Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matthew Quick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matthew Quick. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2016

315. Luźna Sobota: Kreatywny Book Tag

1. Książka, w której bohater ma kolorowe włosy
Pierwsze, co przyszło mi do głowy to oczywiście Ania Shriley, kiedy to przefarbowała swoje rude włosy na zielony kolor. Ale ktoś mi powie, że poszłam na łatwiznę, bo ona tam tylko przez chwilę miała zielone włosy, więc do tego dodaję Nimfadorę Tonks z Harry’ego Pottera.

2. Książka, w której główny bohater potrafi śpiewać lub grać na jakimś instrumencie

Pierwsza książka jaka przyszła mi do głowy – a w zasadzie seria – to oczywiście „Zostań, jeśli kochasz”, bo zarówno Mia jak i Adam, grają na instrumentach, a chłopak nawet śpiewa. Druga książka to pierwszy tom serii The Last Regret, gdzie Mai i Kyler oraz przyjaciele zakładają rockowy zespół.

3. Książka, w której główny bohater się nie zakochał
Tu miałam ogromny dylemat, bo w moich książkach w zasadzie bohaterowie tylko się zakochują. Poszperałam jednak i znalazłam „Wybór Jasminy”, gdzie główna bohaterka tylko udawała swoje uczucia, a tak naprawdę nienawidziła go całym sercem, co doskonale rozumiałam.

4. Książka, która jest oparta na motywie baśni, bajki
Chciałam wybrać coś z książek, które przeczytałam, ale żadna się nie kwalifikuje do tego punktu, więc musiałam wybierać z tych, które mam, ale jeszcze nie przeczytałam. Padło więc na „Królestwo Łabędzi” Zoe Marrotti, której akcja oparta jest na podstawie baśni Hansa Christiana Andersena „Dzikie Łabędzie”

5. Książka, w której główny bohater jest buntownikiem
Znowu mam dwie serie. Pierwsza to „Igrzyska Śmierci”, gdzie mamy Katniss walczącą z reżimem autorytarnym i prześladowaniem ludzi wizją śmierci dzieci. Druga to „Niezgodna” i Tris, która walczy z systemem podziałów.

6. Książka, której bohater ma dziwne imię
Znowu do głowy przyszły mi tylko „Igrzyska Śmierci” i cała seria dziwnych tam imion. Od razu widać, że nie czytam fantastyki skoro coś z cyku Gale, Peta czy Prim jest dla mnie dziwnym. 

7. Książka o skomplikowanym tytule
Tytuł nie jest skomplikowany, ale dla mnie po prostu brzmi dziwnie. Mówię tu o pozycji Johna Greena „Gwiazd naszych wina”. Po polsku kompletnie mi to nie leży! Jakoś tak zgrzyta mi to w uchu i bym to inaczej ubrała. 

8. Książka, której akcja dzieje się w kosmosie
Nie czytuję fantastyki, ale poszperałam po Internetach i znalazłam pozycję dla młodzieży „Fobos” autorstwa Victor Dixen, którą chciałam kiedyś przeczytać, ale kompletnie o niej zapomniałam. I chyba już nie przeczytam, bo jakoś kompletnie odeszła mi ochota. 

9. Książka po której przeczytaniu postanowiłaś zmienić się na lepsze

Tu do głowy przyszła mi od razu pozycja „Poradnik pozytywnego myślenia”. Po prostu od tego momentu zaczęłam wprowadzać w swoje życie więcej pozytywnych myśli. Nie zawsze jest to proste, ale wiem, że nie zawsze w życiu to ja mam najgorzej, bo moje tragedie w porównaniu z innymi to pikuś. 



Ten Tag miałam w planach już od dłuższego czasu, ale nigdy nie mogłam się zmobilizować, aby go napisać. Znalazłam go na różnych blogach czy vlogach. Nie nominuję również nikogo oprócz mojej kochanej wspólniczki: Tea! Zaskocz mnie! 
Wiecie, co? Ten miesiąc pod względem czytelniczym wcale nie zapowiada się lepiej. Dopadła mnie choroba, na dodatek książki mi wcale nie podchodzą. Mam bardzo zły okres w czytaniu ostatnio. Przez osiem miesięcy pędziłam jak szalona z książkami, a teraz gwałtownie się zatrzymałam. Nie chcę czytać na siłę, bo ma mi to sprawiać przyjemność, a nie być przymusem. 
Trzymajcie się ciepło. Nie dajcie się grypie i dobrego weekendu.
Lady Spark 

czwartek, 13 października 2016

314. Quick tym razem nie na medal!

AUTOR: Matthew Quick
TYTUŁ ORYGINALNY: Boy 21
SERIA: Moondrive
TŁUMACZ: Joanna Dziubińska
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Otwarte

OPIS
Finley niewiele mówi. Odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Kocha dwie rzeczy. Pierwsza z nich to koszykówka – jest rozgrywającym w szkolnej drużynie. Druga natomiast – patrzenie w gwiazdy z Erin. Obie pozwalają mu zapomnieć o problemach, od których stara się uciec. Pewnego dnia trener zwraca się do niego z nietypową prośbą. [1]

RECENZJA
Jak do tej pory nie miałam żadnych zastrzeżeń do twórczości Matthew Quiclk’a. Wszystkie jego pozycje, z którymi miałam przyjemność się zapoznać oczarowały mnie. Miałam nadzieję, że również z Niezbędnikiem obserwatorów gwiazd będzie podobnie. Niestety, chyba miałam co do książki zbyt duże oczekiwania ponieważ historia  Finley’a w ogóle do mnie nie przemówiła.

Koszykówka jest dla Finley’a wszystkim. Grając w szkolnej drużynie ma nadzieję, że nowy rok szkolny będzie dla niego przełomowy i dobrą postawą w trakcie meczu zapewni sobie „bilet” do lepszego życia, z dala od miasta, w którym czekałaby go przyszłość bez żadnych perspektyw. W jego postanowieniu mocno wspiera go Erin, jego dziewczyna. Mimo zupełnie innych charakterów tworzą udany związek. Każdy ich dzień to godziny ciężkich treningów… aż pewnego dnia trener zwraca się do Finley’a z nietypową prośbą -musi pomóc pewnemu chłopakowi odnaleźć się w szkole. Niby nic wielkiego, ale nowy towarzysz głównego bohatera nie jest zwyczajnym nastolatkiem - upiera się, że pochodzi z innej planety i nazywa się Numer 21. 

Jestem w kropce.  Z jednej strony historia nie jest zła - pokazuje jak traumatyczne wydarzenia wpływają na psychikę młodych ludzi, a jednocześnie uczy, że przyjaźń pozwala przetrwać każdą burzę – z drugiej zaś jakoś nie mogłam się w niej odnaleźć. Nie porwała mnie na tyle, żebym nie mogła się od niej oderwać. Przez większość lektury akcja toczy się nieśpiesznie, żeby bliżej końca od razu wrzucić szósty bieg. Jak większość młodzieżówek, również i tutaj znajdziemy taki mały misz-masz – troszkę obyczajówki, troszkę romansu, troszkę poważniejszych tematów. Niemniej jednak sam schemat prowadzenia powieści zbliżony był do „Prawie, jak gwiazda rocka”. Ja czułam się zdeczka rozczarowana.

Jak do tej pory bardzo podobał mi się sposób kreowania przez autora bohaterów, tymczasem Finley był dla mnie jakiś taki… mdły. Nie mogłam wzbudzić w sobie nawet krzty sympatii dla niego. Rozumiem trudne dzieciństwo, nieciekawa sytuacja w domu, problemy w szkole, ale nie mogłam pozbyć się uczucia, że momentami nasz główny bohater zachowywał się jak frajer. Już Erin była zdecydowanie bardziej męska niż jej chłopak. Natomiast czytając o Numerze 21, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to taki Prot z K-Pax’a.

Został nam już tylko język i tutaj muszę po raz kolejny się powtórzyć - bardzo przypadł mi do gustu warsztat autora i mam wrażenie, że to najmocniejsza strona jego twórczości.

Czuję się zawiedziona.  Na cztery przeczytane książki Quicka Niezbędnik obserwatorów gwiazd wypadł najsłabiej. Sama nie wiem co mnie konkretnie zniechęciło – czy bohaterowie, którym trochę zabrakło wyraźniejszych rysów, czy sama historia, której niestety nie kupiłam. Co prawda warsztat autora nadal mnie zadziwia, ale w tym przypadku to jednak zdecydowanie za mało.

„Czujesz czasem, jakbyś nie był wewnątrz tą samą osobą, którą jesteś na zewnątrz?” ~ Matthew Quick, Niezbędnik obserwatorów gwiazd, Kraków 2014,  s. 165

OCENA: 6/10


Dzień dobry,
Dodaje szybko odcinek i uciekam do pracy. Zajrzę do Was jutro, Robaczki. Buziaczki, 
Tea

czwartek, 8 września 2016

301. Najważniejsze to nie tracić nadziei!


AUTOR: Matthew Quick
TYTUŁ ORYGINALNY: Sorta Like a Rock Star
SERIA: Moondrive
TŁUMACZ: Joanna Schoen
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Otwarte

OPIS
Siedemnastoletnia Amber Appleton mieszka w szkolnym autobusie z matką i psem. Traci grunt pod nogami, ale nie nadzieję. Należy do Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa, trenuje Chrystusowe Diwy z Korei i toczy zaciętą walkę z Joan Sędziwą. Myśli pozytywnie i zaraża innych swoją energią. Jest prawie jak gwiazda rocka. Bez kitu! [1]

RECENZJA
Po Poradniku pozytywnego myślenia oraz Wybacz mi, Leonardzie przyszedł czas na kolejną książkę z dorobku Quick’a. Tym razem mój wybór padł na Prawie jak gwiazda rocka.

Wśród osób wierzących bardzo często można spotkać się z opinią, że Bóg najbardziej doświadcza tych, których najmocniej miłuje. Każdy z nas nosi na barkach swój krzyż pod ciężarem, którego upada,  jednak miłość do Ojca w niebie oraz do bliźnich pozwala człowiekowi za każdym razem się podnieść. Amber wychodzi z tego samego założenia. Mimo mieszkania w Żółtku – szkolnym autobusie – i braku pieniędzy na wszystko panna Appleton się nie poddaje. Udziela się społecznie w kościele, domu seniora i szkole. Swoim optymistycznym podejściem do życia stara się zarażać wszystkich… jednak pewnego dnia jej świat wywraca się do góry nogami. Nic nie jest proste, a przywracanie nadziei innym jest ciężkie kiedy samemu przestaje się wierzyć w lepsze jutro.

Prawie jak gwiazda rocka zaliczane jest do książek młodzieżowych. Już sam termin literatura młodzieżowa pozwala czytelnikowi przypuszczać co takiego znajdziemy w środku – oczywiście musi być bohaterka – szara myszka oraz bohater – szkolny bożyszcze, którzy zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i mimo zazdrości i przeciwności tworzą udaną parę, a happy end jest po prostu nieunikniony. Brzmi znajomo? No właśnie! Niemniej jednak takiego rozwiązania na pewno nie znajdzie u Quick’a! Autor po raz kolejny wyszedł z przyjętych schematów i stworzył powieść nieszablonową, niosącą ze sobą pewną lekcje – dobro zawsze do nas wraca. Można upaść, można samemu zwątpić w siebie, ale nasi najbliżsi nigdy nie przestaną w nas wierzyć. Prawdziwi przyjaciele nigdy z nas nie zrezygnują i to jest piękne.

W lekturze nie znajdziemy zawrotnie pędzącej akcji. Wydarzenia dzieją się swoim własnym, powolnym rytmem co wcale nie oznacza, że całość nuży, wręcz przeciwnie. Mimo niezbyt szybkiego rozwoju fabuły, czytelnikowi cały czas towarzyszy napięcie i z niecierpliwością czeka jaki finał będzie miała historia nastolatka, a wymieszane w teraźniejszością retrospekcje umożliwiają lepsze poznanie głównej bohaterki. 

A jak już o Amber mowa to trzeba o niej powiedzieć coś więcej. Ogólnie zdecydowanie bardziej wolę kiedy przysłowiowe pierwsze skrzypce grają mężczyźni, niemniej jednak panna Appleton jest tak pozytywną osobą, że nie sposób jej nie polubić. Miała w sobie jakąś dziecięcą radość, którą z miejsca podbiła moje czytelnicze i bądź co bądź twarde serce. No i oczywiście jej pies! Boże jakie to cudowne cudo!

Jedyne, do czego mogę się przyczepić to zakończenie – troszkę przesłodzone i przez to trochę nierealne, ale muszę się przyznać, że czytając ostatnie strony, mimo wszystko, nie mogłam powstrzymać uśmiechu.

Został nam już tylko język i tutaj muszę po raz kolejny się powtórzyć - bardzo przypadł mi do gustu warsztat autora i mam wrażenie, że to naprawdę mocna strona jego twórczości.

Prawie jak gwiazda rocka  nie jest książką opowiadającą o bajkowym życiu nastolatki, gdzie jej największym zmartwieniem jest to z kim pójdzie na szkolny bal. Matthew Quick po raz kolejny stworzył nieszablonową historię, która urzeka czytelnika. To pewnego rodzaju lekcja o sile przyjaźni i nadziei, która potrafi przenosić góry. Ponad to losy Amber pokazują, że dobro zawsze do nas wraca i to z podwójną, a nawet potrójną siłą!


„Dla niektórych spraw trudno znaleźć wytłumaczenie lub ich przyczynę, więc kiedy się dzieją, nie ma sensu o nich mówić. I najlepiej za długo o tym wszystkim nie rozmyślać, bo wtedy odkrywa się, że życie nie ma sensu.” ~ Matthew Quick, Prawie jak gwiazda rocka, Kraków 2014, s.189

OCENA: 7/10


Dzień dobry,
przed pójściem do pracy wrzucam Wam nową recenzję i życzę miłego dnia! Dzisiaj po godzinach będę bawić się w Perfekcyjną Panią Domu – będę sprzątać, wycierać, odkurzać i myć – a potem pakuję się na weekend i jutro po pracy uciekam na trzydniowy biwak nad jeziorem! Dlatego też Was odwiedzę w następnym tygodniu. Pozdrawiam,
Tea

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

czwartek, 28 lipca 2016

283. Bo czasem samobójstwo wydaje się być jedyną drogą do ukojenia...

AUTOR: Matthew Quick
TYTUŁ ORYGINALNY: Forgive Me, Leonard Peacock
SERIA: Moondrive
TŁUMACZ: Jacek Konieczny
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Otwarte

OPIS
Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf! [1]

RECENZJA
Z twórczością Matthew Quicka do tej pory spotkałam się tylko raz, podczas czytania Poradnika pozytywnego myślenia. Wówczas byłam zachwycona zarówno stylem autora, jak i samą historią Pata, dlatego też z dużym entuzjazmem zasiadłam do lektury Wybacz mi, Leonardzie.

Leonard Peacock obchodzi swoje osiemnaste urodziny. Podczas gdy każdy jego rówieśnik marzy o fantastycznych prezentach i szalonych przyjęciach urodzinowych głowę Leonadra zaprząta coś zupełnie innego – chce wykonać swój plan zemsty na dawnym przyjacielu, poczym samemu skończyć swoją ziemską egzystencję. Jednak zanim rozliczy się z przeszłością, chce pozostawić osobom, które coś dla niego znaczyły, jakiś mały upominek po sobie. Kiedy przychodzi do szkoły, po ówczesnym zgoleniu swoich długich włosów, jest pewny swego i skrupulatnie, punkt po punkcie, wykonuje zadanie, które sam przed sobą postawił. 

Wybacz mi, Leonardzie zaliczane jest do książek młodzieżowych. Już sam termin literatura młodzieżowa pozwala czytelnikowi przypuszczać co takiego znajdziemy w środku – oczywiście musi być bohaterka – szara myszka oraz bohater – szkolny bożyszcze, którzy zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i mimo zazdrości i przeciwności tworzą udaną parę, a happy end jest po prostu nieunikniony. Brzmi znajomo? No właśnie. Na szczęście jeśli chodzi o twórczość Matthew Quicka to na pewno nie można powiedzieć, że autor tworzy historie błahe i przewidywalne. Wybacz mi, Leonardzie jest dla mnie obrazem bardzo kruchej psychiki młodego człowieka, który tak naprawdę nigdy nie zaznał prawdziwej miłości, opieki i zainteresowania jego osobą. Zawsze był sam, a jedyny kolega, którego uważał za przyjaciela, swoim zachowaniem jeszcze bardziej zdemolował świat Leonarda. Quicka w swojej książce porusza kwestie samobójstwa wśród nastolatków – zjawiska, które niestety coraz częściej można zaobserwować w dzisiejszych czasach. Dane o małoletnich, którzy jedynie w takim akcie samodestrukcji upatrują ratunku są przerażające! Przyprawiający o dreszcz jest również fakt jak często dorośli nie widzą bądź nie chcą widzieć tego co dzieje się z młodym człowiekiem i losy Leonarda boleśnie to prezentują. 

W lekturze nie znajdziemy zawrotnie pędzącej akcji. Wydarzenia dzieją się swoim własnym, powolnym rytmem co wcale nie oznacza, że całość nuży, wręcz przeciwnie. Mimo niezbyt szybkiego rozwoju fabuły, czytelnikowi cały czas towarzyszy napięcie i z niecierpliwością czeka jaki finał będzie miała historia nastolatka, a wymieszane w teraźniejszością retrospekcje umożliwiają jeszcze lepsze zapoznanie się z jego smutnym życiem. 

Leo, tak jak już wyżej wspomniałam, jest typowym outsiderem. Trzyma się na uboczu, nie jest lubiany, a jego kontakty z matką trudno nazwać nawet poprawnymi. Mimo młodego wieku nosi sporej wagi bagaż życiowych doświadczeń. Ma specyficzne poczucie humoru i odmienne niż rówieśnicy spostrzeganie otaczającej go rzeczywistości. Matthew Quicka starał się pokazać swoim czytelnikom co też dzieje się w psychice młodego człowieka, którego pozostawiono samemu sobie i w moim odczuciu wywiązał się z tego zadania bardzo dobrze. 

Sam warsztat autora, podobnie jak w Poradniku pozytywnego myślenia bardzo przypadł mi do gustu i mam wrażenie, że to naprawdę mocna strona jego twórczości. Jedyne, co mi przeszkadzało to dolne przypisy, które w większości mogłyby się śmiało znaleźć w ogólnym toku powieści, a nie być traktowane jako bonus. 

Reasumując, historia Leonarda poruszyła mnie do głębi i cieszę się, że Quicka po raz kolejny nie bał się wyjść poza obrane schematy i stworzyć coś nowego. Historia co prawda nie należy do najprzyjemniejszych, ale poruszany temat został potraktowany profesjonalnie, co niezwykle mnie cieszy. Ponadto, powieść niesie za samą promyk nadziei – czasem pomocą dłoń wyciągają ci, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali. 

„Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.” ~ Matthew Quick; Wybacz mi, Leonardzie; Kraków 2014; s. 105

OCENA: 8/10

Dzień dobry. W ten czwartkowy, pochmurny poranek życzę Wam dużo uśmiechu i dobrego dnia. Pozdrawiam,
Tea


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa Otwartego 

poniedziałek, 2 maja 2016

247. Bo najważniejsze to pozytywne myślenie, czyli "Poradnik pozytywnego myślenia"

AUTOR: Matthew Quick
TYTUŁ ORYGINALNY: Silver Linings Playbook
TŁUMACZ: Maria Borzobohata-Sawicka, Joanna Dziubińska  
ROK WYDANIA: 2013
WYDAWNICTWO: Otwarte   

OPIS
Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy Endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie zwariowana jak on Tiffany, prześladuje go piosenka Kenny’ego G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii!
Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel? [1]

RECENZJA
„Poradnik pozytywnego myślenia” jest pozycją, która jest zdecydowanie warta poświęconego jej czasu. Ja się w niej zakochałam od pierwszych stron. To, w jaki sposób autor poprowadził całość i jak pokazywał nam problemy osób, którym życie zwaliło się na głowę i które są przez społeczeństwo nie zawsze akceptowane jest godne polecenia.

Przejdźmy trochę do postaci i to, kim one są.

Kim jest Pat? Pat jest mężczyzną po trzydziestce, który ostatnie kilka lat spędził w Szpitalu Psychiatrycznym, który przez niego jest nazywany złym miejscem. Pat ma wspaniałą matkę, która chce mu przychylić nieba, ma również ojca, którego humory uzależnione są od wyników spotkań ulubionej drużyny. Ma również młodszego brata, który podobnie jak matka robi wszystko, aby wrócił do normalnego i samodzielnego życia. Pat chodzi na spotkania z terapeutą, który nie jest zwykłym terapeutą. On wysłuchuje go i doradza mu, a właśnie o to chodziło głównemu bohaterowi.

Poradnik pisany jest z perspektywy Pata - można powiedzieć, że jest to jakby jego pamiętnik. Dziecinna narracja na początku denerwował mnie, ale z czasem, gdy zagłębiałam się w lekturę czytałam jego zapiski z uśmiechem na ustach. Pat ma trochę myślenia dziecka, ale z drugiej strony jest optymistą, a dzieci są wiecznymi optymistami i nie myślą o złych rzeczach. Na dodatek im dalej w zapiski naszego bohatera tym większą przemianę w nim samym zauważamy. Już przestał być tylko dzieciakiem, ale powoli wychodzi z niego mężczyzna, przed którym jeszcze spora droga do pełnego zdrowia.

Kim jest Tiffany? Kobietą trochę starszą od Pata, która straciła pracę z powodu uzależnienia od seksu. Straciła męża i zgubiła równowagę psychiczną. Podobnie jak Pat ma terapeutkę, która pomaga jej wrócić do tego, co było przed śmiercią męża. Tiffany jest zwariowana i pokręcona, ale na swój sposób pozytywna. Wie, że aby pójść ze swoim życiem dalej należy zamknąć pewne złe i przykre etapy.

W książce jest wszystko od łez po śmiech, od smutku przez szczęście. Bohaterowie mają swoje problemy, ale mimo wszystko nie przestają myśleć pozytywnie i to jest w tej książce najpiękniejsze. Wierzą do końca w szczęśliwe zakończenie. I właśnie to jest chyba największe przesłanie całej tej powieści: po każdej burzy zawsze wschodzi słońce. I owszem nasze życia nigdy nie będą przypominały szczęśliwej komedii romantycznej, bo czasami będzie to dramat a czasem również tragedia czy też film akcji, ale warto wtedy zebrać się w sobie i pomyśleć, że w końcu i do nas uśmiechnie się los, bo tak jest zawsze, tylko my czasami musimy mu w tym pomóc, bo nic samo się nie dzieje.

Bez wątpienia dodam ją do listy książek ulubionych i pewnie nie raz do niej jeszcze wrócę. Jest to mądra, piękna i pełna pozytywnych myśli pozycja, którą polecać będę wszystkim, którzy będą chcieli.
"Bywa, że podczas zachodu słońca nie ma żadnych chmur - jak na przykład wczoraj - i kiedy spoglądam w niebo, do mojej czaszki wdziera się pomarańczowym ogień, który mnie oślepia. Jest niemal tak samo przyjemny jak widok chmur, ponieważ on także piecze i sprawia, że wszystko wygląda zachwycająco" ~ Matthew Quick, Poradnik pozytywnego myślenia, Kraków 2013, str. 26.
OCENA: 8/10

Jak widzicie zarówno mnie jak i Tea podobała się bardzo ta książka ;).
Link do recenzji Tea: 138. Aaaaaa… O-R-Ł-Y! ORŁY!

[1] Opis pochodzi z okładki książki

wtorek, 9 czerwca 2015

138. Aaaaaa… O-R-Ł-Y! ORŁY!

AUTOR: Matthew Quick,
TYTUŁ ORYGINALNY: The Silver Linings Playbook
TŁUMACZ: Maria Borzobohata-Sawicka, Joanna Dziubińska
ROK WYDANIA: 2013
WYDAWNICTWO: Otwarte

OPIS
Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. (Fakt, że Pat spędził kilka lat w zakładzie dla psychicznie chorych nie jest chyba wielkim zaskoczeniem). Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Nikt nie chce rozmawiać z nim o Nikki, jego ukochane Orły przegrywają kolejne mecze, a ojciec twierdzi, że Pat przyniósł pecha drużynie. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie stuknięta jak on Tiffany, prześladuje go Kenny G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel? [1]

RECENZJA
O „Poradniku pozytywnego myślenia” słyszałam już nie raz, nie dwa. Książka od pewnego czasu za mną chodziła i w końcu przyszedł czas, abym również i ja przekona się o fenomenie lektury stworzonej przez Matthew Quicka. W sumie zasiadając do czytania nie miałam jakiś górnolotnych wymagań i z tego powodu bardzo się cieszyłam. Chciałam jedynie spędzić miło czas z odprężającą literaturą, która miała wywołać na mojej twarzy uśmiech. Po zapoznaniu się z treścią mogę śmiało powiedzieć, że coś takiego dostałam, a „Poradnik pozytywnego myślenia” został przeze mnie okrzyknięty przyjemną książką.

„Poradnik pozytywnego myślenia” można byłoby troszkę przypisać pod pamiętnik – zbiór różnych, osobistych zapisków Pata. Jako były pacjent szpitala psychiatrycznego nasz bohater powoli wychodzi na prostą i musi stawić czoła rzeczywistości. „Złe miejsce”, jak „pieszczotliwie” wyraża się o szpitalu Pat, wywarło na nim takie wrażenie, że za wszelką cenę nie chce tam wracać z powrotem. Dlatego też postanawia walczyć o swoje lepsze życie, a przede wszystkim nawet na chwilę nie chcę wyłączyć pozytywnego myślenia! W końcu musi się zmienić, aby jego ukochana żona Nikki, do niego wróciła! W poprzednim „życiu” był dla niej niedobrym mężem, ale przecież teraz wszystko się zmieniło! Wyszedł ze szpitala, eliminuje swoje stare nawyki, wziął się za siebie i ostro ćwiczy, bierze kolorowe pastylki i regularnie chodzi do swojego terapeuty, który swoją drogą okazuje się być kibicem tej ulubionej drużyny Pata – Orłów. Wydawać by się mogła, że teraz wszystko musi po prostu się dobrze skończyć, a „rozłąka” z Nikki jest już bliska zakończeniu! Przecież, oprócz oryginalnego terapeuty Pat ma również po swojej stronie matkę, młodszego brata i dawnego przyjaciela – z takim team’em nie ma innego wyjścia, jak tylko sukcesywnie iść do celu. Niemniej jednak oprócz tych „dobrych duszków” mamy również osobę, która mimo tego, że jest tak ważna w życiu naszego bohatera, na dobrą sprawę jest tak wycofana i nieobecna. Mowa tutaj oczywiście o ojcu, który swoją, miejscami wręcz zaborczą, postawą wcale nie ułatwia synowi zadania. Mimo to Pat nie zamierza się poddać! W końcu film, w którym gra rolę pierwszoplanową, będzie miał szczęśliwe zakończenie! I kiedy wszystko wydaje się być już takie proste drogi Pata, dzięki „pomocy” przyjaciela krzyżują się z Tiffany – pewną jeszcze młodą, ładną kobietą po przejściach. Nic już nie jest takie oczywiste, ale grunt to pozytywne myślenie! Powiedzmy sobie szczerze, fabuła wcale nie wydaje się zachęcająca, ale na szczęście w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Chociaż nie mamy tutaj niewiadomo jak dynamicznej akcji na pewno przy książce nie można się nudzić. Czytając o przygodach Pata, sami przenosimy się w jego świat – chodzimy z nim na mecze, ćwiczymy w domowej siłowni i uczestniczymy w spotkaniach terapeutycznych. Nie znajdziemy tutaj szaleńczych pościgów (no chyba, że wspomnimy o codziennej rywalizacji bohatera z Tiffany), krew nie leje się ulicami, a w każdy rogu nie czai się morderca. Pomimo, że „Poradnik pozytywnego myślenia” w ogóle nie mieści się w moich ulubionych „czytelniczych klimatach” to muszę przyznać, że spędziłam przy nim naprawdę sympatyczne chwile, o których będę jeszcze przez dłuższy czas pamiętać.

Ale jak już omówiliśmy trochę sprawę fabuły to przechodzimy do bohaterów! Na początku przypatrzymy się bliżej Patowi. Jaki on jest? Od razu nasuwa mi się na myśl słowo – sympatyczny! Bo właśnie taki wydaje się być. Nie sposób go nie lubić i choćby nie wiem co naprawdę nie można się na niego długo gniewać. Co prawda czasem, swoim rozumowaniem, przypominał mi pięciolatka, ale to wszystko było jakieś takie… urocze, że nie mogłam się nie uśmiechnąć (klękajcie narody! zapisujcie to w kalendarzach na czerwono – TEA SIĘ ROZCZULA!). Poza tym Pat ma swój świat i swoje klocki, a przebywając w nim stara się jak najmniej przeszkadzać innym i to się naprawdę ceni. Ponadto, jest  dosyć nietuzinkowy, a to w połączeniu z resztą, sprawia, że naprawdę jest postacią niezwykle intrygującą. Podobnie zresztą jak Tiffany, chociaż ta wydaje się być zupełnie inna niż Pat. Zamknięta sobie, bardzo ambitna i perfekcyjna w tym co robi zdaje się budować dookoła siebie mur, który jest nie do przejścia. Jest kobietą bardzo specyficzną, ale to sprawiało, że od początku naprawdę ją polubiłam. Przeżyła swoją własną tragedię, ale nie zadręczała tym nikogo, sama dzielnie starała się z tym walczyć, chociaż wyrzuty sumienia powoli ją niszczyły. Czasami miałam wrażenie, że Quick na siłę i chce z niej zrobić taki książkowy przykład „zimnej suki” jednak, kiedy poznajemy całą jej historię widzimy, że to wszystko to tylko pozory. Mimo wszystko Tiffany zgarnęła moją sympatię, czego nie mogę powiedzieć o „Jestem-Idealną-I-Pokrzywdzoną-Przez-Wszystkich-A-Szczególnie-Przez-Pata-Nikki”!

No i został nam jeszcze styl. Bardzo fajny, prosty w obiorze, pozbawiony jakiś arcytrudnych zwrotów! Po prostu nie mam się do czego przyczepić!

Żegnając się z Patem przyznaję jego historii mocne osiem punktów. Myślę, że ocena będzie adekwatna do moich odczuć po zapoznaniu się z lekturą. „Poradnik pozytywnego myślenia” odebrałam bardzo dobrze, ale jednak czegoś mi brakowało (z pewnością tej lejącej się ulicami krwi i mordercy z siekierą skrywającego się gdzieś w ślepym zaułku!).

„Pamiętaj, przyszłość zaczyna się dziś.” ~ Matthew Quick, Poradnik pozytywnego myślenia, Kraków 2013, s. 311

OCENA: 8/10


Trochę czasu minęło, ale również i ja dotarłam do „Poradnika pozytywnego myślenia”. A Wy znacie już historię Pata? Jak ją wspominacie?


[1] Opis pochodzi z tyłu książki