Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

504. Każdy morderca zawsze pozostawi ślad...

AUTOR: Bill Bass & Jon Jefferson
TYTUŁ ORYGINALNY:
 Beyond the Body Farm: A Legendary Bone Detective Explores Murders, Mysteries, and the Revolution in Forensic Science
TŁUMACZ: Janusz Ochab
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO: Znak

OPIS

Nawet najostrożniejszy morderca zawsze pozostawi ślad, który go zdradzi. W skutecznym szukaniu tych śladów pomaga założona przez Billa Bassa słynna Trupia Farma – wyjątkowy naukowy projekt badania tego, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci. Dzięki jego badaniom nauka jest w stanie wydrzeć zmarłym ich sekrety.
Czy odgryziona końcówka cygara może wskazać mordercę?
Jak zidentyfikować ciała ofiar eksplozji w nielegalnej fabryce fajerwerków?
Dlaczego muchy i ich larwy są najlepszymi sprzymierzeńcami antropologa sądowego?
Bill Bass, opisując najciekawsze i najdziwniejsze przypadki, jakie spotkał na swojej drodze, zabiera nas w mroczną i fascynującą podróż po świecie, gdzie nie ma zbrodni doskonałej. [1]

RECENZJA
Antropologia sądowa to jedna z tych dziedzin nauki, które zawsze ogromnie mnie interesowały. Mimo, że nigdy nie wiązałam z tym swojej zawodowej przyszłości to jednak bardzo często sięgałam po różnego rodzaju publikacje czy dokumentu, które dostarczały mi nowych informacji na ten temat. Nie zdziwi Was zatem fakt, że w momencie gdy Wydawnictwo Znak zaproponowało mi możliwość zrecenzowania książki Trupia Farma. Nowe śledztwa musiałam się na nią skusić.

W Knoxville w amerykańskim stanie Tennessee znajduje się pewne niezwykłe miejsce, które zarazem przeraża jak i fascynuje. Na wyodrębnionym, ogrodzonym i zabezpieczonym terenie znajdują się setki ludzkich ciał w różnych fazach rozkładu, które są "polem nauki" dla antropologów sądowych. Zwłoki są pozostawione na powierzchni i poddawane naturalnym warunkom atmosferycznym, zanurzone w wodzie, pozostawione we wrakach, podpalane czy zakopywane na różnej głębokości. Brzmi makabrycznie, prawda? Mimo to, osoby które zgodziły się aby po śmierci ich ciało zostały wykorzystane w celach naukowych przyczyniają się do poszerzenia wiedzy, a co za tym idzie szybszym i prężniejszym rozwojem antropologii sądowej.

Trupia Farma. Nowe śledztwa to zbiór trzynastu spraw, w których udział brał Bill Bass. Autor przenosi czytelnika w swój świat, złożony przede wszystkim z ludzkich szczątków. Ze szwajcarską wręcz dokładnością Bass przekazuje te najciekawsze i najdziwniejsze przypadki, z którymi miał styczność w przeciągu swojej wieloletniej pracy zawodowej. To naprawdę fascynujące z jaką pamięcią do szczegółów antropolog przedstawia wyzwania, z którymi przyszło mu się zmierzyć.

Książkę czyta się jak wciągający thriller, a przecież mamy do czynienia z literaturą faktu. Dzięki właśnie takim pozycjom coraz bardziej przekonuje się do tego typu lektur. Drobiazgowe opisy wykonywanych czynności, wykorzystywanie nowych metod czy obserwacja naturalnych czynników mających wpływ na rozkład zwłok uzmysławia czytelnikowi jak bardzo trudnym i wymagającym ogromnej cierpliwości oraz dokładności jest antropologia sądowa. Każda z trzynastu opisanych spraw, w jakimś stopniu, przyczyniła się do poszerzenia wiedzy w tej arcyciekawej dziedzinie.

Dodatkowym "bonusem" dla czytelnika jest umieszczenie na końcowych stronach aneksów z przekrojem całego ludzkiego szkieletu wzbogaconym nazwami kości oraz z indeksem specjalistycznej terminologii.

Na rynku wydawniczym w Polsce ukazała się również książka Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie, która poprzedza recenzowaną pozycję, a ja z pewnością nadrobię jej lekturę.

Trupia farma. Nowe śledztwa bardzo ciekawa i wciągająca pozycja. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to książka dla wszystkich. Zwolennicy literatury faktu oraz fani takich seriali jak "Kości" czy "CSI. Kryminalne zagadki Miami" powinni być usatysfakcjonowani. Dla mnie lektura jest naprawdę warta przeczytania i polecenia.

OCENA: 8/10

Za książkę dziękuję


Przepraszam, że nadal mnie u Was nie ma, muszę się trochę ogarnąć i wszystko zacząć nadrabiać.

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa




czwartek, 4 maja 2017

394. "Złamałem jedną prostą, nieformalną zasadę: nie wolno całkowicie szczerze pisać o ludziach władzy"*

AUTOR: Michael Hastings
TYTUŁ ORYGINALNY: The Operators. The Wild And Terrifying Inside Story Of America's War In Afghanistan
TŁUMACZENIE: Mariusz Gądek
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: Znak Literanova

OPIS
Szokujący obraz elity amerykańskiej armii, której przyjrzał się jeden z najzdolniejszych reporterów młodego pokolenia. Generał McChrystal przez współpracowników nazywany był Gwiazdą Rocka, Papieżem, Big Stanem. Kierował operacją wojskową w Afganistanie, prowadząc pełne ekscesów życie, a jego wielkim marzeniem było zostanie celebrytą. Otoczył się ludźmi odjazdowymi, zuchwałymi i bezczelnymi, którzy ponad wszystko kochali władzę i dobrą zabawę. Michael Hastings jeździł z nimi na niebezpieczne patrole i chodził do hotelowych barów, gdzie przy jednym stole popijali wojskowi, szpiedzy i luksusowe prostytutki. Obraz ekipy generała, który Hastings przedstawił w tej książce, wstrząsnął Białym Domem i doprowadził do jednej z najbardziej spektakularnych dymisji w dziejach USA. Rzeczywistość dopisała do tej historii zaskakujące zakończenie: dziś ludzie McChrystala są ludźmi prezydenta Donalda Trumpa. Dzięki tej książce poznasz Mike’a Flynna, prezydenckiego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego zdymisjonowanego za podejrzane kontakty z Rosją.
Sam Michael Hastings krótko po wydaniu książki zginął w wypadku, którego okoliczności budzą kontrowersje. Pośmiertnie uhonorowano go Norman Mailer Prize za „wybitne dziennikarstwo”. [1]

RECENZJA
Literatura faktu to dla mnie nowy gatunek. Do tej pory jakoś nie miałam okazji zapoznać się z jakąkolwiek pozycją, którą oscylowałaby w tych klimatach. Kiedy dostałam propozycję od wydawnictwa ZNAK odnośnie reportażu Michaela Hastingsa pomyślałam, że czemu by nie spróbować. Słowo „wstrząsający” na okładce oraz wzmianka o tragicznym wypadku autora, którego okoliczności nie zostały do końca wyjaśnione jeszcze bardziej wzbudziły mój czytelniczy apetyt. Jak już zacząć przygodę z literaturą faktu to od razu z grubej rury.

Michael Hastings pracuje dla magazynu Rolling Stones. Zostaje wyznaczone przed nim „zadanie bojowe” – ma udać się do Francji i przeprowadzić tam wywiad z dowódcą wojsk Stanów Zjednoczonych stacjonujących w Afganistanie, generałem Stanem McChrystalem. Początkowo wydawało się, że to będzie tak zwana „szybka piłka” – umówiony wywiad i szybki powrót do domy. Jednak, nie można przewidzieć wszystkiego. Wielka chmura pyłu po wybuchu wulkanu w Islandii sparaliżowała ruch lotniczy w całej Europie. Jednorazowe „zlecenie” przeciągnęło się do prawie miesięcznej wyprawy zaczynając od Paryża, przez Berlin na Kabulu kończąc.  Przez kilka tygodni Michael Hastings przebywa w najbliższym otoczeniu generała. Towarzyszy mu podczas oficjalnych wizyt i towarzyskich spotkań. Przenika do świata McChrystala stając się jego częścią. Jako dziennikarz skrupulatnie notuje wszystko, aby przekazać wszystkim wstrząsający obraz elit USA.

Prawdę mówiąc pierwsze dwie części książki były dla mnie dosyć ciężkie. Trudno było mi wbić się w zasady panujące w literaturze faktu, ale co gorsza czułam się oszukana – liczyłam na straszne kontrowersje, a tutaj nic takiego nie dostałam. Niemniej jednak dobrze, że się przełamałam i czytałam dalej, po kolejne strony były rzeczywiście wstrząsające. To co dzieje się „na górze” może przerażać. Zapoznając się z tak porażającymi informacjami człowiek przestaje w wierzyć w to, że w dzisiejszych czasach liczy się coś innego niż tylko pieniądze i władza. 

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wojna na Dalekim Wschodzie jest traktowana jak jakaś chora gra planszowa. Wszystkie chwyty dozwolone, a wygrany zgarnie ogromne pieniądze. Po trupach do celu nabiera tutaj całkiem innego, zdecydowanie bardziej przerażającego wymiaru. Najgorsze jednak jest to, że wiele śmierci wydaje się być tam naprawdę bezcelowych i niepotrzebnych.

Autor z dokładnością szwajcarskiego zegarmistrza oddał całą otoczkę generalskiego świata. Nic nie ubarwiał, nic nie przypudrował i co najważniejsze niczego nie ukrywał – oddał rzeczywistość taką jaką poznał w obozie McChrystala. Jego odważny reportaż z pewnością nie przejednał do niego Waszyngtonu, ale za to pokazał obłudę, zakłamanie i hipokryzję amerykańskich elit. 

Cała książka składa się z czterech głównych części, a w każdej z nich znajdą się mniejsze objętościowo rozdziały. Taki schemat pozwalał na dosyć sprawne zapoznanie się z całą lekturą. Sam styl również można uznać za plus. Autor pisze tak, że treść jest przystępna nawet dla kompletnego laika, jakim ja bez zwątpienia jestem. 

Dużym błędem było dla mnie z kolei umieszczenie przypisów na końcu książki. Kiedy chciałam się dowiedzieć skąd Michael Hastings zaczerpnął informacji musiałam „skakać” na sam koniec i znowu wracać do zaczętej strony. Po co na siłę utrudniać sobie życie, skoro można było umieścić wyjaśnienia zaraz pod spodem?

Moje pierwsze spotkanie z literaturą faktu było dosyć ciekawym przeżyciem. Być może trochę trudnym, ale za to dającym do myślenia i wartościowym. Myślę, jednak, że Wszyscy ludzie generała nie jest książką dla wszystkich. Jeśli ktoś całkowicie nie interesuje się polityką może sobie odpuścić ten tytuł. Co do pozostałych uważam, że nie powinni czuć się zawiedzeni reportażem, a już z pewnością zostaną nim porażeni i wstrząśnięci.

OCENA: 5/10

Za egzemplarz książki dziękuję

Dzień dobry, dzisiaj jestem później, ale cóż chyba za bardzo dałam się ponieść majówce. Ale mam dzisiaj dla Was bardzo ciekawą propozycję! Sovbedlly, autorka bloga Rzeka Opowieści, organizuje u siebie wiosenny konkurs! Jeśli lubicie pisać, a przy okazji chcecie wygrać świetne nagrody to koniecznie się zgłaszajcie. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ. Gdyby nie brak czasu n który notorycznie cierpimy z Lady Spark same z przyjemnością wzięłybyśmy udział. Pozdrawiam Was gorąco i do usłyszenia! 


*Michael Hastings „Wszyscy ludzie generała” s. 388
[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa


poniedziałek, 25 lipca 2016

282. Za zdradę karze się śmiercią, bo "Niewierna córka" to największa hańba


AUTOR: Hannah Shah
TYTUŁ ORYGINALNY: The Imam’s Daughter
TŁUMACZ: Paweł Rojewski
SERIA: Pisane przez życie  
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Hachette Polska

OPIS
W tym świecie śmierć córki jest lepsza, niż dyshonor rodziny…
Hannah jest córką imama, muzułmańskiego przywódcy religijnego. Niechciana przez ojca, bita i gwałcona, żyje nadzieją, że ktoś ją w końcu ocali.
Kiedy odkrywa, że rodzina planuje wysłać ją do Pakistanu w celu zawarcia zaaranżowanego małżeństwa, znajduje w sobie dość siły i odwagi by uciec. Wybiera inną wiarę – porzucenie islamu jest jednak największym grzechem, jakiego może dopuścić się muzułmanin. Karą jest wyrok śmierci…   [1]

RECENZJA
Książki z serii „Pisane przez życie” zawsze są trudne do oceny, a to wszystko ze względu na ich poważną tematyką i świadomość, że te historie miały miejsce naprawdę. Nie można czytając wmawiać sobie, że to tylko fikcja literacka, wymysł narratora. Musimy radzić sobie z faktem, że to wydarzyło się w rzeczywistości.

Historia Hannah jest bardzo okropna, okrutna i pełna bólu. Dziewczynka jest córką imama, czyli muzułmańskiego przywódcy religijnego. W islamie dziewczynki z góry są gorsze od chłopców i żadna z rodzin nie chce by te się rodziły. Hannah od samego początku swojego życia miała świadomość, że ojciec jej nie kocha, i jej nienawidzi. Do pewnego momentu z wyjątkiem milczenia i obojętnego podejścia do jej szkolnych sukcesów nie robił jej krzywdy. Jednak, gdy tylko pierwszy raz sprzeciwiła się jego woli rozpoczęło się piekło dziewczynki, która miała zaledwie kilka lat. Piekło, z którym musiała żyć, w którym musiała być i z którego sądziła, że nie ma żadnego wyjścia. Już, jako dziecko czuła, że w jej rodzinie nie jest tak jak powinno być. Zazdrościła swoim koleżankom z Wielkiej Brytanii gdzie mieszkała od urodzenia tego, że mogą być swobodne, wyzwolone i radosne. Ona tego nie mogła mieć. Musiała przestrzegać ścisłych zasad muzułmańskiego świata i żyć ze świadomością, że kiedyś wyjdzie za mężczyzny, którego nigdy nie pokocha i który będzie traktował ją jak najgorszego śmiecia.

Autorka, która jest osobą, która przeżyła to wszystko na własnej skórze w bardzo dokładny sposób opisuje swoją gehennę. Ojca, który ją bił i gwałcił, obojętność matki i traktowanie jej jak niewolnicę przez wszystkich członków. Wielokrotnie wzdrygałam się, gdy czytałam pewne opisy i szczerze jej współczułam. Nie znam Koranu, więc nie wiem jak dobrze autorka oddała zapisy angielskiej wersji, ale zgodnie z tym, co ona zrozumiała, gdy studiowała go dwukrotnie znaczyłoby, że wcale nie jest on tak radykalny, że to ludzie czytając go w języku arabskim (a tylko tak może być czytany), czyli najczęściej jest nierozumiany, bo w większości muzułmanie nie mówią w tym języku. Odejście od religii w islamie nie jest odbierane dobrze. Grozi za to kara śmierci. Tak naprawdę w tym świecie człowiek jest poddany wyznaniu i lepiej żeby umarł niż zhańbił rodzinę, by córka wyszła za mężczyznę, którego kocha.

To druga książka o tym świecie, którą przeczytałam w bardzo krótkim czasie i to pewnie, dlatego weszłam w nią bardzo mocno. Współczułam Hannah, ale jednocześnie nie rozumiałam jej wywodów, że świat powinien się zainteresować tym jak muzułmanie traktują kobiety. Co z tego, że to robią? Kiedy to islamscy mężczyźni wcale tego nie chcą. Odgrażają się wtedy i są gotowi za to człowieka pobić? Nie rozumiem tego. Poważnie. Ci ludzie uważają, że skoro Zachód jest tak bardzo cywilizowany to, gdy oni do niego przyjeżdżają to powinni dostać to, co najlepsze, czyli: zasiłki, meczety, tolerancję i specjalne ulgi, bo w końcu to cywilizowany świat. A prawda jest taka, że ci ludzie nami gardzą, uważają, że będziemy smażyć się w piekle, bo nie wierzymy w Allacha. Mają nas za gorszych od psów. Nie mówię, że wszyscy muzułmanie tacy są, bo przykład Hannah idealnie pokazuje, że ona od dzieciaka była świadoma tego, że ludzie nawet mimo innego koloru skóry są sobie równi i nie ważne jest, w kogo wierzą. Najważniejsze jest by byli dobrymi ludźmi.

Nie traktujecie tego, co, powyżej jako jakiegoś ataku na tę społeczność. To po prostu moje luźne przemyślenia, które wykreowały się podczas pięciu lat studiów. Prowadzący jedne zajęcia powiedział, że emigracja muzułmanów na Zachód przypomina przyjście do kogoś na kawę. Fajnie jest dopóki ten ktoś wypije kawę i wychodzi, ale już mniej fajnie jest, gdy zaczyna nam rządzić we własnym domu i dyktować, co powinniśmy robić. Podpisuję się pod tym, bo my jadąc do kraju islamskiego nie możemy domagać się kościoła.  Warto to przemyśleć nim poprze się autorkę w jej końcowych słowach. Nie pomożemy komuś, kto tej pomocy nie chce, nie zmienimy kogoś, kto tej zmiany nie chce. Do tanga trzeba dwojga.

Książka pochłonęła mnie bardzo mocno. Spotkanie z nią oceniam, jako pożyteczne i bardzo kształcące. Jeśli interesują was te tematy to myślę, że powinniście poznać bliżej historię Hannah, która z muzułmanki stała się chrześcijanką…

„Dręczyła mnie przeszłość, przerażała teraźniejszość i bałam się przyszłości." ~ Hannah Shah, Niewierna córka, Warszawa 2012, s. 184.


OCENA: 7/10

No i kolejna ze starszych recenzji. Jeszcze chwile temu chciałam nowy miesiąc, ale podejrzewając, że mam w sierpniu stać więcej dwunastek powoduje u mnie płacz i niechęć do wszystkiego. Mam nadzieję, że jakoś to przetrwam. 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 7 kwietnia 2016

236. „Kochał Polskę i ta miłość przysłaniała wszystkie inne” *

AUTOR: Adam Cyra
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: RM

OPIS
Pileckiemu przyszło żyć w niezwykle burzliwych czasach. Każda ze zmieniających się epok historycznych odcisnęła na nim swoje piętno. Był uczestnikiem wojen w 1920 i 1939 roku, jednak to lata 1940–1943, kiedy jako ochotnik stał się twórcą konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, stanowią najistotniejszy element jego życiorysu. Za swoje zasługi nie doczekał się za życia żadnej nagrody – wyrokiem komunistycznych władz został skazany na śmierć, a następnie robiono wszystko, by o jego postaci i dokonaniach zapomniano. W ostatnich latach dzięki staraniom rodziny i historyków rotmistrz (w 2013 awansowany na pułkownika) Pilecki wraca do świadomości narodowej. Książka skupia się przede wszystkim na działalności Witolda Pileckiego w organizowaniu konspiracji wojskowej w Auschwitz, zawiera również słynny raport z 1945 roku napisany po ucieczce z obozu. [1]

RECENZJA
Chyba nie ma pomiędzy nami osoby, która chociaż raz nie słyszałaby o Witoldzie Pileckim. Moja wiedza o rotmistrzu opierała się przede wszystkim na suchych faktach, więc z ogromną ciekawością przystąpiłam do zapoznania się z książką Adama Cyry Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz.

Witold Pilecki urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu. Był rotmistrzem kawalerii Wojska Polskiego, współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, żołnierzem Armii Krajowej oraz dobrowolny więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz. Po ucieczce z Oświęcimia brał udział w Powstaniu Warszawskim. W latach 1944–1945 przebywał w niewoli niemieckiej w stalagu 344 Lamsdorf. Po wyzwoleniu obozu Murnau Witold Pilecki otrzymał przydział do 2 Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa. Powrót do Polski nie był dla rotmistrza szczęśliwy. Witold Pilecki został aresztowany 8 maja 1947 pod zarzutem szpiegostwa dla obcego mocarstwa. Niespełna rok później, po pokazowym śledztwie, rotmistrza skazano na karę śmierci. Wyrok został wykonany 25 maja 1948 roku w mokotowskim więzieniu. Witold Pilecki miał 47 lat. 

Książka Adama Cyry na dobrą sprawę składa się z dwóch części – biografii oraz ponad 160-stronnicowego Raportu rotmistrza Witolda Pileckiego z 1945 roku. 

Nie jestem wielką zwolenniczką biografii, ale muszę przyznać, że dawno nie miałam okazji przeczytać tak dobrze opracowanego materiału. Autor nie starał się na siłę wchodzić w postać rotmistrza i przypuszczać jak czuł czy zachowywał się w danej sytuacji – tutaj nie ma gdybania, wszystko oparte jest na rzetelnych dokumentach, a w głównej mierze na zapiskach samego rotmistrza. Nie spotkamy się tutaj z fabularyzowaniem i chwała autorowi za to. Mamy za to kawał świetnej publikacji, z której śmiało można byłoby zrobić materiał do nauki w szkołach.

O ile już podczas zapoznawania się z częścią biograficzną książki trudno było trzymać emocje w ryzach, o tyle czytanie Raportu rotmistrza Witolda Pileckiego z 1945 roku było już prawdziwą przeprawą przez cały wachlarz przeżyć. Z pewnością raport daleki jest od suchego sprawozdania. Czytając kolejne kartki miejscami z ogromną trudnością powstrzymywałam łzy i miałam wrażenie, że to nie mogło się zdarzyć naprawdę – przecież człowiekiem nie może być aż taką bestią… ale jak wszyscy doskonale wiemy to nie żaden fikcyjny obraz, to prawda… straszna, przygnębiająca, makabryczna, ale nadal prawda. Zapoznając się z lekturą nie sposób nie oddać się dłużej refleksji. Przyznam się szczerze, że czytając książkę sama miałam sobie za złe, że czasem z jakieś błahostki robie problem na miarę ogromnej katastrofy. Takie publikacje, z pewnością pozwalają nam, żyjącym teraz, docenić to, co mamy i bardziej szanować takie wartości jak Ojczyzna, wolność… życie.
Cieszy fakt, że wreszcie historia nie jest zakłamywana, a wszyscy mogą poznać postać Witolda Pileckiego. Był wielkim, odważnym człowiekiem, dla którego sentencja „Bóg, honor, ojczyzna” była całym życiem.

Straszne za to jest to, że Sowietom nie wystarczyło zabicie rotmistrza. Oni chcieli czegoś więcej – chcieli Go oczernić, zhańbić, obedrzeć z godności – jakby pozbawienie życia miałoby być zbyt niską karą. Oficjalne oczyszczenie Witolda Pileckiego ze wszystkich postawionych zarzutów nastąpiło dopiero w 1990 roku – 42 lata po Jego śmierci! 

Jedynym minusem książki są przypisy, które autor umieścił na końcu każdego rozdziału. Czasem na jeden stronie potrafiłoby być ich kilka i za każdym razem trzeba było skakać, aby dowiedzieć się o co dokładnie chodzi.

Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz to najrzetelniejsza biografia, z którą do tej pory się spotkałam. Mocna, napisana bardzo dobrym stylem i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Uzupełnienie pozycji o Raport Witolda Pileckiego z 1945 roku nadał całej publikacji jeszcze bardziej wyrazistego kształtu. Opis oświęcimskiego obozu widziany oczami rotmistrza daleki jest od suchego, pozbawionego emocji sprawozdania. Podczas czytania całej książki nie sposób nie oddać się dłużej refleksji i trzymać uczucia na wodzy. Tytuł obowiązkowy dla każdego! 

„Zabrnęliśmy, kochani moi, straszliwie. Przerażająca rzecz, nie ma na to słów! Chciałem powiedzieć: zezwierzęcenie… lecz nie! Jesteśmy od zwierząt o całe piekło gorsi!” ~ Witold Pilecki, Raport rotmistrza Witolda Pileckiego z 1945 roku w: Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz, Adam Cyra, s. 293

OCENA: 9/10

Przepraszam, że tak dawno nie było mnie u Was. Obiecuję, że w weekend wszystko nadrobię. Pozdrawiam, 
Tea



* ”Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz” Adam Cyra
[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa RM

poniedziałek, 8 lutego 2016

211. "Musiałam umrzeć", czyli takie są warunki islamu

AUTOR:  Marina Achmedowa  
TYTUŁ ORYGINALNY: Дневник смертницы: Хадижа
TŁUMACZ: Aleksandra Stronka   
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO: Znak   

OPIS
Chadidża dorasta w wiosce na północnym Kaukazie, gdzie świat nie zmienił się od wieków. Dziewczyna uczy się wierności islamskiej tradycji oraz posłuszeństwa woli Allacha, starszych i mężczyzn.
Gdy dorośnie, trafi do miasta rozdzieranego wojną między muzułmańskimi bojownikami i rosyjskimi siłami specjalnymi. Choć delikatna, wrażliwa Chadidża bezustannie dokonuje kolejnych wyborów, tak naprawdę nic od niej nie zależy. Nawet, kiedy pójdzie za głosem serca, trafi wprost do fanatyków usprawiedliwiających nienawiść przemocą i religią.
Podczas podróży do Dagestanu rosyjska reporterka Marina Achmedowa była świadkiem ataku sił specjalnych na kryjówkę muzułmański ekstremistów. Poruszona widokiem obławy i jej ofiar postanowiła napisać posiąść, która odpowie na pytanie, co sprawia, że muzułmańskie kobiety dokonują samobójczych zamachów. [1]

RECENZJA
Islam. Muzułmanie. Świat dla nas bardzo egzotyczny i tajemniczy. Na studiach dość często – głównie ze względu na specjalizację – stykałam się z tymi tematami i powiem szczerze, że nie bardzo za tym przepadałam. Nie rozumiem tej wiary. Nie rozumiem i nie popieram. Nie umiałabym w niej żyć. Może gdybym się w niej wychowała, ale gdyby teraz ktoś mi ją narzucił? Otrząsnęłam się, aż ze strachu. Niestety kobiety w islamie nie istnieją, a jeśli już to tylko do celów prokreacji. 

Chadidża jest główną bohaterką i jednocześnie narratorką całej powieści. Poznajemy ją w wieku trzynastu lat, gdy wprowadza nas w życie swojej rodziny, wioski i świata. Ideologia, którą przedstawia Chadidża jest dla mnie niezrozumiała. Nie umiem jej pojąć i zaakceptować. Bo jak można akceptować, żeby mówić o dziewczynie w wieku dwudziestu dwóch lat, że jest stara?! No na litość boską! Przedmiotowe traktowanie kobiet i uważanie, że są nic nie warte poważnie mnie wystraszyło. Czułam się zakłopotana i czułam wzbierający we mnie gniew. Już na samym początku musiałam sobie powtarzać: spokojnie, nie emocjonuj się. 

Co do samego ułożenia powieści, to jest ona podzielona na trzy części. I tak w pierwszej mamy przedstawione życie dziewczyny na wsi, gdzie życie nie zmieniło się od wieków. Cały czas ludzie mają zaściankowe myślenie, a życie mierzy się za pomocą zachodów słońca. I jak początkowo narracja może denerwować, bo jest pisana językiem trzynastoletniej dziewczyny, gdzie powtórzenie powtórzeniem jest poganiane, tak im dalej w kartki tym lepiej, ale naiwność głównej bohaterki, która spowodowana jest jej wychowaniem po prostu czasami irytuje. Właśnie w tym okresie swojego życia spotyka Machacza, wielką swoją miłość. W drugiej części mamy do czynienia z młodą kobietą, która próbuje dać sobie radę w miejskim świecie. Dla muzułmańskiej dziewczyny nie jest to wcale takie proste. Musi przestrzegać silnie wyznaczonych granic jak nie rozmawiać z chłopakami, bo to może zhańbić jej rodzinę. Im dalej w kartki tym Chadidża dojrzewa, jej wpisy stają się dojrzalsze, ale dalej w nich daje się zauważyć przesiąknięcie zasadami religijnymi oraz wiejskim wychowaniem. Mimo wszystko książkę czyta się szybko i sprawnie, a co najważniejsze z wielkim zainteresowaniem. Jak już nam zdradzono na okładce doskonale wiemy, co stanie się z główną bohaterką. Początkowo sądziłam, że Machacz do tego zmusi dziewczynę, że należy do grupy bardzo radykalnych muzułmanów. Jednak to, co zrobiła autorka wbiło mnie w łóżko. Trzecia część jest najkrótsza. I szczerze powiedziawszy jest najdojrzalsza, ale jednocześnie przesycona religijnością. Chadidża staje tym, kogo nienawidziła w dzieciństwie. Jest to fragment najbardziej dramatyczny, bo nie mamy do czynienia z podlotkiem, a kobietą, która jest zdecydowana na pewne kroki.

Czy Achmedowa odpowiedziała na pytanie: dlaczego muzułmańskie kobiety dokonują samobójczych zamachów? Nie jestem do końca przekonana. Zachowaniem Chadidży kierowała chęć życia wiecznego u boku najbliższych osób, które już umarły. Jednak takich jak ona było więcej, a sprytni ludzie doskonale wykorzystali jej załamanie. Myślę, że główną motywacją są właśnie bardzo ogromne straty, z którymi te kobiety nie mogą sobie poradzić, a następnie powoływanie się na wolę Najwyższego.

Powieść Mariny Achmedowej jest oparta na faktach, których była świadkiem. Zapewnia nas, że opisuje tylko to, czego była świadkiem na własne oczy. Oddała dobrze wszystko, co działo się na północnym Kaukazie. Książkę czyta się szybko i sprawnie. Nie zajęła mi ona dużo czasu. Przede wszystkim jest wciągająca. Nie dam jej jednak maksymalnej oceny, bo nie zmieniła mojego światopoglądu, a wręcz przeciwnie tylko mnie w nim utwierdziła. I co te studia ze mną zrobiły?

"Kiedy się kogoś nie widzi, prędko się o nim zapomina." ~ Marina Achmedowa, Musiałam umrzeć, Kraków 2015, str. 112.
OCENA: 7/10

[1] Opis pochodzi z okładki książki

Z uwagi na ukończone studia uważam, że ta książka dla mnie okazała się ważna. Szkoda, że w domu przeczytam ją tylko ja, bo jest to powieść warta poświęconego jej czasu.