Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Wójcik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Wójcik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 stycznia 2018

475. Przyznajemy Literackie Oscary i Maliny za rok 2017!

Lady Spark
Mamy już rok 2018. Nie powiem, żebym go rozpoczęła tak jak chciałam, bo zamiast być u Tea na zabawie sylwestrowej to ja wróciłam od niej dzień wcześniej złożona chorobą, która pojawiła się w mało sprzyjającym momencie. Macie jakieś postanowienia na rok 2018? Ja nauczona doświadczeniem lat poprzednich nie zakładam sobie nic. Co ma być to będzie. 
Postanowiłyśmy nasze podsumowanie jakoś nazwać i pierwsze, co nam przyszło do głowy to Oscary i Maliny za rok 2017. Wiadomo, że nie czytałyśmy wszystkich książek, które wyszły w 2017 roku, ale chodzi o książki, które nam spodobały się lub też nie w minionych dwunastu miesiącach. Każda z nas ma swoje typy i Wam je przedstawi. Najpierw jednak garść statystyk.
  • ilość książek: 47 sztuk;
  • ilość stron: 14323
  • ilość centymetrów: 126,1
  • średnia ocena książek w roku 2017: 5,9
Jak widać nie udało mi się przeczytać 60 książek, które mierzyłyby łącznie 170 cm. Płakać nie zamierzam z tego powodu, rwać włosów z głowy też nie. Nowy rok, to nowa szansa, ale nic na siłę, bo czytanie ma sprawiać przede wszystkim przyjemność. 

Literackie Maliny 2017 według Lady Spark: 
1. Sekretna szkatuła" Martin Langfield (508 stron)
Książka z początku roku 2017, a ja do tej pory, gdy ktoś mi o niej wspomni mam odruch ucieczki. Miała być intryga na kształt tych Dana Browna (chociaż nie ukrywajmy tu autor zaczyna się wypalać również), a wyszło jedno wielkie nic. Kompletnie nie rozumiałam, o co w tej książce chodzi, a także czego główny bohater szuka. Nie! Nie! Nie! 3 razy nie, więc nie przechodzi dalej, ale zajmuje miejsce pier
wsze w zestawieniu Malin 2017. 
2. "Księżna i prezydent" Valery Giscard d'Estaing (224 strony)
Książka napisana dla pieniędzy i próby wybicia się przez byłe prezydenta Francji, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Nijaka. O tej książce też chcę jak najszybciej zapomnieć, bo uważam, że po prostu nie jest warta tego, aby o niej w jakikolwiek sposób pamiętać. 
3. "Wtorkowy Klub Erotyczny" Lisa Beth Kovetz; seria: "Seria do torebki"
Chciałam czegoś lekkiego. Słowo "lekkiego" jest tu słowem klucz, bo lekkie nie znaczy infantylne z tak prymitywnie opisanymi sc
enami seksu. Uważam, że dało się to wszystko napisać przyjemniej, żeby nie sprowadzać literatury dla kobiet do tak niskiego poziomu. Moja rada? Unikajcie jej jak ognia! 

Literackie Oscary 2017 według Lady Spark: 
1. "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz, Michał Wójcik
Gdy przeglądałam swoją listę książek z 2017, żeby znaleźć te, które zasługują na umieszczenie ich w gronie tych najlepszych z najlepszych, to po przeczytaniu tylko tytułu wiedziałam, że "Królestwo za mgłą" zdecydowanie zasługuje na miano tej najlepszej książki. Wywiad rzeka z Zofią Posmysz, która opowiada jak przetrwała obóz koncentracyjny i jak potem wyglądał jej powrót do rzeczywistości, gdy w końcu uzyskała upragnioną wolność. Polecam, każdemu kto interesuje się historią naszego kraju. Dla mnie to zupełnie inne spojrzenie na wojnę i wroga niż to które przedstawiają nam podręczniki do historii. 
2. "Grawitacja" Tess Gerritsen (384 strony)
Zaczynając czytać "Grawitację" słyszałam od znajomych, którzy czytali, że to jest najsłabsza książka Gerritsen. Chciałabym, aby każdy autor miał w swoim dorobku tak słabą książkę, która zachęcałaby mnie do czytania pozostałych jego powieści. Miałam w tej książce wszystko czego oczekuję. Dobry thriller trzymający w napięciu do samego końca. Uważam, że warta jest Waszej uwagi dlatego umieściłam ją na tej liście. 
3. "Ocal mnie" Lisa Scottoline (544 strony)
Prześladowanie w szkole zawsze będzie mnie bolało, bo kiedyś to przeżyłam i pewnie dlatego tak mocno uderzyła we mnie powieść Lisy Scottoline. Również fakt, że ludzie w mieście nie mogli zrozumieć dlaczego kobieta postąpiła tak, a nie inaczej. Tematy, które porusza książka są ciężkie i trudne, a zadawanie sobie pytania: a co ja bym zrobił/a? często zostaje bez odpowiedzi, bo tak naprawdę w danej sytuacji o naszym zachowaniu decyduje impuls.



TEA
Rok 2017, jeżeli chodzi o jakość przeczytanych książek, nie był zły. Do pewnego okresu lektury trzymały bardzo dobry, równy poziom. Końcówka być może nie powala, ale zawsze mogło być zdecydowanie gorzej! No, ale teraz czas przyznawać nagrody!

  • ilość książek: 42 sztuk;
  • ilość stron: 16764
  • ilość centymetrów: 128,2
  • średnia ocena książek w roku 2017: 6,9

Literackie Maliny 2017 według Tea:
1. "Początek" Dan Brown, seria 'Robert Langdon' #5 (576 stron) [4,1 cm] 5/10
Dlaczego?! Danie Brownie dlaczego mi to zrobiłeś?! Jak tak można! Tyle czasu czekałam na kolejną cześć przygód swojego ulubionego profesora, a tymczasem dostałam jedynie jego słabą imitację! Robercie, gdzieś ty mi się zagubił? Gdzie zatraciłeś swój czar? Czy jeszcze kiedyś do mnie powrócisz? Czy będziesz taki jak dawniej? OBY!
2. "Bramy Światłości. Tom I" Maja Lidia Kossakowska, seria 'Zastępy Anielskie' #5 (510 stron) [4 cm] 6/10
Czuję się rozgoryczona! Tyle czasu czekania na kontynuacje, a niestety to okazała się może nie najgorsza, ale znacznie odbiega od pozostałych tomów. Same zakończenie daje możliwość przypuszczać, że kolejny tom może okazać się strzałem w dziesiątkę i ja będę mocno za to trzymać kciuki! Bo tęsknię za Daimonem, tak bardzo tęsknię!
3. "Imagines" Anna Tood & inni autorzy (688 stron) [4,5 cm] 2/10
Imagines to pozycja zła, fatalna, absurdalna i niezwykle irytująca! Nie polecam, nie zachęcam do poznania i radzę nawet na nią nie spoglądać!


Literackie Oscary 2017 według Tea: 
1. "Człowiek o 24 twarzach. Billy Milligan - najcięższy przypadek rozszczepienia osobowości w dziejach" Daniel Keyes (560 stron) [3,7 cm] 9/10
Powiedzieć, że książka jest dobra to zdecydowanie za mało! Bezapelacyjnie jest to najlepsza pozycja, z jaką przyszło mi się zapoznać w tym roku! Wciągająca lepiej niż niejeden kryminał, poruszająca mocniej niż najlepszy dramat, przerażająca w o wiele większym stopniu niż najstraszniejszy horror, a przy tym wszystkim prawdziwa do bólu! Polecam gorąco, bardzo gorąco!
2. "Misery" Stephen King, seria 'Kolekcja Mistrza Grozy' (351 stron) [2,5 cm] 9/10
Misery to kolejna dobra powieść grozy w dorobku autora. Po raz kolejny nie mogłam oderwać się od książki i z bijącym szybko sercem czekałam na finał całej historii! Gorąco polecam każdemu, kto nie boi się bać…
3. "Wakacje nad Adriatykiem" Zofia Posmysz (320 stron) [2,9 cm]
Wakacje nad Adriatykiem to lektura wymagająca. Narracja, prowadzona w pierwszej osobie, przeskakuje w czasie i można się w tym troszeczkę pogubić, ale to tylko chwilowe. Po przeczytaniu większej ilości stron można zauważyć pewną zależność – fragmenty odnoszące się do obozowej rzeczywistości to czasem jedno zdanie zajmujące całą stronę, z kolei teraźniejszość to zdania krótsze, poprawniejsze. Ta „przeszłość” tylko z pozoru wydaje się być chaotycznym zlepkiem myśli… bo przecież właśnie tak wyglądają nasze własne podróże w czasie – nieułożone, nieuporządkowane, ale przez to chyba jeszcze bardziej dające do myślenia.


wtorek, 14 lutego 2017

365. "Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość."*... ale czy na pewno miłość? Jak Zofia Posmysz przeżyła "Królestwo za mgłą"?

AUTOR: Zofia Posmysz, Michał Wójcik
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: Znak Literanova  
OPIS
Czyli pani wyszła z tego Królestwa?
Mnie się udało. Tak, mnie to się udało.
Żeby przeżyć, trzeba przestrzegać reguł obozowej gry. Nie można dać się uderzyć - bo nie przestaną bić. Trzeba wyglądać w miarę zdrowo - inaczej wezmą na rewir. I przede wszystkim należy wiedzieć, jak rozmawiać z oprawcami. Bo nawet kat ma słabości. A ofiara nie zawsze jest bezbronna.
Trafiła do Auschwitz, mając niespełna dziewiętnaście lat. Ponad siedemdziesiąt lat po wojnie zdecydowała się po raz pierwszy opowiedzieć całą swoją historię.
Zofia Posmysz mówi o tym, skąd czerpała wewnętrzną siłę, choć była świadkiem niewyobrażalnego.
I jak to się stało, że ponownie zaufała życiu. [1]

RECENZJA
Gdy Wydawnictwo Znak Literanova napisało do mnie z propozycją tej książki nie zastanawiałam się nawet minuty. Tematyka obozowa to coś, co porusza. Każdy Polak słyszał o tym miejscu zagłady, o Auschwitz. Wywiad z Zofią Posmysz to pokazanie tego miejsca zupełnie innymi oczami. Oczami więźniarki, która w oprawcy próbowała znaleźć namiastkę człowieczeństwa. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego Polaka, niezależnie od opcji politycznej, od poglądów, od przekonań. Obowiązkowa, dlatego, że jest Polakiem, bo Auschwitz to historia, to dramat, który miał miejsce w naszym kraju, który dział się, bo Polska była okupowana przez III Rzeszę. Bo jesteśmy Polakami i musimy o tym pamiętać, ale nie rozpamiętywać. Bo Auschwitz odcisnęło swoje piętno na każdej, polskiej rodzinie.

Wywiad z Zofią Posmysz rozpoczyna się od części pierwszej zatytułowanej „Bajka” i słów „Dawno, dawno temu…”. Jednak to nie jest opowieść o bajkowym życiu i swobodzie. To opowieść o dramacie, walce o życie i psychologicznej bitwie, gdzie ofiara próbuje znaleźć i wykorzystać słabe strony kata. Z okładki spogląda na nas starsza pani z dobrotliwym uśmiechem, za którym kryje się zupełnie inna historia, bardziej dramatyczna.

Zofia Posmysz ze szwajcarską dokładnością w wywiadzie opowiada o tym jak dokładnie wyglądało życie w Auschwitz. To wszystko jest straszne. Zhańbione kobiety, obdarte z jakiejkolwiek godności, bite, poniżane, pracujące ponad ludzkie siły za marną miskę zupy. W tym wszystkim było okropieństwo. Jednak w tym okropieństwie było życie i walka o każde piętnaście minut, a potem kolejne i kolejne. Brak planów na przyszłość, brak marzeń, ale Zofia Posmysz miała coś więcej. Miała nadzieję, że wróci do domu, do bliskich i tylko ta nadzieja utrzymywała ją przy życiu.

Przez cały wywiad z Zofią Posmysz nie ma nawet zdania o oskarżaniu czy nienawiści swoich oprawców. Owszem mówi, że faszyzm, obozy koncentracyjne to było zło, ale w swoich katach próbowała dostrzec ułamki człowieczeństwa. Więcej chleba, gęstsza porcja zupy, lekki uśmiech czy brak kary za drobne przewinienie – to były te oznaki, które dawały nadzieję na przeżycie do jutra.

Są książki, które trzeba przeczytać z jednego powodu. Tylko, dlatego, że jest się Polakiem. Tylko to zmusza nas do zapoznania się z tymi pozycjami. „Królestwo za mgłą” właśnie do takich książek należy. Jesteśmy Polakami, to działo się w naszym kraju, pod okupacją innego państwa, ale dotyczyło nas. I nim ktoś powie, że o Auschwitz już nie warto rozmawiać niech po prostu przeczyta tę książkę, a przekona się, że warto. Nie warto obwiniać o to, co było nowych pokoleń, ale warto pamiętać. „Zmarłym – pamięć, żyjącym – pojednanie” – takie słowa przeczytałam w kościele, do którego chodzę i uważam, że w tej sprawie i wielu innych masowych mordach, które miały miejsce bardzo ono pasuje.

Moim jedynym zarzutem jest to, że Michał Wójcik zbyt mocno odwoływał się do książek Zofii Posmysz. A nie każdy czytelnik miał okazję się z nimi zapoznać albo o nich wiedział. Bardzo mnie to irytowało, bo czasami czułam się kompletnie poza tematem.

Kilka lat temu była w Auschwitz. Zabrała mnie tam rodzin koleżanki, u której była. To nie było zwiedzanie, a szaleńczy bieg. Jednak te kilkadziesiąt minut w tym miejscu pozwoliło mi wyczuć smutek i strach ludzi, którzy tam zginęli. Będę chciała tam pojechać jeszcze raz, aby móc spokojnie i bez pośpiechu przejść po miejscu tej ogromnej tragedii. Prawdopodobnie tam zginął tata mojej babci, mój pradziadek. Ośmielę się stwierdzić jak we wstępie, że obozy koncentracyjne odcisnęły piętno na każdej polskiej rodzinie.

Oceniam spotkanie z tą książką, jako wartościowe i pełne nauki, ale również bardzo emocjonalne. Pełne refleksji i nadziei, że nigdy więcej taka tragedia nie będzie miała miejsca.

"Pewnie chwilami bywamy w życiu szczęśliwi. Miewamy satysfakcję. Ale czy istnieje pełne szczęście? Nie wiem. Szczęście chyba ma się w sobie. A jeśli się go nie ma, to znaleźć je trudno." ~Zofia Posmysz [w:] Królestwo za mgłą, Zofia Posmysz, Michał Wójcik, Kraków 2017, s. 376.
OCENA:  9/10
Wybaczcie, że recenzja dopiero dziś, ale złośliwość rzeczy martwych nie zna granic. Tea zamelduje się tutaj w sobotę, a potem wracamy do normalnego rozkładu.
Całusy, 
Lady Spark! 
Również recenzja w wersji gadanej dla Was: 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

Za egzemplarz książki bardzo dziękuję wydawnictwu

*Fragment Pierwszego Listu do Koryntian 

sobota, 4 lutego 2017

362. Podsumowanie pierwszego miesiąca roku 2017 + TBR na luty!

LADY SPARK
Pierwszy miesiąc roku, a ja już mam sześć książek za sobą, ale to wszystko z powodu braku pracy. Na szczęście od lutego wszystko wróci do normy, co mnie osobiście bardzo cieszy. Mam nadzieję tylko, że reszta roku będzie w miarę dobra i nie powtórzy się sytuacja z jego początku, bo na obecny moment potrzebuję po prostu spokojnego trybu: praca-dom, praca-dom i tak ciągle, bo moje zdrowie poważnie podupada przez to co się u mnie dzieje. No, ale przejdźmy do podsumowania, gdzie pierwszy i ostatni raz w tym roku widzicie sześć książek przeczytanych przeze mnie.


1. "Słodka morska bryza" Barbara Delinsky (464 strony) 6/10
Powieść obyczajowa, która nie zaskakuje ani fabułą, ani zakończeniem, ale jednocześnie jest pełna emocji i bardzo przyjemna w odbiorze, a pod koniec bije z niej ogromne ciepło. Ja polubiłam styl autorki, który jest przystępny i pozwala czytelnikowi się rozluźnić podczas czytania.
2. "Minaret" Leila Aboulela; seria "Kobiety Orientu" (336 stron) 7/10
Tematyka arabska nigdy nie jest łatwa i przyjemna. To zawsze trudny temat i mało rozumiany przez ludzi wychowanych w cywilizacji zachodniej. Jednak uważam, że warto czasem zapoznać się z tym, jak ci ludzie myślą, jak żyją i jaka jest ich przeszłość, bo to bardzo często ułatwia spojrzenie na to dlaczego nagle, w sposób gwałtowny zwracają się ku islamowi z większą mocą niż do tej pory i stają się radykałami.
3. "Letnie rozkosze" Nora Roberts (480 stron) 3/10
Nie jestem rozczarowana oceną. Spodziewałam się czegoś takiego. Po "Minarecie" musiałam wziąć coś lżejszego, bo inaczej mogłabym wpaść w błędne koło i nie wyjść z niego za szybko. Dwie powieści w jednej książce. Nic to cudo ni to gniot.
4. "Dziewczyny wyklęte" Szymon Nowak (530 stron)  5/10
Książka, która jest największym rozczarowaniem stycznia. Dlaczego? Bo styl autora pozostawia za dużo do życzenia. Gdyby wyciąć fragmenty, gdzie pozwala sobie na wchodzenie w psychikę postaci, gdy opisuje iskrzący się śnieg czy gwiazdy nocą to ta książka byłaby rzetelnym zbiorem szesnastu Polek, które przeszły piekło w świecie komunistycznej Polski. Jednak te całe opisy, które miały ułatwić mi czytanie tylko mnie rozpraszały i wybijały z rytmu. Mimo to jest to książka trudna i bolesna, bo ja nie byłam wstanie przeczytać więcej niż dwóch czy trzech postaci jednego dnia. Moja psychika tego po prostu nie wytrzymywała.
5. "Gama uczuć" Maria Rodziewiczówna (64 strony) 4/10
Cztery krótkie nowelki, które czekały na swoje przeczytanie. Nie przeczytałam tego w dwa dni, bo mają w sobie głębsze przesłanie, ale też mnie nie porwały.
6. "Sekretna szkatuła" - Martin Langfield (508 stron) 1/10
O Boże! Co to za droga przez mękę i piekło. Płaczę, bo tyle drzew straciło swoje życie, żeby ta książka mogła powstać! Nigdy nie powinna. Bełkot wariata i nic więcej. Nic dziwnego, że autor nic więcej do tej pory nie wydał i mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi, bo to byłoby coś okropnego. Thriller New Age? A ja się pytam co to jest? Gdzie jest wyjaśnienie tego pojęcia? Próbowałam znaleźć w internetach, ale tylko wyskakiwała mi piosenka jakiegoś zespołu. Oj, dawno nie dałam książce najniższej oceny. Langfield ma szczęście tylko, że to nie jest moja pierwsza książka w tym roku, bo bym była mocno zmartwiona o jakoś następnych, bo jaka pierwsza książka w roku taki cały rok!

Łączna liczba stron: 2382
Średnia liczba stron dziennie: 77
Najgorsza książka stycznia: "Sekretna szkatuła" - Martin Langfield 
Najlepsza książka stycznia: "Minaret" Leila Aboulela; seria "Kobiety Orientu"
Największe zaskoczenie stycznia: "Słodka morska bryza" Barbara Delinsky
Największe rozczarowanie stycznia: "Dziewczyny wyklęte" Szymon Nowak (chodzi mi o styl autora, który psuje odbiór pozycji)


TBR
  • "Diabeł ubiera się u Prady" - Lauren Weisberger - Chyba większość z czytelników widziała film lub chociaż kojarzy produkcję. Postanowiłam przeczytać skoro ja już praktycznie nic nie pamiętam. 
  • "Bliżej słońca" - Richard Paul Evans - Kto czytał recenzję "Szukając Noel" wie, że kocham Evansa i pretenduje do grona moich ulubionych pisarzy. Mam nadzieję, że ta książka również mnie zaczaruje. 
  • "Mistyfikacja" Candace Camp - Coś lekkiego zawsze musi być, żeby nie przesadzić z kalibrem książek. 
  • "Bracia Kliczko" - Leo G. Linder - Zamiłowanie do oglądania sportu odziedziczyłam po dziadku jako jedyna z wszystkich jego wnuków i wnuczek. Na boksie się nie wyznaje, ale starszy z braci Kliczko jest merem Kijowa i w sumie chcę się bardziej dowiedzieć, co nakłoniło go, aby  po zakończeniu kariery sportowca został politykiem. 


TEA
Cóż początek roku niestety nie jest powalający jeśli chodzi o moje czytelnicze wyzwanie. Miało być książek pięć... są tylko trzy. Niemniej jednak, patrząc na to, że styczeń był bardzo intensywnym miesiącem, zwłaszcza pierwsza jego połowa, jestem zadowolona z tego, że w ogóle udało mi się przeczytać więcej niż jedną książkę. Oby w lutym było lepiej! Pozdrawiam.
1."Ciemne sekrety" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans, seria 'Sebastian Bergman' #1 (488 stron) [3,7] 7/10
Ciemne sekrety to całkiem dobre wprowadzenie do serii. Mamy bardzo ciekawą fabułę, dynamiczną akcję i co prawda trochę „oklepanego”, niemniej jednak mimo wszystko interesującego głównego bohatera. Już nie mogę się doczekać kolejnych części historii, więc od razu zabieram się za Ucznia!
2. "Uczeń" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans, seria 'Sebastian Bergman' #2 (580 stron) [4.4 cm] 7/10
Drugi tom cyklu o Sebastianie trzyma równy, dobry poziom. Sama historia niesamowicie wciąga i z ogromną ciekawością i nieukrywaną radością czytelnik daje się wciągnąć w sieć intryg i wątków, które serwują autorzy. Moja przygoda z policyjnych psychologiem jeszcze się nie skończyła i już nie mogę się doczekać kolejnych części!
3. "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz & Michał Wójcik (413 stron) [3,6 cm]
W tej konkretnej recenzji postanowiłam, że nie będę posiłkowała się skalą punktową. Uważam, że Królestwo za mgłą jest pozycją, którą zasługuję na poświęcony jej czas, uwagę i w żadnym wypadku nie powinna była być brana pod jakąkolwiek skalę. To książka, którą trzeba przeczytać po to, żeby nie zapomnieć…
Łączna liczba stron: 1441
Średnia liczba stron dziennie: 46
Najgorsza książka stycznia: ---
Najlepsza książka stycznia: "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz & Michał Wójcik
Największe zaskoczenie stycznia: "Ciemne sekrety" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans
Największe rozczarowanie stycznia: ---

TBR

  • "Grób w górach"/"Niemowa"/"Oblany test" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans - kolejne części serii o Sebastianie Bergmanie
  • "Dziewczyny z Solidarności" Anna Herbich - tej pozycji jestem bardzo ciekawa, więc mam nadzieję, że w tym miesiącu zapoznam się z lekturą

Przy okazji zapraszam na podsumowanie w wersji gadanej :). Będzie mi miło, jeśli i tam zostawicie po sobie ślad ;) 

czwartek, 2 lutego 2017

361. "Dawno, dawno temu... za siedmioma rzekami, za siedmioma górami było sobie Imperium Rycerzy Trupiej Czaszki..."*



AUTOR: Michał Wójcik, Zofia Posmysz
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO: Znak Literanova

OPIS
Czyli pani wyszła z tego Królestwa?
- Mnie się udało. Tak, mnie to się udało.
Żeby przeżyć, trzeba przestrzegać reguł obozowej gry. Nie można dać się uderzyć - ¬¬¬bo nie przestaną bić. Trzeba wyglądać w miarę zdrowo - inaczej wezmą na rewir.
I przede wszystkim należy wiedzieć, jak rozmawiać z oprawcami.
Bo nawet kat ma słabości. A ofiara nie zawsze jest bezbronna.
Trafiła do Auschwitz, mając niespełna dziewiętnaście lat. Ponad siedemdziesiąt lat po wojnie zdecydowała się po raz pierwszy opowiedzieć całą swoją historię.
Zofia Posmysz mówi o tym, skąd czerpała wewnętrzną siłę, choć była świadkiem niewyobrażalnego.
I jak to się stało, że ponownie zaufała życiu. [1]

RECENZJA
Są takie książki, obok których nie da się przejść obojętnie. Są takie osoby, które opowiadając o swoim życiu pokazują czytelnikowi coś znaczenie więcej niż zwyczajne „być” i właśnie do tego bardzo wąskiego grona zalicza się Zofia Posmysz.

Okres II wojny światowej to straszny czas. Właśnie w tym okresie faszyści wprowadzili do swojej polityki tak zwaną „czystość rasy”. Tylko prawdziwi Aryjczycy mogli żyć, reszta nacji była uważana za podludzi. Tacy nie mieli szans na życie i powinni zostać wyeliminowani i temu właśnie celowi miały służyć takie obozy, takie jak ten w Auschwitz.

Zofia Posmysz znalazła się w Oświęcimiu tylko dlatego, że była o niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Życie w Polsce podczas II wojny światowej było czymś koszmarnym, jednak nikt nawet w najgorszych snach nie myślał, że trafi do takiego miejsca jak Auschwitz. A tymczasem dziewiętnastoletnia Zofia znajduje się właśnie tam… w „królestwie mgły” gdzie rządzą zupełnie inne prawa, a każde, najmniejsze nawet wykroczenie, może zostać  ukarane karą śmierci. To nie jest dobre miejsce dla nikogo, a tymczasem młodziutka Zosia musi próbować żyć tutaj, funkcjonować i po prostu ocaleć…


Królestwo za mgłą to wywiad rzeka z Zofią Posmysz, byłą więźniarką obozu w Auschwitz, po wojnie pracowała w Polskim Radiu, jest autorką książek takich jak Wakacje nad Adriatykiem czy Pasażerki, w których opisywała własne obozowe doświadczenia. Jednak dla mnie to swoistego rodzaju świadectwo. Bycie w Oświęcimiu, bo życiem trudno to nazwać, było prawdziwa droga przez mękę. To opis wydarzeń upokarzających, hańbiących, a jednak mimo wszystko pokazujących, że w tych bestialskich czasach można było pozostać człowiekiem. Pani Zofia niesie ze sobą ważną lekcję - można odczuwać emocję mimo, że jest się w otoczeniu gdzie wszyscy chcą  sprowadzić ludzi do poziomu zwierząt.

Pani Zofia nie ocenia, wręcz przeciwnie stara się również w swoich oprawcach dostrzegać nawet znikomą iskierkę człowieczeństwa… ot ktoś się uśmiechnął, ktoś dał troszkę więcej zupy, albo przymknął oko na jakieś odstępstwo od łagrowego regulaminy. Szczególnie to ostatnie było niezwykle ważne mając na uwadze to, że czasem naprawdę coś niezwykle nieistotnego było karane śmiercią. 

Od wyzwolenia Auschwitz minęło 72 lata. 72 lata – wydawać się może, że to czas w którym można już zapomnieć o tym co się działo wówczas, ale pani Zofia pamięta wszystko dokładnie. Jej przeżycia są nadal żywe i mimo, że nauczyła się z tym żyć nam nie wolno o tym zapomnieć. To co wydarzyło się  to coś strasznego, coś co nigdy w nie powinno było się wydarzyć i my, żyjący teraz w czasach rzekomego spokoju i równowagi musimy pamiętać po to, żeby znów nie powtórzyć tego błędu. Historia, w tym konkretnym przypadku nie może zatoczyć koła. Jesteśmy tylko i aż ludźmi i pamiętajmy o tym…

W tej konkretnej recenzji postanowiłam, że nie będę posiłkowała się skalą punktową. Uważam, że Królestwo za mgłą jest pozycją, którą zasługuję na poświęcony jej czas, uwagę i w żadnym wypadku nie powinna była być brana pod jakąkolwiek skalę. To książka, którą trzeba przeczytać po to, żeby nie zapomnieć…


Za egzemplarz książki bardzo dziękuję wydawnictwu


Dzień dobry! To kiedy minął nam ten styczeń, co?



* Zofia Posmysz, Michał Wójcik; Królestwo za mgłą, s. 15
[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa