Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kanadyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kanadyjska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2014

046. A Kobziarz zaczyna grać swoją melodię czyli "Rilla ze Złotego Brzegu"

AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Rilla of Ingleside
TOM: Ósmy 

SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ:  Janina Zawisza-Krasucka  
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
Dzieci Ani i Gilberta są już dorosłe: kształcą się, zaręczają, myślą o pracy. Z wyjątkiem ślicznej Rilli, która myśli jedynie o rozrywkach i wiedzie beztroskie życie w Złotym Brzegu. Ale i Rilla będzie musiała zmierzyć się z odpowiedzialnością, gdy świat pogrąży się w wojnie, jej bracia i ukochany Kenneth wyruszą na font, a jej samej przyjdzie się zaopiekować pewnym niemowlakiem przyniesionym do domu państwa Blythe’ów w wazie od zupy… Ostatni tom przygód rodziny Blythe’ów i ich przyjaciół to wzruszająca historia o miłości, poświęceniu, odwadze i dojrzewaniu, w której jak zwykle pojawi się grono naszych ulubionych bohaterów, ale także całkiem nowe postaci.   [1]

RECENZJA
                Ostatnie spotkanie z Anią i całą jej rodziną było jak zawsze wzruszające. Nigdy nie lubię opuszczać świata, który wykreowała Lucy Montgomery. Zawsze po zakończeniu całego cyklu czuję się jednocześnie bogatsza o coś i biedniejsza o to, że koniec tej przygody. Chociaż wiem, że zawsze mogę wrócić do całego cyklu to jednak to uczucie towarzyszy mi nieodmiennie.
                Rilla jest najmłodszym i najbardziej rozpieszczonym dzieckiem w Złotym Brzegu. Dla niej świat jest wielką rozrywką i nie może już się doczekać, kiedy zacznie chodzić na zabawy… Przede wszystkim ni e może jednak się doczekać tego, gdy będzie miała, co najmniej kilku adoratorów. Rilla jest świadoma swojej urody. Wie, że jest najpiękniejszą dziewczynką ze Złotego Brzegu. Jest również przy tym odrobinę próżna, co martwi Anię, która odebrała surowe wychowanie od swojej opiekunki Maryli. Ania sama wie jak wiele przykrości może sprawić próżność. Wystarczy wspomnieć tylko historię z nieszczęsną próbą ufarbowania swoich włosów… Zamiast czarnych zrobiły się zielone. Rilla nie ma również chęci do ukończenia szkoły wyższej jak jej rodzeństwo. Jej życie płynie na bezustannym byciu piękną, podziwianą i kochaną.
                Co do wyglądu głównej bohaterki to można jej zarzucić tylko to, że jest wyjątkowo chuda, przez co jej uroda trochę blaknie. Jednak dalej ma w sobie wszystkie najlepsze cechy. Podobnie jak matka uwielbia marzyć i przebywać w krainie fantazji. Jednak i czas beztroskiego dzieciństwa, które prowadziła Rilla musi się kiedyś skończyć. Świat ogarnia Wielka Wojna. Wszyscy chłopcy z Glen idą, jako ochotnicy do wojska. Dla Rilli, która do tej pory nie miała styczności z prawdziwym i rzeczywistym życiem przeżywa szok. Wraz z nastaniem wojny kończą się spotkania towarzyskie, a nastaje nerwowe oczekiwanie na następny dzień. Oczekiwanie, które wykańcza, bo każda taka wiadomość może przynieść wiadomość o śmierci najbliższych, których żegnała na stacji.
                Rilla najlepszy kontakt miała zawsze z Walterem, którego kochała najbardziej z całego rodzeństwa. Walter był powiernikiem jej sekretów… Początkowo Rilla jest zazdrosna o nić porozumienia, która łączy Waltera z Di… Jednak wraz z rozwojem sytuacji wszystko się poprawia, a ta dwójka staje się nierozłączona, aż do czasu…
                Nie tylko bracia głównej bohaterki poszli do wojska. Również ukochany Kenneth, znika na froncie. Miłość, która spadła nagle na najmłodszy kwiat Blythe’ów nie sprawia tak wielkiej radości jak powinna. Kenneth na wojnie, a Rilla musi sama radzić sobie z niepokojącymi ją myślami. Nie do końca wiedząc czy jest jego narzeczoną czy też nie odrzuca swoich adoratorów, przekonując się, że posiadanie zbyt dużej ilości ukochanych to nie do końca tak wielka zaleta. W między czasie Rilla opiekuje się wojennym dzieckiem, którego matka zmarła przy porodzie, a o ojcu słuch zaginął. To powoduje, że Blythe staje się coraz lepszą i bardziej pracowitą kobietą. Mając świadomość, że chłopcy z Kanady oddają życie za ojczyznę, ona też chce mieć swój skromny udział w wojnie. Zajmując się tak prostymi sprawami jak organizowanie Młodzieżowego Czerwonego Krzyża zapełnia sobie czas, który w jej pierwszych marzeniach był wypełniony zabawami. Rilla poznaje również smak zawodu przyjaźni. Nie wszystko udaje się tak jak powinno i śmierć również wita w progi Złotego Brzegu…
                Przez całą powieść widzimy wyraźnie zmianę w zachowaniu panny Blythe. Z trzpiotka staje się rozważną panną, która wie, co to ból i cierpienie. Która zna podstawowe wartości. Książka ma pokazać obraz rodziny, której członkowie uczestniczyli w wojnie. Nawet po zakończeniu konfliktu nic nie jest takie samo jak było. Mężczyźni wracający z frontu to nie są ci sami roześmiani chłopcy, którzy byli żegnani kilka lat temu. Nie wszyscy nawet wrócili do domów. Rodziny musiały radzić sobie ze stratą najbliższych. Matki musiały pogodzić się z tym, że ich ukochani synowie już nigdy nie przybiegną z bukietem kwiatów. Siostry muszą znieść okropną myśl, że nigdy już nie porozmawiają szczerze z bratem. Żony i ukochane muszą stłumić ból serca. Wszystko się zmieniło i nic nie było już takie jak wcześniej.
                Gdy skończyłam cały cykl natchnęła mnie myśl, że chciałabym żyć w czasach Ani. Oczywiście nie mówię tu konkretnie o tomie ostatni, ale początkowym. Przecież wtedy świat był lepszy. Ludzie częściej rozmawiali ze sobą twarzą w twarz, więzy rodzinne były trwalsze, a przyjaźnie zawierane były na dworze, a nie przez Internet. Ludzie nie tracili czasu na przeglądanie jakiś portali społecznościowych, a dzieci wychowywały się według zasad szacunku dla starszych. Nikt wtedy nie słyszał o czymś takim jak ‘bezstresowe’ wychowanie. Wtedy najlepszą metodą wychowawczą był porządny klaps. Trochę smutno, że te czasy odeszły, bo patrząc na to, co się dzieje z dzisiejszą młodzieżą to strasznie mi przykro patrzeć jak wszyscy ‘mądrzy’ ludzie twierdzą, że klaps jest szkodliwy i stresujący. Ludzie uwierzcie mi, że bardziej stresująca jest szkoła i gdy dziecko wchodzi w wielki świat rówieśników szybciej się stresuje i czuje się od nich gorsze, a potem tylko słychać o kolejnych samobójstwach wśród dzieci lub prześladowaniach w szkole… Dlatego właśnie chciałabym żyć w czasach Ani.
"Jednak uśmiechnął się do dużych, szarych oczu, które kochał – oczu dawniej pełnych radości, a teraz przygasłych od nie wypłakanych łez." ~ Lucy Maud Montgomery, Rilla ze Złotego Brzegu, Kraków 2010, s.217.
OCENA:  8/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki.  

OGÓLNE PODSUMOWANIE CAŁEGO CYKLU 'ANI Z ZIELONEGO WZGÓRZA'
Rilla ze Złotego Brzegu: 8
Ogólna ocena cyklu: 8!
I żegnamy Anię oraz całą jej cudowną rodzinę. A Wy jaką ogólną ocenę dacie Ani? Z tego miejsca zapowiadam Wam, że za jakiś czas będe Was zamęczać recenzjami mojego drugiego, ulubionego cyklu. Jesteści gotowi? 
Jeszcze z Włoch,
Lady Spark 

czwartek, 29 maja 2014

044. "Dolina tęczy" czyli beztroskie chwile dzieciństwa

AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Rainbow Valley
TOM: Siódmy 
SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ:  Janina Zawisza-Krasucka
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
W tajemniczym, magicznym miejscu, zwanym Doliną Tęczy, dzieci Ani codziennie bawią się i odkrywają, czym jest prawdziwa przyjaźń, poświęcenie i pasja. Z pewnością nie będą narzekać na nudę, tym bardziej, że do wioski sprowadza się nowy pastor z czwórką dzieci, a do tej gromadki dołącza wkrótce zwariowana Marysia Vance. Szykuje się mnóstwo przygód, zaskakujących zwrotów akcji i tysiąc atrakcyjnych tematów dla plotkarek z Glen St. Mary! [1]

RECENZJA
                Jeśli mam być szczera to… ten tom wyjątkowo nigdy nie przypadał mi do gustu. Za każdym razem, gdy zasiadam do „Doliny Tęczy” ponownie czuję pewne rozczarowanie. Zawsze mam nadzieję, że znajdę więcej przygód Kuby, Waltera, bliźniaczek, Shirley’a i Rilli, ale nie… w zamian dostaję rodzeństwo Meredith i bardzo pewną siebie Marysię Vance. Cóż powiadają, że nie można mieć wszystkiego.
                Oczywiście to nie jest tak, że wcale nie polubiłam Flory, Uny, Jerry’ego i Karolka czy Marysi (chociaż bardzo działała mi na nerwy). Polubiłam ich, bo to przecież przyjaciele z mojego dzieciństwa, ale mam wrażenie, że „Dolina Tęczy” powstała, bo czymś trzeba było zapchać dziurę między „Anią ze Złotego Brzegu” a „Rillą ze Złotego Brzegu”. Dla mnie świadczy o tym sam fakt, że o dzieciach Ani jest zaledwie kilkanaście lub kilkadziesiąt stron. W większości poznajemy dzieci pastora, które są okropnymi urwisami, a ich matka nie żyje od dobrych kilku lat. Sam pastor jest częściej zajęty zastanawianiem się nad pojęciem grzechu i zbawieniem ludzkości lub innych kaznodziejskich problemach niż na wychowaniu i zapewnieniu wszystkiego, co najlepsze swoim dzieciom. Dzieci są pod opieką starej ciotki Marty, która pierwszej młodości już nie jest i nie umie zaopiekować się pociechami. Odnosi się wrażenie, że większą miłością darzy kota niż Unę, Florę, Jerry’ego i Karolka.
                Pewnego dnia rodzeństwo Meredith spotyka Marysię Vance, która uciekła od swojej opiekunki, bo miała dość bicia. Jest to postać, której nie polubiłam od samego początku. Zarozumialstwo to za słabe określenia dla tej młodej dziewczynki. Jest tak pewna siebie, a przy tym bezczelna, że nic tylko wziąć i zlać ją rózgą. 
                Rodzeństwo, co chwila popada w jakieś tarapaty. Nie jest to oczywiście do końca ich wina, bo przecież ich matka nie żyje, a ojciec nie ma czasu na zajmowanie się tak przyziemnymi sprawami jak wychowanie czwórki dzieci. Starają się oczywiście zachowywać jak najbardziej poprawnie, bo przecież ile można słuchać od Marysi, że są okropni? Jednak szłoby im to zdecydowanie lepiej gdyby mieszkańcy Glen St. Mary nie stawiali przed dziećmi pastora tak wielkich wymagań. Przecież można wykazać trochę zrozumienia dla półsierot i spróbować im pomóc.
                Na całe szczęście autorka pomyślała też o trochę starszych czytelnikach niż tylko dzieci, do których jest skierowany cały cykl, bo da się odkryć wątek romantyczny. W końcu sam pastor zaczyna zauważać, że jego dzieci zdecydowanie odstają od rówieśników. Zamknięty w sobie od śmierci ukochanej Cecylii nie zauważa innych kobiet, które chętnie usidliłby wdowca. W Glen St. Mary znajduje się jedna odważna kobieta, której serce kilkanaście lat temu utonęło w morzu wraz z katastrofą statku, na którym był jej ukochany…
                I wśród dzieci zdarzają się miłości… Nieśmiałe spojrzenia Uny do jednego z Blythe’ów… Cóż, niestety ich dalsze dorastanie nie będzie już takie proste… Nadchodzi, bowiem Kobziarz i coraz mocniej gra swoją melodię, wzywając chłopców do siebie…
                Podsumowując… Najsłabsza powieść z całego cyklu. Jednak bez niej cała seria byłaby dziwnie pusta.
"Nigdy nie należy być pewnym, że życie nasze dobiega już kresu, bo kiedy nam się nawet zdaje, że los skończył pisać swą historię, to gdy odwracamy stronicę księgi naszego życia, widzimy ze zdziwieniem świeżo napisany rozdział." ~ Lucy Maud Montgomery, Dolina Tęczy, Kraków 2010, s.118.
OCENA: 6/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki.  

Jak ja pod poprzednim postem liczyłam i byłam przekonana, że teraz powinnam dać ostatni tom Ani? Od razu widać kto ledwo zdał mature z matmy... Następna recenzja będzie pożegnanią z Anią Shirley! 

poniedziałek, 19 maja 2014

042. "Ania ze Złotego Brzegu" czyli cuda zwane dziećmi

AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Anne of Ingleside
TOM: Szósty 
SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ:  Aleksandra Kowalak-Bojarczuk
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
Ania jest przykładną żoną i szczęśliwą matką pięciorga dzieci. Niestety, sielankowy nastrój zostaje zmącony, gdy do Złotego Brzegu przyjeżdża irytująca ciotka Gilberta. Nikt nie podejrzewa, że to dopiero początek serii dramatycznych, czasem wzruszających, a niekiedy po prostu zabawnych zdarzeń. Głównymi bohaterami opowieści stają się dzieci państwa Blythe’ów, które przezywają swoje młodzieńcze przygody, borykają się z typowymi dla swojego wieku problemami i powoli odkrywają to, co w życiu najważniejsze. Ale i rudowłosa Ania nie znika ze sceny – towarzyszymy jej, gdy zaczyna podejrzewać, iż Gilbert już jej nie kocha... [1]

RECENZJA
                Ania stała się matką pięciorga, a potem już sześciorga cudownych, małych urwisów, które wypełniają każdy jej dzień. Sama pozbawiona matczynej miłości daje jej swoim dzieciom najwięcej jak może. Jest przede wszystkim ich powierniczką, nauczycielką, ostoją i opoką, w trudnych chwilach. Jest centrum ich świata i to właśnie do niej biegną z każdym najmniejszym problemem. Ania doskonale rozumie i wie, co znaczy, gdy dorośli nie rozumieją świata dziecięcych marzeń i przykrości. Same dzieci stały się dla niej wszystkim i z trudem przyjmuje do świadomości moment, gdy będzie musiała wypuścić je ze swoich objęć i pozwolić układać życie na swój własny sposób. 
                W tym tomie jest zdecydowanie mniej Gilberta. Pojawia się szczątkowo, żeby nie powiedzieć, że nie ma go wcale. Dopiero pod koniec książki ujawnia się na całe trzy rozdziały. Trochę szkoda, bo osobiście przepadam za młodym lekarzem, który jako jeden z nielicznych rozumie swoją wiecznie rozmarzoną żonę. Mimo wszystko jest kochanym mężem, ojcem i szanowanym przez wszystkich lekarzem, a ludzie wierzą, że nawet umarłego postawi na nogi.
                Przejdźmy może do krótkiego opisu dzieci państwa Blythe’ów. W poprzedniej książce poznaliśmy już Joy, która żyła tylko jeden dzień oraz Jakuba Mateusza, który jest wielbicielem wszelkich przygód i zapowiada się od samego początku, że nie będzie w stanie usiedzieć na jednym miejscu, gdy tylko dorośnie. Jako jedyne dziecko przyszedł na świat w Wymarzonym Domku, co często jest mu wypominane przez młodsze siostry.
                Młodszym bratem Jakuba Matusza jest Walter, który imię otrzymał po ojcu swojej matki. Jest on najukochańszym dzieckiem Ani. Ma on bardzo wrażliwą duszę i nad wszystko kocha poezję. Podobnie jak matka i reszta rodzeństwa uwielbia wędrować do krainy marzeń.
                Pora na bliźniaczki, czyli Annę i Dianę, które są zupełnie różne. Ania, na którą wszyscy wołają Nan ma piękne brązowe włosy i oczy oraz długie rzęsy. Czasami za daleko ponosi ją wyobraźnia i musi potem sprostać rozczarowaniom, które nie są łatwe. Jej siostra Diana, do której wszyscy zwracają się Di, jest kopią swojej matki, przez co jest ulubienicą ojca. Jest bardzo sympatyczną dziewczynką, chociaż nie wyróżnia się niczym szczególnym i autorka potraktowała ją trochę po macoszemu. 
                Następnym potomkiem Złotego Brzegu jest Shirley, który ma dość ciemny kolor skóry, oczu i włosów. Przez wszystkich nazywany Murzynkiem. Po jego narodzinach Ania długo chorowała i dlatego to pomoc domowa Zuzanna opiekowała się nim i traktuje go jak swoje własne dziecko, a on jak swoją mamę, ale zawsze też chętnie ląduje w ramionach Ani. O nim też nie jest dużo w książce.
                Ostatnią pociechą, którą poznajemy jest Berta Marilla. Dziewczynka ma bardzo długie rzęsy oraz cudowny uśmiech. Jako małe dziecko była dość pulchna, ale podobnie jak reszta rodzeństwa uwielbia marzyć i kocha nad życie Złoty Brzeg i jego mieszkańców. O niej jest osobna książka, więc to zrozumiałe, że autorka nie poświęciła jej zbyt wiele uwagi w tym tomie. 
                Bądźmy szczerzy, ale ta pozycja również nie zachwyca. Nie jest moją ulubioną. Długo i ciężko mi się zawsze ją czyta. Może gdyby było trochę więcej samej Ani byłoby lepiej? Kto wie. Mimo wszystko dzieci Blythe’ów są tak urocze i mają tak wiele ze swojej matki, że da się wyczuć namiastkę Ani.
"Grzeczność nie mogłaby istnieć bez odrobiny hipokryzji." ~ Lucy Maud Montgomery, Ania ze Złotego Brzegu, Kraków 2010, s.352.
OCENA: 7/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki.  

Jeszcze jeden tom i pożegnamy Anię oraz całą jej cudowną rodzinę. Strasznie za nimi zawsze tęsknie, gdy odkładam ich na półkę. 
Lady Spark 

poniedziałek, 5 maja 2014

040. "Wymarzony dom Ani" czyli smutki i radości młodej żony

AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Anne’s House of Dreams
TOM: Piąty 

SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ:  Agnieszka Kuc
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
Nadeszła upragniona chwila w życiu Ani i Gilberta – pobierają się! Młode małżeństwo wyrusza na mgliste wybrzeże Przystani Czterech Wiatrów, gdzie Gilbert ma objąć posadę lekarza. Na Anię zaś czekają nowi sąsiedzi i przyjaciele, nowe przygody i tajemnice. Sędziwy kapitan Jakub z latarni morskiej, który marzy o spisaniu swych przygód, nie znosząca mężczyzn panna Kornelia Bryant i Leslie Moore, której życie to samo pasmo nieszczęść – oni wszyscy wpłyną na losy Ani i Gilberta, szukających domu swoich marzeń. [1]

RECENZJA
                Jest to mój najmniej lubiany tom o Ani. Chociaż mam swoje ulubione rozdziały jak ‘Świt i zmierzch’ lub ‘Okręt szczęścia przybija do brzegu’. Jednak zawsze czytając tą część odnoszę wrażenie, że za mało jest Ani w samej Ani oraz Gilberta w Gilbercie. Jakby autorka, trochę zagubiła swoje postacie i nie pamiętała, jacy byli. Co prawda Ania dalej uwielbia marzyć, dalej ma cudownie rude włosy. Jednak to już nie jest ta sama kobieta, jaką poznaliśmy. Jednak dalej przeżywa swoje życie z tą samą intensywnością, co wcześniej.
                Zakochana po uszy w swoim mężu chce mu być opoką i powierniczką. Jednak młodego doktora często nie ma w domu, dlatego pani Blythe z chęcią spędza czas razem z kapitanem Jakubem, który jako stary wilk morski opowiada jej historie swojego życia. Poznajemy również los jego wielkiej miłości, z którą nigdy za życia niedane było mu się połączyć. 
Nad brzegiem morza Anna poznaje Leslie Moore, kobietę, której życie od pewnego czasu nie szczędzi bólu i rozczarowań. Leslie jest piękną kobietą. Jej złote włosy sięgają do ziemi. Moore pochodziła z rodziny dość biednej, ale przede wszystkim szczęśliwej. Jednak jeden wypadek przynosi za sobą tragiczne skutki i nic potem nie jest takie jak kiedyś. Od tego momentu Leslie nie jest sobą, a na dodatek zmuszona do małżeństwa z Ryszardem Moore, ma wrażenie, że wpadła w pułapkę bez wyjścia. Na szczęście każde nieszczęście w końcu zdaje się mieć swój koniec i Leslie może cieszyć się tym, czym pragnęła.
Niestety los nie oszczędza też Anny, która z utęsknieniem wyczekując najważniejszej dla niej chwili w życiu musi pogodzić się z tym, że i jej szczęśliwa gwiazda nie będzie świeciła bez końca. Jeden czerwcowy dzień kładzie się cieniem na całym jej dalszym życiu.
Jest jeszcze jedna postać, którą pokochałam od razu. Oczywiście, że jest to panna Kornelia Bryant, która nienawidzi mężczyzn i w każdym możliwym momencie dogryza nie tylko Gilbertowi, którego prawdziwym hobby stało się prowadzenie rozmów z Kornelią. Odnalazłam w niej bratnią duszę, bo i ja czasem po prostu nie mogę się opanować i powiem, że całe zło tego świata jest spowodowane przez panów, ale za kilka dni bądź tygodni dochodzę do wniosku, że w sumie bez nich świat byłby nudny i jestem pewna, że tego samego zdania była panna Kornelia.
Na zakończenie przypomnę tylko, że to jest najmniej lubiany przeze mnie tom, dlatego z ulgą go opuszczam, jednak nawet mimo tego dalej kocham Anię, całym swoim sercem. Bo przecież dalej jest Anią tylko trochę bardziej dorosłą.
"Dotychczas nie zwracała uwagi na samotność. Teraz obawiała się jej. Przytłaczała ją obecnie podwójnym ciężarem." ~ Lucy Maud Montgomery, Wymarzony dom Ani, Kraków 2010, s.162.
OCENA 7/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki.  
Jak Wam minął weekend majowy? Mnie w miarę, chociaż po wczoraj ledwo żyję. Się przybalowało to się cierpi. Czy tylko we Włoszech cały ostatni tydzień lało? Mam teraz nadzieję, że pogoda mi odda co moje, bo muszę się w końcu opalić. 
Planuję zmianę szablonu głównego, więc szykujcie się na niespodziankę ;).A następną recenzję mam nadzieję, że doda Tea już w czwartek. 
Miłego dnia! 
Lady Spark 

czwartek, 10 kwietnia 2014

036. "Ania z Szumiących Topoli" czyli listy do Gilberta

AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Anne of Windy Poplars
TOM: Czwarty
SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ:  Agnieszka Kuc
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
Rozpoczyna się nowy rozdział w życiu Ani. Po ukończeniu studiów otrzymuje posadę nauczycielki w szkole średniej, w Summerside. Na miejscu okazuje się jednak, że Ania będzie musiała zjednać sobie nie tylko serca uczniów, ale i rodziny Pringley’ów, która nieoficjalnie sprawuje rządy w miasteczku i od pierwszej chwili pała nienawiścią do rudowłosej nauczycielki. Na szczęście jest ktoś, do kogo Ania może się zwrócić w trudnych chwilach. W listach do ukochanego Gilberta nie zabraknie relacji z wydarzeń zabawnych, wzruszających, dramatycznych i tych najzwyczajniejszych w świecie… [1]

RECENZJA
                Ania jest zaręczona z Gilbertem, ale na ukochanego musi czekać długie trzy lata, bo tyle jeszcze trwają jego studia medyczne.  Shirley dostała posadę kierowniczki szkoły średniej w Summerside. Zamieszkuje w Szumiących Topolach, na ulicy, którą wszyscy nazywają Zaułek Duchów. Pokój wynajęła u dwóch ciotek: Katarzyny i Karoliny oraz u ich służącej/prowadzącej dom Rebeki Dew.
                Po pierwszym dniu w szkole Ania już wie, że największy problem będzie miała z rodziną Pringle’ów, którzy poczuli się urażeni, że na kierowniczkę szkoły została wybrana kobieta po studiach, a na dodatek została odrzucona kandydatura jednego z nich. Między nową nauczycielką, a rodziną panującą rozpętała się cicha wojna, która niestety w ani jednym calu nie przechyla się na stronę Ani. Dziewczyna w listach do ukochanego zastanawia się nad porzuceniem posady i powrotem na Zielonego Wzgórze. Jednak w końcu po zdobyciu zupełnie przypadkiem jednej ważnej rzeczy i wysłaniu jej do najważniejszej osoby w rodzinie Pringle’ów wszystko ustaje jak za dotknięciem magicznej różdżki.
                Podczas trzech lat pobytu w Szumiących Topolach Ania staje się powierniczką największych sekretów wszystkich trzech kobiet, u których zamieszkała – największym sekretem jest oczywiście maseczka z maślanki. Z prawdziwą przyjemnością czyta się listy do ukochanego, w których nie brak opisów zdarzeń, ale z pewnością brakuje wątków miłosnych – co jest zdecydowanym minusem. Nie pogardziłabym kilkoma fragmentami miłosnych listów, które pisze zakochana kobieta oraz również zdecydowanie brakowało mi, chociaż jednego listu od Gilberta, w którym to on opisywałby swoje przeżycia na studiach. Ja wiem, że to jest książką o Ani, ale czyż pan Gilbert nie jest częścią Anny od pierwszej książki?
                Podczas swojej pracy w Avonlea Ania znalazła bratnią duszę w postaci Pawełka, tak w Szumiących Topolach odnajduje ją w malutkiej Elżbiecie, która wychowywana jest przez babcię i Tę Kobietę. Mała Elżbieta marzy o tym by spotkać w końcu swojego ojca, ale wie, że to się stanie dopiero wtedy, gdy nadejdzie Jutro, a ona cały czas tkwi w Dzisiaj. Jednak, gdy jest w Dzisiaj, jest zdecydowanie bliżej Jutra, niż gdyby była we Wczoraj – to zdanie nie jest cytatem z książki, ale idealnie odzwierciedla duszyczkę małej Eli. Dziewczynka jest wychowywana w bardzo surowy sposób. Nie wolno jej biegać, hałasować, krzyczeć, rozmawiać. Ma się zachowywać jak mała dama. Tak samo jest również ubierana. Prawdziwą pociechą są dla niej rozmowy z Panią Shirley, którą kocha nad życie i to z nią udaje się do krainy wyobraźni. Również dzięki Ani jej marzenie o tym by w końcu nastało Jutro staje się coraz bardziej realne.
                Jest jeszcze wiele postaci, o których chciałabym wspomnieć, ale nie ma na to czasu i miejsca. Ania musiała pokonać wiele przeszkód w ciągu minionych trzech lat, ale w końcu udało się i jest tylko o krok od swojego wymarzonego ślubu i przeprowadzki do idealnego domku z mężczyzną swoich marzeń. Mimo upływu lat dalej jestem oczarowana tym jak Ania mówi, pisze czy zachowuje się. Jest w niej jednocześnie coś z dziecka i coś z osoby dorosłej. Autorka idealnie zrównoważyła te dwa etapy w życiu młodej damy.  Ta część nigdy nie dostawała ode mnie maksymalnej liczby punktów, a to właśnie za brak miłosnych listów do i od Gilberta.
„[…] a świat i bez nas da sobie radę, nawet, gdy przez chwilę wyrzucimy go z pamięci.” ~ Ania z Szumiących Topoli, Lucy Maud Montgomery, Kraków 2010, s. 182.
OCENA 7/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki.  
I znowu Ania... Nie macie dość? 

poniedziałek, 17 marca 2014

032. "Ania z Avonlea" czyli uroczy trzpiotek i podlotek


AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Anne of Avonlea
TOM: Drugi
SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ:  Rozalia Bernsteinowa
ROK WYDANIA: 2009
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
Ania powraca do Avonlea, by uczuć w tamtejszej szkole. Szybko okazuje się jednak, że praca nauczyciela to prawdziwe wyzwanie. Świeżo upieczona nauczycielka będzie musiała zaskarbić sobie sympatię podopiecznych – a są wśród nich urwisy, złośliwcy i fajtłapy… Na szczęście zdarzają się i bratnie dusze. Ania nawiązuje nowe przyjaźnie, popada w nowe tarapaty i zaczyna zdawać sobie sprawę, że coraz bardziej zależy jej na pewnym chłopaku… [1]

RECENZJA
Ania staje się uroczym, zadziornym, ale dalej wiele marzącym podlotkiem. Zaczyna pracę w szkole. Jej głowę wypełniają wielkie ideały, które chce wprowadzić w życie. Czas oraz cała masa przygód skutecznie zmieniają jej podejście do wszystkiego. Mimo to Ania dalej jest tą samą Anią, którą poznaliśmy w pierwszej części. Może trochę bardziej dojrzałą, ale dalej posiadającą wyobraźnie i używającą górnolotnych słów. Jej włosy dalej są rude, lub też kasztanowe (to zależy, który z sąsiadów jak widzi), a oczy szare i pełne nadziei.
                Poznajemy nowych bohaterów, jak np. szczerego do bólu Jakuba Harrisona, który jest właścicielem papugi o dość osobliwym imieniu ‘Imbryk’. Zwierzątko to dostał od swojego brata marynarza w spadku i jest z nim bardzo zżyty. Imbryk klnie lepiej niż nie jeden szewc, czego nie może się oduczyć. Początkowo znajomość tej Ani i Jakuba nie wygląda kolorowo, ale Ania roztacza wokół siebie tak wspaniałą aurę, że nie ma osoby, która by się jej nie oparła.
                Pamiętacie jak w pierwszej części Ania wspominała, że wychowywała trzy pary bliźniąt jednej ze swoich opiekunek? Otóż w życie Ani kolejny raz wkraczają bliźnięta. Są to: ułożona, grzeczna i bardzo spokojna dziewczynka Tola oraz buntownik, mający milion pomysłów na minutę oraz pakujący się, co chwila w kłopoty Tadzio (takie męskie wydanie małej Ani). Parka od razu podbija serce Ani, a już zwłaszcza Tadzio, który powoduje, że ilość siwych włosów na głowie Maryli gwałtownie wzrasta. Tadzia podobnie jak małej Shirley nie da się nie lubić. Jest przy tym tak rozczulający i kochany, że człowiek z miejsca przebacza mu wszystkie błędy. Jednak w jego wypadku metody wychowawcze Maryli, które były tak skuteczne na Ani kompletnie nie działają.
                Anna rozkwita towarzysko. Zakłada razem z przyjaciółmi Klub Miłośników Avonlea (K.M.A). Również młodzi nie są w stanie ustrzec się pewnych błędów, ale ich koło z czasem zyskuje aprobatę mieszkańców.
                W szkole z kolei Ania spotyka kilka bratnich dusz, ale również i swoich przeciwników jak Antoś Pye, którego przychylność zdobywa w dość niecodzienny sposób i z pewnością nie zgodny z jej poglądami. Otuchy dodaje jej Pawełek Irving, który podobnie jak jego ukochana nauczycielka uwielbia marzyć i ma swoich przyjaciół, których spotkać może tylko on. Losy chłopca i Ani splatają się z pewną dość osobliwą postacią, a mianowicie panną Lawendą, która w przeszłości była zaręczona z jego ojcem. Kobieta mimo tego, że jest w średnim wieku cały czas w duszy czuje się małą dziewczynką i uwielbia marzyć. Jest to również urocza postać i nie da się jej nie lubić, chociaż może czasem irytować.
                Ania wkracza w wiek, gdzie dziewczęta zaczynają się oglądać za idealnymi kandydatami na męża. Jej przyjaciółka od serca – Diana – pod koniec powieści zaręcza się z niejakim Fredem, co uświadamia naszej bohaterce, że w swoim świecie marzeń i wyobraźni została ona sama, bo Diana ma teraz inne sprawy na głowie. Mimo to dziewczyny dalej są sobie bliskie i z wiekiem coraz bardziej doceniają łączącą ich więź. A zwłaszcza rudowłosa Shirley. Ważną osobą w życiu Ani jest również Gilbert Blythe, z którym łączy ją szczera przyjaźń. Ale czy to tylko przyjaźń? 
                Drugi tom przygód Ani, jest równie zabawny, czarujący, ale podobnie jak nasza bohaterka dojrzalszy, ale niepozbawiony swego osobliwego charakteru. Autorka świetnie pokazała metamorfozę głównej bohaterki oraz idealnie porzuciła styl dopasowany do dziecka na rzecz dorastającej młodej damy.
„Marzenia są jak cienie, nie można uwięzić tych kapryśnych pląsających tworów” ~ Ania z Avonlea, Lucy Maud Montgomery, Kraków 2009, s. 58.
OCENA: 10/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki

Ja wcale nie żartowałam z tym, że będziecie dostawać Anię. Po prostu zaczęłam ją czytać gdy strasznie tęskniłam do domu, a ona zawsze będzie mi się kojarzyła z czasami dzieciństwa, gdy życie było tak bardzo beztroskie. 
Czy ktoś ma pomysł jak wydłużyć dobę o kolejne 24 godziny lub też przynajmniej jak przyjąć bez wyrzutów sumienia postawę 'miej wyje..., a będzie ci dane?'. Bardzo tego potrzebuje. 

poniedziałek, 10 marca 2014

031. "Ania z Zielonego Wzgórza" czyli powrót do szczęśliwego dzieciństwa



AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Anne of Green Gables
TOM: Pierwszy 
SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ: Agnieszka Kuc
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
Gdy Maryla i Mateusz Cuthbertowie decydują się przygarnąć chłopca z sierocińca, nie mają pojęcia, że od tej pory ich życie wypełnią niespodzianki. Zaczyna się od tego, że na Zielone Wzgórze w Avonlea przybywa nie chłopiec, lecz jedenastoletnia rudowłosa dziewczyna. Ania to osóbka o nieprzeciętnym temperamencie i wybujałej fantazji. Jej obecność wywróci życie mieszkańców Avonlea do góry nogami, a Zielone Wzgórze nigdy nie będzie takie jak dawniej… Czy Ania znajdzie w Avonlea spełnienie swoich marzeń? A może czeka na nią coś więcej? [1]

RECENZJA
Matko! Na wstępie zaznaczę, że cały cykl o Ani Shirley jest jednym z dwóch moich ulubionych z dzieciństwa. Dlatego wybaczcie wszelkie odwołania do tego okresu, ale właśnie ta pozycja zapoczątkowała moją przygodę z czytaniem i należy do listy tych książek, które przeczytałam, jako lektury (wstyd przyznać, ale lista ta jest tak mizerna, że spokojnie wystarczyłby tylko dwie ręce aby je zliczyć). Wróćmy jednak do głównego wątku.
Kto z nas nie zna tej miłej i uroczej, rudowłosej osóbki, jaką jest Ania? Chyba wśród naszych czytelników nie ma nikogo takiego. Nie twierdzę, że każdemu musi się podobać ta pozycja i jej kontynuacje, ale chyba każdy kojarzy sierotkę przygarniętą przez rodzeństwo Cuthbertów. Jest to bardzo temperamentna, kąpana w gorącej wodzie rudowłosa dziewczynka, która w wieku trzech miesięcy straciła rodziców i do tego czasu tułała się po różnych rodzinach, gdzie niekoniecznie była chcianym gościem. W wyniku okropnej pomyłki trafia na Zielone Wzgórze gdzie już zostaje i wprowadza wiele ciepła w życie jego mieszkańców. Czasami również przyprawia ich o nie mały ból głowy i szybsze bicie serca, ale przecież to tylko dziecko.
Oprócz Ani poznajemy również pozostałych mieszkańców Avonlea, jak Marylę i jej brata Mateusza. To właśnie Maryla wychowuje Anię, a Mateusz ma się nie wtrącać. Jednak dziewczynka, od razu zawładnęła sercem spokojnego, starego kawalera i jest w stanie dać jej wszystko. Z kolei Maryla to ta zła i bardziej ostra, ale jednocześnie kocha ponad życie tę iskierkę, która biega po ich domu. Poznajmy również panią Linde, która jest okiem całego Avonlea i jako pierwsza wie o wszystkich plotkach i ploteczkach oraz najlepiej zna się na wszystkim. 
Wróćmy jednak do Ani. Utrapieniem panny Shirley są przede wszystkim jej rude włosy, których szczerze nienawidzi i najchętniej widziałaby się w czarnych jak smoła włosach. Ma duże zielony oczy i piękny, zgrabny nosek. Jak na dziecko w swoim wieku jest bardzo rezolutna, ale używa zbyt dużo wzniosłych i mądrych słów. Łatwo ją zranić, co pokazała w rozdziale pod tytułem „Pani Małgorzata Linde przeżywa szok”. Mimo wszystko zyskuje ogromną sympatie każdego, kogo napotka na swojej drodze. Największym marzeniem Ani jest to by znaleźć przyjaciółkę od serca i staje się nią Diana Barry, która jest zupełnym przeciwieństwem Shirley. Jednak mimo różnic, które dzielą obie dziewczynki szybko się zaprzyjaźniają i pozostają nierozłączone oraz popadają w przeróżne tarapaty.
Bez wątpienia dzięki wybujałej wyobraźni Ania była w stanie znieść jedenaście lat swojego życia, które spędziła tułając się po różnych rodzinach. Często przez to popada w kłopoty, ale przecież dzięki temu jej życie jest tak fascynujące. Ania jest również prawdziwą małą dziewczynką, która uwielbia mieć piękne stroje. Jednak konserwatywna Maryla uparcie ubiera ją w smutne, sztywne sukienki, które nie mają ozdób. 
Nie możemy zapomnieć również o Gilbercie Blythe, który już od pierwszego spotkania bardzo mocno dokuczył Ani, co spowodowało, że ich stosunki były bardzo napięte. Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wszyscy wiemy jak to później się kończy.
Autorka wspaniale oddała myśli małej dziewczynki. Możliwe, że gdy czytałam ją teraz trochę mnie denerwowało gadulstwo Anny. Jednak, gdy miałam tyle lat, co ona i zaczynałam z nią przygodę była najwspanialszą bohaterką, jaką mogłam wymarzyć. Dlatego pozostanę wierna swojemu pierwszemu odczuciu i będę ją darzyła sympatią i wielką miłością. To przecież przez nią chciałam mieć rude włosy, a na imię mieć Anna. Swego czasu czytałam cały cykl, co wakacje i co wakacje podobał mi się tak samo. To był taki mój rytuał. Gdyby nie moja mama to z pewnością w życiu nie odkryłabym magii czytania i dziś pewnie mój pokój nie ginąłby w książkach. Dzięki tej pozycji zaczęłam czytać i będę zawsze z ciepłymi uczuciami do niej wracała i polecam każdemu, aby polecił swojej córce, siostrzenicy, bratanicy, kuzynce, która dopiero nauczyła się czytać. Ta historia je zahipnotyzuje i sprawi, że zakochają się w niej i będą jej wierne do końca życia.
„Niestety, sny na jawie mają to do siebie, że nie trwają zbyt długo, przychodzi taki moment, gdy trzeba przestać marzyć, a to bardzo boli.” ~ Ania z Zielonego Wzgórza, Lucy Maud Montgomery, Kraków 2010, s. 48.
OCENA: 10/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki

Tak książki o Ani są moimi ulubionymi i w zasadzie nigdy nie mogę znaleźć w nich co mogłaby skrytykować, więc przez najbliższy czas jesteście wręcz skazane na moje pochwalne psalmy słane w kierunku całego cyklu. Ale prawda, że jakoś to przeżyjecie? 
Lady Spark