poniedziałek, 26 września 2016

308. "Żona oficera" - wojna to paskudna sprawa

Znalezione obrazy dla zapytania żona oficera
AUTOR: Philippa Gregory  
TYTUŁ ORYGINALNY: Fallen Skies
TŁUMACZ: Urszula Gardner
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO:  Książnica

OPIS
Rok 1920, Wielka Brytania. Kraj otrząsa się po pierwszej wojnie światowej. Młodziutka Lily Valance pragnie zapomnieć o ciężkich czasach i rzuca się w wir szalonych lat dwudziestych. Gdy spotyka przystojnego kapitana Wintersa, ulega czarowi jego pozycji społecznej i bogactwa. On liczy na to, że związek z młodą śpiewaczką pozwoli mu się wyzwolić od traumatycznych wspomnień.

Lily decyduje się poślubić Stephena Wintersa, a jednocześnie zamierza kontynuować karierę sceniczną. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak trudne będzie wejście do klasy średniej i stawienie czoła hipokryzji skrywanej za fasadą domu Wintersów.

Stephen nie potrafi sobie poradzić z dręczącymi go koszmarami, aż w końcu prawda o jego wojennych losach zmusza rodzinę do bolesnego rozliczenia z przeszłości. [1]

RECENZJA
Nazwisko Gregory nie jest mi obce. Wielokrotnie widziałam bijące po oczach zapowiedzi książek tej autorki. Jednak do tej pory nie było mi z nimi po drodze. W końcu wpisałam ją na swoją listę książek do przeczytania w najbliższym czasie i dotrwałam do niej. Poznajmy, zatem co w trawie piszczy.

Jest rok 1920. Dwa lata po I wojnie światowej. Świat dalej w szoku, ale cały czas próbuje się podnieść po tym jak synowie oddawali życie w imię wyższych celów. Wielu z nich zginęło, a część powróciła do domu nie zawsze pogodziwszy się z tym, co ich spotkało na froncie.  Do takich osób należy Stephen Winters, do którego przylgnęła łatka najbardziej irytującej postaci męskiej roku. Miewa on nocne koszmary spowodowane skutkami wojny. Nienawidzi własnych rodziców, którzy zmusili go do pójścia na front w połowie jej trwania. Nienawidzi ich za to, że bardziej kochali jego starszego brata Christophera. Wykonuje zawód prawnika w kancelarii swojego sparaliżowanego ojca, chociaż tego nienawidzi. Z rodzicami nie łączy go nic oprócz nazwiska i więzów krwi. Pewnego dnia podczas pobytu w music-hallu spotyka czarującą Lily Valance, która jest młodą śpiewaczką. Nienawidzi wojny, bo zabrała jej dzieciństwo. Aby uporać się z tym, co wyrządziła jej wojna udaje, że nie miała ona nigdy miejsca. Dla Stephena jest nadzieją, że pomoże mu wydobyć się z otchłani koszmarów, w które sam się wpakował podczas wojny. Po śmierci matki dziewczyna zgadza się poślubić Stephena, ale tylko z powodu, że nie ma gdzie iść. Ma problem z przystosowaniem się do zasad klasy wyższej, w jakiej się znalazła. Przede wszystkim ma problem ze swoim mężem, który nagle stał się dla niej obcą osobą. Stephen nie chciał mieć żony, ale marionetkę. Kogoś, kim mógłby kierować i kogo mógłby posiąść w łóżku, gdy tylko tego zapragnie. Ogólnie cała jego rodzina jest sztuczna i pozbawiona jakiejkolwiek pasji życia. Ponad wszystko stawiają zasady wyznawane przez klasę wyższą. Jego matka nie współczuje synowej, nawet, gdy ta jest gwałcona przez Stephena i słyszy to cały dom. Lily wbrew woli męża kontynuuje karierę sceniczną i coraz mocniej zapada się koszmar, jakim jest to małżeństwo.

I to stało się! Znalazłam postać męską, która irytowałaby mnie bardziej niż damska. Kochana Tea tego świadkiem, że mordowałam Stephena za każdym razem, gdy krzywdził biedną, Lily. Nie polubiłam go. Miałam wrażenie, że chciał zdobyć Lily siłą, uzależnić ją od swojej woli. Jest on sadystą i wrakiem mężczyzny. Kimś, do kogo nie można mieć odrobiny szacunku – nawet, jeśli weźmie się pod uwagę czasy w jakiś dzieje się akcja. Chciał, żeby młoda żona pomogła mu pozbyć się koszmarów. I ona swoim zachowaniem to robiła. Postawiła cały dom do życia poprzez przyjmowanie przyjaciół czy narodziny dziecka, ale to chyba on jednak nie chciał nigdy wyjść z tego, co przeżył. Był zazdrosny o to, że ona żyje jakby wojny nigdy nie było. Nie mógł znieść, że poświęca uwagę innym (w tym ich dziecku, które jej zrobił, gdy chciał by zrezygnowała z występów) a nie jemu. Bardziej jej nienawidził niż ją kochał. Użalał się wiecznie, że nikt się z nim nie liczył i nie liczy. Że jego pragnienia nie są wcale ważne. Ale prawda jest taka, że on robił dokładnie to samo.

Lily jest młodą kobietą. Zagubioną po śmierci swojej mentorki i opiekunki. Godzi się na to, co oferuje jej Stephen, ale jednocześnie jej serce bije do zupełnie innego mężczyzny. Nigdy nie odkryła, co jej mąż popełnił podczas wojny. Próbowała mu być dobrą żoną na tyle na ile pozwalał jej instynkt. Było mi jej żal. Naprawdę. I co najgorsze, że wiele kobiet w tamtych czasach godziło się na to. Pozwalały w imię wyższych zasad by mąż je posiadał noc w noc bez ich zgody, by obce kobiety wychowywały ich dzieci, by nie pokazywały jak bardzo boli je ich śmierć. Nie miały łatwo. Oprócz Lily jest wiele innych postaci w tej książce, ale to właśnie ona i Stephen grają główne role oraz Boycott, który jest niemym sługą Stephena. Pod koniec bardzo mnie zaskoczył i cieszyłam się, że Gregory stworzyła właśnie taką postać.

W tej książce najbardziej należy się skupić na męskiej postaci, która wcale nie jest taka jak się nam wydaje na początku. Okazał się okropnym mężczyzną, sadystą bez serca. Kim kto kompletnie nie ma pojęcia o uczuciach, którego podnieca przemoc. Aż mnie wstrząsnęło, gdy to napisałam. Gdybym miała to wszystko oceniać tylko przez jego pryzmat to pewnie byłoby to gdzieś w granicach dwóch lub trzech.

Ogólnie to cud, że klasa wyższa po wojnie w ogóle przetrwała przy tym, co wyznawali i uznawali za stosowne. Dla nich nie było normalne, że matka rozpacza po swoim porwanym dziecku, że płacze, szuka. Dla nich było to wstyd. Nie wiem, jakim cudem przetrwali, ale to powinno być gdzieś wyjaśnione, bo przy ich braku emocji to aż nienormalne!

Gregory zrobiła wspaniałą powieść powojenną, w której pokazała, z czym musieli się mierzyć żołnierze wracający z frontu. Podoba mi się jej styl pisania i z chęcią sięgnę po coś więcej tej autorki. Ma ogromną lekkość pisania i mimo gabarytów książki czyta się je szybko, a to duży plus. Stworzyła ona historię, która mnie niestety nie zaskoczyła, bo mniej więcej w połowie już wiedziała, o co chodzi, ale mimo wszystko ponownie znowu tak zamotała, że zwątpiłam w swój tok rozumowania, ale w końcu go potwierdziła! No i to zakończenie. Nie do końca wiem, co o nim myśleć… Ale wam pozycję jak najbardziej polecam, jeśli lubicie akcję dziejące się w przeszłości.

„Krzywda może nas spotkać wyłącznie ze strony osób, które kochamy." ~ Philippa Gregory, Żona oficera, Wrocław 2014, s. 231.
OCENA: 6/10

Wybaczcie nam nieobecność w sobotę, ale cóż ja miałam remont i ogarniam po nim mieszkanie. A w zasadzie te wszystkie książki na które brakuje już mi miejsca, ale to mało ważne. Powoli wracam do normalności i to się liczy. Do następnego. Całusy :)

[1] Opis pochodzi z okładki książki

34 komentarze:

  1. Opis brzmi ciekawie, ale skoro od połowy już wiadomo o co chodzi, to jednak teraz sobie odpuszczę. ;/ Może jak uporam się z książkowymi zaległościami, to wtedy pomyślę znowu o tym tytule. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak uważasz, ja nie żałuję, że po nią sięgnęłam ;)

      Usuń
  2. Ooooo, autorka przeskoczyła trochę w czasie, bo zwykle kojarzę ją z książkami osadzonymi we wcześniejszych czasach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie też, ale moje pierwsze spotkanie to była właśnie ta książka ;)

      Usuń
  3. Książkę będę miała na uwadze, niekoniecznie teraz, jednak pewnie trafi w moje ręce. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam jej parę książek,i raczej dobrze je wspominam,chyba się skuszę:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech... Ciągle sobie obiecuję, że sięgnę po książki tej autorki i wciąż kończy się na obietnicach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dla mnie jest to jedna z najbardziej wstrząsających książek Gregory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pierwsza, więc nie mam takiego porównania, ale coś z pewnością w tym jest...

      Usuń
  7. Czytałam i książka mi się bardzo podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawi mnie twórczość Gregory i zamierzam w końcu po nią sięgnąć, ale chyba na pierwszy raz wybiorę coś innego. W końcu mam z czego wybierać, bo autorka już ma spory dorobek

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie to nie jest książka od której musisz zacząć swoją przygodę z tą autorką ;)

      Usuń
  9. Widzę, że ta męska postać może podnieść ciśnienie do reszty... Książkę kiedyś z chęcią przeczytam. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj pamiętam jak narzekałaś na Stephena! :D Ale po samą książkę z przyjemnością sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. ciekawa pozycja :)

    Pozdrawiam,
    www.trustmeimpolish.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja wspominam tą historię całkiem dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mówię, że źle. Po prostu nie porwała mnie na kolana

      Usuń
  13. Lubię takie klimaty no i autorkę! Sięgnę po nią :]

    OdpowiedzUsuń
  14. Brzmi... przerażająco. Może kiedyś sięgnę po tą książkę, ale na pewno nie w najbliższym czasie.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaciekawiłaś mnie, chociaż myślę, że postać Stephena również nie przypadnie mi do gustu. Mam ochotę przeczytać tę książkę, generalnie już jakiś czas temu postanowiłam sobie, że muszę przeczytać jakąś książkę tej autorki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Stephen nie tylko mnie może irytować ;)

      Usuń
  16. Postać męska interesująca bardziej niż damska? Mi się to jeszcze nie przytrafiło :D

    OdpowiedzUsuń