Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Nowak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Nowak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2019

557. Kwietniowe podsumowanie czytelnicze i TBR na maj

Hej! 
Robi się coraz mniej zabawnie, bo mam wrażenie, że dni i tygodnie przelatują mi przez palce i nim się obejrzę mija kolejny miesiąc, a ja się zastanawiam: jak?! 

Kwiecień był miesiącem... Sama nawet nie wiem jak go określić. Po prostu był. Nie wyróżnił się niczym szczególnym... O nie! Byłam przecież na koncercie Studia Accantus! I wiecie, że byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego wydarzenia. Jakoś opuściła mnie cała energia, jeśli chodzi o nich. Gdzieś po prostu zwątpiłam. Jednak koncert... Majstersztyk. Uwierzcie mi, że to było coś pięknego. Wystąpili wszyscy Ci, których uwielbiam z kanału: Janek Traczyk, Paweł Skiba, Kamil Dominiak, Zuza Makowska, Sylwia Banasik, Paulina Grochowska, Paweł Izdebski oraz Adrian Wiśniewski. Cały koncert czułam dobre emocje i znowu w nich uwierzyłam, ale było coś co mnie zawiodło... Mianowicie to, że pojawiły się utwory znane mi już z poprzedniego koncertu. Były chyba tylko trzy nowe piosenki. To trochę mnie rozczarowało, bo spodziewałam się większego efektu wow. Jednak nie żałuję, że byłam. Myślę, że na kolejny koncert też się wybiorę. 

W kwietniu przeczytałam cztery książki, czyli o jedną więcej niż zakładałam. Były to o dziwo same dobre, albo bardzo dobre książki. Nie mam żadnej złej. Jestem w szoku! Oby więcej takich miesięcy.

Kwiecień rozpoczęłam od "Lalki" Bolesława Prusa, której nie przeczytałam w liceum, ale nie żałuję. Nie wiem czy te dziesięć lat temu (ile?!) odebrałabym ją tak samo. Czy zafascynowałaby mnie tak samo jak teraz. Warszawa z tamtych lat, obyczaje... Wszystko czułam każdą komórką swojego ciała i umysłu. Dla mnie to była fantastyczna podróż. Wiedziałam oczywiście jak to wszystko się skończy, ale wszystko było dla mnie tak bardzo fascynujące w tej książce. Zdecydowanie jest to najlepsza książka tego miesiąca.

Następną pozycją po "Lalce" były "Dziewczyny wyklęte 2" autorstwa . Recenzja pierwszej części jeszcze nie pojawiła się na blogu, a ja już wzięłam się za drugą. Jednak chciałam mieć przeczytane obie, że recenzji nie dzielił długi okres czasu na stronie. Przy pierwszej części moim zarzutem głównym było to, że autor niepotrzebnie robił z tego, coś na kształt powieści: bo przede wszystkim te historie są tak dramatyczne i straszne, że same suche fakty i wspomnienia bliskich czy też jeszcze żyjących świadków z tamtego okresu by wystarczyły, a po drugie autor zrobił to nieudolnie. W drugiej części wiedząc, co mnie może czekać już mnie to tak nie irytowało i w zasadzie nie zrobiło to na mnie więcej wrażenia. Dla mnie takie książki są bardzo ważne, bo pozwalają mi pamiętać o tych, którzy oddali życie za ojczyznę, abym ja teraz mogła żyć w wolnej Polsce.
Szymona Nowaka

Tina Rotkhamm to Niemka, które wyszła za Tunezyjczyka. Nie sądziła, że kiedykolwiek będzie modliła się o jakąkolwiek "Drogę do nadziei", którą kiedyś opisze. Historia tej kobiety jest trudna i z pewnością dla wielu z nas niezrozumiała, bo jak młoda kobieta, która wychowywała się w cywilizowanym kraju, gdzie miała takie same prawa jak mężczyźni z własnej woli z tego zrezygnowała i wyjechała do państwa, które kobiet w zasadzie nie szanuje? Nikt z nas tego nie zrozumie, co dzieje się w głowie takiej kobiety. Dlaczego zakochują się właśnie w takich mężczyznach? Myślą, że ich zmienią? Że wygrają z bardzo rygorystyczną religią? Nie mam pojęcia i chyba żadna ilość książek na ten temat nigdy mi nie odpowie na to pytanie. Oczywiście nie przestanę szukać odpowiedzi na to pytanie, bo jest to bardzo interesujący temat. Tina opisała swoją historię i to jak poznała Farida. W odróżnieniu od historii "Oddajcie mi dzieci" Melissy Hawach nie mogę jej zarzucić braku umiejętności pisania. Tę książkę czytało się dobrze.

Ostatnią i to na dodatek niezapowiedzianą lekturą w kwietniu była praca zbiorowa pod tytułem"Polscy bogowie wojny. Najwybitniejsi dowódcy w dziejach". Historię w szkolę bardzo lubiłam, a jeszcze bardziej doczytywać różnego rodzaju ciekawostki dlatego chętnie zabrałam się za tę lekturę. Na szczęście autorzy nie mieszali do życiorysów swoich postaci ich życia prywatnego tylko skupili się na sztuce wojennej. Pokazali przyczyny porażek w ważnych bitwach dla naszego kraju jak i to dlaczego to własnie te postaci były najwybitniejszymi strategami wojennymi swoich czasów. Takich rzeczy nie dowiemy się na lekcjach historii, gdzie materiału jest dużo - a myślę, że wiele młodych osób mogłoby to zainteresować.

Najlepsza książka kwietnia: "Lalka" Bolesława Prusa
Najgorsza książka kwietnia: ---------
Ilość przeczytanych stron w kwietniu: 2373

1. "Lalka 1 i 2" Bolesław Prus (1234  strony) [5,9 cm] 8/10
2. "Dziewczyny wyklęte 2" Szymon Nowak (554 strony) [4,0 cm] 7/10
3. "Droga do nadziei" Tina Rothkamm; seria: "Pisane przez życie" (265 stron) [2,1 cm] 7/10
4. "Polscy bogowie wojny. Najwspanialsi dowódcy w dziejach" Praca zbiorowa (320 stron) [3,2 cm] 7/10

TBR na maj
Maj postanowiłam zacząć od książki, której wyczekiwałam od momentu ogłoszenia premiery czyli od "Szeptu syberyjskiego wiatru" Doroty Gąsiorowskiej. Po przeczytaniu "Karminowego serca" zdecydowałam się przeczytać wszystkie książki tej autorki, bo wydaje mi się, że możemy się polubić. Następna w kolejności jest seria Adriany Trigiani o tytule "Valentine Roncalli". Na serię składają się trzy książki (na zdjęciu są ułożone w złej kolejności - przepraszam): jako pierwsza jest "W stylu Valentine", następnie jest "Brawo, Valentine", a zakończy to "Ciao, Valentine". Jestem po pierwszych pięćdziesięciu stronach i wydaje mi się, że będzie to lekka i zabawna lektura. Maj chcę zakończyć książką Jodi Picoult "Krucha jak lód" (znowu widzę, że źle ułożyłam książkę - brawo ja! Wybaczcie mi). Mam nadzieję, że uda mi się je wszystkie przeczytać i żadna mnie nie rozczaruje. 

środa, 3 kwietnia 2019

560. Podsumowanie czytelnicze marca i TBR na kwiecień

Cześć!
Nie da się ukryć, że marzec zleciał mi w mgnieniu oka. Nie da się ukryć, że w dużej mierze jest to zasługa mojej pracy, ponieważ zaangażowałam się w kilka nowych projektów i do domu potrafię wrócić skonana, że marzę tylko o łóżku, a przecież trzeba jeszcze coś ugotować czy spędzić czas z drugą osobą. Dlatego postanowiłam o godzinę skrócić swój sen. Dodatkową godzinę z pewnością jakoś zagospodaruję, np. na czytanie Waszych blogów, bo przyznam się szczerze, że mocno się w tym opuściłam :(. 

W marcu podobnie jak w lutym udało mi się przeczytać pięć książek i szóstą zacząć ;). Dokładnie taki był zamysł - znaczy się zaczynania szóstej nie miałam w planach, ale jestem z tego zadowolona, że mi się to udało. 

Na początku marca zaczęłam czytać ostatni tom o Francisie Urquharcie, czyli "House of Cards. Ostatnie rozdanie" autorstwa Michaela Dobbsa. Cóż mogę powiedzieć, że dla mnie jest to najsłabszy tom serii. Ogólnie opornie mi się go czytało. Przede wszystkim dlatego, że liczyłam, iż zostanie trochę rozwinięta sytuacja z ostatnich stron drugiego tomu. Wiem, że idzie się domyślić, że Francis wygrał skoro dalej jest premierem, ale... pozostał mi pewien niesmak. Nie przypasował mi konflikt międzynarodowy. Muszę przyznać, że w ogólnym rozrachunku postać Francisa została dobrze skonstruowana. Chociaż momentami idzie wszystko tak jak chce, to jednak od czasu do czasu upada i musi dobrze się nagimnastykować, żeby powstać. 

Po politycznych rozgrywkach w Wielkiej Brytanii przeniosłam się do Niemiec by śledzić "Słodką zemstę" w wykonaniu trzech przyjaciółek. Historia opowiedziana przez Ellen Berg jest zabawna w pewnych momentach. Autorka pokazała, że jej bohaterki to kobiety, które mogą nas otaczać każdego dnia i pod maskami ukrywają swoje prawdziwe uczucia. To przykre, że są tacy mężczyźni jacy przytrafili się Evi, Beatrice oraz Katharinie. Cieszę się, że ta książka okazała się zdecydowanie lepsza od pierwszej którą czytałam z serii "Leniwa Niedziela". Myślę, że szybko sięgnę po kolejne z tego cyklu wydawanego przez Świat Książki. 

W połowie miesiąca postanowiłam wrócić na polskie podwórko i w moje ręce wpadł pierwszy tom Trylogii Jabłoniowej Katarzyny Michalak, czyli "Wiśniowy Dworek". Czasami w trakcie czytania miałam ochotę bić głową w pierwszą dostępną rzecz. Takiego nagromadzenia infantylności już dawno nigdzie nie spotkałam. Nazwanie dwóch głównych postaci tym samym imieniem i odróżnianie ich poprzez nazywanie jednej "Danka" a drugiej "Danusia" było chyba najgorszą rzeczą na jaką wpadła autorka. Naprawdę! Zwłaszcza po tym jak połączyła później te dwie osoby. I na dodatek nazywanie złodzieja i hakera dobrą osobą to też gruba przesada. Nie wiem czy autorzy zdają sobie sprawę, że ich książki mogą wpaść w każdej chwili w ręce dzieci... Niestety nawet te przeznaczone dla dorosłych. W takiej sytuacji Katarzyna Michalak pokazuje, że możesz robić najgorsze rzeczy na świecie, ale dalej być dobrym człowiekiem... Błagam o odrobinę litości w tej sprawie. 

Idąc za ciosem wzięłam się za "W imię miłości", które jest drugim tomem. Uwielbiam Anię z Michalak postaci damskich, które są pośrednie. Nie u niej kobiety są albo dobre niczym anioły albo złe do szpiku kości. U mężczyzn sprawa przedstawia się trochę inaczej, bo w "W imię miłości" jest Ned z przeszłością, którą da się usprawiedliwić i tu muszę przyznać,Michalak mnie nie zachwyciła. 
że wyjątkowo jestem w stanie przyznać autorce rację, że jest to dobry człowiek, który po prostu w obronie słabszej istoty zrobił błąd, ale inaczej ta osoba by nie żyła.  Mimo wszystko dalej Pani
Zielonego Wzgórza. Wręcz kocham! Niestety historia Anii z Jabłoniowego Wzgórza nawet w najmniejszym stopniu mnie do siebie nie przekonała. Tu odrobinę infantylności jestem w stanie usprawiedliwić, bo po prostu główną bohaterką jest jedenastoletnia dziewczynka. To co zauważyłam, że nie ma wśród postaci

Ostatnią książką marca przeczytaną w całości było "Dla Ciebie wszystko" również Katarzyny Michalak. Podobnie jak w poprzednich dwóch tomach autorka postanowiła napchać do niespełna trzysta stronicowej książki Miłość, zbrodnia, thriller i brakowało tylko kosmitów. W całym rozrachunku trochę złagodziłam swoje zdanie o stylu autorki, ale dalej będę ludziom odradzać jej twórczość. Niestety, ale jest to literatura dość niskich lotów. Możliwe, że gdyby autorka zrobiła odpowiednie badania do swoich powieści, zebrała materiały, które potem by spokojnie sobie ułożyła to wtedy wszystko byłoby o niebo lepiej. Pomysły zawarte w powieściach są dobre, ale potraktowane bardzo po macoszemu. 

Najlepsza książka marca: "House of Cards. Ostatnie rozdanie" Michael Dobbs
Najgorsza książka marca: "Wiśniowy Dworek" Katarzyna Michalak
Ilość przeczytanych stron w marcu: 1728

1. "House of Cards. Ostatnie rozdanie" Michael Dobbs; seria "Francis Urquhart' #3 (528 stron) [3,7 cm] 6/10 
2. "Słodka zemsta" Ellen Berg; seria "Leniwa Niedziela" (320 stron) [2,2cm] 6/10 
3. "Wiśniowy Dworek" Katarzyna Michalak; seria: Trylogia Jabłoniowa #1 (296 stron) [3,0 cm] 4/10 
4. "W imię miłości" Katarzyna Michalak; seria: Trylogia Jabłoniowa #2 (280 stron) [2,2 cm] 5/10 
5. "Dla Ciebie wszystko"Katarzyna Michalak; seria: Trylogia Jabłoniowa #3 (304 strony) [2,5 cm] 5/10 

Co będę czytać w kwietniu?
W ostatnim tygodniu marca zaczęłam czytać "Lalkę" Bolesława Prusa i pewnie będzie to lektura, która zajmie mi jeszcze trochę czasu. Posiadam ją w formacie dwóch tomów, które są dość małe, a na dodatek posiadają małą czcionkę. Mimo wszystko nie zamieniłabym ich na żadne inne wydanie, bo jest to książka po mojej mamie ;). Sami rozumiecie - jestem sentymentalna. Potem zamierzam przeczytać "Dziewczyny Wyklęte 2" Szymona Nowaka. Mam nadzieję, że będzie odrobinę lepiej niż w pierwszym tomie, który czytałam jakiś czas temu, ale recenzja leży i czeka, aż przeczytam drugi tom, aby móc Wam zaserwować obie recenzje jedna po drugiej. Na kwiecień zaplanowałam sobie trzy książki - ze względu właśnie na rozmiary "Lalki" oraz gabaryt "Dziewczyn wyklętych 2". Trzecią książką jest "Droga do nadziei" Tiny Rothkamm. Jest to pozycja z serii "Pisanych przez życie", więc szykuję się na trudną lekturę i trudny temat. 

sobota, 4 lutego 2017

362. Podsumowanie pierwszego miesiąca roku 2017 + TBR na luty!

LADY SPARK
Pierwszy miesiąc roku, a ja już mam sześć książek za sobą, ale to wszystko z powodu braku pracy. Na szczęście od lutego wszystko wróci do normy, co mnie osobiście bardzo cieszy. Mam nadzieję tylko, że reszta roku będzie w miarę dobra i nie powtórzy się sytuacja z jego początku, bo na obecny moment potrzebuję po prostu spokojnego trybu: praca-dom, praca-dom i tak ciągle, bo moje zdrowie poważnie podupada przez to co się u mnie dzieje. No, ale przejdźmy do podsumowania, gdzie pierwszy i ostatni raz w tym roku widzicie sześć książek przeczytanych przeze mnie.


1. "Słodka morska bryza" Barbara Delinsky (464 strony) 6/10
Powieść obyczajowa, która nie zaskakuje ani fabułą, ani zakończeniem, ale jednocześnie jest pełna emocji i bardzo przyjemna w odbiorze, a pod koniec bije z niej ogromne ciepło. Ja polubiłam styl autorki, który jest przystępny i pozwala czytelnikowi się rozluźnić podczas czytania.
2. "Minaret" Leila Aboulela; seria "Kobiety Orientu" (336 stron) 7/10
Tematyka arabska nigdy nie jest łatwa i przyjemna. To zawsze trudny temat i mało rozumiany przez ludzi wychowanych w cywilizacji zachodniej. Jednak uważam, że warto czasem zapoznać się z tym, jak ci ludzie myślą, jak żyją i jaka jest ich przeszłość, bo to bardzo często ułatwia spojrzenie na to dlaczego nagle, w sposób gwałtowny zwracają się ku islamowi z większą mocą niż do tej pory i stają się radykałami.
3. "Letnie rozkosze" Nora Roberts (480 stron) 3/10
Nie jestem rozczarowana oceną. Spodziewałam się czegoś takiego. Po "Minarecie" musiałam wziąć coś lżejszego, bo inaczej mogłabym wpaść w błędne koło i nie wyjść z niego za szybko. Dwie powieści w jednej książce. Nic to cudo ni to gniot.
4. "Dziewczyny wyklęte" Szymon Nowak (530 stron)  5/10
Książka, która jest największym rozczarowaniem stycznia. Dlaczego? Bo styl autora pozostawia za dużo do życzenia. Gdyby wyciąć fragmenty, gdzie pozwala sobie na wchodzenie w psychikę postaci, gdy opisuje iskrzący się śnieg czy gwiazdy nocą to ta książka byłaby rzetelnym zbiorem szesnastu Polek, które przeszły piekło w świecie komunistycznej Polski. Jednak te całe opisy, które miały ułatwić mi czytanie tylko mnie rozpraszały i wybijały z rytmu. Mimo to jest to książka trudna i bolesna, bo ja nie byłam wstanie przeczytać więcej niż dwóch czy trzech postaci jednego dnia. Moja psychika tego po prostu nie wytrzymywała.
5. "Gama uczuć" Maria Rodziewiczówna (64 strony) 4/10
Cztery krótkie nowelki, które czekały na swoje przeczytanie. Nie przeczytałam tego w dwa dni, bo mają w sobie głębsze przesłanie, ale też mnie nie porwały.
6. "Sekretna szkatuła" - Martin Langfield (508 stron) 1/10
O Boże! Co to za droga przez mękę i piekło. Płaczę, bo tyle drzew straciło swoje życie, żeby ta książka mogła powstać! Nigdy nie powinna. Bełkot wariata i nic więcej. Nic dziwnego, że autor nic więcej do tej pory nie wydał i mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi, bo to byłoby coś okropnego. Thriller New Age? A ja się pytam co to jest? Gdzie jest wyjaśnienie tego pojęcia? Próbowałam znaleźć w internetach, ale tylko wyskakiwała mi piosenka jakiegoś zespołu. Oj, dawno nie dałam książce najniższej oceny. Langfield ma szczęście tylko, że to nie jest moja pierwsza książka w tym roku, bo bym była mocno zmartwiona o jakoś następnych, bo jaka pierwsza książka w roku taki cały rok!

Łączna liczba stron: 2382
Średnia liczba stron dziennie: 77
Najgorsza książka stycznia: "Sekretna szkatuła" - Martin Langfield 
Najlepsza książka stycznia: "Minaret" Leila Aboulela; seria "Kobiety Orientu"
Największe zaskoczenie stycznia: "Słodka morska bryza" Barbara Delinsky
Największe rozczarowanie stycznia: "Dziewczyny wyklęte" Szymon Nowak (chodzi mi o styl autora, który psuje odbiór pozycji)


TBR
  • "Diabeł ubiera się u Prady" - Lauren Weisberger - Chyba większość z czytelników widziała film lub chociaż kojarzy produkcję. Postanowiłam przeczytać skoro ja już praktycznie nic nie pamiętam. 
  • "Bliżej słońca" - Richard Paul Evans - Kto czytał recenzję "Szukając Noel" wie, że kocham Evansa i pretenduje do grona moich ulubionych pisarzy. Mam nadzieję, że ta książka również mnie zaczaruje. 
  • "Mistyfikacja" Candace Camp - Coś lekkiego zawsze musi być, żeby nie przesadzić z kalibrem książek. 
  • "Bracia Kliczko" - Leo G. Linder - Zamiłowanie do oglądania sportu odziedziczyłam po dziadku jako jedyna z wszystkich jego wnuków i wnuczek. Na boksie się nie wyznaje, ale starszy z braci Kliczko jest merem Kijowa i w sumie chcę się bardziej dowiedzieć, co nakłoniło go, aby  po zakończeniu kariery sportowca został politykiem. 


TEA
Cóż początek roku niestety nie jest powalający jeśli chodzi o moje czytelnicze wyzwanie. Miało być książek pięć... są tylko trzy. Niemniej jednak, patrząc na to, że styczeń był bardzo intensywnym miesiącem, zwłaszcza pierwsza jego połowa, jestem zadowolona z tego, że w ogóle udało mi się przeczytać więcej niż jedną książkę. Oby w lutym było lepiej! Pozdrawiam.
1."Ciemne sekrety" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans, seria 'Sebastian Bergman' #1 (488 stron) [3,7] 7/10
Ciemne sekrety to całkiem dobre wprowadzenie do serii. Mamy bardzo ciekawą fabułę, dynamiczną akcję i co prawda trochę „oklepanego”, niemniej jednak mimo wszystko interesującego głównego bohatera. Już nie mogę się doczekać kolejnych części historii, więc od razu zabieram się za Ucznia!
2. "Uczeń" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans, seria 'Sebastian Bergman' #2 (580 stron) [4.4 cm] 7/10
Drugi tom cyklu o Sebastianie trzyma równy, dobry poziom. Sama historia niesamowicie wciąga i z ogromną ciekawością i nieukrywaną radością czytelnik daje się wciągnąć w sieć intryg i wątków, które serwują autorzy. Moja przygoda z policyjnych psychologiem jeszcze się nie skończyła i już nie mogę się doczekać kolejnych części!
3. "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz & Michał Wójcik (413 stron) [3,6 cm]
W tej konkretnej recenzji postanowiłam, że nie będę posiłkowała się skalą punktową. Uważam, że Królestwo za mgłą jest pozycją, którą zasługuję na poświęcony jej czas, uwagę i w żadnym wypadku nie powinna była być brana pod jakąkolwiek skalę. To książka, którą trzeba przeczytać po to, żeby nie zapomnieć…
Łączna liczba stron: 1441
Średnia liczba stron dziennie: 46
Najgorsza książka stycznia: ---
Najlepsza książka stycznia: "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz & Michał Wójcik
Największe zaskoczenie stycznia: "Ciemne sekrety" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans
Największe rozczarowanie stycznia: ---

TBR

  • "Grób w górach"/"Niemowa"/"Oblany test" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans - kolejne części serii o Sebastianie Bergmanie
  • "Dziewczyny z Solidarności" Anna Herbich - tej pozycji jestem bardzo ciekawa, więc mam nadzieję, że w tym miesiącu zapoznam się z lekturą

Przy okazji zapraszam na podsumowanie w wersji gadanej :). Będzie mi miło, jeśli i tam zostawicie po sobie ślad ;) 

czwartek, 1 września 2016

298. „Walczyliśmy o Orła, teraz – o Koronę dla Niego, hasłem naszym Bóg, Honor, Ojczyzna” *

AUTOR:  Szymon Nowak
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Fronda


OPIS

NIE BYŁO JUŻ SZANS? W miarę umacniania się władzy komunistycznej, do wielu z nich docierała świadomość, że nie ma już żadnych szans na taką Polskę o jaką walczą. Jednak nie rezygnowali. Bo ich wartościami były PATRIOTYZM, GODNOŚĆ I HONOR.
BEZNADZIEJA, NĘDZA I TRUD ŻYCIA W PARTYZANTCE. Wegetacja w leśnych kwaterach, głód, choroby, niepewność jutra i stały lęk. Jeden krok – i już można było przejść na TAMTĄ STRONĘ. Za cenę zdrady. Oni jednak trwali. BO TAKI BYŁ ICH WYBÓR.
UMRZEĆ W BITWIE, Z RĄK KBW LUB AGENTÓW BEZPIEKI? To groziło im na każdym kroku. Także śmierć na torturach w czerwonej katowni. I bezimienny pochówek w zbiorowej, anonimowej mogile. Oni jednak byli na to przygotowani. Nawet za cenę skazania na zapomnienie i wyklęcie. Bo uważali, że wykonują SWOJĄ POWINNOŚĆ. ŻE MAJĄ DŁUG WOBEC POLSKI.
ŻOŁNIERZE ODDZIAŁÓW WYKLĘTYCH. Za życia pozostający zwykle w cieniu swoich dowódców, lecz równi im męstwem, duchem i patriotyzmem. Przez wiele lat pozostawali na marginesie życia. Ich dramatyczne losy, arcytrudne ludzkie wybory dopiero teraz stają się nam coraz bardziej znane i coraz bliższe. [1]


RECENZJA

Temat Żołnierzy Wyklętych ostatnimi czasy jest bardzo nagłaśniany. W tej kwestii można usłyszeć dwa głosy – jeden mówiący o żołnierzach antykomunistycznego podziemia niepodległościowego jak o bohaterach; drugi głośno przekonujący o tym, że byli oni zwyczajnymi bandytami. Nie będę przytaczać teraz argumentów zwolenników zarówno jednej jak i drugiej strony. Wychodzę tylko z założenia, że podobnie jak podczas II wojny światowej nie wszyscy Niemcy byli źli, tak samo nie można powiedzieć, że wszyscy Żołnierze Wyklęci byli straszni i bezwzględni. Dla mnie większość Żołnierzy Wyklętych jest ikonami walki o wolną, niepodległą żadnemu innemu państwu Polskę…  dla mnie większość jest bohaterami.

Do tej pory z twórczością Szymona Nowaka spotkałam się tylko raz, podczas czytania Dziewczyn wyklętych i wówczas niestety, ale miałam wiele pretensji do autora. Nie podobało mi się to, że na siłę starał się wchodzić w psychikę swoich bohaterek i sfabularyzował ich losy. Obawiałam się, że również w Oddziałach wyklętych sprawa będzie się przedstawiała podobnie. Na szczęście nic takiego nie mało miejsca. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że książka nie jest próbą przedstawienia ubarwionej historii polskich żołnierzy, którzy po II wojnie światowej zmuszeni byli ukrywać się w lasach. Oddziały wyklętych to bardzo szczegółowe opisy najważniejszych potyczek partyzantów z sowieckim wojskiem. Szymon Nowak opiera się w głównej mierze na zapiskach samych bohaterów oraz świadkach ówczesnych zdarzeń.

W lekturze znajdziemy historię działań 22 oddziałów antykomunistycznej partyzantki. Mimo, że każda była inna wszystkie łączyło jedno – marzenie o wolnej, niepodległej Polsce. Ostatnimi czasu można zauważyć, że w niektórych mediach (podobnie jak przed 1989 rokiem) bardzo modne staje się wrzucanie wszystkich Żołnierzy Wyklętych do jednego worka – bandytów, którzy tylko grabili, gwałcili i mordowali; ich tyle razy heroiczną walkę o przetrwanie nazywano bezsensową, a życie w lesie jako ich własną zachciewajkę, a nie przymus. No krew mnie zalewa, jak taki pseudo aktorzyna drwi z historii własnego kraju! Oczywiście ja wiem, że nie wszyscy, którzy zaliczani są do Żołnierzy Wyklętych zasługują na to miano, ale to nie zmienia faktu, że przez jakieś wybiórcze zdarzenia wszystkich mamy traktować jako najgorszych, w tym również Pileckiego czy Inkę.

Podczas czytania Oddziałów wyklętych przeszkadzały mi dwie rzeczy. Po pierwsze autor używa bardzo dużo powtórzeń. Po drugie, wszystkie przypisy znalazły się na końcu. Jednak w porównaniu z „Dziewczynami wyklętymi” jest naprawdę diametralna różnica. Jestem mile zaskoczona i na pewno sięgnę jeszcze po inne książki Szymona Nowaka.

W pierwszym rozdziale książki można przeczytać o tym, że w tej publikacji nie zabraknie również kontrowersyjnych wydarzeń z życia polskiej partyzantki. Ten fakt mnie ucieszył, ale niestety tych szokujących faktów za dużo nie dostałam i czuję z tego powodu dość spory niedosyt.

Cieszy mnie z kolei fakt, że Żołnierze Wyklęci mogą w końcu zająć miejsce w historii Polski, które przecież tak im się należy. Czytając jak Sowieci chcieli całkowicie wymazać ich z pamięci rodaków, jak manipulowali opinią publiczną, do jakiej propagandy się uciekali i co gorsza jak byli pozbawieni jakiegokolwiek szacunku do zmarłego włos jeżył mi się na całym ciele, w gardle rosła wielka gula i z trudem powstrzymywałam swoje emocje. Nawet nie wiem, jakich słów mogłabym użyć, żeby zobrazować swoje odczucia – to było coś niewyobrażalnie strasznego. Na szczęście Polska upomniała się o swoich bohaterów i teraz można czytać o nich książki, słuchać wykładów, oglądać filmy; z czego ja osobiście niezwykle się cieszę.

Oddziały wyklęte to dobrze napisana pozycja, jednak zabrakło mi w niej czegoś, co sprawiłoby, że nie mogłabym się od niej oderwać. Myślę, że książkę powinni przeczytać ci, którzy chcą poznać lepiej działania powojennych partyzantów. Jeśli ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę z Żołnierzami Wyklętymi, książka może wydać się za ciężka, więc radziłabym zacząć bardziej od biografii poszczególnych żołnierzy, a nie rzucać się na „głęboką wodę” i czytać od razu o całych oddziałach.
„[…] jestem człowiekiem prawdziwym dla Boga i Ojczyzny, choć teraz mówią, że jestem bandytą, i ci co siedzą w więzieniu to też są bandyci. […]Wierzę, że jestem przy Bogu, tak jak Ci mówiłem, że tysięcy wojsk pod dowództwem szatana się nie boję, bo Pan Bóg ma mnie w swojej opiece.” ~ Tadeusz Krupka ps. Longin, w: „Oddziały wyklęte” Szymon Nowak, Warszawa 2014, s.341
OCENA: 7/10


Czy tylko mi tygodnie uciekają przez place? Pozdrawiam,
Tea



*Treść ulotek z wiosny 1945 roku; w: „Oddziały wyklęte” Szymon Nowak, s.270

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 18 lutego 2016

215. „Droższe mi czyste sumienie nad życie”

Autor:  Szymon Nowak
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Fronda

OPIS
Były piękne, młode. Kochały swoich chłopców, narzeczonych i mężów – ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH. Trwały przy nich aż do końca. KOCHAŁY TEŻ POLSKĘ. I O NIĄ WRAZ Z NIMI WALCZYŁY. Często z bronią w ręku, ale także przenosząc meldunki, opatrując rany, organizując kryjówki i zaplecze. Prowadząc działalność konspiracyjną. A gdy stało się jasne, że CHWILOWO PRZEGRALI – służąc słowem otuchy, tym nielicznym, którzy przetrwali. [1]

RECENZJA
Kończąc zwiedzanie Muzeum Powstania Warszawskiego nie mogłam oprzeć się pokusie, aby nie zaopatrzyć się w egzemplarz książki Szymona Nowaka pod tytułem Dziewczyny wyklęte. Same wycieczka do tego miejsca była dla mnie bardzo dużym przeżyciem i uważam, że każdy, kto chce dokładnie poznać historię tego heroicznego i niestety bardzo tragicznego dla Polaków wydarzenia, powinien zasięgnąć wiedzy właśnie u „źródła”. Ale wracając do książki – grzecznie czekała na swoją kolej, no i w końcu się doczekała.

Dziewczyny wyklęte to zbiór szesnastu historii kobiet i młodych dziewcząt, które walczyły za wolną Polskę i udzielały się w oddziałach konspiracyjnych. Kiedy Sowieci „wyzwolili” nasz kraj potyczka zaczęła się od nowa. Większość żołnierzy, nie mając możliwości utworzenia prawdziwej, polskiej armii, niepodległej obcym rządom, wybrała partyzanckie życie. Jednak nie tylko mężczyźni byli w stanie porzucić wszystko i rozpocząć leśną egzystencje, również kobiety zostawiały rodziny, dom, prace, aby pomagać w walce o suwerenność swojego kraju. 

Muszę się przyznać, że po lekturze Dziewczyn wyklętych mam bardzo mieszane uczucia. Sam temat uważam za niezwykle ciekawy, intrygujący i wart poświęcenia czasu, niemniej odniosłam wrażenie, że autor zniszczył pozycję na całej linii. Zapytacie się dlaczego? Otóż rozpoczynając „spotkanie” z twórczością Szymona Nowaka liczyłam na dobrze opracowane, rzetelne podanie autentycznych historii, a co dostałam? Próbę stworzenia formy fabularyzowanej. Dodam, że dość nieudaną próbą. Momentami czułam się tak, jakby autor próbował zrobić z życiorysów tak wspaniałych i wyjątkowych bohaterów jakieś ckliwe romansidło, gdzie sama działalność konspiracyjna i udział dziewcząt wyklętych w walce o wolną Polskę, zostały zepchnięte na dalszy tor. 

O ile już sama forma tego przedstawienia lektury wzbudzać może kontrowersje, to autor zrobił coś, co w moim odczuciu jest wręcz karygodne! Mianowicie próbował wejść w psychikę bohaterów. Na moje oko był to raczej zabieg bardzo podobny do przeniesienia – autor starał się „wlać” w opisywane postacie takie reakcje, jakich on sam doświadczyłby w podobnej sytuacji. Tutaj również się nie popisał, a ja czytając o tym, co dana bohaterka myślała tuż przed egzekucją załamywałam ręce. 

Jak już zdążyłam napomnieć wszystkie szesnaście dziewcząt wyklętych to wyjątkowe postacie. Każda z nich ryzykowała wszystko, aby walczyć o wolną Polskę, dla siebie i dla nas. Cieszy fakt, że wreszcie historia nie jest zakłamywana, a wszyscy mogą poznać Inkę (Danuta Siedzikówna) czy Sarenkę (Danuta Janiczak).

Tytuł książki Szymona Nowaka daje jasno do zrozumienia, czego można spodziewać się w środku. Niestety, w niektórych życiorysach miałam wrażenie, że tytułowe dziewczyny wyklęte nie są umiejscowione w środku opowieści, a stanowią raczej tło dla mężczyzn. Nie mówię, że wszystkie szesnaście historii zostało tak przedstawionych, ale śmiało w połowie z nich pierwsze skrzypce nie należały do partyzantek. 

No i jestem w kropce. Uważam, że sam temat kobiet w działalności konspiracyjnej jest bardzo interesujący i zasługuje na rzetelne przestawienie. Niemniej jednak czytając Dziewczyny wyklęte miałam wrażenie, że bardziej zapoznaje się z próbami stworzenia przez autora powieści fabularnej niż z historią wspaniałych, młodych kobiet walczących o wolną Polskę. Przyznam się szczerze, że zupełnie nie wiem, dlaczego autor zdecydował się właśnie na taką formę przekazu. Jeśli chciał czytelnikom przybliżyć postacie to niestety, w moim odczuciu, ale bardziej je spłycał, a to naprawdę karygodne posunięcie. Ocena nie za wysoka, jednak jest podyktowana głównie warsztatem autora – miejscami trochę infantylnym i przesadzonym.  

Czy odradzam lekturę Dziewczyn wyklętych? Z pewnością nie – bohaterki zasługują na pamięć, jednak proszę się uzbroić w ogromne pokłady cierpliwości dla formy wybranej przez autora i jego stylu.  

„Droższe mi czyste sumienie nad życie.” ~ Szymon Nowak, Dziewczyny wyklęte, Warszawa 2015, s.291

OCENA: 5/10


Dzień dobry. Dzisiaj Dziewczyny Wyklęte, a od następnego tygodnia zaczynamy kolejną serię! Pozdrawiam,
Tea


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa Fronda

A przy okazji zapraszamy na kolejny film na YT: