Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Candace Camp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Candace Camp. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 maja 2017

399. Dobry romans nie jest zły!


AUTOR: Candace Camp
TYTUŁ ORYGINALNY: Indiscreet
TŁUMACZ: Wojciech Usakiewicz
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: HarperCollins

OPIS
Lord Benedict Wincross i panna Camilla Ferrand od chwili poznania serdecznie się nie znoszą. Mimo wzajemnej niechęci, szybko zdaję sobie sprawę, że ich przypadkowo zawarta znajomość może być korzystna dla obojga.

Camilla potrzebuje mężczyzny, który tworzy szyłby jej podczas pobytu w domu dziadka. Pragnie, by starszy pan uwierzył, że jest zaręczona i nie martwił się dłużej o przyszłość wnuczki. Dla Benedicta to wspaniała okazja, by bez podejrzeń dostać się do rodzinnej posiadłości Camilli Ma nadzieję wytropić ta niebezpieczny spisek, który stanowi zagrożenie dla kraju.

Para zawiera układ. Będą udawać kochających się narzeczonych. Realizując każde swój cel, Benedicta i Camilla coraz dalej brną w kłamstwa. Są pewni, że po skończonej maskaradzie już nigdy się nie spotkają. Pochłonięci odkrywaniem swoich ról nie zauważają jednak, jak rodzi się między nimi prawdziwe uczucie... [1]

RECENZJA
Po serii trudnych tematycznie lektur, które ostro wkradały się w mój umysł postanowiłam sięgnąć po romans. Coś banalnego, coś gdzie po prostu nie będę się angażować w wojnę, komunizm i tak dalej. Dlatego lektura Candace Camp wydawała mi się idealna, bo cóż może być trudnego w udawanej miłości dwójki nienawidzących się osób? Nic! Dlatego ze spokojem serca po prostu czytałam i przygotowywałam swój umysł na kolejne trudniejsze pozycje, które piętrzyły się w kolejce po „Mistyfikacji”

Camilla Ferrand jedzie do Chevington Park, gdzie mieszka jej dziadek. Młodą kobietę trapi jeden problem. Otóż powinna przywieźć ze sobą do dworu dziadka narzeczonego, którego opisywała w listach, ale no właśnie… on po prostu nie istnieje. Camilla po prostu go wymyśliła. Przez przypadek trafia na Benedykta Wincrossa, który zgadza się grać rolę jej narzeczonego, bo dzięki temu łatwiej mu będzie dostać się do jej rodzinnego domu, a co za tym idzie zdobyć potrzebne informacje. Więcej nie napiszę, bo możecie się domyślać, co dzieje się dalej, a jak nie to przeczytajcie opis. Zaspojleruje Wam wtedy połowę powieści, za co książka ma obniżoną ocenę.

Jest to typowy romans, ale bardzo dobrze mi się go czytało. Autorka ma lekkie pióro i przez strony się płynie. Owszem są lekko irytujące sceny, są pewne błędy, ale ta lektura miała mnie przede wszystkim zrelaksować. I to zrobiła. Nie wymyślałam, po co Benedict chce dostać się do domu dziadka swojej niby narzeczonej, bo wiedziałam, że za chwilę to wszystko się wyjaśni.

Mam zarzut do polskiej korekty, bo literówek na samym początku jest od groma. Apeluję do wydawnictw, aby bardziej się do tego przykładały, bo błędy psują radość czytania. Nawet w przypadku romansu.

Podoba mi się okładka jest klimatyczna i idealnie oddaje atmosferę powieści, a drugą rzeczą są ozdobniki przy rozdziałach. Uwielbiam takie rzeczy, ale oczywiście nie wymagam tego w każdej książce. Jednak, gdy już są to doceniam je.

Mimo, że jest to typowy romans to nie chciałam go kończyć. Ogromnie mi się podobał! Świetnie się przy nim bawiłam. Dużo się śmiałam sama do siebie, aż dziw bierze, że nikt z rodziny nie zawołał panów z kaftanem. Nawet żałowałam jak się skończyła. Tea świadkiem!

"Na tym polega kłopot większości mężczyzn. Pozwalają, by kobieta ujęła ich urodą, a nie cechami, które mają znaczenie, takimi jak inteligencja, lojalność czy odwaga." ~ Mistyfikacja, Candace Camp, Warszawa 2011, s. 222.
OCENA:  8/10

Przepraszam, że nie było mnie na Waszych blogach :(. Ja... Moje życie mnie zaskoczyło. Postaram się być w najbliższy weekend. Pogodnego tygodnia,
Lady Spark


[1] Opis pochodzi ze skrzydełek książki

sobota, 1 kwietnia 2017

382. Luźna Sobota: Podsumowanie marca i TBR na kwiecień!

LADY SPARK
Gdyby nie fakt, że jestem osobą obowiązkową, gdyby nie fakt, że lubię robić wszystko tak jak zaplanowałam i gdyby nie fakt, że jestem perfekcjonistką to olałabym swoją część podsumowania i TBR-aru i po prostu zakopała się pod kołdrą. Wyrywanie ósemek boli. A one jeszcze mszczą się po wszystkim gorączką, bólem i brakiem chęci na wszystko. No nic postanowiłam się zmusić i popatrzeć, co ja przeczytałam do tej pory. Marzec czytelniczo był dobry, a nawet bardzo dobry. Z racji tego, że przeczytałam 5 książek czuję się szczęśliwa.

1. "Chwila na miłość" Joanna Stovrag (368 stron) [2,6 cm] 10/10
Długo oczekiwana książka i warta była tego wszystkiego. Była we mnie każdą stroną, każdym wspomnieniem autorki. Trochę mi żal, że nie czytałam jej przed pracą licencjacką, ale no mówi się trudno i idzie się dalej. Dobrze, że w ogóle ją dostałam, bo wrócę do niej z pewnością nie raz.
2. "Rodzina O." Ewa Madeyska; seria: "Rodzina O," #1 (544 strony) [3,5 cm] 8/10
Przyznam, że okładka nie mówiła nic. Opis nie mówił nic. Wzięłam, bo lubię wyzwania. Nie żałuję. Czasy PRL-u idealnie oddane. Rodzinne tajemnice, postępowanie tak, aby ludzie nie plotkowali, żeby wstydu w małym mieście nie było. I ta końcówka! Istna jazda bez trzymanki.
3. "Mistyfikacja" Candace Camp (450 stron) [3,3 cm] 8/10
Nie spodziewałam się, że mogę tak dobrze bawić się przy zwykłym romansie historycznym. A ja proszę Państwa nie chciałam tego kończyć. Bohaterowie ciekawi, cała fabuła też, chociaż nie skupiałam się na tym, bo wiedziałam, że zaraz wszystko dostanę na tacy. Miałam się zrelaksować przed kolejną trudną serią i to zrobiłam.
4. "Łzy księżniczki" Jean Sasson; seria "Księżniczka Sułtana" #4 (432 strony) [3,4 cm] 7/10
Klimaty muzułmańskie są mi znane, to wiecie. Dlatego też chętnie sięgam po książki z tej tematyki, bo próbuję zrozumieć wyznawców tej religii. Tutaj poznajemy Księżniczkę Sułtanę, która walczy o prawa kobiet w Arabii Saudyjskiej, która jest jedynym państwem, gdzie kobiety nie mogą prowadzić samochodu. Oddaję szacunek Sułtanie, ale jednocześnie uważam, że przez swoje bogactwo jest mocno rozpieszczona i tym, że pomaga próbuje o tym zapomnieć.
5. "Sekrety księżniczki" Jean Sasson; seria "Księżniczka Sułtana" #5 (400 stron) [3,0] 6/10
Ten tom był ciężki. Nie wiem dlaczego, ale bardzo się nudziłam jego czytaniem. Historie opisane po łebkach z wyjątkiem trzech. O kobietach Pakistanu kilka stron... A Sułtana co chwila chwaliła się tym jaka jest bogata i przekonywała, że wcale tego nie potrzebuje, więc ja się pytam: na co jej w takim układzie wielkie akwarium albo mini Morze Czerwone?

Łączna liczba stron: 2194
Średnia liczba stron dziennie: 70
Najgorsza książka marca: ---
Najlepsza książka marca: "Chwila na miłość" Joanna Stovrag
Największe zaskoczenie marca: "Rodzina O." Ewa Madeyska
Największe rozczarowanie marca: ---

TBR
W sumie to TBR się nie zmienia bardzo, ale skoro taka nasza tradycja to wrzucę raz jeszcze ;):
  • "Szukając Alaski" - John Green - Podejście do Greena nr 2. Oby bardziej udane niż pierwsze.
  • "Bliżej słońca" - Richard Paul Evans - Kto czytał recenzję "Szukając Noel" wie, że kocham Evansa i pretenduje do grona moich ulubionych pisarzy. Mam nadzieję, że ta książka również mnie zaczaruje. 
  • "Diabeł ubiera się u Prady" - Lauren Weisberger - Chyba większość z czytelników widziała film lub chociaż kojarzy produkcję. Postanowiłam przeczytać skoro ja już praktycznie nic nie pamiętam. 
  • "Bracia Kliczko" - Leo G. Linder - Zamiłowanie do oglądania sportu odziedziczyłam po dziadku jako jedyna z wszystkich jego wnuków i wnuczek. Na boksie się nie wyznaje, ale starszy z braci Kliczko jest merem Kijowa i w sumie chcę się bardziej dowiedzieć, co nakłoniło go, aby  po zakończeniu kariery sportowca został politykiem
TEA
Uwaga! Uwaga! Stało się! Po raz pierwszy w tym roku  nie dość, że przeczytałam wszystkie zaplanowane książki, to również udało mi się podgonić jedną lekturę! Oby kwiecień był równie owocny, chociaż wiem, że to będzie dosyć intensywny miesiąc. No, ale do odważnych świat należy! A teraz nie przedłużając, zapraszam do podsumowania.

1. "Oblany test" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans, seria 'Sebastian Bergman' #5 (440 stron) [3,3 cm] 8/10
Oblany test to jak dla mnie najlepsza część z całego cyklu. Świetnie skonstruowana fabuła, wyraziści bohaterowie (pamiętacie, że nie liczymy tutaj Vanji, prawda?), dynamiczna akcja, czyli jednym krótkim stwierdzeniem – świetny kryminał. I do tego wszystkiego jeszcze ta końcówka! Jak autorzy mogli mi to zrobić?! No jak?! 
2. "Wakacje nad Adriatykiem" Zofia Posmysz (320 stron) [2,9 cm]
Wakacje nad Adriatykiem to lektura wymagająca. Narracja, prowadzona w pierwszej osobie, przeskakuje w czasie i można się w tym troszeczkę pogubić, ale to tylko chwilowe. Po przeczytaniu większej ilości stron można zauważyć pewną zależność – fragmenty odnoszące się do obozowej rzeczywistości to czasem jedno zdanie zajmujące całą stronę, z kolei teraźniejszość to zdania krótsze, poprawniejsze. Ta „przeszłość” tylko z pozoru wydaje się być chaotycznym zlepkiem myśli… bo przecież właśnie tak wyglądają nasze własne podróże w czasie – nieułożone, nieuporządkowane, ale przez to chyba jeszcze bardziej dające do myślenia. 
3. "Był sobie pies" W. Bruce Cameron (391 stron) [2,5] 7/10
Był sobie pies to naprawdę ciepła, mądra książka, do której ja jeszcze na pewno nie raz wrócę. Bailey na dobre zadomowił się również w moim serduchu i nie zamierza się stamtąd ruszać. Nawet jeśli lektura jest przesłodzona i infantylna to w tym konkretnym przypadku to mi zupełnie nie przeszkadza no bo wiecie… ten świat jest naprawdę pomerdany!
4. "Fak maj lajf" Marcin Kącki (317 stron) [2,3 cm] 7/10
Fak maj lajf nie jest lekturą dla wszystkich. To książka brudna, brutalna, oddająca szarą rzeczywistość, ale przy tym wszystkim jest naprawdę dobra. Marcin Kącki wykreował bohaterów mocnych, wyrazistych, którzy są zobrazowaniem najgorszych ludzkich cech i pobudek. Jeśli nie boisz się pobrudzić, to koniecznie daj szansę debiutanckiej powieści autora!

5. "Dziewczyny z Solidarności" Anna Herbich, seria'Historie prawdziwe' (366 stron) [3,3 cm] 7/10
Lektura autorstwa Anny Herbich, w moim odczuciu, jest niezwykle potrzebną i ciekawą książką. To świadectwo kobiet, które na własnej skórze poznały, czym groziło niezgadzanie się z władzą ludową. Każda z jedenastu przedstawionych historii jest interesująca i pouczająca. Muszę się przyznać, że sama byłam na siebie zła, że o niektórych bohaterkach książki nigdy wcześniej nie słyszałam. Te kobiety pokazały, że na równi z mężczyznami walczyły, nawet, jeśli nie z bronią w ręku to ich wkład w wolną Polskę jest równie wielki. Polecam! Gorąco polecam! 
Łączna liczba stron: 1834
Średnia liczba stron dziennie: 59
Najgorsza książka marca: ---
Najlepsza książka marca: "Wakacje nad Adriatykiem" Zofia Posmysz
Największe zaskoczenie marca: "Fak maj lajf" Marcin Kącki
Największe rozczarowanie marca: ---

TBR


  • Cykl "Zastępy Anielskie" (Żarna niebios, Siewca wiatru, Zbieracz Burz. Tom I, Zbieracz Burz. Tom II, Brama Światłości) Maja Lidia Kossakowska - kilka lat temu przeczytałam trzy części tej serii i byłam oczarowna! Z wielką przyjemnością poznam całość! 

  • Jednocześnie postanowiłam zapoznać się z jedną z największych "cegieł" w mojej biblioteczce, mianowicie z "Klasyką poezji polskiej. Od średniowiecza do współczesności". Mam jednak takie przeczucie, że dopiero w maju zapoznam się z całością.

sobota, 4 lutego 2017

362. Podsumowanie pierwszego miesiąca roku 2017 + TBR na luty!

LADY SPARK
Pierwszy miesiąc roku, a ja już mam sześć książek za sobą, ale to wszystko z powodu braku pracy. Na szczęście od lutego wszystko wróci do normy, co mnie osobiście bardzo cieszy. Mam nadzieję tylko, że reszta roku będzie w miarę dobra i nie powtórzy się sytuacja z jego początku, bo na obecny moment potrzebuję po prostu spokojnego trybu: praca-dom, praca-dom i tak ciągle, bo moje zdrowie poważnie podupada przez to co się u mnie dzieje. No, ale przejdźmy do podsumowania, gdzie pierwszy i ostatni raz w tym roku widzicie sześć książek przeczytanych przeze mnie.


1. "Słodka morska bryza" Barbara Delinsky (464 strony) 6/10
Powieść obyczajowa, która nie zaskakuje ani fabułą, ani zakończeniem, ale jednocześnie jest pełna emocji i bardzo przyjemna w odbiorze, a pod koniec bije z niej ogromne ciepło. Ja polubiłam styl autorki, który jest przystępny i pozwala czytelnikowi się rozluźnić podczas czytania.
2. "Minaret" Leila Aboulela; seria "Kobiety Orientu" (336 stron) 7/10
Tematyka arabska nigdy nie jest łatwa i przyjemna. To zawsze trudny temat i mało rozumiany przez ludzi wychowanych w cywilizacji zachodniej. Jednak uważam, że warto czasem zapoznać się z tym, jak ci ludzie myślą, jak żyją i jaka jest ich przeszłość, bo to bardzo często ułatwia spojrzenie na to dlaczego nagle, w sposób gwałtowny zwracają się ku islamowi z większą mocą niż do tej pory i stają się radykałami.
3. "Letnie rozkosze" Nora Roberts (480 stron) 3/10
Nie jestem rozczarowana oceną. Spodziewałam się czegoś takiego. Po "Minarecie" musiałam wziąć coś lżejszego, bo inaczej mogłabym wpaść w błędne koło i nie wyjść z niego za szybko. Dwie powieści w jednej książce. Nic to cudo ni to gniot.
4. "Dziewczyny wyklęte" Szymon Nowak (530 stron)  5/10
Książka, która jest największym rozczarowaniem stycznia. Dlaczego? Bo styl autora pozostawia za dużo do życzenia. Gdyby wyciąć fragmenty, gdzie pozwala sobie na wchodzenie w psychikę postaci, gdy opisuje iskrzący się śnieg czy gwiazdy nocą to ta książka byłaby rzetelnym zbiorem szesnastu Polek, które przeszły piekło w świecie komunistycznej Polski. Jednak te całe opisy, które miały ułatwić mi czytanie tylko mnie rozpraszały i wybijały z rytmu. Mimo to jest to książka trudna i bolesna, bo ja nie byłam wstanie przeczytać więcej niż dwóch czy trzech postaci jednego dnia. Moja psychika tego po prostu nie wytrzymywała.
5. "Gama uczuć" Maria Rodziewiczówna (64 strony) 4/10
Cztery krótkie nowelki, które czekały na swoje przeczytanie. Nie przeczytałam tego w dwa dni, bo mają w sobie głębsze przesłanie, ale też mnie nie porwały.
6. "Sekretna szkatuła" - Martin Langfield (508 stron) 1/10
O Boże! Co to za droga przez mękę i piekło. Płaczę, bo tyle drzew straciło swoje życie, żeby ta książka mogła powstać! Nigdy nie powinna. Bełkot wariata i nic więcej. Nic dziwnego, że autor nic więcej do tej pory nie wydał i mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi, bo to byłoby coś okropnego. Thriller New Age? A ja się pytam co to jest? Gdzie jest wyjaśnienie tego pojęcia? Próbowałam znaleźć w internetach, ale tylko wyskakiwała mi piosenka jakiegoś zespołu. Oj, dawno nie dałam książce najniższej oceny. Langfield ma szczęście tylko, że to nie jest moja pierwsza książka w tym roku, bo bym była mocno zmartwiona o jakoś następnych, bo jaka pierwsza książka w roku taki cały rok!

Łączna liczba stron: 2382
Średnia liczba stron dziennie: 77
Najgorsza książka stycznia: "Sekretna szkatuła" - Martin Langfield 
Najlepsza książka stycznia: "Minaret" Leila Aboulela; seria "Kobiety Orientu"
Największe zaskoczenie stycznia: "Słodka morska bryza" Barbara Delinsky
Największe rozczarowanie stycznia: "Dziewczyny wyklęte" Szymon Nowak (chodzi mi o styl autora, który psuje odbiór pozycji)


TBR
  • "Diabeł ubiera się u Prady" - Lauren Weisberger - Chyba większość z czytelników widziała film lub chociaż kojarzy produkcję. Postanowiłam przeczytać skoro ja już praktycznie nic nie pamiętam. 
  • "Bliżej słońca" - Richard Paul Evans - Kto czytał recenzję "Szukając Noel" wie, że kocham Evansa i pretenduje do grona moich ulubionych pisarzy. Mam nadzieję, że ta książka również mnie zaczaruje. 
  • "Mistyfikacja" Candace Camp - Coś lekkiego zawsze musi być, żeby nie przesadzić z kalibrem książek. 
  • "Bracia Kliczko" - Leo G. Linder - Zamiłowanie do oglądania sportu odziedziczyłam po dziadku jako jedyna z wszystkich jego wnuków i wnuczek. Na boksie się nie wyznaje, ale starszy z braci Kliczko jest merem Kijowa i w sumie chcę się bardziej dowiedzieć, co nakłoniło go, aby  po zakończeniu kariery sportowca został politykiem. 


TEA
Cóż początek roku niestety nie jest powalający jeśli chodzi o moje czytelnicze wyzwanie. Miało być książek pięć... są tylko trzy. Niemniej jednak, patrząc na to, że styczeń był bardzo intensywnym miesiącem, zwłaszcza pierwsza jego połowa, jestem zadowolona z tego, że w ogóle udało mi się przeczytać więcej niż jedną książkę. Oby w lutym było lepiej! Pozdrawiam.
1."Ciemne sekrety" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans, seria 'Sebastian Bergman' #1 (488 stron) [3,7] 7/10
Ciemne sekrety to całkiem dobre wprowadzenie do serii. Mamy bardzo ciekawą fabułę, dynamiczną akcję i co prawda trochę „oklepanego”, niemniej jednak mimo wszystko interesującego głównego bohatera. Już nie mogę się doczekać kolejnych części historii, więc od razu zabieram się za Ucznia!
2. "Uczeń" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans, seria 'Sebastian Bergman' #2 (580 stron) [4.4 cm] 7/10
Drugi tom cyklu o Sebastianie trzyma równy, dobry poziom. Sama historia niesamowicie wciąga i z ogromną ciekawością i nieukrywaną radością czytelnik daje się wciągnąć w sieć intryg i wątków, które serwują autorzy. Moja przygoda z policyjnych psychologiem jeszcze się nie skończyła i już nie mogę się doczekać kolejnych części!
3. "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz & Michał Wójcik (413 stron) [3,6 cm]
W tej konkretnej recenzji postanowiłam, że nie będę posiłkowała się skalą punktową. Uważam, że Królestwo za mgłą jest pozycją, którą zasługuję na poświęcony jej czas, uwagę i w żadnym wypadku nie powinna była być brana pod jakąkolwiek skalę. To książka, którą trzeba przeczytać po to, żeby nie zapomnieć…
Łączna liczba stron: 1441
Średnia liczba stron dziennie: 46
Najgorsza książka stycznia: ---
Najlepsza książka stycznia: "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz & Michał Wójcik
Największe zaskoczenie stycznia: "Ciemne sekrety" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans
Największe rozczarowanie stycznia: ---

TBR

  • "Grób w górach"/"Niemowa"/"Oblany test" Hjorth Michael & Rosenfeldt Hans - kolejne części serii o Sebastianie Bergmanie
  • "Dziewczyny z Solidarności" Anna Herbich - tej pozycji jestem bardzo ciekawa, więc mam nadzieję, że w tym miesiącu zapoznam się z lekturą

Przy okazji zapraszam na podsumowanie w wersji gadanej :). Będzie mi miło, jeśli i tam zostawicie po sobie ślad ;) 

czwartek, 7 maja 2015

130. Brutalny skok Tea z dywanu na główkę!


AUTOR: Candace Camp
TYTUŁ ORYGINALNY: Beyond Compare
TŁUMACZ: Krzysztof Puławski
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO: Harlequin Enterprises

OPIS
Piękna Kyria Moreland pewnego dnia otrzymuje rzeźbioną szkatułkę z czarnym brylantem. Kto i dlaczego przysłał jej ten nieoczekiwany podarunek? Dlaczego został zabity posłaniec? Jaki mroczny sekret kryje szkatułka? Kyria chce znaleźć odpowiedzi na te pytania. Pomoc oferuje jej Rafe McIntyre, przyjaciel rodziny, przystojny i energiczny Amerykanin. Ani Kyria, ani Rafe nie wiedzą, jak wielkie niebezpieczeństwo na siebie ściągają, próbując rozwikłać tajemnicę szkatułki i czarnego brylantu. [1]

RECENZJA
Pamiętacie jak zawsze zarzekam się, że romansidła i typowo kobieca literatura nie są dla mnie? A pamiętacie również to jak mówiłam, że jednymi książkami, dla których robię wyjątek od swojej zasady są romanse historyczne? Tak? No to super! Bo dzisiaj Tea bierze pod lupę właśnie taką lekturę! Z Candance Camp spotkałam się już podczas zapoznawania się z treścią „Mistyfikacji” i pamiętam, że była to naprawdę super książka, przy której i się naśmiałam i trochę ponarzekałam, ale w głównym rozrachunku przyznałabym jej naprawdę dużo punktów. Dlatego też kiedy na jednej z bibliotecznych półek zauważyłam „Czarny Brylant” tej samej autorki po prostu nie mogłam się oprzeć. Pełna nadziei sięgnęłam, więc również po znaleziony ostatnio romans i… czułam się dokładnie tak samo, jakbym postanowiła targnąć się na własne życie skoczyć z dywanu na główkę… przeżyła z ogromnym bólem głowy!

Romans, jak to romans musi się toczyć własnymi prawami. W „Czarnym Brylancie” akcja zaczyna się kiedy do pałacu ojca Kyrii Moreland zaczynają zjeżdżać się goście na wesele jej siostry. Pełno ludzi, jeszcze więcej przygotowań i rezolutni bliźniacy panny młodej z wielką miłością do „tropikalnych” zwierząt zwiastować mogą tylko kłopoty. Kiedy papuga chłopców wydostaje się na zewnątrz Kyria, niczym Wojowniczka Xena wybiega za nią na zewnątrz i wspina się na drzewo, aby uratować zwierzątko, niestety sama wpada w tarapaty – tylko gałąź, której się trzyma, ratuje ją przed upadkiem z wysoka! I właśnie w takich okolicznościach dostrzega ją Rafa McIntyre, przyjaciel pana młodego. W  młodym paniczu odzywa się herkulesowska odwaga i niczym rycerz pędzi na swoim rumaku, aby pomóc niewieście w potrzebie. Romantyczne pierwsze spotkanie, prawda? Ale nie ma czasu na niewinny flirt – ślub jest na głowie! Wszystko musi być idealnie – dekoracje, jedzenie, tańce! Kiedy w końcu ten dzień nadchodzi wszystko idzie zgodnie z planem… do czasu kiedy przed pałacem zjawia się umierający posłaniec z niezwykłą przesyłką. Piękna szkatułka skrywa ogromną tajemnice, a jej nowa właścicielka, Kyria, znajduję się w ogromnym niebezpieczeństwie! I tutaj młodej panience przychodzi z pomocą nie kto inny jak jej „wcześniejszy” rycerz w srebrnej zbroi – Rafa! Chroniąc pannę Moreland rezolutny Amerykanin próbuje rozwikłać tajemnicę Czarnego Brylantu. I jeśli chodzi o fabułę to byłoby na tyle. Cała historia jest tak niezwykle przewidywalna, miejscami wręcz przerażająco przewidywalna! Nie miałam żadnej przyjemności z rozwikłania tajemnicy, bo w momencie, w którym po raz pierwszy pojawia się „zagrażająca jednostka”, od razu można się domyślić, że nie ma ona czystych intencji. Co prawda początkowo jakiś zalążek intrygującej zagadki jest, ale niestety im dalej w las tym coraz gorzej. No tego dochodzi wątek miłosny (tak wiem, że to romans i musi on być), który jakoś wyjątkowo mnie irytował! Chyba się starzeje, bo taka literatura, którą notabene jeszcze nie tak dawno naprawdę lubiłam, teraz mnie tylko wymęczyła.

No i teraz nadszedł czas na bohaterów! Na pierwszy rzut idzie nie kto inny jak Kyria Moreland. Jaka jest nasza Kyria? No oczywiście, że wspaniała! Piękna, inteligenta, niezależna, uwielbiana przez wszystkich, pewna siebie, odważna! I tak można wymieniać i wymieniać! Aż nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy muszę czytać o tak wyidealizowanych postaciach! Czy nie można byłoby chociaż w jednej kategorii nie stawiać jej na piedestale? No oczywiście, że nie! Trzeba również wspomnieć, że panna Moreland ma takie powodzenie u mężczyzn, że wszyscy ją kochają (matko, wychodzę na jakieś sfrustrowane babsko!). A jaki jest Rafa? W głównym założeniu miał być chyba typowym bad boy’em, ale niestety jakoś tak do końca nie wyszło. Jest pewny siebie, odważny, przystojny, wykształcony i co prawda ma w sobie jakiś pierwiastek „niegrzecznego chłopca”, ale jest on bardzo znikomy. Niemniej, jednak ani nasza piękna i niezależna panna, ani nasz „niedorobiony” bad boy nie zgarnęli mojej sympatii.

Został nam już tylko język. Łatwy w odbiorze, prosty i przejrzysty. To w połączeniu z dość dużą czcionką sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko.

Ocena słaba, bo również „Czarny Brylant” należy do bardzo słabych pozycji. Oprócz dobrego w odbiorze języka oraz przejrzystej czcionki nic innego mnie nie przekonało. Dlatego myślę, że dwójka będzie odpowiednią oceną.

„Jednak on nie mówił jej o miłości. Niezależnie od tego, co się między nimi działo, nigdy nie zadeklarował, że ją kocha. Nie powiedział też, że chciałby się z nią ożenić. Teraz mógł ruszyć dalej. Nie musiał jej chronić.” ~ Candace Camp, Czarny Brylant, Warszawa 2012, s. 410

OCENA: 2/10


Witam Was serdecznie, albo jestem taka marudna, albo tak wymagająca, albo się starzenie, albo po prostu moje czytelnicze serduszko całkowicie nie toleruje już wszechogarniającej „wspaniałej” miłości! Och i cóż ja mam teraz począć? Nie pozostaje mi nic innego niż wrócić do pisania pracy magisterskiej!


[1] Opis zaczerpnięty ze strony wydawnictwa Harlequin Enterprises