Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl "Dr David Hunter". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl "Dr David Hunter". Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2015

172. Literackie Miasteczko Tea



Witam! Dzisiaj wyjątkowo nie pojawi się recenzja. Parę dni temu zostałam nominowana przez Julię K. do Literackiego Miasteczka. Za nominację bardzo dziękuję i z ogromną przyjemnością dołączam do zabawy!


RATUSZ


W ratuszu zasiąść może tylko jedna osoba, oczywiście jest to… ARAGORN (Władca Pierścieni - John Ronald Reuel Tolkien)! Tak, tak! Jeśli mam żyć w idealnym mieście to najważniejszą miejską funkcje musi w nim pełnić osoba idealna! Człowiek szlachetny, prawy, sprawiedliwy, przyjacielski, pomocny, ale przy tym wszystkim wzbudzający lekki strach i przede wszystkim respekt! Z taką personą w ratuszu, z przyjemnością zostałabym panią burmistrzową/prezydentową! Tak mój drogi Aragornie to były moje szczere oświadczyny! 

SKLEP

Sklepikarz musi mieć głowę na karku, musi być sprawiedliwy, musi być miły, mieć podejście do ludzi i wzbudzać zaufanie. W tym przypadku tylko jedna osoba może stanąć za ladą – tak, Jon Snow (Cykl: Pieśń Lodu i Ognia - George R. R. Martin)! Toż to urodzony sklepikowy strateg. Jakby chciał zrzucić wroni płaszcz i porzucić Czarny Zamek z pewnością zaczepiłby się w jakimś markecie czy osiedlowym spożywczaku! A przy okazji poranny spacer po świeże bułeczki byłby taki przyjemny! 

ZOO

Jestem świecie przekonana, że Sam Gamgee (Władca Pierścieni - John Ronald Reuel Tolkien) odnalazłby się idealnie w moim literackim miasteczku jako opiekun zwierząt w tamtejszym zoo! Z całą odpowiedzialnością oddałabym pod jego skrzydła cały zwierzyniec i jestem pewna, że Sam nie nadszarpnąłby mojego zaufania. Bądźmy szczerzy, jeśli ten uroczy hobbit z brzuszkiem poradził sobie z Merrym i Pippinem to ani lew, ani tygrys, ani nosorożec mu nie straszne!

KLUB

Będąc świeżutko po lekturze Ogniem i mieczem mogę śmiało powiedzieć, że jest jedna osoba, z którą wybrałabym się do klubu, mianowicie ruszyłabym w melanż z Janem Onufrym Zagłobą. Poczucie humoru szlachcica, jego cięty języczek, nietuzinkowa stylówka i przede wszystkim barwna osobność z miejsca mnie przekonały to jego osoby. Z takim Zagłobą to nic tylko konie kraść!

KAWIARNIA

Bardzo długo zastanawiałam się, który bohater nadawałby się idealnie do pełnienia tej funkcji. Wszakże kawiarnia to nie lada wyzwanie! Trzeba być kontaktowym, miłym i parzyć najlepszą kawę w całej okolicy… w końcu mój wybór padł na Bilbo Bagginsa (Hobbit, czyli tam i z powrotem - John Ronald Reuel Tolkien)! Dlaczego? Może z tym byciem otwartym na innych jest u Bilbo różnie, ale za to jeśli był w stanie przedostać się do Smauga to zrobienie idealnej kawy to dla niego Pan Pikuś! 

SZKOŁA

Gdybym czytała Harrego Pottera funkcja mentora/dyrektora/nauczyciela byłaby po prostu tak oczywista jak to, że dzisiaj mamy poniedziałek! Ale spokojnie, miejsce w szkole mam już obsadzone! Kto lepiej nadawałby się do wyżej wymienionych ról jak nie Gandalf (Hobbit, czyli tam i z powrotem - John Ronald Reuel Tolkien)? No więc właśnie! Mądry, stateczny z wyglądu przypominający takiego przyjaznego starszego dziadka – gdyby tylko chciał jeszcze zamienić płaszcz i laskę na garnitur od Armaniego to dla mnie byłaby bomba!

MUZEUM

Landgon. Robert Landgon (Cykl: Robert Langdon - Dan Brown). Chyba nie muszę swojego wyboru jeszcze jakoś szczególnie wyjaśniać, prawda? Po prostu odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu!

SZPITAL
Biały kitel, zapach szpitala i plakietka na piersi z napisem „David Hunter” (Cykl: Dr David Hunter - Simon Beckett). Wykształcony, znający się na swojej robocie, trzeźwo myślący i umiejący skojarzyć fakty – ideał! Po prostu szpitalny ideał! No i doktor! Co prawda antropolog, ale zawsze doktor! 

BANK

Jeśli jest osoba, która odpowiednio zadbałaby o finanse mieszkańców mojego miasteczka to z pewnością byłby to Tyrion Lannister (Cykl: Pieśń Lodu i Ognia - George R. R. Martin). Wiadomo rodziny się nie wybiera i mając takiego ojca i taką kochaną siostrunie to naprawdę cud, że Tyrion ma w sobie jednak poczucie sprawiedliwości. A jeśli ktoś miałby jeszcze jakieś opory przed powierzeniem pieniędzy dla Karła to niech pamięta, że co jak co, ale Lannisterowie zawsze spłacają swoje długi! 

KSIĘGARNIA

Kto lepiej zająłby się książkami jak nie Samwell Tarly (Cykl: Pieśń Lodu i Ognia - George R. R. Martin)? Sam urodził się po to, żeby opiekować się księgami, przekazywać je ludziom i darzyć je szczerą miłością książkofila! Jestem przekonana, że w mojej księgarni, w przeciwieństwie do Czarnego Zamku, Tarly odnalazłby się idealnie! 


I tak wyglądałby moje wymarzone Literackie Miasteczko. Ja nie nominuje nikogo, ponieważ wydaję mi się, że wszyscy oprócz mnie już mieli trochę zabawy z tym. Niemniej jednak, jeśli ktoś ma ochotę zapraszam go do wspólnej zabawy z tym konkretnym TAGiem! Trzymajcie się cieplutko! Pozdrawiam

EDIT: Aż dziwne, że obsadziłam na wszystkich pozycjach mężczyzn! Marna ze mnie feministka, ale za to odnoszę wrażenie, że idealnie odnalazłabym się w kulturze poliandrycznej!

piątek, 20 lutego 2015

111. David Hunter po raz ostatni…


AUTOR: Simon Beckett
TYTUŁ ORYGINALNY: The Calling of the Grave
SERIA: Dr David Hunter
TŁUMACZ: Maciej Nowak-Kreyer
TOM: Czwarty
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: AMBER

OPIS
Doktor David Hunter powraca tam, gdzie wszystko się zaczęło. Na „wilgotne ponure torfowisko w Kornwalii, osłonięte postrzępionymi i nieprzewidywalnymi kurtynami mgły”. Wtedy był szczęśliwym mężem i ojcem. Wtedy praca antropologa sądowego dawała mu satysfakcję. A potem jego świat runął. Teraz ma dokończyć śledztwo, które przerwano na krótko przed jego osobistą tragedią. Doktor Hunter wraca tu, by usłyszeć wołanie grobów i skłonić zmarłych do zwierzeń. [1]

RECENZJA
„Wołanie grobu” to czwarty i zarazem ostatnia tom cyklu „Dr David Hunter” Simona Becketta. Ponieważ pozostałe części bardzo przypadły mi do gusty, z dużym zainteresowaniem podeszłam również do czwartej „cząstki” historii doktora. Oczywiście, z racji tego, że poznałam już styl pisania Becketta i wiedziałam, co autor może nam „zgotować”, miałam pewne, możne nawet bardzo wysokie wymagania względem „Wołania grobu”, tym bardziej, że w tym tomie miały pojawić się retrospekcje z okresu bardzo traumatycznego dla naszego głównego bohatera. Na szczęście jednak książka, podobnie jak pozostałe trzy, bardzo mi się spodobała i dostała ode mnie równie wysoką ocenę.

David jest mężczyzną po przejściach. Praca zawsze zajmowała bardzo ważne miejsce w jego życiu i niestety równie często to właśnie jej było wszystko podporządkowane. Dawniej, kiedy jeszcze doktor Hunter był szczęśliwym mężem oraz ojcem, pomagał podczas prowadzenia śledztwa o zamordowanie czterech młodych dziewczyn. Morderca, Monk, przyznaje się do winny i wydawać by się mogło, że sprawa jest załatwiona, niestety wciąż nie można znaleźć grobów ofiar. David zgadza się pomóc, chociaż jako początkujący antropolog jego zdanie jest często pomijane, przeinaczane, bądź nawet przypisywane inny „specjalistom”. W takich warunkach praca jest bardzo utrudniona, a sprawa komplikuje się bardziej, kiedy Monk, podczas rozpoznania w terenie, próbuje uciekać. Śledztwo zostaje zawieszone, a w międzyczasie osobiste życie Huntera wywraca się do góry nogami – jego żona i córeczka giną w wypadku samochodowym. Po latach, w których Davidowi powoli udaje się wyjść na prostą, widmo przeszłości znowu wraca. Monk ucieka z więzienia, a osoby, które przed laty uczestniczyły w śledztwie teraz ponownie zwracają się do Huntera po pomoc. Zbiegły więzień, który zamordował młode dziewczyny, jest uważany za ogromne niebezpieczeństwo, a jego sytuacji nie polepsza fakt, że człowiek, który podczas rozpoznania w terenie z udziałem Monka szydził z niego zostaje znaleziony w swoim domu martwy. Śledztwo zostaje wznowione, niemniej jednak David wraz z dawną koleżanką na własną rękę próbują znaleźć groby pierwszy ofiar Monka z nadzieją, że to pomoże im rozwiązać zagadkę ucieczki mordercy. Nowe dowody sprawiają, że całe wcześniejsze dochodzenie zostaje zakwestionowane, a wina Monka wcale nie jest taka oczywista. Brzmi ciekawie prawda? I tak też było – fabuła bardzo mi się podobała, zaciekawiła mnie, ale miałam wrażenie, że Beckett momentami przesadził, jeśli chodzi o prawdopodobieństwo wydarzeń zawartych w czwartej części przygód doktora Huntera.  Ponadto, czułam się troszeczkę zawiedziona zawartą w lekturze retrospekcją. Spodziewałam się czegoś bardziej nakierowanego na życie prywatne Huntera, a tutaj znów wszystko kręciło się w obrębie pracy. Niemniej, jednak całość książki, pomimo tych dwóch rzeczy, odbieram bardzo dobrze. Jak zwykle mamy tutaj akcje, mamy intrygę, mamy tajemnicę, mamy pościg – więc dzieje się, dzieje. Sympatycy sensacji i thrillerów nie powinni czuć się zawiedzeni.

Davida Huntera polubiłam od mojego pierwszego „spotkania” z nim. Wydał mi się nietuzinkowy. Nie był wyidealizowany, nie miał wspaniałego i cudownego życia. Od samego początku zgarną sobie moją sympatię i to nadal się nie zmieniło. W czwartym tomie cyklu Simona Becketta David nadal jest niezwykle inteligentnym, bystrym, pracowitym i sumiennym facetem. Nadal uważam, że jest świetnie wykreowaną postacią, błyszczącą w tej ogromnej dżungli nudnych, nieciekawych bohaterów, których teraz jest na pęczki. Wiecie co? Trochę mi szkoda, że to już koniec mojej przygody z historią tego konkretnego antropologa sądowego.

Jeśli chodzi o język, podobnie jak w pozostałych częściach, nie mogę się do niczego przyczepić. Styl Becketta, pomimo podjęcia dosyć ciężkiego tematu, jest lekki, przejrzysty i łatwy w odbiorze. Książkę czyta się w rekordowym tempie i czytelnik sam nie wie, kiedy zapoznał się z niespełna czterystoma stronami lektury.

I w tym miejscu muszę się pożegnać z doktorem Davidem Hunterem. Naprawdę jest mi przykro, bo bardzo go polubiłam. Co prawda cykl Becketta można czytać nie zwracając uwagę na chronologię, ja jednak radzę, aby zapoznawać się z historią Huntera po kolei, ponieważ w książkach można odnaleźć niewielkie odniesienia do poprzednich części.  A na do widzenia „Wołanie grobu” zgarnia ode mnie siedem punktów.


„Nigdy nie pomyślał, żeby poprosić kogoś o pomoc, odrzuciłby także propozycję pomocy. Nie żeby taką kiedyś otrzymał. Więzienni psychologowie mówili o zachowaniach aspołecznych, o zaburzeniach kontroli impulsów i skłonnościach socjopatycznych. Zresztą jedno spojrzenie wystarczyło, aby potwierdzić najgorsze podejrzenia. Był dziwadłem, potworem. Był Monkiem.” ~ Simon Backett, Wołanie grobu, Warszawa 2011, s. 294

OCENA: 7/10

PODSUMOWANIE CYKLU „DR DAVID HUNTER”
Chemia śmierci: 8
Zapisane w kościach: 8
Szepty zmarłych: 9
Wołanie grobu: 7
OGÓLNA OCENA CYKLU: 8



Witam. Na początku bardzo Was przepraszam za moją długą nie obecność, ale… no właśnie zawsze było jakieś ale! Niemniej jednak obiecuję poprawę! Pozdrawiam


[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa Amber

piątek, 2 stycznia 2015

099. Makabryczne żniwa, czyli „Szepty zmarłych”



AUTOR: Simon Beckett
TYTUŁ ORYGINALNY: Whispers of the dead
SERIA: Dr David Hunter
TŁUMACZ: Sławomir Kędzierski
TOM: Trzeci
ROK WYDANIA: 2009
WYDAWNICTWO: AMBER

OPIS
David Hunter, który wie o śmierci wszystko, a w niespełna rok po kolejnym śledztwie, którego omal nie przypłacił życiem wraca tam, gdzie uczył się zawodu. Tam, gdzie wszędzie wokoło leżały ludzkie ciała w różnym stadium rozkładu, a wielkie czarne litery na bramie informowały, że to Ośrodek Badań Antropologicznych, lepiej znany pod inną, mniej urzędową nazwą. Trupia Farma. Tam doktor Hunter ma nadzieję odzyskać wiarę w siebie i znowu skłonić zmarłych do zwierzeń. Tam na prośbę swego mentora rozpoczyna dochodzenie w sprawie makabrycznego morderstwa. Dochodzenie, w którym będzie musiał wysłuchać najbardziej przerażających szeptów zmarłych. W miejscu jeszcze straszliwszym i bardziej nieludzkim niż Trupia Farma. [1]

RECENZJA
„Szepty zmarłych” to trzeci tom cyklu „Dr David Hunter” Simona Backetta. Ponieważ pozostałe dwie części bardzo przypadły mi do gusty, z dużym zainteresowaniem podeszłam również do trzeciej „cząstki” historii doktora Huntera. Oczywiście, z racji tego, że poznałam już styl pisania Backetta i wiedziałam co autor może nam „zgotować”, miałam pewne, możne nawet bardzo wysokie wymagania względem „Szeptów Zmarłych”. Na szczęście jednak książka, podobnie jak pozostałe dwie, bardzo mi się spodobała i dostała ode mnie równie wysoką ocenę.

Świat Davida kręci się wokół jego pracy. Na co dzień ma więc do czynienia ze śmiercią, rozkładem i morderstwami. Bycie antropologiem sądowym nie jest łatwym zajęciem, tym bardziej, kiedy cały czas czuje się na plecach „oddech” swojej niedoszłej morderczyni. Życie Huntera nie jest usłane różami, a zawód jaki wykonuje i niebezpieczeństwa jakie wiążą się z rozwiązywaniem zagadek oraz ściganiem zbrodniarzy sprawiają, że jego nowy związek rozpada się. David po raz kolejny potrzebuje odskoczni od codzienności i dlatego też postanawia przyjąć propozycję od swojego dawnego przyjaciela i wyjechać do Tennessee. Podróż ma być dla Huntera swojego rodzaju terapią, a zamiana otocznia ma pomóc doktorowi nabrać większego dystansu do samego siebie. Poniekąd wracał do korzeni – w Tennessee znajduje się Ośrodek Badawczy, zwany potocznie w środowisku „Trupią Farmą”, gdzie początkujący antropolodzy mają możliwość zapoznać się ze specyfiką swojego zawodu. Wszystko miało być zwyczajną wycieczką na „stare śmieci” (matko, jak to zabrzmiało!), jednak oczywiście to, że coś miało być tak a nie inaczej, wcale nie oznacza, że tak też się i stanie. Tom Lieberman – dawny nauczyciel, a zarazem przyjaciel Davida, prosi go o pomoc w identyfikacji zwłok… zgoda Huntera sprawia, że maszynka znowu zaczyna się kręcić…

W „Szeptach zmarłych” mamy wszystko to, czego można szukać w dobrym thrillerze. Autor bardzo sprawnie buduje napięcie, powodując tym samym, że czytelnik wręcz nie może usiedzieć w miejscu czekając na dalszy rozwój wypadków. Mamy liczne morderstwa, mamy zagadki, mamy emocjonujący pościg i walkę z czasem. Również tutaj Simon Backett po raz kolejny przyjemnie podłechtał moje czytelnicze ego. Co prawda znów mamy „schematyczność” mordercy względem pozostałych części (ten kto przeczytał wcześniejsze tomy od razu dostrzeże pewną analogię) i to trochę zaniżyło moją ocenę, jednak w ostatecznym rozrachunku fabuła jest naprawdę dobra. Niemniej twierdzę, że jak do tej pory to najbardziej dramatyczna, makabryczna i miejscami ohydna część całego cyklu, ale przecież my wszyscy lubimy coś takiego, prawda?

Jeśli chodzi o głównego bohatera nadal nie zmieniłam zdania. David Hunter jest nietuzinkowy, oryginalny i na szczęście mniej nieśmiertelny niż w drugiej części. Moja sympatia do wykreowanego przez Backetta „aktora” nadal pozostaje ogromna i mam nieodparte wrażenie, że w czwartej części również nie ulegnie ona zmianie.

Pozostał nam już tylko język. Pomimo podjęcia dosyć ciężkiego tematu styl Simona Backetta jest lekki, przejrzysty i łatwy w odbiorze. Książkę czyta się w rekordowym tempie i czytelnik sam nie wie kiedy zapoznał się z niespełna czterystoma stronami lektury. Co najlepsze, w „Szeptach Zmarłych” oprócz narracji Davida mamy również… narrację mordercy! Co prawda podrozdziałów „oczami zbrodniarza” jest mało, niemniej jednak na samym początku zupełnie nie zorientowałam się, że autor zgotował nam taki ciekawy zabieg! Bardzo przypadło mi to do gustu.

Po zapoznaniu się z trzema częściami cyklu „Dr David Hunter”, mogę śmiało powiedzieć, że trzeci tom, jak dla mnie, jest najlepszy! Gdyby nie ta „schematyczność” jeśli chodzi o mordercę byłaby dziesiątka, a tak stawiam na mocną dziewiątkę.

„Powrót do domu po długiej podróży zawsze wywołuje wrażenie, jakby człowiek został przeniesiony kilka tygodni w przyszłości. Taka mało fascynująca wyprawa w czasie.” ~ Simon Backett, Szepty zmarłych, Warszawa 2009, s. 307

OCENA: 9/10

David Hunter po raz trzeci. Witam w Nowym Roku, macie jakieś postanowienia – nie tylko te książkowe?

 [1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa AMBER


poniedziałek, 15 grudnia 2014

096. David Hunter po raz drugi

AUTOR: Simon Beckett
TYTUŁ ORYGINALNY: Written in bone
SERIA: Dr David Hunter
TŁUMACZ: Jan Kraśko
TOM: Drugi
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: AMBER

OPIS
Runa. Mała spokojna wysepka na Hebrydach, odcięta od świata miotanym sztormem oceanem. Tam antropolog sądowy, który "wie o śmierci wszystko" ma odczytać ze spalonych kości przyczynę i okoliczności makabrycznego zgonu. Stajemy twarzą w twarz ze złem, wraz z bohaterem - człowiekiem, który zgłębił fizyczny proces śmierci, a mimo to nie jest ani o krok bliżej zrozumienia jej ostatecznej tajemnicy. [1]

RECENZJA
„Zapisane w kościach” to moja druga książka Simona Backetta, która jest przy okazji kontynuacją serii „Dr David Hunter”. Ponieważ ostatnio tak zachwycałam się pierwszą częścią cyklu, nic więc dziwnego, że bardzo szybko zaopatrzyłam się u koleżanki również w kolejne tomy historii, którą sukcesywnie będę Wam recenzowała. Dzisiaj, zgodnie z chronologią, pod lupę weźmiemy „Zapisane w kościach”. Gotowi? To zaczynamy!

Można powiedzieć, że druga część cyklu  zaczyna się bardzo normalnie. Ot doktor David Hunter wraca do domu, aby ratować swój związek przed nieuniknionym rozpadem, jednak w momencie, gdy jego powrót jest już pewny dostaje telefon, który zmienia jego plany o 360 stopni. Zamiast do domowego gniazdka, trafia na Runę – spokojną wysepkę na Hebrydach, gdzie ma pomóc w identyfikacji praktycznie doszczętnie spalonych zwłok. Z założenia, miała to być szybka, kilkudniowa robota, ale nagłe załamanie pogody, sztorm na ocenie i przede wszystkim kolejne makabryczne zabójstwa znacznie wydłużyły pobyt Davida na Runie. Zabójca, który z powodu niesprzyjających warunków pogodowych nie może opuścić wyspy, za wszelką cenę próbuje zatrzeć po sobie wszystkie ślady, nawet, jeśli miałoby to kosztować życie kolejnych niewinnych ludzi… i tyle na temat fabuły. Przejdę do konkretów. Podobnie jak „Chemia śmierci”, „Zapisane w kościach” to połączenie thrillera, sensacji oraz kryminału. Mamy więc zabójstwa, mamy zagadkę do rozwiązania, mamy mordercę, mamy ciągłe napięcie i dynamiczną akcję, no i te zakończenie książki – tak emocjonujące, że człowiek nie myśli o niczym innym, jak tylko o tym, żeby wziąć kolejną część cyklu! Co ciekawe i co bardzo mi się podoba nie mamy tutaj wątku miłosnego głównego bohatera. Tak więc jeśli chodzi o fabułę, to Simon Backett zaspokoił moje upodobania prawie idealnie. Gdyby nie podobne rozwiązanie zagadki jak w pierwszej części, to byłabym wniebowzięta.

Davida Huntera polubiłam od mojego pierwszego „spotkania” z nim. Wydał mi się nietuzinkowy. Nie był wyidealizowany, nie miał wspaniałego i cudownego życia. Od samego początku zgarną sobie moją sympatię i to nadal się nie zmieniło. W drugim tomie cyklu Simona Backetta David wciąż jest niezwykle inteligentnym, bystrym, pracowitym i sumiennym facetem. Nadal uważam, że jest świetnie wykreowaną postacią, która błyszczy w dżungli nudnych, nieciekawych bohaterów, których teraz jest na pęczki. Niemniej jednak w tej części było coś, co bardzo mi się nie spodobało. Mianowicie, David Hunter otarł się ciutnie o nieśmiertelność! Tyle razy ile on powinien zginąć w tej części! No chyba, że nasz doktorek jak kot ma dziewięć żyć, tak więc jeszcze z pięć zostało na następne tomy.

Jeśli chodzi o język, podobnie jak w „Chemii śmierci”, nie mogę się do niczego przyczepić. Styl Backetta, pomimo podjęcia dosyć ciężkiego tematu, jest lekki, przejrzysty i łatwy w odbiorze. Książkę czyta się w rekordowym tempie i czytelnik sam nie wie kiedy zapoznał się z niespełna czterystoma stronami lektury.

Reasumując, wszystko byłoby idealnie gdyby nie ta schematyczność mordercy oraz nieśmiertelność Davida. Nadal podtrzymuje, że książka jest dla wszystkich tych, którzy nie boją się makabrycznych opisów rozkładu zwłok, lubią thrillery i nie potrzebują w książce wątku miłosnego, Podobnie jak podczas swojej pierwszej przygody z twórczością Simona Backetta również teraz sądzę, że mocna ósemka jest idealną oceną.

„Historia naszego życia, a czasem i śmierci, jest zapisana w kościach. Kości to świadectwo ran, urazów i zaniedbań.” ~ Simon Backett, Zapisane w kościach, Warszawa 2011, s. 76

OCENA: 8/10

Książka zalicza się do wyzwania: 52 książki, Czytamopasłe tomiska, Historia z TRUPEM



A więc David Hunter po raz drugi. Pozdrawiam




[1] Opis pochodzi z tyłu książki