poniedziałek, 10 marca 2014

031. "Ania z Zielonego Wzgórza" czyli powrót do szczęśliwego dzieciństwa



AUTOR: Lucy Maud Montgomery
TYTUŁ ORYGINALNY: Anne of Green Gables
TOM: Pierwszy 
SERIA: Ania z Zielonego Wzgórza
TŁUMACZ: Agnieszka Kuc
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie

OPIS
Gdy Maryla i Mateusz Cuthbertowie decydują się przygarnąć chłopca z sierocińca, nie mają pojęcia, że od tej pory ich życie wypełnią niespodzianki. Zaczyna się od tego, że na Zielone Wzgórze w Avonlea przybywa nie chłopiec, lecz jedenastoletnia rudowłosa dziewczyna. Ania to osóbka o nieprzeciętnym temperamencie i wybujałej fantazji. Jej obecność wywróci życie mieszkańców Avonlea do góry nogami, a Zielone Wzgórze nigdy nie będzie takie jak dawniej… Czy Ania znajdzie w Avonlea spełnienie swoich marzeń? A może czeka na nią coś więcej? [1]

RECENZJA
Matko! Na wstępie zaznaczę, że cały cykl o Ani Shirley jest jednym z dwóch moich ulubionych z dzieciństwa. Dlatego wybaczcie wszelkie odwołania do tego okresu, ale właśnie ta pozycja zapoczątkowała moją przygodę z czytaniem i należy do listy tych książek, które przeczytałam, jako lektury (wstyd przyznać, ale lista ta jest tak mizerna, że spokojnie wystarczyłby tylko dwie ręce aby je zliczyć). Wróćmy jednak do głównego wątku.
Kto z nas nie zna tej miłej i uroczej, rudowłosej osóbki, jaką jest Ania? Chyba wśród naszych czytelników nie ma nikogo takiego. Nie twierdzę, że każdemu musi się podobać ta pozycja i jej kontynuacje, ale chyba każdy kojarzy sierotkę przygarniętą przez rodzeństwo Cuthbertów. Jest to bardzo temperamentna, kąpana w gorącej wodzie rudowłosa dziewczynka, która w wieku trzech miesięcy straciła rodziców i do tego czasu tułała się po różnych rodzinach, gdzie niekoniecznie była chcianym gościem. W wyniku okropnej pomyłki trafia na Zielone Wzgórze gdzie już zostaje i wprowadza wiele ciepła w życie jego mieszkańców. Czasami również przyprawia ich o nie mały ból głowy i szybsze bicie serca, ale przecież to tylko dziecko.
Oprócz Ani poznajemy również pozostałych mieszkańców Avonlea, jak Marylę i jej brata Mateusza. To właśnie Maryla wychowuje Anię, a Mateusz ma się nie wtrącać. Jednak dziewczynka, od razu zawładnęła sercem spokojnego, starego kawalera i jest w stanie dać jej wszystko. Z kolei Maryla to ta zła i bardziej ostra, ale jednocześnie kocha ponad życie tę iskierkę, która biega po ich domu. Poznajmy również panią Linde, która jest okiem całego Avonlea i jako pierwsza wie o wszystkich plotkach i ploteczkach oraz najlepiej zna się na wszystkim. 
Wróćmy jednak do Ani. Utrapieniem panny Shirley są przede wszystkim jej rude włosy, których szczerze nienawidzi i najchętniej widziałaby się w czarnych jak smoła włosach. Ma duże zielony oczy i piękny, zgrabny nosek. Jak na dziecko w swoim wieku jest bardzo rezolutna, ale używa zbyt dużo wzniosłych i mądrych słów. Łatwo ją zranić, co pokazała w rozdziale pod tytułem „Pani Małgorzata Linde przeżywa szok”. Mimo wszystko zyskuje ogromną sympatie każdego, kogo napotka na swojej drodze. Największym marzeniem Ani jest to by znaleźć przyjaciółkę od serca i staje się nią Diana Barry, która jest zupełnym przeciwieństwem Shirley. Jednak mimo różnic, które dzielą obie dziewczynki szybko się zaprzyjaźniają i pozostają nierozłączone oraz popadają w przeróżne tarapaty.
Bez wątpienia dzięki wybujałej wyobraźni Ania była w stanie znieść jedenaście lat swojego życia, które spędziła tułając się po różnych rodzinach. Często przez to popada w kłopoty, ale przecież dzięki temu jej życie jest tak fascynujące. Ania jest również prawdziwą małą dziewczynką, która uwielbia mieć piękne stroje. Jednak konserwatywna Maryla uparcie ubiera ją w smutne, sztywne sukienki, które nie mają ozdób. 
Nie możemy zapomnieć również o Gilbercie Blythe, który już od pierwszego spotkania bardzo mocno dokuczył Ani, co spowodowało, że ich stosunki były bardzo napięte. Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wszyscy wiemy jak to później się kończy.
Autorka wspaniale oddała myśli małej dziewczynki. Możliwe, że gdy czytałam ją teraz trochę mnie denerwowało gadulstwo Anny. Jednak, gdy miałam tyle lat, co ona i zaczynałam z nią przygodę była najwspanialszą bohaterką, jaką mogłam wymarzyć. Dlatego pozostanę wierna swojemu pierwszemu odczuciu i będę ją darzyła sympatią i wielką miłością. To przecież przez nią chciałam mieć rude włosy, a na imię mieć Anna. Swego czasu czytałam cały cykl, co wakacje i co wakacje podobał mi się tak samo. To był taki mój rytuał. Gdyby nie moja mama to z pewnością w życiu nie odkryłabym magii czytania i dziś pewnie mój pokój nie ginąłby w książkach. Dzięki tej pozycji zaczęłam czytać i będę zawsze z ciepłymi uczuciami do niej wracała i polecam każdemu, aby polecił swojej córce, siostrzenicy, bratanicy, kuzynce, która dopiero nauczyła się czytać. Ta historia je zahipnotyzuje i sprawi, że zakochają się w niej i będą jej wierne do końca życia.
„Niestety, sny na jawie mają to do siebie, że nie trwają zbyt długo, przychodzi taki moment, gdy trzeba przestać marzyć, a to bardzo boli.” ~ Ania z Zielonego Wzgórza, Lucy Maud Montgomery, Kraków 2010, s. 48.
OCENA: 10/10

[1] Opis zaczerpnięty z tyłu książki

Tak książki o Ani są moimi ulubionymi i w zasadzie nigdy nie mogę znaleźć w nich co mogłaby skrytykować, więc przez najbliższy czas jesteście wręcz skazane na moje pochwalne psalmy słane w kierunku całego cyklu. Ale prawda, że jakoś to przeżyjecie? 
Lady Spark 

10 komentarzy:

  1. Anię każdy zna, ale ja nie czytałam jej i raczej tego nie planuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy musi ją przeczytać :).
      Od tego zaczęła się moja przygoda z czytaniem, więc mam do tego cyklu szczególny sentyment :)

      Usuń
  2. Któżby nie znał małej Ani! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ania nie miała przypadkiem szarych oczu? Tak mi się coś kolebie po głowie...
    Nie mniej jednak, obok książek Małgorzaty Musierowicz, cykl o Ani to moja ulubiona pozycja w literaturze z okresu dzieciństwa. Przebija ją tylko literatura wojenna, którą kocham do dzisiaj. No i której z nas nie podobałby się Gilbert? :D
    Pozdrawiam serdecznie,
    Anna. (nie Andzia!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tych oczu to wszystko zależy od tłumacza. W jednym tomie są zielone, w innym z kolei szare. Już z różnymi wersjami się spotkałam.
      No właśnie, której nie podobałby się Gilbert? :D

      Usuń
  4. "Ania z Zielonego Wzgórza" i ja to się raczej nie lubimy :) Ale moja mama lubi wracać do tej książki z młodości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że się nie lubicie. Ja ją uwielbiam :)
      Moja mama mi ją pokazała jako pierwsza :)

      Usuń
  5. Ania już zawsze kojarzyć mi się będzie z podstawówką i z tym jak leżąc chora czytałam ją ;) Niemniej jednak pamiętam, że z samą literaturą mam jak najbardziej pozytywne skojarzenia ;)

    OdpowiedzUsuń