Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2019

559. Camilla Läckberg - "Czarownica"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Häxan
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Dziesiąty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca
OPIS
Zaginięcie czteroletniej Linnei z farmy koło Fjällbacki przywołuje tragiczne wydarzenie sprzed trzydziestu lat. Z tego samego miejsca zaginęła wtedy mała dziewczynka. Wkrótce jej ciało zostało znalezione w leśnym jeziorku. Do morderstwa przyznały się dwie trzynastolatki, które potem odwołały swoje zeznania. Sąd uznał je za winne. Jako nieletnie nie trafiły do więzienia. Jedna z nich mieszkała potem spokojnie w Fjällbace. Druga wróciła po latach, jako słynna hollywoodzka aktorka, aby zagrać w kręconym tam filmie o aktorce Ingrid Bergman.
Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu zaczynają szukać związku między obiema sprawami. Pomaga im Erika Falck, która właśnie pracuje nad książką o zbrodni sprzed lat… [1]

RECENZJA
Z ulgą przyjęłam fakt, że „Czarownica” jest ostatnim tomem z serii, jaki mi pozostał. Po najnowszą książkę autorki pod tytułem „Złota klatka” nie sięgnę. Wystarczy mi to, co dostałam przez dziesięć tomów „Sagi o Fjällbace”. Nie mam nawet pewności czy sięgnę po jedenastą część, bo zakończenie wątku Anny wskazuje, że ciąg dalszy nastąpi…

Z gospodarstwa koło Fjällbacki zaginęła czteroletnia Linnei. Trzydzieści lat temu z tego samego gospodarstwa również zaginęła czteroletnia Stella. Wtedy do morderstwa przyznały się dwie trzynastolatki, które potem odwołały zeznania. Jedna z nich dalej mieszkała w Fjällbace, a druga po latach wróciła do miasta jako hollywoodzka gwiazda, która ma zagrać główną rolę w filmie o Ingrid Bergman. Patrik i jego koledzy próbują znaleźć wspólny mianownik między tymi dwoma sprawami. Wsparciem dla nich jest jego żona Erika, która pracuje nad książką dotyczącą wydarzeń sprzed trzydziestu lat. Czy dwie nastolatki trzydzieści lat temu zabiły czteroletnią Stellę? Czy powrót jednej z nich po latach sprawiał, że też one odpowiadają za śmierć Linnei? Jaki związek jest między tymi dwiema sprawami? Patrik musi odgrzebać stare trupy, by dowiedzieć się prawdy.

W tej części autorka postanowiła nie robić z Eriki kogoś, kto na siłę próbuje pomóc policji, ale kogoś, od kogo policja tej pomocy potrzebuje. Cóż sprytny zabieg, ale dalej nie sprawił, że przekonałabym się do tej postaci, bo jej wieczne narzekanie na to, że nie ma czasu na pracę, że dzieci hałasują, że praca Patrika zawsze jest na pierwszym miejscu. Niestety jest policjantem i to w zasadzie nie jest jego praca, a służba dla państwa. Kiedy ją podejmował wiedział, na co się pisze, a ona, kiedy zostawała jego żoną i matką jego dzieci wiedziała, kim jest, więc jej narzekania są bardzo słabe. Na dodatek niech się cieszy, że zawsze, kiedy wpada na genialny lub nie pomysł ma, z kim zostawić córkę i synów. Zawsze pomocą służy albo siostra Anna albo teściowa.

Autorka znowu to zrobiła i mam wrażenie, że robi to z czystą premedytacją. Bertil Mellberg znowu pokazał się brakiem inteligencji i nie został za to ukarany w żaden sposób związany z jego pracą. Przecież ma swoich przełożonych, których powinno zainteresować to, co zrobił i do czego to doprowadziło. Złamał prawo! Camilla Läckberg już w kolejnej książce robi ten zabieg. Najpierw sprawia, że szef komisariatu wprowadza śledztwo w bagno i niby wyciąga z tego jakieś wnioski, ale w kolejnym tomie o tym zapomina. Dla mnie to jest bark konsekwencji. Naprawdę. To już gruba przesada.

Muszę przyznać, że znowu jestem rozczarowana. Jestem rozczarowana próbą połączenia wątków z przeszłości z tymi z teraźniejszości. Naprawdę spodziewałam się czegoś innego i to, co ja podejrzewałam od pewnego momentu książki byłoby lepsze niż to, co zaserwowała nam autorka – nawet, jeśli byłoby to za bardzo przewidywalne. Łączenie sprawy Linnei, Stelli i Ellin, która żyła w 1672 było dla mnie już mocno przesadzone. Historia Ellin i palenie czarownic jest interesujące, ale to jak autorka próbowała połączyć to z teraźniejszością dla mnie jest już za mocno naciągane.

Läckberg już w kilku książkach poruszała wątki polityczne. Na jej tapecie głównie są ludzie z partii politycznej Przyjaciele Szwecji a także imigranci oraz kwestie rasistowskie. Nie będę rozwijać tego punktu za bardzo, bo uważam, że poglądy polityczne są indywidualną sprawą każdego z nas, ale to jak został poprowadzony ten wątek w „Czarownicy” sprawia, że nie do końca chce mi się wierzyć w to, że ta powieść została dobrze przyjęta w Szwecji. Oczywiście nie mam, co do tego pewności i to zaznaczam, ale po prostu w obliczu zamachów, które są na całym świecie pokazywanie tego wątku w takim świetle mnie nie zachęciło za bardzo do czytania.

Naprawdę cieszę się, że to koniec tej serii, że nie ma dalszych tomów, że mogę o niej zapomnieć albo raczej próbować zapomnieć. Na początku naprawdę byłam dobrze nastawiona, bo w końcu obiecywano mi Larssona w spódnicy. Niestety nie dostałam nawet jego namiastki. „Czarownica” nie jest wcale fenomenalna. Jest średnia. Bardzo średnia.
"Wiedział też, że ludzie chcą prostych rozwiązań i odpowiedzi. Problem w tym, że proste odpowiedzi rzadko są prawdziwe, bo rzeczywistość jest zwykle bardziej złożona, niż byśmy chcieli." ~ Camilla Läckberg, Czarownica, Warszawa 2017, s. 316.
OCENA: 6/10
Ogólna ocena serii: 6!
Ofiara losu - 5/10
Syrenka - 7/10
Latarnik - 6/10
Czarownica - 6/10
Hej! 
W końcu koniec! W końcu "Saga o Fjallbace" została zakończona. Jeszcze  tylko jeden post w przyszłym tygodniu, w którym podsumuję to wszystko i będziemy mogli pożegnać tę serię. 
Słonecznego dnia! 
Lady Spark
[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 15 maja 2019

558. Camilla Läckberg - "Pogromca lwów"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Lejontämjaren
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Dziewiąty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Styczeń, mroźna Fjällbacka. Z lasu wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu wybiega półnaga dziewczyna. Kierowca nie jest w stanie jej wyminąć. Nastolatka ginie na miejscu. Prowadzący śledztwo Patrik Hedström szybko ustala, że ofiara to Victoria, która cztery miesiące wcześniej zaginęła, wracając do domu ze szkółki jeździeckiej. Z przerażeniem odkrywa też, że dziewczynkę poddano okrutnym torturom.

W tym samym czasie Erika Falck bada sprawę sprzed lat, rodzinną tragedię, która skończyła się śmiercią ojca. Odwiedza w więzieniu jego żonę skazaną za morderstwo. Erika czuje, że coś się nie zgadza, a kobiet ukrywa przed nią prawdę… [1]

RECENZJA
Naprawdę każdej kolejnej książce Camilli Läckberg daję szansę i staram się jej nie oceniać przez pryzmat poprzedniczek. Jednak przy dziewiątej części nie mogłam dłużej udawać, że nie widzę, iż momentami autorka leci bardzo bezpiecznymi dla siebie schematami. I jak „Pogromca lwów” miał być najlepszą książką w dorobku autorki tak w trakcie czytanie nie czułam, żebym miała dostać wielkiego szoku na koniec.

W mroźny styczniowy dzień w Fjällbace pod kołami samochodu ginie czternastoletnia dziewczyna. Od razu Patrik i Gösta rozpoznają w niej Victorię, która zniknęła cztery miesiące temu. Sekcja zwłok wskazuje, że ten, kto ją przetrzymywał dramatycznie ją okaleczył. Patrik musi odkryć, kto jej to zrobił i czy między zniknięciami czterech innych dziewczyn z całej Szwecji, a tym są pewne podobieństwa i czy stoi za nimi ta sama osoba. Erika z kolei zajmuje się pisaniem kolejnej książki. Skupia się na kobiecie, która odbywa karę więzienia za zabójstwo męża. Laila Kowalski jednak nie chce zdradzić, co tak naprawdę stało się tego dnia, gdy zginął jej mąż. Jaką tajemnicę ukrywa kobieta? Czy Erika nakłoni Lailę to rozmowy? Czy sprawa Eriki i śledztwo Patrika w jakiś sposób się łączą ze sobą? Czy Patrikowi uda się trzymać Erikę z dala od śledztwa?

Sam pomysł na fabułę był ciekawy, ale niestety dla mnie tej książce zabrakło tego czegoś. Wszystko układało się w jedną całość i grało ze sobą na najwyższym poziomie, ale niestety zakończenie było po prostu nijakie. Spodziewałam się większego bum. Ta historia miała potencjał, ale jak dla mnie nie został wykorzystany, co mnie bardzo boli. Wszędzie trąbiono o tym, że jest to najlepsza powieść Läckberg, a jak dla mnie plasuje się gdzieś na szarym końcu. Odnoszę wrażenie, że autorka po prostu przy ostatnich tomach się zaczęła wypalać i po prostu zaczęła odcinać kupony od serii, która przyniosła jej sławę.

Jest też coś, co mnie już mocno zaczęło denerwować, a mianowicie sprowadzanie wszystkich nieszczęść świata na siostrę Eriki – Annę. Ta kobieta wycierpiała się przez dziewięć tomów tyle, że dało się tym obdzielić nie jedną postać w tej książce i wszystkim byłoby po równo. Oczywiście duet Erika i Patrik oprócz lekkiego pecha w kilku przypadkach nie spotyka nic złego. A oni i tak ten pech uważają, że spotyka ich coś najgorszego na świecie i ciągle powtarzają, że jak dobrze, że wszyscy żyją. Owszem, ale kilka metrów dalej jest Anna, której świat wali się na głowę w każdym tomie i dziwię się, że ta kobieta jeszcze jest w stanie to wszystko udźwignąć.

Na ostatnie pytanie w drugim akapicie jestem Wam wstanie odpowiedzieć już teraz. Otóż Erika jak zawsze wtrąci swoje pięć groszy do sprawy. Naprawdę nie wiem, dlaczego autorka nie widzi, że takie zachowanie kobiety bardziej całej powieści oraz serii szkodzi niż pomaga. Niestety coraz mocniej Erika działała mi na nerwy i nie uważam wcale, że jest to wina czytania serii w zasadzie ciągiem. Po prostu autorka z tomu na tom robi ją coraz bardziej irytującą osobą. Na dodatek brakuje mi takie go wypośrodkowania postaci, albo tego żeby się zmieniały. Irytuje mnie to, że Mellberg jest wiecznie tym złym policjantem, który umie tylko robić konferencje prasowe, bo kocha medialny szum. Kilka razy w ciągu całego cyklu Läckberg pokazała go z dobrej strony, więc mogłaby go stopniowo zmieniać albo wcale tych dobrych stron nie pokazywać, bo w końcu za coś został oddalony z Göteborga do tak małego komisariatu w Fjällbace, prawda?

Miała być najlepsza część w całej serii, a wyszło jak zwykle, czyli po prostu miałko i nijak. Camilla Läckberg wypala się w ostatnich tomach i ja, jako czytelnik bardzo to widziałam, ale ona, jako pisarka chyba nie. Jest to trochę smutne, bo uważam, że lepiej zakończyć serię mocnym i dobrym akcentem niż ciągnąć coś na siłę, bo przynosi zysk.

OCENA: 5/10
[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 20 lutego 2019

555. Camilla Läckberg - "Ofiara losu"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Olycksfågeln
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Czwarty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Akcja Ofiary losu, czwartej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg rozgrywa się jak zwykle we Fjällbace. Policja w Tanumshede bada wypadek samochodowy. To, co wygląda na tragiczne zdarzenie, po kolejnym, podobnym wypadku zaczyna budzić podejrzenia. Policja ma pełne ręce roboty, tym bardziej, że w mieście kręcony jest telewizyjny reality show. Obecność kamer podsyca tylko konflikt między „gwiazdami” a miejscową społecznością. Pogoń za zabójcą oraz problemy osobiste wywołują u Patrika Hedströma stres i frustrację. Tym silniejsze, że staje wobec największego dotąd wyzwania detektywistycznego w swojej karierze, a przy okazji musi się zmierzyć z bolesną przeszłością. [1]

RECENZJA
„Kamieniarz” był fenomenalny! W końcu miałam ukazane, że autorka umie rozwinąć swoje możliwości pisarskie, co zaowocowało genialną książką. Już czułam, że „Ofiarę losu” wręcz połknę, ale czy tak było?

Patrik został wezwany do wypadku samochodowego. Towarzyszy mu nowa koleżanka Hanna Kruse, która przybyła na ich komisariat w zamian za zwolnionego Ernsta, co bardzo mnie ucieszyło, bo ten policjant działał mi wybitnie na nerwy. Podczas oględzin miejsca wypadku policjanci wyczuwają od zmarłej woń alkoholu. Wszystko wskazuje na to, że Marit usiadła po pijanemu za kółko, ale zeznania jej byłego męża, córki oraz obecnej partnerki mówią, co innego. Zmarła nigdy nie pila alkoholu. Prowadzenie sprawy utrudnia na dodatek kręcony w mieście reality-show oraz jeszcze jeden dodatkowy trup. Czy śmierć Marit i osoby ze środowiska reality-show są w jakiś sposób ze sobą powiązane? Patrik musi prowadzić dwa śledztwa równocześnie, a także sprostać jednemu ważnemu zadaniu w swoim życie, czyli pomoc Erice w organizowaniu ślubu.

W poprzednich recenzjach nie wspominałam o Annie, czyli siostrze Eriki. Tylko w pierwszym tomie nakreśliłam Wam jej związek z Lucasem. Tu jest po trudnym związku i traumatycznym przeżyciu. W obronie własnej i dzieci zabiła męża. Anna na początku nie umie sobie poradzić z tym, co zrobiła. Erika ponownie wciela się w rolę nie tylko jej opiekunki, ale również swoich małych siostrzeńców, czyli Emmy i Adriana. W końcu znajduje się osoba, która umie dotrzeć do Anny. Jest to Dan – przyjaciel rodziny. Anna może nie od razu staje na nogi, ale zaczyna funkcjonować na tyle, aby stać się oparciem dla Eriki i pomocą w przygotowywanym ślubie ze względu na ciągłą nieobecność Patrika.

Ważną postacią jest nowa policjantka Hanna oraz jej mąż Lars. Para skrywa tajemnicę, która ich dzieli, przez którą nie mogą być jak normalne pary. Hanna jest bardzo zaangażowana w swoją pracę, co jest dużym plusem i miłą odmianą, jeśli przypomni sobie czytelnik leniwego Ernsta, który swoim zachowaniem irytował przez trzy pierwsze tomy. Jednak jest w niej coś, co w głowie czytelnika powoduje niepokój. Coś, co sprawia, że nie ufa jej do końca…

Niestety stało się to, czego obawiałam się najbardziej. „Ofiara losu” to kolejna słabsza książka Läckberg. Jest na poziomie „Kaznodziei”, który zdecydowanie mnie rozczarował. Historia, jaka ciągnie się za morderstwem Marit sama w sobie jest bardzo pasjonująca i ciekawa, ale dodanie do tego jeszcze trupa z reality-show spowodowało, że nie byłam w stanie skupić się na głównym śledztwie. Znowu przez ¾ książki nie dzieje się nic, co by sprawiło, że chce się ją czytać. Robiłam to, bo zawsze kończę zaczęte książki jak i serie. Po prostu nie umiem inaczej.

Niestety rozczarowałam się, bo spodziewałam się czegoś więcej po „Kamieniarzu”, który był historią genialną i jak na razie najlepszą. „Ofiara losu” jest w dużej mierze przegadana i nie wnosi nic nowego. Jestem może trochę zaskoczona zakończeniem, ale nic więcej nie mogę dać na plus. Jest taka nijaka.
"Na szczęście są rzeczy, które równoważą zło, dając tyle energii, że ma się siłę ciągnąć to wszystko." ~ Camilla Läckberg, Ofiara losu, Warszawa 2012, s. 286.
OCENA: 5/10

Witajcie!
Jak u Was? Ja jutro wracam do pracy. Niestety byłam zmuszona udać się na L4, ponieważ rozłożyło mnie maksymalnie. Pozdrawiam kolegę z pracy! Myślałam, że przez te kilka dni pozwoli mi przeczytać serię House of Cards, ale nawet jej dobrze nie zaczęłam. Wolałam się lenić i oglądać seriale. 
Lady Spark

I przy okazji jakby ktoś jeszcze nie lubił mojej strony na Facebooku to zapraszam do polubienia ;) 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

piątek, 15 lutego 2019

554. Camilla Läckberg - "Kamieniarz"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Stenhuggaren
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Trzeci
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Akcja Kamieniarza, trzeciej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg również rozgrywa się Fjällbace. Jest październikowy poranek. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawiła na homary. Przy ostatnim coś się mocno zacina. Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, i nie myli się – w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną sprawę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i dlaczego zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...[1]

RECENZJA
Po bardzo rozczarowującym „Kaznodziei” z obawą sięgnęłam po „Kamieniarza”. Bardzo liczyłam, że drugi tom to po prostu wpadka i trzeci wróci na przyzwoity tor, bo spodobał mi się styl pisania Camilli.

W Fjällbace zostają znalezione zwłoki dziewczynki w morzu. Śledztwo trafia do Patrika i jego zespołu. Mężczyzna traktuje sprawę bardzo osobiście z dwóch powodów. Po pierwsze Sara była córką Charlotte, która jest najlepszą przyjaciółką jego partnerki Eriki, a po drugie dwa miesiące temu został ojcem córeczki Mai i nie może sobie przestać wyobrażać, że coś takiego mogłoby się przydarzyć jego dziecku. Po sekcji zwłok okazuje się, że to nie był nieszczęśliwy wypadek. W płucach Sary znaleziono słodką wodę i ślady mydła. Kto zabił dziewczynkę w wannie, a następnie chcąc upozorować wypadek wrzucił małą do morza. Jak sprawa małej Sary wiąże się z historią kamieniarza Andersa i jego nieszczęśliwego związku z Agnes z lat 20. XX wieku, który poznajemy równocześnie?

Polubiłam Patrika i jego styl bycia. Jednak nie mogę przekonać się do Eriki. W „Dziewczynie z lodu” (klik!) była sympatyczna. Od momentu zajścia w ciążę, a potem zostania mamą stała się nieznośna. Zachowywała się tak, jakby tylko ona na świecie nie radziła sobie noworodkiem. Jakby tylko ona siedziała z córka w domu, a jej partner pracował. Rozumiem też jej zachowanie, bo w obecnych czasach wszystkie mamy chcą pokazywać, że radzą sobie ze wszystkim, ale tak nie jest. Macierzyństwo nie jest proste i każda z mam ma prawo do gorszych momentów, bo nie wie, dlaczego jej dziecko płacze, bo maleństwo nie chce usnąć. To normalne! Jednak Erika robiła z siebie moim zdaniem męczennicę, bo urodziła dziecko i się nim zajmowała. Po prostu jej zachowanie było dla mnie mocno przerysowane. Dodatkowo irytują mnie koledzy Patrika z komisariatu. Ernst to śmierdzący leń, który uważa się za nie wiem jak super policjanta, a częściej działa na niekorzyść śledztwa niż pomaga. Gösta to maniak golfowy, który od czasu do czasu ma przebłysk i chce pomagać i jest zaangażowany w swoją pracę, ale podobnie jak Ernst robi wszystko, żeby się nie przemęczać. Na dodatek komendantem komisariatu jest, Mellberg, który został zdegradowany z bycia w policjantem w Göteborga za swoje drobne grzeszki i teraz każdą rozwiązaną sprawę przypisuje sobie w nadziei, że wróci na stare śmieci. Patrik może polegać tylko na Annice i na Martinie. Ta dwójka faktycznie jest zaangażowana w swoją pracę i chce pomagać ludziom, którzy zostali skrzywdzeni. Mam jednak żal do Läckberg, że nie stworzyła lepszego zespołu, aby pokazać, że w małych miejscowościach również są policjanci z powołania.

Od początku wiedziałam, że ten tom mnie porwie. Wystarczył mi do tego pięćdziesiąt stron książki. Strony same uciekały mi jak szalone. Byłam bardzo głodna tej historii i tego, kto zabił małą Sarę. Jaką tajemnicę skrywa w sobie jej rodzina? Pytań było jeszcze więcej, a autorce bardzo sprytnie szło unikanie dawania na nie odpowiedzi. Podobnie próbowała zrobić z „Kaznodzieją”, ale szło jej to zdecydowanie gorzej. W „Kamieniarzu” można śmiało stwierdzić, że zrobiła to po mistrzowsku. Do samego końca nie wiedziałam, kto zabił, chociaż jak patrzę z perspektywy czasu to autorka dawała subtelne sygnały, ale ja zafascynowana lekturą kompletnie je ignorowałam. Tu zostałam bardzo zaskoczona tym, kto zabił! To lubię!

Trzeci tom serii był dla mnie najlepszy. Przede mną jeszcze siedem i domyślam się, że pewnie trafią się słabsze od „Kamieniarza”, ale ogromnie liczę na to, że nie będą mnie za mocno rozczarowywać.

OCENA: 8/10

Witajcie! 
Jak się czujecie? 
Ja strasznie. Mam katar i ogólnie to powoduje, że jestem strasznie marudna. Cud, że mój partner jeszcze nie wysłał mnie listem poleconym do mamusi i nie kazał wracać jak już wyzdrowieję. Naprawdę się mną opiekuje! 
Uważajcie na pogodę oraz na chorych kolegów w pracy. U mnie właśnie taki jeden delikwent właśnie tak mnie załatwił!
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 19 stycznia 2019

550. Camilla Läckberg - "Księżniczka z lodu"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Isprinsessan
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Pierwszy
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Gdy w spokojnym miasteczku Fjällbacka na zachodnim wybrzeżu Szwecji zostaje znaleziona martwa Alexandra Wijkner, wszystko wskazuje na to, że popełnia samobójstwo. Matka kobiety ma jednak wątpliwości i prosi przyjaciółkę córki z dzieciństwa pisarkę Erikę Falck, żeby przyjrzała się tej tragedii. Erika wspólnie z Patrikiem Hedstömem, kolegą z młodzieńczych lat, a obecnie policjantem, próbują rozwikłać sprawę. Wkrótce zaczynają podejrzewać, że śmierć Alex ma związek z mroczną tajemnicą z przeszłości.  [1]

RECENZJA
„Czarna Seria” Wydawnictwa Czarna Owca jest dość popularna. Włączana do tej serii jest w dużej mierze literatura skandynawska, a dokładniej kryminały i thrillery. Do tej pory ze skandynawskiej literatury poznałam cykl „Millennium” Stiega Larsona, więc w końcu postanowiłam zapoznać z drugą popularną serią z tego regionu, czyli z twórczością Camilli Läckberg.

Na zachodnim wybrzeżu Szwecji jest spokojne miasteczko Fjällbacka, gdzie każdy każdego zna. Pewnego dnia w jednym z domów zostaje znaleziona martwa Alexandra Wijkner. Wiele wskazuje na samobójstwo, jednak są osoby, które w to nie wierzą. Należy do nich Erika Falck, która przyjaźniła się z Alex w dzieciństwie, ale ich kontakt urwał się, gdy zamordowana wraz z rodzicami wyprowadziła się do Göteborga. Erika postanawia rozwiązać sprawę morderstwa przyjaciółki z dawnych lat, a pomaga jej w tym dawny adorator, a obecny policjant Patrik Hedstöm. Jakie tajemnice skrywała Alex? Czy kochała swojego męża? Jakie miała stosunki z młodszą siostrą Julią? Co ma wspólnego z Alex lokalny pijak o wielkim talencie malarskim? I przede wszystkim, kto zabił? Na te pytania Erika i Patrik muszą dopiero znaleźć odpowiedź.

O postaciach słów kilka… Erika mnie nie denerwowała. Była raczej osobo twardo stąpającą po ziemi i wiedzącą, czego chce. Dlatego nie mogła zrozumieć, dlaczego jej siostra Anna jest ze swoim mężem Lucasem. Ten człowiek to niezrównoważony psychopata. Bardzo mnie denerwował i najchętniej nakopałabym mu do czterech liter. Z klei Patrika oceniam, jako ciepłe kluchy. Jakoś nie pasuje mi na książkowego bohatera policjanta, który zapada w pamięć i człowiek go lubi. Jest nijaki, bezbarwny. Możliwe, że w kolejnych tomach się chłopak trochę rozkręci. Pozostali bohaterowie to postaci ciekawe, ale to, co zauważyłam, że posiadają sporo cech negatywnych. Nie miałam żadnego punktu zaczepienie żeby kogoś jakoś bardzo polubić. Mimo to książkę czyta się dobrze i przyjemnie.

Muszę przyznać, że książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i nie mogłam się od niej oderwać. Owszem jest coś, co mnie trochę denerwowało, a nawet odrobinę bardziej niż trochę. Nie podobały mi się relacje ukazane między Eriką i Patrikiem. Po prostu lepiej dla serii byłoby gdyby autorka ukazała ich, jako parę przyjaciół z dzieciństwa, a nie dwójkę napalonych na siebie ludzi.

Zauważyłam, że autorka nie trzyma się konsekwentnie raz przyjętej linii, co jest trochę przykre. Erika jest autorką biografii wiec kokosów nie zarabia (co jest podkreślone kilka razy w książce), ale na kolację z Patrikiem kupuje kawior, który jak wiemy trochę kosztuje. W jednym z akapitów Läckberg pisze, że Erika mistrzynią w kuchni nie jest, ale daje sobie radę z gotowaniem prostych potraw, a po chwili serwuje danie jak z pięciogwiazdkowej restauracji.

Skoro było kilka minusów to, co sprawiło, że połknęłam tę książkę? Otóż fabuła! Byłam nią zachwycona i chciałam ciągle czytać i czytać. Pomysł to zdecydowanie coś, co ratuje tę książkę przez większość stron. Niestety zakończenie mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś bardziej drastycznego, czegoś mrożącego krew w żyłach.

Myślę, że „Księżniczka z lodu” to dobry pierwszy tom. Nie fenomenalny, ale dający nadzieję na to, że autorka w pozostałych książkach zachwyci i zaskoczy czymś wielkim. Będąc blisko zakończenia chciałam dać mocną siódemkę, ale czytając rozwiązanie mój entuzjazm opadł i czułam się rozczarowana i trochę oszukana… Zdecydowałam się dać szóstkę, bo wierzę, że w kolejnych tomach autorka może mnie jeszcze pozytywnie zaskoczyć.

"Wspólne zamieszkanie, zaręczyny, ślub, dzieci, a potem wiele nakładających się na siebie powszednich dni. Aż któregoś dnia spojrzą na siebie i odkryją, że razem dożyli starości. To przecież niezbyt wygórowane życzenie." ~ Camilla Läckberg, Księżniczka z lodu, Warszawa 2012, s. 324.
OCENA: 6/10

Zapraszam Was na okres szwedzkiego kryminału na blogu ;). Właśnie kończę tę serię. Zostały mi 2 tomy, więc czas najwyższy wrzucać ich recenzję :)
Pozdrawiam,
Lady Spark
[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 3 września 2018

531. Pewnych serii nie powinno się jednak kontynuować...


AUTOR: David Lagercrantz, Stieg Larsson (pierwowzór)
TYTUŁ ORYGINALNY: Mannen Som Sokte Sin Skugga
SERIA: Millennium
TOM: Piąty
TŁUMACZ: Maciej Muszalski
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca
OPIS
Lisbeth Salander, dziewczyna, która igrała z ogniem, nigdy w pełni nie odkryła, kto stał za koszmarem jej dzieciństwa. Gdy Holger Palmgren opowiada jej o starych dokumentach, Lisbeth czuje, że nareszcie ma szansę poznać całą prawdę o machinie, która zniszczyła jej rodzinę. Jednak im bliżej jest rozwiązania tajemnicy, tym większe grozi jej niebezpieczeństwo. Wraz z Mikaelem Blomkvistem dotrze tam, gdzie szaleństwo naukowca i brutalne nadużycia władzy splotły się w jedno. Nie wszyscy wyjdą z tego cało.
Mężczyzna, który gonił swój cień, piąta książka w serii Millennium, to złożona i wciągająca powieść osnuta wokół kwestii honoru, tajemnic badań genetycznych i zaawansowanych ataków hackerskich – współczesnego sposobu prowadzenia wojny. To także wyjaśnienie zagadki, skąd się wziął i co oznacza słynny tatuaż ze smokiem. [1]

RECENZJA
Dla wielu saga „Millennium” skończyła się po śmierci autora Stiega Larssona. Jednak ktoś pokusił się o napisanie kontynuacji. Spod pióra Davida Lagercrantza wyszło już „Co nas nie zabije”, które złe nie było, ale nie zapadło mi w pamięć, jak trzy pierwsze tomy, co z perspektywy czasu pokazuje, że książka nie porywała i nie rzucała na kolana. Dlatego do tomu numer pięć zasiadałam z pewnymi obawami, bo przecież z pewnością jest powiązany z czwartym, a ja go wcale nie pamiętam.

Lisabeth Salander trafiła do więzienia na dwa miesiące z powodu wydarzeń z poprzedniego tomu (autor je trochę przypomina, ale celowo nie spoleruję). Spotyka tam Farię Kazi, która prześladowana przez więzienny gang. Ta młoda muzułmanka odbywa wyrok za zabójstwo własnego brata. W więzieniu Salander odwiedza jej były opiekun prawny Holger Palmgren z nowymi informacjami odnoście jej dzieciństwa i rodziny. To powoduje, że Lisabeth potrzebuje do reaserchu Mikaela Blomvista, a to spowoduje rzeczy, których nie da się odwrócić…

W tej części było widać, że piąty tom ma zupełnie innego autora. W czwartej dało się wyczuć ducha Larssona. W tej już niestety autor pokazał, że do wciągającego i porywającego stylu pierwowzoru brakuje mu dużo. Nie wiem jak książka odbierana jest przez w Szwedów, ale dla mnie język był dość toporny. Przez książkę niby płynęłam, ale nie czułam, żeby mnie coś do niej przyciągało.

Jeśli zaś chodzi o fabułę to szału nie ma. Cofamy się w życiu Salander do wczesnych lat, co jest trochę nużące i denerwujące. Czy w szóstym tomie cofniemy się do jej poczęcia? Chciałabym już dać spokój jej przeszłości, a skupić się na czymś innym. W piątym tomie siedzieliśmy w głowie Lisabeth. Wolałam ją obserwować z boku. Na dodatek Lagercrantz uczłowieczył naszą bohaterkę. Już nie odizolowywała się tak od ludzi. Co mnie trochę rozczarowało.

To nie tak, że wieszam psy na autorze, ale to było coś innego niż oczekiwałam. Wiem, że Lagercrantz ma w Szwecji swoją renomę, ale musiał się liczyć, że biorąc się za kontynuację takiej pozycji, jaką jest „Millennium” może spłynąć na niego fala krytyki i wiele może na tym stracić.

Kolejny tom kupię i przeczytam, bo będę ciekawa, ale wiem, że nie będę oczekiwała fajerwerków tak jak po czwartym tomie, który był dobry. Naciągnęłam trochę oceną, bo widzę światełko w tunelu.

"[...] niektóre rzeczy są jak wypalone w pamięci. Nigdy nie można się ich pozbyć. Trzeba z nimi żyć." ~ David Lagercrantz, Mężczyzna, który gonił swój cień, Warszawa 2017, s. 314
OCENA:  5/10

Przepraszam, że tydzień temu nie było recenzji. Niestety kompletnie zapomniałam, że był poniedziałek (o ile można o tym zapomnieć). Sporo się dzieje, czasu na czytanie mało, a recenzje topnieją. Tea, gdzie jesteś?! 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 16 marca 2017

376. Psychopata czy obrońca wyższych wartości, czyli „Oblany test”


AUTOR: Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt
TYTUŁ ORYGINALNY: De underkända
TŁUMACZ: Maciej Muszalski
SERIA: Czarna Seria
CYKL: Sebastian Bergman
TOM: Piąty
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO: Czarna Owca

OPIS
Piąta książka z popularnej serii o Sebastianie Bergmanie. Tym razem Sebastian i jego koledzy
z Krajowej Policji Kryminalnej będą musieli rozwiązać skomplikowany przypadek seryjnego
mordercy.
Zwłoki celebryty z telewizyjnego reality show zostają odnalezione w opuszczonej szkole.
Mężczyzna siedzi przywiązany do szkolnej ławki ze wzrokiem skierowanym w róg sali.
Do głowy przyczepione ma ośle uszy, a do pleców przytwierdzone zszywaczem znaki
zapytania. Zginął od kuli. Szybko pojawiają się kolejne ofiary. Wszystkie łączy jedno – były
gwiazdami telewizji. [1]

RECENZJA
Oblany test to piąta i jak na razie ostatnia część serii o Sebastianie Bergmanie. Jak do tej pory autorzy - Michael Hjorth ora Hans Rosenfeldt – nie licząc jakiś niuansów, pozytywnie mnie zaskakują. Nic, więc dziwnego, że po Niemowie od razu wzięłam się za kolejną część. Byłam ogromnie ciekawa, co zostawi po sobie dotychczasowe zakończenie cyklu – ulgę, że to już koniec czy raczej wściekłość, że jeszcze nie ma kolejnej części. Po ponad czterystu stronach muszę głośno przyznać, że jestem wnerwiona! Jestem koszmarnie zła na autorów, że jeszcze się nie „spięli” i nie dali do opublikowania szóstego tomu! Po zaserwowaniu takiej końcówki, ja się pytam Panowie: jak żyć, jak żyć?! 

Uczestnik popularnego reality show zostaje odnaleziony martwy w opuszczonej na okres ferii szkole. Po przybyciu na miejsce policja od razu stwierdza morderstwo. Mężczyzna został zabity strzałem w głowę, a do jego nagich pleców przyczepiono niezaliczony test z wiedzy ogólnej. Szybko okazuje się, że w podobny sposób została zamordowana młoda kobieta, która również swego czasu występowała w telewizyjnym programie. Do akcji ponownie wkracza Krajowa Policja Kryminalna, a jej szef Torkiel, po raz kolejny włącza do dochodzenia Sebastiana Bergmana. Psycholog tworzy profil sprawcy, jednak schwytanie Mordercy z Reality Show wcale nie jest takie łatwe. Zabójca jest niezwykle inteligentny, a zabijanie kolejnych osób traktuje jak swoistego rodzaju misję – chce odrzucić złe ziarna, wyeliminować ze społeczeństwa jednostki, których poziom inteligencji nie jest wystarczająco wysoki.

Podczas czytania Oblanego testu znowu nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że autorzy podzielili się głównymi wątkami. Kryminał został poprowadzony w sposób fenomenalny. Czytelnik mógł się poczuć jak na ekstremalnej kolejce górskiej, na której podczas jazdy wydarzenia pędziły coraz szybciej, żeby samą końcówką wręcz wbić w fotel. Ostatnie 150 stron wręcz połknęłam, na raz i bez popijania. Nie mogłam oderwać się od lektury i chociaż naprawdę bardzo rzadko to robię to tutaj komentowałam głośno każde kolejne wydarzenie i zachowania poszczególnych bohaterów. Wątek obyczajowy również był, nie można temu zaprzeczyć, ale mi osobiście nie przeszkadzał – szedł dalszym torem i nie był tak nachalny jak to miało miejsce w Grobie w górach

Zakończenie dla mnie to jedna wielka miazga! Po prostu nie zgadzam się z tym, że autorzy zdecydowali się właśnie w tym miejscu zamknąć ten tom. Nie, nie, i jeszcze raz nie! To strasznie niesprawiedliwe bo jak na razie na horyzoncie nie widać szóstej części, a ja na samą myśl o tym, że mam tyle czasu trwać w niepewności co dalej dostaje białej gorączki! Panowie nie tak się umawialiśmy! 

Jak na serię o Sebastianie Bergmanie odniosłam wrażenie, że coraz mniej tego naszego tytułowego bohatera w kolejnych częściej. Oczywiście nadal jest postacią pierwszoplanową, ale pozostałym członkowie grupy, z którą pracuje psycholog, przynajmniej w moim odczuciu, poświęcono nieproporcjonalnie dużo miejsca względem Bergmana. Kompletnie nie rozumiem „sympatii” (nie wiem jak inaczej dobrze to określić) autorów co do Vanji, ją najchętniej w ogóle wyrzuciłabym z całego cyklu – nic nie wnosi, denerwuje i jeszcze zabiera cenne miejsce, które można byłoby poświęcić Sebastianowi! 

Jak już wspomniałam o Vanji to może przejdę właśnie do bohaterów. Ogólnie, nie licząc tej nieszczęsnej mojej „ulubienicy”, wszystkie postacie są naprawdę świetnie wykreowane. Nie są wyidealizowane, autorzy nie boją się uwydatniać ich wad, a przez to ja sama mam wrażenie, że nie są tylko pustą formą, ale mają szczelnie wypełniony każdy jej najmniejszy zakamarek.  Tego samego nie mogę jednak powiedzieć o Vanji, która jak dla mnie jest idealnym przykładem na próbę stworzenia fascynującej bohaterki, z koszmarnie irytującej babochy! Ma ponad 30 lat, a zachowuje się jak rozwydrzony bachor, który na dodatek jest bardo krytyczny dla wszystkich wokół, ale w sobie nie widzi nic złego. Pod sam koniec miałam ogromną ochotę ją udusić – Lady Spark powiedziała, że to byłoby morderstwo w afekcie, więc chyba każdy sąd by mnie uniewinnił. 

Jeśli chodzi o język, podobnie jak w pozostałych częściach, nie mogę się do niczego przyczepić. Styl autorów, pomimo tej widocznej granicy w wątkach i podjęcia ciężkiego tematu, jest lekki, przejrzysty i łatwy w odbiorze. Książkę czyta się w rekordowym tempie i czytelnik sam nie wie, kiedy zapoznał się z całą pozycją. 

Czasami można się spotkać z taką serią, w której ścisłe trzymanie się chronologii jest zbędne. Jeśli chodzi o serię z Sebastianem taki zabieg jest niemożliwy i co więcej zabiłby przyjemność z czytania. W Oblanym teście aż roi się od odniesień do poprzednich części, dlatego też tak trudno było mi napisać recenzje, żeby niechcący nie przekazać zbyt dużo informacji.

Oblany test to jak dla mnie najlepsza część z całego cyklu. Świetnie skonstruowana fabuła, wyraziści bohaterowie (pamiętacie, że nie liczymy tutaj Vanji, prawda?), dynamiczna akcja, czyli jednym krótkim stwierdzeniem – świetny kryminał. I do tego wszystkiego jeszcze ta końcówka! Jak autorzy mogli mi to zrobić?! No jak?! 

„Odległość między nimi była zbyt duża, żeby być blisko. I zbyt mała, żeby nic nie czuć.” ~ Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt, Oblany test, Warszawa 2016, s. 153

OCENA: 8/10


Dzień dobry. Książkę przeczytałam w niedzielę i uwierzycie, że jeszcze nie mogę się pogodzić z faktem, że tak się skończyła? Ja się na to po prostu nie zgadzam! A tymczasem życzę Wam spokojnego dnia i do zobaczenia w następnym tygodniu,
Tea

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 2 marca 2017

371. Czy aby na pewno milczenie jest złotem?


AUTOR: Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt
TYTUŁ ORYGINALNY: Den stumma flickan
TŁUMACZ: Maciej Muszalski
SERIA: Czarna Seria
CYKL: Sebastian Bergman
TOM: Czwarty
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO: Czarna Owca

OPIS
W domu w Torsby znaleziono zamordowaną rodzinę Carlstenów. Na miejsce zbrodni zostaje wezwana krajowa policja kryminalna. To będzie trudne śledztwo, które dodatkowo się skomplikuje, gdy jedyny podejrzany zostanie znaleziony martwy, zastrzelony z tej samej broni co Carlstenowie.
W trakcie dochodzenia wychodzi na jaw, że istnieje świadek zamordowania tej rodziny. To dziesięcioletnia Nicole, która feralnego dnia składała wizytę swoim kuzynom. Jej ślady urywają się w gęstym lesie za domem. Trzeba ją niezwłocznie odnaleźć, zanim morderca dowie się o jej istnieniu.
Nicole zostaje odnaleziona, ale przytłoczona traumatycznymi przeżyciami, nie jest w stanie wydobyć z siebie słowa. Potrafi jedynie rysować, a jej rysunki wskazują jednoznacznie na to, że widziała mordercę. Dla Sebastiana niema Nicole jest nie lada wyzwaniem, a on postara się uczynić wszystko, aby nawiązać z nią kontakt i nie podeptać przy tym jej jestestwa. Mała Nicole przypomina mu bowiem jego własną córkę, którą stracił podczas tsunami. W tym czasie do mordercy dociera wiadomość o istnieniu i miejscu pobytu małej Nicole. [1]

RECENZJA
To już moje przedostatnie spotkanie z Sebastianem Bergmanem i całym zespołem szwedzkiej Policji Kryminalnej. Muszę się przyznać, że nawet trochę mi smutno. Seria autorstwa Michaela Hjortha oraz Hansa Rosenfeldta, przynajmniej jak do tej pory, uważam za bardzo dobry, równy cykl, a sami autorzy zasługują na pochwałę i gratulację… chociaż…

Matka, ojciec, dwóch małych synów – cała rodzina, wszyscy zostali zamordowani. Zabójca „odwiedził” ich nagle, zaskoczył w domu, przy typowych domowych obowiązkach. Nikt nie spodziewał się tego, że śmierć nadejdzie tak znienacka. Miejscowa policja nie jest w stanie samodzielnie odnaleźć sprawcy, więc w do „wyścigu” wkracza Krajowa Policja wraz z psychologiem Sebastianem Bergmanem. Dla tego ostatniego po raz kolejny całe śledztwo jest niezwykle ciężkie – dwóch małych chłopców w bestialski sposób zostało zamordowanych… kolejne dzieci, martwe. Jakby tego było mało szybko okazuje się, że podczas morderstwa w domu znajdowała się dziesięcioletnia dziewczynka, której cudem udało się wydostać z miejsca zbrodni. Od razu rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania małej Nicole… szukają wszyscy – policja, mieszkańcy… i zabójca. 

Bardzo się cieszę, że autorzy odeszli od schematu użytego w trzeciej części, gdzie wątek obyczajowy całkowicie przysłonił i zepchnął na dalszy plan historię kryminalną. Niemowa to kryminał z krwi i kości i trzeba przyznać, że naprawdę dobry kryminał. Oczywiście obyczajówka też się pojawiła, żeby nie było, ale nie jest już tak „nachalna” jak tom wcześniej . Krótko, zwięźle i na temat – super dynamika, wciągająca fabuła, jest bomba. 

Niemniej jednak odniosłam wrażenie, że sami autorzy chyba musieli trochę powachlować z rozłożeniem swojego wkładu. O ile w pierwszych dwóch częściach styl był cały czas zbliżony o tyle już później coraz bardziej widoczna była (przynajmniej dla mnie) granica pomiędzy poszczególnymi wątkami. Oczyma wyobraźni widziałam dwóch pisarzy, obaj z ogromnym potencjałem, obaj z fajnym zacięciem, tylko, że najlepiej sprawdziliby się w oddzielnych repertuarach – jeden z Panów zostałby niekwestionowanym królem kryminały, a drugiego orzekłoby się drugim Sparksem. Chyba nie muszę mówić, którego książki znalazłby się na mojej półce.

Czy ja wspominałam już kiedyś, że Sebastian Bergman jest łajdakiem? Nie? No to Wam to mówię teraz – tytułowy bohater serii to łajdak, ale mimo wszystko ja tak go lubię! Od pierwszej części policyjny psycholog znalazł sobie wygodne siedzisko w moim czytelniczym serduszku i co najważniejsze, nie zamierza się stamtąd nigdzie ruszać! Jest specyficzny, ale przez to jest dla mnie wyjątkowy. Ale nie tylko on zdobył moją sympatię… zauważałam, że czuję coraz większy sentyment do Torkiela, a w tej części nie sposób współczuć małej Nicole. Jednak jest jedna bohaterka, która regularnie psuje mi krew… oczywiście Vanja. Uch, najchętniej wsadziłabym ją w rakietę w kosmos i niech już nie wraca! Paskudne babsko! 

Jeśli chodzi o język, podobnie jak w pozostałych częściach, nie mogę się do niczego przyczepić. Styl autorów, pomimo tej widocznej granicy w wątkach i podjęcia ciężkiego tematu, jest lekki, przejrzysty i łatwy w odbiorze. Książkę czyta się w rekordowym tempie i czytelnik sam nie wie, kiedy zapoznał się z całą pozycją. 

Czasami można się spotkać z taką serią, w której ścisłe trzymanie się chronologii jest zbędne. Jeśli chodzi o serię z Sebastianem taki zabieg jest niemożliwy i co więcej zabiłby przyjemność z czytania. W Niemowie aż roi się od odniesień do poprzednich części, dlatego też tak trudno było mi napisać recenzje, żeby niechcący nie przekazać zbyt dużo informacji.

Niemowa to bardzo dobry, wciągający kryminał z interesującą fabułą. Cieszę się, że autorzy postanowili odejść od obyczajówki i zająć się, podobnie jak w pierwszych częściach, wątkiem kryminalnym. Już dawno nie czytałam tak równej i przede wszystkim dobrej serii, więc z całego czytelniczego serducha polecam!

OCENA: 7/10


Dzień dobry bardzo! Dzisiaj Lady Spark i ja mamy dzień dentysty… trzymajcie za nas kciuki, bo mogą nam się przydać! Do zobaczenia za tydzień,
Tea

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 19 stycznia 2017

355. Proszę państwa, a o to Sebastian Bergman

AUTOR: Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt
TYTUŁ ORYGINALNY: Det fördolda
TŁUMACZ: Alicja Rosenau
SERIA: Czarna Seria
CYKL: Sebastian Bergman
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: Czarna Owca

OPIS
Wszystko zaczyna się od telefonu na policję. Zaniepokojona matka zgłasza zaginięcie szesnastoletniego Rogera. Policja z Västerås z pewnym opóźnieniem podejmuje poszukiwania. Wkrótce w podmokłym lesie dochodzi do makabrycznego odkrycia... Staje się jasne, że wydarzyła się tragedia... Sprawa jest na tyle poważna, że do akcji wkraczają śledczy z Krajowej Policji Kryminalnej oraz Sebastian Bergman. Wszystkie tropy prowadzą do szkoły Rogera. To elitarne liceum zdaje się skrywać wiele ciemnych sekretów. [1]

RECENZJA
Nowy rok to zawsze możliwość, na nowe, wielkie wejście w kolejne dwanaście miesięcy. Jako, że w 2016 roku nie udało mi się doprowadzić żadnego z wyzwań do końca postanowiłam, że w 2017 do takiej sytuacji nie dopuszczę! Zaczęłam zatem wprowadzać plan do realizacji i takim o to sposobem na początku stycznia postanowiłam zając się serią o Sebastianie Bergmanie.

Roger jest nastolatkiem. W tak młodym wieku można mieć różne dziwne pomysły. Pewnego dnia chłopak wyszedł na spotkanie z dziewczyną i tak po prostu nie wrócił. Matka zaginionego, nie chce wierzyć w tłumaczenie miejscowej policji, o tym, że jej syn mógł najzwyczajniej w świecie uciec z domu. Jej intuicja podpowiada najczarniejszy scenariusz, który niestety się sprawdza – ciało Rogera, w bestialski sposób okaleczone, zostaje znalezione w lesie. Sposób w jaki morderca postąpił z chłopakiem sprawia, że do akcji wkracza policja krajowa. Całe Västerås żyje zbrodnią. W tym samym czasie w mieście przebywa Sebastian Bergman – były psycholog policyjny. List odnaleziony w rodzinnym domu sprawia, że mężczyzna zostaje wprowadzony do śledztwa, a uciekający czas wcale nie sprzyja policjantom… giną kolejne osoby.

Jeśli ktoś nie lubi nudy i stawia na szybką, dynamiczną akcję to Ciemne sekrety będą dla niego pozycją bardzo dobrą i interesującą. Podczas lektury nie sposób się nudzić, a autorzy zadbali również o to, żeby czytelnik namiętnie zastanawiał się nad rozwiązaniem całej zagadki. Zapoznając się z kolejnymi kartkami historii wszystkie „puzzle” zaczynają się sprawnie ze sobą łączyć i można zacząć bawić się w typowanie mordercy. Ja bardzo szybko doszłam do tego, kto zabił i to chyba najbardziej mi się nie spodobało – trochę za mało było różnego rodzaju wątków, które mogłyby  odwrócić uwagę od głównego podejrzanego. Niemniej jednak cała historia została bardzo fajnie skonstruowana i mocno wciąga.

Sam Sebastian to… pewny siebie erotoman, cham i męska świnia (przepraszam za tak dobitne porównanie)… a ja go strasznie polubiłam! Nieprawdopodobne, a jednak! Mimo tego, że naprawdę bardzo ciężko jest poczuć sympatię do takiej persony to ja jednak nie mogłam się temu oprzeć. Oprócz tego tytułowy bohater serii to oczywiście mężczyzna po przejściach, z trudną przeszłością i z uzależnieniem. Brzmi znajomo, prawda? Jak każdy policjant/detektyw ostatnimi czasu.

Sam styl jest bezwątpienia jedną z najmocniejszych stron powieści. Prosty, przejrzysty – ułatwia jeszcze szybsze zapoznawanie się kolejnymi stronami.

Reasumując, Ciemne sekrety to całkiem dobre wprowadzenie do serii. Mamy bardzo ciekawą fabułę, dynamiczną akcję i co prawda trochę „oklepanego”, niemniej jednak mimo wszystko interesującego głównego bohatera. Już nie mogę się doczekać kolejnych części historii, więc od razu zabieram się za Ucznia!

OCENA: 7/10


Dzień dobry, Bobry! Dzisiaj man wolne, więc byczy się calutki dzień! Pozdrawiam,
Tea

[1] Opis pochodzi z tyłu książki




czwartek, 18 sierpnia 2016

292. Kiedy przeszłość niszczy przyszłość...


AUTOR: Rolf Börjlind & Cilla Börjlind
TYTUŁ ORYGINALNY: Svart gryning
SERIA: Czarna Seria
CYKL: Tom Stilton i Olivia Rönning
TOM: Trzeci
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO: Czarna Owca

OPIS
Policjantka Olivia Rönning postanawia wrócić do pracy. Zostaje przydzielona do sprawy morderstwa trzyletniej dziewczynki. Kilka dni później do podobnej zbrodni dochodzi pod Sztokholmem. Ginie siedmioletni chłopiec. Olivia podejrzewa, że morderstwa zostały popełnione na tle rasowym.
Tom Stilton dostaje od swego przyjaciela antykwariusza książkę, w której ku swemu zdumieniu znajduje wycinki prasowe o zabójstwie ciężarnej luksusowej prostytutki. Stilton został kiedyś odsunięty od dochodzenia w tej sprawie, a morderca nigdy nie został odnaleziony. Kiedy specjalistka laboratorium kryminalistycznego znajduje interesujący ślad DNA, dochodzenie przybiera nowy, niespodziewany obrót. [1]

RECENZJA
Po lekko rozczarowującym Przypływie oraz nieco lepszym Trzecim głosie nadszedł czas na zapoznanie się z kolejną częścią przygód Toma Stiltona i Olivii Rönning. Jako, że drugi tom wyostrzył moje „czytelnicze kubeczki” byłam niezwykle ciekawa jak  wypadnie Czarny świt i dlatego też od razu wzięłam się za czytanie! 

Olivia, mimo wcześniejszych planów odnośnie swojej przyszłości, postanawia zrobić karierę w policji. Chociaż jej nazwisko już kilka razy przewijało się w różnych sprawach prowadzonych przez Biuro Kryminalne, a z główną szefową sztokholmskiej policji łączą ją bardzo przyjazne stosunki, to jednak to nie wystarczyło, aby panna Rönning mogła swój pierwszy kontrakt odbyć w stolicy Szwecji. „Góra” wysyła ją do posterunku w niewielkim mieście, gdzie oprócz pijackich burd nic ciekawego się nie dzieje. Na domiar złego Olivia jest jedyną kobietą w zespole, a jej koledzy z pracy mają zupełnie inne podejście do wielu spraw, w tym też odnośnie imigrantów. Pewnego dnia dochodzi do makabrycznej zbrodni, której ofiarą jest kilkuletnia dziewczynka. W bardzo krótkim odstępie czasu pod Sztokholmem, w identyczny sposób, ginie kolejne dziecko. Wszystkie przesłanki przemawiają za tym, że oba morderstwa zostały popełnione na tle rasowym. Paradoksalnie, sprawa wydaje się być bardzo prosta, główny podejrzany też szybko się odnajduje… jednak nie może być tak łatwo. Nowe poszlaki wprowadzają niemały chaos w prowadzone śledztwo, a zbrodnia sprzed lat, którą niegdyś prowadził Tom Stilton, może mieć kluczowe znaczenie.

Po trzech książkach autorstwa Rolfa i Cilli Börjlind muszę stwierdzić, że wielowątkowość można uznać za wizytówkę autorów. W każdej książce znajdziemy bardzo wiele motywów, które mimo początkowego wrażenia zupełnego niedopasowania, po pewnym czasie zaczynają składać się w jedną, zgrabną i logiczną całość. O ile podczas recenzowania Trzeciego głosu mówiłam o dosyć dużym falowaniu tempa historii, o tyle w Czarnym świcie odniosłam wrażenie, że fabuła jest zdecydowanie bardziej dynamiczna. Co prawda nadal nie udało mi się znaleźć tego charakterystycznego skandynawskiego klimatu, ale mimo wszystko książka nie jest zła. Sama sprawa po raz kolejny zajmuje czytelnika i zmusza go do ułożenia planu własnego, prywatnego śledztwa, aby móc odpowiedzieć na pytanie kto i dlaczego zabił. 

Po koszmarnej kreacji Olivii w Trzecim głosie, z ulga muszę przyznać, że tym razem dziewczyna nie była tak mocno irytująca. Oczywiście nadal momentami doprowadzała mnie do szewskiej pasji, ale już nie miałam ochoty stać się jej osobistym (i przy okazji niezwykle drastycznym i mało delikatnym) fryzjerem. Tom z kolei to stereotypowy były policjant po przejściach, z którym zapewne każdy z nas się już spotkał w jakieś innej lekturze, więc nie będę się nad jego postawą zbyt długo rozwodzić. Chociaż muszę wspomnieć, że w Czarnym świcie i on popisał się bardzo „dorosłą” akcją. Po raz kolejny jestem zdecydowanie bardziej pozytywnie nastawiona do bohaterów drugoplanowych, niż tych grających przysłowiowe pierwsze skrzypce. 

Subiektywnie stwierdzam, że z tomu na tom warsztat autorów jest coraz lepszy! Już w drugiej części byłam niezwykle mile zaskoczona poczynionym w tym konkretnym punkcie progresem, a teraz wydawało mi się, że całość wypada jeszcze lepiej! Oby tak dalej Panie i Panowie, oby tak dalej! 

Czarny świt to kolejny dobry, wielowątkowy kryminał, który z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom tego gatunku. Sama sprawa wydaje się być najbardziej makabryczna, ale nie z powodu formy dokonania morderstwa, a faktu, że ofiarami są małe dzieci. Cała seria trzyma dosyć równy poziom, a ogromna poprawa warsztatu autorów daje dobre rokowania na przyszłość. Czwarta część cyklu miała swoją premierę dokładnie trzy tygodnie temu, a ja mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości pojawi się również jej polskie tłumaczenie.

„Mówił, że miłość to jedyna prawdziwa więź łącząca ludzi, więzy krwi nie gwarantują miłości, a dziecko ma prawo być kochane.” ~ Rolf Börjlind & Cilla Börjlind ,Czarny Świt, Warszawa 2015, s. 224

OCENA: 7/10

Na razie żegnamy się z Tomem i Olivią i bierzemy się za inne książki. Pozdrawiam ciepło, 
Tea


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 11 sierpnia 2016

289. A tytuł najbardziej irytującej, książkowej bohaterki otrzymuje... Olivia Rönning!


AUTOR: Rolf Börjlind & Cilla Börjlind
TYTUŁ ORYGINALNY: Den tredje rösten
SERIA: Czarna Seria
CYKL: Tom Stilton i Olivia Rönning
TOM: Drugi
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Czarna Owca

OPIS
W podmiejskim parku w Marsylii ryjące tam dziki wykopują z ziemi poćwiartowane ciało kobiety. Policja ustala, że ofiara przed laty pracowała w cyrku jako żywa tarcza dla rzucającego nożami. Wiadomość o okrutnym morderstwie okazuje się wstrząsem dla Abbasa el Fassi, bliskiego przyjaciela byłego policjanta Toma Stiltona. Postanawiają wspólnie wyjaśnić to morderstwo. W tym samym czasie w podsztokholmskiej miejscowości Rotebro policja bada sprawę samobójczej śmierci Bengta Shlmana, który powiesił się we własnym domu. Szybko ustala, że w istocie chodzi o zabójstwo, które może mieć związek z kradzieżą partii narkotyków z magazynów urzędu celnego. Śledztwo w tej sprawie prowadzi pani komisarz Mette Olsäter z międzynarodowego zespołu prowadzącego operację przeciwko handlowi narkotyków w internecie. Początkująca policjantka Olivia Rönning, znajoma rodziny Sahlmanów, idzie innym tropem, który nieoczekiwanie łączy się z ustaleniami poczynionymi w Marsylii przez Stiltona i Abbasa el Fassi. Stilton i Rönning łączą siły, aby rozwiązać obie sprawy. [1]

RECENZJA
Przypływ można uznać za dobry, chociaż nie najlepszy, szwedzki kryminał. Jako, że zapoznałam się z pierwszą częścią cyklu o Tomiem Stiltonie i Olivii Rönning logicznym następstwem było zabranie się za kolejne tomy. Przed lekturą Trzeciego głosu miałam tylko jedno  wymaganie – pragnęłam, aby warsztat autorów okazał się lepszy niż w książce inaugurującej całą serię. 

Olivia ma mętlik w głowie. Informacje, które otrzymała od Toma wywracają jej, wydawałoby się ułożony świat, do góry nogami. Dziewczyna sama nie wie co ma o tym wszystkim myśleć, ale pewna jest jednego – musi całkowicie zerwać ze swoim dotychczasowym życiem. Pierwszym krokiem jest zagraniczna podróż. Kiedy Olivia po kilku tygodniach wraca do Szwecji całkowicie przypadkowo zostaje wplątana w dochodzenie prowadzone przez Mette Olsäter. Jednocześnie Abbasa el Fassi prosi Stiltona o pomoc w wyjaśnieniu makabrycznego morderstwa kobiety. Dwie zupełnie inne sprawy w pewnym momencie zbiegają się w jedną, a cała zagadka staje się coraz bardziej zagmatwana.

Autorom po raz kolejny udało się stworzyć intrygująca, wielowątkową historię, chociaż miejscami akcja trochę się wlokła. Pierwszy rozdział, w którym (wyjątkowo!) narratorem była ofiara, sprawił, że miałam ochotę przeczytać całość naraz. Niestety później tempo prowadzenia całej fabuły mocno falowało – raz zdarzenia pędziły na łeb na szyję, aby po chwili zdecydowanie zwolnić. Jednak mimo wszystko sama historia po raz kolejny mnie pochłonęła i byłam niezwykle ciekawa jak to wszystko się zakończy. Tym razem jednak "główny" morderca był w kręgu moich „podejrzanych”, więc autorom nie udało się mnie aż tak mocno zaskoczyć.

Jeśli chodzi o bohaterów to muszę przyznać, że o ile Tomowi udało się mimo wszystko jakiś cień sympatii do siebie we mnie wzbudzić, o tyle Olivię miałam ochotę wytargać za kudły z książki i wyrzucić gdzieś hen daleko! Boże, cóż to za irytujące babsko! Już w pierwszej części serii panna Rönning wybitnie działała mi na nerwy, ale w Trzecim głosie to po prostu przeszła samą siebie! Zachowywała się jak rozwydrzona, rozpieszczona trzylatka, którą obraża się kiedy ktoś ma inne zdanie niż ona. No serio?! Nasza pani „przeszło-niedoszła” policjantka chyba była przekonana, że jest pępkiem świata i wszyscy muszą chodzić wokół niej na paluszkach. Co gorsza, niektórzy bohaterowie właśnie tak robili! No ludzie, zlitujcie się! Zdecydowanie bardziej podobały mi się kreacje drugoplanowych „aktorów”, ale w sumie to żadna nowość, w Przypływie było dokładnie tak samo. 

Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszył mnie fakt, że w Trzecim głosie warsztat autorów uległ ogromnej poprawie! Już nie miałam samych suchych opisów i jakiś kończonych w połowie dialogów. Oczywiście perfekcji jeszcze nie ma, ale mimo wszystko widać progres. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie będzie jeszcze lepiej! 

Z ogromną przyjemnością muszę stwierdzić, że jeśli chodzi o styl autorów to widać ogromną różnicę. Krótkie, urwane w połowie sytuacji dialogi zostały zastąpione przez opisy i rozbudowane wypowiedzi. Fabuła po raz kolejny okazała się interesująca więc ja jestem jak najbardziej na tak!

„Okazuje się, że gdy talk bardzo boli w środku, człowiek nie odczuwa zwykłego bólu” ~ Rolf Börjlind & Cilla Börjlind ,Trzeci głos, Warszawa 2014, s. 302

OCENA: 7/10

Dzień dobry, bardzo! Miłego dnia Wam wszystkim życzę! Pozdrawiam, 
Tea


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 4 sierpnia 2016

286. Szwedzki kryminał bez skandynawskiego klimatu

AUTOR: Rolf Börjlind & Cilla Börjlind
TYTUŁ ORYGINALNY: Springfloden
SERIA: Czarna Seria
CYKL: Tom Stilton i Olivia Rönning
TOM: Pierwszy
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2013
WYDAWNICTWO: Czarna Owca

OPIS
W księżycową noc młoda ciężarna kobieta pada ofiarą wyjątkowo okrutnego morderstwa. Przypadkowym świadkiem zbrodni jest mały chłopiec. Śledczemu Tomowi Stiltonowi nie udaje się ustalić motywu, ani znaleźć sprawców morderstwa. Nie zna on nawet tożsamości ofiary.
Kilkadziesiąt lat później Olivia Rönning, studentka Wyższej Szkoły Policyjnej, przygotowuje referat na temat tej brutalnej zbrodni. Korzystając z wszelkich dostępnych źródeł, stara się wyłowić jak najwięcej informacji. Najtrudniej jest jednak dotrzeć do człowieka, który prowadził wtedy śledztwo - Tom Stilton zapadł się pod ziemię. [1]

RECENZJA
Wychodzę z założenia, że na dobry kryminał zawsze znajdzie się czas, dlatego też kiedy tylko skompletowałam całą szwedzką serię o Tomie Stiltonie i Olivii Rönning, autorstwa Rolfa oraz Cilli Börjlind, niezwłocznie się za nią zabrałam! Miałam nadzieję na dawkę dobrej, mocnej literatury, a dostałam… no właśnie co takiego dostałam, dowiecie się czytając dalszy ciąg recenzji.

Olivia Rönning, studentka Wyższej Szkoły Policyjnej, podjęła się napisania wakacyjnej pracy na temat okrutnego morderstwa dokonanego kilkadziesiąt lat wcześniej. Na jednej z plaż w sposób niezwykle „finezyjny” (jakkolwiek dziwnie to zabrzmi) zabito młodą kobietę w zaawansowanej ciąży. Niestety, mimo intensywnego śledztwa prowadzonego przez Toma Stiltona nie udało się znaleźć ani sprawcy, ani ustalić motywu. Olivia postanawia, że dokona niemożliwego i rozwiążę zagadkę sprzed lat. Pierwszą, najważniejsza dla niej sprawą jest odnalezienie policjanta, który wówczas prowadził dochodzenie, a kiedy spotyka go, w najmniej spodziewanym miejscu, całe jej prywatne śledztwo nabiera rozpędu…

Autorom udało się stworzyć bardzo ciekawą i rozbudowaną fabułę, z niezwykle interesującym wątkiem głównym. Mimo, że w całej lekturze brakowało mi trochę takiego specyficznego skandynawskiego klimatu, to muszę stwierdzić, że w  ogólnym rozrachunku Przypływ naprawdę nie wypada źle. Miłośnik kryminałów z pewnością znajdzie coś dla siebie, a wielowątkowość historii z pewnością go nie odstraszy, tym bardziej, że większość z obranych przez autorów „ścieżek” została poprowadzona do końca i wszystko ładnie złożyło się na ogólny zarys powieści. 

O ile sama fabuła mnie porwała, o tyle z przykrością muszę stwierdzić, że główni bohaterowie mnie ogromnie zawiedli. Już dawno nie spotkałam się z postaciami, które grając przysłowiowe pierwsze skrzypce, tak bardzo działałyby mi na nerwy. Olivia Rönning to oczywiście taka typowa skromna super bohaterka. Ambitna, odważna, posiadająca niezwykłą łatwość w analizowaniu i interpretacji poszlak, do tego mogąca się pochwalić intuicją ciutnie lepszą niż Bóg. Sama jednak zupełnie nie dostrzega swoich super mocy i w tym musza jej pomagać osoby, które na dobrą sprawę znają ją kilka dni, góra tygodni! A jak już o stereotypach mowa to nie sposób nie wspomnieć również o samym Tomie, który jest nikim innym jak byłym policjantem z całym bagażem życiowego doświadczenia na plecach. Znacie ten typ? No więc właśnie! Stilton to książkowy przykład! Nie znoszę, kiedy w lekturze po raz kolejny spotykam się z postaciami, niczym nie różniącymi się od setek innych i niestety jeśli chodzi o głównych bohaterów to  Rolf oraz Cilla Börjlind ze swoimi wpisują się tutaj idealnie. O ile do Olivii i Toma nie zapałałam zbyt dużą sympatią o tyle uważam, że poboczni „aktorzy” wydawali się być zdecydowanie ciekawsi i lepiej przemyślani. 

No to został nam już tylko język. Niestety sam warsztat autorów niezbyt przypadł mi do gustu. Wydawał się być ciężki, sztywny i toporny. Zamiast opisów dostałam krótkie zdania i masę dialogów, które miejscami wydawały mi się być w ogóle nie na miejscu. Ponad to, niektóre rozdziały były po prostu urywane, pozostawiając czytelnika z niezłym mętlikiem w głowie. 

Czuje się jednak w obowiązku, żeby powiedzieć o czym, co sprawiło, że podniosłam swoją ocenę. Chodzi mi w tym miejscu o samo zakończenie, którego muszę się przyznać, że się nie spodziewałam! Sam finał pierwszej części bardzo mnie zaskoczył i to na plus! Rzadko się zdarza, żebym źle wytypowała mordercę, a tutaj autorom udało się mnie wywieźć w pole.

Reasumując, Przypływ być może nie jest najlepszym kryminałem jaki dane mi było przeczytać, ale uważam, że sama seria ma duży potencjał. Mam nadzieję, że w następnych tomach autorzy wykazali się lepszych warsztatem, a wykreowani przez nich główni bohaterowie okażą się bardziej nieszablonowi niż w pierwszej części serii.

„Przeszłość wróciła gorącą falá nienawiści” ~ Rolf Börjlind & Cilla Börjlind; Przyplyw, Warszawa 2013, s.428

Jestem tylko przelotem. Trochę intensywny weekend się przede mną zapowiada, więc od razu pragnę Was poinformować, że odwiedzę Was na Waszych blogach w przyszłym tygodniu. Trzymajcie się ciepło. Pozdrawiam,
Tea


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 2 czerwca 2016

260. Polityczne porachunki czy religijne potyczki?

AUTOR: Ingar Johnsrud
TYTUŁ ORYGINALNY: Wienerbrorskapet
TŁUMACZ: Maria Gołębiewska-Bijak
CYKL: Fredrik Beier
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2016
WYDAWNICTWO: Otwarte

OPIS
Rozwiedziony, skonfliktowany z przełożonym komisarz norweskiej policji Fredrik Beier liczył na rutynowe poszukiwania zaginionej kobiety. To, co zastał w siedzibie sekty Boskie Światło, bardziej przypominało robotę Charlesa Mansona niż porwanie. Wraz ze swoją partnerką, Kafą Iqbal, trafia w sam środek krwawego cyklonu. Kolejne ofiary, tym razem okrutnych eksperymentów medycznych, prowadzą ich w głąb mrocznej historii sięgającej czasów II wojny światowej. Rozpoczyna się polowanie na mordercę bez twarzy. W gęstej sieci powiązań mediów, polityki i religii myśliwy staje się zwierzyną a przyjaciele wrogami. [1]

RECENZJA
Uwielbiam kryminały! A jak jeszcze dana książka jest częścią jakieś dłuższej serii to już w ogóle jestem wniebowzięta. Dlatego też ogromnie ucieszyłam się, kiedy mój brat z bratową sprawili mi miłą niespodziankę i wręczyli paczkę z Naśladowcami Ingara Johnsruda. Pełna dobrych przeczuć usiadłam do lektury… i odetchnęłam z ulgą! Maj pod względem przeczytanych pozycji może nie imponował, ale za to cieszę się, że wszystkie tytuły, z którymi się zapoznałam, w tym też pierwsza część serii o Fredriku Beierze, okazały się być naprawdę dobre. No, ale przechodzimy już do recenzji.

Fredrik Beier, komisarz norweskiej policji, nie znajduje się w najlepszym momencie swojego życia. Rozwiedziony, mający problemy w pracy, czuje się całą sytuacją stłamszony i zmęczony.  Na domiar złego, jakiś psychopatyczny morderca upatrzył sobie właśnie ten czas na urządzenie „rzezi niewiniątek”. Ofiarami pada kilku członków religijnego ugrupowania „Światło Boga”, kolejni uznani są za zaginionych. Jakby tego było mało okazuje się, że wśród (najprawdopodobniej) porwanych wyznawców znajduje się córka wpływowej pani polityk. Istnieją przesłanki, aby sądzić, że zabójstwa w siedzibie organizacji „Światło Boga” miały tło religijne, dlatego też do śledztwa zostaje wcielona specjalistka od islamskiego fundamentalizmu i terroryzmu, Kafa Iqbal. Oboje z Fredrikiem próbują znaleźć sprawcę, a tymczasem morderca rozpoczyna z nimi grę w kotka i myszki.

Naśladowcy składają się z trzech części, w których znajdują się krótkie rozdziały pisane w dwóch perspektywach czasowych: w latach 40. XX wieku oraz teraźniejszości. Ogólnie całość czyta się bardzo dobrze i szybko, niemniej jednak trochę przeszkadzało mi, że w jednej książce zostało połączonych bardzo dużo wątków i postaci, a większość z nich okazała się być niedopracowana i potraktowana po macoszemu. Ponieważ książka jest początkiem serii, uważam, że można było zająć się mniejszą ilością wątków, ale za to poświęcić im tyle czasu, aby nie można się było do niczego przyczepić. 

Niemniej jednak samą fabułę odebrałam na plus. Autor nie pozwala nawet na chwilę nudy i praktycznie przez cały czas coś się dzieje. Na wyróżnienie w szczególności zasługując zakończenia poszczególnych części, które sprawiają, że trzeba od razu zobaczyć co się wydarzy na następnych stronach! Do tego Ingar Johnsrud co chwila wprowadza jakąś nową sieć intryg, tym samym wszystko jeszcze bardziej mieszając i utrudniając czytelnikowi  wytypowanie mordercy. Ja nie mogłam się od lektury oderwać i w dużej mierze pozwoliła mi ona zażegnać mój kryzys czytelniczy, z którym zmagam się już od kilku miesięcy. 

Bohaterowie też nie są źli, chociaż czasami czegoś mi w nich brakowało. Sama nie wiem dokładnie czego, ale jednak całej mojej sympatii nie zgarnęli. Być może przeszkadzało mi w tym robienie z nich momentami niezniszczalnych herosów, superbohaterów stojących na straży prawa i sprawiedliwości. Mam nadzieję, że w następnych częściach cyklu autor trochę bardziej nad nimi popracuje. 

Ingar Johnsrud pisze ciekawie. Język nie jest możne niewiadomo jak ambitny, ale nie można również powiedzieć, że jest prosty. Przejrzysty, łatwy w odbiorze styl pisarza sprawia, że z dużą łatwością przechodzi się na kolejne kartki historii, a strony same wręcz „uciekają” zbliżając nas tym samym do zakończenia.

Naśladowcy to udany debiut i dobry wstęp do całej serii. Oczywiście jakieś drobne niedociągnięcia się zdarzają, ale coś mi się wydaję, że cykl o Fredriku Beierze z tomu na tom będzie jeszcze lepszy! Tego właśnie życzę autorowi, bo jest naprawdę na dobrej drodze do ogromnego sukcesu.

„(…) oczy widzą tylko to, co spodziewamy się zobaczyć.” ~ Ingar Johnsrud, Naśladowcy, Kraków 2016, s.105

OCENA: 7/10


Wczoraj był Dzień Dziecka. Pochwalcie się co z tej okazji pojawiło się na półkach Waszych domowych biblioteczek. Pozdrawiam,
Tea

[1] Opis pochodzi z okładki książki