paleni podczas nabożeństw – to wszystko brzmi jak scenariusz jakiegoś brutalnego, wręcz chorego horroru. Może się wydawać, że człowiek nigdy  nie byłby w stanie uciekać się do aż tak patologicznych zachowań, a tymczasem wszystkie te makabryczne sytuacje rzeczywiście się rozegrały wcale nie tak dawno -  w okresie od lutego 1943 do lutego 1945 ukraińscy nacjonaliści dokonali ludobójstwa wobec polskiej mniejszości byłego województwa wołyńskiego II RP. Ludobójstwa, które teraz w imię jakieś chorej poprawności politycznej jest wyciszane i do dnia dzisiejszego nie zostało ani rozliczone, ani należycie „zakończone”. Szacuje się, że w przeciągu dwóch lat zamordowano ponad 60 tysięcy osób – w większości Polaków, ale również Rosjan, Ormian, Żydów oraz samych Ukraińców.

Dziewczyny z Wołynia to świadectwa kobiet, którym udało się przeżyć rzeź wołyńską. Podczas tragicznych wydarzeń miały zazwyczaj kilka lub kilkanaście lat. Mimo tak młodego wieku były w piekle, dosłownie. Widziały  śmierć swoich bliskich, były zmuszone uciekać przed ludźmi, których wcześniej uważały za przyjaciół, a potem gdy były już z dala od Wołynia, musiały nauczyć się żyć z tym przerażającym piętnem. Nikt nawet nie jest sobie w stanie wyobrazić co muszą czuć te kobiety, gdy teraz polityka międzynarodowa wydaje się naumyślnie milczeć na temat tego ludobójstwa, a oprawcy ich najbliższych są w obecnych czasach czczeni przez naszych wschodnich sąsiadów i wywyższani do rangi bogów. Można pudrować i starać się unikać rozliczenia Wołynia, ale dzięki tej książce i dzięki tym kobietom jesteśmy w pewien sposób zobligowani do tego, żeby pamiętać i należycie uczcić pamięć naszych pomordowanych braci.

Anna Herbich po raz kolejny oddała całkowity głos swoim bohaterom. Nie wtrąca się do ich przemyśleń, nie ingeruje w ich świadectwa tylko po prostu pozwala mówić i właśnie za to jestem jej wdzięczna. Tu nie trzeba zbędnych wywodów, ani prób tłumaczenia – wystarczy, że naoczni świadkowie mieli możliwość przelania na papier tego co przeżyli.

Każda z bohaterek przestawia swój punkt widzenia nie tylko na wydarzenia, które miały miejsca w województwie wołyńskim, ale również z własnej perspektywy ocenia to jak teraz odbierana jest ta makabryczna historia. Również i tutaj pani Anna nic nie neguje, nie ocenia, ani nie komentuje. Książka jest nie tylko o dziewczynach z Wołynia, jest dziewczyn z Wołynia.

Dziewczyny z Wołynia nie jest pozycją lekką. To miejscami brutalne opisy zbrodni, która wydarzyła się ponad 70 lat temu. Mimo bardzo ciężkiego tematu uważam, że jest to pozycja obowiązkowa w polskiej literaturze. Anna Herbich znowu mnie nie zawiodła i stworzyła wartościową i zmuszającą do refleksji lekturę, która może być dla wszystkich przestrogą, aby nigdy więcej nie popełnić błędów przeszłości.

Nie da się cofnąć czasu. Nie uda nam się ukoić bólu po zmarłych ojcach, matkach, siostrach czy dzieciach, ale możemy zrobić coś co chociaż w jakimś niewielkim stopniu przywróci spokój duszy – możemy pamiętać…

OCENA: 9/10

 Za egzemplarz dziękuję

Wybaczcie, że tak późno. Ostatnio prawie w ogóle nie ma mnie w domu, ani przy komputerze. Obiecałam sobie, że teraz trochę zwolnię, a tutaj czas gna nieubłaganie do przodu. Pozdrawiam

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 1 marca 2018

492. „Do bloku skoczył najwyżej jak mógł, lecz za ręce złapał go sam Bóg” *

AUTOR: Piotr Bąk
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: SQN

OPIS
Biografia Arka Gołasia napisana we współpracy z rodziną i bliskimi. Zwyczajny, skromny chłopak. Tak mówili o nim ci, którzy kiedykolwiek spotkali go na swojej drodze. I choć przyjaciele i znajomi wiedzieli, że potrafił także dobrze się zabawić, a w złości rozbić telefon o ścianę, wszyscy pozostawali zgodni co do jednego: był jednym z największych talentów w historii polskiej siatkówki. Tragiczny wypadek na autostradzie w Austrii sprawił, że marzenia 24-letniego Arkadiusza Gołasia w jednym momencie zostały brutalnie przerwane – niespełna dwa miesiące po ślubie z Agnieszką i osiem dni po zakończeniu mistrzostw Europy, w których z reprezentacją Polski zajął piąte miejsce…
Piotr Bąk postanowił zadbać o to, by pamięć o tym wyjątkowym siatkarzu nigdy się nie zatarła. Rozmawiając z jego siostrą, rodzicami, trenerami, kolegami z internatu, klubów i reprezentacji Polski, stworzył niezwykle osobisty portret Arka Gołasia – wielkiego sportowca i człowieka. Ta książka nie jest kolejną zwykłą biografią. To piękny hołd oddany komuś, kto siatkówce poświęcił się bez reszty. I do dziś pozostał w sercach kibiców z całej Polski. [1]

RECENZJA
Wszyscy z Was już pewnie wiedzą, że oprócz książkoholiczki jestem również siatkówkomaniaczką! Tak, tak! Siatkówka zajmuje ważne miejsce w moim życiu i nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie kibicować – że zabrakłoby mnie meczu otwarcia zeszłorocznego euro, a wcześniej mundialu; że zamiast wstać o 3 w nocy, aby zobaczyć mecz reprezentacji smacznie bym sobie spała, czy żebym całym serduchem nie była za PGE Skrą Bełchatów. Nie zdziwi Was, zatem fakt, że książki o tematyce siatkarskiej łykam jak bociek żaby… z Przerwaną podróżą Piotra Bąka nie mogło więc być inaczej.

Arkadiusz Gołaś to zawodnik, którego nazwisko jest znane każdemu kibicowi – ci starsi doskonale pamiętają tego cichego, wiecznie uśmiechniętego środkowego, młodsi zaś nasłuchali się wiele o jego fantastycznej postawie. Ja, na szczęście, zaliczam się do tej grupki osób, które miały jeszcze możliwość (co prawda krótką) podziwiania fantastycznej gry Arka… niestety jego własna historia zakończyła się 16 września 2005 w Griffen w Austrii.

Takiego zasięgu nie było jeszcze nie tylko w polskiej siatkówce, ale również i w światowej. Skoczność i dynamiczność ataków młodego, polskiego środkowego odbiła się szerokim echem na parkietach prawie wszystkich, znaczących lig. Przy swoich 201 centymetrach wzrostu Arek osiągał niebotyczne wręcz parametry – 365 centymetrów w ataku i 352 centymetrów w bloku. Mógł odnieść ogromny sukces, cały świat stał przed nim otworem, a możliwość gry w Maceracie miała być pierwszą naprawdę poważną ofertą w jego młodym, raptem 24-letnim życiu, niestety jedna chwila wystarczyła, aby wszystko legło w gruzach.

Piotr Bąk rozpoczyna biografię Arkadiusza Gołasia nietypowo, ponieważ zaczyna od samego końca – tragicznych zdarzeń z 16 września 2005 roku. Ten zabieg można odbierać dwojako. Spotkałam się z opinią, że jest to żerowanie na ludzkiej krzywdzie, dla mnie jednak jest to pewnego rodzaju  „zatrzymanie” czytelnika na dłużej, gwarant tego, że nie będzie można oderwać się od książki, aż do momentu, w którym pozna się całą historię Arka.

Sam styl autora jest bardzo łatwy w odbiorze, a przedstawiona przez niego biografia nie jest tylko zbiorem suchych faktów. To zbiór wspomnień osób, które były z Arkadiuszem Gołasiem najbliżej – jego rodziny, przyjaciół. Aż łza kręci się w oku podczas zapoznawania się z historiami przedstawionymi przez wieloletniego głównego libero polskiej reprezentacji, a prywatnie najlepszego przyjaciela Arka – Krzysztofa Ignaczaka.

Niestety zabrakło mi więcej informacji odnośnie młodszych lat środkowego. Piotr Bąk skupia się przede wszystkim na tym okresie w życiu Arka, w którym siatkówka zajmuje już jego większą część, więc informacje odnośnie dzieciństwa są bardzo szczątkowe. To, przynajmniej dla mnie, jest duży minus, bo z wielką przyjemnością dowiedziałabym się czegoś więcej jaki był Arek za młodu.

Na plus za to można zaliczyć wydanie – twarda okładka, dużo zdjęć pochodzących z prywatnych archiwum to bez dwóch zdań ogromne urozmaicenie, które przyciągnie czytelnika.

Pozycja obowiązkowa dla każdego fana siatkówki. Arkadiusz Gołaś stanowczo za krótko cieszył kibiców swoją grą. Był taki młody, miał całe życie przed sobą... mógł osiągnąć wszystko.

OCENA: 8/10

Przepraszam za ostatnio mnie tak ubogo i u Was i tutaj… to naprawdę ciężki miesiąc. Pozdrawiam!


*autor nieznany
[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 28 września 2017

446. „… warszawskie dzieci, pójdziemy w bój…”*

AUTOR: Anna Herbich
SERIA: Prawdziwe Historie
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont

OPIS 
1 sierpnia 1944 roku w Warszawie było pół miliona kobiet. Wiele z nich poszło do Powstania jako sanitariuszki, łączniczki, część chwyciła za broń. Wszystkie walczyły o przetrwanie. Panienka z dobrego domu w myślach powtarzała: „Boże, spraw, abym wytrzymała tortury”. Matka, która urodziła tuż przed godziną „W”, kołysała dziecko w rytm wybuchających bomb. I ośmioletnia Helenka, prowadzona na pewną śmierć. „Mamo, ja nie chcę umierać” – szeptała.
Przez 63 dni heroicznej bitwy walczyły, bały się, śmiały, kochały, opłakiwały bliskich. Mężczyźni stwierdzili: „Ojczyzna jest pierwsza. Musicie sobie jakoś radzić”. Kobiety zostały same, w obliczu dramatycznych dylematów. Włożyć coś do garnka czy kupić bandaże dla rannych? Jak zginę: z głodu czy z rąk Niemców? Ale pytanie, czy warto walczyć, w ogóle nie przychodziło im do głowy. Bo odpowiedź była tylko jedna. [1]

RECENZJA
Lata .40 XX wieku to najczarniejszy okres w dziejach całego świata. Szacuje się, że podczas II wojny światowej śmierć poniosło od 70 000 000 do 85 000 000 ludzi – żołnierzy i cywili. Polska - granicząca od wschodu ze Związkiem Radzieckim, a od zachodu z III Rzeszą – znajdowała się w sytuacji beznadziejnej. „Wyzwolona” z jednej okupacji przeszła w drugą. Polacy byli masowo mordowani i zsyłani na Sybir. Łącznie życie straciło około 6 000 000 naszych rodaków. Mimo ciągłych prześladowań, w sercach Polaków nadal tlił się żar wolności, który w końcu musiał wydostać się na zewnątrz. 1 sierpnia 1944 rozpoczęto jedno z najważniejszych i zarazem najtragiczniejszych w historii wojennej Polski wydarzeń. O godzinie 17, nazwanej godziną W, wybuchło Powstanie Warszawskie. 

Sławka była sanitariuszką. Halina została świeżo upieczoną mamą – Staś urodził się o godzinie 13, pierwszego dnia sierpnia 1944 roku. Zosia była zakochana, a Irena opiekowała się swoim trzymiesięcznym synkiem, Jacusiem. Nie znały się. Nie wiedziały nic o swoim istnieniu, ale łączyło je jedno – wszystkie były w Warszawie kiedy zaczynało się Powstanie.

Dziewczyny z Powstania to zbiór jedenastu życiorysów kobiet, które przeżyły Powstanie Warszawskie. Każda historia jest niezwykle wzruszająca, poruszająca i dramatyczna. Wiele z bohaterek 1 sierpnia 1944 nie miało ukończonych 22 lat, a mimo to nie bały się pójść do walki. Może i nie strzelały z karabinów, ale ich wkład w całą operacje był ogromny – były sanitariuszkami, łączniczkami, znajdowały się wszędzie tam gdzie podczas powstańczego zgiełku były potrzebne. Jedne z nich przeżywały właśnie swoją pierwszą miłość, inne oddały się całkowicie polskiej sprawie, jeszcze inne były odpowiedzialne za życie swoich maleńkich (urodzony w dniu powstania Staś czy trzymiesięczny Jacuś) dzieci. Każda z nich jest bohaterką i każda zasługuje na zapisanie się w historii. Czytając o ich czasem wręcz heroicznych wyczynach naprawdę coś ściskało za serce, ale wiecie co mnie najbardziej w tych opowiadaniach ujęło? Każda z jedenastu wybranych przez autorkę dziewczyn z powstania (a musimy pamiętać, że takich kobiet było przecież tysiące!) miała odwagę, żeby w tych strasznych, bydlęcych czasach być człowiekiem. Mieć w sobie empatię dla innych, dzielić się mimo, że samemu miało się bardzo niewiele – właśnie po tym poznaje się prawdziwych bohaterów.

W swojej książce pani Anna zrobiła coś co mi osobiście bardzo przypadło do gusty – mianowicie oddała całkowitą kontrolę swoim bohaterom. Nie próbowała bawić się w psychologa, na siłę ubierać przeżyć  kobiet w piękne słowa, a po prostu pozwolił im pisać, podzielić się nie tylko swoimi wspomnieniami, ale przede wszystkim tym co czuły kiedy były ścigane, zastraszane, zamykane w więzieniu i oddzielone od najbliżej rodziny. Książka jest, więc pewnego rodzaju świadectwem kobiet, które nigdy się nie poddały i walczyły o wolną Polskę dla siebie, dla dzieci/rodziny, przyjaciół… dla nas…

Powstanie Warszawskie do dzisiaj budzi ogromne kontrowersje. Niektórzy uważają je za bezmyślne, całkowicie niepotrzebne. Patrząc na ilość ofiar (szacuje się, że w podczas powstania zginęło około 16 000 wojskowych i od 150 000 do 20 000 cywilów) trudno jest się z tym nie zgodzić – w końcu większość powstańców było nieprzeszkolonych, nie mieli odpowiedniego sprzętu, a brak broni był największym problemem. Jednak z drugiej strony czy możemy tak po prostu stwierdzić, że powstanie było złe? Nie żyliśmy w tamtych czasach, większość z  nas nawet nie zdaje sobie sprawy z tego co musieli czuć mieszkańcy okupowanej Warszawy – zastraszani, mordowani, wywożeni z dala od domu i rodziny. Można tylko przypuszczać, że mieli już dość bycia popychadłem, że chcieli walczyć o siebie, o swoich najbliższych. Dla mnie osobiście są bohaterami, którzy nie zginęli za nic – zginęli za wolność, za Polskę… za nas.  

Bardzo cieszę się z faktu, że czytanie przeze mnie tej pozycji zbiegło się w czasie z 73. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. Książka autorstwa Anny Herbich pozwoliła mi w jeszcze większym stopniu poczuć nie tylko grozę tych dni, ale przede wszystkim ogromny szacunek dla Powstańców, a jeśli będziecie kiedyś w Warszawie to koniecznie odwiedźcie Muzeum Powstania Warszawskiego. To naprawdę niezwykłe miejsce, które trzeba zwiedzić. Cześć i chwała Bohaterom!

„Czy było warto? Mimo tego wszystkiego, co się stało, odpowiadam bez wahania – tak. Było warto. Dlaczego? Aby to zrozumieć, wystarczy rozejrzeć się wokół siebie” ~ Janina Rożecka z domu Gutowska; w: Dziewczyny z Powstania, Anna Herbich, s. 279.

OCENA: 8/10

Witam. Lady Spark przebywa w Danii, więc przez pewien czas będziecie musieli mnie znosić. Mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie. Trzymajcie się ciepło!


*fragment pieśni „Warszawskie dzieci”
[1]Opis pochodzi ze strony wydawnictwa


czwartek, 3 sierpnia 2017

429. "Mamo, piszę do ciebie ten niezwykły list, który pozwoli mi dalej do przodu iść. Na jego wstępie powiem, że wciąż tęsknię..."*

AUTOR: Jakub Błaszczykowski & Małgorzata Domagalik
ROK WYDNIA: 2015
WYDAWNICTWO: Buchmann

OPIS
Pierwsza i jedyna biografia światowej gwiazdy futbolu.
Obarczony brzemieniem niewyobrażalnej tragedii z dzieciństwa, dotąd niechętnie i bardzo rzadko mówił o swojej przeszłości. Teraz po raz pierwszy przerywa milczenie i w przejmująco szczerych rozmowach opowiada dziennikarce o sobie, o trudnym dzieciństwie, o tragicznej śmierci matki, o buncie dorastania i mozolnym pokonywaniu demonów z przeszłości. Dzieli się przemyśleniami, jak radzić sobie z przeciwnościami losu, pokonywaniem stereotypów, jak nie zgubić siebie w świecie mediów i o blaskach i cieniach piłkarskiego życia. W książce o Blaszczykowskim mówią także jego najbliżsi, przyjaciele, piłkarze z BVB, trenerzy Smuda, Fornalik, Nawałka, Beenhakker i Jurgen Klopp. [1]

RECENZJA
Jak już pewnie wszyscy wiedzą uwielbiam siatkówkę. Kocham wszystko, co z nią związane i nieprzerwanie twierdzę, że to ona jest królową sportu! 

Niemniej jednak o ile kiedyś głośno zapewniałam, że zupełnie nie rozumiem jak ponad dwudziestu chłopa może biegać dziewięćdziesiąt minut po boisku latając za piłką, o tyle od paru ostatnich lat zaczynam w końcu dostrzegać piękno piłki nożnej. Reprezentację oglądałam w sumie zawsze, nawet, kiedy sama gra była dla mnie niezbyt zrozumiała, a moją sympatię już bardzo dawno temu zgarnął pewien wyjątkowy zawodnik – Jakub Błaszczykowski. 

„Kuba” to aktualnie jeden z najpopularniejszych polskich piłkarzy, nie tylko w naszym kraju, ale również w całej piłkarskiej Europie. Urodzony w Truskolasach 14 grudnia 1985 roku Błaszczykowski swoją przygodę z „kopaniem” rozpoczął w wieku siedmiu lat. Od tego czasu był reprezentantem polskiej Wisły Kraków, niemieckiej Borussii Dortmund, włoskiej Fiorentiny oraz obecnie niemieckiego VfL Wolfsburg. 30 marca 2004 roku zadebiutował w reprezentacji Polski U-19, następnie grał w reprezentacji do 21 lat, aby w końcu 6 grudnia 2005  roku po raz pierwszy wystąpić w seniorskiej kadrze, w której z przerwami gra do dnia dzisiejszego. Łącznie z Orzełkiem na piersi występował 103 razy, w tym 91 w seniorach.

Wydawać by się mogło, że Jakub Błaszczykowski jest szczęściarzem – jest znany, lubiany, ceniony i zna się na tym, co robi. Niemniej jednak, kiedy był dzieckiem przeżył ogromną tragedię – na jego oczach ojciec zabił matkę. W jednej chwili stracił oboje rodziców. Miał raptem 11 lat. 

Od bardzo dawna chciałam się zapoznać się z historią „Kuby”.  Wywiad rzeka, przeprowadzony przez Małgorzatę Domagalik miał mi to umożliwić. Zasiadając o lektury nie miałam żadnych wymagań czy oczekiwań. Byłam święcie przekonana, że książka trafi w najczulsze punkty mojej duszy, a samego piłkarza, o ile to w ogóle możliwe, polubię jeszcze bardziej. 

Przez całą lekturę Błaszczykowski utwierdza czytelnika w przekonaniu, że jest bardzo specyficzną personą. Dla mnie z kolei to niezwykle utalentowany, twardy, ambitny i uparty mężczyzna, który pod skorupą małomówności i pewnego „wycofania” jest niezwykle ciepły, rodzinny i lojalny. Odnoszę przykre wrażenie, że coraz mniej takich gwiazd, którym woda sodowa nie strzeliła go głowy i którzy w swoim życiu kierują się wyższymi wartościami. Jakub Błaszczykowski bez dwóch zdań do takich ludzi należy. I właśnie dla samego Kuby warto zapoznać się z książką!

Bardzo dużo formacji na temat piłkarza dostarczają również jego bliscy, którzy nie starali się robić z niego jakiegoś ciutnie Boga, a pokazali jego prawdziwe oblicze, nie omijając również wad Błaszczykowskiego.

Najgorszym posunięciem było jednak powierzenie tak odpowiedzialnego zadania, jak napisanie biografii Kuby, pani Małgorzacie Domagalik. Boże! Dlaczego?! Autorka, w przeciwieństwie do samego zainteresowanego i jego rodziny, zrobiła z Błaszczykowskiego osobę bez żadnej skazy, idealnego pod każdym względem. Tak, więc na pewno nie można powiedzieć, że dziennikarka pokazała się z profesjonalnej strony i podeszła do swojej pracy obiektywnie. Ale nawet nie to było najgorsze! Jeszcze nigdy czytając czyjąś biografię nie spotkałam się z taką ilością informacji o samym autorze, co tutaj! Czytelnik dowiaduje się więc jakich mężczyzn lubi pani Małgorzata, jak bardzo jest przesympatyczna i miła, jak wszyscy ją polubili – rodzina Kuby, koledzy z boiska, trenerzy – jaka to jest zabawna i wygadana! No serio?! To niestety ale jest najsłabszym punktem całej tej pozycji.

Jak?! Dlaczego?! Na Boga, dlaczego ta pani pisała biografię Kuby! Przecież to istna profanacja! Sam Błaszczykowski i wyznania jego bliskich byłyby strzałem w dziesiątkę. Nietrafne uwagi i pseudo zabawne anegdotki współautorki niestety, ale tylko zniechęcają do lektury.

OCENA: 6/10


Mogę prosić już o zimę? Byłam bardzo grzeczna przez ostatnie siedem miesięcy, więc mogę już dostać prezent pod choinkę – dużo chłodu i jeszcze więcej chłodu?! Powiedzcie, że mogę, proszę…


*Kaczor - "On wciąż płonie"
[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

poniedziałek, 24 lipca 2017

425. Duchowni niebędący przykładem...


AUTOR: Giuseppe Staffa
TYTUŁ ORYGINALNY: I personaggi piu malvagi della Chiesa
TŁUMACZ: Anna Horeczy, Maciej Durkiewicz
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO:  Ole

OPIS
W tysiącletnich dziejach Kościoła fanatyzm nieraz graniczył z bestialstwem i straszliwymi zbrodniami. Zbrodnie pełne były krucjat, podbój kolonialnych Ameryki, panowanie bezbożnych papieży, działalność Świętej Inkwizycji. W tej książce historia Kościoła idzie w parze z analizą mrocznych właściwości ludzkiej natury… [1]

RECENZJA
Tę książkę w Empiku wybrała mama. Gdy była młodą dziewczyną i pracowała jeszcze w bibliotece, to dość często czytała książki, które pokazywały grzechy osób duchownych. Sama od tej pozycji oczekiwałam pewnych wstrząsów. Tylko czy je dostałam?

Książka liczy prawie 550 stron. Autor wybrał 24 postaci z historii Kościoła i przekazał ich życie i to jak zdeprawowani oni byli. Problem z tą książką jest taki: za dużo osób do opisania, co powoduje, że autor wypisał tylko główne punkty z danej historii. Dla czytelnika, który nie do końca jest w temacie powoduje to, że czyta się ciężko i szuka dodatkowych informacji w Internecie. Będąc w połowie czułam się znudzona, bo każdy z opisanych mężczyzn był żądny władzy, krwi i pieniędzy, a to wszystko w imię Boga. Nie to, że to było dla mnie zaskoczeniem, bo to wiedziałam, ale chodzi mi o to, że jeśli przy pięciu osobach wiem to samo, to, co może mnie zaskoczyć przy kolejnych dwudziestu? Oczywiście wstrząsały mną opisy krucjat, morderstw i przede wszystkim liczby osób, które zginęły w imię szerzenia nauk Jezusa Chrystusa.

Często bywa tak, że umykają mi literówki, ale w tej książce było ich tak dużo, że nawet ja w końcu musiałam je zauważyć. Na dodatek zdania były przetłumaczone tak topornie, że czasami czytałam po dwa czy trzy razy, żeby je zrozumieć. To spowodowało, że tę książkę czytałam dwa tygodnie, bo była dla mnie naprawdę ciężkim materiałem do przebrnięcia.

Tak się zastanawiam, czy autorzy biografii zbiorowych, kiedyś nauczą się, że mniej znaczy więcej? Wolałabym, żeby w tej pozycji było mniej bohaterów, ale więcej informacji, które pomogłyby mi zrozumieć sytuację polityczną w danym okresie. Autorzy takich książek muszą się liczyć z tym, że ich pozycje będą czytali również ci, którzy nie mają historii Włoch w małym palcu, a czytanie i jednoczesne szukanie dodatkowych informacji jest po prostu męczące. Ta pozycja również nie zadowoli osób, które mają ogromną wiedzę historyczną, bo biografie są po prostu napisane bardzo ogólnikowo, więc ktoś zorientowany w temacie będzie znudzony, że nie dowiedział się czegoś nowego (tak jak ja w przypadku czytania biografii braci Kliczko). Nie wiem nawet, dla jakich osób ta książka jest. Nie umiem jej określić.

Na podsumowanie napiszę tylko to, że jestem rozczarowana, bo spodziewałam się czegoś więcej. Poszerzyłam swoją wiedzę w pewien sposób, zbrodnie, które opisuje autor są straszne, ale też jest to pozycja dość specyficzna. Nie umiem jej dopasować do konkretnego rodzaju czytelnika.

"Strach jednak ma to do siebie, że odciska się traumatycznym śladem na wszystkich, których w jakiś sposób dotyka. I to niezależnie od tego, czy chodzi o ofiary czy o katów." ~ Giuseppe Staffa, Zbrodnie Kościoła, Warszawa 2014, s. 439-440.
OCENA: 5/10

W końcu skończyłam tę książkę! Myślałam, że ten dzień nigdy nie nadejdzie. 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 13 lipca 2017

422. …mieć odwagę, by być człowiekiem…


AUTOR: Łukasz Modelski
SERIA: Prawdziwe Historie
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont

OPIS
Nie pozwoliły aby wojna zniszczyła ich marzenia.
Wojna to z pozoru męska sprawa. Zmienia jednak kobiece losy tak samo mocno, jak męskie. Jak żyć w czasach, gdy własne wesele kończy się aresztowaniem przez gestapo, gdy tylko bliski poród wstrzymuje wykonanie wyroku śmierci, gdy powodzenie zadania wymaga nawiązania romansu z wrogiem? Jak zachować kobiecą wrażliwość, gdy wokół panuje okrucieństwo, przemoc i niesprawiedliwość? Gdy najmodniejszym dodatkiem staje się biało-czerwona opaska, a w torebce, obok szminki i lusterka, trzeba schować pistolet? [1]

RECENZJA
Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej sięgam po biografie. Ten konkretny gatunek literatury nigdy jakoś nie należał do moich ulubionych, ale ostatnio coraz bardziej się do niego przekonuje Dziewczyny wojenne autorstwa Łukasza Modelskiego to moja kolejna pozycja tego typu i muszę się przyznać, że niezmiernie się cieszę, że trafiła w moje czytelnicze szpony. Ponad to opisane w lekturze losy niezwykłych kobiet stały się inspiracją dla, emitowanego niedawno w TVP2, serialu Dziewczyny wojenne.

Autor zabiera nas w podróż do wojennej rzeczywistości. Do świata, w którym już bycie Polakiem było wystarczającym powodem, żeby stracić życie. W swojej książce pan Łukasz zrobiła coś co mi osobiście bardzo przypadło do gusty – mianowicie oddała całkowitą kontrolę swoim bohaterom. Nie próbowała bawić się w psychologa, na siłę ubierać przeżycia wojennych kobiet w piękne słowa, a po prostu pozwolił im pisać, podzielić się nie tylko swoimi wspomnieniami, ale przede wszystkim tym co czuły kiedy były ścigane, zastraszane, zamykane w więzieniu i oddzielone od najbliżej rodziny. Książka jest więc pewnego rodzaju świadectwem kobiet, które nigdy się nie poddały i walczyły o wolną Polskę dla siebie, dla dzieci/rodziny, przyjaciół… dla nas…

Bardzo często w literaturze szukamy wartkiej akcji, dynamicznych zwrotów czy sytuacji trzymających w napięciu. Zapominamy jednak, że to życie pisze scenariusze – zarówno te najlepsze, jak i te najbardziej przerażające, mrożące krew w żyłach, zatrzymujące serce.

Dziewczyny wojenne  to zbiór jedenastu historii kobiet, które ponad pół wieku temu sprzeciwiały się reżimowi panującemu wówczas w Polsce; kobiet, które marzyły o życiu w wolnym kraju, gdzie można byłoby prowadzić normalne życie pozbawione wszechobecnego strachu. To wspomnienia osób niezwykle odważnych i oddanych sprawie, o których zdecydowanie powinno się uczyć innych. Każda z nich dołożyła swoją cegiełkę do tego, żebyśmy teraz mogli żyć w wolnym, niepodległym kraju, chociaż doskonale zdawały sobie sprawę, że za ich walkę mogła grozić im kara śmierci, zsyła na Sybir czy w najlepszym przypadku długoletnie więzienie. Mimo to nigdy nie żałowały i nigdy się nie poddały.

Każda z nich zasługuje na ogromny szacunek. Kiedy wybuchła wojna większość z nich na dobrą sprawę były dziećmi, a musiały bardzo szybko dorosnąć i odnaleźć się w wojennej rzeczywistości. Czytając o ich heroicznych czasem wyczynach naprawdę coś ściskało za serce, ale wiecie co mnie najbardziej w tych historiach ujęło? Każda z jedenastu wybranych przez autora bohaterek  (a musimy pamiętać, że takich kobiet było przecież tysiące!) miała odwagę, żeby w tych strasznych, bydlęcych czasach być człowiekiem. Mieć w sobie empatię dla innych, dzielić się mimo, że samemu miało się bardzo niewiele – właśnie po tym poznaje się prawdziwych bohaterów.

Mamy szczęście, że żyjemy w takich czasach. Nawet jeśli komuś nie podoba się obecna scena polityczna w Polsce, to nie ma żadnych praw do porównywania teraźniejszości do tamtych przerażających lat. My nie musimy obawiać się tego, że wychodząc na miasto może zostać zastrzeleni, nie musimy uczyć się o naszej historii i dziedzictwie po piwnicach. Nikt nie wie jak zachowałby się w sytuacjach, w których znalazły się bohaterki Łukasza Modzelewskiego – co zrobiłybyśmy gdyby będąc w siódmym miesiącu ciąży usłyszały wyrok śmierci? Albo gdybyśmy w bydlęcych wagonach jechały gdzieś na drugi koniec świata i tam pracowały ponad własne siły w koszmarnych warunkach? Gdyby nas bito, torturowano, szantażowano? Dziewczyny wojenne nigdy nie wyrzekły się tego kim były, nie błagały o litość wszystko przyjmowały z godnością… bo wiedziały, że kiedyś to się skończy, że kiedyś Polska będzie wolna, a one będą mogły spojrzeć w lustro i powiedzieć, że zachowały się jak trzeba…

Lektura autorstwa Łukasza Modelskiego, w moim odczuciu, jest niezwykle potrzebną i ciekawą książką. To świadectwo kobiet, które na własnej skórze poznały wojenną rzeczywistość. Każda z jedenastu przedstawionych historii jest interesująca i pouczająca. Muszę się przyznać, że sama byłam na siebie zła, że na dobrą sprawę wcześniej słyszałam tylko o jednej z bohaterek książki. Te kobiety pokazały, że na równi z mężczyznami walczyły, nawet, jeśli nie z bronią w ręku to ich wkład w wolną Polskę jest równie wielki. Polecam! Gorąco polecam!

OCENA: 7/10

Bardzo lubię pozycje z serii „Prawdziwe historie” – każda jest niezwykle interesująca! I każda zasługuje na uwagę.  Pozdrawiam,

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa








czwartek, 8 czerwca 2017

408. Miłość do mody może boleć - "Barbara Hulanicki. Ważne jest tylko jutro"


AUTOR: Judyta Fibiger
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Znak Literanova

OPIS
W latach 60. zawładnęła swingującym Londynem. Stworzyła kultową markę Biba. Wylansowała tanią modę i rozpoznawalny styl Biba look, który wciąż inspiruje.
W jej butiku pierwsze kroki w świecie mody stawiała m.in. młodziutka Anna Wintour, przyszła redaktorka amerykańskiego „Vogue’a”. W londyńskiej Bibie bywali i ubierali się Twiggy, Rolling Stonesi, David Bowie, Freddie Mercury czy Brigitte Bardot. Nic dziwnego, przecież był to najpiękniejszy sklep świata.
Jak to się stało, że córka polskiego dyplomaty, chrześniaczka Rydza-Śmigłego, dziewczyna z dobrego domu stała się wielką buntowniczką w świecie mody?
W rozmowie z Judytą Fibiger Barbara odsłania kulisy swojej kariery i fascynującej podróży przez życie. [1]

RECENZJA
Modą nie interesuje się jakoś bardzo, bo to, co jest mi oferowane po prostu nie pasuje na mnie, bo daleko mi do wieszaka. Jednak, gdy Wydawnictwo Znak Literanova niespodziewanie przysłało mi książkę o Barbarze Hulanicki, o której nic nie słyszałam to postanowiłam się z nią zapoznać i stwierdzić czy jest dobra dla kogoś, kto nic o tej kobiecie nie wie.

Książka jest bardzo pięknie wydana, ma w środku mnóstwo zdjęć, szkiców, ubrań. Bardziej jest to album, w którym jest również zamieszczony wywiad rzeczka z Barbrą. Książka ma bardzo dobry papier, jest w twardej oprawie i jest szyta, (co zawsze uważam za plus, bo jest mniejsze prawdopodobieństwo, że się rozleci), a nieklejona. Jednak w całym wydaniu znalazłam minus, który ukazał się podczas czytania. Otóż złoty grawer na okładce ściera się w miejscach gdzie czytamy książkę. Nienawidzę tego. Czy tak trudno było to zabezpieczyć podobnie jak napis na grzbiecie? Książka kosztuje 45 złotych, więc nie jest to mało, a po jednym użytkowaniu może nam zejść cały napis, który robi robotę w wyglądzie książki. Apeluję, więc do wydawnictw, aby bardziej dbały o takie szczegóły.

Pierwsze wrażenie jest na plus, ale bardziej mnie interesowało czy nada się dla osób kompletnie zielonych w tej kwestii. Chodzi mi o to czy podczas czytania nie będę się czuła zagubiona i zdezorientowana, że czegoś nie wiem. Zazwyczaj sięgam po biografie, gdy mam jakieś pojęcie o czytanej osobie, chcę pogłębić swoją wiedzę o nich. A tu nie miałam pojęcia, kim jest Barbara Hulanicki, więc to było dla mnie całkiem nowe doświadczenie.

Po pierwszym rozdziale byłam mocno zdezorientowana. Nie wiedziałam, o co chodzi. Zero wstępu o rodzicach, rodzeństwie. Pomyślałam, że to będzie ciężka przeprawa, ale już w drugim rozdziale rozmowa Judyty z Barbarą szła tak jak powinna iść. Dowiedziałam się jak wygląda modowy biznes. Cóż z pewnością jest to ostatnia rzecz, na jaką bym się zdecydowała.

Gdy czytałam o jednej Bibie czy o drugiej to żałowałam, że teraz nie ma takiej formy sprzedaży. Obecny marketing mnie ogromnie irytuje. Ledwo człowiek wejdzie do sklepu, Ledo rzuci okiem czy jest coś, co kolorystycznie mogłoby go zainteresować, ledwo do płuc dotrze powietrze sklepu, a już jest obok pani, która pyta się: Czy pomóc coś znaleźć? Przecież ja po jednym rzucie oka nie wiem, co mają w ofercie, nie wiem, czego ja chcę. To jest takie irytujące. Przecież to jest chore. Nigdy tego nie rozumiałam i nie zrozumiem i zawsze będzie mnie to irytować niezmiernie.

Historia Barbary to opowieść o tym jak powstawał jej sklep, a potem kolejne. Jak stawała się kimś znaczącym w świecie mody. Niestety nic nie może wiecznie trwać i również u Barbary nadszedł moment, gdy obcy inwestorzy kompletnie niemający nic wspólnego z modą zaczęli wprowadzać swój tandetny marketing doprowadzili do tego, że największa Biba upadła. To, o czym mówiła pokazuje, że wraz z upływem czasu marketingowcy dalej mają słabe pojęcie o potrzebach konsumenta, (chociaż oni twierdzą zupełnie inaczej) i tu nie mówię tylko o modzie, ale również o innych dziedzinach.

Podsumowując, ja jestem pozytywnie zaskoczona tą książką. Spodziewałam się ciężkiej przeprawy i irytacji, że nie wiem, o czym do mnie piszą, ale okazało się zupełnie inaczej. Przez książkę przepłynęłam i nawet nie wiem, kiedy ją skończyłam. Dobra dla laików, ale nie wiem czy ci, którzy znali osobę Barbary Hulanicki wcześniej będą czymkolwiek zaskoczeni. Ja osobiście polecam, jeśli interesuje Was historia mody.
"Nie można wiecznie tracić czasu na myślenie o przeszłości." ~ Barbara Hulanicki [w:] Barbara Hulanicki. Ważne jest tylko jutro, Judyta Fibiger, Kraków 2017, s. 80.
OCENA: 8/10

Mała zmiana planów. To jednak ja się z Wami dziś spotykam, a wypociny Tea poczytacie w sobotę. 
Dziękuję za trzymanie kciuków! Pomogły! To możecie dla mnie coś jeszcze zrobić? Trzymajcie też jutro, co? :) Bardzo Was proszę ;). 
Całusy, Lady Spark 


[1] Opis pochodzi  z okładki książki

czwartek, 6 kwietnia 2017

384. Prawdziwa solidarność w czasach Solidarności


AUTOR: Anna Herbich
SERIA: Prawdziwe Historie
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO: Znak Horyzont

OPIS
Mówili im: "Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, to my walczymy o Polskę!" Nie posłuchały. Dla wolności gotowe były zaryzykować wszystko.  Janina miała 50 lat, gdy została pobita przez ZOMO na demonstracji. Do szpitala trafiła z siedemnastoma szwami na głowie. Za domową drukarnię aresztowali ją dwa razy. Izabella zostawiła w domu dwójkę maleńkich dzieci. Mimo więzienia nie ugięła się. Zbuntowała całe miasto. Joanna w oknie celi wywiesiła biały ręcznik, na którym napisała czerwoną szminką Solidarność. Straszyli: jeśli się nie zamkniesz, zamkniemy ci syna. Siedemnastolatek został najmłodszym więźniem stanu wojennego. Należały do legendarnej Solidarności i chciały lepszej Polski dla swoich dzieci. Czasem walczyły ramię w ramię z mężczyznami, a czasem wbrew nim. Produkowały i kolportowały „bibułę”, strajkowały, chodziły na demonstracje. Wyrzucano je z pracy, podsłuchiwano, bito i aresztowano. Grożono im odebraniem dzieci. Często zostawały bez środków do życia, musiały liczyć na pomoc innych. To prawdziwe historie naszych mam i babć. Czy zdobylibyśmy się na podobną odwagę? Anna Herbich przywraca pamięć o kobietach, bez których rewolucja Solidarności nie mogła się udać. Oddaje głos bohaterkom, które zbyt długo pozostawały w cieniu wielkiej historii. [1]

RECENZJA
Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej sięgam po biografie. Ten konkretny gatunek literatury nigdy jakoś nie należał do moich ulubionych, ale ostatnio coraz bardziej się do niego przekonuje Dziewczyny z Solidarności autorstwa Anny Herbich to moja kolejna pozycja tego typu i muszę się przyznać, że niezmiernie się cieszę, że trafiła w moje czytelnicze szpony.

Autorka zabiera nas w pewnego rodzaju sentymentalną podróż w lata 80. minionego wieku. Co prawda ja sama znam je tylko z opowieści rodziców i starszego rodzeństwa, urodziłam się dopiero w 1992 roku, to jednak z pewnością wszyscy z nas słyszeli o Solidarności. W swojej książce pani Anna zrobiła coś co mi osobiście bardzo przypadło do gusty – mianowicie oddała całkowitą kontrolę swoim bohaterom. Autorka nie próbowała bawić się w psychologa, na siłę ubierać przeżycia Dziewczyn z Solidarności w piękne słowa, a po prostu pozwoliła im pisać, podzielić się nie tylko swoimi wspomnieniami, ale przede wszystkim tym co czuły kiedy były ścigane, zastraszane, zamykane w więzieniu i oddzielone od najbliżej rodziny. Książka jest więc pewnego rodzaju świadectwem kobiet, które nigdy się nie poddały i walczyły o wolną Polskę dla siebie, dla dzieci/rodziny, przyjaciół… dla nas…

Dziewczyny z Solidarności to zbiór jedenastu historii kobiet, które przeszło trzydzieści lat temu sprzeciwiały się polityce uprawianej przez ówczesne władze; kobiet, które marzyły o życiu w wolnym kraju, gdzie można byłoby prowadzić normalne życie pozbawione godziny policyjnej, wszechobecnej kontroli i kartek na wszystko. To wspomnienia osób niezwykle odważnych i oddanych sprawie, o których zdecydowanie powinno uczyć innych. Każda z nich dołożyła swoją cegiełkę do tego, żebyśmy teraz mogli żyć w wolnym, niepodległym kraju, chociaż doskonale zdawały sobie sprawę, że za ich walkę mogła grozić im kara śmierci lub w najlepszym przypadku długoletnie więzienie. Mimo to nigdy nie żałowały swojego wkładu w Solidarność. 

Każda z bohaterek przestawia swój punkt widzenia nie tylko na wydarzenia, które miały miejsca po wprowadzaniu stanu wojennego, ale również z własnej perspektywy oceniają rok 1989 oraz obrady Okrągłego Stołu. Również i tutaj pani Anna nic nie neguje, nie ocenia, ani nie komentuje. Książka jest nie tylko o dziewczynach z Solidarności, jest dziewczyn z Solidarności.

Wiecie co mnie najbardziej uderzyło w tej pozycji? Solidarność, ale nie w kwestii organizacyjnej, a w poczuciu wspólnoty i współodpowiedzialności. PRL to nie była bajka, to był naprawdę bardzo trudny okres w dziejach naszego kraju i właśnie dzięki wspólnej pomocy ludzi byli w stanie przetrwać. Odnoszę wrażenie, że dzisiaj ludzie nie mają w sobie tyle empatii co dawniej. Oczywiście czasu się zmieniły, teraz wszystko jest ogólnie dostępne, ale czy dzięki temu dobrobytowi nie zapominamy, że przecież obok nas są inni ludzie? 

Lektura autorstwa Anny Herbich, w moim odczuciu, jest niezwykle potrzebną i ciekawą książką. To świadectwo kobiet, które na własnej skórze poznały, czym groziło niezgadzanie się z władzą ludową. Każda z jedenastu przedstawionych historii jest interesująca i pouczająca. Muszę się przyznać, że sama byłam na siebie zła, że o niektórych bohaterkach książki nigdy wcześniej nie słyszałam. Te kobiety pokazały, że na równi z mężczyznami walczyły, nawet, jeśli nie z bronią w ręku to ich wkład w wolną Polskę jest równie wielki. Polecam! Gorąco polecam!

„To po wyjeździe Mazowsza zdecydowałam, że wracam. Urzekło mnie to, że mówili o Polsce jako o normalnym kraju. Nikt nie był w stanie mnie powstrzymać. Wszyscy uważali, ze musiałam zakochać się w którymś z tancerzy. Ale to nie było prawdą. Ja byłam zakochana w Polsce.” ~ Hanna Grabińska, w: „Dziewczyny z Solidarności” Anna Herbich, Kraków 2016, s. 255

OCENA: 7/10


Dzień dobry. Ostatni tydzień to zarówno dla Lady Spark jak i dla mnie istnie szalony czas, dlatego też przepraszamy, że nie ma nas u Was, ale w następnym tygodniu to się na pewno zmieni. Pozdrawiam serdecznie i życzę słońca w ten pochmurny poranek,
Tea 

[1]Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 17 listopada 2016

328. „… niech się dzieję, niech dzieję się co chce…”

AUTOR: Robert Janowski
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO: Znak Literanova

OPIS
Robert Janowski pierwszy raz tak otwarcie opowiada o swojej karierze i codziennym życiu, blaskach i cieniach show-biznesu i cenie, jaką przychodzi zapłacić za wielką popularność.
Miał zostać kolejnym Zimmermannem i wygrać konkurs chopinowski, jednak porzucił fortepian dla piłki nożnej.
Marzył o szkole teatralnej, tymczasem poszedł na weterynarię, bo chciał leczyć zwierzęta muzyką. Jednak nie potrafił żyć z dala od sceny i sztuki.
Występował w Oddziale Zamkniętym, a gdy spotkał Jonasza Koftę, trafił na deski teatru i zagrał w pierwszej polskiej rock-operze.
Uciekł z eliminacji do musicalu Metro, myśląc, że nie ma szans. A jednak został przyjęty i przez siedem lat grał w tym kultowym przedstawieniu główną rolę, a nawet podbijał z nim Broadway.
Dla widzów telewizyjnej Jedynki jest jednak przede wszystkim uwielbianym prowadzącym program „Jaka to melodia?” [1]

RECENZJA
Mogę się założyć, że prawie wszyscy znają Roberta Janowskiego. Jeśli nawet w pierwszym momencie ktoś nie będzie kojarzył, wystarczy tylko powiedzieć „Jaka to melodia”, a wszystko staje się jasne. Dla większości z pewnością pan Robert to tylko i wyłącznie „ten pan od melodii”, ale dla mnie to przede wszystkim Janek z Metra i właśnie dla tej kreacji zdecydowałam się na zapoznanie się z jedną z najnowszych pozycji wydawnictwa Znak, mianowicie z książka Przypadki. Robert Janowski, jakiego nie znacie, w szczerej rozmowie z Marią Szabłowską.

Sam tytuł nie jest bez przeczyny. Świeżo po lekturze nie mogłam pozbyć się wrażenia jakby życie pana Roberta naprawdę składa się z przypadków, które w większości szczęśliwym zbiegiem okoliczności zawsze wychodzą naszemu „bohaterowi” na dobre. Muszę się przyznać, że podczas czytania raz czy dwa razy głośno westchnęłam szepcąc pod nosem: „ja też bym tak chciała”.

Książka to typowy wywiad-rzeka. Po raz pierwszy miałam okazję zapoznać się z taką formą i w  sumie jak na pierwsze spotkanie to oceniam je dobrze. Myślałam, że trudności sprawi przestawienie na właśnie taką skonstruowaną lekturę, ale naprawdę całkiem miło się to czytało. Być może to zasługa samego pana Roberta, który w bardzo przystępny sposób przybliżył czytelnikom swoją historię. Słowa uznania należą się również pani Marii, która poważnie podeszła do wyboru pytań, nadając całemu wywiadowi jedną logiczną ciągłość.

Jak już wcześniej wspomniałam pan Robert zawsze będzie dla mnie Jankiem z Metra i zawsze będę miała do niego ogromny sentyment. W tym momencie pozwolę sobie na małą prywatę. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć tego musicalu, czy to na żywo, czy w Interncie, to koniecznie nadrabiajcie! To naprawdę wspaniała, polska produkcja, której nie powinniśmy się wstydzić; którą śmiało możemy się chwalić i która miała ogromną szansę stać się światowym hitem, wystawiana była w końcu na samym Broadway’u  (a żeby dowiedzieć się dlaczego tak się nie stało musicie zajrzeć do recenzowanej książki). Ja miałam przyjemność być na spektaklu gdzie Janka grał świetny Jan Traczyk, ale mimo wszystko pozostanę wierna pierwszej obsadzie z fantastycznym Robertem Janowskim, genialną Edytą Górniak i zjawiskową Kasią Groniec.

Z lektury wyłania nam się obraz niezwykle pozytywnego, ciepłego i skromnego artysty, który próbuje w każdym z podejmowanych projektów dać z siebie 150%. Mimo, że można odnieść wrażenie, że w życiu wszystko łatwo do niego przychodziło, to jednak pan Robert ma spory bagaż również tych niezbyt przyjemnych doświadczeń – wychowywał się bez ojca, ma za sobą dwa rozwody, walkę o dzieci w sądzie i rozprawy przeciwko plotkarskim gazetom.

W moim odczuciu krzywdzące jest patrzenie na Jankowskiego jedynie przez pryzmat programu „Jaka to melodia”, ponieważ to naprawdę utalentowany artysta, który ma na swoim koncie całkiem pokaźny dorobek artystyczny – płyty, role teatralne i liczne recitale.

Przypadki. Robert Janowski, jakiego nie znacie, w szczerej rozmowie z Marią Szabłowską to pozycja dobra na jesienny wieczór z książką, kocem i kubkiem herbaty. Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko, a sam język i konstrukcja lektury to tylko ułatwia. Jeśli ktoś chce bliżej poznać pana Roberta to zdecydowanie polecam, ale jeśli ktoś szuka czegoś niezobowiązującego i lekkiego to również nie powinien być zawiedziony. Ja sama będę miło wspominała moje spotkanie z Przypadkami…, ale osobiście wolę jednak inną literaturę i stąd też taka, a nie inna ocena.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Literanova


OCENA:6/10

To jest długi i męczący tydzień. Nie wyrabiam na zakrętach i najchętniej położyłabym się i pospała do poniedziałku. Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło w te zimne jesienne dni,
Tea


* fragment piosenki „A ja nie” z musicalu Metro

[1] Opis pochodzie ze strony wydawnictwa


czwartek, 27 października 2016

320. ... i żyli długo i szczęśliwie... czy aby na pewno?

AUTOR: Anna Moczulska
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO: Znak Literanova

OPIS
I żyli długo i szczęśliwie? Takie rzeczy to tylko w baśniach, powiecie.
Okazuje się jednak, że czasem bajki zdarzają się naprawdę. Niektóre królewny i księżniczki przeżywały historie rodem z baśni…
Zofia Jagiellonka na przykład zaczęła chorować. „Puchnie ze staropanieństwa” – orzekli medycy. I tak oto w jej życiu pojawił się niemłody – i niewierny – książę brunszwicki. Ona jednak, choć niczym Śpiąca Królewna do życia zbudziła się późno, postanowiła zawalczyć o siebie.
Niepiśmienna dziewczyna ze wsi rozkochała w sobie cara Piotra I i z dnia na dzień, jak Kopciuszek, została carycą Katarzyną I. Owinęła sobie męża wokół palca. „Oto, do czego prowadzi rozpusta”, westchnęła tylko, kiedy zazdrosny car sprezentował jej głowę kochanka w słoju.
Elżbieta Bawarska, zwana Sissi, nie dała zatruć sobie życia „Złej Macosze” – swojej teściowej Zofii. Buntowała się na każdym kroku. Urządziła nawet w cesarskim pałacu… salę gimnastyczną ze sprzętem do ćwiczeń.
Anna Moczulska swojej książce opisuje baśniowe scenariusze, które rozegrały się naprawdę w życiu kobiet znanych z kart historii: Anny Jagiellonki, Marii Tudor, Barbary Radziwiłłówny, Joanny Szalonej i wielu innych. [1]

RECENZJA
Kochani! Pamiętacie, jak w dzieciństwie podczas słuchania lub czytania bajek marzyło się o tym, żeby być królewną/księciem/najdzielniejszym rycerzem? Któż z nas chociaż raz nie pomyślał o tym jak to przyjemnie byłoby mieszkać w zamku, mieć spełniane wszystkie zachcianki i w takiej błogiej sielance żyć długo i szczęśliwie? Może nie uwierzycie, ale kiedy byłam mała również marzyłam o tym, żeby mieć królestwo, przystojnego księcia i wiernych poddanych (wtedy moje serduszko nie  było jeszcze z kamienia). Chciałam bajkowego życia w realnym świecie. Nie możliwe? A wszyscy królowie, królowe i książęta to co? Żyli jak w bajce… jednak ich historie nie zawsze kończyły się sentencją „długo i szczęśliwie”, co w zgrabnym zbiorze „Bajki, które zdarzyły się naprawdę” przybliża Anna Moczulska.

Książka została podzielona na pięć części, zatytułowanych kolejno: Kopciuszek, Śpiąca Królewna, Księżniczka na ziarnku grochu, Piękna i Bestia oraz Królewna Śnieżka. W każdym rozdziale autorka przedstawiła życiorysy kilku mniej lub bardziej znanych kobiet, które przewinęły się na kartach historii. Muszę się przyznać, że czasami nie rozumiałam, czemu Anna Moczulska wybrała taką, a nie inną postać, no ale: „wolność Tomku w swoim domku”.

Jesteście ciekawi ile poświęcić musiał Franciszek Ferdynand, żeby móc poślubić ukochaną kobietę? A może zastanawiacie się w jakiej „bajkowej kreacji” przedstawiono księżną Sissi – Królewny Śnieżki czy Złej Machochy? I czy próbowaliście znaleźć kiedyś odpowiedź na pytanie czy staropanieństwo może być przyczyną opuchlizny? Jeśli tak koniecznie sięgnijcie po książkę pani Anny. Autorka w sposób bardzo przejrzysty przestawiła życiorysy swoich bohaterów. Starała się unikać suchych faktów i nadać swoim opisom barwniejszego wydźwięku, sprawiając tym samym, że lektura może być  zarówno dobrym wprowadzeniem w temat dla laika jak i miłą odskocznią od poważniejszych pozycji dla  kogoś „średniozaawansowanego” w tej kategorii. 

„Zamknięcie” historii dwudziestu kobiet na trochę ponad dwustu tronach sprawiło, że zagadnienie z pewnością nie zostało wyczerpany w całości. Na każdą postać wypada zaledwie niecałe 12 stron. Z jednej strony rozumiem, że autowi mógł sprawić trudność wybór „najważniejszych/najciekawszych/najbardziej zasługujących na wyróżnienie” postaci, ale z drugiej strony zbicie wszystkich historii w jeden zbiór zaledwie uszczypnęło cały temat. Ja wychodzę z założenia, że lepiej pójść na jakość niż na ilość – zająć się szczegółowo mniejszą ilością bohaterek, ale za to przedstawić ich bogaty życiorys; niż do książki włożyć dwadzieścia historii, ale każdą z nich przedstawić bardzo pobieżnie.

Sam warsztat autorki również można zaliczyć do plusów, chociaż miejscami wydawało mi się, że panią Anię za bardzo poniosło w kwestii luźnego podejścia do słownictwa – słówko gimbaza jest dopuszczalne w jakieś niezobowiązującej rozmowie, ale w książce notabene zaliczanej do historycznej, wydaje się być nie na miejscu. Nie podobało mi się również to, że autorka za często sama oceniała swoich bohaterów, narzucając tym samym czytelnikowi swoje zdanie i nie zostawiając zbyt dużo miejsca na indywidualne przemyślenia odbiorcy.

„Bajki, które zdarzyły się naprawdę” to całkiem interesująca pozycja. Nie można powiedzieć, żebym nie bawiła się dobrze podczas lektury, niemniej jednak nie jestem również w pełni usatysfakcjonowana. Ot miłe czytadło, coś niezobowiązującego, a jednak wprowadzającego w temat. Jeśli ktoś ma ochotę na szybki i miły przerywnik to książka Anny Moczulskiej będzie dobrą propozycją.

OCENA: 6/10


Dzień dobry,
dzisiaj wyjątkowo recenzja bez cytatu, ponieważ żaden nie spodobał mi się na tyle bym mogła go tutaj umieścić. A tymczasem lecę do pracy, a u Was pojawię się w weekend. Bużka, 
Tea


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 1 września 2016

298. „Walczyliśmy o Orła, teraz – o Koronę dla Niego, hasłem naszym Bóg, Honor, Ojczyzna” *

AUTOR:  Szymon Nowak
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Fronda


OPIS

NIE BYŁO JUŻ SZANS? W miarę umacniania się władzy komunistycznej, do wielu z nich docierała świadomość, że nie ma już żadnych szans na taką Polskę o jaką walczą. Jednak nie rezygnowali. Bo ich wartościami były PATRIOTYZM, GODNOŚĆ I HONOR.
BEZNADZIEJA, NĘDZA I TRUD ŻYCIA W PARTYZANTCE. Wegetacja w leśnych kwaterach, głód, choroby, niepewność jutra i stały lęk. Jeden krok – i już można było przejść na TAMTĄ STRONĘ. Za cenę zdrady. Oni jednak trwali. BO TAKI BYŁ ICH WYBÓR.
UMRZEĆ W BITWIE, Z RĄK KBW LUB AGENTÓW BEZPIEKI? To groziło im na każdym kroku. Także śmierć na torturach w czerwonej katowni. I bezimienny pochówek w zbiorowej, anonimowej mogile. Oni jednak byli na to przygotowani. Nawet za cenę skazania na zapomnienie i wyklęcie. Bo uważali, że wykonują SWOJĄ POWINNOŚĆ. ŻE MAJĄ DŁUG WOBEC POLSKI.
ŻOŁNIERZE ODDZIAŁÓW WYKLĘTYCH. Za życia pozostający zwykle w cieniu swoich dowódców, lecz równi im męstwem, duchem i patriotyzmem. Przez wiele lat pozostawali na marginesie życia. Ich dramatyczne losy, arcytrudne ludzkie wybory dopiero teraz stają się nam coraz bardziej znane i coraz bliższe. [1]


RECENZJA

Temat Żołnierzy Wyklętych ostatnimi czasy jest bardzo nagłaśniany. W tej kwestii można usłyszeć dwa głosy – jeden mówiący o żołnierzach antykomunistycznego podziemia niepodległościowego jak o bohaterach; drugi głośno przekonujący o tym, że byli oni zwyczajnymi bandytami. Nie będę przytaczać teraz argumentów zwolenników zarówno jednej jak i drugiej strony. Wychodzę tylko z założenia, że podobnie jak podczas II wojny światowej nie wszyscy Niemcy byli źli, tak samo nie można powiedzieć, że wszyscy Żołnierze Wyklęci byli straszni i bezwzględni. Dla mnie większość Żołnierzy Wyklętych jest ikonami walki o wolną, niepodległą żadnemu innemu państwu Polskę…  dla mnie większość jest bohaterami.

Do tej pory z twórczością Szymona Nowaka spotkałam się tylko raz, podczas czytania Dziewczyn wyklętych i wówczas niestety, ale miałam wiele pretensji do autora. Nie podobało mi się to, że na siłę starał się wchodzić w psychikę swoich bohaterek i sfabularyzował ich losy. Obawiałam się, że również w Oddziałach wyklętych sprawa będzie się przedstawiała podobnie. Na szczęście nic takiego nie mało miejsca. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że książka nie jest próbą przedstawienia ubarwionej historii polskich żołnierzy, którzy po II wojnie światowej zmuszeni byli ukrywać się w lasach. Oddziały wyklętych to bardzo szczegółowe opisy najważniejszych potyczek partyzantów z sowieckim wojskiem. Szymon Nowak opiera się w głównej mierze na zapiskach samych bohaterów oraz świadkach ówczesnych zdarzeń.

W lekturze znajdziemy historię działań 22 oddziałów antykomunistycznej partyzantki. Mimo, że każda była inna wszystkie łączyło jedno – marzenie o wolnej, niepodległej Polsce. Ostatnimi czasu można zauważyć, że w niektórych mediach (podobnie jak przed 1989 rokiem) bardzo modne staje się wrzucanie wszystkich Żołnierzy Wyklętych do jednego worka – bandytów, którzy tylko grabili, gwałcili i mordowali; ich tyle razy heroiczną walkę o przetrwanie nazywano bezsensową, a życie w lesie jako ich własną zachciewajkę, a nie przymus. No krew mnie zalewa, jak taki pseudo aktorzyna drwi z historii własnego kraju! Oczywiście ja wiem, że nie wszyscy, którzy zaliczani są do Żołnierzy Wyklętych zasługują na to miano, ale to nie zmienia faktu, że przez jakieś wybiórcze zdarzenia wszystkich mamy traktować jako najgorszych, w tym również Pileckiego czy Inkę.

Podczas czytania Oddziałów wyklętych przeszkadzały mi dwie rzeczy. Po pierwsze autor używa bardzo dużo powtórzeń. Po drugie, wszystkie przypisy znalazły się na końcu. Jednak w porównaniu z „Dziewczynami wyklętymi” jest naprawdę diametralna różnica. Jestem mile zaskoczona i na pewno sięgnę jeszcze po inne książki Szymona Nowaka.

W pierwszym rozdziale książki można przeczytać o tym, że w tej publikacji nie zabraknie również kontrowersyjnych wydarzeń z życia polskiej partyzantki. Ten fakt mnie ucieszył, ale niestety tych szokujących faktów za dużo nie dostałam i czuję z tego powodu dość spory niedosyt.

Cieszy mnie z kolei fakt, że Żołnierze Wyklęci mogą w końcu zająć miejsce w historii Polski, które przecież tak im się należy. Czytając jak Sowieci chcieli całkowicie wymazać ich z pamięci rodaków, jak manipulowali opinią publiczną, do jakiej propagandy się uciekali i co gorsza jak byli pozbawieni jakiegokolwiek szacunku do zmarłego włos jeżył mi się na całym ciele, w gardle rosła wielka gula i z trudem powstrzymywałam swoje emocje. Nawet nie wiem, jakich słów mogłabym użyć, żeby zobrazować swoje odczucia – to było coś niewyobrażalnie strasznego. Na szczęście Polska upomniała się o swoich bohaterów i teraz można czytać o nich książki, słuchać wykładów, oglądać filmy; z czego ja osobiście niezwykle się cieszę.

Oddziały wyklęte to dobrze napisana pozycja, jednak zabrakło mi w niej czegoś, co sprawiłoby, że nie mogłabym się od niej oderwać. Myślę, że książkę powinni przeczytać ci, którzy chcą poznać lepiej działania powojennych partyzantów. Jeśli ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę z Żołnierzami Wyklętymi, książka może wydać się za ciężka, więc radziłabym zacząć bardziej od biografii poszczególnych żołnierzy, a nie rzucać się na „głęboką wodę” i czytać od razu o całych oddziałach.
„[…] jestem człowiekiem prawdziwym dla Boga i Ojczyzny, choć teraz mówią, że jestem bandytą, i ci co siedzą w więzieniu to też są bandyci. […]Wierzę, że jestem przy Bogu, tak jak Ci mówiłem, że tysięcy wojsk pod dowództwem szatana się nie boję, bo Pan Bóg ma mnie w swojej opiece.” ~ Tadeusz Krupka ps. Longin, w: „Oddziały wyklęte” Szymon Nowak, Warszawa 2014, s.341
OCENA: 7/10


Czy tylko mi tygodnie uciekają przez place? Pozdrawiam,
Tea



*Treść ulotek z wiosny 1945 roku; w: „Oddziały wyklęte” Szymon Nowak, s.270

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 25 sierpnia 2016

295. „Nie wybrałam tego życia. To ono wybrało mnie” *


Autor:  Maciej Andrzej Brzozowski
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Znak Literanova

OPIS
Zachwycające, namiętne, niebezpieczne. Kobiety sukcesu, władczynie trendsetterki. Ich życiorysy zapewniłyby dostatnie życie hollywoodzkim scenarzystom. Oto boskie Włoszki, które świat pokochał. I znienawidził. Carla Bruni żyje jak księżniczka z francusko-włoskiej bajki. Prasa z zapartym tchem czyha na jej potknięcia. Luisa Casati jest drugą po Matce Boskiej najczęściej portretowaną kobietą w historii. Sonia Gandhi, córka murarza, porzuca wszystko dla miłości. Nie spodziewa się, że ta decyzja postawi ją na czele największej partii na świecie. Katarzyna Medycejska zmusza kobiety do noszenia gorsetów. Nawet nocą. 33 centymetry to wymagany przez królową obwód talii. Jadwiga Toeplitz-Mrozowska w podkieleckiej wsi marzy o sławie. Dzięki uporowi trafia na salony elity finansowej i intelektualnej Królestwa Włoch. Maciej A. Brzozowski, autor bestsellerowej książki Włosi. Życie to teatr, znawca i miłośnik Półwyspu Apenińskiego, tym razem przyjrzał się niezwykłym kobietom i zabiera nas w podróż do ich świata. [1]

RECENZJA
Gdyby jeszcze w zeszłym roku ktoś powiedział mi, że w 2016 bardzo duży odsetek książek, które przeczytam będzie biografiami z pewnością wyśmiałabym go. Jakoś nigdy nie przepadałam zbytnio za tego typu literaturą, a tymczasem okazało się, że Boskie. Włoszki, które uwiodły świat to moja dziewiąta biografia w tym roku! Nieprawdopodobne? A jednak! Najważniejszy jest jednak fakt, że książka Macieja A. Brzozowskiego to niezwykle ciekawa i wciągająca pozycja!

Autor w swojej publikacji zamieścił życiorys dziesięciu kobiet, Włoszek i nie tylko, które trwale zapisały się na kartach włoskiej historii. Mimo, że każda z nich była jedyna w swoim rodzaju łączyło je jedno – wszystkie uznane zostały za postaci niezwykle kontrowersyjne w swoich czasach. W tym miejscu trzeba wspomnieć o tym, że ta różnorodność  to „znak rozpoznawczy” lektury. W książce Macieja Brzozowskiego znajdziemy opis życia córki Mussoliniego – Eddy , super modelki i pierwszej damy Francji – Carli Bruni Sarkozy czy Katarzyny Medycejskiej. Każdy rozdział, poświęcony konkretnej bohaterce, dostarcza czytelnikowi ciekawostek, subiektywnych wtrąceń autora i przede wszystkim rzetelny przebieg zdarzeń (pan Maciej w dużej mierze opiera się na osobistych zapiskach swoich Boskich oraz innych ich biografiach).

„Zamknięcie” historii dziesięciu kobiet na trochę ponad trzystu stronach sprawiło, że zagadnienie z pewnością nie zostało wyczerpany w całości. Na każdą postać wypada zaledwie niecałe 30 stron, a jak do tego dojdą jeszcze zdjęcia to sam życiorys wypada bardzo ubogo. Z jednej strony rozumiem, że autowi mógł sprawić trudność wybór „najważniejszych/najciekawszych/najbardziej zasługujących na wyróżnienie” postaci, ale z drugiej strony zbicie wszystkich historii w jeden zbiór zaledwie uszczypnęło cały temat. Ja wychodzę z założenia, że lepiej pójść na jakość niż na ilość – zająć się szczegółowo mniejszą ilością bohaterek, ale za to przedstawić ich bogaty życiorys; niż do książki włożyć dziesięć historii, ale każdą z nich przedstawić bardzo pobieżnie.

Sam warsztat autora mnie oczarował. Barwne, bardzo plastyczne opisy bez wątpienia ułatwiły mi szybkie przyswojenie sobie lektury. Na dobrą sprawą, aby przeczytać całą książkę wystarczy nie więcej  niż dwa wieczory.

Już sama okładka niezwykle przyciąga wzrok, a to tylko przedsmak tego co czytelnik znajdzie w środku – wiele niezwykle ciekawych portretów, zdjęć i obrazów. „Slajdy życia boskich” uchwycone przez najlepszych fotografów czy artystów ich czasów z pewnością są miłe dla oka.

Niestety można zauważyć, że Pan Maciej ma ogromną słabość do swoich bohaterek i przez to czasem je zbyt bardzo gloryfikuje, a to niekoniecznie przypadło mi do gustu.

Reasumując, Boskie. Włoszki, które uwiodły świat to kolejna dobra biografia, z którą miałam okazję się zapoznać. Dobry warsztat pozwala przypuszczać, że następne pozycje autora będą równie warte uwagi jak ta. Ze swoją strony książkę Pana Brzozowskiego mogę śmiało polecić zarówno tym, których wszystko co włoskie fascynuje, jak i tym, którzy szukają po prostu dawki dobrej literatury.

„Bycie odmiennym oznacza bycie samotnym. Nie znoszę przeciętności, dlatego jestem sama.” ~ Luisa Casati, w: „Boskie. Włoszki, które uwiodły świat” Maciej Andrzej Brzozowski, Kraków 2016 s. 148
 
OCENA: 8/10


Dzień dobry, coś tak czuję, że to będzie dobry dzień. Dużo słońca Wam życzę! Pozdrawiam,
Tea

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Literanova




*Benazir Bhutto, w: „Boskie. Włoszki, które uwiodły świat” Maciej Andrzej Brzozowski, s. 48

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 14 lipca 2016

278. Silne kobiety Rosji, czyli "Niezwykłe kobiety Romanowów. Od świetności do rewolucji"


AUTOR: Julia P. Gelardi
TYTUŁ ORYGINALNY: From Splendor to Revolution. The Romanow Women, 1847-1928     
TŁUMACZ: Jerzy Wołk - Łaniewski
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  MUZA SA

OPIS
Między początkiem lat 50. XIX wieku a końcem lat 20, XX wieku Rosja przeszła potężną transformacje, a świetność imperium carów ustąpiła miejsca chaosowi rewolucji, z której wyłoniła się Związek Radziecki.
W oku cyklony znalazły się cztery kobiety z carskiej dynastii: Maria Aleksandrowna i Olga Konstantynowna, od urodzenia należały do rodu Romanowów, cechowały je siła charakteru i altruistyczne usposobienie. Maria Fiodorowna, matka nieszczęsnego cara Mikołaja II, choć doskonale spełniała obowiązki wielkiej cesarzowej, w głębi duszy zawsze drżała o własne dzieci. Maria Pawłowna zaś, ambitna i uparta była wieloletnią rywalką carycy Aleksandry, zabitej przez bolszewików.
Kobiety te, słynące ze swej urody i elegancji, bogactwa i potęgi, rozkoszowały się przywilejami i widły życie w luksusie niemającym sobie równych. Wszystko zmieniła rewolucja. Pamiętniki i listy ludzi z tamtych czasów oraz samych bohaterek stanowią niezwykłe świadectwo dramatów politycznych i osobistych, które stały się udziałem niezwykłych kobiet Romanowów. [1]

RECENZJA
Na lekcjach historii głównie ciekawiły mnie tematy zaborów, I i II wojny światowej, pozostałe mniej mnie interesowały. Jednak pośród tych mniej pasjonujących dzieje rodu Romanowów wybijały się i gdzieś chłonęłam wszystkie informacje, jakie wpadały  mi w ucho. Nic więc  dziwnego, że gdy spacerowałam z mamą po Empiku i w moje oczy wpadł tytuł „Niezwykłe kobiety Romanowów. Od świetności do rewolucji” musiałam ją kupić.

Książka opowiada o czerech kobietach z carskiej dynastii. Dwie z nich, czyli Maria Aleksandrowna i Olga Konstantynowna należały od urodzenia do rodu Romanowów. Za to Maria Fiodorowna i Maria Pawłowna weszły do carskiej familii przez ślub. Z nich czterech największa sławę zyskała Maria Fiodorowna, która była żoną cara Aleksandra III oraz matką nieszczęsnego cara Mikołaja II, który został rozstrzelany przez bolszewików. To jej poświęcona jest największa uwaga w całej książce.

Krótko Wam opiszę każdą z tych postaci, więc zaczniemy od Marii Fiodorownej, która do czasu wejścia w rodzinę Romanow była znana, jako księżniczka Dagmar Duńska. Pierwotnie miała zostać żoną Mikołaja Aleksandrowicza, który był najstarszym synem Aleksandra II i Marii Heskiej. Mikołaj zmarł na gruźlicę, a przed śmiercią poprosił swojego brata by ten zaopiekował się jego narzeczoną. Wydawałoby się, że to zaaranżowane małżeństwo wcale nie będzie szczęśliwe, ale tej parze udało się wypracować miłość i szacunek, którymi darzyli się od samego końca ich wspólnego życia. Caryca Maria Fiodorowna bardzo mocno przeżyła śmierć męża i jeszcze mocniej irytował ją fakt, kogo jej syn, a zarazem następny car Rosji wybrał sobie za żonę. W znacznej mierze przyczyniła się ona do niepopularności Aleksandry Fiodorownej. Jej dzieje zaczynają się od momentu, gdy w Rosji panuje era świetności, ale idąc dalej poznajemy kolejne upadki członków rodziny, które prowadzą do rewolucji i obalenia caratu.

Kolejną postacią jest Maria Pawłowna, która została żoną wielkiego księcia Włodzimierza – brata Aleksandra III. Nie bardzo przepadała za swoją carycą Marią Fiodorowną oraz jej synową Aleksandrą. Ona również przyczyniła się do tego by lud nie przepadał zbytnio za żoną Mikołaja II. W jej przypadku jest ważne, że jako pierwsza kobieta wchodząca do rodu Romanowów dostała zgodę na pozostanie przy swojej wierze, czyli luteranizmie. Do tej pory był to krok niespotykany i zmuszano młode damy, które wkraczały do carskiej familii by przechodziły na prawosławie. Wielki książę Włodzimierz oraz jego zacna małżonka Maria byli zdania, że Mikołaj II wcale nie nadaje się na cara Rosji i bardzo chcieli zająć jego miejsce. W sumie odebrałam ją, jako postać bardzo negatywną, ale jednocześnie podobnie jak Maria Fiodorowna oddaną swojej rodzinie. Jej małżeństwo z Włodzimierzem było również bardzo udane.

Teraz dwie ostatnie postaci, które od samego urodzenia należały do rodu Romanowów. Olga Konstantynowna, była córką wielkiego księcia Konstantego, brata Aleksandra II. Bardzo młodo wyszła za mąż, bo w wieku piętnastu lat. Jej mężem był brat Marii Fiodorownej – król Grecji Jerzy I. Mimo przeprowadzki do Grecji to nigdy nie wyzbyła się swojej miłości do Rosji. Odnosi się wrażenie, że uwielbienie do kraju miała już we krwi od samego momentu poczęcia. Miała również to szczęście, że kochała swojego męża Jerzego i była z nim szczęśliwa. Potrafiła wybaczyć mu nawet nieliczne skoki w bok. Mocno przeżyła jego śmierć. Była naznaczona troskami jak każdy zwykły śmiertelnik. Straciła swoją córkę Aleksandrę. Rewolucja, która zaczęła targać Rosją bardzo mocno napiętnowała ją i jej bliskich. Podobnie jak wszystkie z kobiet, o których mowa zmarła na obczyźnie, nigdy nie widząc już swojej ukochanej Rosji.
Ostatnią postacią, którą autorka wzięła pod lupę jest Maria Aleksandrowna - jedyna córka Aleksandra II i jego żony Marii Heskiej. Była uwielbiana w rodzinie i łączyły ją bardzo bliskie relacje zarówno z matką jak i z ojcem. Jej mężem został syn królowej Wiktorii, książę Edynburga – Alfred. Początkowo nie chciała wyjeżdżać z ukochanej Rosji, ale gdy na jaw wyszedł romans jej ojca Aleksandra II, czym prędzej opuściła ojczyznę i została żoną. Nie była szczęśliwa w małżeństwie, jej mąż nie odczuwał potrzeby ustatkowania się i doceniania tego, co daje rodzina. Również jej dzieci nie należały do tych najgrzeczniejszych. Romanse, skandale i rozwody  - z tym musiała się zmierzyć. Jako jedyna podczas Wielkiej Wojny stanęła po stronie Państw centralnych, czyli Cesarstwa Niemieckiego, Austro – Węgier, Bułgarii i Imperium Osmańskiego.

Musze przyznać, że jak na biografię książkę bardzo dobrze się czyta. Moja podstawowa wiedza z zakresu historii wystarczyła aby rozumieć kolejne ważne wydarzenlia nie tylko w Rosji, ale również na świecie. Dobrze została oddana cała historia i atmosfera świetności. Romanowowie, nawet w momentach, kiedy widać było niezadowolenie społeczeństwa nic sobie z tego nie robili. Żyli w ogromnym przepychu. Uważali, że to lud jest dla nich, a nie oni dla ludu. I to właśnie był powód podejmowania złych decyzji. Pławili się w bogactwie, podczas, gdy ich poddani cierpieli biedę.

Minusem książki na samym początku był dla mnie brak podziałów na części przypisane konkretnym księżniczkom, co powodowało leki chaos. Człowiek wczytywał się w dzieje, np. Marii Fiodorownej, by w następnych akapicie czy też za dwa czytać już o Oldze Konstantynownej. Chodzi mi po prostu o to, że skupiałam się na jednej rodzinie, bo ich koligacje oraz to kto kim dla kogo jest są mocno skomplikowane. Potem już mi to tak nie przeszkadzało, bo wsiąknęłam w pozycję i bardziej się w tym orientowałam.

Na dodatek nie podobało mi się robienie z żony cara Mikołaja II postaci kompletnie negatywnej. Owszem zapatrzenie carycy Aleksandry w Rasputina doprowadziło do zguby jej rodzinę, ale jako matka kierowała się dobrem dziecka. Jej syn Aleksy chorował na hemofilię, a tylko ten tajemniczy znachor umiał opanować jego ataki krwotoku. To nie jej zachowanie doprowadzało do kompletnego końca rodu Romanowów, ale również wcześniejsze zachowanie poprzednich carów i ich małżonek.

Ogólnie uważam to za bardzo dobrą pozycję. Obawiałam się jej, ale jednak pozytywnie mnie zaskoczyła. Zdecydowanie polecam, jeśli ktoś chce lepiej poznać Rosję w czasach świetności i to jak powoli wpadała w szpony bolszewickiej rewolucji. Może gdybym odczuwała ciągłą chęć czytania tej książki, a nigdy tylko brałam ją do ręki moja ocena byłaby wyższa, ale tak pozostaje tylko 8, ale za to bardzo mocne 8.

 „Władzy absolutnej daleko do bycia nieograniczonym przywilejem, stanowi ona raczej gigantyczną odpowiedzialność." ~ Julia P. Gelardi, Niezwykłe kobiety Romanowów. Od świetności do rewolucji, Warszawa 2012, s. 38.
OCENA: 8/10

Dziś ważny dzień dla Tea, bo obrona swojej pracy magisterskiej, więc ja przybyłam w małe zastępstwo. Trzymajmy mocno za nią kciuki ;)

[1] Opis pochodzi z okładki książki