Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2019

602. Adriana Trigiani - "Ciao, Valentine"


AUTOR: Adriana Trigiani
ORYGINALNY TYTUŁ: The Supreme Macaroni Company
SERIA: Valentine Roncalli
TOM: Trzeci
TŁUMACZ: Magda Witkowska
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka
OPIS
Podczas rodzinnej uroczystości Valentine i Gianluca zaskakują zgromadzonych wiadomością, że odtąd los obu  rodzin zostanie połączony.
Gianluca musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości żywiołowych członków klanu Roncallich, u boku niezależnej Valentine. Valentine musi natomiast dokonywać zupełnie nowych życiowych wyborów. Szuka równowagi między życiem zawodowym i rodzinnym, zmagając się również z problemem różnic kulturowych i wyzwań związanych z macierzyństwem.
Podejmując kolejne decyzje, kieruje się zasadą, która inspirowała ją od samego początku kariery w Angelini Shoe Company: Dla kogoś, kto umie zrobić parę butów, właściwie nie ma rzeczy niemożliwych.” Dumna i energiczna Valentine będzie walczyć o wszystko, na czym jej zależy – przy okazji zaznając zarówno goryczy, jak i słodyczy życia.
Ciao, Valentine! to książka jednocześnie przenikliwa i romantyczna, pełna ciepła i humoru. [1]
RECENZJA
Z trudem docierała do mnie myśl, że „Ciao, Valentine!” to ostatnie spotkanie z sympatyczną i niezależną Amerykanką włoskiego pochodzenia. Polubiłam tę serię. Jest naprawdę dobrze skonstruowana, ale też nie jest zbyt infantylna – jak możne część z nas pomyśleć.

Valentine i Gianluca szykują się do ślubu. Matka panny młodej zarezerwowała im salę, w której jej dwie siostry miały już swoje wesela. Problem jest tylko taki, że ślub odbędzie się nie po roku od zaręczyn, a po niecałych dwóch miesiącach. Valentine ku rozpaczy matki chce wystąpić w jej starej sukni ślubnej, którą lekko przerobi. Na szczęście wesele przebiega bez zbędnych komplikacji, a małżonkowie mogą udać się w podróż poślubną do Nowego Orleanu. Tam pod koniec ich pobytu wychodzi na jaw, że jej kuzynka Roberta z Argentyny zamyka swoją fabrykę butów, a to równa się temu, że Valentine staje przed problemem, gdzie teraz ma produkować linie swoich butów, które trafiają do masowej klienteli. To powoduje spór między małżonkami, bo Gianluca uważa, że żona zbytnio poświęca się pracy, a ona zaś nie chce rezygnować ze swojego zawodu tylko dlatego, że została jego żoną. Wspólnie jednak próbują znaleźć rozwiązanie dla firmowego problemu Valentine. Razem przechodzą przez różne aspekty małżeństwa, a także zostają rodzicami. Jednak jeden dzień zmienia wszystko… Cały świat, który do tej pory był znany i akceptowany przez rodzinę Roncallich nagle runie w gruzach. Jak poradzi sobie z tym Valentine?

Muszę przyznać, że w ostatnim tomie zauważyłam z kolei różnice dzielące mnie i Valentine. Ona nie chciała rezygnować z siebie, ze swojego nazwiska, gdy została żoną Gianluki. Uważała, że to on powinien się dostosować do jej życia i do niej. Była zdania, że małżeństwo nic nie zmieni w jej życiu, że dalej będzie mogła być niezależną Valentine, która ratuje rodzinny biznes od upadku. Jednak zapominała w tym wszystkim o swoim mężu, który ją kochał i dla niej przeprowadził się do Ameryki, co było dla nie go trudne, bo kochał swój kraj, kochał swoje Włochy. Nie rozumiała tego, że teraz mogą działać wspólnie, że może dzięki temu zmniejszyć ilość swoich obowiązków – skoro mąż chce pomóc jej w prowadzeniu rodzinnego interesu. Dalej chciała być sama za wszystko odpowiedzialna. Sytuacja nie zmieniła się znacząco, gdy została mamą małej Alfredy. Dalej dużo czasu spędzała w warsztacie i projektowała nowe kolekcje butów. Córka i mąż byli dla niej tylko dodatkiem. To mi się u niej nie podobało, bo ja rozumiem, że chciała być niezależną kobietą, ale w pewnym momencie została mamą małej istotki, która potrzebowała jej najbardziej na świecie. Nie umiałabym tak. Owsem ważne jest, aby w małżeństwie i macierzyństwie nie rezygnować z samej siebie i ze swoich celów, ale należy je trochę przewartościować. Dzieci są cudem, który rośnie za szybko. Valentine tego nie rozumiała… Mimo tych różnic, które znalazłam w niej w tym tomie to jednak dalej budziła moją sympatię. I w dalszym ciągu uważam ją za jedną z lepiej wymyślonych bohaterek jakie mogły powstać w lekkich powieściach obyczajowych. To postać życiowa, którą możemy spotkać na każdym rogu, w każdym mieście, w każdym kraju.

Początkowo chciałam ocenić tę książkę podobnie jak pierwszy tom, czyli dać jej siedem punktów, ale to co stało się pod koniec kompletnie mnie zaskoczyło i wcale się tego nie spodziewałam. Zostałam wbita w fotel, a łzy leciały mi po policzkach i kręciłam głową z niedowierzaniem. Tak, już dawno nie płakałam na żadnej książce. Już dawno żadna książka nie doprowadziła mnie do takiego stanu emocjonalnego jak końcówka „Ciao, Valentine!”. To był cios, którego kompletnie się nie spodziewałam i który autorka może i w jakiś sposób sygnalizowała, ale bagatelizowałam te sygnały i jak jednak to się stało to nie chciałam w to uwierzyć. Naprawdę ta końcówka to mistrzostwo.
Bardzo chcę Wam polecić całą serię o Valentine. To naprawdę dobre książki na rozluźnienie się, ale też życiowe. Będą Was bawić, poruszać, denerwować i doprowadzać do łez. Może będziecie na początku uważać, że Was nie zainteresują – podobnie jak ja. Jednak w ostatecznym rozrachunku jestem pewna, że przypadną Wam do gustu!

 „W strukturze rodziny nie ma miejsca dla samotnych wilków… I zresztą być nie powinno. Rodzina to wspólnota serca, sojusz bliskich. Potrzebujesz ich, nawet jeśli wydaje ci się, że nie. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, a rodzina będzie cię zawsze wspierać.”~ Adriana Trigiani, Ciao, Valentine, Warszawa 2014, s. 102.
OCENA: 8/10

Ta seria naprawdę mi się spodobała, chociaż nie sądziłam, że tak będzie :)

[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 14 grudnia 2019

601. Adriana Trigiani - "Brawo, Valentine"


AUTOR: Adriana Trigiani
ORYGINALNY TYTUŁ: Brava, Valentine
SERIA: Valentine Roncalli
TOM: Drugi
TŁUMACZ: Alina Siewior-Kuś
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka

OPIS
Wszystko wskazuje na to, że Valentine nie zrealizuje swoich marzeń, gdyż Alfred, „książę”, jedyny brat i przekleństwo Valentine, zostaje wyznaczony na jej partnera w Angelini Shoes. Zrozpaczona Valentine rzuca się w objęcia Gianluki, seksownego toskańskiego grabarze, który już wcześniej – w czasie jej pobytu na Capri – nie krył swego uczucia. Choć oboje szaleją za sobą, a Gianluca przysyła tęskne listy, związek na odległość wydaje się niemożliwy.
Niezwykła, jedyna w życiu okazja prowadzi Valentine z Greenwich Village na zalane słońcem ulice Buenos Aires, gdzie wychodzi na jaw rodzinny skandal. Czy więzi łączące Roncallich uda się odbudować? [1]

RECENZJA
Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po drugi tom losów sympatycznej Valentine. Bardzo interesowały mnie jej losy nie tylko jej życia prywatnego, ale również firmy, którą próbowała ze wszystkich sił ratować.

Drugą część podobnie jak pierwszą otwiera ślub/wesele. W poprzednim tomie było to wesele Jaclyn, a w babci Valentine. Cała rodzina zjeżdża się do Włoch, gdzie ma odbyć się ślub Teodory i Dominica, którzy po dziesięciu latach ukrywania romansu, w końcu mogą cieszyć się otwarcie swoją miłością – mimo ich wieku. Dla Valentine powrót do Włoch równa się ze spotkaniem Gianluki, (który jest synem, Dominica). Valentine odkrywa, że przystojny i starszy Włoch wcale nie jest jej taki obojętny. Wesele nie przebiega tak jak powinno z powodu zazdrości ciotki Feen, która jest młodszą siostrą Teodory żyjącą wiecznie w jej cieniu. Spotkanie z Gianlucą przybiera nieoczekiwany obrót. Niestety pobyt we Włoszech szybko się kończy, a Valentine musi stanąć w walce o rozwój i ratowanie rodzinnego biznesu. Gianluca śle miłosne listy, ale czym jest związek na odległość? Czy ma on szanse przetrwania? Na dodatek w Buenos Aires wychodzi na jaw rodzinny skandal. Czy rodzina Roncallich go przetrwa?

Czytając drugi tom losów Valentine odkrywałam coraz więcej cech, które nas łączą. Valentine podobnie jak ja chciałaby żyć ze swoją rodziną w zgodzie i miłości. W zasadzie jej się to udaje. Problem ma tylko z bratem Alfredem. Wszyscy pozostali w rodzinie tańczą w zasadzie tak jak Alfred zagra, bo jest wielkim finansistą z Wall Street. Jednak nawet cudowny Alfred ma w swoim życiu gorszy okres. Zarówno na polu prywatnym jak i zawodowym, co zmusza go do podjęcia współpracy i bycie partnerem Valentine. Ja podobnie jak główna bohaterka zawsze próbuję utrzymywać dobre kontakty z bratem – nawet, jeśli on zachowuje się karygodnie. Na dodatek nasza Valentine odpowiedzialna jest za rodzinne pamiątki i świadomość, że tylko dla niej mają jakąkolwiek wartość, reszta rodziny uważa je za bezwartościowe. Dla mnie również ważne są rzeczy, z którymi wiążą się wspomnienia. Jednak na szczęście nie mam mani chomikowania. Dalej lubię Valentinę, bo jest to najbardziej życiowa i realna postać, z jaką się spotkała w literaturze obyczajowej lekkiej.

Jej wyjazd do Argentyny to szansa na odkrycie głęboko zakopanej tajemnicy, o której nie wiedziała nawet babcia Teodora. Na dodatek to również kilka słodkich chwil w ramionach Gianluki, który niespodziewania pojawia się w tym samym miejscu. Valentine nie kryje się już ze swoimi uczuciami, ale dają się jej we znaki ogromna chęć uratowania firmy i dobicie targu z rodziną z Argentyny. Rykoszetem obrywa Gianluca… Czy to oznacza koniec ich pięknej znajomość nim na dobre się rozpoczęła w rzeczywistym świecie przeniesionym z uroczych włoskich papeterii?

Nie wiem, kto odpowiada za błąd: autorka, oryginalna korekta czy polski tłumacz i polska korekta. Ale zauważyłam, pewną nieścisłość. „W stylu Valentine” jej młodsza siostra urodziła córkę, która w tym tomie stała się synem, aby potem znowu stać się córką Teodorą. Jestem bardzo wyczulona na takie błędy i to znacznie obniża dla mnie poziom książki. Zwłaszcza, że ten błąd dało się wyłapać.
Oprócz błędu cała fabuła bardzo mi się podobało oraz to w jak sposób Adriana Trigiani pokierowała losami miłości Valentine i Ginaluki. To nie był typowy romans, że ona go zraniła, a on po kilku tygodniach przybiegł do niej stęskniony i puścił wszystko w niepamięć. Nie. Zdecydowanie tak nie było. Przez swoje zabieganie i zaangażowanie w pracę, (co do pewnego momentu rozumiałam i miała lekki żal do Gianluki, że przyjechał do Argentyny wiedząc, w jakim celu jedzie tam z kolei jego ukochana) jej miłość nagle stała się zagrożona, a ona musiała nauczyć się żyć ze złamanym sercem i pewne sprawy w swoim życiorysie przewartościować… Za to właśnie lubię Valentine, że nic w jej życiu nie przyszło łatwo. Nie urodziła się w bogatej rodzinie, nikt nie dał jej pracy marzeń od tak. O wszystko musiała walczyć i pewnie, dlatego tak się z nią utożsamiam i lubię.

Gdyby nie błąd w fabule pewnie książce dałabym taką samą ocenę jak poprzedniczce, ale nie umiem wybaczać takich błędów. Literówki jeszcze gdzieś mi czasem umkną, ale błędy w fabule to dla mnie głównych grzech, jaki może popełnić autor, gdy jego książki wychodzą drukiem i docierają do szerszej publiczności. Oczywiście polecam Wam i ten tom, bo jest naprawdę śmieszny i życiowy. 

„Wcześniej wierzyłam, że ludzie się nie zmieniają, że to niemożliwe, że przez całe życie pozostajemy tacy sami. Ale to nieprawda. Kiedy ktoś nas kocha, mamy przed sobą możliwość zmiany. Możemy z nim zostać, możemy wybaczyć, możemy całkowicie przeciąć więzy. Możemy wzajemnie się rozczarować albo cieszyć się wzajemnie najlepszymi cechami – nie możemy jednak odwracać się plecami.”~ Adriana Trigiani, Brawo, Valentine, Warszawa 2010, s. 239.
OCENA: 6/10

To naprawdę bardzo pogodna seria ;) 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 11 grudnia 2019

600. Adriana Trigiani - "W stylu Valentine"


AUTOR: Adriana Trigiani
ORYGINALNY TYTUŁ: Very Valentine
SERIA: Valentine Roncalli
TOM: Pierwszy
TŁUMACZ: Alina Siewior-Kuś
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka

OPIS
Angelini Shoe Company od 1903 roku szyje eleganckie ślubne pantofelki. Teraz znajduje się na krawędzi bankructwa. Zadaniem Valentine Roncalli jest wprowadzenie staroświeckiego rękodzieła w dwudziesty pierwszy wiek i uratowanie rodzinnej firmy od ruiny. Jedzie, więc do Włoch, by tam nauczyć się nowych technik i znaleźć wyjątkowe materiały. W Toskanii, Neapolu i na Capri poznaje rodzinną tajemnicę, a także odkrywa w sobie artystkę.
„W stylu Valentine” to niezwykła uczta dla czytelnika, historia o miłości i stracie opowiedziana z serdecznością oraz poczuciem humoru. [1]

RECENZJA
Są momenty, gdy bardzo dużo książek z rzędu u mnie to powieści lekkie. Nie wstydzę się tego. Praca i problemy w życiu bywają momentami tak ciężkie, że czytanie czegoś ambitniejszego, co wymaga ode mnie więcej uwagi jest zbyt trudne. Seria o Valentine Roncalli na taki okres wydawała się idealna, a na dodatek pogoda za oknem nie kusiła, żeby wyjść na spacer.

Valentine Roncalli pochodzi z włoskiej rodziny, która od kilku pokoleń żyje w Ameryce, a konkretnie w Nowym Jorku. Poznajemy ją podczas wesela jej najmłodszej siostry Jaclyn. Valentine ma trzydzieści trzy lata i jako jedyna ze swojego rodzeństwa nie ma jeszcze męża i dzieci. Pracuje w warsztacie szewskim swojej babci, gdzie robią ślubne buty na zamówienie. Każda z par butów jest jedyna i niepowtarzalna, bo robiona jest dla konkretnej osoby. Valentine wydaje się, że w końcu znalazła swoje miejsce na ziemi, gdy spada na nią jak grom z jasnego nieba informacja, że zakład jest ogromnie zadłużony i grozi mu sprzedaż. Valentine może stracić nie tylko miejsce pracy, ale również mieszkanie. Kobieta nie chce do tego dopuścić, bo wizja powrotu do zawodu nauczyciela jest dla niej koszmarem. Chce za wszelką cenę uratować biznes, który jej rodzina prowadzi do 1903 roku. Na drodze ma dwie przeszkody: brak pieniędzy na spłatę długi oraz rodzonego brata Alfreda, który ze wszystkich sił chce doprowadzić do sprzedaży nieruchomości, która mieści się w jednej z lepszych części Manhattanu. Czy wyjazd do Włoch, gdzie Valentine będzie się uczyć techniki robienia butów i ich ozdabiania pomoże jej wykorzystać jedyną szansę na uratowanie rodzinnego biznesu?

Valentine przez rodzinę uważana jest, jako ta zabawna. Jej brat Alfred określany jest, jako ten perfekcyjny, siostra Tess, jako zaradna a Jaclyn, jako ta piękna. Ojciec stwierdził, że ona, jako jedyna z czwórki jego dzieci musi walczyć o wszystko sama. Nie dostaje od życia nic za darmo. Nawet pożyczkę, której udzielił jej brat (prywatnie) musiała spłacać z pewnym oprocentowaniem. Wyróżnia ją jednak zdeterminowanie. Chce stanąć na głowie, aby ratować zakład. To mi się w niej bardzo podobało. Ogólnie bardzo polubiłam tę postać. Jest wykreowana bardzo naturalnie. Nie jest idealnie piękna, a przeciętnej urody. Nie ma idealnej rodziny – jej rodzina jest typowo włoska, gdy się kłócą to na cały głos. Jak każda dziewczyna z sąsiedztwa Valentine ma swoje problemy miłosne. Kilka lat temu rozstała się ze swoim narzeczonym Bretem, ale dalej utrzymują ze sobą przyjazne kontakty – to właśnie on, a brat, stara się jej pomóc w uratowaniu rodzinnego biznesu. W końcu jednak i do Valentine zaczyna się uśmiechać szczęście w miłości. Przypadkiem poznaje przystojnego włoskiego kucharza Romana, który podobnie jak ona urodził się w Ameryce. Roman prowadzi w Nowym Jorku typową włoską restaurację, która cieszy się dużym powodzeniem. Mężczyzna niestety poświęca jej zbyt dużo czasu, olewając tym samym swoją dziewczynę. Podczas pobytu we Włoszech przechyla się szala goryczy i dla Valentine wszystko inne przestaje mieć znaczenie tylko poznawanie technik robienia butów. Czy przystojny Gianluca zmieni jej życie? I jeśli tak to, w jaki sposób?

Adriana Trigiani stworzyła bardzo ciekawych bohaterów, którzy sprawiają, że powieść jest kolorowa i pełna temperamentu. Są bohaterowie, których lubi się od razu, np. mama Mike czy babcia Valentine. Jednak znajdzie się kilka postaci, które należą do tych negatywnych, jak na przykład Alfred. Moim zdaniem jedyny brat naszej głównej bohaterki wstydzi się rodziny, z której pochodzi i pracując na Wall Street oraz zarabiając znaczne pieniądze próbuje to zatuszować. Jego ojciec nigdy nie miał zbyt dużej ilości pieniędzy, ale rodzina, Valentine nigdy nie klepała biedy. Alfred na każdym kroku pokazuje, że on ma pieniądze i on sponsoruje leczenie ojca chorego na raka. Na każdym kroku to wypomina, a siostrom za nic nie pozwala się dołożyć. Nie polubiłam Alfreda. To postać bardzo negatywna i tworząca wokół siebie złą atmosferę.

„W stylu Valentine” jest książką bardzo zabawną, ale również lekką – o czym wspomniałam we wstępie tej recenzji. Czytało mi się ją bardzo dobrze, ale niestety szczegółowe opisy zbyt mnie nużyły. Jest ich momentami za dużo. Nie obyło się również bez literówek, których było zdecydowanie za dużo jak na książkę o takiej ilości stron (równe 400). Akcja również nie pędzi jak szalona. Wyjazd do Włoch jest dopiero, gdy jesteśmy w ¾ książki. Muszę przyznać, że to też przyjemna odmiana, bo z reguły zmiany w życiu bohaterów w książkach nadchodzą bardzo szybko, a tu autorka zostawiła to na sam koniec.

Ja osobiście wam polecam, jeśli szukacie czegoś na relaks i odrobinę śmiechu w trakcie czytania. Dialogi rodziny Roncalli pozwalają czasem wybuchnąć głośnym śmiechem. Jest to zwariowana książka, ale da się w niej znaleźć proste przesłanie: na miłość nigdy nie jest za późno. Nawet, jeśli jest się osiemdziesięcioletnią wdową. Miłość zawsze odejmuje lat!

 „Miłość układa się tylko wtedy, kiedy obie strony zaczynają wspólne życie, niczego nie poświęcając. Nikt nie powinien rezygnować z siebie dla drugiej osoby. Ludzie tak robią, ale to ich nie uszczęśliwia na dłuższą metę.”~ Adriana Trigiani, W stylu Valentine, Warszawa 2010, s. 371.
OCENA: 7/10

W grudniu nie chcę Was zasypywać recenzjami ciężkich książek. Postaram się, aby w tym miesiącu pokazywały się recenzje tylko tych lżejszych i zabawnych :). 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 2 lipca 2018

521. Jakim prezydentem jest Donald Trump?


AUTOR: Michael Wolff
TYTUŁ ORYGINALNY: Fire and fury. Inside the Trump White House
ROK WYDANIA: 2018
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka

OPIS
Najbardziej sensacyjna premiera 2018 roku!
Biały Dom robił wszystko, by nie dopuścić do ukazania się tej książki…
Jeszcze przed swą przyspieszoną premierą książka Michaela Wolffa zyskała ogromny rozgłos i wzbudziła wiele emocji i kontrowersji, a prezydent USA Donald Trump usiłował wstrzymać jej publikację. Bezskutecznie. "Ogień i furia" natychmiast stała się bestsellerem w Stanach Zjednoczonych, a prawa do niej wykupują wydawnictwa z całego świata.
Przez osiemnaście miesięcy autor przeprowadził ponad dwieście rozmów z pracownikami Białego Domu, członkami amerykańskiej administracji i samym Trumpem, dzięki czemu dogłębnie poznał kulisy działania najbardziej kontrowersyjnej prezydentury naszych czasów. Michael Wolff opowiada pasjonującą historię o tym, w jaki sposób Trump rozpoczął kadencję tak nieprzewidywalną i wybuchową jak on sam.
W książce, która wstrząsnęła posadami Białego Domu, znajdziemy odpowiedzi na wiele intrygujących pytań, m.in.:
• Czy Trump rzeczywiście nie chciał zostać prezydentem?
• Czy cała kampania wyborcza miliardera miała być tylko zabiegiem marketingowym, poprzedzającym otwarcie nowej stacji telewizyjnej?
• Po co syn prezydenta i szef jego kampanii wyborczej spotkali się przed wyborami z przedstawicielem Kremla?
• Co o prezydencie Trumpie tak naprawdę myślą pracownicy Białego Domu?
• Co oznaczają tajemnicze powiązania Trumpa z ludźmi Putina?
• Czemu Steve Bannon, szef kampanii wyborczej Trumpa i jego były doradca ds. strategicznych, określa prezydenta, jako „umysłowo niezdolnego” do kierowania Białym Domem?
• Czy Trump zostanie odsunięty od władzy?
Nigdy przedtem prezydentura tak bardzo nie podzieliła narodu amerykańskiego. Znakomicie zrelacjonowana i zdumiewająco świeża, "Ogień i furia" Michaela Wolffa pokazuje nam sensacyjne kulisy prezydentury Donalda Trumpa. [1]

RECENZJA
Jako politolog powinnam częściej czytać książki o tematyce politycznej, ale po zakończeniu studiów jakoś tak wyszło, że przestałam. Po książkę Michaela Wolffa sięgnęłam, ponieważ chciałam się dowiedzieć, dlaczego Donald Trump pokonał Hillary Clinton. Jednak już po wstępie wiedziałam, że ta książka będzie dla mnie trudnym tematem…

Wygrana Donalda Trumpa zszokowała większość świata w tym i mnie. Nie wierzyłam w jego zwycięstwo nawet przez moment. Zwłaszcza, że tyle kobiet oskarżało go o molestowanie seksualne. Jednak wygrał i myślę, że jest najbardziej wyróżniającym się prezydentem USA – czy pozytywnie czy negatywnie czas pokaże, gdy jego prezydentura dobiegnie końca.

Wolff już w samym wstępie napisał coś, co mnie mocno zaniepokoiło. Otóż autor wolał informacje przekazywane nieoficjalnie, czyli „off the record”, ponieważ mógł w ten sposób uniknąć podawania źródeł, a co za tym idzie nie mamy pewności, że ktoś to naprawdę powiedział i czy przypadkiem autor sobie tego nie wymyślił. Postanowiłam jednak nie skreślać od razu książki, ale przyznaję, że miałam mocne obawy.

Moje obawy okazały się słuszne, bo spędziłam z tą książką dwa tygodnie. To były jedne z najgorszych książkowych dwóch tygodni w moim życiu. Uwierzcie mi, że ta książa nigdy nie powinna powstać, a co dopiero zostać wydana w jakimkolwiek kraju. To istny bełkot. Nie mówię, że Donald Trump to wzór inteligencji, ale nie róbmy z też z niego kompletnego idioty i wariata. Mimo wszystko jakoś dorobił się majątku i sławy, a żeby to osiągnąć to, chociaż odrobinę inteligencji musi mieć. Michael Wolff pokazał Trumpa, jako osobę kompletnie niezorientowaną w polityce i mającą gdzieś prezydenturę. Też w to do końca nie wierzę, bo w takim przypadku, po co starałby się w ogóle o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki?

W książce zasmucił mnie jeden fakt, a mianowicie, że większą jej część zajmuje Steve Bannon, a nie Donald Trump. Kim też jest Bannon? Był szefem kampanii wyborczej i doradcą Trumpa. To właśnie od Bannona autor ma najwięcej informacji, które mogą być mało wiarygodne, ponieważ 18 sierpnia 2017 został on zdymisjonowany. Odniosłam wrażenie, że Bannon liczył, że Trump jest taki głupi, że da się być prezydentem za jego plecami – co idealnie pokazywała sytuacja ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare. Dlaczego Bannonowi tak bardzo zależało na tym, aby podejmować decyzje, pod którymi podpisze się Trump? Dlaczego w takim układzie sam nie kandydował na prezydenta? Odpowiedź jest prosta, bo był za słaby marketingowo, bo mówcie, co chcecie, ale Donald Trump swoim zachowaniem w trakcie kampanii wyborczej mocno się wyróżniał.

Książkę bardzo ciężko się czytało. Byłam tak oporna na czytanie, że wolałam spać niż czytać. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że albo autor tak pisał albo po prostu jest to winna tłumaczenia, które było mało dokładne, mimo, że pracowały nad nim trzy osoby. Bywały momenty w książce, gdzie czułam lekkość i czytało mi się sprawnie, ale za chwilę znowu trafiałam na bardzo toporne zdania. W Ameryce książka ukazała się 5 stycznia 2018 roku, a w Polsce swoją premierę miała 27 lutego, więc tłumaczenie musiało być ekspresowe, a co za tym idzie mogło to się odbić na jego, jakości.

Nie polecam. Nie kupujcie. Nie czytajcie. Po prostu jedno wielkie nie, bo ta książka jak dla mnie jest mało wiarygodnym źródłem ze względu na brak przypisów i podanych źródeł. Ogromnie się cieszę, że ją skończyłam.

OCENA: 2/10

Cześć, 
przychodzę do Was z recenzją złej książki, ale również ze słowami wyjaśnienia dlaczego z mojej strony jest mnie tak mało, a wręcz wcale u Was. 
Wiem, że widzicie, że nie ma nas za często na Waszych blogach i że sama Kreatywna Alternatywa trochę podupadła. 
W moim życiu zmieniło się trochę rzeczy. Wydaje mi się, że są to zmiany na lepsze. Te zmiany zabierają mi wiele wolnego czasu, ale wcale mi to nie przeszkadza. Pewnie sobie myślicie: "Tłumaczy się, ale pisze, że nie przeszkadza jej to". Dalej lubię czytać i dalej sprawia mi to ogromną przyjemność, tylko zeszło na dalszy plan. Stało się dla mnie swego rodzaju luksusem, na który mogę sobie pozwolić, gdy w końcu znajduję wolną chwilę w tygodniu. Cały czas próbuję znaleźć jakąś metodę, żeby odwiedzać Wasze blogi, żeby znaleźć moment, by zmienić wygląd bloga. Niestety praca na trzy zmiany utrudnia mi wprowadzenie pewnego rodzaju systematyczności.
W związku z tym informuję również, że postanowiłam zrezygnować z egzemplarzy recenzenckich, które proponują wydawnictwa. Wiele moich książek czeka na przeczytanie i wolę im poświęcić czas. Ukaże się tylko jeszcze jedna recenzja z książką od jednego wydawnictwa, ponieważ zgodziłam się na nią nim podjęłam decyzję. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. 
Dziękuję, że mimo to jesteście tutaj na blogu. Myślę, że w końcu uda się mi znaleźć równowagę między życiem prywatnym, a blogiem. Trzymajcie kciuki. 
Lady Spark
[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 12 lutego 2018

488. Problem rasizmu w "Zatoce o północy"



AUTOR: Diane Chamberlain  
TYTUŁ ORYGINALNY: The Bay At Midnight
TŁUMACZ: Teresa Komłoz
SERIA: Kobiety to czytają!
ROK WYDANIA: 2013
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka

OPIS
Każde dziecko popełnia błędy. Konsekwencje tych błędów bywają tragiczne.
Julie przez ponad czterdzieści lat czuje się odpowiedzialna za śmierć siostry. Siedemnastoletnia Izzy została zamordowana podczas rodzinnych wakacji, a Julie nie udało się zapobiec nieszczęściu. Co gorsza do więzienia trafia niewłaściwy człowiek, choć Julie ma podstawy przypuszczać, że skazany powinien być ktoś zupełnie inny…
Do jakiego stopnia wybujała wyobraźnia nastolatki może wpływać na realne wydarzenia?
Czy błędy przeszłości ulegają przedawnieniu?
Jak uchronić bliskich przed niespodziewanymi, tragicznymi zdarzeniami?
Czy jedna dramatyczna noc może zaważyć na całym naszym życiu i dalszych relacjach z ludźmi?
Co Ty byś zrobiła na miejscu Julie? [1]

RECENZJA
Pierwsze spotkanie z twórczością Diane Chamberlain było dość rozczarowujące, zwłaszcza, że książka należy do serii „Kobiety to czytają!”, a jak wszyscy dobrze słyszą i czytają w niej są najbardziej poruszające i wstrząsające powieście. „Dobry ojciec” nie był zły pod względem pomysłu. Moim zdaniem on był po prostu niedopracowany. Nie skreśliłam jednak od razu autorki, bo w nowym stosie postanowiłam wziąć coś zupełnie starszego, by w końcu poznać wychwalaną wszędzie Diane Chamberlain. Czy mi się to udało?

Główną bohaterką jest Julie Sellers, która swoim czytelniczkom znana jest, jako Julie Bauer. Kobieta jest autorką bestsellerowych kryminałów ze staruszką Fran Gallagher w roli głównej. Gdy jest w trakcie pisania trzydziestej trzeciej powieści w jej drzwiach pojawia się córka przyjaciela z dzieciństwa. Dziewczyna pokazuje jej list swojego niedawno zmarłego wujka, który chciał wyznać policji prawdę o tym, kto czterdzieści jeden lat temu zamordował starszą siostrę Julie. Kobieta również jest zdania, że ten, kto został uznany za winnego był niewinny i niesłusznie umarł w więzieniu.

Oprócz wspomnień Julie z pamiętnego lata 1962 i jej spostrzeżeń z życia obecnego - na które składają się problemy z nastoletnią córką oraz niewiernym mężem, z którym jest w separacji, a także ciągłym poczuciem winy, że to ona doprowadziła w jakiś sposób do śmierci Isabel – mamy również wspomnienia jej młodszej siostry Lucy oraz matki Marie, która opowiada o swojej młodości i dyskryminacji przez amerykańskie społeczeństwo przed II wojną światową. Bo właśnie brak tolerancji są problemem przewodnim tej książki, że w 1962 roku wystarczył zły kolor skóry chłopaka, który nie miał mocnego alibi na noc śmierci Isabel, aby zginął w więzieniu niesłusznie oskarżony. Również podczas młodości Marie zauważamy, że problemem był to, iż jej matka była Włoszką i przez to nie mogła być z chłopakiem, którego kochała.

Dyskryminacja jest obecna również dzisiaj, ale to z różnych powodów. Jedni już się takimi ludźmi rodzą, a drudzy patrząc jak ktoś inny z innego państwa zabiera mu pracę tylko, dlatego, że robi za najniższa krajową staje się tym, kim się staje. W USA podczas tego lata, gdy zamordowano Isabel była to konsekwencja, gdy Stany Zjednoczone podzielone były na Północ i Południe, bo przecież zniesienie niewolnictwa nie zmieniło myślenia białych ludzi od razu. Dla wielu niewolnictwo było źródłem dochodu, a czarnoskóry zawsze znaczył gorszy.

Wspomnę tylko kilka słów o postaci, która najmocniej mnie irytowała, a była nią córką Julie – Shannon. Miałam wrażenie, że jest nadęta i zapatrzona w siebie mimozą. Miałam ochotę wytargać ją za czarne kłaki za to, w jaki sposób odnosiła się do matki. Owszem może i Julie była nadopiekuńcza, ale przeżyła tragedię, która odcisnęła na niej swoje piętno, a Shannon po prostu najchętniej pozbyłaby się matki. Ciężkie jest czasami życie czytelnika…

I mam wrażenie, że ze mną jest coś nie tak, bo druga książka Chamberlain i druga mnie nie porwała. Muszę przyznać, że czasami była po prostu zbyt przegadana. Nie ciągnęło mnie do niej. Jak już zasiadłam i z musu przeczytałam około czterdziestu stron to potem jakoś szło, ale następnego dnia znowu powtarzała się historia. Nie mam pojęcia, od czego to jest zależne, ale boję się, że moje zdanie o Chamberlain się nie zmieni, a bardzo bym chciała, bo stawiana jest obok Picoult, jako ta, która porusza ludzkie serca. Na obecny moment mam wniosek jeden: nie mam serca!

No znowu się rozczarowałam i jest mi ogromnie smutno z tego powodu. Oczekiwałam wow i wbicia w fotel. Byłam zaskoczona tylko wtedy, gdy wyszło, kto jest mordercą Izzy. Może z inną pozycją tej autorki będzie lepiej. Tylko, jaką wybrać?!

„- Dochodzi do tragedii – zaczęłam cicho, jakbym mówiła bardziej do siebie niż do niego. – Potem żyjesz dalej, a przynajmniej starasz się żyć, wykonujesz czynności, które cię utrzymują przy życiu, ale tak naprawdę nigdy nie zapominasz. To zawsze jest z tobą, czai się pod idealnie gładką powierzchnią. I nagle… trach – Uderzyłam się pięścią w udo. – Coś nagle spada na ciebie […], i musisz się zmagać ze wszystkim jeszcze raz od nowa." ~ Diane Chamberlain, Zatoka o północy, Warszawa 2013, s. 221.
OCENA: 6/10

Wiecie, co? 
Czasami mam ochotę rzucić wszystko i wyjechać na koniec świata...

[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 27 listopada 2017

463. Czy pierścionek od Tiffany'ego może sam sobie wybrać kobietę?

AUTOR: Melissa Hill
TYTUŁ ORYGINALNY: Something From Tiffany’s
TŁUMACZ: Alina Siewior-Kuś
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka
OPIS
Na Piątej Alei w Nowym Jorku dwaj mężczyźni kupują prezenty dla kobiet, które kochają. Gary dla swojej dziewczyny Rachel wybrał bransoletkę. Tymczasem Ethan szuka czegoś bardziej wyjątkowego – pierścionka zaręczynowego dla pierwszej kobiety, która uczyniła go szczęśliwym po śmierci żony. Kiedy jednak w zamieszaniu dochodzi do zamiany prezentów i do Rachel trafia pierścionek Ethana, drogi obu par się krzyżują. Ethan próbuje odzyskać pierścionek, by wręczyć go kobiecie, dla której był przeznaczony. Przekonuje się jednak, że to bardziej skomplikowane, niż przypuszczał. Czyżby los miał własne pomysły na życie obu par? [1]

RECENZJA
Książki, których akcja toczy się w święta Bożego Narodzenia chciałam czytać dopiero w grudniu, bo gdy widzę świąteczne reklamy w połowie listopada to dostaję białej gorączki. Jednak właśnie w ten magiczny czas zabiera nas autorka „Prezentu od Tiffany’ego”.

Wyobraźcie sobie śnieg, święta Bożego Narodzenia w Nowym Jorku. Dwóch mężczyzn na Piątej Alei w tym mieście kupuje prezenty dla swoich kobiet. Gary bransoletkę dla Rachel, a Ethan pierścionek zaręczynowy dla Vanessy. W wyniku wypadku, jakiemu ulega Gary mężczyźni łapią nie swoje prezenty, a gdy wychodzi to na jaw rozpoczyna się próba odzyskania tych właściwych, a to z kolei prowadzi do serii zdarzeń, których żaden by się nie spodziewał. A zakończenie może być zaskoczeniem dla wszystkich osób zamieszanych w to całe zdarzenie.

Czasami jest tak, że o bohaterach nie bardzo umiem się rozpisać. Tu jest inaczej. Pani Hill stworzyła ich bardzo dużo, ale skupiłabym się na głównych. Ethan jest wdowcem i ma ośmioletnią córkę Daisy – bardzo kochane dziecko i najlepsza postać całej powieści! Spotyka się z Vanessą i jest w niej tak bardzo zakochany, że nie widzi tego, że kobieta wcale nie ma instynktu macierzyńskiego, a na dodatek nie żywi do małej Daisy żadnych wielkich uczuć jak cały czas deklaruje. Nie znaczy to, że jest macochą z piekła rodem, ale uważa, że Daisy jest już tak dużym dzieckiem, że nie trzeba jej czytać przed snem. Kobiet chce, aby dziewczynka jak najszybciej dorosła. Ethan jest przekonany, że gdy tylko pobierze się z Vanessą staną się idealną rodziną, jaką kiedyś tworzył z Jane, czyli matką Daisy. Jest tylko facetem, więc usprawiedliwiam jego tok myślenia.

Druga para to Gary i Rachel. Poznali się, gdy mężczyzna remontował lokal gastronomiczny Rachel i jej przyjaciółki Terri. Mężczyzna jest niestety egoistką do kwadratu. Tylko brałby od Rachel, ale nic nie dawał od siebie. Z kolei ona jest zaślepiona miłością do niego tak mocno, że tego nie widzi. Nawet, gdy z musu się jej oświadczył, to zaczął analizować i szukać plusów całej tej sytuacji. Przez głowę mu nie przeszło nawet to, że powinien w jakiś sposób szukać rozwiązania tego problemu, a na dodatek, że jeśli wszystko wyjdzie na jaw (a on liczył, że nic takiego nie będzie miało miejsca) zrani mocno Rachel, która zawsze chciała dla niego jak najlepiej. Jednym słowem: dupek!

„Prezent od Tiffany’ego” to ciepła pozycja na zimowe wieczory, a nawet na jeden wieczór, bo czyta się ją bardzo sprawnie. Kartki same się przewracają. Jak to w komedii romantycznej bywa części wydarzeń możemy się spodziewać. Mimo to zakończenie trochę mnie zaskoczyło, ale też rozczarowało. Nie było złe, ale było takie trochę wyciągnięte z kapelusza. Rozumiem, że autorka chciała wyjść poza utarty schemat tego rodzaju książek, ale gdzieś moim zdaniem to nie wyszło. Nie do końca było to w moim guście po prostu.

Melissa Hill stworzyła ciekawych bohaterów, którzy wzbudzają w nas tak wielkie emocje, że chętnie wyciągnęlibyśmy ich z kart powieści i potrząsnęli nimi, aby otworzyli oczy. Autorka dała również przyjemną atmosferę, że żałuję, że nie mam więcej jej książek w swojej biblioteczce, bo chętnie bym jeszcze po nie sięgnęła.

OCENA:  6/10

Cześć! 
Witamy Was po długiej przerwie. Przyznam, że przydała się nam ona, bo pozwoliła trochę podgonić z recenzjami. Od dziś jednak wracamy na nowo i znowu możecie czytać nasze wypociny. 
Pozdrawiam,
Lady Spark


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

436. Instynkt macierzyński zawsze wygra


AUTOR: Lisa Scottoline
TYTUŁ ORYGINALNY: Save me
TŁUMACZ: Anna Kłosiewicz
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka

OPIS
Rose McKenna to matka zmuszona w ułamku sekundy podjęć decyzję, która na zawsze odmieni jej życie
Nikt nie mógł przewidzieć, co wydarzy się tego dnia, kiedy Rose zgłosiła się do pomocy w szkolnej stołówce, by dyskretnie poobserwować swoją córkę, uroczą, choć nieśmiałą trzecioklasistkę Melly. Od jakiegoś czasu stała się ona obiektem złośliwych ataków nowej koleżanki.
Kiedy dręczycielka Melly po raz kolejny zaczyna jej dokuczać, Rose jest gotowa wkroczyć do akcji – tyle, że właśnie w tym momencie dochodzi do tragedii, której nikt nie potrafiłby sobie wyobrazić. Rose trafia w sam środek prawdziwego koszmaru, zmuszona w ułamku sekundy podjąć najtrudniejszą dla matki decyzję. Wybór, którego dokona, odmieni jej życie i zagrozi najbliższym. Rose będzie musiała wziąć sprawy w swoje ręce i zmierzyć się z niebezpieczeństwem, by ocalić córkę, rodzinę, małżeństwo – i siebie samą. [1]

RECENZJA
Miałam przeczucie, że książka Lisy Scottoline mnie wciągnie, ale nie sądziłam, że zrobi to po zaledwie kilku stronach. Ciężko było mi się od niej oderwać. Już dawno żadna powieść obyczajowa tak mocni na mnie nie zadziałała.

Rose McKenna zgłosiła się do pomocy w szkolnej stołówce, bo jedna z uczennic – Amanda – dokuczała jej córce Melly z powodu znamienia na policzku. Kobieta widząc, że córka coraz bardziej zamyka się w sobie postanawia jej pomóc. Zaczęła od prób rozmawiania z nauczycielami, którzy zbagatelizowali problem, a potem z mamą Amandy, ale ta również uważa, że Rose przesadza, bo dziewczynki powinny to załatwić między sobą, (czyli, co? Wytargać się z kłaki czy jak?). W końcu Rose podczas pełnienia dyżuru widzi jak Amanda naśmiewa się z jej dziecka wkracza do akcji. Chce uświadomić dręczyciele, że Melly to nie jest osoba bez uczuć. W tym samym momencie córeczka uciekła z płaczem do łazienki i wybuchł pożar, a Rose musi podjąć decyzję, kogo ratować: Amandę, która jest pod ręką czy szukać własnego dziecka…

Odnośnie postaci główną jest oczywiście Rose McKenna, która jest matką z powołania. Pragnęła dzieci, od kiedy tylko pamięta. Jest osobą, która chce ze wszystkimi żyć w zgodzie, jednak życie nie odpłaca się jej tym samym. W dzieciństwie użerała się z matką alkoholiczką przez, którą zostawił je ojciec. Rose ma też swoją straszną tajemnicę z przeszłości. Mimo to udało się jej stworzyć rodzinę, która kocha, ale czy ta rodzina przetrwa, gdy prawda wyjdzie na jaw, a sprawa z pożarem nabierze tempa? Jej mąż Leo to złoty człowiek, który zawsze jest w stanie usprawiedliwić Rose, a na dodatek kocha jej córkę z pierwszego małżeństwa. Jest on prawnikiem i w zasadzie więcej go nie ma w domu niż jest, więc trudno coś złego o nim powiedzieć oprócz tego, że w trakcie prawdziwego dramatu wybiera pracę, ale tłumaczy to obowiązkiem opłacenia rachunków. Najbardziej polubiłam Melly (wiadomo Potterhead!). Przypominała mi postać, którą kiedyś sama stworzyłam w opowiadaniu pisanym do szuflady. Dziewczynka wstydzi się swojego znamienia i zawsze pilnuje, aby było dokładnie zakryte włosami. Myślę, że na to zachowanie miał wpływ jej biologiczny ojciec, który nie umiał pokochać małej taką, jaką jest. Wiecznie ciągał ją po lekarzach ogarnięty obsesją żeby usunąć z policzka córki. Melly jest kochanym dzieckiem, ale nieszczęśliwym z powodu tego, że w kompleksy wpędził ją jej własny ojciec.

Dwie kwestie, które chcę poruszyć. Po pierwsze: prześladowanie w szkole. Temat ten zawsze mocno mnie dotyka. To pewnie z powodu własnych doświadczeń. W „Ocal mnie” również jest pokazane, że oprawca jest bezkarny, a to ofiarę chce się ukarać, np. poprzez przeniesienie do innej szkoły. To Melly uważana jest za dziwoląga, bo ma znamię, które z pewnością nigdy nie chciała dostać, a na dodatek uwielbia Harry’ego Pottera (ja też! Piątka Melly!). To Amandy wszyscy bronili, bo była popularna i ładna, a na dodatek jej rodzina zamieszkiwała miasteczko od pokoleń, a rodzina Rose wprowadziła się kilka tygodni temu. Tłumaczenia nauczycieli, matki Amandy otwierały mi nóż w kieszeni. Jak tak można? Krytykowały Rose, tylko, dlatego, że broniła swojego dziecka. Każda kobieta zrobiłaby to samo, gdyby ktoś krzywdził jej dziecko. I tym sposobem dochodzimy do punktu drugiego…

… O matkach często mówi się, że walczą o dzieci jak lwica o młode. Dlatego Rose chciała pomóc Melly, gdy ktoś ją krzywdził. Gdy wybuchł pożar również pierwszą myślą było jej dziecko. To był odruch, jako matki. To, co spotkało ją po pożarze od mieszkańców było okrutne. Ci ludzie nie umieli (albo nie chcieli) postawić się w jej sytuacji. Ja bardzo jej współczułam, bo przecież chciała zachować się dobrze, ale wygrał w niej instynkt macierzyński. I to nie jest nic dziwnego. Ludzie w książce powinni sobie zadać jedno zasadnicze pytanie: a jak ja zachowałbym się w tej sytuacji, gdyby życie mojego dziecka było zagrożone?

Powiem kilka słów o zakończeniu, które trochę było dla mnie naciągane. Nie pasowało mi ono zbytnio do całości powieści, ale również nie raziło, jakąś fantazją z innej planety. Po prostu za bardzo było to wszystko naciągane.

Moja ocena byłaby wyższa, gdyby nie właśnie końcówka całej powieści, ale i tak uważam, że cała książka to dobra literatura i porusza ważny temat: prześladowania dzieci w szkole oraz bycia nowym w małych społecznościach.

"Każdy człowiek może zostać wykluczony, z dowolnego powodu, w dowolnym momencie. A czasem nawet bez żadnego powodu." ~ Lisa Scottoline, Ocal mnie, Warszawa 2012, s. 343.
OCENA:  7/10

Hej! 
Ja i Tea chcemy Was bardzo przeprosić za to, że w czwartek nie było recenzji. Powód był jeden: Tea oddała komputer do czyszczenia i nie ustawiła publikacji wcześniej, bo zapomniała (zdarza się, nie? :). Ja z kolei mam zapas recenzji, ale trzymam je kurczowo na okres, gdy będę powtarzała książki, które już Wam recenzowałam, np. Harry Potter, który chodzi za mną od kilku miesięcy. 
Do napisania,
Lady Spark


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

433. Czy istnieje przyjaźń na całe życie?

AUTOR: Eve Bonham  
TYTUŁ ORYGINALNY: To The End Of The Day       
TŁUMACZ: Teresa Komłosz
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Prószyński – S-ka

OPIS
Anna, debiutująca pisarka, i Lizzie, aktorka u schyłku kariery, od dzieciństwa były ze sobą zżyte jak siostry. Teraz już obie po pięćdziesiątce, spędzają wieczór we francuskim domu Anny. Następnego ranka obie udają się do Anglii, każda z innego powodu. Motywacje kobiet wyjaśniają się w ciągu tego jednego dnia, przepełnionego wspomnieniami wydarzeń, które przybliżały je do siebie lub oddalały przez ostatnie czterdzieści lat.
Zwyczaj dzielenia się wszystkim: sukcesami i porażkami, sekretami i problemami, przyjaciółmi, a nawet kochankami, przenosi nieprzewidziane skutki. Czy długoletnia przyjaźń, która dotąd przetrwała wszystko, od nierozstrzygniętych sporów o zdradę, wytrzyma jeszcze jeden dzień, czy też dobiegnie kresu? [1]

RECENZJA
Sięgając po „U kresu dnia” sama nie wiedziałam, czego się spodziewać. Dostałam melancholijną okładkę, po której wiedziałam, że nie będzie to książka z serii łatwych, miłych i przyjemnych. I w sumie wszystko szło dobrze, aż do zakończenia, które kompletnie zmieniło ocenę tej powieści.

Pierwsze, co wyróżnia tę pozycję to fakt, że jest pisana w czasie teraźniejszym, co raczej nie jest zbyt często stosowanym zabiegiem przez autorów. Poznajemy dwie przyjaciółki. Obie są Angielkami, ale ich drogi bardzo często rozchodziły się i splatały ponownie. Anna żyje we Francji razem ze swoim mężem Youennem. Co ciekawe kobieta wcześniej miała romans z pewnym studentem, który okazał się synem jej obecnego męża. Ojciec odbił dziecku dziewczynę i uczynił z niej swoją żonę, a z dzieckiem utracił kontakt na zawsze. Youenn to despota, wmawia Annie, że jest nikim i marginalizuje jej osiągnięcie, jakim jest wydanie książki o Szekspirze. Jej przyjaciółka Lizzie przyjeżdża do niej w odwiedziny razem ze swoim drugim mężem Paulem. Jest byłą aktorką, matką dwójki dorosłych dzieci. Pierwsze, co ją niepokoi podczas spotkania z przyjaciółką to jej wygląd oraz je małżeństwo.

Anna i Lizzie poznały się w szkole, kiedy to Anna była nowa, a Lizzie pomagała jej się zaadoptować w nowym środowisku. Stały się wręcz nierozłączne. Pewnego dnia Lizzie zamieszkała z przyjaciółką i jej rodzicami, bo jej wracali do Indii, gdzie pracowali. Kilka lat później dziewczęta rozdzielono ze względu na wypadek rowerowy oraz zazdrość biologicznych rodziców Lizzie, o jej miłość do tymczasowych opiekunów. Po spotkaniu we Francji obie kobiety udają się do Wielkiej Brytanii – oczywiście osobno, ale każda z zupełnie innego powodu.

W ciągu swojej podróży do Wielkiej Brytanii przyjaciółki często wspominają przeszłość, dzięki czemu możemy je lepiej poznać oraz zobaczyć, co je ukształtowało. Każda z nich miała wzloty i upadki. Lizzie, która nie żyła w swojej rodzinie za wszelką ceną próbowała taką zbudować. Z kolei Anna była niespokojnym duchem wędrującym po świecie. Czytając o perypetiach ich przyjaźni byłam kilka razy w szoku jak tak różne osoby mogły się przyjaźnić. Jako dzieci kłótnie nie były tak częste, ale za to w dorosłości sprzeczały się przy każdej możliwej okazji. To spowodowało, że nie zapałałam do Anny sympatią, bo to ona prowokowała wszelkie scysje i odsuwała od siebie Lizzie, a potem grała rolę cierpiętnicy.

Książkę czyta się szybko, bo ma przystępny język, dobrą czcionkę i interlinię. Jednak będąc w jej połowie dalej nie byłam nawet o krok bliżej poznania motywacji powrotu obu kobiet do Anglii, o czym zapewniano mnie na okładce. W sumie to byłam już trochę znudzona końcówką. Dobrze się zaczęło, ale im dalej w kartki tym gorzej. Uwierzcie mi, że na początku książka miała dostać osiem, bo byłam nią wręcz zachwycona, ale zakończenie, jakie dostałam… Kompletnie mi ono nie pasowało do tych postaci. Sądziłam, że to będzie coś zupełnie innego, a ono wyskoczyło jak królik z kapelusza.
Słabo, bo zupełnie nie wiedziałam jak to wszystko odebrać. Jedynym plusem jest pokazanie siły przyjaźni, bo w małżeństwach obie kobiety szczęścia nie miały. Każdy z mężczyzn był zazdrosny o łączące ich więzi.

 „Niewiedza jest prawie tak samo przykra, jak byłaby pewność." ~ Eve Bonham, U kresu dnia, Warszawa 2012, s. 156.
OCENA: 5/10

Kto z Was ma długi weekend? Ja nie ;), Wy czytacie recenzję, a ja jestem już w pracy :) 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 1 grudnia 2016

334. Ups... Będą mamą!


AUTOR: Monika Szwaja
SERIA: Wika Sokołowska
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2013
WYDAWNICTWO:  Prószyński i S-ka

OPIS
Wiktoria, reporterka telewizyjna około trzydziestki, niespodziewanie, tuż przed wyjazdem na zdjęcia, dowiaduje się, że zostanie mamusią. Mamusią – proszę bardzo, tylko gdzie jest tatuś dokompletu? Na reporterskim horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety – ma on pewne felery, które uniemożliwiają tzw. „szczęśliwy happy end”. Poza tym, co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru, żeby urodzić się w przepisowym terminie. Monika Szwaja przyznaje się do podobnego fioła telewizyjnego, jaki ma bohaterka Zapisków. Przyjaciele twierdzą życzliwie, że obie są tak samo „zakręcone”… [1]

RECENZJA
Nawet nie wiecie ile się naszukałam tej książki nim w końcu ją znalazłam! Czytałam ją dobre kilka lat temu, kiedy to byłam sobie jeszcze dziewczyną z liceum. I znałam tylko autorkę oraz ostatnie zdanie z całej powieści. Prawda, że dużo? Jednak w końcu natrafiłam na nią w jednej z księgarni i kupiłam, a następnie oddałam się pasji czytania.

Czasami, gdy wracam do lektur po latach to zastanawiam się czy będą mnie tak samo bawić i wzruszać jak wcześniej. Z „Zapiskami stanu poważnego” było tak samo. Jako nastolatce ta książka podobała się bardzo i głośno śmiałam się czytając zapiski panny Sokołowskiej. I w zasadzie ta książka przypadła na bardzo ciężki psychicznie okres w tym roku i spełniła swoje zadanie. Przyłapałam się na tym, że uśmiecham się do literek jak głupia.

Wiktoria Sokołowska jest dziennikarką w jednej ze szczecińskich telewizji. Prowadzi różnego rodzaju programy. Jest osobą niezależną, ale i przede wszystkim zwariowaną. Do życia podchodzi z uśmiechem na ustach. Nagle okazuje się, że jest w ciąży i niby wszystko w porządku, bo taka kolej rzeczy. Jednak problemem jest brak tatusia! I dodatkowo rodzinka nie jest zachwycona pomysłem samotnego macierzyństwa, a już zwłaszcza przyszły dziadziuś. Akcja dzieje się na przełomie roków 2000 i 2001. Sokołowska jest niezmiernie pozytywną postacią. Nie poddaje się przeciwnością losu i jest gotowa wychować to dziecko sama. Owszem poznaje pewnego sympatycznego i nieziemsko przystojnego biznesmena, z którym mogłaby stworzyć szczęśliwą rodzinkę, ale jest pewien mały problem, który niestety nie chce sam zniknąć.

W książce da się wyczuć, że autorka pisze o czasach krótko po PRL-u. Nie opisuje dokładnie wszelkich krajobrazów ani innych rzeczy, które mogłyby na to wskazywać. Jednak widać to w myśleniu bohaterów i w ich postawie. W zasadzie z wyjątkiem dziadka i pewnej kobiety to nie było w książce postaci negatywnych i nawet mi to nie przeszkadzało. Wiktoria ma i tak całą masę problemów, bo jak z jednej pensji i wątpliwych honorariów wychować maleńkie dziecko? Na dodatek w pracy, co chwile pojawiają się projekty, w które ona koniecznie musi się zaangażować. Nie pochwalam jednak pewnej rzeczy w jej zachowaniu, a mianowicie w piciu alkoholu podczas ciąży! Niedopuszczalne! Za każdym razem, kiedy czytałam jak panna Sokołowska sięga po jakikolwiek trunek dostawałam szewskiej pasji. Nie! Nie! I jeszcze raz nie!

Zbytnio nie mogę się rozpisywać o fabule, bo zdradzę wszystko. Jednak czas coś powiedzieć o tym uroczym biznesmenie, który skradł serce twardej jak skała Sokołowskiej. Wika poznaje Tymona podczas robienia jednego z reportaży. Od razu przypadają sobie do gustu, a między nimi nawiązuje się silna więź. Podobało mi się to, że nie padli sobie od razu w ramiona i nie wyznali wielkiej miłości. Ich spotkania były czysto przypadkowe i w zasadzie niezobowiązujące.

Książka jest lekka, wesoła i przyjemne. Co prawda trochę mnie czasami irytowało chaotyczne pisanie głównej bohaterki, ale to była po prostu część jej charakteru. Takie roztrzepanie i roztargnienie. Jednak warto zaznaczyć, że podczas pracy wykazywała się pełną profesjonalnością. Powieść porusza pewien problem, a mianowicie samotne macierzyństwo i uciekanie od ojcostwa. I jest on aktualny do dzisiaj. Nic się w tej kwestii nie zmieniło od wielu lat i w zasadzie nigdy to się nie zmieni. Nie każdy mężczyzna zawsze będzie gotowy do ojcostwa i wzięcia odpowiedzialności nawet za jednorazowe przygody.

Polecam, bo mnie mimo upływu lat dalej bardzo się podobał i rozśmieszała mnie. Aż mam chęć sięgnąć po kolejne książki pani Szwai i z pewnością to w końcu zrobię!

„Życie generalnie jest w porządku. Ludzie też, chociaż czasami trudno z niektórymi wytrzymać." ~ Monika Szwaja, Zapiski stanu poważnego , Warszawa 2013, s. 112.

OCENA: 7/10

Ho! Ho! Ho! 
Mamy już grudzień! A z tej strony znowu Lady Spark. 
Pomęczycie się ze mną przez dwa tygodnie, zgoda? Sprawy osobiste utrudniają Tea czytanie, więc moje recenzje wskakują na pokład :). A ja uciekam do nowej pracy! Matko, jak ja się cieszę i denerwuję ;) 
Całusy! 

[1] Opis podchodzi z okładki książki

sobota, 22 października 2016

318. Luźna Sobota: Listopadowe sprzątanie portfeli!


Katarzyna Puzyńska „Dom czwarty”
Data premiery: 08.11.2016
Wydawnictwo: Prószyński Media
Była komisarz Klementyna Kopp po czterdziestu latach wraca w rodzinne strony. Na prośbę matki ma przyjrzeć się sprawie pewnego morderstwa. W drodze do Złocin znika jednak bez śladu. Mieszkańcy zgodnie twierdzą, że nigdy nie dotarła do miasteczka, ale aspirant Daniel Podgórski odkrywa, że musiało być inaczej. Dlaczego wszyscy kłamią? Co stało się z Klementyną? Kto maluje tajemnicze graffiti z czarną szubienicą i podrzuca martwe ptaki? Jaki ma to związek z okrutną egzekucją, dokonaną nad jeziorem Bachotek w październiku 1939 roku?  
„Dom czwarty” to siódmy tom sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa. Opowieści o Lipowie łączą w sobie elementy klasycznego kryminału i powieści obyczajowej z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. Porównywane są do książek Agathy Christie i powieści szwedzkiej królowej gatunku, Camilli Läckberg. Prawa do publikacji serii sprzedane zostały do ponad dwudziestu krajów.


Robert Bryndza „Dziewczyna w lodzie”

Data premiery: 09.11.2016
Wydawnictwo: Filia
Jej usta rozchylone, jak gdyby miała przemówić. Ciało zamknięte w bryle lodu. A to dopiero początek.
Kiedy młody chłopak odkrywa w londyńskim parku zamarznięte ciało kobiety, detektyw Erika Foster zostaje wezwana, by poprowadzić śledztwo w sprawie morderstwa.
Ofiara, piękna członkini londyńskiej socjety, wiodła pozornie idealne życie. Jednak kiedy Erika zaczyna drążyć, łączy ze sobą fakty między tym, a innymi zabójstwami – ktoś pozbawił życia trzy prostytutki. Wszystkie trzy uduszono, związano im ręce w przegubach i wrzucono je do wody.
Ostatnie dochodzenie Eriki poszło fatalnie, a w jego rezultacie zginął jej mąż. Kariera pani detektyw wisi na włosku, a ona sama mierzy się nie tylko ze swoimi demonami, ale też z mordercą bardziej przerażającym niż wszystko, z czym do tej pory miała okazję się mierzyć. Czy uda jej się dotrzeć do seryjnego mordercy zanim ten uderzy ponownie?
Jakie sekrety kryje dziewczyna w lodzie? Detektyw Erika Foster powróci!


Kamil Janicki „Damy ze skazą”

Data premiery: 09.11.2016
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Kobiety, które zapewniły Polsce koronę.
Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium.
Ich duma unicestwiła królestwo.
Matylda to dziedziczka najpotężniejszej dynastii świata. Głupota rodzonego brata zamienia jej życie w piekło. Nieodpowiedzialny szczeniak z koroną na głowie przegrywa ją podczas partii kości.
Rycheza angażuje cały swój spryt i nieustępliwość, by zmazać hańbę matki. Przybywa do kraju rządzonego przez ogarniętego obsesją tyrana. To ona zrobi z niego bohatera. I ona zapewni mu królewską koronę.
Przedsława, zgwałcona i odarta z marzeń przez nienawistnego furiata, poprzysięga zemstę. Za jej sprawą na rodzące się polskie mocarstwo spada klątwa.
Poznaj historię polskiej korony, odartą z mitów i fałszerstw. W świecie pełnym nienawiści, w którym ludzkie życie jest warte tylko tyle, ile gotowi są za nie zapłacić handlarze niewolników, te wielkie damy zrobią wszystko, by zdobyć sławę silniejszą od śmierci.
Urażona duma, poniżenie, zdrada, której nie wolno wybaczyć. Grzechy ludzi zbyt ambitnych, by uznać własne potknięcia, zepchną cały ród i imperium na drogę prowadzącą ku zagładzie. I tylko kobiety będą mogły je uratować.


Simon Holland „Magiczne istoty”

Data premiery: 09.11.2016
Wydawnictwo: Galeria Książki
Wejdź do niezwykłej krainy magicznych istot...
Przygotuj się na spotkanie z zachwycającymi mitycznymi stworzeniami z całego świata, od olbrzymów i trolli, po wilkołaki, harpie, syreny i jednorożce. Poznaj związane z nimi zdumiewające historie: dowiedz się, jak złośliwe elfy wywołują straszliwe koszmary, co zrobił Pegaz, by pokonać budzącą grozę Chimerę, dlaczego Feniks śpiewa urzekającą pieśń, jak zgasić smoczy ogień... i wiele więcej.


James Rollins „Labirynt kości”

Data premiery: 09.11.2016
Wydawnictwo: Albatros
"Labirynt kości", najnowsza powieść Jamesa Rollinsa, to kontynuacja serii "Sigma Force".
W chorwackich górach archeolog dokonuje dziwnego odkrycia: podziemna katolicka kaplica, ukryta przez wieki, skrywa szczątki neandertalki. Z kolei na ścianach okolicznych pieczar znajdują prymitywne obrazy opowiadające o ogromnej bitwie pomiędzy plemionami neandertalczyków a monstrualnymi, tajemniczymi postaciami. Kim jest ten tajemniczy wróg przedstawiony na dawnych rysunkach i co te obrazy oznaczają? Zespół dochodzeniowy Sigma Force zostanie zaatakowany, zanim zdąży odkryć jakiekolwiek odpowiedzi.
W tym samym czasie w Atlancie ma miejsce brutalny napad na ośrodek badawczy zajmujący się badaniami nad ssakami naczelnymi. Co łączy te dwa, na pozór niezwiązane ze sobą, zdarzenia? Kto za nimi stoi? Poszukiwaniem prawdy zajmie się agent Sigmy, komandor Gray Pierce, który będzie musiał cofnąć się 50 tysięcy lat wstecz.
Gray i Sigma będą śledzić ewolucję ludzkiej inteligencji, by dotrzeć aż do jej źródła, i włączą się w apokaliptyczną walkę o przyszłość gatunku ludzkiego, która szybko ogarnie cały świat… i nie tylko. Pierce i jego zespół będą musieli stawić czoła starożytnemu złu, wskrzeszonemu przez współczesną genetykę, wystarczająco silnemu, aby doprowadzić do końca dominacji człowieka na Ziemi.

Vincent V. Severski „Niepokorni”
Data premiery: 09.11.2016
Wydawnictwo: Czarna Owca
Vincent V. Severski wraca z kontynuacją trylogii o Wydziale Q.
Po udanej operacji wywiezienia Michaiła Popowskiego z Rosji, Sara i Konrad wracają do Polski. Okazuje się, że podczas ich nieobecności Wydział Q zostaje rozwiązany. Tymczasem nad Europą zawisa widmo politycznego kataklizmu – ktoś planuje na nowo zbudować hierarchię wpływów na świecie.
Sara i Konrad świadomi zagrożenia wiszącego nad Polską, nielegalnie zbierają Wydział Q do ostatniej akcji. Ta potyczka rozegra się poza prawem. I będzie wyjątkowo brutalna.
"Niepokorni" to tytuł podwójnie ekscytujący. To zarówno zakończenie serii, ale i jedna z najmroczniejszych i najbardziej wciągających powieści autora. Na takie zakończenie warto było czekać!


Stephen King „Trylogia: Pan Mercedes / Znalezione nie kradzione / Koniec warty”

Data premiery: 09.11.2016
Wydawnictwo: Albatros
Wyjątkowe wydanie zawierające trylogię detektywistyczną Stephena Kinga, której bohaterem jest Bill Hodges. Tworzą ją powieści: "Pan Mercedes", "Znalezione nie kradzione" oraz "Koniec warty". 
"Pan Mercedes"
Światła mercedesa wyłaniają się przed świtem z mgły i suną wprost w tłum bezrobotnych kobiet i mężczyzn oczekujących w kolejce do wejścia na targi pracy. Brady Hartsfield poczuł się wspaniale, kiedy pod kołami prowadzonego przez niego samochodu ginęli ludzie. Zabił osiem osób, ranił piętnaście, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Policja nie zdołała poznać jego tożsamości, wszystko więc wskazuje na to, że sprawa nie zostanie rozwiązana. Gdy Bill Hodges traci już nadzieję na sprawiedliwość, otrzymuje list od "Pana Mercedesa", jak zdążyły nazwać go media. Hodges wie, że musi zrobić wszystko, by zapobiec kolejnej tragedii. Która może pochłonąć wielokrotnie więcej ofiar. "Pan Mercedes" to historia o wojnie między dobrem a złem autorstwa niekwestionowanego mistrza suspensu, który doskonale zgłębia w umysł opętanego mordercy. 
"Znalezione nie kradzione"
"Pobudka, geniuszu" – tak zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni. Geniuszem jest John Rothstein, twórca słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który od dawna nie wydał żadnej książki. Czytelnikiem – Morris Bellamy, wściekły nie tylko za milczenie Rothsteina, lecz także o to, że sprzedał postać Jimmy’ego Golda dla zysków z reklam. Morris zabija i okrada Rothsteina. Zabiera gotówkę i notesy z co najmniej jedną niewydaną jeszcze powieścią z Goldem. Ukrywa swój skarb, po czym za inne przestępstwo trafia do więzienia. Kilka dekad później nastolatek, Pete Sauberg, znajduje łup Bellamy’ego. A Bill Hodges, Holly Gibney i Jerome Robinson muszą ratować chłopca i jego rodzinę przed mściwym Morrisem, który po trzydziestu pięciu latach, ogarnięty jeszcze większym obłędem, wychodzi na wolność. 
"Koniec warty" 
Spektakularne zamknięcie trylogii. Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w Panu Mercedesie, znajduje się w stanie wegetatywnym w szpitalu. Jednak wszystko wskazuje na to, że w jego pokoju przebudziło się coś złego – zabójca nie tylko odzyskał świadomość, lecz także zyskał nowe, śmiertelne moce, które pozwolą mu siać niewyobrażalne spustoszenie bez opuszczania szpitalnego łóżka. Bill Hodges i Holly Gibney, właściciele agencji detektywistycznej, zostają wciągnięci w najbardziej niebezpieczne ze swoich dotychczasowych dochodzeń. Znów muszą zmierzyć się z Bradym Hartsfieldem, planujący zemstę nie tylko na Hodgesie i jego bliskich, lecz także na mieszkańcach miasta. "Koniec warty" przenosi serię Kinga w nowy, zupełnie inny wymiar.



Remigiusz Mróz „Świt, który nie nadejdzie”


Data premiery: 09.11.2016

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Odważysz się wejść w przestępczy świat przedwojennej Warszawy?
Były pięściarz, Ernest Wilmański, to człowiek bez przeszłości. Stracił wszystko, co miał do stracenia. W poszukiwaniu nowego życia wyjechał do stolicy, jednak znalazł się w złym czasie i w złym miejscu. Zanim zaczął rozglądać się za pracą, praca znalazła jego i… nie miała nic wspólnego z uczciwym zarobkiem.
Wilmański wbrew swojej woli został wciągnięty w świat Banników, grupy przestępczej, która swą nazwę zawdzięcza temu, że z przeciwnikami rozprawia się tak, jak robił to słowiański demon – topiąc ich w baniach.
Ernest wspina się po gangsterskiej drabinie, nie spodziewając się, że jedna kobieta może pokrzyżować wszystkie jego plany. Ani że zjawy z przeszłości dopomną się o uwagę…

Magdalena Kordel „Anioł do wynajęcia”
Data premiery: 09.11.2016
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
„Gdybyś całkiem przypadkiem, tam u siebie na górze, miał jakiegoś bezrobotnego anioła, anioła do wynajęcia, to pamiętaj o mnie. Bardzo proszę.  A, i gdybyś mógł mi pomóc w tym, żebym tak do końca nie zapomniała, czym jest miłość i radość…”
Michalina ma kłopoty. Została sama, bez środków do życia i bez dachu nad głową. Cały świat wydaje się być przeciwko niej. Kiedy jest już tak źle, że zaczyna tracić nadzieję, ktoś niespodziewanie zaprasza ją na kubek herbaty z cynamonem. Ktoś wysłucha z uwagą, przygarnie do serca, da nadzieję. Czy tam w górze ktoś nad nią czuwa? Dobry duch, zaginiony anioł stróż?
„Anioł do wynajęcia” to niezwykła historia. Otula jak ciepły koc, rozgrzewa jak filiżanka cynamonowej herbaty, a przede wszystkim przywraca wiarę w ludzi i daje nadzieję. Daj się porwać tej niezwykłej magii. Uwierz w cuda i rozejrzyj się dookoła – może i ty zostaniesz czyimś aniołem?


Catherine Lowell „Ostatnia z rodu Brontë”

Data premiery: 10.11.2016
Wydawnictwo: Prószyński Media
W swojej błyskotliwej debiutanckiej powieści Catherine Lowell przedstawia ostatnią przedstawicielkę rodu Brontë, która podejmuje literackie poszukiwania mające ją doprowadzić do odnalezienia spadku po znanych pisarkach.
Postać Samanthy Whipple budzi wielką sensację. Po przedwczesnej śmierci ojca według powszechnej opinii staje się dziedziczką skarbu w postaci licznych pamiętników, obrazów, listów oraz rękopisów powieści pozostawionych przez znane przedstawicielki rodu Brontë. Wedle spekulacji znawców i miłośników tematu otrzymała te skarby w spadku po swojej rodzinie, która od lat skrzętnie skrywa je przed światem. Samantha tymczasem żyje w przekonaniu, że nic takiego nie istnieje, a wszystkie te domysły można włożyć między bajki.
Gdy podejmuje studia na Oksfordzie, przekonuje się jednak, że mityczne przedmioty z przeszłości istnieją. Główną rolę w jej życiu zaczynają odgrywać stare książki z odręcznymi notatkami ojca. Zgłębiając tajniki literatury pod okiem przystojnego, choć nieprzeniknionego profesora, Samantha wyrusza na poszukiwania tajemniczej spuścizny po swoich przodkach.


Helen Fielding „Dziecko Bridget Jones. Dziennik”

Data premiery: 21.11.2016
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Bridget Jones, uwielbiana singielka i światowy fenomen powraca... z brzuszkiem.
Seria nieoczekiwanych, lecz typowych dla bohaterki zdarzeń doprowadza Bridget do upragnionej ciąży. Jak zwykle, nie wszystko idzie po jej myśli. Oczekiwanie na potomka stanie się dla Bridget pasmem niecodziennych wyborów żywieniowych, dziwacznych rad Pijanych Singielek i Zadufanych Mamusiek, wygłupów i amorów, radości i smutków. A całe to szaleństwo zdominuje jedno, wyjątkowo niezręczne pytanie: Kto jest ojcem?


Gayle Forman „Zostaw mnie”

Data premiery: 22.11.2016
Wydawnictwo: Prószyński Media
Maribeth Klein to wiecznie zabiegana pracująca matka. Wszystko co wiąże się z domem,  z mężem i z dziećmi spoczywa na jej barkach – nawet w czasie rekonwalescencji po zawale zwolniona jest jedynie od obowiązków zawodowych. W Maribeth Klein cząstkę siebie odnajdzie każda kobieta, której zdarzyło się kiedykolwiek pomyśleć, że zamiast wracać do domu i robić obiad, wolałaby uciec na koniec świata. Cząstkę siebie odnajdzie w niej każdy, kto kiedykolwiek zapragnął wsiąść do pociągu i pojechać gdzieś, gdzie nikt nie oczekiwałby od niego nieustannego usługiwania.
W okresie rekonwalescencji Maribeth nabiera przekonania, że nie jest w stanie sprostać wymaganiom wszystkich wokół, decyduje się więc na krok zupełnie nie do pomyślenia. Pakuje się i wyjeżdża. Jak to jednak często w takich przypadkach bywa, po przybyciu w nowe miejsce zaczyna patrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Z dystansu może inaczej ocenić oczekiwania swoich bliskich, a także swoje życie zawodowe. Dzięki wsparciu nowych przyjaciół udaje jej się odkryć w sobie tajemnice, które dotychczas skrywała nie tylko przed rodziną, ale nawet przed samą sobą.
„Zostaw mnie” to intrygująca książka o lękach, przed którymi wszyscy staramy się uciekać. Gayle Forman przedstawia nam fascynujących bohaterów – mężów, żony, przyjaciół i kochanków – którym zdarza się popełnić błąd i się potknąć, ale którzy stają się dzięki temu lepszymi ludźmi i uczą się przebaczać. Tym samym dowodzi, że jest wnikliwą obserwatorką ludzkiej natury. Jej książka to wciągająca analiza współczesnego macierzyństwa wraz ze wszystkimi jego niejednoznacznościami, a także próba odpowiedzi na pytanie: co się dzieje, gdy dojrzała kobieta porzuca dom?

Liliana Fabisińska & Gabriela Garaś & Agnieszka Krawczyk & Remigiusz Mróz & Marta Obuch & Alek Rogoziński & Magdalena Witkiewicz „Księgarenka przy ulicy Wiśniowej”
Data premiery: 23.11.2016
Wydawnictwo: Filia
Każda księgarnia ma swoją historię... A książka, dana w prezencie, może odmienić czyjeś życie.
Pan Alojzy, sympatyczny właściciel małej księgarenki przy ul. Wiśniowej, postanawia zamknąć swój sklepik z książkami. Prowadził go przez prawie pół wieku, ale jest coraz starszy, brakuje mu sił. Chciałby odpocząć i wreszcie zrealizować swoje marzenie o dalekiej podróży do córki, mieszkającej w Australii.
Księgarenka, jego całe życie, zostanie zamknięta, ale nie tak zwyczajnie, z dnia na dzień. Dla jej wiernych, stałych bywalców pan Alojzy przygotował prezenty. Postanowił obdarować ich egzemplarzami swoich ukochanych książek. Dla każdej osoby wybrał pozycję szczególną, taką, która jego zdaniem może być dla tej osoby drogowskazem albo pocieszeniem. Piękna i roztrzepana Celestyna otrzyma od niego "Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery. Dla tajemniczej Alicji pan Alojzy ma oczywiście "Alicję w Krainie Czarów", a dla bezwzględnego reżysera "Opowieść wigilijną". Największa niespodzianka spotka jednak Ryszardę Kociołek, w ręce której trafi "Wielka księga Kubusia Puchatka".
Książki są przewodnikami duszy, w to wierzy pan Alojzy. Czy ma rację? Czy uda mu się rozświetlić smutne poranki pewnej zapracowanej kobiety, która naprawdę nie znosi Świąt, i przywołać uśmiech na twarz małego chłopca? Czy moc obdarowywania i czynienia dobra ma taką siłę, że smutny sekret pana Alojzego przestanie tak bardzo ciążyć mu na sercu?

A Wy na co najbardziej czekacie w listopacie?