poniedziałek, 10 lutego 2014

023. "Happy Birthday" czyli ciesz się życiem


AUTOR: Danielle Steel
TYTUŁ ORYGINALNY: Happy Birthday
TŁUMACZ: Paweł Laskowicz
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO: Świat Książki

OPIS
        Valerie Wyatt to guru stylowego i wytwornego życia. Ma własny program telewizyjny, zajmuje luksusowy apartament przy Piątej Alei. Godziny ćwiczeń z osobistym trenerem, najlepsi fryzjerzy, mistrzowie chirurgii plastycznej oraz wrodzony wdzięk coraz trudniej maskują prawdę: Valerie kończy dziś sześćdziesiąt lat.
        April Wyatt zrealizowała marzenie o własnej restauracji. Pracowita jak matka, nie ma dzieci ani rodziny, jej romanse są rzadkie i przelotne. Dziś, kończąc trzydzieści lat, ze zdumieniem wchodzi w wiek, który zawsze wydawał się jej wiekiem starszych ludzi.
        Jack Adams to legenda amerykańskiego footballu, a także wzięty komentator sportowy. Jack ma pieniądze i sławę, a wokół siebie rój pięknych dziewcząt. Dziś, kończąc pięćdziesiątkę, Jack zaczyna rozumieć, że ta nie sposób żyć wiecznie, a jedyne, co w jego życiu jest prawdziwe to samotność.
Co przyniosą im okrągłe urodziny, których tak się obawiają? Elektryzująca wiadomość dla April i dramatyczne chwile, których doświadczą Valerie i Jack otworzę całej trójce zupełnie nowy rozdział życia.

RECENZJA
        Biorąc książkę Danielle Steel miałam mieszane uczucia. Z jednej strony lubię takie lekkie romansidła, a z drugiej coś mnie czasami w nich denerwuje. Jednak postanowiłam zmierzyć się z powieścią Danielle Steel, w wierze, że będzie tak dobra jak jej poprzednia, którą czytałam kilka lat temu.
        Poznajemy trzech bohaterów, którzy jednego dnia obchodzą urodziny. Ich drogi schodzą się w bardzo spodziewany sposób. Splatają się w bardzo jasny i klarowny sposób oraz trochę denerwujący. No, bo jakim sposobem zarówno Valerie i Jack nigdy nie spotkali się chociaż pracują w jednej firmie? Trochę to dla mnie nie zrozumiałe, bo przecież wspólne bankiety i spotkania powinny spowodować, że para powinna mieć miliony sposobności, żeby chociaż móc się lepiej poznać. Autorka jednak widziała to inaczej i bliższa znajomość została nawiązana po dość dramatycznym przeżyciu, które będzie odciskało na nich swoje piętno do końca życia. Również życie córki Valerie jest nie do końca udane. April sądziła, że gdy skończy trzydzieści lat będzie miała już cudowną i kochaną rodzinę. Los widział to jednak inaczej i kobieta z powodzeniem prowadzi swoją własną restaurację, które podbija serca ludzi mieszkających w Nowym Jorku. Wszystko układa jej się cudownie. Świetnie przeszkolona kucharsko przez najlepsze sławy świata kulinariów podbija serca swoich gości. Jeden wieczór, jedna noc i całe jej życie wywraca się do góry nogami.
       To co jest z pewnością minusem całej książki, to fakt, że jej postaci są w zasadzie tak idealne, że aż nierealne. Autorka przyznaje, że zarówno Valeria jak i Jack korzystali z pomocy chirurgów plastycznych i innych cudownych rzeczy, które pomagają im utrzymać wiecznie młody wygląd. Jednak nie chodzi tylko o fakt bycia idealnym tylko na zewnątrz. Postaci są uwielbiane przez wszystkich i nikt nie ma ochoty wbić im noża prosto w serce. Przede wszystkim bardzo mało rzeczywiste są realia między Valerie, a jej byłym mężem Patem, który po rozwodzie z nią założył nową rodzinę. Valerie ubóstwia również jego żonę. No litości. Tak się nie dzieje. Ludzie bardzo rzadko umieją rozstać się w tak pięknej zgodzie jak to zrobiła Valerie z Patem. I czy wyobrażacie sobie tak cudowny wspólny obiad świąteczny, w tak cudownej atmosferze z żoną swojego byłego męża i jego dwiema prawie dorosłymi córkami? No litości! Jasne, że nie. Zawsze pozostaje coś co nie pozwala wspólnie zasiąść do takiego stołu. Oczywiście podziwiam i szanuję wszystkie te pary, które to potrafią i życzyłabym sobie aby tak było zawsze. Jednak bądźmy realistami. Rzeczywistość bywa nieco bardziej dramatyczna.
        Prawdziwym przesłaniem książki Danielle Steel jest walka z nieubłagalnie biegnącym czasem. Zarówno Valerie jak i Jack nie mogą się pogodzić, że ich życie biegnie dalej, a oni sami w każdej chwili mogą być wyprzedzeni przez dużo młodszych rywali, z głową pełną nowych i świeżych pomysłów. Drążą o to. Nie umieją cieszyć się tym co mają i tym co osiągnęli. Dopiero gdy stają oko w oko ze śmiercią dociera do nich, że życie to coś więcej niż tylko praca i pieniądze. To też miłość do bliskich i innych ludzi. Życie jest zbyt kruche by przejmować się tym ile mamy lat. Z książki płynie nauka, która mówi „pogódź się z tym ile masz lat i chwyć  okazję, nawet jeśli uważasz, że jesteś na to za stary/a, pokaż innym, że w każdym wieku można cieszyć się życiem”. Dokładnie to wyniosłam z tej książki i to z pewnością jest plus, że w powieści możemy znaleźć jakieś przesłanie, które jest uniwersalne dla każdego z nas. Okrągłe urodziny to nie dramat. To okazja do przemyśleń i zmiany swojego życia, a przynajmniej to chce nam przekazać autorka. Nie wolno bać się tego co powiedzą ludzie. Ludzie mówili, mówią i zawsze będą mówić. Należy zacząć się martwić gdy przestaną to robić, bo dopóki gadają to znaczy, że wzbudzamy emocje. Nie ważne jaki. Najważniejsze to żyć zgodnie ze swoim sumieniem i tym co nakazuje nam serce. Nie patrzeć na innych. Zarówno Valerie, Jack jak i April przekonują się o tym w ciągu kilku miesięcy od swoich okrągłych urodzin.
        Książka ma przesłanie i to jest dużym plusem. Jednak zbyt wielka idealność życia postaci doprowadziła mnie do wściekłość. Ta książka nie wywarła na mnie takiego samego wrażenia jak poprzednia Danielle. W zasadzie bardziej mnie rozczarowała niż oczarowała. Tytułu tej poprzedniej nie pamiętam, ale wierzę, że uda mi się ją kiedyś jeszcze dorwać.
„Uważam, że człowiek powinien być zawsze otwarty na to, co podsuwa mu życie. Sadzę, że to właśnie jest sekretem młodości i pomyślności, być otwartym, zainteresowanym, czymś uniesionym, chętnie się uczącym, próbującym wciąż nowych rzeczy i poznającym nowych ludzi. Cokolwiek się dzieje, trzeba szukać w tym zabawy, a jeśli przy okazji poznasz tę właściwą osobę, to trafiłaś w dziesiątkę. Jeśli nie, to przynajmniej żyłaś pełnią życia.” ~ Danielle Steel, Happy Birthday, Warszawa 2012, s. 171.

OCENA: 5/10
Postarałam się i recenzja jest dużo dłuższa niż moje poprzednie. Od teraz będę starała się tylko takie pisać. Przepraszam, że w czwartek nie ukazał się post, ale powiem szczerze, że ostatnio nie mam nawet siły na pisanie czy czytanie. 
Lady Spark 

6 komentarzy:

  1. Książkę polecę mojej mamie, ponieważ akurat lubuje się w książkach Steel.

    OdpowiedzUsuń
  2. Idealne postacie - a fe! Wiesz, że mam do nich uraz i chyba na najbliższy czas daruję sobie ten konkretny tytuł. To jednak nie oznacza, że nigdy po niego nie sięgnę - z czasem na pewno! Nie poznałam jeszcze Danielle Steel, więc jak widzisz wszystko przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O nie, pani Steel nie dla mnie. I ta okładka... jak świat Książki mógł się pod czymś takim podpisać..

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki tej autorki mam w swoim domku ;)
    Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki Danielle to raczej nie moje klimaty, a i ocena niestety nie zachęca do lektury ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam dwie książki tej autorki i bardzo mi się podobały :)
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń