Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl 'Wiktoria Biankowska'. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl 'Wiktoria Biankowska'. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2016

212. "To już jest koniec, nie ma już nic" i bardzo dobrze!

AUTOR: Katarzyna Berenika Miszczuk 
CYKL: Wiktoria Biankowska
TOM: Trzeci
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO: W.A.B.

OPIS
Wiktoria Biankowska, była diablica i niedoszła anielica po raz trzeci wpada w kłopoty. Przypadkowo trafia do Tartaru, tuż po ujrzeniu białego krzyżyka na chodniku i ciężarówki z mrożonkami. A właśnie zaczęło jej się układać. Pokochała diabła Beletha, wyzbyła się boskich mocy, a jej przeciwnik Moroni został zamknięty w anielskim więzieniu. Ponadto diabeł Azazel nie planował niczego złego, zajęty romansem z królową Kleopatrą. [1]

RECENZJA
Kończąc czytać jakąkolwiek serię, zawsze towarzyszą mi przeróżne emocje. Czasem odczuwam smutek, że kończy się moja przygoda z obdarzonymi sympatią bohaterami; radość, ponieważ zakończenie jest idealnie dobrane; zaskoczenie, gdy autor na sam koniec po prostu wbija mnie w fotel, tak, że sama nie wiem, co mam o tym wszystkim sądzić. A co towarzyszy mi po odłożeniu cyklu o Wiktorii Biankowskiej? Ulga! Ogromna, gigantyczna ulga, że wreszcie moje męczarnie zostały zakończone! 

Wiktoria umiera… znowu! Niemniej jednak tym razem jej zabójstwo jest nieszczęśliwym wypadkiem. Dosłownie – pojawiła się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze, co prawda uratowała życie Piotrusiowi, ale sama zapłaciła za to bardzo wysoką cenę. Jakby sam fakt, że „wskoczyła” zamiast Piotrka Śmierci pod topór nie był już wystarczającym problem to okazuje się, że dzięki machlojkom diabła Beletha, Wiki ląduje w Tartarze – miejscu wiecznego potępienia, do którego trafiają najgorsi mordercy i zbrodniarze. Szansę ucieczki są równe zeru, ale przecież Wiktoria to Wiktoria! Dziewczyna próbuję wydostać się z Tartaru a pomaga jej w tym Beleth, który w międzyczasie z diabła stał się… dżinem. Ich zamiary jak zwykle niosą za sobą straszne konsekwencje! Tym razem zagrożona jest Ziemia i wszystkie zaświaty!

Ech, no i co tu napisać? Po drugiej części miałam nadzieję, że w trzecim tomie akcja będzie przynajmniej stwarzać pozory jakiegoś uporządkowanego bytu. Niestety, przeliczyłam się, po raz kolejny! Ja, potępiona to ponownie jazda bez trzymanki kolejką górską. Wszystko dzieje się bardzo szybko, a kolejne wydarzenia pędzą na łeb na szyję. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic do dynamiki fabuły, musi być w każdej dobrej książce! Niemniej jednak, kiedy ten element jest niedopracowany i czasem nawet sama autorka gubi się w całej historii to chyba coś jest nie tak, prawda? 

Znów wyhaczyłam pewne sprzeczności i niedociągnięcia. Nie chcę dodawać spoilerów, ale niektóre rzeczy naprawdę, o ironio, wołały o pomstę do nieba! Ponadto wydawało mi się, że w całym cyklu nie było konsekwencji prowadzenia historii. To, co w jednym tomie nie było problemem w innym stawało się, z zupełnie nierozumianych przeze mnie przyczyn, czymś awykonalnym!

Przez chwilę sama zastanawiałam się co jest gorsze – niezgodność w prowadzeniu niektórych akcji, czy usilne próbowanie wplecenia w całą powieść lekkiego erotyku. Żeby to, chociaż było subtelne, żeby to chociaż było takie przyjemne w odbiorze – dla mnie wyglądało to miejscami śmiesznie, miejscami żałosne… no i jeszcze te wyszeptywane przez bohaterów słówka. Możecie mi wierzyć – niezliczoną ilość razy przewracałam teatralnie oczami i wzdychałam z irytacji. Czy naprawdę w dzisiejszych czasach wszyscy myślą, że tani seks zawsze się sprzeda? W gwoli uściślenia ta konkretna uwaga dotyczy całej serii, nie tylko ostatniej części. 

Paradoksalnie, najbardziej wciągały mnie te wątki, w których nasza Wiktoria albo nie występowała, albo zupełnie się nie udzielała! Jak już tylko bohaterka zaczynała się wtrącać to wiedziałam, że będzie źle. No i cóż, przynajmniej w tej kwestii się nie pomyliłam.

Po zapoznaniu się z trzecim tomem cyklu o pannie Biankowskiej nadal podtrzymuje zdanie, że Wiki jest po prostu głupia. Irracjonalność jej niektórych zachowań mnie porażała, a tematy głębokich rozmyślań sprawiały, że zaczynałam wątpić w całą ludzkość. No, ale poza tym bez zmian – Wiktoria nadal boska, cudowna, wszechmocna, wspaniała, inteligentna i tak dalej, i tak dalej. Boże, widzisz i nie grzmisz! 

Powtórzę się, ale jeśli chodzi o język nadal nie można było odczuć żadnej poprawy. Styl autorki owszem jest przejrzysty, niemniej wciąż jest również przeciętny. Dłuższych opisów niestety też się nie doczekałam! Ach, marna moja dola! No, ale przynajmniej szybko się czyta.

Reasumując, Ja, potępiona to najgorsza część całej serii. Co prawda została oceniona przeze mnie na 2, podobnie jak Ja, diablica, ale taką cyferkę dałam tylko, dlatego, że na samym końcu nawet trochę się wciągnęłam. To jednak nie zmienia faktu, że trzecia część cyklu to książka pełna sprzeczności, niedociągnięć i irracjonalnych postaw wszystkich bohaterów. Cieszę się, że to już koniec! 

Cykl „Wiktoria Biankowska”, w moim odczuciu, jest bardzo słaby. Jedynym i niezaprzeczalnym plusem było to, że naprawdę sprawnie szło zapoznawanie się z kolejnymi kartkami historii. Myślę, że ogólna ocena cyklu mówi sama za siebie. Czytacie na własną odpowiedzialność.

„Nie ma czegoś takiego jak empatia. To wyjątkowo tania zagrywka, niestety z niewiadomych mi przyczyn nadużywana w Niebie.” ~ Katarzyna Berenika Miszczuk; Ja, potępiona; Warszawa 2012; s.114

Ocena: 2/10

Ogólna ocena cyklu: 
1.Ja, diablica: 2
2. Ja, anielica: 3
3. Ja, potępiona: 2
OGÓLNA OCENA: 2!


Skończyłam! A teraz idę oddawać się dalej błogiemu leniuchowaniu! Buźka,
Tea

[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 4 lutego 2016

209. „I powiozą mnie windą do nieba…”

AUTOR: Katarzyna Berenika Miszczuk 
CYKL: Wiktoria Biankowska
TOM: Drugi
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: W.A.B.

OPIS
W życiu Wiktorii ponownie zjawia się przystojny diabeł. Rozbija jej związek z Piotrem i ma nietypową prośbę - chce odzyskać swoje anielskie skrzydła. Czy dziewczynie uda się zwrócić złotookiemu Belethowi marzenia? Przed Wiktorią stają naprawdę trudne wybory - bo z jednej strony zabiegający o jej miłość śmiertelnik, a z drugiej... no właśnie, diabelnie przystojny upadły anioł. W dodatku akcja przeniesie się do nieba. A tam pojawią się kolejni bohaterowie - zabawne putta, podstępny Moroni, rodzice Wiktorii i oczywiście syn szefa, jeżdżący najnowszym maserati... [1]

RECENZJA
Po bardzo słabej pierwszej części cyklu o Wiktorii Biankowskiej naszedł czas na zapoznanie się z kolejnym tomem jej przygód. Przyznam się szczerze, że zasiadając do czytania książki „Ja, anielica” miałam tylko jedno marzenie – abym tym razem przynajmniej troszeczkę mniej się irytowała. Po lekturze śmiało mogę powiedzieć, że w porównaniu do  Ja, diablica druga część wypada ociupinkę lepiej, chociaż szału nadal nie ma. 

Wiktoria wiedzie spokojne, nieświadome życie na Ziemi u boku Piotrka, który w tym momencie jest całym jej światem. Dzięki wyrokowi Lucyfera i Gabriela z pamięci Biankowskiej wymazane zostały wszystkie wspomnienia związane z jej diabolicznym „wcieleniem”. Mimo tego, że Wiki zapomniała o Piekle, Piekło nie zapomniało o niej, a konkretniej pewien przystojny i nieokrzesany diabeł o imieniu Beleth. Dzięki sieci intryg i układów zawieranych przez zaświaty Wiktoria po raz kolejny zostaje obdarzona piekielnymi mocami, z tą tylko różnicą, że tym razem trafia do Nieba. Jeśli ktoś myśli, że czeka ją spokojne życie w Arkadii, jest w ogromnym błędzie! Biankowska również w Raju wplątuje się w niemałe kłopoty. 

Próbowałam! Naprawdę wierzcie, że próbowałam spojrzeć na książkę przychylniejszym okiem. Starałam się tak szybko nie irytować, dawać szansę bohaterom na lepsze zapoznanie się z nimi… no ale nie mogłam! Po raz kolejny szukając odpowiedzi na pytanie: „jak można taki pomysł tak sknocić?!” wychodziłam z siebie i nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Co prawda w drugim tomie przygód niepokornej Wiki zdawało mi się, że tym razem autorka bardziej starała się skupić wszystko w jedną, spójną całość. Nie odnosiłam już wrażenia jakoby książka była stworzona z luźno połączonych ze sobą fragmentów, bez żadnego ładu i składu. Chwała Bogu za to! Również cała akcja wydawała się przebiegać spokojniej niż wcześniej, bardziej przemyślanie. Mimo tego autorka nie wyrzekła się jednak wielu sprzeczności, a cała historia wciąż była niezwykle przewidywalna i miejscami wręcz irytująco męcząca. 

Wielkiej zmiany nie ma również w języku. Styl autorki nadal jest prosty, przejrzysty i niestety przeciętny. Dłuższe opisy pojawiały się jedynie w momentach odniesienia się do pierwszego tomu cyklu, a poza tym ze świecą szukać głębszych przemyśleń bohaterów, podkreślam głębszych – rozhisteryzowanych wywodów Wiktorii kogo ma wybrać: przystojnego diabła czy czarującego Piotrusia, do tego nie zaliczam. 

Zajmijmy się naszymi bohaterami! O ile wcześniej sądziłam, że Wiktoria jest dziecinna, o tyle po książce Ja, anielica jestem już pewna, że nasza pannica jest po prostu głupia. Pomijam już fakt wymienionych wyżej „strasznistych dylematów!”, ale ponadto czytając o tym jak sama na własne życzenie pakuje się w tarapaty miałam ochotę wziąć i solidne nią potrząsnąć! Wciąż infantylna, irytująca i męcząca. Autorka książki miała jednak zupełnie inną od mojej charakterystykę tej postaci – w jej odczuciu ta jest wszechmocna, wspaniała, cudowna, po prostu najlepsza – cud, że za życia nie wynieśli jej na ołtarze! 

Muszę jeszcze przynajmniej wspomnieć o dwóch męskich postaciach. Na początku parę słów o Belethcie – zboczony, poprany, erotoman. W każdej sytuacji, w każdym momencie myśli tylko o tym, aby zaciągnąć Wiktorię do łóżka. Dwuznaczność jego wypowiedzi jest porażająca, a ja zupełnie nie mam pojęcia, o co autorce chodziło. Gdyby takie subtelne (chociaż w przypadku Beletha o subtelności mówić nie można), erotyczne podteksty zdarzały się raz na jakiś czas to byłoby jeszcze okej, ale w zbyt dużej dawce nie są zabawne a irytujące, prostackie i prymitywne. No i jeszcze szepnę dosłownie słówko o Piotrusiu – mdły, mało interesujący i trochę zagubiony we własnym świecie ot co! 

Przyznam się szczerze, że przez chwilę pomyślałam, żeby dać książce 4. Mimo tych wszystkich wymienionych wad, uważam, że Ja, anielica jest ociupinkę lepszą lekturą od pierwszego tomu serii - przez pewien czas historii denerwującego diabła w ogóle nie było, a na dodatek nadal bardzo szybko się ją czyta. Już byłam pewna, że czwórka będzie odpowiednia – w zakończeniu nawet fajna akcja, wszystko okej, i wtedy autorka daje ni z gruchy ni z pietruchy jeden z tych swoich dwuznacznych tekstów, no i umarł w butach! Trzy! Trzy i ani stopnia wyżej! 

„Ciekawość to pierwszy stopień do Piekła. Czy może jednak zaszkodzić, kiedy w tym Piekle już się było?” ~ Katarzyna Berenika Miszczuk; Ja, anielica; Warszawa 2011; s.204

OCENA: 3/10


Zostało mi jeszcze nieco ponad 24 godziny i wreszcie będę miała wolne! Już nie mogę się doczekać! Z tego miejsca chciałabym Was również zaprosić na nowy, książkowy filmik na kanale Lady Spark!

Pozdrawiam,
Tea


[1] Opis pochodzi ze strony lubimyczytac.pl

czwartek, 28 stycznia 2016

206. „Do nieba nie chodzę, bo jest mi nie po drodze…”

AUTOR: Katarzyna Berenika Miszczuk 
CYKL: Wiktoria Biankowska
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: W.A.B.

OPIS
Gdy dwudziestoletnia Wiktoria zostaje zamordowana, zaczyna nowe życie. Dosłownie. Trafia do piekielnego Los Diablos, gdzie dostaje intratną posadę diablicy. Jej zadaniem jest targowanie się o dusze zmarłych, czyli potencjalnych nowych obywateli Piekła. Jednak Wiktoria nie potrafi pogodzić się ze swoją przedwczesną śmiercią, dlatego ciągle wraca na ziemię. Postanawia też zawalczyć o miłość swojego życia i... wybrać między przystojnym diabłem Belethem a śmiertelnikiem Piotrem.  [1]

RECENZJA
Na całą serię o Wiktorii Biankowskiej natrafiłam podczas jakieś wyprzedaży na stronie Empiku. Wówczas wszystkie części cyklu kupiłam za naprawdę śmiesznie małe pieniądze i od tego czasu grzecznie czekały na swoją kolej. Początek nowego roku, w moim mniemaniu, był idealnym momentem, aby zapoznać się z książkami Katarzyny Bereniki Miszczuk.

Wiktoria Biankowska miała raptem 20 lat, gdy została zamordowana. Jej życie, na dobrą sprawę, skończyło się zanim jeszcze tak naprawdę się zaczęło. Dziewczyna jakoś nigdy nie była zbyt religijna, ale mniej więcej się „orientowała”, że jak się jest dobrym to idzie się do Nieba, a jak jest się złym to do Piekła. Podczas targu o jej duszę pomiędzy aniołem a diabłem to ten drugi wygrał i zabrał Wiki do Piekła. Ale tam okazuje się, że Piekło wcale nie przypomina tego, którym księża straszą z ambony ludzi. Wychodzi na jaw, że Piekło jest… rajem, dosłownie – ma się dom jaki tylko się ze chce, nie chodzi się do pracy, nie potrzeba pieniędzy, wszystko jest ogólnie dostępne – no prawdziwy Eden, z tym wyjątkiem, że jednak się nie żyje. Panna Biankowska, co prawda rozpacza z powodu swojej przedwczesnej śmierci, ale okazuje się, że los ma dla niej jeszcze jedną niespodziankę – nie będzie zwykłą mieszkanką Piekła, stanie się prawdziwą diablicą! Wybraną, jedną z dwóch, silną, posiadającą moce, mogącą wrócić na ziemię i udawać, że nadal żyje. Super, nie? Ale to jeszcze nie koniec rewelacji – Wiktoria ma ważne zadanie, a wkrótce dowiaduję się, że jej śmierć nie była wcale przypadkiem.

Doskonale wiecie, że uwielbiam fantasy, prawda? A jeśli w lekturze mamy jeszcze przedstawiony świat aniołów i demonów – o matulu, tego właśnie mi trzeba! Strasznie kręcą mnie takie klimaty. Dlatego też z nieukrywanym entuzjazmem zasiadłam do czytania, no i cóż… mój zapał spadał proporcjonalnie do przerzucanych kartek. Ja się pytam – co to miało być?! Jak można było taki fajny  pomysł, tak bardzo sknocić!

Zacznę od tego, że zagłębiając się w Ja, diablica coraz dalej nie mogłam oprzeć się odczuciu, że książka najzwyczajniej w świecie jest niedopracowana. Miejscami miałam wrażenie, że czytam zlepek kilkunastu fragmentów, które dawniej leżały sobie w jakieś szufladzie i potem zostały bez żadnego ładu i składu ze sobą połączone. Akcja pędziła na łeb na szyję, ale momentami zdawało mi się, że autorka sama nie wiedziała, którą opcję wyjścia z danej sytuacji wybrać i łączyła wszystkie możliwe. Taki misz-masz. Wszystko na raz, poplątane z pomieszanym, że już nie wspomnę o banalności wątku miłosnego i ogólnej przewidywalności historii. Jakby tego było mało, to Ja, diablica jest szeregiem sprzeczności! Nie chcę dodawać spoilerów, ale niektóre rzeczy naprawdę, o ironio, wołały o pomstę do nieba!

Nadszedł czas na bohaterów! Oczywiście najważniejsza w całej opowieści jest Wiktoria Biankowska. A jaka może być główna żeńska postać w takiej historii? No oczywiście, że idealna – piękna, bystra, pociągająca, sprytna i tak dalej… Och, jak ja nie znoszę takiego wyidealizowania! Jak dla mnie Wiki była strasznie infantylna! Myślała wciąż jak zakochana na zabój trzynastolatka i nie robiła nic, żebym mogła zapałać do niej sympatią. Jakby jednej irytującej postaci było mało, to w pierwszej części cyklu o Biankowskiej mamy ich prawdziwy wyspy. Z tego wszystkiego, chyba jedynie postać Lucyfera, o zgrozo, wydawała mi się najbardziej przystępna. W sumie wszyscy „aktorzy” zostali strasznie spłyceni i nie kierowało nimi nic więcej jak tylko chęć dominacji i jeszcze większa potrzeba kopulacji. No serio?! 

Sam język jest bardzo prosty, chociaż miejscami, czytając jakieś tandetne i banalne odzywki, zirytowana przewracałam oczami. Niestety, ale zabrakło mi w książce dłuższych opisów, dzięki którym mogłabym poznać bliżej bohaterów, a nie tylko tak powierzchownie ich zlustrować. 

Reasumując,  Ja, diablica była dla mnie drogą przez mękę! Książka jest pełna sprzeczności, niedociągnięć, a płytcy bohaterowie w niczym nie pomagali. Jednym plusem jest to, że naprawdę szybko się ją czyta. Jak dla mnie lektura jest typowym odmóżdżaczem, na pewno długo nie zostanie w mojej pamięci. Mam jednak nadzieję, że pozostałe części cyklu będą, chociaż trochę lepsze.
„Czym jest kilkadziesiąt lat wobec wieczności” ~ Katarzyna Berenika Miszczuk; Ja, diablica; Warszawa 2010; s.351

OCENA: 2/10

Odliczam już czas do 5 lutego i ostatnich zajęć w tym semestrze! A u Was jak? Macie ferie, czy nadal czekacie na nie z utęsknieniem? Pozdrawiam

Przy okazji chcemy Was zaprosić na pierwszy filmik o książkach Lady Spark, która chce Wam zaprezentować najgorsze książki roku 2015. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=T7sZFf0mdy0

[1] Opis pochodzi ze strony lubimyczytac.pl