Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2019

595. Guillaume Musso - "Zjazd absolwentów"


AUTOR: Guillaume Musso
ORYGINALNY TYTUŁ: La jeune fille et la nuit
TŁUMACZ: Joanna Prądzyńska
ROK WYDANIA: 2019
WYDAWNICTWO:  Albatros
OPIS
Riwiera Francuska – zima 1992 roku.
W mroźną noc, gdy kampus liceum zostaje sparaliżowany przez burzę śnieżną, dziewiętnastoletnia Vinca Rockwell, jedna z najzdolniejszych uczennic w szkole, ucieka z nauczycielem filozofii, z którym ma potajemny romans. Dla nastoletniej dziewczyny miłość oznacza wszystko albo nic. Nikt już nigdy jej nie zobaczy.
Riwiera Francuska – wiosna 2017 roku.
Kiedyś nierozłączni Thomas i Maxime – najlepsi przyjaciele Vinki – nie kontaktowali się ze sobą od czasów szkolnych. Spotykają się dopiero na zjeździe absolwentów. Zaraz po nim jeden z budynków szkoły ma zostać wyburzony. Thomas i Maxime wiedzą, że są w nim ukryte zwłoki. I że wkrótce nic już nie stanie na przeszkodzie, by prawda wyszła na jaw. [1]

RECENZJA
Guillaume Musso polubiłam już po przeczytaniu jednej książki. Bardzo wtedy przypadł mi do gustu zarówno styl autora oraz historia jaką wymyślił. Obiecałam sobie wtedy, że szybko wrócę do jego twórczości, ale niestety nie udało mi się to, aż do momentu, w którym światło dzienne ujrzała jego najnowsza powieść „Zjazd absolwentów”.

Thomas Degalais to francuski pisarz mieszkający w Nowym Jorku. Mężczyzna w 2017 roku postanawia pojawić się na pięćdziesięcioleciu powstania swojej szkoły średniej. Wie, że to zły pomysł. Dwadzieścia pięć lat temu, pewnej grudniowej nocy Thomasa oraz jego przyjaciela Maxime połączyła straszna tajemnica, która do tej pory była bezpieczna. Jednak po dotarciu na Lazurowe Wybrzeże pewne sprawy się komplikują, a przeszłość nie chce odejść. W czasach szkolnych Thomas był zakochany w Vince. Ta miłość niszczyła go od środka, bo dziewczyna kompletnie nie zauważała jego uczuć. W dniu, w którym zniknęła wszyscy myśleli, że uciekła z nauczycielem filozofii, z którym miała romans. Jaka jest jednak prawda? Thomas wiedziony ciekawością rozpoczyna własne śledztwo na ten temat, a prawda może go zniszczyć.

Muszę przyznać, że nie jest to najlepsza książka Musso. Możliwe, że napisanie książki kryminalnej przerosło autora, który do tej pory głównie pisywał powieści romantyczno-obyczajowe. „Zjazd absolwentów”  to zdecydowanie wyjście poza strefę komfortu autora. Tu wątek miłosny jest, bo mamy niespełnione uczucie Thomas do Vincki czy też Fanny do Thomasa i wątek miłosny jest siłą napędową czynów głównego bohatera. Zarówno tych w przeszłości jak i również w teraźniejszości. Jednak nie odniosłam wrażenia, żeby był on przesadzony w którymś momencie.

Z początku nawet lubiłam Thomasa, który miał pewne skłonności do użalania się nad sobą i swoim życiem, nad przeszłością, że rodzice go nie rozumieli, że dziewczyna, którą kochał nigdy nie odwzajemniła jego uczuć. Jednak wraz z upływem czasu wzrastała moja niechęć do tego bohatera. Miałam czasami wrażenie, że nie docierała do niego powaga sytuacji, która wydarzyła się dwadzieścia pięć lat temu. Uważał, że próby ujawnienia prawdy przez znajomego dziennikarza to próba zemsty za lata szkolne i dawne waśnie. Za wszelką cenę chciał uniknąć konsekwencji swoich czynów z przeszłości. Podobnie jego przyjaciele uważali, że to co się działo w 2017 roku, czyli w teraźniejszości, bo książka pisana jest w pierwszej osobie (głównie z perspektywy Thomasa) to nieprzychylne zrządzenie losu, które nigdy nie powinno mieć miejsca. Jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że każdy kiedyś musi odpowiedzieć za swoje czyny.

Cała historia z początku nawet mi się podobała i moja ciekawość wzrastała z każdą stroną. Chciałam wiedzieć, co tak naprawdę stało się grudniowej nocy w 1992 roku. Jednak zakończenie kompletnie zbiło mnie z tropu… i nie tego się spodziewałam. Autor zepsuł wszystko właśnie końcówką. Musso mocno przesadził ze swoją wyobraźnią. Naprawdę uważam, że ta historia miała by się zdecydowanie lepiej, gdyby zakończenie zostało poprowadzone w zupełnie innym kierunku. Poczułam się… oszukana.

Nie da się ukryć, że jest to bardzo słaba powieść Musso. Autor wyszedł poza strefę komfortu, ale nie wyszło mu to. Należy otwarcie przyznać, że nie idzie mu pisanie thrillerów czy też kryminałów. Szkoda, ale liczę, że pozostałe książki autora zrobią na mnie takie samo wrażenie jak „Telefon od anioła”.
 „Trzeba się bić o wszystko i wszędzie. Często ci wyglądający na silnych są słabi i odwrotnie. Wielu ludzi prowadzi wyczerpującą walkę w ukryciu. Prawdziwym wyzwaniem jest umiejętność kłamania na dłuższą metę. Aby skutecznie okłamywać innych, trzeba najpierw okłamać samego siebie.”~ Guillaume Musso, Zjazd absolwentów , Poznań 2019, s. 229-230.
OCENA: 5/10

Serduszko pęka, gdy pisze się takie słowa o powieści swojego ulubionego autora :(. 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 22 maja 2019

560. "Słów kilka Wróbelka Ćwirka" o twórczości Camilli Lackberg


Zgodnie z obietnicą po zakończeniu publikacji recenzji serii kryminalnej Camilli Lackberg postanowiłam zapoczątkować nowy cykl, który nazwałam "Słów kilka Wróbelka Ćwirka" :). 

Jak wiecie jestem ogromną fanką serii "Millennium" Stiega Larssona. Z dużym rozczarowaniem
przyjęłam fakt, że postanowiono pisać kontynuację. Osobiście mnie ona nie porwała i kolejnych tomów raczej nie mam w planach czytać. Jednak to nie o tym ma być ten post. Camilla Lackberg jego przedstawiana jako następca Stiega Larssona. Nie mogłam wydawać opinii, gdy nie przeczytałam żadnej książki, ale teraz kiedy jestem już po dziesięciu jej powieściach myślę, że jestem w stanie wyrazić swoją opinię i dokładnie ją uzasadnić.

Otóż nie zgadzam się z wydawnictwami, że jest ona następcą twórcy "Millennium". Jest to określenie, które nie pasuje do tej autorki. Camilla Lackberg ma pomysł na swoje powieści i umie je napisać poprawnie, ale nie na tyle, aby stawiać ją na równi lub tuż za Larrsonem.

Dlaczego? - zapyta mnie wiele osób, wśród, których pewnie znajdą się również fani autorki. Pragnę zaznaczyć tylko, że jest to moja prywatna opinia i nikogo w niej nie obrażam. Pamiętajcie też, że o to chodzi w świecie książki, że mamy różne gusta, ale nie obrażamy innych, którzy sądzą inaczej ;).

Już śpieszę Wam z odpowiedzią na to pytanie. Jak już wspomniałam wyżej: Camilla Lackberg ma dobre pomysły na swoje powieści. Ma poprawne pióro, ale nie dopracowane. W kilku jej książkach, które przeczytałam dostrzegłam potencjał w pomyśle, w intrydze kryminalnej. W końcu na tym - jako czytelnik - skupiałam się najbardziej, bo w końcu książki Lackberg są określane jako kryminalne. Patrząc również na gabaryty jej powieści należy się spodziewać bardzo dobrej, jeśli nie rewelacyjnej pozycji. Głównym mankamentem jej pozycji jest, że autorka za bardzo wtrąca życie prywatne głównego śledczego Patrika do jego pracy w policji. Erika, czyli jego żona, jest pisarką biografii znanych, szwedzkich kobiet. Gdy w "Księżniczce z lodu" postanawia napisać o swojej zamordowanej przyjaciółce Alice, odkrywa w sobie żyłkę do pisania powieści kryminalno - psychologicznych, co powoduje, że przy każdej sprawie, dziwnym trafem zawsze pisze o innej historii z przeszłości, która wiąże się w jakiś sposób z teraźniejszą zbrodnią. To powoduje, że śledztwa jej i Patrika splatają się, a ona zawsze wychodzi na tę osobę bystrzejszą i lepszą, a miejscowa policja jest pokazana jako ta gorszego sortu, która nie umie rozwiązać najprostszej sprawy, kto przejechał kota. To naprawdę irytowało, gdy Erika wtrącała się w śledztwo, jeździła na miejsce zbrodni i pakowała się w niebezpieczeństwo. Myślę, że bez Eriki, albo bez jej nadmiernego wywyższania powieści miałyby więcej w sobie.

Na dodatek irytował mnie brak konsekwencji, który serwowała nam Camilla Lackberg. Otóż szefem komisariatu, gdzie pracuje Patrik jest niejaki Bertil Melberg, którego przeniesiono do Fjallbacki z Goteborga z powodu poważnego błędu. Bertil jest przekonany o swojej wielkości, o tym, że ukarany został z powodu zazdrości przełożonych i ich obawy o swoje stołki. Melberg uwielbia medialny szum i najchętniej cały czas urządzałby konferencje prasowe dotyczące spraw, które dzieją się w jego komisariacie. W trakcie dziesięciu tomów popełnił tyle błędów, które szkodziły śledztwom, że już przy czwartym tomie, ktoś z góry powinien się nim zająć i zwolnić czy coś. Nie wierzę, że w realnym świecie nikt by na to nie zwrócił uwagi, zwłaszcza, że Bertil nie miał pleców w postaci nikogo wysoko postawionego. Gdyby miał to by go nie zdegredowali do Fjallbacki, prawda? I chociaż autorka ukazywała brak jego kompetencji i kompletną ignorancję dla przepisów praca to nic nikt z tym nie robił. To naprawdę irytowało.

Odniosłam wrażenie, że Camilla Lackberg po prostu zadowoliła się odniesionym sukcesem i nie widzi potrzeby poprawiania swojego warsztatu literackiego. Wiem, że stać ją na więcej, bo "Kamieniarz" mi to pokazał. Jest to jedyna z jej książek, którą pamiętam od początku do końca. W pozostałych mam lekkie przebłyski, ale np. przy "Ofierze losu" kompletnie nie jestem wstanie przypomnieć sobie fabuły, co jest smutne, bo pokazuje tylko jak bardzo zła to była książka.

Podsumowując: "Saga o Fjallbace", jest poprawna, ale nie wybitna i nigdy nie zgodzę się z tym, że jest to następczyni Stiega Larssona. Tych dwoje dzieli ogromna przepaść. Oczywiście seria Camilli Lackberg będzie miała swoich fanów i nie ma w tym nic złego, bo nie są to powieści złe, one są po prostu poprawne i nic więcej. Dla mnie to ogromne rozczarowanie lat 2018 i 2019. Z każdą kolejną powieścią liczyłam, że będzie lepiej, ale albo było tak samo lub też gorzej. Z pewnością nie sięgnę po najnowsze czyli "Złotą klatkę", ale nie wiem też czy jeśli wyjdą kolejne tomy "Sagi o Fjallbace" czy i one wpadną w moje ręce. Czas pokaże.

Ogólna ocena serii: 6!
Kaznodzieja - 5/10
Kamieniarz - 8/10
Ofiara losu - 5/10
Niemiecki bękart - 6/10
Syrenka - 7/10
Czarownica - 6/10

sobota, 18 maja 2019

559. Camilla Läckberg - "Czarownica"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Häxan
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Dziesiąty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2017
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca
OPIS
Zaginięcie czteroletniej Linnei z farmy koło Fjällbacki przywołuje tragiczne wydarzenie sprzed trzydziestu lat. Z tego samego miejsca zaginęła wtedy mała dziewczynka. Wkrótce jej ciało zostało znalezione w leśnym jeziorku. Do morderstwa przyznały się dwie trzynastolatki, które potem odwołały swoje zeznania. Sąd uznał je za winne. Jako nieletnie nie trafiły do więzienia. Jedna z nich mieszkała potem spokojnie w Fjällbace. Druga wróciła po latach, jako słynna hollywoodzka aktorka, aby zagrać w kręconym tam filmie o aktorce Ingrid Bergman.
Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu zaczynają szukać związku między obiema sprawami. Pomaga im Erika Falck, która właśnie pracuje nad książką o zbrodni sprzed lat… [1]

RECENZJA
Z ulgą przyjęłam fakt, że „Czarownica” jest ostatnim tomem z serii, jaki mi pozostał. Po najnowszą książkę autorki pod tytułem „Złota klatka” nie sięgnę. Wystarczy mi to, co dostałam przez dziesięć tomów „Sagi o Fjällbace”. Nie mam nawet pewności czy sięgnę po jedenastą część, bo zakończenie wątku Anny wskazuje, że ciąg dalszy nastąpi…

Z gospodarstwa koło Fjällbacki zaginęła czteroletnia Linnei. Trzydzieści lat temu z tego samego gospodarstwa również zaginęła czteroletnia Stella. Wtedy do morderstwa przyznały się dwie trzynastolatki, które potem odwołały zeznania. Jedna z nich dalej mieszkała w Fjällbace, a druga po latach wróciła do miasta jako hollywoodzka gwiazda, która ma zagrać główną rolę w filmie o Ingrid Bergman. Patrik i jego koledzy próbują znaleźć wspólny mianownik między tymi dwoma sprawami. Wsparciem dla nich jest jego żona Erika, która pracuje nad książką dotyczącą wydarzeń sprzed trzydziestu lat. Czy dwie nastolatki trzydzieści lat temu zabiły czteroletnią Stellę? Czy powrót jednej z nich po latach sprawiał, że też one odpowiadają za śmierć Linnei? Jaki związek jest między tymi dwiema sprawami? Patrik musi odgrzebać stare trupy, by dowiedzieć się prawdy.

W tej części autorka postanowiła nie robić z Eriki kogoś, kto na siłę próbuje pomóc policji, ale kogoś, od kogo policja tej pomocy potrzebuje. Cóż sprytny zabieg, ale dalej nie sprawił, że przekonałabym się do tej postaci, bo jej wieczne narzekanie na to, że nie ma czasu na pracę, że dzieci hałasują, że praca Patrika zawsze jest na pierwszym miejscu. Niestety jest policjantem i to w zasadzie nie jest jego praca, a służba dla państwa. Kiedy ją podejmował wiedział, na co się pisze, a ona, kiedy zostawała jego żoną i matką jego dzieci wiedziała, kim jest, więc jej narzekania są bardzo słabe. Na dodatek niech się cieszy, że zawsze, kiedy wpada na genialny lub nie pomysł ma, z kim zostawić córkę i synów. Zawsze pomocą służy albo siostra Anna albo teściowa.

Autorka znowu to zrobiła i mam wrażenie, że robi to z czystą premedytacją. Bertil Mellberg znowu pokazał się brakiem inteligencji i nie został za to ukarany w żaden sposób związany z jego pracą. Przecież ma swoich przełożonych, których powinno zainteresować to, co zrobił i do czego to doprowadziło. Złamał prawo! Camilla Läckberg już w kolejnej książce robi ten zabieg. Najpierw sprawia, że szef komisariatu wprowadza śledztwo w bagno i niby wyciąga z tego jakieś wnioski, ale w kolejnym tomie o tym zapomina. Dla mnie to jest bark konsekwencji. Naprawdę. To już gruba przesada.

Muszę przyznać, że znowu jestem rozczarowana. Jestem rozczarowana próbą połączenia wątków z przeszłości z tymi z teraźniejszości. Naprawdę spodziewałam się czegoś innego i to, co ja podejrzewałam od pewnego momentu książki byłoby lepsze niż to, co zaserwowała nam autorka – nawet, jeśli byłoby to za bardzo przewidywalne. Łączenie sprawy Linnei, Stelli i Ellin, która żyła w 1672 było dla mnie już mocno przesadzone. Historia Ellin i palenie czarownic jest interesujące, ale to jak autorka próbowała połączyć to z teraźniejszością dla mnie jest już za mocno naciągane.

Läckberg już w kilku książkach poruszała wątki polityczne. Na jej tapecie głównie są ludzie z partii politycznej Przyjaciele Szwecji a także imigranci oraz kwestie rasistowskie. Nie będę rozwijać tego punktu za bardzo, bo uważam, że poglądy polityczne są indywidualną sprawą każdego z nas, ale to jak został poprowadzony ten wątek w „Czarownicy” sprawia, że nie do końca chce mi się wierzyć w to, że ta powieść została dobrze przyjęta w Szwecji. Oczywiście nie mam, co do tego pewności i to zaznaczam, ale po prostu w obliczu zamachów, które są na całym świecie pokazywanie tego wątku w takim świetle mnie nie zachęciło za bardzo do czytania.

Naprawdę cieszę się, że to koniec tej serii, że nie ma dalszych tomów, że mogę o niej zapomnieć albo raczej próbować zapomnieć. Na początku naprawdę byłam dobrze nastawiona, bo w końcu obiecywano mi Larssona w spódnicy. Niestety nie dostałam nawet jego namiastki. „Czarownica” nie jest wcale fenomenalna. Jest średnia. Bardzo średnia.
"Wiedział też, że ludzie chcą prostych rozwiązań i odpowiedzi. Problem w tym, że proste odpowiedzi rzadko są prawdziwe, bo rzeczywistość jest zwykle bardziej złożona, niż byśmy chcieli." ~ Camilla Läckberg, Czarownica, Warszawa 2017, s. 316.
OCENA: 6/10
Ogólna ocena serii: 6!
Ofiara losu - 5/10
Syrenka - 7/10
Latarnik - 6/10
Czarownica - 6/10
Hej! 
W końcu koniec! W końcu "Saga o Fjallbace" została zakończona. Jeszcze  tylko jeden post w przyszłym tygodniu, w którym podsumuję to wszystko i będziemy mogli pożegnać tę serię. 
Słonecznego dnia! 
Lady Spark
[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 15 maja 2019

558. Camilla Läckberg - "Pogromca lwów"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Lejontämjaren
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Dziewiąty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Styczeń, mroźna Fjällbacka. Z lasu wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu wybiega półnaga dziewczyna. Kierowca nie jest w stanie jej wyminąć. Nastolatka ginie na miejscu. Prowadzący śledztwo Patrik Hedström szybko ustala, że ofiara to Victoria, która cztery miesiące wcześniej zaginęła, wracając do domu ze szkółki jeździeckiej. Z przerażeniem odkrywa też, że dziewczynkę poddano okrutnym torturom.

W tym samym czasie Erika Falck bada sprawę sprzed lat, rodzinną tragedię, która skończyła się śmiercią ojca. Odwiedza w więzieniu jego żonę skazaną za morderstwo. Erika czuje, że coś się nie zgadza, a kobiet ukrywa przed nią prawdę… [1]

RECENZJA
Naprawdę każdej kolejnej książce Camilli Läckberg daję szansę i staram się jej nie oceniać przez pryzmat poprzedniczek. Jednak przy dziewiątej części nie mogłam dłużej udawać, że nie widzę, iż momentami autorka leci bardzo bezpiecznymi dla siebie schematami. I jak „Pogromca lwów” miał być najlepszą książką w dorobku autorki tak w trakcie czytanie nie czułam, żebym miała dostać wielkiego szoku na koniec.

W mroźny styczniowy dzień w Fjällbace pod kołami samochodu ginie czternastoletnia dziewczyna. Od razu Patrik i Gösta rozpoznają w niej Victorię, która zniknęła cztery miesiące temu. Sekcja zwłok wskazuje, że ten, kto ją przetrzymywał dramatycznie ją okaleczył. Patrik musi odkryć, kto jej to zrobił i czy między zniknięciami czterech innych dziewczyn z całej Szwecji, a tym są pewne podobieństwa i czy stoi za nimi ta sama osoba. Erika z kolei zajmuje się pisaniem kolejnej książki. Skupia się na kobiecie, która odbywa karę więzienia za zabójstwo męża. Laila Kowalski jednak nie chce zdradzić, co tak naprawdę stało się tego dnia, gdy zginął jej mąż. Jaką tajemnicę ukrywa kobieta? Czy Erika nakłoni Lailę to rozmowy? Czy sprawa Eriki i śledztwo Patrika w jakiś sposób się łączą ze sobą? Czy Patrikowi uda się trzymać Erikę z dala od śledztwa?

Sam pomysł na fabułę był ciekawy, ale niestety dla mnie tej książce zabrakło tego czegoś. Wszystko układało się w jedną całość i grało ze sobą na najwyższym poziomie, ale niestety zakończenie było po prostu nijakie. Spodziewałam się większego bum. Ta historia miała potencjał, ale jak dla mnie nie został wykorzystany, co mnie bardzo boli. Wszędzie trąbiono o tym, że jest to najlepsza powieść Läckberg, a jak dla mnie plasuje się gdzieś na szarym końcu. Odnoszę wrażenie, że autorka po prostu przy ostatnich tomach się zaczęła wypalać i po prostu zaczęła odcinać kupony od serii, która przyniosła jej sławę.

Jest też coś, co mnie już mocno zaczęło denerwować, a mianowicie sprowadzanie wszystkich nieszczęść świata na siostrę Eriki – Annę. Ta kobieta wycierpiała się przez dziewięć tomów tyle, że dało się tym obdzielić nie jedną postać w tej książce i wszystkim byłoby po równo. Oczywiście duet Erika i Patrik oprócz lekkiego pecha w kilku przypadkach nie spotyka nic złego. A oni i tak ten pech uważają, że spotyka ich coś najgorszego na świecie i ciągle powtarzają, że jak dobrze, że wszyscy żyją. Owszem, ale kilka metrów dalej jest Anna, której świat wali się na głowę w każdym tomie i dziwię się, że ta kobieta jeszcze jest w stanie to wszystko udźwignąć.

Na ostatnie pytanie w drugim akapicie jestem Wam wstanie odpowiedzieć już teraz. Otóż Erika jak zawsze wtrąci swoje pięć groszy do sprawy. Naprawdę nie wiem, dlaczego autorka nie widzi, że takie zachowanie kobiety bardziej całej powieści oraz serii szkodzi niż pomaga. Niestety coraz mocniej Erika działała mi na nerwy i nie uważam wcale, że jest to wina czytania serii w zasadzie ciągiem. Po prostu autorka z tomu na tom robi ją coraz bardziej irytującą osobą. Na dodatek brakuje mi takie go wypośrodkowania postaci, albo tego żeby się zmieniały. Irytuje mnie to, że Mellberg jest wiecznie tym złym policjantem, który umie tylko robić konferencje prasowe, bo kocha medialny szum. Kilka razy w ciągu całego cyklu Läckberg pokazała go z dobrej strony, więc mogłaby go stopniowo zmieniać albo wcale tych dobrych stron nie pokazywać, bo w końcu za coś został oddalony z Göteborga do tak małego komisariatu w Fjällbace, prawda?

Miała być najlepsza część w całej serii, a wyszło jak zwykle, czyli po prostu miałko i nijak. Camilla Läckberg wypala się w ostatnich tomach i ja, jako czytelnik bardzo to widziałam, ale ona, jako pisarka chyba nie. Jest to trochę smutne, bo uważam, że lepiej zakończyć serię mocnym i dobrym akcentem niż ciągnąć coś na siłę, bo przynosi zysk.

OCENA: 5/10
[1] Opis pochodzi z okładki książki

wtorek, 23 kwietnia 2019

564. Camilla Läckberg - "Fabrykantka aniołków"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Ånglemamakersan
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Ósmy
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca
OPIS
Wielkanoc 1974. Z Valö, małej wyspy w pobliżu Fjällbacki, znika bez śladu rodzina. Na pięknie nakrytym świątecznym stole zostaje obiad wielkanocny, ale w domu nie ma nikogo, znikają wszyscy z wyjątkiem rocznej córeczki Ebby. Po latach Ebba wraca na wyspę, jako dorosła kobieta. W rodzinnych stronach pragnie wraz z mężem otrząsnąć się po śmierci malutkiego synka. Postanawiają wyremontować i otworzyć dla gości stary ośrodek kolonijny, którym wiele lat temu zarządzał surowy ojciec Ebby.
Wkrótce po rozpoczęciu prac remontowych oboje omal nie giną w tajemniczym pożarze. Równie tajemnicze są stare ślady zaschniętej krwi odnalezione pod zerwaną podłogą w jaskini. Do akcji wkracza Patrik Hedström. Czy zdoła wyjaśnić zagadkę z przeszłości? [1]

RECENZJA
Powiedzmy sobie szczerze, że gdybym po „Latarniku” nie miała pozostałych części serii w domu to pewnie na siódmym tomie zakończyłaby się moja przygoda z sagą kryminalną Läckberg. Jednak, że mam skompletowany cały cykl to czytam dalej.

Ebba po wielu latach nieobecności na rodzinnej wyspie Valö wraca tam wraz z mężem. Oboje próbują dojść do siebie po dramatycznej śmierci ich synka Vincenta, która oddaliła ich od siebie. Podczas Wielkanocy w 1974 roku zniknęła cała rodzina Ebby oprócz niej – małej rocznej dziewczynki. Rodzina zniknęła bez śladu. Na miejscu nie było żadnych najmniejszych dowodów zbrodni. Wszystko wyglądało tak jakby po prostu wstali od wielkanocnego obiadu i wyszli. Jak zniknięcie całej rodziny wiąże się z pożarem, który ktoś podłożył pod dom, gdy Ebba i jej mąż spali? Kto chciał, żeby małżeństwo zginęło. Czy Patrik, który prowadzi śledztwo rozwikła zagadkę z przeszłości?

I wróciła! Nieustraszona, wścibska i idealnie irytująca bohaterka. Kiedy całe śledztwo nie idzie i miejscowa policja jest bezradna wtedy wchodzi ona ubrana cała na biało! Dobra czy na biało to nie wiem, ale wkracza niczym super bohater. Oczywiście mówię tu o Erice, bo przecież, o kim innym? Naprawdę kandyduje do pierwszego miejsca na najbardziej irytującą bohaterkę roku. Na miejscu Patrika dawno powiedziałabym jej, że od śledztw ma się trzymać z daleka. On też ponosi winę za to, że jego żona wtrąca się, bo często zdradza jej zupełnie niepotrzebnie szczegóły śledztwa. W tej części Erika po prostu przechodziła samą siebie. Szczytem jej głupoty było to, że nie powiedziała mężowi o tym, że ktoś włamał się do ich domu. Po co zawracać mu głowę jakimiś pierdołami? Przecież nic nie zginęło. A chociaż po to, że jest matką trójki dzieci i to o nich powinna myśleć i o ich bezpieczeństwie – jeśli jej własne nie jest dla niej dostatecznym motywem. Jako matka trójki dzieci ma bardzo dużo czasu na to, aby wtykać nos w nie swoje sprawy.

Na dodatek od kilku tomów zastanawia mnie jedno: dlaczego nikt do tej pory nie zainteresował się szefem komisariatu Bertilem Melbergiem? Ten człowiek to istna katastrofa, jako policjant, a mniemanie ma o sobie wysokie. Czy autorka nie mogła stworzyć szefa Patrika, jako kogoś inteligentnego tylko zapatrzonego w siebie narcyza? Oczywiście, że nie mogła, bo wtedy Patrik nie mógłby wypaść na tego dobrego i sprytnego policjanta, który tak naprawdę kieruje pracą całego zespołu. To już trochę męczące, że Patrik jest kryształowy, a pozostali bohaterowie albo są za leniwi do pracy, albo mają o sobie wielkie mniemanie, albo po prostu zbyt nieśmiali do pracy w policji. No naprawdę litości!

Muszę przyznać, że ta część mnie bardzo zawiodła. Od początku zapowiadała się bardzo dobrze i rozkręcała się z każdą stroną, ale niestety zakończenie, które miało wbić człowieka w fotel niestety mocno mnie rozczarowało. Bomba nie wybuchła, a ja poczułam się oszukana, bo autorka naprawdę miała fabułę, był podkład do całej intrygi, a zakończyła to w sposób, który mnie mocno rozczarował. Jak dla mnie nie trzymało się to wszystko siebie i uważam, że można by to było lepiej rozegrać. To było tak jak rozpakowywanie prezentów. Dostałeś już prawie wszystkie części do złożenia super kolejki, ale brakuje tylko tego jednego jedynego elementu czy bajeranckiego pociągu, a tu od cioci, która miała to kupić dostajesz sweter w misie…

Niestety mimo zapewnień ze wszystkich stron ja nie uważam, żeby „Fabrykantka aniołków” była genialna. Dla mnie jest słaba tak jak „Kaznodzieja” czy „Ofiara losu”. Potencjał był i tak jak w większości książek Camilli Läckberg nie został on wykorzystany.

OCENA: 5/10

I jak po świętach? Objedzeni? Wypoczęci? 
Pewnie ciężko Wam wrócić do pracy tak jak i mnie. Na szczęście to tylko cztery dni ;). A potem majówka. Ja wyjeżdżam w Bieszczady! Już nie mogę się doczekać ;).
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 10 kwietnia 2019

562. Camilla Läckberg - "Latarnik"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Fyrvaktaren
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Siódmy
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Jasna, letnia noc. Młoda kobieta wskakuje do samochodu. Chwyta kierownicę w zakrwawione dłonie. Wraz z synkiem ucieka do jedynego znanego jej bezpiecznego miejsca, na wyspę Gråskär nieopodal Fjällbacki. Kilka dni później w swoim mieszkaniu zostaje zamordowany Mats Sverin, człowiek rzetelny i powszechnie lubiany, który po latach nieobecności powrócił do Fjällbacki, by zostać szefem gminnego wydziału finansów. Inspektor Patrik Hedström i policja w Tanumshede prześwietlają jego przeszłość i na jaw wychodzą rozmaite tajemnice. Okazuje się, że mężczyzna przed śmiercią odwiedził Gråskär, nazywaną przez okolicznych mieszkańców Wyspą Duchów – nawiedzoną przez umarłych, którzy mają coś do przekazania żywym… [1]

RECENZJA
W siódmy tom „Serii o Fjällbace” wchodziłam z trochę większymi nadziejami niż w poprzednie, bo „Syrenka” naprawdę była dobrą pozycją. Na dodatek wątek obyczajowy głównych bohaterów skończył się w sposób dość nieoczekiwany i musiałam, czym prędzej poznać jak potoczą się dalej losy Patrika i Eriki.

Muszę sobie pozwolić na małe zdradzenie zakończenia poprzedniego tomu, czyli „Syrenki”, ale to będzie dotyczyło tylko wątku obyczajowego, czyli sfery prywatnej postaci. Na ostatnich stronach „Syrenki” przeczytaliśmy, że Patrik miał zapaść i wylądował w szpitalu, a Erika i jej siostra Anna (obie będące w zaawansowanych ciążach) uległy wypadkowi samochodowemu, który spowodowała pijana kobieta. Dla Eriki wypadek nie skończył się tragicznie, bo w zasadzie nie ucierpiała w nim, a jej synkom nic się nie stało, a po odbyciu koniecznej dla wcześniaków hospitalizacji mogła je zabrać do domu. Anna nie miała tyle szczęścia. Jej synek zmarł. Kobieta jest w ciężkiej depresji, a jej związek z ojcem dziecka jest na skraju przepaści. Wszystkie siły Eriki i Patrika w wolnym czasie są skierowane na Anne i pomoc w uporaniu się z dramatem, który przeszła. Patrik po długim zwolnieniu wraca do pracy w policji. Od razu na wejściu dostaję sprawę zamordowania Matsa Sverina. Kto zabił szanowanego dyrektora finansowego gminy? Co wspólnego ma z tym jego wizyta w Gråskår na kilka dni przed śmiercią? Co ukrywa młoda kobieta, która się tam ukrywa wraz z synkiem? Jakie tajemnice skrywał w sobie zamordowany? Na te i inne pytania musi znaleźć odpowiedź Patrik i jego ekipa.

Pierwszy raz w historii całej serii Erika naprawdę nie była zbyt wścibska i nie wtykała nosa w śledztwo męża. Trzymała się z boku – pewnie ze względu na bliźnięta, którymi musiała się opiekować. Ta Erika naprawdę mi się bardzo podobała. To, w jakiej sytuacji się znalazła pod koniec książki uważam, że było dziełem nieszczęśliwego wypadku, a nie jej wścibstwa. Uważam, że chciała wtedy dobrze i nie miała wcale w planach niczego więcej niż pomoc. Wątek prywatny postaci był bardzo, ale to bardzo smutny i wyczuwałam te emocje. Było mi bardzo żal Anny, bo najpierw była ofiarą przemocy domowej, a teraz, gdy od kilku tomów wszystko szło w dobrym kierunku los znowu podciął jej skrzydła. Jestem naprawdę bardzo ciekawa jak dalej potoczy się jej związek z Danem. W sferze kryminalnej to dalej akcja toczyła się dość leniwie i policjanci bardzo powoli wpadali na kolejne ślady, a w zasadzie przez większość książki kręcili się w miejscu niczym bąki dla dzieci. Chociaż jestem wstanie to zrozumieć, bo naprawdę z tego, co się dowiadywali o zamordowanym trudno było cokolwiek wyciągnąć, a już tym bardziej coś, co mogłoby im pomóc w śledztwie. Znowu został poruszony bardzo ważny temat społecznie, a mianowicie: przemoc domowa. Niby tak wiele się o niej mówi, niby akcje, które mają uświadamiać kobietom, że nie mogą się pozwolić tak traktować, ale dalej wiele z nich pozwala, aby „ukochany” je bił. Nie podobało mi się, że jeden z wątków nie został dokończony, trochę urwany w końcówce i muszę się tylko domyślać jak to wszystko się skończyło.

Muszę przyznać, że wcale nie jest to najgorsza książka tej autorki jak sugerowało mi wiele recenzji „Latarnika”. Dalej uważam, że do tej pory najgorszą częścią była „Ofiara losu” i zdania szybko chyba nie zmienię. „Latarnik” był przyzwoity i na poziomie pierwszego tomu. Czytało się książkę dobrze i w miarę szybko i nie odczuwałam zbytniego znużenia tematem.

Nie mam szczególnych uczuć po przeczytaniu tej książki. Nie odczuwałam zdenerwowania, jak po przeczytaniu „Ofiary losu”, że jest tak źle, że chyba gorzej być nie może, ani również nie jestem zachwycona jak po „Kamieniarzu”. Jest przeciętnie, a ja już wolę to niż źle w wykonaniu Läckberg.
OCENA: 6/10
[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 6 kwietnia 2019

561. Camilla Läckberg - "Syrenka"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Sjöjungfrun
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Szósty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
We Fjällbace w tajemniczych okolicznościach gnie mężczyzna. Cztery miesiące później przypadkowy spacerowicz natrafia na jego zwłoki w skutym lodem jeziorze. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy znajomy zmarłego, pisarz Christian Thydell, zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Zaniepokojony zwierza się Erice Falck, a ona pokazuje jeden z listów Patrikowi. Patrik jest przekonany, że Christianowi grozi niebezpieczeństwo. Ktoś szczerze go nienawidzi i nie zawaha się spełnić groźby. Kiedy znalezione zostają zwłoki kolejnego mężczyzny, policja doszukuje się wspólnego wątku, a trop prowadzi w przeszłość… [1]

RECENZJA
Po krótkiej przerwie, jaką sobie zrobiłam od sagi Camilli Läckberg nadszedł czas, żeby do niej wrócić. Nie powiem, żebym tęskniłam jakoś wybitnie za Fjällbacą i jej bohaterami, ale że bardzo nie lubię zostawiać serii niedokończonych to postanowiłam wrócić do losów Eriki i Patrika.

Patrik prowadzi śledztwo odnośnie zaginięcia pewnego mężczyzny. Jednak od czterech miesięcy nie zrobił nawet kroku do przodu w tej sprawie. Poszukiwany jakby zapadł się pod ziemię. Pewnego dnia zwłoki zostają znalezione w skutym lodem jeziorze. Na dodatek znajomy jego żony Eriki dostaje listy z groźbami. Początkowo tych dwóch spraw nic nie łączy, jednak, gdy zostają znalezione zwłoki jeszcze jednego mężczyzny wszystko nabiera nowego znaczenia i nic nie jest takim, na jakie wyglądało wcześniej. Kto nienawidził do tego stopnia, żeby zabić z pozoru spokojnego mężczyznę, głowę rodziny i ojca dwójki dzieci? Kto chce upokorzyć przyjaciela Eriki wysyłając mu listy? Czy napisana przez niego książka zawiera niezałatwione sprawy z przeszłości?

Muszę przyznać, że miesięczna przerwa od czytania serii dobrze mi zrobiła, bo Erika Falck przestała działać mi na nerwy. Pewne jest to, że kwestią czasu jest, gdy znowu zacznę mieć jej dość. Erika jest w ciąży tym razem z bliźniętami i w sumie trudno mi uwierzyć, żeby w tym stanie miała jeszcze siłę żeby rozwiązywać różnego rodzaju zagadki kryminalne, a jednak to robi. Jednocześnie jest to kolejny raz, gdy autorka pokazuje nam kompletny brak pomysłowości lokalnej policji, ale no jakoś to przeżyję. Pozostali bohaterowie wywarli na mnie taki samo wrażenie, co wcześniej. Patrik to ciepłe kluchy, Mellberg to narcyz, Martin dalej jest ciapą, Gösta to leser z przebłyskami do pracy, a Paula to nijaka policjantka, która nie wyróżnia się niczym wybitnym i nawet trudno opisać ją jednym słowem. Postacie są płaskie, ale dzięki zgrabnemu stylowi pisania Läckberg człowiek wciąga się w jej książkę.

Skoro już o stylu pisania mowa to muszę przyznać, że pomysł na tę historię okazał się dobry. Może nie tak genialny jak w „Kamieniarzu”, ale zakończenie mnie zaskoczyło i je kupuję. Część rzeczy rozwiązałam w trakcie czytania, ale to, kto zabił i jak wbiło mnie trochę w fotel. Naprawdę nie spodziewałam się tego. Camilla ponownie pokazała, że ma przebłyski na genialnego pisarza, bo obecnie jest tylko średnim/dobrym.

Poruszony został wątek chorób psychiczny i uważam, że dobrze autorka go pokazała. Do czego prowadzą te, które są nieleczone? Jak dramatyczne skutki mogą wywołać? Jak bardzo mogą być przywodzone osoby z najbliższego otoczenia przez chorego? To daje kolejny plus tej książce.

„Syrenka” zaskoczyła mnie pozytywnie. Na początku nie byłam do niej przekonana, ale z każdą stroną przyciągała mnie do siebie niczym śpiew syreny zagubionych marynarzy. Nie jest genialna, ale jest lepiej niż dobrze. Ja jednak doskonale wiem, że kolejne części serii mogą być gorsze i to mnie martwi. 

"Człowiek nigdy nie wie wszystkiego o drugim człowieku. Nawet o tym ukochanym, z którym żyje, na co dzień." ~ Camilla Läckberg, Syrenka, Warszawa 2011, s. 55.
OCENA: 7/10

Hejo! 
Już jesteśmy w połowie tej serii, więc za kilka postów pożegnamy się z Eriką i Patrikiem ;) 
Jak u Was zaczął się kwiecień?
LS

[1] Opis pochodzi z okładki książki

niedziela, 24 marca 2019

558. Camilla Läckberg - "Niemiecki bękart"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Tyskungen
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Piąty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca
OPIS
Jakie tajemnice z przeszłości mogą tłumaczyć dzisiejsze złe postępki? Dlaczego matka Eriki Falck wśród rupieci na strychu zachowała hitlerowski medal? To pytanie nie daje spokoju Erice, która w końcu postanowiła odwiedzić emerytowanego nauczyciela historii, aby dowiedzieć się czegoś więcej o tym medalu. Jednak mężczyzna zachowuje się dziwnie, nie potrafi odpowiedzieć na jej pytania, a w dwa dni później zostaje zamordowany.
Camilla Läckberg zręcznie splata współczesne wydarzenia z przejmującą opowieścią o losach młodej Szwedki żyjącej w pierwszej połowie lat czterdziestych ubiegłego stulecia. Szwecji udało się uniknąć losu sąsiedniej okupowanej Norwegii, a społeczeństwo szwedzkie było podzielone na tych, którzy pomagali swoim pobratymcom, i tych, którzy sprzyjali niemieckim okupantom. [1]

RECENZJA
Już wiem, że seria Camilli Läckberg nie jest równa. Po dwóch słabych tomach wiem, że nie mogę po każdym spodziewać się cudów i wspaniałości. Czytając opis piątek tomu modliłam się, aby tego autorka koncertowo nie zepsuła, bo tematyka II wojny światowej zawsze mocno mnie interesuje.

W poprzednim tomie Erika Falck w starym kufrze, który należał do jej matki znalazła biały, niemowlęcy kaftanik zabrudzony krwią, w który zawinięty był hitlerowski medalion oraz pamiętnik z lat młodości rodzicielki. Początkowo kobieta nie chce czytać zapisów matki, ale ostatecznie ciekawość zwycięża. Erika w ten sposób chce się dowiedzieć, dlaczego Elsy była chłodna w relacja wobec niej i jej siostry Anny. Medal postanawia pokazać swojemu staremu, emerytowanemu nauczycielowi historii, który ma bardzo rozległą wiedzę na temat II wojny światowej i nazizmu. Mężczyzna ginie w tajemniczych okolicznościach kilka dni po spotkaniu z Eriką. Jego zwłoki zostają znalezione przez dwóch nastolatków kilka miesięcy po śmierci w jego własnym domu. Czy medal, który znalazła Erika zapoczątkował dramatyczny bieg wydarzeń? Kto zabił nauczyciela? Co kryje za sobą medalion i pamiętniki matki?

W poprzednim tomie do zespołu dołączyła Hanna, ale pod koniec z niego odeszła. W tym autorka dorzuca nam młodą policjantkę Paulę Morales. Dziewczynę, która w wieku kilku lat uciekła z matką z Chile do Szwecji. Wyróżnia się swoim wyglądem od rodowitych Szwedów, co w przypadku poruszonego w tym tomie neonazizmu i nienawiści rasowej dobrze pokazuje, z czym muszą się borykać imigranci czy też osoby o innej orientacji seksualnej oraz jak niebezpieczny jest neonazizm i ruch narodowy w każdym kraju. Jednak należy pamiętać, że każdy kij ma dwa końce i nawał imigrantów, którzy w wielu krajach mają lepiej bez pracy niż rodowici obywatele, którzy pracują powoduje właśnie to, że ludzie coraz częściej zerkają w stronę bardziej konserwatywną i organizacji neonazistowskich.

Już dawno nie trafiłam na bohaterkę, która tak bardzo działała mi na nerwy jak Erika Falck! Jest to postać bardo irytująca swoim zachowaniem, że mam ochotę nią potrząsnąć, żeby przestała dramatyzować. Wzięła Patrika pod pantofel i tylko, dlatego, że on jest ciepłą kluchą są jeszcze razem. Rozumiem, że Erika nie chciała być tylko kurą domową, ale to, że w trakcie urlopu ojcowskiego zaczynała dramatyzować za każdym razem, gdy on prosił ją o chwilową opiekę nad córką, podczas, gdy on będzie w sklepie było dla mnie czymś strasznym. Zastanawiam się czy to znaczy, że przez cały okres trwania urlopu ojcowskiego Patrika nie miała zamiaru opiekować się Mają, bo robiła to przez cały pierwszy rok jej życia? Przede mną jeszcze pięć tomów… Potrzebuję melisy.

W piątym tomie mamy więcej obyczajówki niż kryminału. Autorka bardziej skupiła na przeszłości matki Eriki i to, dlaczego kobieta była chłodna w relacjach z własnymi dziećmi. Jest to również droga do odnalezienia zabójcy profesora. Ponownie rozwiązywanie zagadki idzie leniwie i powoli, co trochę mnie zaczyna nudzić. W każdym tomie dopiero pod koniec policjanci wpadają na brakujący trop i znajdują mordercę. A gdyby tak raz zrobić odmianę i mieć podejrzanego od początku i próbować udowodnić mu winę? To byłoby miłe.

Ogólnie „Niemiecki bękart” nie był zły, ale równie dobry jak „Kamieniarz” też nie był. Oceniam go podobnie jak pierwszy tom, bo trochę mnie zawiódł. Książkom, które dotykają tematu II wojny światowej zawsze stawiam wysoko poprzeczkę. Tu mi zabrakło tego czegoś. Takie smaczku, który by mnie porwał i sprawił, że pokochałabym tę książkę.

Cześć!
Nie było mnie trochę. Przepraszam, ale minione dwa tygodnie w pracy to był jakiś koszmar. Naprawdę wracałam do domu tylko z myślą, żeby ugotować obiad na następny dzień i iść spać. 
Dziś nadrobiłam trochę Waszych blogów, a od jutra postaram się być bardziej regularna w postach :).
Lady Spark

OCENA: 6/10
[1] Opis pochodzi z okładki książki

środa, 20 lutego 2019

555. Camilla Läckberg - "Ofiara losu"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Olycksfågeln
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Czwarty
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Akcja Ofiary losu, czwartej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg rozgrywa się jak zwykle we Fjällbace. Policja w Tanumshede bada wypadek samochodowy. To, co wygląda na tragiczne zdarzenie, po kolejnym, podobnym wypadku zaczyna budzić podejrzenia. Policja ma pełne ręce roboty, tym bardziej, że w mieście kręcony jest telewizyjny reality show. Obecność kamer podsyca tylko konflikt między „gwiazdami” a miejscową społecznością. Pogoń za zabójcą oraz problemy osobiste wywołują u Patrika Hedströma stres i frustrację. Tym silniejsze, że staje wobec największego dotąd wyzwania detektywistycznego w swojej karierze, a przy okazji musi się zmierzyć z bolesną przeszłością. [1]

RECENZJA
„Kamieniarz” był fenomenalny! W końcu miałam ukazane, że autorka umie rozwinąć swoje możliwości pisarskie, co zaowocowało genialną książką. Już czułam, że „Ofiarę losu” wręcz połknę, ale czy tak było?

Patrik został wezwany do wypadku samochodowego. Towarzyszy mu nowa koleżanka Hanna Kruse, która przybyła na ich komisariat w zamian za zwolnionego Ernsta, co bardzo mnie ucieszyło, bo ten policjant działał mi wybitnie na nerwy. Podczas oględzin miejsca wypadku policjanci wyczuwają od zmarłej woń alkoholu. Wszystko wskazuje na to, że Marit usiadła po pijanemu za kółko, ale zeznania jej byłego męża, córki oraz obecnej partnerki mówią, co innego. Zmarła nigdy nie pila alkoholu. Prowadzenie sprawy utrudnia na dodatek kręcony w mieście reality-show oraz jeszcze jeden dodatkowy trup. Czy śmierć Marit i osoby ze środowiska reality-show są w jakiś sposób ze sobą powiązane? Patrik musi prowadzić dwa śledztwa równocześnie, a także sprostać jednemu ważnemu zadaniu w swoim życie, czyli pomoc Erice w organizowaniu ślubu.

W poprzednich recenzjach nie wspominałam o Annie, czyli siostrze Eriki. Tylko w pierwszym tomie nakreśliłam Wam jej związek z Lucasem. Tu jest po trudnym związku i traumatycznym przeżyciu. W obronie własnej i dzieci zabiła męża. Anna na początku nie umie sobie poradzić z tym, co zrobiła. Erika ponownie wciela się w rolę nie tylko jej opiekunki, ale również swoich małych siostrzeńców, czyli Emmy i Adriana. W końcu znajduje się osoba, która umie dotrzeć do Anny. Jest to Dan – przyjaciel rodziny. Anna może nie od razu staje na nogi, ale zaczyna funkcjonować na tyle, aby stać się oparciem dla Eriki i pomocą w przygotowywanym ślubie ze względu na ciągłą nieobecność Patrika.

Ważną postacią jest nowa policjantka Hanna oraz jej mąż Lars. Para skrywa tajemnicę, która ich dzieli, przez którą nie mogą być jak normalne pary. Hanna jest bardzo zaangażowana w swoją pracę, co jest dużym plusem i miłą odmianą, jeśli przypomni sobie czytelnik leniwego Ernsta, który swoim zachowaniem irytował przez trzy pierwsze tomy. Jednak jest w niej coś, co w głowie czytelnika powoduje niepokój. Coś, co sprawia, że nie ufa jej do końca…

Niestety stało się to, czego obawiałam się najbardziej. „Ofiara losu” to kolejna słabsza książka Läckberg. Jest na poziomie „Kaznodziei”, który zdecydowanie mnie rozczarował. Historia, jaka ciągnie się za morderstwem Marit sama w sobie jest bardzo pasjonująca i ciekawa, ale dodanie do tego jeszcze trupa z reality-show spowodowało, że nie byłam w stanie skupić się na głównym śledztwie. Znowu przez ¾ książki nie dzieje się nic, co by sprawiło, że chce się ją czytać. Robiłam to, bo zawsze kończę zaczęte książki jak i serie. Po prostu nie umiem inaczej.

Niestety rozczarowałam się, bo spodziewałam się czegoś więcej po „Kamieniarzu”, który był historią genialną i jak na razie najlepszą. „Ofiara losu” jest w dużej mierze przegadana i nie wnosi nic nowego. Jestem może trochę zaskoczona zakończeniem, ale nic więcej nie mogę dać na plus. Jest taka nijaka.
"Na szczęście są rzeczy, które równoważą zło, dając tyle energii, że ma się siłę ciągnąć to wszystko." ~ Camilla Läckberg, Ofiara losu, Warszawa 2012, s. 286.
OCENA: 5/10

Witajcie!
Jak u Was? Ja jutro wracam do pracy. Niestety byłam zmuszona udać się na L4, ponieważ rozłożyło mnie maksymalnie. Pozdrawiam kolegę z pracy! Myślałam, że przez te kilka dni pozwoli mi przeczytać serię House of Cards, ale nawet jej dobrze nie zaczęłam. Wolałam się lenić i oglądać seriale. 
Lady Spark

I przy okazji jakby ktoś jeszcze nie lubił mojej strony na Facebooku to zapraszam do polubienia ;) 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

piątek, 15 lutego 2019

554. Camilla Läckberg - "Kamieniarz"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Stenhuggaren
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Trzeci
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Akcja Kamieniarza, trzeciej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg również rozgrywa się Fjällbace. Jest październikowy poranek. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawiła na homary. Przy ostatnim coś się mocno zacina. Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, i nie myli się – w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną sprawę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i dlaczego zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...[1]

RECENZJA
Po bardzo rozczarowującym „Kaznodziei” z obawą sięgnęłam po „Kamieniarza”. Bardzo liczyłam, że drugi tom to po prostu wpadka i trzeci wróci na przyzwoity tor, bo spodobał mi się styl pisania Camilli.

W Fjällbace zostają znalezione zwłoki dziewczynki w morzu. Śledztwo trafia do Patrika i jego zespołu. Mężczyzna traktuje sprawę bardzo osobiście z dwóch powodów. Po pierwsze Sara była córką Charlotte, która jest najlepszą przyjaciółką jego partnerki Eriki, a po drugie dwa miesiące temu został ojcem córeczki Mai i nie może sobie przestać wyobrażać, że coś takiego mogłoby się przydarzyć jego dziecku. Po sekcji zwłok okazuje się, że to nie był nieszczęśliwy wypadek. W płucach Sary znaleziono słodką wodę i ślady mydła. Kto zabił dziewczynkę w wannie, a następnie chcąc upozorować wypadek wrzucił małą do morza. Jak sprawa małej Sary wiąże się z historią kamieniarza Andersa i jego nieszczęśliwego związku z Agnes z lat 20. XX wieku, który poznajemy równocześnie?

Polubiłam Patrika i jego styl bycia. Jednak nie mogę przekonać się do Eriki. W „Dziewczynie z lodu” (klik!) była sympatyczna. Od momentu zajścia w ciążę, a potem zostania mamą stała się nieznośna. Zachowywała się tak, jakby tylko ona na świecie nie radziła sobie noworodkiem. Jakby tylko ona siedziała z córka w domu, a jej partner pracował. Rozumiem też jej zachowanie, bo w obecnych czasach wszystkie mamy chcą pokazywać, że radzą sobie ze wszystkim, ale tak nie jest. Macierzyństwo nie jest proste i każda z mam ma prawo do gorszych momentów, bo nie wie, dlaczego jej dziecko płacze, bo maleństwo nie chce usnąć. To normalne! Jednak Erika robiła z siebie moim zdaniem męczennicę, bo urodziła dziecko i się nim zajmowała. Po prostu jej zachowanie było dla mnie mocno przerysowane. Dodatkowo irytują mnie koledzy Patrika z komisariatu. Ernst to śmierdzący leń, który uważa się za nie wiem jak super policjanta, a częściej działa na niekorzyść śledztwa niż pomaga. Gösta to maniak golfowy, który od czasu do czasu ma przebłysk i chce pomagać i jest zaangażowany w swoją pracę, ale podobnie jak Ernst robi wszystko, żeby się nie przemęczać. Na dodatek komendantem komisariatu jest, Mellberg, który został zdegradowany z bycia w policjantem w Göteborga za swoje drobne grzeszki i teraz każdą rozwiązaną sprawę przypisuje sobie w nadziei, że wróci na stare śmieci. Patrik może polegać tylko na Annice i na Martinie. Ta dwójka faktycznie jest zaangażowana w swoją pracę i chce pomagać ludziom, którzy zostali skrzywdzeni. Mam jednak żal do Läckberg, że nie stworzyła lepszego zespołu, aby pokazać, że w małych miejscowościach również są policjanci z powołania.

Od początku wiedziałam, że ten tom mnie porwie. Wystarczył mi do tego pięćdziesiąt stron książki. Strony same uciekały mi jak szalone. Byłam bardzo głodna tej historii i tego, kto zabił małą Sarę. Jaką tajemnicę skrywa w sobie jej rodzina? Pytań było jeszcze więcej, a autorce bardzo sprytnie szło unikanie dawania na nie odpowiedzi. Podobnie próbowała zrobić z „Kaznodzieją”, ale szło jej to zdecydowanie gorzej. W „Kamieniarzu” można śmiało stwierdzić, że zrobiła to po mistrzowsku. Do samego końca nie wiedziałam, kto zabił, chociaż jak patrzę z perspektywy czasu to autorka dawała subtelne sygnały, ale ja zafascynowana lekturą kompletnie je ignorowałam. Tu zostałam bardzo zaskoczona tym, kto zabił! To lubię!

Trzeci tom serii był dla mnie najlepszy. Przede mną jeszcze siedem i domyślam się, że pewnie trafią się słabsze od „Kamieniarza”, ale ogromnie liczę na to, że nie będą mnie za mocno rozczarowywać.

OCENA: 8/10

Witajcie! 
Jak się czujecie? 
Ja strasznie. Mam katar i ogólnie to powoduje, że jestem strasznie marudna. Cud, że mój partner jeszcze nie wysłał mnie listem poleconym do mamusi i nie kazał wracać jak już wyzdrowieję. Naprawdę się mną opiekuje! 
Uważajcie na pogodę oraz na chorych kolegów w pracy. U mnie właśnie taki jeden delikwent właśnie tak mnie załatwił!
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

niedziela, 10 lutego 2019

553. Camilla Läckberg - "Kaznodzieja"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Predikanten
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Drugi
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Akcja Kaznodziei, drugiej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg również rozgrywa się w Fjällbace, niewielkiej, malowniczo położonej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed skomplikowaną zagadką. Próbują odkryć, jaki związek może mieć morderstwo młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w Wąwozie Królewskim, ze sprawą zaginięcia dwóch dziewczyn przed dwudziestu pięciu laty. Prawda okazuje się okrutniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.[1]

RECENZJA
Pierwszy tom „Sagi p Fjällbace” byłby bardzo dobry, gdyby nierozczarowujące zakończenie, w którym moim zdaniem autorka mocno przesadziła. Dlatego trochę z mniejszym entuzjazmem podeszłam do tomu drugiego, bo obawiałam się, że autorka znowu wyskoczy z mordercą niczym królik z kapelusza.

W Wąwozie Królewskim zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Nie było przy niej żadnych dokumentów, a nawet ubrań. Zbrodnią wstrząsają dodatkowe dwa trupy, na których leżała ofiara. Trupy, które nie żyły minimum od dwudziestu pięciu lat. Sprawę prowadzi znany z poprzedniej serii Patrik Hedström, który musi na dodatek swój czas poświęcić ciężarnej ukochanej Erice.

Każda rodzina ma swoje głęboko skrywane tajemnice. W „Księżniczce z lodu” mieliśmy do czynienia z pokazaniem bogactwa i wpływów, które doprowadziły do nieszczęść i patologii, co zamieciono pod dywan z obawy przed wstydem i upokorzeniem oraz dla „większego dobra”.  W drugim tomie również mamy styczność z głęboko skrywanymi demonami, które podzieliły rodzinę Hultów i sprawiły, że jedna jej część rodziny była szanowana, a druga musiała chodzić ze spuszczoną głową i ledwo wiązała koniec z końcem.

Ogólnie bardzo podoba mi się to jak Läckberg kreuje swoich bohaterów, ale muszę zaznaczyć, że drugą część czytało mi się trochę gorzej. Dlaczego? Tak przez ¾ książki uważałam, że wlecze się ona jak flaki z olejem. Ekipa Patrika najpierw robiła krok do przodu, a potem dwa kroki w tył. To już w pewnym momencie zaczynało mnie męczyć. Dopiero ostatnie 100 stron książki zaczęło nadawać jej sens, ale to było dużo za późno.

Jeśli chodzi o mordercę to typowałam go od połowy książki, chociaż autorka cały czas próbowała mnie zmylić, ale nie udało się jej to. Wyjaśnienie medyczne, tego jak doszedł Patrik do tego, kto jest mordercą pozostawię bez komentarza. Nie znam się na medycynie i nie będę go podważać, ale z pewnością jest ono ciekawe i nie posądzam autorki o wprowadzanie nierealnych wątków.

„Kaznodzieja” był słabszy od pierwszego tomu. Bardziej ospały i mniej zachęcający do czytania. Nawet te ostatnie 100 stron nie zachęcają mnie do podniesienia oceny. Mam nadzieję, że ten tom był jednorazową wpadką autorki.

OCENA: 5/10

Witajcie! 
Jak zaczął się Wam luty? Mnie dobrze. Nie narzekam, chociaż jestem lekko przerażona, że minęło go już dziesięć dni! Wiem, że to zapowiedź tego, że miesiące zaczną mi za moment lecieć jak szalone!
U mnie dziś słoneczko, więc południem mam plan na spacer, a potem na jakiś serial :). Jak u Was z planami?
Lady Spark

[1] Opis pochodzi z okładki książki

sobota, 19 stycznia 2019

550. Camilla Läckberg - "Księżniczka z lodu"


AUTOR: Camilla Läckberg
TYTUŁ ORYGINALNY: Isprinsessan
SERIA: Saga o Fjällbace
TOM: Pierwszy
TŁUMACZ: Inga Sawicka
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Czarna Owca

OPIS
Gdy w spokojnym miasteczku Fjällbacka na zachodnim wybrzeżu Szwecji zostaje znaleziona martwa Alexandra Wijkner, wszystko wskazuje na to, że popełnia samobójstwo. Matka kobiety ma jednak wątpliwości i prosi przyjaciółkę córki z dzieciństwa pisarkę Erikę Falck, żeby przyjrzała się tej tragedii. Erika wspólnie z Patrikiem Hedstömem, kolegą z młodzieńczych lat, a obecnie policjantem, próbują rozwikłać sprawę. Wkrótce zaczynają podejrzewać, że śmierć Alex ma związek z mroczną tajemnicą z przeszłości.  [1]

RECENZJA
„Czarna Seria” Wydawnictwa Czarna Owca jest dość popularna. Włączana do tej serii jest w dużej mierze literatura skandynawska, a dokładniej kryminały i thrillery. Do tej pory ze skandynawskiej literatury poznałam cykl „Millennium” Stiega Larsona, więc w końcu postanowiłam zapoznać z drugą popularną serią z tego regionu, czyli z twórczością Camilli Läckberg.

Na zachodnim wybrzeżu Szwecji jest spokojne miasteczko Fjällbacka, gdzie każdy każdego zna. Pewnego dnia w jednym z domów zostaje znaleziona martwa Alexandra Wijkner. Wiele wskazuje na samobójstwo, jednak są osoby, które w to nie wierzą. Należy do nich Erika Falck, która przyjaźniła się z Alex w dzieciństwie, ale ich kontakt urwał się, gdy zamordowana wraz z rodzicami wyprowadziła się do Göteborga. Erika postanawia rozwiązać sprawę morderstwa przyjaciółki z dawnych lat, a pomaga jej w tym dawny adorator, a obecny policjant Patrik Hedstöm. Jakie tajemnice skrywała Alex? Czy kochała swojego męża? Jakie miała stosunki z młodszą siostrą Julią? Co ma wspólnego z Alex lokalny pijak o wielkim talencie malarskim? I przede wszystkim, kto zabił? Na te pytania Erika i Patrik muszą dopiero znaleźć odpowiedź.

O postaciach słów kilka… Erika mnie nie denerwowała. Była raczej osobo twardo stąpającą po ziemi i wiedzącą, czego chce. Dlatego nie mogła zrozumieć, dlaczego jej siostra Anna jest ze swoim mężem Lucasem. Ten człowiek to niezrównoważony psychopata. Bardzo mnie denerwował i najchętniej nakopałabym mu do czterech liter. Z klei Patrika oceniam, jako ciepłe kluchy. Jakoś nie pasuje mi na książkowego bohatera policjanta, który zapada w pamięć i człowiek go lubi. Jest nijaki, bezbarwny. Możliwe, że w kolejnych tomach się chłopak trochę rozkręci. Pozostali bohaterowie to postaci ciekawe, ale to, co zauważyłam, że posiadają sporo cech negatywnych. Nie miałam żadnego punktu zaczepienie żeby kogoś jakoś bardzo polubić. Mimo to książkę czyta się dobrze i przyjemnie.

Muszę przyznać, że książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i nie mogłam się od niej oderwać. Owszem jest coś, co mnie trochę denerwowało, a nawet odrobinę bardziej niż trochę. Nie podobały mi się relacje ukazane między Eriką i Patrikiem. Po prostu lepiej dla serii byłoby gdyby autorka ukazała ich, jako parę przyjaciół z dzieciństwa, a nie dwójkę napalonych na siebie ludzi.

Zauważyłam, że autorka nie trzyma się konsekwentnie raz przyjętej linii, co jest trochę przykre. Erika jest autorką biografii wiec kokosów nie zarabia (co jest podkreślone kilka razy w książce), ale na kolację z Patrikiem kupuje kawior, który jak wiemy trochę kosztuje. W jednym z akapitów Läckberg pisze, że Erika mistrzynią w kuchni nie jest, ale daje sobie radę z gotowaniem prostych potraw, a po chwili serwuje danie jak z pięciogwiazdkowej restauracji.

Skoro było kilka minusów to, co sprawiło, że połknęłam tę książkę? Otóż fabuła! Byłam nią zachwycona i chciałam ciągle czytać i czytać. Pomysł to zdecydowanie coś, co ratuje tę książkę przez większość stron. Niestety zakończenie mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś bardziej drastycznego, czegoś mrożącego krew w żyłach.

Myślę, że „Księżniczka z lodu” to dobry pierwszy tom. Nie fenomenalny, ale dający nadzieję na to, że autorka w pozostałych książkach zachwyci i zaskoczy czymś wielkim. Będąc blisko zakończenia chciałam dać mocną siódemkę, ale czytając rozwiązanie mój entuzjazm opadł i czułam się rozczarowana i trochę oszukana… Zdecydowałam się dać szóstkę, bo wierzę, że w kolejnych tomach autorka może mnie jeszcze pozytywnie zaskoczyć.

"Wspólne zamieszkanie, zaręczyny, ślub, dzieci, a potem wiele nakładających się na siebie powszednich dni. Aż któregoś dnia spojrzą na siebie i odkryją, że razem dożyli starości. To przecież niezbyt wygórowane życzenie." ~ Camilla Läckberg, Księżniczka z lodu, Warszawa 2012, s. 324.
OCENA: 6/10

Zapraszam Was na okres szwedzkiego kryminału na blogu ;). Właśnie kończę tę serię. Zostały mi 2 tomy, więc czas najwyższy wrzucać ich recenzję :)
Pozdrawiam,
Lady Spark
[1] Opis pochodzi z okładki książki