Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl "Trylogia czasu". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl "Trylogia czasu". Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 grudnia 2017

468. Luźna sobota: Stos #3

Od ostatniego stosu, który prezentowałam Wam na blogu minął ponad rok. Trzeci w historii Kreatywnej Alternatywy zaczęłam 2 września 2016 r. W międzyczasie pojawiło się kilka pozycji recenzenckich, które mają pierwszeństwo przed moimi książkami przerywało mi wyczytywanie wyznaczonej sobie listy, a także parę książek, które po prostu musiałam przeczytać od razu jak je kupiłam. Dlatego powyżej macie zdjęcie książek, które na stos się składały w dniu 2 września 2016, znowu kilku nie ujęłam, więc poniżej prezentuję listę:
1. "Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow (531 stron) [3,2 cm] 6/10
2. "Tully" Paullina Simons (688 stron) [3,4 cm] 6/10
3. "Dziennik nimfomanki" Valerie Tasso (271 stron) [2,0 cm] 4/10
4. "Pokochaj mnie mamo" Cassie Harte; seria "Pisane przez życie" (312 stron) [2,4 cm] 9/10
5. "Na drugim brzegu Bosforu" Theresa Revay (416 stron) [1,9 cm] 7/10
6. "Czerwień Rubinu" Kerstin Gier; seria "Trylogia Czasu" #1 (344 strony) [2,5 cm] 7/10
7. "Błękit Szafiru" Kerstin Gier; seria "Trylogia Czasu #2 (364 strony) [2,4 cm] 7/10
8. "Zieleń Szafiru" Kerstin Gier; seria "Trylogia Czasu" #3 (456 strony) [2,8 cm] 7/10
9. "Słodka morska bryza" Barbara Delinsky (464 strony) [3,3 cm] 6/10
10. "Minaret" Leila Aboulela; seria "Kobiety Orientu" (336 stron) [2,4 cm] 7/10
11. "Letnie rozkosze" Nora Roberts (480 stron) [2,9 cm] 3/10
12. "Dziewczyny wyklęte" Szymon Nowak (530 stron) [3,8 cm] 5/10
13. "Gama uczuć" Maria Rodziewiczówna (64 strony) [0,5 cm] 4/10
14. "Sekretna szkatuła" Martin Langfield (508 stron) [3,6 cm] 1/10
15. "Mistyfikacja" Candace Camp (450 stron) [3,3 cm] 8/10
16. "Bliżej słońca" Richard Paul Evans (320 stron) [2,2 cm] 9/10
17. "Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weisberger; seria: "Diabeł ubiera się u Prady" #1 (448 stron) [3,0 cm] 5/10
18. "Zemsta ubiera się u Prady. Powrót diabła"Lauren Weisberger; seria: "Diabeł ubiera się u Prady" #2 (464 strony) [3,5 cm] 3/10
19. "Bracia Kliczko. Biografia" Leo G. Linder (270 stron) [1,9 cm] 6/10
20. "Szukając Alaski" John Green (320 stron) [2,5 cm] 7/10
21. "Księżna i prezydent" Valery Giscard d'Estaing (224 strony) [1,7 cm] 1/10
22. "Charlotte Street" Danny Wallace (440 stron) [2,5 cm] 4/10
23. "Pora na życie" Cecelia Ahern (424 strony) [3,2 cm] 6/10
24. "Grawitacja" Tess Gerritsen (384 strony) [2,6 cm] 8/10
25. „Zbrodnie Kościoła" Giuseppe Staffa (544 strony) [3,5 cm] 5/10
26. "Ocal mnie" Lisa Scottoline (544 strony) [3,2 cm] 7/10
27. "Kuzynki" Andrzej Pilipiuk; seria: "Kuzynki" #1 (320 stron) [2,6 cm] 5/10
28. "Księżniczka" Andrzej Pilipiuk; seria: "Kuzynki" #2 (296 stron) [2,5 cm] 5/10
29. "Dziedziczki" Andrzej Pilipiuk; seria: "Kuzynki" #3 (304 strony) [2,5 cm] 4/10
30. "Zaginiona" Andrzej Pilipiuk; seria: "Kuzynki" #4 (338 stron) [2,8 cm] 5/10
31. "Hrabina. Tragiczna historia Elżbiety Batory" Rebecca Johns (432 strony) [3,0 cm] 7/10
32. "Lekcje włoskiego" Peter Pezzelli (464 strony) [2,9 cm] 7/10
33. "Kłopotliwy dług księżnej" Nicola Cornick (384 strony) [2,9 cm] 8/10
34. "Brylant Pindara" Katie Hickman (320 stron) [2,3 cm] 6/10
35. "Prezent od Tiffany'ego" Melissa Hill (456 stron) [2,8 cm] 6/10
36. "Wtorkowy Klub Erotyczny" Lisa Beth Kovetz; seria: "Seria do torebki" ( 306 stron) [1,7 cm] 3/10

Postanowiłam dodać również książki, które nie były planowane w  stosie i o to ich lista (książki te nie biorą udziału w podsumowaniach statystycznych):
1. "Zdobywcy Oddechu" Przemysław Piotr Kłosowicz (200 stron) [1,2 cm] 8/10
2. "Harry Potter i przeklęte dziecko" J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne; seria "Harry Potter" #8 (367 stron) [2,6 cm] 8/10
3. "Królestwo za mgłą" Zofia Posmysz, Michał Wójcik (413 stron) [3,6 cm] 9/10
4. "Wojna Winstona" Michael Dobbs; seria: "Winston Churchill" #1 (560 stron) [3,0 cm] 6/10
5. "Chwila na miłość" Joanna Stovrag (368 stron) [2,6 cm] 10/10
6. "Rodzina O." Ewa Madeyska; seria: "Rodzina O," #1 (544 strony) [3,5 cm] 8/10
7. "Łzy księżniczki" Jean Sasson; seria "Księżniczka Sułtana" #4 (432 strony) [3,4 cm] 7/10
8. "Sekrety księżniczki" Jean Sasson; seria "Księżniczka Sułtana" #5 (400 stron) [3,0 cm] 6/10
9. "W kręgu księżniczki" Jean Sasson; seria "Księżniczka Sułtana" #3 (336 stron) [1,7 cm] 6/10
10. "Czas tęsknoty" Adrian Grzegorzewski; seria: "Czas tęsknoty" #1 (416 stron) [3,0 cm] 4/10
11. "Czas burzy" Adrian Grzegorzewski; seria: "Czas tęsknoty" #2 (416 stron) [2,0 cm] 6/10
12. "Całe życie" Robert Seethaler (174 strony) [1,9 cm] 6/10
13. "Barbara Hulanicki. Ważne jest tylko jutro" Judyta Fibiger (288 stron) [2,4 cm] 8/10
14. "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood (386 stron) [2,5 cm] 7/10
15. "We wspólnym rytmie" Jojo Moyes (512 stron) [3,1 cm] 8/10
16. "Mężczyzna, który gonił swój cień" David Lagercrantz; seria "Millennium" #5 (424 strony) [3,0 cm] 5/10

ŚREDNIA OCENA STOSU #3: 5,69 - ten stos jest gorszy do drugiego. Dla przypomnienia poprzedni miał średnią 6,11. W sumie to czułam, że średnia z tego stosu nie wyjdzie dobra.

ILOŚĆ STRON STOSU #3: 14216 – więcej niż w poprzednim, ale niestety książki były słabsze jakościowo.

NAJGROSZE KSIĄŻKI STOSU #3:

1. "Księżna i prezydent" Valery Giscard d'Estaing (224 strony) [1,7 cm] 1/10
Już nawet nie pamiętam o czym była ta książka. Była tak nudna i źle napisana, że tylko fakt, że była krótka sprawił, że ją przeczytałam. Naprawdę! Nie czułam się po niej nawet zszokowana czy zbulwersowana. 
2. "Sekretna szkatuła" Martin Langfield (508 stron) [3,6 cm] 1/10
Miał być dobry thriller. Miało być wiele emocji, a ja zastanawiałam się o co w tej książce chodzi. Naprawdę nie wiem, co autor miał na myśli. Nie polecam!
3. "Wtorkowy Klub Erotyczny" Lisa Beth Kovetz; seria: "Seria do torebki" ( 306 stron) [1,7 cm] 3/10
Prymitywna książka. Bardzo smutno mi z faktu, że literatura dla kobiet poszła w tę stronę. Sceny seksu były prymitywne i chamskie. A przecież nie o to chodzi, prawda? Można napisać dobrą książkę dla kobiet bez pisania o erotyce w taki sposób.


NAJLEPSZE KSIĄŻKI STOSU #3:
1. "Grawitacja" Tess Gerritsen (384 strony) [2,6 cm] 8/10
Jedna z lepszych książek tego roku. Uważam, że to był dobry wybór, że zaczęłam od niej, bo dzięki niej mam właśnie ochotę na więcej książek tej autorki, ale najpierw muszę skompletować sobie jej wszystkie serie. 
2. "Ocal mnie" Lisa Scottoline (544 strony) [3,2 cm] 7/10
Ze względu na własne przeżycia w szkole problem prześladowania jest mi bardzo bliski i uważam, że warto go nagłaśniać i pisać o nim. Lisa Scottoline oddała go idealnie. Wiem, że nie zawsze wszystko jest czarno - białe, ale w przypadku relacji dziecko-dziecko należy zwrócić szczególną uwagę na to, aby z jednego nie wyrósł kat, a z drugiego ofiara. 
3. "Pokochaj mnie mamo" Cassie Harte; seria "Pisane przez życie" (312 stron) [2,4 cm] 9/10
To bardzo dramatyczna książka, która pokazuje, że nie każde dziecko jest chciane, a czasami płaci za błąd rodzica, o którym nawet nie ma pojęcia. Na dodatek człowiek, który powinien być dla Cassie bohaterem skrzywdził ją najbardziej na świecie. Nie jedna łza spłynęła po moim policzku, gdy ją czytałam.
4. "Bliżej słońca" Richard Paul Evans (320 stron) [2,2 cm] 9/10
Evans jak zwykle mnie nie zawiódł! Po "Szukając Noel" pokochałam tego autora, ale po "Bliżej słońca" uwielbiam go pod niebiosa! Ciepła historia, która pokazuje jak wiele jest wstanie zdziałać miłość oraz jak wiele jest niesprawiedliwości na świecie. Piękno i prostota w jednym. 

NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIA STOSU #3:
1. "Szukając Alaski" John Green (320 stron) [2,5 cm] 7/10
Sądziłam, że dam tę pozycję do rozczarowań i najgorszych książek jednocześnie, tak jak to miało miejsce w przypadku "19 razy Katherine". Dzięki niebiosom, ale pomyliłam się! John Green mnie nie zawiódł. W końcu!
2. "Lekcje włoskiego" Peter Pezzelli (464 strony) [2,9 cm] 7/10
Moje pierwsze spotkanie z tym autorem uznaję za udane. Nie spodziewałam się po prostu dobrej historii, którą dostałam. Klimat Włoch jest w nich mocno wyczuwalny, a to w książkach cenię, gdy mogę przenieść się za pomocą nich w inne miejsce na świecie.


 3. "Czerwień Rubinu" Kerstin Gier; seria "Trylogia Czasu" #1 (344 strony) [2,5 cm] 7/10
4. "Błękit Szafiru" Kerstin Gier; seria "Trylogia Czasu #2 (364 strony) [2,4 cm] 7/10 
5. "Zieleń Szafiru" Kerstin Gier; seria "Trylogia Czasu" #3 (456 strony) [2,8 cm] 7/10
W sumie nie oczekiwałam niczego od "Trylogii Czasu", chciałam się po prostu dobrze bawić i udało się to. Przyjemna młodzieżówka przy, której czas leci szybko, a strony przewracają się same. Pamiętam również, że teksty głównych bohaterów wywołały kilka razy u mnie uśmiech na twarzy. Będę polecać wszystkim młodym ludziom, żeby o niej poczytali.


I tak o to prezentuje się cały stos nr 3. Mam nadzieję, że czwarty, który zacznę pewnie dopiero w styczniu, jeśli nie w lutym okaże się lepszy i będę mogła go Wam zaprezentować jak najszybciej.

PS Ja przygotowuję dla Was post, a obok mojego łóżka leży ten o to jegomość:
Czarek, pies mamy, który nie bardzo rozumie, że nie jestem
jego właścicielką i powinien dać mi spokój. Czarek mówi Wam: cześć! 

czwartek, 9 lutego 2017

364. Zaskakująca "Zieleń Szmaragdu"


AUTOR: Kerstin Gier
TYTUŁ ORYGINALNY: Smaragdgrun. Liebe geht durch alle Zeiten
TŁUMACZ: Agata Janiszewska
SERIA: Trylogia Czasu
TOM: Trzeci   
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO:  Literacki Egmont   

OPIS
Zieleń Szmaragdu to trzeci tom Trylogii czasu.
Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce? To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen – podróżniczka w czasie mimo woli – musi wziąć się w garść, chociażby po to, żeby przeżyć. Nici intryg z przeszłości także dziś splatają się w zabójczą sieć. Złowrogi hrabia de Saint Germain jest bardzo bliski swojego celu. Gwendolyn musi stanąć do walki o prawdę, miłość… i własne życie [1]

RECENZJA
„Zieleń Szmaragdu” rozpoczyna się w miejscu, gdzie zakończył się „Błękit Szafiru”. Muszę przyznać, że do ostatniej części dorwałam się jak szalona, bo cała trylogia bardzo mocno wciąga. Ogólnie muszę przyznać, że jest to seria, która przez całe trzy tomy, które równie dobrze mogłyby mieścić się w jednej grubej książce, trzyma równy, dobry poziom.

Gwen dalej nie wie, komu wierzyć, czy Strażnikom, czy może Lucy i Paulowi. Na dodatek jej dziadek, z którym widuje się w przeszłości nie jest w stanie jej pomóc, a jeśli już to również mówi zagadkami. Na dodatek Gideon jednak jej nie kocha, a ona nie może poddać się czarnej rozpaczy jak każda nastolatka by to zrobiła, bo musi pomagać Stowarzyszeniu, które chce zamknąć Krąg Dwanaściorga. A jakby tego było mało musi walczyć o swoje życie, bo ktoś chce ją zabić. Sami przyznacie, że to trudne warunki do oddawania się czarnej rozpaczy.

Po drugim tomie pytania w mojej głowie wyskakiwały jak z królik z kapelusza. Miałam ich tyle, że nie wiedziałam, na które chcę najpierw poznać odpowiedź. A autorka na dodatek przez pierwsze dwieście stron ostatniego tomu nawet nie raczyła odpowiedzieć na połowę, więc brnęłam przez kolejne strony przygód Gwen i Gideona i parskałam śmiechem z powodu docinków dziewczyny. Muszę przyznać, że Gier bardzo dobrze wszystko sobie rozplanowała i na koniec wbiła mnie w łóżko, bo nie spodziewałam się w danej postaci danej osoby. Muszę tak pisać, żeby Wam za wiele nie zdradzić, więc wybaczcie. Obstawiałam wiele osób, ale nie jego! Chociaż jak to sobie przemyślałam dochodzę do wniosku, że to było dość logiczne, ale już nieistotne.

Gwen i Gideon musieli zdecydować, komu uwierzyć. Za kim iść i czy pomóc zamknąć Krąg Dwanaściorga i dać ludzkości lek na wszystkie choroby świata. Chociaż Gideon od początku był szkolony na Podróżnika w czasie o tyle Gwen w większości porusza się na ślepo i intuicyjnie. Jednak ostatecznie udaje im się znaleźć wspólną drogę.

Nie mogę zdradzić zbytnio fabuły, ale przyznam, że odetchnęłam z ulgą, że w „Trylogii Czasu” nie mam trójkąta miłosnego z główną bohaterką w roli głównej. Owszem są pewne zawirowania miłosne, ale serce naszej Gwen jest wierne jednemu chłopakowi, którego pokochała. Ogólnie w tej całej serii jest pewna nutka oryginalności, która mnie się podoba, bo tęsknię za tymi postaciami, które pożegnałam wraz z ostatnim zdaniem w tej książce.

Nie jest to, co prawda literatura najwyższych lotów, ale bawiłam się przy niej wyśmienicie, jest lekko napisana i przede wszystkim ma wiele postaci, które są od siebie różne pod względem charakteru. Jest impulsywna Gwen oraz perfekcyjna kuzynka Charlotta, a także przystojny i odważny Gideon, a także pewien duch-gargulec, który od drugiego tomu zdecydowanie stał się najzabawniejszym komentatorem na świecie.

Jeśli macie w rodzinie kogoś, kto lubi książki z pogranicza fantastyki, albo chcecie zachęcić kogoś młodego do czytania to „Trylogia Czasu” zdecydowanie powinna znaleźć uznanie w oczach takiej osoby. Myślę, że dla mnie przygody, Gwen i Gideona będą na dalszych miejscach listy ulubionych książek, ale z pewnością będę je dobrze wspominać.
"Ale z miłości robi się rzeczy, których inaczej by się nie zrobiło." ~ Kerstin Gier, Zieleń Szmaragdu, Warszawa 2012, s. 62.
OCENA:  7/10

W zastępstwie Tea kończę "Trylogię Czasu". Ależ mamy biało na dworze :D. Ja tam bardzo lubię zimę. Zdecydowanie bardziej niż lato. Jestem z tych co wolą chłodek niż tropikalne upały. 
Pozdrawiam, Lady Spark


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 6 lutego 2017

363. "Błękit szafiru", czyli jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi w "Trylogii czasu"

AUTOR: Kerstin Gier
TYTUŁ ORYGINALNY: Saphirblau. Liebe geht durch alle Zeiten
TŁUMACZ: Agata Janiszewska
SERIA: Trylogia Czasu
TOM: Drugi        
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO:  Literacki Egmont   

OPIS
Błękit Szafiru to już drugi tom Trylogii czasu. Gwendolyn i Gideon zapatrzeni w siebie wrócili właśnie z początku XX wieku. Ale sprawy tylko się skomplikowały. Czy Strażnicy mają rację, uznając Lucy i Paula za przestępców, czy też może mylą się w swojej wierności hrabiemu de Saint Germain? Gwendolyn jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości. Uczucia Gideona do Gwen wystawiona zostają na najpoważniejszą próbę… [1]

RECENZJA
Po „Czerwieni Rubiunu” szybko zabrałam się za „Błękit Szafiru”, czyli tom, który moim zdaniem ma najładniejszą okładkę z całej trylogii. Byłam bardzo ciekawa, co czeka dalej Gwen i Gideona tuż po powrocie z początku XX wieku, gdzie spotkali zarówno podróżniczkę w czasie, czyli kuzynkę głównej bohaterki, Lucy, a także Paula, który należy do rodziny Gideona. Byłam ogromnie ciekawa, czy faktycznie Lucy i Paul są zdrajcami, za jakich uważa ich Stowarzyszenie?

Ogólnie na początku trudno określić czy wraz z upływem czasu Gwen dojrzewa i staje się mądrzejsza, bo „Błękit Szafiru” rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, gdzie zakończył się pierwszy tom. Gwen dalej jest nieprzygotowana do swojej roli, jako podróżniczki w czasie, bo jej mama celowo skłamała w dacie jej urodzenia. Nikt nie wie, dlaczego dokładnie tak zrobiła, ale teraz Gwen nagle musi pojąć wszystko to, na co jej kuzynka Charlotta miała kilkanaście lat. Bardzo denerwował mnie fakt, że ci cali Strażnicy po prostu wymagali od niej tego wszystkiego, co umiała już Charlotta i byli ogromnie zirytowani, gdy przyswajanie nauki nie szło jej tak szybko jakby oczekiwali, a przecież, gdyby była możliwość to z pewnością zamieniłaby się na ten czas mózgiem z kuzynką i dla świętego spokoju robiła wszystko to, co oni chcą. Na dodatek również niczego jej nie mówili i traktowali jak trzylatkę, ale wymagali, aby angażowała się cała w zadanie, o którym nic nie wie. Chcieli żeby narażała życie, bo już w „Czerwieni Rubinu” przekonałam się, że mimo wszystko przeskoki w czasie nie były takie bezpieczne.

Cóż nie mogę zbytnio nic powiedzieć o fabule, ale przyznam się, że podobnie jak Gwen nie do końca wiedziałam, komu wierzyć. Czy Gideonowi i Strażnikom, że Lucy i Paul to zdrajcy czy też uciekającej wiecznie dwójce. Myślałam, że czytając drugi tom dowiem się czegoś więcej, ale ogromnie się pomyliłam. Autorka pozostawiła mnie z jeszcze większą ilością pytań niż przy pierwszej części i nie odpowiedziała na ani jedno, które kołatało się w mojej głowie.

Cały czas jednak nie pojęłam fenomenu tej trylogii. Ogólnie owszem jest ciekawa i akcja jest bardzo dynamiczna, co w zdecydowanym stopniu może pomagać w tym jak młoda osoba ją będzie odbierać, bo wiadomo, że lepiej nam podchodzi książka, w której coś ma jakąś akcję niż wlecze się jak flaki z olejem. Jednak nie ma tu ani wybitnych postaci, ani styl nie powala, jest po prostu dopasowany do wieku czytelnika, czyli do osoby młodej, a nawet nastolatki.

Muszę jednak pochwalić Gier za stworzenie świata, z którym się jeszcze nie spotkałam w mojej czytelniczej przygodzie. Za tę tajemnicę, która rozwiąże się dopiero w trzeciej części i mam nadzieję, że wszystkie moje wątpliwości zostaną rozwiane i pozostawi to dobre wrażenie, które utrzymuje się po dwóch tomach, bo jest to dobra seria, którą śmiało mogę polecić osobom młodym, jeśli szukają książki pełnej przygód. Zacieram rączki na trzeci tom i kolejny cykl tej autorki, który również ma boskie okładki. Muszą wydawcy dawać je do najlepsze grafika, jakiego mają, bo okładki to istne cuda. Można się na nie gapić godzinami.
"Broń, z którą człowiek nie umie się obchodzić, zostaje z reguły użyta przeciwko niemu." ~ Kerstin Gier, Błękit Szafiru, Warszawa 2011, s. 135.
OCENA:  7/10

Nadszedł luty, co mnie cieszy, bo styczeń to był okropny miesiąc. Teraz musi być lepiej. A jak u Was? :)
Wprowadziłyśmy z Tea system zmianowy zaglądania do Was, więc od teraz jeśli zobaczycie mnie zamiast jej to spokojnie. Ona Was nie olała ;). Po prostu doba ma za mało godzin, a my za dużo zajęć i jedna osoba tego nie ogarnie ;). 

Pozdrawiam, Lady Spark 


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 30 stycznia 2017

360. Czas jako najważniejszy czynnik w "Trylogii czasu"


AUTOR: Kerstin Gier
TYTUŁ ORYGINALNY: Rubinrot
TŁUMACZ: Agata Janiszewska
SERIA: Trylogia Czasu
TOM: Pierwszy        
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO:  Literacki Egmont   

OPIS
Gwendolyn ma szczesnaście lat, dwoje rodzeństwa, oddaną przyjaciółkę w klasie i lekko dziwaczną rodzinę. Z dnia na dzień dowiaduje się, że jest obdarzona genem podróży w czasie. Drugim podróżnikiem jest niejaki Gideon – bezczelny, arogancki, choć bosko przystojny młodzian, który tajną misję zachowałby najchętniej dla siebie, ale bez Gwandolyn nie uda mu się misji wypełnić…
Podróże w czasie, niebezpieczeństwa czyhające w najmniej spodziewanym momencie, miłość, która nie zna granic czasu… ta książka cię pochłonie. Dla ciebie również czas przestanie mieć znaczenie. [1]

RECENZJA
Nie wiem jak długo „Trylogia czasu” czekała na swoją kolej, ale chyba coś około trzech lat, bo zakupiłam ją na samym początku mojego pomysłu z własną biblioteczką. Wiele vlogerek książkowych w swoich filmach się nią zachwycało, więc w końcu i ja postanowiłam wziąć do rąk pierwszy tom, czyli „Czerwień rubinu”.

Gwendolyn ma szesnaście lat i chodzi do dziesiątej klasy jednej z londyńskich szkół. Na pozór jest zwykłą nastolatką, ale nikt nie wie, że należy do szczególnej rodziny, w której występuje coś takiego jak gen podróży w czasie. Początkowo NIK nie podejrzewa, że to Gwen jest jego posiadaczką. Cała rodzina obstawia raczej jej kuzynkę Charlottę i to właśnie ją od najmłodszych lat przygotowywano do podróży w czasie. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia Gwen idąc do sklepu po ulubione cukierki ciotki Maddy nagle znajduje się w tym samym miejscu, ale w zdecydowanie innej epoce…

Gwen i Charlotte różnią się od siebie bardzo mocno. Wiadomo nie są siostrami, ale jak na kuzynki wychowujące się w jednym domu to różnica między nimi jest diametralna. Gwen miała normalne dzieciństwo, czyli biegała po trzepakach i zdzierała sobie kolana, a za to Charlotte od małego przygotowywana była do podróży w czasie. Uczyła się historii, geografii czy nawet różnych sztuk walk. Dowiadujemy się, że również Gwen by się tego uczyła, gdyby tylko urodziła się dzień wcześniej, bo między dziewczynami jest dokładnie tylko doba różnicy, a to właśnie data zadecydowała, że sądzono iż to Charlotta była posiadaczką genu podróży w czasie. Dlatego, wiec to Gwen przeniosła się do przeszłości? Musicie przeczytać książkę żeby się tego dowiedzieć.

Mamy również w książce Strażników, których zadaniem jest zebranie dwunastu kropel krwi od dwunastu przedstawicieli, którzy posiadali gen czasu. Nazywani są oni kamieniami szlachetnymi. Gwen to tytułowy rubin. Im dalej w kartki tym lepiej poznajemy historię jej rodziny i to, że jedna z jej kuzynek również była kamieniem, ale wraz ze swoim ukochanym uciekła do przeszłości, a przy tym zabrała narzędzie z większością kropel krwi. Zadaniem Gideona do tej pory było uzupełnienie drugiego naczynia, a w tym powinna pomóc mu Gwen… Ale czy Gwen tak łatwo da się nastawić przeciwko własnej kuzynce Lucy? Czy będzie ślepo wierzyła Strażnikom tak jak szkolony przez nich od małego Gideon? Przeczytajcie, a się dowiecie.

Żałuję tylko, że miałam tak mało czasu na czytanie tej książki, bo w sumie powinnam być już po dwóch tomach, a ja dopiero będę zaczynała „Błękit Szafiru”. Myślę jednak, że kolejne tomy będą równie dobre jak pierwszy, bo ta trylogia jest wszędzie zachwalana i pierwsza część powinna zachęcić młodzież do czytania, bo jest tu wszystko co być powinno moim zdaniem.

Jest to typowa książka dla młodzieży. Wskazuje na to język, który jest bardzo prosty i przystępny, myślenie głównej bohaterki, które jest mocno irytujące. I muszę się tu zgodzi z Gideonem, który określił ją mianem „zwyczajnej dziewczyny chichoczącej na widok przystojnego faceta”. Ma ona za zadanie czytelnika bawić, a wiadomo, że wlecząca się akcja tego nie zrobi, więc mamy tu dość szybko dziejące się rzeczy. I oczywiście jest wątek miłosny, bo jakże mogłoby tego zabraknąć, co? Mimo wszystko mnie się podobała ta lektura, bo kartki przelatywały szybko, a zadziorność Gwen dodawała trochę pikanterii.

"Tajemnica ma wielką moc i daje wielką moc temu, kto potrafi ją wykorzystać. Ale moc w rękach niewłaściwego człowieka jest bardzo niebezpieczna." ~ Kerstin Gier, Czerwień Rubinu, Warszawa 2011, s. 191.
OCENA:  7/10

Jeśli pamiętacie podsumowanie to wiecie, że "Trylogia Czasu" uplasowała się w tych najlepszych książkach roku 2016. 

Mówię też o niej w filmiku na moim kanale: 

Pozdrawiam, 
Lady Spark 


[1] Opis pochodzi z okładki książki