Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Brown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Brown. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 stycznia 2019

548. Podsumowanie roku 2018!

Witajcie! 
Nadszedł w końcu czas żeby podsumować rok 2018 pod względem książkowym. Pod względem ilości nie mogę być z siebie zadowolona, ale w połowie roku moje życie zaczęło się zmieniać, a co za tym poszło miałam coraz mniej czasu na czytanie. Założyłam, że przeczytam 60 książek, a udało mi się tylko 47. Mogło być lepiej, ale naprawdę były tygodnie, gdy nie miałam czasu na czytanie. Nie udało mi się przeczytać książek, które gdyby zostały ułożone za moimi plecami miałyby 170 cm wysokości, czyli dokładnie tyle ile mierzę. Udało się dobrnąć do wzrostu zaledwie 133,2 cm. Ilość stron jaką przeczytałam to 19190! Cóż książki od zawsze są tylko dodatkiem do mojego życia, więc w ostatecznym rozrachunku wolę mieć zmiany na lepsze, które powodują, że nie mam czasu na czytanie :).

W tym roku z czytaniem może być lepiej, ponieważ do pokonania mam trochę ponad godzinną trasę komunikacją miejską, więc jest to mój czas na czytanie. I nie zapeszając już teraz widzę, że idzie mi to dobrze. W trakcie drogi do i z pracy udaje mi się przeczytać codzienne założenie, czyli że będę czytać mniej więcej po sto stron. To bardzo optymistycznie nastraja, ale nie mówię hop ;).

Na początku tego roku moje życie kompletnie stanęło na głowie, a w zasadzie to gdzieś w połowie 2018 zaczęło, ale teraz to prawdziwa jazda bez trzymanki. Wszystko się zmieniło, ale jedno pozostało bez zmian: dalej kocham czytać tylko, że po prostu mam na to trochę mniej czasu ;).

Poniżej mały ranking tego co mi się podobało, a co nie :).


Najlepsze książki roku 2018
 1. Seria „Naznaczeni śmiercią” Veronica Roth
Veronicę Roth lubię od czasów, gdy przeczytałam cykl „Niezgodna” i bardzo się napaliłam na to, że wydaje nową powieść. Kupiłam ją od razu po premierze, ale przeczytałam dużo później. I wiecie, co? Przepadałam. Po przeczytaniu pierwszego tomu wyczekiwałam drugiego jak na szpilkach. Cała historia jest bardzo, ale to bardzo dobrze skonstruowana. Stworzony świat ma swój sens i mnie porwał. Drugi tom był moim zdaniem trochę słabszy, ale w dalszym ciągu dobry i wyjaśnił wiele spraw. Naprawdę polecam
2. „Rywalka” Sandie Jones 
Kto nie boi się poznawać swojej przyszłej teściowej? Chyba nie ma takiej osoby… Dobra jest. Mój facet, ale on się nie liczy! „Rywalka” atakowała mnie z każdej możliwej strony. Prawie wyskakiwała z lodówki dlatego postanowiłam się z nią zapoznać. I nie żałuję. Jest to jedna z lepszych książek jakie czytałam w tym roku. Akcja prowadzona jest stopniowo i równo. Nie było momentów w książce, gdzie czułam, że raz jest bardzo, bardzo szybko, a za drugim razem bardzo wolno. Sandie Jones pokazała trudną historię, ale z bardzo dobrej strony.
3. „Kamieniarz” Camilla Läckberg
Chciałabym móc Wam polecić całą serię kryminalną Camilli Läckberg, ale nie mogę. Po pierwsze, bo jest bardzo nierówna. Jedne tomy są lepsze, a drugie gorsze. Jednak „Kamieniarz” był fenomenalny. Naprawdę poczułam, że tak pisze Camilla Läckberg, gdy jest w formie. Cała historia była dramatyczna i pełna emocji. Ogromnie żałuję, że autorka nie jest w stanie utrzymać tak wysokiego poziomu we wszystkich powieściach z tej serii. Oprócz „Kamieniarza” nie jestem wstanie Wam polecić z tej serii żadnej innej części. 
4. „Wszystkie nasze obietnice” Colleen Hoover
Książka, która trafia do zestawienia rzutem na taśmę. Skończyłam ją dzień przed zakończeniem tego roku. Jednak pokochałam ją od pierwszych stron. Ta historia bolała mnie, gdy ją czytałam. Przeżywałam wszystko razem z Quinn i Grahamem. Jest to moja pierwsza styczność z twórczością Colleen Hoover i już wiem, że peany na jej temat są uzasadnione. Ja sama staje się jej wielką fanką i chcę czytać więcej jej książek, więc muszę po prostu przywieźć je z domu. 
 5. „Dziewczyny z Wołynia” Anna Herbich
„Dziewczyny z Wołynia” to bardzo trudna lektura i wymagająca od czytelnika nerwów ze stali. Czytając tę lekturę będziecie się wściekać, że człowiek człowiekowi zgotował taki los. Zwłaszcza, że Polacy i Ukraińcy przez wiele lat żyli w zgodnie i byli idealnymi sąsiadami. Jednak pewnego dnia zaczęły się tragedie trwające długimi godzinami i dniami. Sąsiad zabijał sąsiada, brat występował przeciwko rodzicom. Każdy walczył o życie wszystkimi dostępnymi środkami. „Dziewczyny z Wołynia” to obraz kobiet, które przeżyły piekło i ułożyły sobie po nim życie tak jak umiały. „Dziewczyny z Wołynia” to głos kobiet, które pragną tylko by nikt nie zapomniał o ich bliskich, którzy są pochowani w grobowych, anonimowych mogiłach na Ukrainie. Polecam, bo to książka, która może otworzyć Wam oczy straszne ludobójstwo w Wołyniu. 

Najgorsze książki roku 2018

1. „Ogień i furia. Biały Dom Donalda Trumpa” Michael Wolff
Niestety, ale jest to książka napisana tylko dla kasy i rozgłosu. Michael Wolff powoływał się na źródła, których nie mógł podawać i otwarcie napisał, że takie woli. To powoduje jedno: nie mamy pewności czy ktoś coś takiego faktycznie powiedział. Na dodatek obawiam się, że tłumaczenie książki było mało dokładne i jest  to wina, że książka bardzo szybko ukazała się na rynku polskim po amerykańskiej premierze. Niestety uważam, że za wiele drzew zostało zmarnowanych na tę książkę, bo nie jest kompletnie warta wydania. 
2. „Siedem cudów” Agata Przybyłek
Ta książka ląduje tutaj , bo nie podobało mi się, że autorka nie jest konsekwentna w tym co pisze. Pokazała mi w ciągu całej książki trzy nieścisłości i to sprawiło, że musiałam ją tu umieścić. Nieścisłości w książkach są dla mnie najgorszą zbrodnią jaką może autor popełnić. To z miejsca sprawia, że taka książka musi się znaleźć w takim zestawieniu. Żałuję bardzo, bo książki Agaty Przybyłek mają piękne okładki, ale nie jestem pewna czy za tymi okładkami idzie równie piękna treść. Cóż jak pisałam w recenzji dam autorce szanse, ale za jakiś czas…
3. „Początek” Dan Brown
Odnoszę wrażenie, że Dan Brown powoli się wypala. Jego książki są schematyczne i nic się w nich nie zmienia. Z jednej strony to dobrze, bo autor konsekwentnie trzyma się tego, za co pokochali go czytelnicy na całym świecie, ale jednak ewidentnie to już nie ma takiej magii jak kiedyś. „Początek” to bardzo słaba powieść w dorobku tego autora, przekombinowana podobnie jak „Inferno”. Niestety obawiam się, że jeśli Dan Brown nie zmieni czegoś w swoich pomysłach to będzie to ostatnia jego książka, którą przeczytałam.

Zaskoczenia roku 2018
1. „Karminowe serce” Dorota Gąsiorowska
Po dwóch pierwszych książkach Doroty Gąsiorowskiej wiedziałam, że dam szansę tej autorce, ale okazja natrafiła się dopiero przy najnowszej jej powieści. I ja po prostu widzę jak bardzo autorka poprawiła swoje pióro od momentu debiutu. Historia stworzona w „Karminowym sercu” jest piękna i poruszająca i idealnie nadaje się na okres Bożego Narodzenia, chociaż mało jest tego w książce. Naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta książka.
2. „Całe miasto o tym mówi” Fannie Flag
O Fannie Flag nie słyszałam wiele przed przeczytaniem „Całe miasto o tym mówi”, ale ogromnie się ucieszyłam, gdy w biblioteczce mojego mężczyzny znalazłam jedną jej książkę, bo polubiłam jej styl pisania i będę bardzo polować na inne jej książki. „Całe miasto o tym mówi” pokazuje jak zmieniło się jedno miasto w Ameryce, ale tak naprawdę pokazuje proces jaki następował w każdym mieście na świecie. Nie ma intryg, kryminałów, ale jest dużo śmiechu i zabawnych sytuacji.
3. „Kamieniarz” Camilla Läckberg
„Kamieniarz” jest trzecim tomem serii kryminalnej stworzonej przez Läckberg. Po dwóch pierwszych częściach nie sądziłam, że coś mnie pozytywnie zaskoczy już w tej serii. Po prostu traciłam nadzieję. Jednak okazało się, że Camilla Läckberg nie pokazała wcześniej całego swojego talentu jaki w niej jest. „Kamieniarz” to bezapelacyjnie jedna z lepszych części serii. 


Rozczarowania roku 2018
1. „Zaufaj mi” Anna Bellon
Serię młodzieżową Anny Bellon „The Last Regret” pokochałam od pierwszego tomu. Jednak, gdy dotarłam do „Zaufaj mi”, czyli trzeciej części poczułam się rozczarowana. Nie porwała mnie ona tak jak poprzednie. Nie pokochałam całym sercem postaci. Brakowało mi takiego momentu, gdzie nie będę wiedziała, w którą stronę pójdzie akcja. Tu wszystko było przewidywalne. 
2. „Początek” Dan Brown
Już od „Inferno” czułam, że pomysł na Roberta Langdona skończył się w momencie „Zaginionego symbolu” (który moim zdaniem jest najgorszą książką autora!). Uważam, że nie powinno powstać więcej części o profesorze Langdonie. Dlaczego? W trakcie tworzenia tej postaci w pewnym momencie Brown utracił w nim to co najważniejsze, czyli analityczne myślenie i na dodatek wymyśla coraz to gorsze historie, które nie mają w sobie nic pasjonującego
3. „Całe zdanie nieboszczyka” Joanna Chmielewska
Pożyczyła mi koleżanka z pracy. Przyznam, że spodziewałam się wielkiego: WOW, a tu nic takiego. Jakoś tak nie poczułam się zaintrygowana, ani nie ciągnie mnie do innych książek tej autorki. Tyle dobrego nasłuchałam się o Joannie Chmielewskiej, a tu jedna wielka lipa. 

sobota, 3 lutego 2018

485. Podsumowanie stycznia i TBR na luty!

Lady Spark

Dobra, minął nam styczeń. Ja się pytam, kto przyspieszył czas? Przyznawać się, to będzie łagodniejsza kara :). Czytelniczo w styczniu było... bardzo dobrze! Przeczytałam sześć książek. Myślałam, że uda się siódmą, ale niestety zawirowania w domu nie pozwoliły mi na to. Mimo wszystko jestem zadowolona. Poniżej daję Wam listę:
1. "Początek" Dan Brown; seria "Robert Langdon" #5 (576 stron) [4,3 cm] 5/10 
No jestem mocno rozczarowana piątym tomem o Robercie Langdonie. Uważam, że w tym temacie Dan Brown się wypalił i powinien poszukać czegoś nowego, bo mieszanie profesora z sztuczną inteligencją niestety nie wyszło mu na dobre. 
2. "Harry Potter i kamień filozoficzny" Joanne K. Rowling; seria "Harry Potter" #1 (324 stron) [1,8 cm] 10/10 
Jak zwykle cudowne spotkanie! Wspaniale było ponownie spotkać się z Harrym i jego przyjaciółmi. :)
3. "Harry Potter i Komnata Tajemnic" Joanne K. Rowling; seria "Harry Potter" #2 (368 stron) [1,9 cm] 10/10 
Bez ściemy powiem, że drugi tom przygód o małym czarodzieju w mojej osobistej hierarchii jest, gdzieś pod koniec. 
4. "Oświadczyny" Tasmina Perry (432 strony) [2,2 cm] 7/10 (styczeń)
Książka nieplanowana, ale bardzo się cieszę, że ją przeczytałam. Dobry romans na jeden lub kilka wieczorów (to zależy ile macie czasu na czytanie). Tasmina Perry pisze bardzo lekko, ale jednocześnie wciągająco. Dobra pozycja. 
5. "Harry Potter i więzień Azkabanu" Joanne K. Rowling; seria "Harry Potter" #3 (460 stron) [2,5 cm] 10/10 
Trzeci tom przygód młodego czarodzieja to mój drugi ulubiony, zaraz po Zakonie Feniksa. 
6. "Prostota. Siła codziennych rytuałów" Brooke McAlary (103 strony) [1,0 cm] 7/10 
Książka niespodzianka, ale bardzo ciekawa. Nie jestem już tak negatywnie nastawiona do poradników i nie sądzę, żebym po nie sięgała jak szalona nagle. Uważam, że w tej krótkiej książeczce zawarte jest kilka dobrych wskazówek jak sprawić, aby nasze życie było łatwiejsze. 

Łączna liczba stron: 2263
Średnia liczba stron dziennie: 73
Najgorsza książka stycznia: -----------
Najlepsza książka stycznia: Seria "Harry Potter" J.K. Rowling (musiałam! no, musiałam!) 
Największe zaskoczenie stycznia: "Prostota. Siła codziennych rytuałów" Brooke McAlary
Największe rozczarowanie stycznia: "Początek" Dan Brown; seria "Robert Langdon" (wybacz mi Robercie)

TBR na luty
  • Zadanie na luty jest podobne do zadania na styczeń, czyli kontynuować powtarzanie serii Harry Potter autorstwa J.K.Rowling. W lutym mam plan przeczytać: Harry Potter i Czara Ognia, Harry Potter i Zakon Feniksa, Harry Potter i książę półkrwi, Harry Potter i insygnia śmierci, Harry Potter i przeklęte dziecko. 

TEA
Plany czytelnicze na nowy rok były ogromne... a wyszło jak zwykle źle. Końcówka stycznia, już nawet niekoniecznie książkowo, była fatalna. Okropnie fatalna. Więc jeśli mi wybaczycie, będę bardzo oszczędna w słowach.
1. Wohlleben Peter - "Sekretne życie drzew" (370 stron) [2,8 cm] 7/10
Lektura niezwykle ciekawa, chociaż nie zbyt prosta w odbiorze. Autor stanął na wysokości zadania i przedstawił czytelnikowi drzewa z ich... ludzkiej strony. Warta polecenia, ale z pewnością trzeba jej poświęć większą uwagę podczas czytania.
2. Mniszkówna Helena - "Trędowata" (594 stron) [4,5 cm] 7/10 
Uwielbiam filmową wersję i zawsze byłam przekonana, że Trędowatą to znam na pamięć. Nic bardziej mylnego! Książka to nie tyle rozbudowana historia, co 3/4 zupełnie inna! Miejscami może zbyt mocno naiwna, ale mimo wszystko mam jakiś sentyment do Stefci i Waldemara, więc miło było zapoznać się z pierwowzorem.
3. Mniszkówna Helena - "Ordynat Michorowski" (208 stron) [1,6 cm] 5/10 
Po ponad 500 stronach Trędowatej myślałam, że kontynuacja będzie równie interesującym przeżyciem. Niestety, 200 stron Ordynata Michorowskiego to lektura o której z pewnością szybko zapomnę. Czyta się sprawnie, styl jest poprawny, ale nie ma w sobie żadnego elementu zaskoczenia. A szkoda.
Łączna liczba stron: 1172
Średnia liczba stron dziennie: 37
Najgorsza książka stycznia: -----------
Najlepsza książka stycznia: -----------
Największe zaskoczenie stycznia:  Wohlleben Peter - "Sekretne życie drzew"
Największe rozczarowanie stycznia: Mniszkówna Helena - "Ordynat Michorowski"

TBR (pozostaje ten sam, nie łudzę się, że przeczytam coś więcej)
  • Fiona Barton "Wdowa" - dawno nie było żadnego kryminału, więc proszę!
  • Lauren Oliver "Replika" - i jakaś młodzieżówka, co to by móc się trochę mniej natrudzić.
  • Helena Mniszkówna "Trędowata" i "Ordynat Michorowski"  - filmową wersję Trędowatej uwielbiam i nie wiem jakim cudem nie zapoznałam się jeszcze z książką, czas to nadrobić!
  • Neil Gaiman "Księga cmentarna" - zapoznawania się z twórczością autora ciąg dalszy
  • Peter Wohlleben "Sekretne życie drzew" - pozycja z poprzedniego miesiąca

poniedziałek, 15 stycznia 2018

479. Czy to "Początek" końca Dana Browna?

AUTOR: Dan Brown
TYTUŁ ORYGINALNY: Origin
SERIA: Robert Langdon
TOM: Piąty
TŁUMACZ: Paweł Cichawa
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Sonia Draga

OPIS
Robert Langdon, profesor Uniwersytetu Harvarda, specjalista w dziedzinie ikonologii religijnej i symboli, przybywa do Muzeum Guggenheima w Bilbao, gdzie ma dojść do ujawnienia odkrycia, które „na zawsze zmieni oblicze nauki”. Gospodarzem wieczoru jest Edmond Kirsch, czterdziestoletni miliarder i futurysta, którego oszałamiające wynalazki i śmiałe przepowiednie zapewniły mu rozgłos na całym świecie. Kirsch, który dwadzieścia lat wcześniej był jednym z pierwszych studentów Langdona na Harvardzie, planuje ujawnić informację, która będzie stanowić odpowiedź na fundamentalne pytania dotyczące ludzkiej egzystencji.
Gdy Langdon i kilkuset innych gości w osłupieniu ogląda oryginalną prezentację, wieczór zmienia się w chaos, a cenne odkrycie Kirscha może przepaść na zawsze. Chcąc stawić czoła nieuchronnemu zagrożeniu, Langdon musi uciekać z Bilbao. Towarzyszy mu Ambra Vidal, elegancka dyrektorka muzeum, która pomagała Kirschowi zorganizować wydarzenie. Razem udają się do Barcelony i podejmują niebezpieczną misję odnalezienia kryptograficznego hasła, które stanowi klucz do sekretu Kirscha… [1]

RECENZJA
Kiedy byłam nastolatką pochłaniałam książki Dana Browna z wypiekami na twarzy. Z czasem mi przeszło i zaczęłam podchodzić do nich z pewną rezerwą. Po „Inferno” czułam spory niesmak tego, co zafundował mi autor. Totalna fantastyka. Dlatego z pewną dawką niepokoju zabrałam się za „Początek”.

Robert Langdon został zaproszony do Bilbao, a konkretnie do Muzeum Guggenheima przez swojego byłego studenta Edmonda Kirscha, który ma zaprezentować swoje odkrycie mające wstrząsnąć całym światem. Edmond twierdził, że jest w stanie odpowiedzieć na dwa najtrudniejsze i najważniejsze pytania ludzkości. Skąd pochodzimy? Dokąd zmierzamy? Jednak podczas prezentacji, którą w Internecie śledzi 3 miliony ludzi Edmond Kirsch ginie z rąk zamachowca, a Robert Langdon wraz z Ambrą Vial zostają wciągnięci w intrygę, które może kosztować ich życie.

Moi Drodzy stała się rzecz straszna, ale muszę ją Wam ogłosić. Otóż… Dan Brown, który kiedyś idealnie odnajdywał się w formie z Robertem Langdonem teraz się kończy. Mówię Wam to z przykrością, łamie mi się z tego powodu serce. Wiem, że jest to jego bohater i gdy mówimy Robert Langdon od razu łączymy go z Danem Brownem. Jednak ten znak rozpoznawczy zaczyna się wypalać. Po prostu to na dłuższą metę robi się męczące. Brown znowu próbował zszokować świat wbijając nóż we wszystkie religie świata, bo przecież każda z nich mówi o początku świata. Jednak w odróżnieniu od „Kodu Leonarda da Vinci” czy też „Aniołów i demonów” w „Początku” coś nie wyszło, bo wcale nie czuję się zszokowana po lekturze. Jednak szansa na to było, bo przecież Edmond Kirsch kwestionował istnienie Boga lub innego stwórcy w każdej religii na świecie.

Jestem zawiedziona, że Dan Brown zamiast zagadek umieszczonych w historii, obiektach architektury poszedł w kierunku sztucznej inteligencji, bo przecież w przypadku Langdona to właśnie logiczne i analityczne myślenie było jego atutem. Pewnie, dlatego wielu czytelników (w tym i ja) jest zawiedzionych postacią profesora w piątym tomie. Na dodatek chciałabym zaznaczyć, że nasz profesor się starzeje, więc pewne zachowania ulegają zmianie i dobrze, że ten aspekt oddał Dan Brown, bo przecież Langdon nie jest komputerem tak jak Winston, (kto czytał ten wie, o co chodzi).
Czytając kolejne strony odniosłam wrażenie, że autor momentami nie potrzebnie przeciągał akcję, co mnie osobiście męczyło. Szokujące dla mnie jest to, że mało interesowało mnie, co chciał ogłosić światu Edmond Kirsch, a wolałam czytać o księciu Julianie i jego umierającym ojcu. Pozostałe wątki trochę mnie nudziły i słabo wciągały.

Jest rzecz, o której muszę wspomnieć. Nie mogę odmówić Brownowi skrupulatnego przygotowania materiału o miejscach, o których chce pisać, przedmiotach czy też osobach. Jego reaserch jest niesamowity i za to czapki z głów dla tego Pana. To jak opisał Sagrada Familia w Barcelonie to majstersztyk. Gdy czytałam o tym kościele miałam wrażenie, że ponownie podziwiam go w Barcelonie.

Podsumowując jestem mocno rozczarowana tą pozycją. Naprawdę oczekiwałam więcej, bo potencjał był, ale chyba Dan Brown po prostu wypalił się. Gdyby nie dobry marketing, za jaki płaci pewnie ta książka przeszłaby bez echa w literackim świecie.
"Miłość pochodzi z innego wymiaru. Nie możemy jej wytworzyć na żądanie ani sobie podporządkować, gdy się pojawi. Miłość nie jest naszym wyborem." ~ Dan Brown, Początek, Katowice 2017, s.357.
OCENA:  5/10

Tak, o to wygląda moja ocena najnowszej powieści Browna. I bardzo bym chciała, żeby Dan Brown napisał coś innego, coś co mnie zaskoczy, ale chyba na to nie ma szans. 
Pozdrawiam,
Lady Spark


[1] Opis pochodzi z obwoluty książki

sobota, 6 stycznia 2018

475. Przyznajemy Literackie Oscary i Maliny za rok 2017!

Lady Spark
Mamy już rok 2018. Nie powiem, żebym go rozpoczęła tak jak chciałam, bo zamiast być u Tea na zabawie sylwestrowej to ja wróciłam od niej dzień wcześniej złożona chorobą, która pojawiła się w mało sprzyjającym momencie. Macie jakieś postanowienia na rok 2018? Ja nauczona doświadczeniem lat poprzednich nie zakładam sobie nic. Co ma być to będzie. 
Postanowiłyśmy nasze podsumowanie jakoś nazwać i pierwsze, co nam przyszło do głowy to Oscary i Maliny za rok 2017. Wiadomo, że nie czytałyśmy wszystkich książek, które wyszły w 2017 roku, ale chodzi o książki, które nam spodobały się lub też nie w minionych dwunastu miesiącach. Każda z nas ma swoje typy i Wam je przedstawi. Najpierw jednak garść statystyk.
  • ilość książek: 47 sztuk;
  • ilość stron: 14323
  • ilość centymetrów: 126,1
  • średnia ocena książek w roku 2017: 5,9
Jak widać nie udało mi się przeczytać 60 książek, które mierzyłyby łącznie 170 cm. Płakać nie zamierzam z tego powodu, rwać włosów z głowy też nie. Nowy rok, to nowa szansa, ale nic na siłę, bo czytanie ma sprawiać przede wszystkim przyjemność. 

Literackie Maliny 2017 według Lady Spark: 
1. Sekretna szkatuła" Martin Langfield (508 stron)
Książka z początku roku 2017, a ja do tej pory, gdy ktoś mi o niej wspomni mam odruch ucieczki. Miała być intryga na kształt tych Dana Browna (chociaż nie ukrywajmy tu autor zaczyna się wypalać również), a wyszło jedno wielkie nic. Kompletnie nie rozumiałam, o co w tej książce chodzi, a także czego główny bohater szuka. Nie! Nie! Nie! 3 razy nie, więc nie przechodzi dalej, ale zajmuje miejsce pier
wsze w zestawieniu Malin 2017. 
2. "Księżna i prezydent" Valery Giscard d'Estaing (224 strony)
Książka napisana dla pieniędzy i próby wybicia się przez byłe prezydenta Francji, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Nijaka. O tej książce też chcę jak najszybciej zapomnieć, bo uważam, że po prostu nie jest warta tego, aby o niej w jakikolwiek sposób pamiętać. 
3. "Wtorkowy Klub Erotyczny" Lisa Beth Kovetz; seria: "Seria do torebki"
Chciałam czegoś lekkiego. Słowo "lekkiego" jest tu słowem klucz, bo lekkie nie znaczy infantylne z tak prymitywnie opisanymi sc
enami seksu. Uważam, że dało się to wszystko napisać przyjemniej, żeby nie sprowadzać literatury dla kobiet do tak niskiego poziomu. Moja rada? Unikajcie jej jak ognia! 

Literackie Oscary 2017 według Lady Spark: 
1. "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz, Michał Wójcik
Gdy przeglądałam swoją listę książek z 2017, żeby znaleźć te, które zasługują na umieszczenie ich w gronie tych najlepszych z najlepszych, to po przeczytaniu tylko tytułu wiedziałam, że "Królestwo za mgłą" zdecydowanie zasługuje na miano tej najlepszej książki. Wywiad rzeka z Zofią Posmysz, która opowiada jak przetrwała obóz koncentracyjny i jak potem wyglądał jej powrót do rzeczywistości, gdy w końcu uzyskała upragnioną wolność. Polecam, każdemu kto interesuje się historią naszego kraju. Dla mnie to zupełnie inne spojrzenie na wojnę i wroga niż to które przedstawiają nam podręczniki do historii. 
2. "Grawitacja" Tess Gerritsen (384 strony)
Zaczynając czytać "Grawitację" słyszałam od znajomych, którzy czytali, że to jest najsłabsza książka Gerritsen. Chciałabym, aby każdy autor miał w swoim dorobku tak słabą książkę, która zachęcałaby mnie do czytania pozostałych jego powieści. Miałam w tej książce wszystko czego oczekuję. Dobry thriller trzymający w napięciu do samego końca. Uważam, że warta jest Waszej uwagi dlatego umieściłam ją na tej liście. 
3. "Ocal mnie" Lisa Scottoline (544 strony)
Prześladowanie w szkole zawsze będzie mnie bolało, bo kiedyś to przeżyłam i pewnie dlatego tak mocno uderzyła we mnie powieść Lisy Scottoline. Również fakt, że ludzie w mieście nie mogli zrozumieć dlaczego kobieta postąpiła tak, a nie inaczej. Tematy, które porusza książka są ciężkie i trudne, a zadawanie sobie pytania: a co ja bym zrobił/a? często zostaje bez odpowiedzi, bo tak naprawdę w danej sytuacji o naszym zachowaniu decyduje impuls.



TEA
Rok 2017, jeżeli chodzi o jakość przeczytanych książek, nie był zły. Do pewnego okresu lektury trzymały bardzo dobry, równy poziom. Końcówka być może nie powala, ale zawsze mogło być zdecydowanie gorzej! No, ale teraz czas przyznawać nagrody!

  • ilość książek: 42 sztuk;
  • ilość stron: 16764
  • ilość centymetrów: 128,2
  • średnia ocena książek w roku 2017: 6,9

Literackie Maliny 2017 według Tea:
1. "Początek" Dan Brown, seria 'Robert Langdon' #5 (576 stron) [4,1 cm] 5/10
Dlaczego?! Danie Brownie dlaczego mi to zrobiłeś?! Jak tak można! Tyle czasu czekałam na kolejną cześć przygód swojego ulubionego profesora, a tymczasem dostałam jedynie jego słabą imitację! Robercie, gdzieś ty mi się zagubił? Gdzie zatraciłeś swój czar? Czy jeszcze kiedyś do mnie powrócisz? Czy będziesz taki jak dawniej? OBY!
2. "Bramy Światłości. Tom I" Maja Lidia Kossakowska, seria 'Zastępy Anielskie' #5 (510 stron) [4 cm] 6/10
Czuję się rozgoryczona! Tyle czasu czekania na kontynuacje, a niestety to okazała się może nie najgorsza, ale znacznie odbiega od pozostałych tomów. Same zakończenie daje możliwość przypuszczać, że kolejny tom może okazać się strzałem w dziesiątkę i ja będę mocno za to trzymać kciuki! Bo tęsknię za Daimonem, tak bardzo tęsknię!
3. "Imagines" Anna Tood & inni autorzy (688 stron) [4,5 cm] 2/10
Imagines to pozycja zła, fatalna, absurdalna i niezwykle irytująca! Nie polecam, nie zachęcam do poznania i radzę nawet na nią nie spoglądać!


Literackie Oscary 2017 według Tea: 
1. "Człowiek o 24 twarzach. Billy Milligan - najcięższy przypadek rozszczepienia osobowości w dziejach" Daniel Keyes (560 stron) [3,7 cm] 9/10
Powiedzieć, że książka jest dobra to zdecydowanie za mało! Bezapelacyjnie jest to najlepsza pozycja, z jaką przyszło mi się zapoznać w tym roku! Wciągająca lepiej niż niejeden kryminał, poruszająca mocniej niż najlepszy dramat, przerażająca w o wiele większym stopniu niż najstraszniejszy horror, a przy tym wszystkim prawdziwa do bólu! Polecam gorąco, bardzo gorąco!
2. "Misery" Stephen King, seria 'Kolekcja Mistrza Grozy' (351 stron) [2,5 cm] 9/10
Misery to kolejna dobra powieść grozy w dorobku autora. Po raz kolejny nie mogłam oderwać się od książki i z bijącym szybko sercem czekałam na finał całej historii! Gorąco polecam każdemu, kto nie boi się bać…
3. "Wakacje nad Adriatykiem" Zofia Posmysz (320 stron) [2,9 cm]
Wakacje nad Adriatykiem to lektura wymagająca. Narracja, prowadzona w pierwszej osobie, przeskakuje w czasie i można się w tym troszeczkę pogubić, ale to tylko chwilowe. Po przeczytaniu większej ilości stron można zauważyć pewną zależność – fragmenty odnoszące się do obozowej rzeczywistości to czasem jedno zdanie zajmujące całą stronę, z kolei teraźniejszość to zdania krótsze, poprawniejsze. Ta „przeszłość” tylko z pozoru wydaje się być chaotycznym zlepkiem myśli… bo przecież właśnie tak wyglądają nasze własne podróże w czasie – nieułożone, nieuporządkowane, ale przez to chyba jeszcze bardziej dające do myślenia.


poniedziałek, 18 grudnia 2017

471. Robercie, ach Robercie! Gdzie mi się podziałeś, Robercie?

AUTOR: Dan Brown
TYTUŁ ORYGINALNY: Origin
TŁUMACZ: Paweł Cichawa
CYKL: Robert Langdon
TOM: Piąty
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Sonia Draga

OPIS
Robert Langdon, profesor Uniwersytetu Harvarda, specjalista w dziedzinie ikonologii religijnej i symboli, przybywa do Muzeum Guggenheima w Bilbao, gdzie ma dojść do ujawnienia odkrycia, które „na zawsze zmieni oblicze nauki”. Gospodarzem wieczoru jest Edmond Kirsch, czterdziestoletni miliarder i futurysta, którego oszałamiające wynalazki i śmiałe przepowiednie zapewniły mu rozgłos na całym świecie. Kirsch, który dwadzieścia lat wcześniej był jednym z pierwszych studentów Langdona na Harvardzie, planuje ujawnić informację, która będzie stanowić odpowiedź na fundamentalne pytania dotyczące ludzkiej egzystencji. Gdy Langdon i kilkuset innych gości w osłupieniu ogląda oryginalną prezentację, wieczór zmienia się w chaos, a cenne odkrycie Kirscha może przepaść na zawsze. Chcąc stawić czoła nieuchronnemu zagrożeniu, Langdon musi uciekać z Bilbao. Towarzyszy mu Ambra Vidal, elegancka dyrektorka muzeum, która pomagała Kirschowi zorganizować wydarzenie. Razem udają się do Barcelony i podejmują niebezpieczną misję odnalezienia kryptograficznego hasła, które stanowi klucz do sekretu Kirscha. [1]

RECENZJA
Robert Langdon, postać wykreowana przez Dana Browna, od naszego pierwszego spotkania znalazł sobie wygodne miejsce w moim czytelniczym serduszku.  Uwielbiam ten jego analityczny umysł, tą genialną umiejętność łączenia faktów i łamanie wszelkiego rodzaju kodów! Nic więc dziwnego, że jak tylko na rynku wydawniczym pojawił się Początek rzuciłam wszystko i zaczęłam zapoznawać się z kolejną porcją przygód Roberta.

Langdon bierze udział w niezwykłym wydarzeniu. Jeden z jego byłych studentów, obecnie miliarder i futurysta Edmond Kirsch, zaprosił go na swój najnowszy wykład, który zgodnie z zapowiedziami ma wywrócić cały dotychczasowy świat „do góry nogami”. Bo co jeśli się okaże, że tak naprawdę Bóg nie istnieje? Nie ważne jak przebiegał początek świata w danej religii, bo i tak to wszystko miałoby się okazać zwykłą bujdą? Edmond postawił sobie dwa kluczowe pytania – skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy? Cała ludzkość ma poznać odpowiedź podczas wystąpienia Kirstcha. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik… i wtedy w trakcie najważniejszego wieczoru swojego życia miliarder umiera z rąk zamachowca. Langdon po raz kolejny zostaje wciągnięty w intrygę, z której może nie wyjść żywy…

Dan Brown słynie z tego, że jego powieści to typowe sensacje. Akcja dzieje się bardzo szybko, wątki sprawnie się przeplatają, a cała historia zamyka się w dwudziestu czterech godzinach. Ten sposób „zagospodarowania” fabuły nigdy mi nie przeszkadzał i tak również było w przypadku Początku. Ponadto znakiem rozpoznawczym Browna są liczne nawiązania do historii, sztuki i filozofii i niestety teraz bardzo mi tego zabrakowało. Historia poszła z „biegiem” czasu i w większości opierała się na nowinkach technologicznych, co niekoniecznie przypadło mi do gustu. Nie mogę powiedzieć, że piąty tom przygód Langdona jest słaby, sama intryga została przedstawiona w taki przystępny i nawet ciekawy sposób, ale to nie ten Brown, którego ja polubiłam.

Ale jak już wspomniałam o swoim ulubionym profesorze to muszę ten temat podciągnąć dalej. Ja w ogóle nie wiem jak to się mogło stać! Nie mam głowy , co najlepszego myślał sobie autor podczas pisania tej części, ale ja się pytam dostanie – CO DO CHOLERY STAŁO SIĘ Z LANGDONEM?! Gdzie podział się ten Robert, którego polubiłam (ba! wręcz pokochałam!). Dlaczego mając tak rozpoznawalną już postać, której wcale nie trzeba było jakoś mocno ulepszać, a po prostu bazować na tym co czytelnik już dobrze zna i lubi, Brown całkowicie zepchnął Roberta na drugi plan. Na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje, w których profesor historii był właśnie profesorem! Ja jestem staromodna i zdecydowanie bardziej wolałabym poczytać o jakiś średniowiecznych szyfrach niż sztucznej inteligencji. W lekturze występuje jeszcze oczywiście kobieta – jak zwykle piękna, jak zwykle inteligentna, przebiegła i sprytna – oto Ambra Vidal. Może i wyidealizowana aż za bardzo, ale osobiście nawet poczułam do niej jakąś sympatię.

Sam styl Browna jest bardzo przystępny. Łatwy i przejrzysty język w połączeniu z krótkimi rozdziałami zakończonymi w kluczowych momentach sprawiał, że z książką można było zapoznać się we wręcz rekordowym tempie. Ponadto muszę pochwalić autora za to, że po raz kolejny przed rozpoczęciem pisania zrobił szczegółowe „śledztwo” i wiedzę na temat nowinek technologicznych i ich obecnych jak i przyszłych możliwości ma w małym paluszku.

Dlaczego?! Danie Brownie dlaczego mi to zrobiłeś?! Jak tak można! Tyle czasu czekałam na kolejną cześć przygód swojego ulubionego profesora, a tymczasem dostałam jedynie jego słabą imitację! Robercie, gdzieś ty mi się zagubił? Gdzie zatraciłeś swój czar? Czy jeszcze kiedyś do mnie powrócisz? Czy będziesz taki jak dawniej? OBY!

OCENA: 5/10


Witam. Dzisiaj wyjątkowo ja, Tea, witam Was swoją recenzją w ten nowy, świąteczny tydzień. Już nie mogę doczekać się niedzieli, a Wy? Pozdrawiam!

[1]Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

241. Trochę fantastyczny thriller polityczny, czyli "Zwodniczy punkt"

AUTOR: Dan Brown
TYTUŁ ORYGINALNY: Deception point
TŁUMACZ: Maria i Cezary Frąc  
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Albaros Andrzej Kuryłowicz/Sonia Drag   

OPIS
Najnowszy satelita NASA wykrywa niezwykły obiekt w lodowcach Arktyki, meteoryt z śladami życia pozaziemskiego. Biały Dom planuje poinformować światową opinię publiczną o odkryciu. Stanowiłoby ono sensację na miarę lądowania człowieka na księżycu, zapewniając urzędującemu prezydentowi USA reelekcję. W celu zbadania meteorytu i stwierdzenia jego autentyczności na Arktykę udaje się grupa naukowców. Do grupy na osobiste polecenie prezydenta dołącza Rachel Sexton, analityk wywiadu, by przygotować opis znaleziska dla Białego Domu. Towarzyszy jej Michael Tolland, światowej klasy oceanograf. Wkrótce okazuje się, że rzekome odkrycie to precyzyjnie przygotowana mistyfikacja. Człowiek, który za nią stoi, zrobi wszystko, aby prawda nie ujrzała światła dziennego. Ratując życie, Rachel i Michael muszą uciekać, tropieni przez bezlitosnych komandosów. Próbują ostrzec prezydenta i ustalić, kto kryje się za misterną intrygą, zwodniczym punktem na kreślonej przez nich mapie spisku… [1]

RECENZJA
„Zwodniczy punkt” jest moją ulubioną książką Dana Browna, chociaż bardzo mocno wchodzi na grunt science fiction. Mimo to czytało mi się ją dobrze i z niecierpliwością przewracałam kolejne strony, chociaż byłam już mocno zmęczona faktem, że wszystko dzieje się w przeciągu dwudziestu czterech godzin. Serio! Panie Brown jeszcze nikomu nie zaszkodziło wydłużenie czasu akcji, a z pewnością nikogo to nie zabiło.

Opis w jakiś sposób zdradza fabułę i zapewniam was, że od pierwszych stron polubiłam główną bohaterkę, ale możliwe, że to z powodu jej ojca, który nie ukrywajmy, ale jest kanalią i człowiekiem gotowym poświęcić wszystko dla kariery – o czym dobitnie przekonujemy się pod koniec książki. Rachel jest analitykiem wywiadu i pracuje dla urzędującego prezydenta, który ubiega się o reelekcję, która wydaje się rzeczą niemożliwą z powodu ciągłych wpadek NASA, które jest otoczone ogromną opieką urzędującego prezydenta. Sexton zostaje wysłana by zrobić krotki raport na temat autentyczności meteorytu ze śladami życia pozaziemskiego. Jednak w pewnym momencie sprawy znacznie się komplikują, a ona oraz Michael Tolland wraz z kilkoma innymi naukowcami walczą o życie. Najgorsze jest to, że nie wiedzą kto jest ich wrogiem, a kto przyjacielem. Sprawa na koniec wydaje się bardziej skomplikowana i szyta grubymi nićmi niż wydawało się w rzeczywistości.

Co do samej konstrukcji to nie mam zarzutów, bo czytelnik nie dostaje wszystkiego na tacy, tylko próbuje samemu rozstrzygnąć kto stoi za tym wszystkim i jaki udział ma w tym prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jednocześnie książka jest czymś w rodzaju przekazu do czego zdolni są ludzie władzy i jak łatwo można manipulować opinią publiczną – wiem to na skutek kończonych studiów i strasznie boli mnie, gdy ci wszyscy wielcy przywódcy wykorzystując proste sztuczki mamią proste społeczeństwo obietnicami bez pokrycia. Ale to nie o tym ma być recenzja. Niestety świat polityki to brudny świat i tego nikt nie zmieni. Wygrywają tylko ci, którzy są bezwzględni i zaślepieni swoimi poglądami. Oczywiście polityka amerykańska znacznie różni się od tej polskiej, ale to dalej zdecydowanie jest brudny i brutalny świat.

Mimo wszystko ta pozycja to moja ulubiona i zdania nie zmienię. Modlę się tylko by Brown zmodyfikował trochę swój styl, bo wszystko zaczyna robić się przewidywalne i kolejne książki mogą nie okazać się tak wielkim sukcesem jak ich poprzedniczki.
"Niech nikt ci nie mówi, co możesz, a czego nie możesz robić." ~ Dan Brown, Zwodniczy punkt, Poznań 2010, str.372.
OCENA: 9/10

Jak dobrze mieć czasem wolny dzień. No i Dan Brown w całości zrecenzowany. Całuję. 
Lady Spark. 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

235. Informatyczny thriller, czyli "Cyfrowa twierdza"

AUTOR: Dan Brown
TYTUŁ ORYGINALNY: Digital Fortress
TŁUMACZ: Piotr Amsterdamski  
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Albaros Andrzej Kuryłowicz/Sonia Drag   
OPIS
Narodowa Agencji Bezpieczeństwa (NSA) konstruuje superkomputer pozwalający złamać każdy szyfr metodą „brutalnego ataku”. Dzięki niemu amerykański wywiad może czytać komunikaty przesyłane przez terrorystów oraz szpiegów i w ten sposób udaremniać ich zamiary. Działalność agencji stara się pokrzyżować genialny japoński kryptolog Ensei Tankado, twórca niedającego się złamać algorytmu, nazywanego Cyfrowa Twierdza. Grożąc przekazaniem go do publicznego użytku, stawie niemożliwe do spełnienia żądania. Susan Fletcher, piękna matematyczka pracująca dla NSA, uczestniczy w dramatycznym wyścigu z czasem, by ocalić agencję, zdemaskować zdrajcę w jej szeregach i odkryć szczegóły planu, którego celem jest zniszczenie banku danych wywiadowczych USA. Stawką jest jej życie… i życie mężczyzny, którego kocha.  [1]

RECENZJA
Kto raz spotkał się z twórczością Dana Browna może przewidzieć, w jakim stylu będzie utrzymana każda jego kolejna powieść. Szybka i wartka akcja, czas trwania całości około doby do dwóch dni, krótkie rozdziały, prowadzenie jednocześnie wielu wątków, które początkowo wydają się ze sobą zupełnie niezwiązane, a im bliżej końca tym więcej znaków zapytania się rozwiązuje.

Jak dla mnie „Cyfrowa twierdza” jest najsłabszą pozycja książką w dorobku Dana Browna i całe szczęście, że nie od niej zaczęłam swoją przygodę z książkami Browna, bo bardzo prawdopodobne jest to, że po więcej bym nie sięgnęła. Przejdźmy jednak do oceny i lekkiego zarysowania akcji.

Panie i Panowie poznajcie Susan Fletcher uzdolnioną matematyczkę, która pracuje dla NSA czyli Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, która jest odpowiedzialna za nadzorowanie superważnego komputera nazwanego TRANSLATOR. Sprzęt ten pozwala rozszyfrować każdy komunikat, który został wysłany nawet przez najznakomitszego szyfranta. Nie ma dla niego kodu, którego nie byłby w stanie złamać. Jak się okazuje do czasu…

Nie wszystkim podoba się takie zachowanie NSA i wśród nich jest pewien Japończyk Ensei Tankado, który stworzył groźny algorytm o nazwie Cyfrowa Twierdza, a jedyną szansa na złamanie go jest powiedzenie światu o TRANSLATORZE. Jak się okazuje rozpoczyna się wyścig z czasem, ze śmiercią i o życie pewnego uniwersyteckiego wykładowcy…

Jest to książka, w której znajdziemy wiele odnośników informatycznych, które dla mnie są kompletną czarną magią. Przydałby się jakieś odnośniki czy coś, a tego brak. Co do reszty to ciężko się do tego odnieść. Ja trochę się nużyłam przy tej pozycji. Nie ma tego czegoś, do czego przywykłam przy „Aniołach i demonach” czy też przy „Kodzie Leonarda da Vinci”. Trochę zawiodła mnie ta pozycja, chociaż język i styl są na bardzo dobrym poziomie. Irytowało mnie kilka postaci.

Mimo wszystko autor pokazuje, co może się stać, gdy pozwolimy rządzącym zbyt mocno ingerować w nasze życie, gdy będziemy tylko patrzeć na to, co robią i im na to pozwalać. Organy władzy chcą kontrolować wszystkie elementy naszego życia. Nie mówię, że to źle, bo wielokrotnie dzięki temu losy nie jednego kraju uniknęły tragedii, ale mimo wszystko zbyt mocny rozwój technologii może doprowadzić do pewnych rzeczy, których cofnąć już się nie da. Zbyt wiele władzy źle działa na ludzi, którzy się w niej zatracają i sądzą, że mają cały świat w swoich dłoniach.

"Sukces zależy od szczęścia." ~ Dan Brown, Cyfrowa Twierdza, Poznań 2010, str. 300.
OCENA: 6/10

Czas na coś ze starszych recenzji. Będę Wam przeplatać nowsze ze starszymi dzięki temu, nowości nie będą czekały tak długo na publikacje ;). 
Całusy i lecę do pracy. Oby do wieczora!


[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 13 lutego 2016

213. Luźna Sobota: Tea Tag Lady Spark

Z racji tego, że kolejna Luźna Sobota nastała to postanowiłam Wam przedstawić tag do którego nominowałam nie Tea.
Ladies and Gentlemen! Panie i Panowie! 
Herbaciane nagrody zostały rozdane, więc zapoznajcie się z tym kto zajął pierwsze miejsca w poszczególnych nominacjach. Pamiętajcie, że zwycięzca mógłbyć tylko jeden. Gotowi?  No to czytajcie! 

Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk. 
Cóż mogę rzecz „Ania z Zielonego Wzgórza” to była moja pierwsza myśl. Cała seria ogólnie kojarzy mi się z dzieciństwem i cudownymi wakacjami.W zasadzie to jestem od niej uzależniona. Och, gdy czytam zawsze czuję się jak dziecko. Kochana i wierna Ania Shirley. 

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.
W zasadzie to nie pijam zielonych herbat, bo nie lubię. I zupełnie nie wiem jaką książkę tu wrzucić. Hmmm… „Nieodparta siła” Danielle Steel. Tak to zdecydowanie nudna pozycja. Gdyby była grubsza to rzuciłabym w kąt nieprzeczytaną.

Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.
Czerwoną lubię, zdecydowanie lubię. I tu przychodzi mi na myśl seria o Robercie Langdonie, ale w zasadzie tylko „Inferno”. Chociaż i w „Aniołach i Demonach” oraz „Kodzie Leonarda da Vinci” Robercik też co chwila zmieniał swoje miejsce pobytu.

Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.
Szczerze? To „System”. Nie wiem zupełnie czemu w Polsce nie było bumu na tę pozycję. Serio. Uważam, że to kawał dobrej literatury. Ale film raczej sobie odpuście. Zdecydowanie nie wart zachodu.

Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.
„Nie oddam dzieci!” Katarzyny Michalak. Przede wszystkim to coś kompletnie nie powinno zostać wydane. Zdecydowanie nie.

Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.
„Przeminęło z wiatrem”, jeśli mowa tu o jakiejkolwiek akcji, ale pierwsze kilkadziesiąt stron to istna droga przez mękę. Potem za to czysta przyjemnośc klasyki literatury. Och ten Rhett.

Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.

Kolejny raz „System”. Uwierzcie mi, że kilka razy mnie zemdliło i zaczynałam się bać ciemności w wieku dwudziestu trzech lat! 

Rozlana herbata, czyli kogo taguję: 
A kto chce niech przyłączy się do zabawy, a jak nie to trudno :). 

A teraz zapraszam Was na after party z dobrą książką. Wymagane wygodne stroje i oczywiście świetny humor. 
Trzymajcie się zdrowo! 
Lady Spark