Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Rob Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Rob Smith. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 grudnia 2016

337. "Agent 6", czyli Lew Demidow po raz ostatni

AUTOR: Tom Rob Smith      
TYTUŁ ORYGINALNY: Agent 6
TŁUMACZ: Andrzej Niewiadomski
SERIA: Lew Demidow
TOM: Trzeci
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO:  Albatros  Andrzej Kuryłowicz S.C.

OPIS
Rok 1950. Jesse Austin, czarnoskóry komunizujący piosenkarz, przyjeżdża do Moskwy, żeby na własne oczy zobaczyć zdobycze systemu, z którym tak sympatyzuje. Władze Związku Radzieckiego próbują wykorzystać to wydarzenie propagandowo. Szybko się jednak przekonują, że gościem wcale nie jest łatwo manipulować, i opiekę nad nim powierzają agentowi MGB, Lwu Demidowowi.
Mijają lata. Amerykanom, a ściśle mówiąc FBI, udaje się zepchnąć austina na margines życia. Demidow rezygnuje z pracy w KGB, w które przekształciło się MGB. Tymczasem jego żona Raisa robi karierę w szkolnictwie i kiedy w 1965 roku, w samym środku zimnej wojny, USA i ZSRR urządzają propagandową pokazówkę – wspólne koncerty amerykańskiej i radzieckiej młodzieży – Raisa staje na czele delegacji wyjeżdżającej do Ameryki. Towarzyszą jej córki.
Lew, który zostaje w Moskwie, umiera z niepokoju o żonę i córki, zwłaszcza o siedemnastoletnią Jelenę. Mimo to powstrzymuje się i nie zagląda do jej pamiętnika. A szkoda. Może gdyby dawne przyzwyczajenia agenta wzięły górę nad chęcią bycia przyzwoitym człowiekiem, mógłby zapobiec nieszczęściu. [1]

RECENZJA
Niestety to ostatni tom przygód o Lwie Demidowie. Przyznam szczerze, że z ogromnym smutkiem żegnam się z tymi postaciami.

Książka podobnie jak poprzednia część rozpoczyna się kolejnym śledztwem z przeszłości Lwa Demidowa. Są to jego początki znajomości z żoną Raisą, która początkowo przedstawiła mu się, jako Lena. W 950 r. pod opiekę Lwa dostaje się amerykański, czarnoskóry piosenkarz Jesse Austin. Władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich próbują pokazać mu idealny świat komunizmu. Jednak nie jest on pozbawionym mózgu i doskonale orientuje się, że nie wszystko w Rosji jest kolorowe. Podczas kilku lat, które dzielą nas do konkretnej akcji książki FBI pozbawiło Austina i jego żonę wszelkich luksusów, w które opływali. Pokazuje to, że nie tylko komuniści zamykali usta niewygodnym dla siebie osobom. Z tym, że oni robili to w zdecydowanie brutalniej. Po prostu Amerykanie zniszczyli karierę piosenkarza, zmusili go by z bogatego stylu życia musiał nagle liczyć każdy pieniądz. Było to zdecydowanie skuteczniejsze niż śmierć, bo podkopało w Austinie niezachwianą wcześniej wiarę w komunizm. W tym samym czasie po zakończeniu kryzysu kubańskiego rządy USA i ZSRR postanawiają pokazać światu, że kapitalizm i komunizm mogą funkcjonować obok siebie i urządzają serię koncertów w Stanach Zjednoczonych dla ważnych delegatów państwowych. Za przygotowanie wyjazdu odpowiada Raisa Demidowa, która zaczyna odnosić coraz większe sukcesy w systemie edukacji narodowej. Z kolei jej mąż jest dyrektorem w jakiejś niszowej fabryce i pod stałą obserwacją KGB za odrzucenie pracy w tych jednostkach dalej. Małżonków niepokoi zachowanie najmłodszej córki Jeleny. Lew powstrzymuje się przed przeczytaniem jej pamiętnika, bo chce zdusić w sobie nawyki agenta KGB. Delegacja wyrusza do USA, gdzie wszystko zaczyna się dziać w zawrotnym tempie…

No i akcja stop. Przyznam szczerze, że to jest zdecydowanie słabsza powieść niż dwie poprzednie. Nie ze względu na to, że bohaterowie nagle się zmienili, bo to, co spotkało Lwa usprawiedliwia to, jaki się stał, ale dlatego, że drugie dwieście pięćdziesiąt stron ciągnęło mi się niemiłosiernie. Było po prostu nudne. Akcja tam dzieje się w Afganistanie i przyznam szczerze, że dopóki autor nie wyjaśnił mi wielkimi wołami, dlaczego tam to w życiu bym nie zrozumiała tego zabiegu. To, co dzieje się dalej to prawdziwy diabelski młyn, ale mistrzowsko napisany. Co prawda chyba nic nigdy nie dorówna „Systemowi”, bo jest to powieść dosłownie przyprawiająca o dreszcze to „Agent 6” to prawdziwy thriller polityczny. Autor kolejny raz uknuł sprytną intrygę, która mogłaby zostać wykonana przez Związek Radziecki w rzeczywistości.

Jak zawsze rozdziały nie są za długie i to bardzo mi się podobało. Miałam wrażenie szybkiego czytania. Styl autora pozostał bez zmian. Może po prostu miałam zmęczenie materiału, bo w szkole miałam dość ciężki tydzień. Autor nie skupił się na pokazywaniu tylko wad komunizmu, bo i kapitalistycznemu światu oberwało się po uszach. Nie wspominałam o tym wcześniej, ale rosyjska delegacja była regularnie szpiegowana, w telewizji pokazywano propagandowe filmiki, gdzie każdy opływał w bogactwa, a tak naprawdę ciężko było w USA z pracą. Pokazał, że manipulowanie w obu systemach było na tym samym poziomie. No i jak wspomniałam wcześniej, ale w USA za poglądy komunistyczne nie groziła nikomu kulka w tył głowy, jak w ZSRR za popieranie kapitalizmu.

Jednak to, co na koniec spotyka Lwa jest adekwatne do tego, co robił w przeszłości. W końcu spotkało go to, co powinno. Jednak, co dziwne bardzo było mi go żal. Naprawdę. Jest to postać tragiczna, która nieważne, jaki wybór by podjęła i tak zrobiłaby pod koniec trzeciej części źle i zawsze ktoś by cierpiał.

Zdecydowanie polecam Wam całą trylogię o radzieckim agencie Lwie Demidowie. Jest to doskonały kawał literatury. U mnie plasuje się bardzo wysoko i cieszę się, że miałam okazję ją poznać.

„Często szczególną uwagę powinniśmy zwracać na tych, którzy na pozór wydają się niewinni." ~ Tom Rob Smith, Agent 6, Warszawa 2014, s. 14.
OCENA: 7/10

I koniec Lwa Demidowa... 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 5 grudnia 2016

336. Lew Demidow wraca do gry w "Tajnym referacie"


AUTOR: Tom Rob Smith     
TYTUŁ ORYGINALNY: The Secret Speech
TŁUMACZ: Robert Ginalski
SERIA: Lew Demidow
TOM: Drugi
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Albatros  Andrzej Kuryłowicz S.C.

OPIS
ZSRR, rok 1956. W społeczeństwie, w którym władze sprawują przestępcy, a niewinni siedzą w więzieniach i łagrach, kończy się okres najgorszego terroru w historii. Mimo, że nowe władze obiecują reformy, większość obywateli nie potrafi – i nie chce – wybaczyć ani zapomnieć przeszłości…
W Moskwie dochodzi do serii tajemniczych samobójstw byłych funkcjonariuszy bezpieki oraz brutalnego morderstwa patriarchy Moskwy i Wszechrusi. Każdy z nich przed śmiercią otrzymał przesyłkę z kopią tajnego referatu Chruszczowa potępiającego stalinowskie zbrodnie.
Śledztwo prowadzi Lew Demidow, były agent bezpieki, kierujący obecnie wydziałem zabójstw. Węszenie wokół niewyjaśnionych zgonów sprowadza na niego i jego rodzinę śmiertelne niebezpieczeństwo. Aby uratować najbliższych, Lew będzie musiał odbyć wyprawę do jądra ciemności – gułagu położonego w najzimniejszej, najbardziej niedostępnej części Syberii, na Kołymie, oraz do Budapesztu, gdzie właśnie rozpoczęła się węgierska rewolucja. [1]

RECENZJA
Jak już się dowiedzieliście z recenzji „Systemu”, który wbił mnie w fotel nie mogłam się doczekać, kiedy do moich rak wpadnie druga część przygód Lwa Demidowa. Miałam jednak takiego pecha, że nigdzie nie mogłam znaleźć. Nawet niezawodne do tej pory Allegro mnie rozczarowało, ale ostatecznie wznowiono wydanie i tak o to popędziłam do księgarni z zamiarem zakupu powieści Toma Roba Smitha.

Po śmierci Stalina w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich na jego miejscu zasiada Nikita Chruszczow. Wygłasza on pewien „Tajny referat”, który prowadzi do całej serii morderstw ważnych urzędników państwowych. Żaden z nich nie może spać spokojnie. W tym wszystkim jest również Lew Demidow. Były funkcjonariusz bezpieki, obecnie prowadzi dział zabójstw, który jest ściśle tajny w socjalistycznym państwie. Jednak jego życie po odejściu z miejsca, gdzie torturował winnych lub też niewinnych ludzi wcale nie jest łatwe. Razem z żoną Raisą adoptował dwie dziewczynki – notabene córki człowieka, który zginął na jego oczach na początku pierwszego tomu. Jelena łatwiej przystosowała się do nowego trybu życia. Nie obwinia Lwa o to, że zabił jej rodziców, ale może, dlatego, że po prostu tego nie pamięta. W trakcie morderstwa miała zaledwie trzy lub cztery lata. Z kolei starsza z nich Zoja pała do niego nienawiścią. Nie jestem tym wcale zdziwiona. Dziewczynka straciła rodziców. Na własnych oczach widziała jak ich rozstrzelano. Te nieporozumienia prowadzą do dziwnych starć wewnątrz z pozoru normalnej rodziny…

Na początku książki poznajemy coś z wczesnej przeszłości Lwa. Dowiadujemy się jak zaczynał w MGB i jak to wpłynęło na dalsze jego losy w tej części książki. Przyznam szczerze, że autor kolejny raz bardzo mocno mnie zaskoczył. Idealnie pokazał skomplikowany system ZSRR i to jak władza była gotowa zabijać własnych urzędników tylko po to by utrzymać naród w strachu. I chociaż to, co stało się w powieści to czysta fikcja literacka to jestem w stanie uwierzyć, że coś takiego w Związku Socjalistycznych Republik mogłoby mieć kiedykolwiek miejsce. Kolejny punkt do oceny.

Znowu Smith nie poszedł na łatwiznę. Opisy zbrodni stalinowski na ludziach podczas przesłuchań budzą odrazę jak się o nich czyta, a co dopiero, gdy wyobraźnia pracuje pełną parą. No może człowieka lekko zemdlić. Ja kilka razy musiałam zamknąć książkę, odczekać i dopiero mogłam wrócić do opisów. To było nieludzkie! Okropne! Ludzie przyznawali się do wszystkiego byle tylko uniknąć dalszego bólu, a na koniec w najlepszym wypadku czekała na nich śmierć a w najgorszym zesłanie na obozu pracy z wyrokiem dożywocia, bo nie było opcji żeby przetrwali te lata, które zostały im zasądzone na dalekiej Syberii.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co dostałam. Bałam się, że powieść będzie troszeczkę gorsza od pierwszej części, ale zdecydowanie jej dorównuje. Z każdą stroną zagłębiamy się w system, który więzi nawet wolnych obywateli. Dla mnie to bardzo okrutny obraz świata i paskudny kawałek historii. Bo chociaż to wszystko fikcja to metody przesłuchań wtedy właśnie takie były.

Jeśli lubicie mocne i dosadne powieści, gdzie autor nie zaważa na to, że macie słabe żołądki to serdecznie wam polecam, bo jest to kawał dobrej literatury, która nie została zauważona. Powiem szczerze, że na pierwszą część nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie moja mama. A przecież mam rękę do wynajdywania dobrych książek. Jednak o tej serii wcale nie było głośno w mediach, albo ja to po prostu przespałam, ale zapamiętałabym autora, gdyby ukazała się, chociaż przelotna reklama lub wzmianka w jakimkolwiek piśmie.

Polecam! Polecam! Polecam!

„Gniewa to nie przelotny kaprys. Tym właśnie różni się od miłości. To nie jest coś, co w jednej chwili czujesz, a w następnej ci przechodzi. Gniewa, kiedy już raz cię ogarnie, zostaje z tobą na zawsze." ~ Tom Rob Smith, Tajny referat, Warszawa 2015, s. 396.
OCENA: 8/10

Kolejny tydzień się zaczyna, a święta coraz bliżej. Kiedy ten czas leci? 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 14 maja 2016

252. Luźna Sobota: Mam coś dla mam!

Dzień Matki zbliża się wielkimi krokami! Macie już prezent? Jeśli nie, może nasze propozycję Wam pomogą! 

Lady Spark

Młodzieżówka – dla mamy młodej duchem


Nowość od wydawnictwa od OMG Books. Julie wcale nie jest płytką nastolatką, która spotyka złego chłopca i próbuje go na siłę zmienić. Trafia do skomplikowanej rodziny, która staje się dla niej kimś ważnym w życiu. Uważam, że przy tej pozycji nie tylko młodzież będzie się idealnie bawić, ale mama, która czuje się młoda duchem również znajdzie w niej sporo radości z czytania. 

Kryminał – dla mamy niespełnionej policjantki 


Ja powiem szczerze, że jest to jedna z tych książek, o której się pamięta. Ja często ją wspominam, ale na film do kina się wybrałam (chodzi mi o wersję amerykańską). Jest to naprawdę dobrze napisana książka. No i tajemnica goni tajemnicę. 

Thriller – dla mamy o mocnych nerwach 


Kto mnie zna ten wie, że ogromną sympatią zapałałam do „Systemu” Toma Roba Smitha, który w księgarni wypatrzyła mama. Ja wsiąknęłam w nią od razu i spełniła wszystkie moje oczekiwania. I trzymała w napięciu i zaskakiwała i powodowała obrzydzenie. Wszystko w jednym, ale przede wszystkim dla mam o mocnych nerwach. 

Romans/Obyczajówka – dla mamy romantyczki


Poruszająca i przezabawna książka o życiu i o stracie bliskiej osoby. Jednak nigdy nie należy się poddawać i o tym właśnie mówi ta książka. Popłakałam się, co nie zdarza się często. Wzruszająca i dająca nadzieję na lepsze jutro… 

Historyczna/Biografia – dla mamy uwielbiającej przeszłość


Cóż może to nie do końca odpowiednia pozycja, bo przecież Elżbieta II żyje, ale w tej pozycji we wspaniały sposób zostało pokazane jej życie i jej przeszłość. To postać tragiczna, bo bardzo nieszczęśliwa, a za swoją największą misję uznała bycie monarchą i odbudowanie reputacji dynastii Windsorów. 


Tea

Młodzieżówka - dla mamy młodej duchem 


Świetny styl autorki oraz bardzo dobrze wykreowani bohaterowie tylko ułatwili mi moja podróż w stworzoną przez Lauren Oliver rzeczywistość.  Myślę, że cała seria będzie świetną przygodą dla wszystkich mam, nie tylko mojej! 

Kryminał - dla mamy niespełnionej policjantki


Wołanie Kukułki to naprawdę dobrze skonstruowany kryminał, który przedstawia londyński świat gwiazd – w świetle jupiterów, ze szpiegującymi wszędzie paparazzi, celebranci zmuszeni są przyodziewać maski, zgodne z upodobaniami tłumu. Robert Galbraith idealnie przekazał nam realia codziennego życia sławnych ludzi, a przy okazji zapoznał z postacią nietuzinkowego detektywa. Trzymająca w napięciu do ostatnich stron, każda mama będzie zachwycona! 

Thriller -  dla mamy o mocnych nerwach 


Po zapoznaniu się z trzema częściami cyklu „Dr David Hunter”, mogę śmiało powiedzieć, że trzeci tom, jak dla mnie, jest najlepszy! Świetnie wykreowany pierwszy bohater, trzymająca w napięciu historia i fantastyczna fabuła. Ja mówię tak i jestem święcie przekonana, że wiele mam również! 

Romans  -  dla mamy romantyczki 


Nie nie takie historie miłosne straszna jak Tea ją maluje. Zakochać się to bardzo dobrze napisana lektura przy której można spędzić miłe chwile. Myślę, że wiele mam znajdzie przy tej lekturze chwile wytchnienia i z uśmiechem będzie śledzić losy bohaterów.

Historyczna/Biografia – dla mamy uwielbiającej przeszłość


Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz to najrzetelniejsza biografia, z którą do tej pory się spotkałam. Mocna, napisana bardzo dobrym stylem i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Uzupełnienie pozycji o Raport Witolda Pileckiego z 1945 roku nadał całej publikacji jeszcze bardziej wyrazistego kształtu. Opis oświęcimskiego obozu widziany oczami rotmistrza daleki jest od suchego, pozbawionego emocji sprawozdania. Podczas czytania całej książki nie sposób nie oddać się dłużej refleksji i trzymać uczucia na wodzy. Tytuł obowiązkowy dla każdego, a już koniecznie dla mam lubiących historię! 

sobota, 13 lutego 2016

213. Luźna Sobota: Tea Tag Lady Spark

Z racji tego, że kolejna Luźna Sobota nastała to postanowiłam Wam przedstawić tag do którego nominowałam nie Tea.
Ladies and Gentlemen! Panie i Panowie! 
Herbaciane nagrody zostały rozdane, więc zapoznajcie się z tym kto zajął pierwsze miejsca w poszczególnych nominacjach. Pamiętajcie, że zwycięzca mógłbyć tylko jeden. Gotowi?  No to czytajcie! 

Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk. 
Cóż mogę rzecz „Ania z Zielonego Wzgórza” to była moja pierwsza myśl. Cała seria ogólnie kojarzy mi się z dzieciństwem i cudownymi wakacjami.W zasadzie to jestem od niej uzależniona. Och, gdy czytam zawsze czuję się jak dziecko. Kochana i wierna Ania Shirley. 

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.
W zasadzie to nie pijam zielonych herbat, bo nie lubię. I zupełnie nie wiem jaką książkę tu wrzucić. Hmmm… „Nieodparta siła” Danielle Steel. Tak to zdecydowanie nudna pozycja. Gdyby była grubsza to rzuciłabym w kąt nieprzeczytaną.

Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.
Czerwoną lubię, zdecydowanie lubię. I tu przychodzi mi na myśl seria o Robercie Langdonie, ale w zasadzie tylko „Inferno”. Chociaż i w „Aniołach i Demonach” oraz „Kodzie Leonarda da Vinci” Robercik też co chwila zmieniał swoje miejsce pobytu.

Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.
Szczerze? To „System”. Nie wiem zupełnie czemu w Polsce nie było bumu na tę pozycję. Serio. Uważam, że to kawał dobrej literatury. Ale film raczej sobie odpuście. Zdecydowanie nie wart zachodu.

Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.
„Nie oddam dzieci!” Katarzyny Michalak. Przede wszystkim to coś kompletnie nie powinno zostać wydane. Zdecydowanie nie.

Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.
„Przeminęło z wiatrem”, jeśli mowa tu o jakiejkolwiek akcji, ale pierwsze kilkadziesiąt stron to istna droga przez mękę. Potem za to czysta przyjemnośc klasyki literatury. Och ten Rhett.

Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.

Kolejny raz „System”. Uwierzcie mi, że kilka razy mnie zemdliło i zaczynałam się bać ciemności w wieku dwudziestu trzech lat! 

Rozlana herbata, czyli kogo taguję: 
A kto chce niech przyłączy się do zabawy, a jak nie to trudno :). 

A teraz zapraszam Was na after party z dobrą książką. Wymagane wygodne stroje i oczywiście świetny humor. 
Trzymajcie się zdrowo! 
Lady Spark 

sobota, 30 stycznia 2016

207. Luźna sobota: Podsumowanie stycznia, czyli co u Lady Spark w książkach piszczy

Postanowiłam z Nowym Rokiem wrócić do podsumowań miesiąca. Nie wiem jak to będzie wyglądało ze strony Tea, ale możliwe, że i ona będzie Was na nowo rozpieszczała podsumowaniami miesiąca. W styczniu z książkami poszło mi całkiem dobrze, bo przeczytałam siedem książek. Wiem, że inni są w stanie przeczytać więcej, ale ja wyznaję zasadę, że spanie też jest spoko. Dlatego ilość siedmiu mnie satysfakcjonuje.
Lista książek w styczniu:
1.       "Światła Południa" Danielle Steel (368 stron) 3/10
Kolejna próba zachwycenia się Danielle Steel i kolejna porażka. Chyba zacznę wątpić. Naprawdę jedna, którą czytałam dawno poruszyła mnie bardzo mocno, ale kolejne nawet nie zdenerwowały. Są mdłe i bez niczego. Szkoda, szkoda, szkoda.

2.       "Zimowe serca" Belinda Jones (368 stron) 5/10
Przyznam szczerze, że to najnormalniejsze w świecie romansidło. Dlatego dostało 5, bo na nic więcej nie zasługuje. Chociaż czytało mi się ją szybko i bez problemów. Jednak po kilku dniach już o niej zapomniałam. Cóż, może inna tej autorki bardziej przypadnie mi do gustu.


3.       "Co nas nie zabije" David Lagercrantz; seria "Millennium" #4 (504 strony) 6/10
Książka do której miałam największe obawy. Kocham całą serię „Millennium”. Bardzo się bałam, że czwarta część nie będzie nawet dobra, a co dopiero mówić o byciu wyśmienitą. Mam po niej mieszane uczucia. Bardzo mieszane. I tak i nie… Sama nie wiem.
  
4.       "Tajny referat" Tom Rob Smith; seria "Lew Demidow" #2 (440 stron) 8/10
Lwa Demidowa poznałam w „Systemie”, który wrył mnie w fotel. Kolejna część to również dobry kawałek literatury. Zagłębiamy się w coraz mroczniejszy Związek Radziecki. Obserwujemy przemianę Lwa w zupełnie innego człowieka. Równie dobra jak pierwsza.



5.       "Wybór Jasminy. Prawdziwa opowieść o niewolnicy, która wywalczyła sobie życie" Jean Sasson  (288 stron) 8/10
Egzemplarz recenzencki, który okazał się wspaniałą książką. Wiele razy bardzo mnie zmroziła i zaszokowała. Im więcej czytam takich książek tym mniej rozumiem świat muzułmański. Uwierzcie mi to nie jest łatwa kultura.




6.       "Agent 6" Tom Rob Smith: seria "Lew Demidow" #3 (512 stron) 7/10
Trzecia i ostatnia część nie okazała się tak wspaniała. Druga połowa to raczej nuda i nic więcej, ale pierwsza dorównuje poprzednim tomom. Chciałabym, żeby powstawało więcej takich książek. Naprawdę. Kawał dobrej literatury.

7.       "Tajemnicza historia w Styles" Agatha Christie; seria "Herkules Poirot" (210 stron) 7/10
Pierwsze spotkanie z Królową Kryminałów i wielkie oczarowanie. Pokochałam jej styl pisania. Chętnie sięgnę po kolejne książki, które czekają w kolejce. Zdecydowanie zasłużone miejsce tej kobiety w światowej klasyce literatury. Pokłony i ogromne brawa.



Łączna liczba stron: 2690 stron
Średnia liczba stron dziennie: 86 stron
Najgorsza książka stycznia: "Światła Południa" Danielle Steel
Najlepsza książka stycznia: "Tajemnicza historia w Styles" Agatha Christie; seria "Herkules Poirot"
Największe zaskoczenie stycznia: "Wybór Jasminy. Prawdziwa opowieść niewolnicy, która wywalczyła sobie wolność" Jean Sasson
Największe rozczarowanie stycznia: "Światło Południa" Danielle Steel

czwartek, 31 grudnia 2015

194. Kolejny rok dobiegł końca, czyli podsumowanie roku 2015 na KA.

Dziś ostatni dzień w roku, więc zapraszamy na małe podsumowanie tego co działo się na Kreatywnej Alternatywie! 


TOP 5: Najlepsze książki 2015:
1.     „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell
W sumie to lekkie zaskoczenie, bo początek tej książki nie zapowiadał tego co dostałam. Wspaniała powieść podczas, której miałam przyśpieszone bicie serca. Scarlett była irytująca i samolubna, za to całą powieść ratował Rhett. Wspaniała powieść! Nic dziwnego, że zalicza się do klasyki literatury.
2.     "Love, Rosie" Cecelia Ahern
Początkowo podchodziłam bardzo sceptycznie do tej książki, bo taka rozreklamowana, cały internetowy świat o niej pisał… i jak się okazało słusznie! Dla mnie ma szczególne znaczenie, bo przypomina mi mój pewien okres w życiu. Z tym, że zakończenie jest zdecydowanie inne. Podobała mi się.
3.     „Musiałam umrzeć” Marina Achmedowa
Początkowo nie chciałam kupić tej książki, ale widując wszędzie jej zdjęcia, zapowiedzi postanowiłam skupić się na opisie i doszłam do wniosku, że muszę ją mieć. Wciągnęła mnie, a z racji skończonych przeze mnie studiów pozwoliła mi trochę lepiej zrozumieć zachowanie pewnej grupy religijnej.
4.     „System” Tom Rob Smith
Ogólnie to uwielbiam książki, które dzieją się w przeszłości. Nie mam ulubionego okresu, ale komunizm w ZSRR to temat, który przy pisaniu pracy magisterskiej bardzo mocno mnie zainteresował. Mama książkę wypatrzyła i zdecydowanie muszę przyznać, że tym razem to był dobry wybór.
5.     „Ostatnia piosenka” Nicolas Sparks
Po „Jesiennej miłości” nie byłam pewna czy cokolwiek Sparksa przypadnie mi do gustu. Jednak „Ostatnia piosenka” zdecydowanie lepiej nastawiła mnie do powieści autora. Myślę, że po kolejne sięgnę z pewną porcją oczekiwań i wymagań.

TOP 5: Najgorsze książki 2015:
1.     „Pocztówki prosto z serca” Ella Griffin
Nudno i mdło. Nic się nie działo. Dosłownie nic. Bohaterowie irytujący, infantylni i tacy kompletnie bez życia. Bezapelacyjnie najgorsza książka w roku 2015.
2.     "Nieodparta siła" Danielle Steel
Książki Steel to mają być typowe romansidła i takie są, ale w tej książce problem był jeden: nuda. Było okropnie bezpłciowo. Całe szczęście, że to było krótkie, bo w innym wypadku pewnie umarłabym czytając.
3.     "Nie oddam dzieci!" Katarzyna Michalak
Tyle zachwytów! Tyle poematów! A tu taki klops! Podobno książki z Czarnym Kotem tej autorki są najlepsze w jej dorobku. Śmiem podważyć tę tezę. „Nie oddam dzieci!” to koszmarna powieść. Akcja pędzi jak szalona, a tytuł wcale nie oddaje całej fabuły. Boję się myśleć o kolejnych książkach tej autorki, które czekają na moich półkach.
4.     "Zaginiony symbol" Dan Brown
Krwawi me serce. Uwielbiam Browna i jego styl, ale „Zaginiony symbol” to kompletnie przegadana książka. Można było ją zrobić krótszą i zdecydowanie ciekawszą. Po prostu no nie!
5.     "19 razy Katherine" John Green
Nie wiedziałam czy czytam podręcznik matematyki czy powieść dla nastolatków. Nie rozumiałam sensu tej książki. I cały czas się zastanawiałam czy to przypadkiem nie jest wstęp do autobiografii autora. W końcu sam został rzucony przez kobiety prawie pięćdziesiąt razy. Zasłużone miejsce w tym niechlubnym notowaniu.

Wyzwania książkowe 2015:
Brałam udział w dwóch: 52 książki w 12 miesięcy, które ja zamieniłam sobie na 60 książek w 12 miesięcy i jestem trochę zawiedziona, bo brakło mi jednej książki. Jednej! Jednak źle też nie jest, bo podobny wynik uzyskałam w poprzednim roku. Drugie to „Przeczytam tyle ile mam wzrostu” i tu brakło mi dwóch milimetrów. Mierzę sobie 170 centymetrów, a moje książki mierzą 169 centymetry i 8 milimetrów. Uznaję je za spełnione. W końcu ktoś chce się kłócić o dwa milimetry? No miejcie litość! (W liście wyzwania brakuje ostatniej książki, którą czytam, ale zostanie ona tam dopisana dziś wieczorem, bo powinnam ją skończyć dlatego została uwzględniona. Mowa o "Żonie oficera")

Liczba przeczytanych stron: 25779

Wyzwania książkowe 2016:
Podobnie jak w tym roku podejmuję tylko dwa wyzwania: 60 książek (zmienione z 52 książek) oraz Przeczytam tyle ile mam wzrostu. O postępach w obu postanowieniach będę Was na bieżąco informować w zakładce „Wyzwania Lady Spark”.

TOP 5: Najlepsze książki 2015:
1. „Potop” Henryk Sienkiewicz
Nieprawdopodobne? A jednak! W mijającym roku to właśnie „Potop” stał się najlepszą przeczytaną przeze mnie książką? Dlaczego? Po pierwsze bardzo lubię takie powieści historyczne. Po drugie – nie przerażają mnie duże cegły. Po trzecie – uważam, że w drugim tomie trylogii Sienkiewicza praktycznie niczego nie zabrakło. Tegoroczne czytanie „Potopu” było moim drugim spotkaniem z tym konkretnym tytułem i miałam wrażenie, że tym razem książka jeszcze bardziej przypadła mi do gustu!
2. "Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?" Philip Zimbardo
Książka jest naprawdę dobra i powinna zaciekawić każdego, nie tylko studentów kierunków, które mają w sobie elementy psychologii. Bo to przecież naprawdę fascynujące jak ten cały sytuacyjny mechanizm się kręci. Jak trafnie twierdzi Zimbardo – słysząc o jakiś okropnych zbrodniach zastanawiamy się jak ktoś mógł się posunąć do czegoś takiego, jednocześnie zupełnie nie myśląc o tym jak my zachowalibyśmy się na jego miejscu, podani takim wpływom, którym on uległ.
3. „Wołanie kukułki” Robert Galbraith
„Wołanie Kukułki” to naprawdę dobrze skonstruowany kryminał, który przedstawia londyński świat gwiazd – w świetle jupiterów, ze szpiegującymi wszędzie paparazzi, celebryci zmuszeni są przyodziewać maski, zgodne z upodobaniami tłumu. Robert Galbraith idealnie przekazał nam realia codziennego życia sławnych ludzi, a przy okazji zapoznał z postacią nietuzinkowego detektywa.
4. „Chłopiec w pasiastej piżamie” John Boyne
„Chłopiec w pasiastej piżamie” jest lekturą godną polecenia. Chociaż nie mam tutaj dosłownych opisów strasznych zbrodni dokonywanych podczas II wojny światowej, to jednak w swojej naiwności historia Bruno oraz Szmula porusza i przeraża.
5. „Worek kości” Stephen King
Lektura, przynajmniej w moim odczuciu, nie może być traktowany jako rasowy horror. Ta książka ma nie tyle straszyć, co ukazać, że tak naprawdę najbardziej możemy obawiać się bestii, które drzemią w nas samych. To nie nadprzyrodzonych mocnych powinniśmy się bać, a tego do czego tak naprawdę jest zdolny drugi człowiek – do jakich okropieństw jest w stanie się posunąć z czysto egoistycznych powódek. Nie ma osób kryształowych, ale są tacy, którzy nie zasługują na miano ludzi.

TOP 5: Najgorsze książki 2015:
1. „Kołysanka polskich dziewcząt” Dagmara Dominczyk
Tutaj to miałam prawdziwe pole do popisu! Mam jakieś dziwne wrażenie, że w tym roku trafiłam na bardzo dużo bardzo złych książek. Po głębszym namyślę, stwierdziłam, że najgorszą lekturą z najgorszych w tym roku była „Kołysanka polskich dziewcząt”. Straszna, koszmarna, zapchana tyloma niepotrzebnymi wulgaryzmami. Przekleństwo przewija się bez mała w każdym dialogu i w co drugim opisie – czasem nawet nie pasują one do danej sytuacji, ale pani Dagmara chyba tak nie uważała. Przez taki a nie inny styl książka powinna nazywać się – Kołysanka polskich patoli, bo naprawdę przedstawiony w lekturze obraz polskiego społeczeństwa to sam alkoholizm, narkomania, ciągłe libacje i zubożony słownik. Masakra!
2. "Namiestniczka. Księga II" Wiera Szkolnikowa
Książka fatalna pod każdym względem – brak akcji, brak ciekawych postaci, brak jakichkolwiek innych emocji oprócz irytacji i nawet dialogi tak sztuczne jak zupka chińska w proszku!
3. "Kobieta z bursztynowym amuletem" Heidi Rehn
Będąc „okładkową blacharą” sama siebie skazałam na tyle stron ciągłej irytacji! Książka banalna i fatalna! Oprócz okładki nic nie zdołało mnie zaciekawić. Cóż, oby jak najmniej takich lektur w przyszłym roku!
4. "Obrońca nocy" Agnieszka Lingas-Łoniewska
Książka nie miała w sobie nic co przyciągnęłoby moją uwagę! Nic, a nic! Przed napisaniem swojego zdania zerknęłam na recenzję innych na portalu LubimyCzytać i zwątpiłam w  siebie, naprawdę! To co wszyscy tak zachwalają dla mnie jest niczym innym jak gniotem, na który straciłam czas. Jestem pewna, że przez dłuży okres czasu nie zajrzę do innych książek autorki.
5. "15 blizn" - zbiór opowiadań 15 autorów
Jako miłośniczka horrorów nie mogłam się oprzeć, kiedy w bibliotece, na jednej z półek, zauważyłam „15 blizn”. Okładka, która może nie jest najpiękniejsza i nie można o niej powiedzieć, żeby była „miła” dla oka, ma w sobie coś na tyle intrygującego, że naprawdę miałam ogromną ochotę zapoznać się z wnętrzem książki. Bardzo entuzjastyczna zasiadłam do czytania… i po ponad 400 stronach mogę śmiało przyznać, że owszem opowiadania zostawiły na mnie blizny – piętnaście paskudnych, ropiejących i irytująco swędzących blizn, o których jak najszybciej chcę zapomnieć!

Wyzwania książkowe 2015:
W minionym roku uczestniczyłam w trzech wyzwaniach: 52 książki, Przeczytam tyle ile mam wzrostu oraz Wyzwanie Książkowe 2015. Niestety z różnych przyczyn nie udało mi się doprowadzić, żadnego z wyzwań do końca i jestem na siebie wściekła! Nie tak to miało wyglądać! Do zakończenia pierwszego wyzwani zabrakło mi czterech książek i tego najbardziej żałuję! O pozostałych, z racji marnego wyniku, nawet nie będę się wypowiadać! Następny rok musi być zupełnie inny

Liczba przeczytanych stron: 19 083

Wyzwania książkowe 2016:
W nadchodzącym roku nie porywam się z motyką na słońce i skupie się na dwóch wyzwaniach: 52 książkach oraz Przeczytam tyle ile mam wzrostu. O postępach w obu postanowieniach będę Was na bieżąco informować w zakładce „Wyzwania Tea”.
TOP 5: Najlepsze książki 2015:
1. "Pochłaniacz" Katarzyna Bonda
Wyczekana i mnie nie zawiodła! Dorobiłam się mnóstwa cytatów w moim kalendarzyku. Naukowe ciekawostki, kobieta powstająca z popiołów, a przy tym mająca głowę na karku. Jak tu się nie zachwycić? Oczywiście spokojna praca w banku to tylko jej mrzonki. Jej umysł jest stworzony do spraw kryminalnych. Zwłaszcza do morderstwa jako porachunków z przeszłości. Jedyny mój żal, to że muszę czekać na kolejne tomy. Właśnie od tej książki zostałam fanką Saszy Załuskiej i wsiąknęłam w jej historię. Kojarzy mi się z wakacjami, bo właśnie wtedy ją czytałam. Sami widzicie, zwycięzca mógł być tylko jeden.
2. "Pewnego dnia" Emily Giffin
Tą książkę chciałam wyróżnić za ciekawe podejście do odnajdywania rodziców przez adoptowane dziecko. Żadna tam oklepana ckliwa historyjka, żadne wpadanie sobie w objęcia i więź od pierwszego wejrzenia. Autorka, moim zdaniem, oddała bardzo realne emocje nastolatki, biologicznej matki i ojca, a także rodziców zastępczych. Dylematy przed burzeniem idealnego świata, akceptowanie prawdy i szukanie czegoś, na co szansę straciło się dawno temu. Przekrój przez relacje rodzinne pełną parą.
3. "Love, Rosie" Cecelia Ahern
Na podstawie książki powstał całkiem dobry film i nie byłam zawiedziona. Jednak i tak jestem za książką. Cieszę się bardzo, że miałam możliwość ją przeczytać. Przekrój praktycznie przez całe życie bohaterów, rozwój ich przyjaźni w miłość. Mogłam się irytować na to, jak się mijali, jak niewiele brakowało im do szczęścia. Właśnie tak jest w życiu. Jeśli czegoś sami nie powiemy, to nie ma co liczyć na domysły. W tej książce życie bohaterów poznaje się z listów, tego, co odważyli się komuś napisać.
4. "Wróć, jeśli pamiętasz" Gayle Forman
Druga część cyklu, która faktycznie bardziej podbiła moje serce. Jestem wdzięczna autorce za spojrzenie miłość od innej strony. Gdy nie wszystko się ułożyło po myśli bohaterów, wcale nie żyli długo i szczęśliwie, a wręcz się zagubili.
5. "Dziękuję za wspomnienia" Cecelia Ahern
Ta pozycja znalazła się tutaj ze względu na wspaniały cytat, który utkwił w mojej pamięci. "Prefer et obdura; dolor hic tibi proderit olim [...] Znoś i wytrwaj; ból ten przyda ci się kiedyś". Może i przekazanie wspomnień wraz z transfuzją krwi wydaje się trochę bajkowe, ale powstała wokół tego naprawdę wzruszająca historia. Dwójka ludzi dzieliła coś, zanim się poznała

TOP 5: Najgorsze książki 2015:
1. "Porwanie" Joanna Chmielewska
O tak, to pierwsza książka, która przyszła mi na myśl odnośnie tego zestawienia. Gdyby nie poczucie przyzwoitości, by zawsze kończyć rozpoczęte książki, rzuciłabym ją w diabły. Chciałam też wyjaśnienia głównej sprawy, ale szło to zrobić w mniej chaotyczny sposób. To nawet kobiety są mniej chaotyczne niż ta fabuła.
2. "Przebudzenie" Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Niby nic złego, a jednak jako całokształt historia wydaje się mocno naciągana. Tajemnica, która mnie zaintrygowała, znalazła dość absurdalne rozwiązanie. Bardziej się przy tym pośmiałam niż bałam. Po upływie czasu nawet nie pamiętam wątku romantycznego.
3. "Echo winy" Charlotte Link
O tak, najbardziej irytujący mnie romans dwójki bohaterów i najbardziej irytująca mnie matka. Wiem, że to nie miał być kryminał, ale dla mnie za dużo psychologii, za mało o samej sprawie ginących dziewczynek. W końcu trupy są lepsze niż irytująca główna bohaterka.
4. "Papierowe miasta" John Green
Ta pozycja wylądowała tu za słaby język. Czytałam później "Gwiazd naszych wina" i odkryłam, że autor potrafi normalnie pisać dialogi nastolatków. Może dla kogoś te wszystkie żarty, były śmiesznie, ale mnie po prostu obrzydzały teksty Bena. Zamykałam książkę i przetrawiałam fakt, czy chcę czytać dalej.
5. "Droga do Różan" Bogna Ziembicka
Niezdecydowana główna bohaterka wystarczyła, bym umieściła tutaj tą książkę. Po wspaniałych wspomnieniach przedwojennych jej opiekunki, nie miałam ochoty wracać do czasów teraźniejszych w książce. Nie pojęłam postępowania Zosi do końca i zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami.

Liczba przeczytanych stron: 10 096

Dla mnie jest to okazja do pożegnania się z wami, jako członkini załogi Kreatywnej Alternatywy. Od jutra staję się czytelnikiem. Dziewczyny ruszają do przodu i jestem pewna, że sobie świetnie poradzą. Mogłam dzielić z wami ten świat książek, z czego niezmiernie się cieszę i za co dziękuję :) Nauczyłam się wiele, uzewnętrzniłam swoje odczucia po lekturach i już żałuję, że to koniec. Postanowiłam mierzyć siły na zamiary. Życzę wszystkim mnóstwa wspaniałych książek, które pozwolą się oderwać od świata, jeśli rzeczywistość wyda nam się nudna i nieciekawa.

Zgodnie z tym co napisała wyżej Martitta. Od jutra zostajemy na KA tylko we dwie - ja i Tea. Mamy kilka pomysłów jak urozmaicić nasze posty. Co zrobić, żeby było trochę ciekawiej. Jednak o tym dowiecie się w najbliższą sobotę. Zapraszamy! 


Przy okazji chcemy wszystkie Wam życzyć aby ten Nowy Rok 2016 był lepszy nie tylko w pozycjach książkowych, ale przede wszystkim w Waszych życiach prywatnych, obyście jak najmniej musieli mierzyć się z przeciwnościami losu. Szczęśliwego Nowego Roku! 
Życzą Lady Spark, Martitta i Tea.