Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 stycznia 2017

349. UWAGA! Tea urządza konkurs na najbardziej irytującą bohaterkę!


AUTOR: Anna Łacina
SERIA:  Tylko dla dziewczyn
ROK WYDANIA: 2013
WYDAWNICTWO:  Nasza Księgarnia 

OPIS
Czy pełna kompleksów licealistka może zaimponować najbardziej interesującemu chłopakowi w szkole? Jak nie przegapić prawdziwej miłości, która kryje się nie tam, gdzie jej szukamy? Magda i Andrzej – oboje niepewni własnej wartości. Ich drogi krzyżują się przypadkiem. Czy to, co się między nimi zdarzyło, pomoże im odnaleźć samych siebie? Jaką rolę w ich życiu odegra pewien pies? A nawet dwa psy? [1]

RECENZJA
Grudzień był dla mnie niezwykle intensywnym miesiącem. Bardzo dużo obowiązków, zarówno domowych jak i związanych z pracą, skutecznie uniemożliwiało mi dłuższe rozważanie przeczytanych stron. Mając to na uwadze, postanowiłam sobie, że w grudniu stawiam na lektury  łatwe, szybkie i przyjemne. Wybierając ze swojej biblioteczki pozycje pasujące do tego kryterium dostrzegłam książkę autorstwa Anny Łaciny pod tytułem Miłość pod Psią Gwiazdą. Byłam przekonana, że to będzie strzał w dziesiątkę – coś lekkiego, niezobowiązującego i jeszcze z psami w roli głównej! Ależ ja się myliłam!

Andrzej nie należy do bożyszcze. To raczej szary, niczym niewyróżniający się nastolatek z kompleksami. Nigdy nie chciał od życia zbyt wiele, ale poznając Magdę zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia! Urocze prawda? Tylko, że Magda (a może lepiej będzie jak powiem Magdzik, bo tak autorka nazywa jedną ze swoich głównych bohaterek) również jest zakochana… i to bynajmniej nie w Andrzeju! Traf jednak chce, że ich drogi nader często się ze sobą krzyżują… tylko, czy z tego coś wyniknie? 

Miłość pod Psią Gwiazdą to powieść tak banalna, tak przewidywalna, że miejscami odnosiłam wrażenie, że czytam ją tylko po to, żeby potwierdzić swoje założenia. To historia stricte młodzieżowa, więc w sumie chyba nie powinnam być zdziwiona. Podejrzewam, że jeszcze parę lat temu, zanim rozbudziła się moja fascynacja fantastyką, byłabym oczarowała historią przedstawioną przez Annę Łacinę. W końcu mamy dwójkę nastolatków, takich jak (kiedyś!) ja czy ty, którzy w ferworze walki o godne jutro przeżywają swoje pierwsze miłości, zawody czy zwycięstwa. Sama akcja powieści nie należy jednak do niezwykle porywających. Nawet, jeśli coś się dzieje, to z góry można przewidzieć jaki będzie miało finał, a to chyba najgorsze co autor może zaserwować czytelnikowi! 

Sam tytuł powieści również może być mylący. Bo psy co prawda występują, ale w tak znikomej ilości, że można było sobie to darować. Naprawdę! Jako psiara czuję się… cóż, oszukana! Liczyłam na zdecydowanie większą obecność futrzastych czworonogów a dostałam pełną dawkę irytujących bohaterów!

Właśnie! Pierwszoplanowe postacie, a zwłaszcza ta nieszczęsna Magdzik, powinny startować w wyborach na najbardziej denerwujących bohaterów! Już sama nie wiem kto był gorszy – infantylna i najzwyczajniej w świecie głupia Magda, czy egoistyczna i równie „inteligentna” Lucyna. I jedna i druga efektywnie podniosły mi ciśnienie. O ile u tej pierwszej można to było zganić na wiek, o tyle Lucynka… takie kobiety powinny stać godzinami pod zimnym prysznicem. Wszystko wiedząca najlepiej, pewna o swoich racjach, nieprzejednana i zapatrzona na czubek własnego nosa – taka właśnie jest Lusia. Naprawdę żeńskie postacie to wręcz obfitość wszystkich tych cech, których nie znoszę w bohaterach. Andrzej i Iza ratowali jakoś całą sytuację, ale w pewnym momencie ich wątki zajmowały coraz mniej miejsca.

Sam styl nie jest zły. Jedne do czego mogę się przyczepić to ten nieszczęsny Magdzik bez mała w każdym zdaniu. Po za tym książkę czyta się naprawdę szybko i nie trzeba wkładać w zapoznawanie się z tekstem jakieś szczególnej uwagi. Lektura prosta i niezobowiązująca, niemniej jednak równie szybko jak można zapoznać się z kolejnymi stronami, można również zapomnieć o losach bohaterów.

Są takie książki, które czytane w zbyt młodym wieku mogą stracić na swojej wartości. To tyczy się przede wszystkim literatury pięknej, która rzadko kiedy należy do lektur miłych, prostych i przyjemnych. Niemniej jednak po przeczytaniu Miłości pod Psią Gwiazdą stwierdzam, że są również takie pozycje, które powinny być czytane tylko w tym wieku, dla którego zostały stworzone. Historia banalna, miejscami strasznie infantylna, z idiotką w roli głównej bohaterki. A szkoda.

OCENA: 4/10


Dzień dobry! Święta, święta i po świętach! Wracamy z nową siłą! A jutro widzimy się u Was na blogach! Pozdrawiam! 

 [1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa

sobota, 13 sierpnia 2016

290.Luźna Sobota z recenzją: A jeśli wrócę?

AUTOR: Gayle Forman     
TYTUŁ ORYGINALNY: Where she went
TŁUMACZ: Hanna Pasierska
SERIA: Jeśli, zostanę
TOM: Drugi
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO:  Nasza Księgarnia

OPIS
Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Chociaż dziewczyna straciła rodziców i młodszego brata, postanowiła żyć dalej. Obudziła się ze śpiączki… ale zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki – Mia, jako wschodząca gwiazda wśród wiolonczelistek, Adam, jako rockman, idol nastolatek i obiekt zainteresowania tabloidów. Pewnego dnia los daje im drugą szansę…
Przemierzając ulice Nowego Jorku, miasta, które stało się nowym domem Mii, wyruszą w podróż w przeszłość. Czy uda im się odnaleźć miłość? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość? [1]

RECENZJA
„Zostań, jeśli kochasz” zostawiło mnie w kompletnej rozsypce psychicznej. Może to, dlatego, że było to po okresie, kiedy wszystko się waliło i wypadki samochodowe po prostu były słowem zakazanym w moim życiu i nie chciałam o nich czytać, ale jednocześnie z wielką chęcią zasiadłam do kontynuacji przygód Mii i Adama, czyli do „Wróć, jeśli pamiętasz”

Chociaż spodziewałam się, że ta część również będzie pisana z perspektywy Mii, to jednak autorka mnie zaskoczyła, bo głównym narratorem jest Adam. Poznajemy go trzy lata od wypadku Mii. Jest idolem nastolatek, ma sławę, trasę koncertową, ale niestety nie ma obok ukochanej. Tuż po tym jak przeszła całą serię zabiegów i operacji, oraz żmudną i długą rehabilitację wyjechała, do Juilliarda zostawiając Adama bez słowa, co doprowadziło go do okropnego stanu psychicznego. W sumie próżno szukać w nim chłopaka ze wspomnień Mii. Tak naprawdę to wrak człowieka.

Pewnego dnia jednak przypadkiem spotykają się, a Adam uświadamia sobie, że dalej ją kocha, tę genialnie zapowiadającą się wiolonczelistkę. Jednak nie zamierza się jej narzucać, bo w końcu w szpitalu obiecał jej, że uszanuje jej decyzję o tym, jeśli będzie chciała od niego odejść. Na dodatek oboje wyjeżdżają w swoje trasy koncertowe: on do Wielkiej Brytanii, a ona do Japonii. Ale jedna noc w Nowym Jorku to wszystko, co mają by pogodzić się z przeszłością…

Ciężko mi się wchodziło w narrację Adama. Sama nie wiem, dlaczego w końcu sama chciałam poznać uczucia, jakie nim targały podczas wypadku Mii. Czytało mi się zdecydowanie dłużej ten tom, ale chyba po prostu tak musiało być. Adam naprawdę mocno to wszystko przeżył i widać było, że kocha dalej Mię. W sumie mu się nie dziwię, że załamał się w sobie, popadł w paranoję i miał napady paniki. Mia po prostu potraktowała go okropnie, ale ją też należy w jakiś sposób zrozumieć, chociaż sama nie chce dostać taryfy ulgowej. To nie jest już para nastolatków, która zakochała się w sobie w liceum. To ludzie u progu dorosłości, którzy mają przed sobą nie tylko przyszłość, ale przede wszystkim nierozliczoną przeszłość, która goni ich po różnych zakamarkach świata.

I w zasadzie to prawie obraziłam się śmiertelnie na Gayle Forman na dwa lata z obietnicą, że nie będę czytała jej książek przez długi czas, jeśli zakończy to tak jak wszystko wskazywało. Byłam wściekła! Oj, gdyby nie mama śpiąca w pokoju obok to pewnie książka wylądowałaby na środku pokoju, a potem spłonęła w ognisku. Targały mną ogromne emocje, bo jak pewnie już mnie znacie jestem romantyczką i chcę szczęśliwych zakończeń zawsze! Życie jest wystarczająco przygnębiające, żeby kibicować śmierci czy rozstaniom w książkach – jak dla mnie przynajmniej.

„Wróć, jeśli pamiętasz”, jest dojrzalsza niż poprzedniczka. Jest równie wyjątkowa jak „Zostań, jeśli pamiętasz”. Jak dla mnie to po prostu genialne dwie książki, które tworzą świetny cykl. Nawet trochę żałuję, że mam go już za sobą, bo nigdy nie przeczytam go ponownie po raz pierwszy i już nigdy nie wywoła we mnie tak wielkich emocji, ale zawsze pozostanie w moim sercu. Zawsze go będę pamiętała i pewnie wrócę nie raz.

„[…] ale pewnych rzeczy nie da się kontrolować, nieważne, jak bardzo się próbuje." ~ Gayle Forman, Wróć, jeśli pamiętasz, Warszawa 2015, s. 97.
OCENA: 8/10

OGÓLNA OCENA CYKLU "JEŚLI ZOSTANĘ"
Zostań, jeśli kochasz - 8
Wróć, jeśli pamiętasz - 8 
OCENA: 8!
Jak widzicie to jest bardzo dobra seria ;). Ogólnie jedna z lepszych jakie czytałam ;). 

[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 1 lutego 2016

208. "Różowy drobiazg", a ja różu bardzo nie lubię...

AUTOR: Rachel Maude
TYTUŁ ORYGINALNY: Poseur. Petty in Pink
TŁUMACZ: Anna Nowak
SERIA: Pozerki
TOM: Trzeci
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO:  Nasza Księgarnia

OPIS
Nowa, ekscytująca torebka projektu Pozerek wpada w oko Tedowi Pelliganowi – hollywoodzkiej wyroczni w sprawach stylu. Teraz wszyscy o tym mówią. Czy modny drobiazg na dłużej zainteresuje guru świata mody? Czy też błyskawicznie trafi do lamusa…?
Chcąc udowodnić swoją wartość, kwartet projektantek (Melissa, Charlotte, Petra i Janie) musi: a) powiesić swoją torebkę na ramieniu kogoś sławnego, b) zakraść się na najbardziej wyczekiwaną imprezę sezonu i c) przyciągnąć uwagę tłumu paparazzi. A wszystko to za plecami zazdrosnej konkurentki, Vivien Ho.
Nic prostszego? Akurat…
Mysie-pysie, będzie się działo! Prawdziwa impreza rozkręca się dopiero, kiedy coś albo ktoś nie wytrzymuje napięcia…  [1]

RECENZJA
Ostatni tom „Pozerek” na całe szczęście był najkrótszy, bo chyba bym oszalała z powodu naiwności i głupoty kilku postaci. Naprawdę autorka zrobiła z nich niemyślące i pozbawione nawet grama intelektu osóbki. I ja mam pytanie: czy każde bogate dziecko, które zamieszkuje Beverly Hills jest takie czy może po prostu to tylko wymysł piszącej? Modlę się by było, bo inaczej zwątpię w ten świat.

Janie, Petra, Melissa i Charlotte stają przed niewyobrażalną szansę. Mogą stać się sławnymi na cały świat projektantkami, a ich marka może stać się pożądaną przez ludzi. Ich Hallo-Torbę, musi założyć słynna gwiazda na bardzo ważnej dla świata imprezie. Jako cel-imprezę zostaje wybrane przyjęcie zaręczynowe pana Moon i Vivien Ho, czyli ojca i macochy Melissy. Powstają jednak pewne kłopoty, które prowadzą do katastrofy. I opcji, że wielka, modowa kariera skończy się jeszcze szybciej niż się zaczęła.

Cztery znajome, bo ja ich przyjaciółkami nazwać nie mogę, chociaż autorka kilka razy użyła tego określenia wobec tej grupki dziewczyn, próbują dowiedzieć się, kto zepsuł ich imprezę w salonie Prady i wymyślił dla ich marki nazwę „Pozerki”. W sumie mnie osobiście ta sprawa już dawno przestała interesować. Pani Rachel Maude tak rzadko o tym wspominała przez drugą i trzecią część (tylko na samym początku i końcu), że straciło to dla mnie znaczenie. Bardziej skupiona była na problemach miłosnych Janie, Charlotte i Petry. Jednak nie mogę powiedzieć żeby to mnie porwało, bo przemierzałam linijki bez najmniejszego cienia zainteresowania.

Podsumowując cały cykl to jest on słaby. Nie ma na celu nic innego czy jakoś zająć człowiekowi czas, rozrywki przy nim nie jest za dużo. W sumie można powiedzieć, że się wynudziłam. Bohaterki w znacznym stopniu są puste i infantylne. Gonią za modą i brakuje im tego czegoś, czegokolwiek, co zainteresowałoby czytelnika.

Czytałam wszystkie trzy książki, gdy mój mózg zawalony był chorobą i potrzebowałam po prostu czegoś by przetrwać chorobę. Ten cykl nie zmieni niczego w moim życiu, nie doprowadził mnie do śmiechu z żartów, wzruszenia czy czegokolwiek. Raczej do irytacji nad ludzką głupotą i pustością tych dziewczyn. Nie będę polecała. Czytacie na własną odpowiedzialność.

 „Kiedy dzieje się coś złego, musisz pomyśleć, że to wstęp do czegoś dobrego." ~ Rachel Maude, Pozerki. Różowy drobiazg, Warszawa 2010, s. 84.

OCENA: 3/10

Ogólna ocena cyklu "Pozerki": 
1. Pozerki:  3
2. Dobra, boska i zła: 3
3. Różówy drobiazg: 3
OGÓLNA OCENA: 3!

I w końcu z tym koniec! Jak widzicie nie musicie marnować pieniędzy na te pozycje. Kupcie coś zdecydowanie lepszego w tej kwocie. A tego unikajcie! 
Nie wiem co dalej Wam zaprezentuje. Myślę, że zrobię dwie recenzje przerwy od cyklów i potem znowu coś nowego Wam dam. A tymczasem idę zacząć kolejny tydzień! 
Całusy, Lady Spark. 

poniedziałek, 25 stycznia 2016

205. "Dobra, boska i zła", czyli Pozerki jeszcze głupsze...

AUTOR: Rachel Maude
TYTUŁ ORYGINALNY: Poseur. The Good, the Fab and the Ugly
TŁUMACZ: Anna Nowak
SERIA: Pozerki
TOM: Drugi
ROK WYDANIA: 2009
WYDAWNICTWO:  Nasza Księgarnia

OPIS
Zbliża się Halloween i Pozerki, debiutujące projektantki mody z liceum Winston Prep, przedstawiają światu najmodniejszy drobiazg sezonu: Hallo-Torbę. Czyj projekt okaże się najfajniejszy? Janie, Petra, Melissa i Charlotte obstają każda przy swoim. Zapowiada się niezła awantura…
Czas więc odkurzyć kostium i założyć najlepszą maskę. To jasne, że w Winston Prep mogą przetrwać tylko najlepsi – najlepiej dopasowani i najlepiej ubrani.  [1]

RECENZJA
Całe szczęście, że te książki czyta się szybko, bo w innym wypadku pewnie do końca roku bym je czytała. Seria „Pozerki” została napisane… sama nie wiem, dlaczego. W zasadzie nie znalazłam żadnego logicznego argumentu i to mnie przeraża.

Impreza na część nowej marki Charlotte, Janie, Petry oraz Melissy została zniszczona przez pewne niespodziewane wypadki. Jednak to nie zniszczyło więzi, która się między nimi nawiązała. Mimo, że są kompletne różne to jednak łączy je jedno: pasja do mody. Im dalej rok szkolny pędzi tym zbliża się jedno z najpopularniejszych świąt w Ameryce, a mianowicie Halloween! Jest to doskonała okazja by zaprezentować światu swój pierwszy autorski projekt, którym będzie Hallo-Torba. Oczywiście początkowo powstaje problem, bo każda z dziewczyn chce przeforsować swój pomysł. Jednak prawdziwe problemy nadchodzą dopiero na kilka godzin przed apelem Halloween w szkole!

Osobiście jestem zdania, że autorka za dużo czasu poświeciła na wątki poboczne, które już od pierwszej części okazały się zbędne. Pewne rzeczy, aż proszą się o zmianę. Niestety objętościowo książka sugeruje, że będzie działo się wiele w długim okresie czasu i zagwarantuje nam to coś specjalnego, ale to tylko pozory. Książka jest nudna i w zasadzie nic się w niej nie dzieje.

Na dodatek bohaterki wcale nie zmądrzały od ostatniego tomu. Dalej są zapatrzone w świat mody i przekonane, że pieniądze rozwiązuje wszystkie problemy świata. Ich głupota, aż wypływa pod koniec książki, kiedy to powstaje zamieszanie z Hallo-Torbą. Ja od razu powiązałam fakty i jak się okazało miałam rację! To było banalne, a pisarka zrobiła nich prawdziwe idiotki. Petra i Charlotte powinny od razu powiązać pewne wątki ze sobą. Gdyby nie ten zabieg książka dostałaby zdecydowanie wyższą oceną. Irytacja osiągnęła punkt kolimacyjny i musiała mieć gdzieś ujście.

Wielkim plusem jest, że książkę czyta się szybko i nie wymaga ona wielkiej uwagi czytelnika. Można się przy niej odprężyć. Co prawda do śmiechu nie znalazłam ani jednego powodu, no chyba, że głupota głównych bohaterek. Stąd właśnie ocena taka a nie inna, bo nie mogę zarzucić tego, że dziewczyny nie zaczynają odkrywać zalet przyjaźni między sobą, a przecież są tak bardzo różne. Dociera do nich coraz więcej pozytywnych rzeczy, które wynikają z ich znajomości.

Mimo wszystko jakoś specjalnie nie będę wam tego polecać… Oszczędzę wam tego. Czytacie na własne ryzyko.

„Uroda sprawia, że nawet mało interesujący człowiek wydaje się ciekawszy." ~ Rachel Maude, Pozerki. Dobra, boska i zła, Warszawa 2009, s.142 .

OCENA: 3/10

No i jest gorzej niż źle. Ale jeszcze tylko jeden tom i przejdziemy do czegoś innego :)
EDIT: Pojawił się pierwszy filmik na naszym kanale! Zapraszamy pod link: 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

199. "Pozerki", czyli niech połączy nas moda

AUTOR: Rachel Maude
TYTUŁ ORYGINALNY: Poseur
TŁUMACZ: Marcin Górecki
SERIA: Pozerki
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2009
WYDAWNICTWO:  Nasza Księgarnia

OPIS
Cztery uczennice liceum, kochające modę i nienawidzące siebie nawzajem, są zmuszone sprzymierzyć siły, by stworzyć nową markę ciuchów. Czy francuska kokietka, nieśmiała wielbicielka punku, egoistyczna królowa getta i hipiska mogą zawrzeć pokój w imię wyższej konieczności? Witajcie w Winston Prep, gdzie walka na ciuchy jest krwawa i bezlitosna! [1]

RECENZJA
Zaczynając serię książek „Pozerki” nie spodziewałam się ambitnej lektury, ale również nie wymagałam, aby była ona tak denna i płytka. Owszem, gdy startowałam z czytaniem miałam katar, bolała mnie głowa, drapało w gardle i ogólnie czułam się dość specyficznie, bo wyczuwałam zbliżającą się grypę. Jednak nawet wątpliwy stan mojego mózgu, który po prostu pracował tak wolno, że słyszałam każdy jego trybik nie uratował pierwszego tomu książki przed moim krytycznym okiem…

Akcja książki dzieje się w Beverly Hills w szkole dla bogatych dzieciaków Winston Perp. Głównymi bohaterkami są cztery dziewczyny, które różnią się od siebie diametralnie. Janie Farrish jest nieśmiałą uczennicą, która ma brata bliźniaka. Jej rodzice nie są zamożni, a do Winston Perp uczęszcza tylko, dlatego, że zostało przyznane jej i bratu stypendium naukowe. Jest to bohaterka, która najbardziej przypadła mi do gustu. Nie było w niej takiej zarozumiałości ja w pozostałych postaciach. Charlotte Beverwil jest Amerykanką, która kocha wszystko, co francuskiego. Wydawała mi się najgłupsza z nich wszystkich oraz bardzo naiwna. Petra Greene to dziewczyna, która chce walczyć o każde istnienie na tej planecie. Nie jest mięsa, bierze udział w pikietach Green Pace. Poznaliśmy również sytuację w jej domu, która nie jest zbyt wesoła i w jakiś sposób pozwała zrozumieć jej zachowanie. A dużym plusem, który jej postawiłam było to jak traktowała swoje młodsze, adoptowane siostry. I moja „ulubienica”! Melissa Moon podobnie jak Charlotte nie wie, co to normalne życie! Uwielbia wszystko, co markowe i jest zapatrzona w siebie. Nikt się dla niej nie liczy. Uważa się za najpiękniejszą, najzabawniejszą i najpopularniejszą dziewczynę na świecie, a już z pewnością w całej szkole. Można jej współczuć tylko w jednym przypadku: otóż panna Moon nigdy nie widziała swojej matki.

Skoro już naszkicowałam trochę główne bohaterki. Mocniej nie mogłam, bo zdradziłabym sporo z fabuły. Czas przejść do akcji, która wlecze się niemiłosiernie. No dosłownie mój pies, który ma lat jedenaście wchodzi szybciej po schodach. W zasadzie książka jest o niczym. Mamy problemy miłosne Charlotte i Jake’a (brata bliźniaka Jane). Autorka chyba chciała żeby cała powieść toczyła się wokół powstawania Formacji Mody, która jest zajęciem dodatkowym, które zostały wprowadzone do szkoły, jako coś, co ma zespolić bądź też scalić uczniów w jedność i zaprzepaścić podziały. Powiem szczerze, że nic to nie dało. Jak dla mnie autorka zbyt długo rozwodziła się nad kwestią, jaką nazwę powinna nosić marka, którą ma wyprodukować Formacja Mody.

Na dodatek dziewczyny nawet się nie tolerują, a wręcz przeciwnie: one się nienawidzą! Są jak cztery królowe w jednym ulu – sami widzicie, że wojna gotowa na pstryknięcie palcami. Jednak nawet to nie było w stanie napędzić tej książki w dobrym kierunku. Ona po prostu nie ma żadnej akcji, chociaż okładce czytamy, że powinna zachwycić fanki serii takich jak „Plotkara”… Cóż nie czytałam, ale oglądałam i miałam wysokie wymagania skoro stwierdzono, aż takie porównanie. Jednak niestety, ale tej książce jak i całej serii mówimy stanowcze: słabe! Jednak pozostały mi dwa tomy, które nie wiem, jakim cudem przeczytam. Dodatkowo te opisy strojów, które zaczynały każdy nowy rozdział były dla mnie niezrozumiałe. Nie interesuję się modą, więc nic mi nie mówiły, że ktoś ubrał buty od Channel czy coś w tym stylu.

Skoro jestem taka na nie, to pewnie zastanawia was, czemu dałam tej części, aż trzy gwiazdki? Otóż pierwsza za zakończenie i wtrącenie się ojca Melissy i jego bardzo mądrych słów. Za rysunki w książce, bo trochę rozjaśniały mi opisy pewnych strojów. I trzeci, bo wydaje mi się, że pod koniec coś do dziewczyn do darło, a przynajmniej chcę mieć taką nadzieję, że w kolejnym tomie to się utrzyma. 

 „Konflikt… nie zawsze oznacza nienawiść. Czasami gdzieś w głębi… z nienawiści rodzi się miłość." ~ Rachel Maude, Pozerki, Warszawa 2009, s. 276.

OCENA: 3/10

Skoro tak bardzo lubicie jak krytykuję książki to proszę o to kolejna. Ja sama jednak wolę czasem napisać coś pozytywnego żeby nie było, że jestem jędzą i nic mi się nie podoba.
Całusy! 

czwartek, 10 grudnia 2015

188. Bo Szekspir i miłość to nie tylko "Romeo i Julia"





AUTOR: Gayle Forman
TYTUŁ ORYGINALNY: Just One Day
TŁUMACZ: Hanna Pasierska
CYKL: Ten jeden dzień
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia


OPIS

Życie Allyson jest poukładane, zaplanowane, uporządkowane. Ale wystarczy jeden dzień, by wszystko się zmieniło… Pod koniec swoich europejskich wakacji Allyson poznaje Willema, obiecującego młodego aktora i wolnego ducha. Chłopak różni się od Allyson pod każdym względem. Kiedy jednak namawia ją, aby zmieniła plany i pojechała z nim do Paryża, dziewczyna się zgadza… Ta spontaniczna, nietypowa dla niej decyzja rozpocznie dzień pełen ryzyka i emocji, wyzwolenia i intymności. Nadchodzące 24 godziny mogą zmienić życie Allyson na dobre… [1]

RECENZJA

Doszło do tego, że gdy widzę imię i nazwisko tej autorki, to od razu jestem nastrojona pozytywnie. Nie zawiodłam się i tym razem. Kolejna z pożyczonych, poleconych książek, połknięta też prawie w jeden dzień.

Tym razem bez śmierci, bez wypadków. Po prostu wakacyjne zwiedzanie Europy przez dwie nastolatki z Ameryki. Rodzice wyobrażają je sobie w niezliczonych muzeach, a wszyscy wiemy, że prawda może być trochę inna. Allyson jest jednak za porządna, żeby upijać się prawie co wieczór z całą grupą. Właśnie przyszedł czas na sztukę Szekspira w jednym z najsłynniejszych teatrów. Czekając w kolejce do wejścia, w ich ręce trafiają ulotki z całkiem alternatywnym podejściem do przedstawień. Tak, to jeden z pierwszych momentów, kiedy bohaterka daje się namówić przyjaciółce na mały "wyskok". Dziewczyny trafiają nad rzekę, na sztukę "Wieczór Trzech Króli". Gra w niej ten sam chłopak, który wcześniej oferował im ulotki. Rzecz w tym, iż kolejnego dnia, w pociągu do Londynu Allyson i Willem spotykają się po raz kolejny. Wszystko zapowiada, że nie ostatni.

Sam pomysł poznania chłopaka i tego samego dnia wyjazd z nim do Paryża mógłby wydawać się banalny. Jednak wraz z ich podróżą, rozmowami i zdarzeniami, to wcale się takie nie wydaje. Allyson wydaje się, że jest kimś innym od momentu, kiedy przybrała pseudonim Lulu i tak ją nazywa chłopak. Z grzecznej, ułożonej dziewczyny zmienia się w osobę żądną przygód, ciekawą świata i wszystkiego wokół. Na pewno ciekawą jej towarzysza. Nie da się ukryć, dziewczyna w trakcie tej wyprawy ewidentnie coraz bardziej się zakochuje w chłopaku, jednak ma wątpliwości, co do jego intencji.

Willem to prawdziwy wolny duch. Po jego opowieściach wydaje się, że mógłby robić co chce, mieszkać gdzie chce. Na dobrą sprawę niezbyt wiele się o nim dowiadujemy. Najważniejsze jego cechy ujawniają się chyba w kontaktach z Lulu. Udaje im się nawiązać specyficzną więź w ciągu tak krótkiego czasu.

Cóż, książka wbrew pozorom nie kończy się na tym jednym dniu. Po przeczytaniu stwierdzam, że bardzo dobrze. Podoba mi się późniejsza część wraz z późniejszą Allyson. Nie chcę zdradzać zbyt wiele. Jednak dziewczyna ewidentnie zmienia swoje życie, na pewien sposób swoje myślenie. Zaczyna dążyć do swoich marzeń a nie do marzeń jej rodziców. Trochę też szuka samej siebie i próbuje zlepić Allyson i Lulu.

Szukajcie, czytajcie, warto. Jak wspominałam, połknęłam ją prawie jednego dnia, zarwałam którąś noc, ale czy to ważne? Byłam tak bardzo ciekawa kolejnych stron, a oczywiście nie było dobrego momentu na przerwanie. No może jeden lub dwa. Z mojej strony mogę powiedzieć, że to nie pusta lektura o wakacyjnej jednodniowej miłości. Sprawy nie zawsze są takie, jakimi się je widzi. Czasem nawet ludzi z własnego otoczenia nie znamy tak dobrze, jak myślimy, a co dopiero jednodniowych znajomych.

"Kiedy słońce świeci, niech świeci na ciebie. Śnieg zawsze czeka." ~ Gayle Forman, Ten jeden dzień, 2015, str. 58

OCENA: 8/10

Już myślałam, że nie uda mi się do was dotrzeć, bo z rana mój laptop postanowił mnie zaskoczyć. Na szczęście wszystko w porządku ;) Mam nadzieję, że wasze Mikołaje pomyślały o książkowych prezentach dla was i w świąteczny czas będziecie mieli pryz czym zasiąść :)

[1] opis pochodzi ze strony nk.com.pl

czwartek, 19 listopada 2015

182. Tajemnicze "Lalki". Voodoo czy autosugestia?


AUTOR: Karolina Święcicka
SERIA: Babie Lato
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia

OPIS
Kiedy Monika, ambitna bizneswoman, zostaje matką, postanawia zmienić swój system wartości. Chce się skupić na wychowywaniu dziecka, poświęcić rodzinie i przestać żyć w ciągłym pędzie. Okazuje się jednak, że domowa codzienność to wcale nie beztroska zabawa z córką i delektowanie się każdą minutą, lecz ciężka praca na pełen etat i regularne nadgodziny. Na dodatek ukochany mąż zdaje się nie dostrzegać problemu... Odskocznią od monotonii i ratunkiem przed nieustannym zmęczeniem staje się nowa pasja. Jaki wpływ na życie młodej matki może mieć otrzymana od tajemniczej sąsiadki... lalka? [1]


RECENZJA

Zapowiadała się zwykła obyczajówka, a tu proszę. Autorka zabrnęła w bardzo ciekawe tematy, zwłaszcza dla mnie. Podczas lektury, poza codziennymi problemami, zabłądzimy trochę w rejony ludzkiego umysłu.

Zaczyna się od kawałków pracy naukowej dwóch kobiet. Dość niewinnej, bo o tematyce lalek i ogólnie o nadawaniu przedmiotom głębszego znaczenia. Czytelnik dostaje garść informacji z postrzegania lalek w różnych kulturach, ich rolach i drodze do rozsławienia jako zabawki. Kobiety szukają coraz bardziej niekonwencjonalnych metod badań, które ewidentnie balansują na granicy nauki i wiary. Skutki środków, które zażywają, i tajemnicze szkolenia mogą powodować wyraźne zaniepokojenie. Opisy emocji podczas tych doświadczeń są lekko chaotyczne, trochę tajemnicze, wyraźnie wydobywają coś z podświadomości kobiet. Można dostrzec, że jednej z nich chodzi o coś więcej niż publikację. Z kolei druga chce się wycofać z badań z powodu złej kondycji psychicznej.

Pomiędzy tymi dość tajemniczymi fragmentami poznajemy życie Moniki. Bohaterka pracowała w agencji reklamowej w Warszawie, a po zajściu w ciążę zdecydowała, że poświęci się całkowicie swojej córce i rodzinie. Typowa zapracowana kobieta zapragnęła zwolnić tempo i zamienić rozkrzyczane biuro na własne cztery kąty. Wszystko jawi się w samych superlatywach. Kinga okazuje się całkiem spokojnym niemowlakiem, dom staje się miejscem ciekawszym niż natychmiast, a młoda mama układa sobie świetnie zorganizowany grafik. Do czasu. Bo czy rodzicielstwem można zarządzać jak firmą?

Dwa światy łączą się, gdy Monika poznaje swoją sąsiadkę. Szybko nawiązują więź, zwłaszcza jako matki z pełnymi rękami roboty, chcące czegoś od życia poza swoimi obowiązkami. Nowo poznana Marzena dzieli się z kobietą swoją pasją. Lalkami super dolfie. Wykonywane na szczegółowe zamówienie klienta, najczęściej wzorowane na podobieństwo właściciela. Nie wdając się w szczegóły, w pewnym momencie główna bohaterka staje się właścicielką Mony, a od tej pory jej życie zaczyna się zmieniać.

Muszę przyznać, że Monika trochę mnie irytowała, ale pewnie to typowe stadium dla wielu kobiet. Przejście od wielkiej sielanki do rozpaczy i zniechęcenia. Wyszło to dość naturalnie, nie powiem. Jednak jako czytelnik, osoba z boku sytuacji,  odbierałam jej zachowanie jako chaotyczne, wędrujące od skrajności do skrajności. Szybko opadł jej zachwyt macierzyństwem, zaczęła tęsknić do dawnych zajęć, dawnego ciała. Niby dostrzegła, jak świat traktuje kobiety jak ona, ale kompletnie nie radziła sobie z wyjściem z tej sytuacji. Obwiniała męża o wiele rzeczy, całkiem słusznie, ale zabrakło mi kilku radykalnych rozmów. Praktycznie pozwalali, żeby małżeństwo trzymało się tylko z pozoru, bo nie rozumieli się wzajemnie. On w pracy, ona w domowych obowiązkach. Potem oczywiście nie spodobało mi się rzucenie w misję odmiany swojego życia, bo nic nie było przemyślane, tylko pod wpływem impulsu. Lalka jakoś cudownie nie pomogła, a Monika stała się tylko bardziej nerwowa, agresywna i tylko pozornie walcząca o swoje.

Mimo wszystko bardzo podobała mi się ta historia, bo nie do końca wiedziałam w jakim kierunku zmierza. Autorka prowadziła po kolei pewne wydarzenia, a wiele trzeba było wywnioskować z opisów snów i wizji. Pomocny okazał się też pies przyjaciela, który jako jedyny właściwie reagował na maskę w kawiarni i lalki na półce. Pojawia się też moment opadnięcia klapek z oczu, mój ulubiony, a nawet poznajemy prawdziwe zakończenie urwanego wątku badań.

Niby trochę abstrakcyjny wątek, a jednak coś w nim jest. Przytrafić się mogło każdemu. Tym bardziej, że mówimy o złych intencjach, obcej kulturze i obrzędach. W tą książkę wkradł się mistycyzm i voo doo. Wszystko zależy od tego, w co wierzymy.

"Ludzie w rzeczy samej są brzydcy i zamaskowani - myślała. Dopiero ich cienie pokazują ich takimi, jacy są." ~ Karolina Święcicka, Lalki, Warszawa 2011, str. 115.

OCENA: 7/10

Strasznie się zrobiło deszczowo. Po wczorajszym zmoknięciu praktycznie do suchej nitki, jakoś nie jestem zwolenniczką wychodzenia z domu. Polecam zaszyć się w przytulnym kącie z książką ;)


[1] Opis pochodzi z okładki książki

czwartek, 15 października 2015

173. Drosłe życie wkrada się w miłość.




AUTOR: Gayle Forman 
TYTUŁ ORYGINALNY: Where She Went 
TŁUMACZ: Hanna Pasierska 
ROK WYDANIA: 2015 
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia


OPIS
Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Chociaż dziewczyna straciła rodziców i młodszego brata, postanowiła żyć dalej. Obudziła się ze śpiączki… ale zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki – Mia jako wschodząca gwiazda wśród wiolonczelistek, Adam jako rockman, idol nastolatek i obiekt zainteresowania tabloidów. Pewnego dnia los daje im drugą szansę… Przemierzając ulice Nowego Jorku, miasta, które stało się nowym domem Mii, wyruszą w podróż w przeszłość. Czy uda im się odnaleźć miłość? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość?. [1]


RECENZJA

Zaczęłam tą lekturę od razu po poprzedniej części - “Zostań, jeśli pamiętasz”. Pozytywnie się zaskoczyłam, bo jakoś inaczej sobie wyobrażałam kontynuację, a tu proszę.

Tak jak w opisie, ponownie spotykamy Mię i Adama po trzech latach. Przepraszam bardzo, jeśli zdradzam pewne fakty z pierwszej części, ale to konieczne. Jeśli ktoś oczekiwał kontynuacji happy end’u, to się grubo pomylił. Ja trochę też. Bohaterowie żyją kompletnie oddzielnie od siebie. Każde związane tylko i wyłącznie ze swoją muzyką. Można by powiedzieć, że jakby się poddali, co do swojego związku. Jest pewna rzecz, która sprawiła, że rozeszły się ich drogy i to ona między nimi ciąży. Niewypowiedziana, skrzętnie skrywana przez Adama, który chyba dość dosadnie traktował swoje słowa.

Ja nie poznałam tego chłopaka. Kompletnie się zmienił, postawił na rockową karierę, popularność i wszystkie z tym związane zalety. Jednak dzięki opisom jego emocji orientujemy się, że szukał dla siebie jakiegoś zajęcia, odskoczni, czegoś, co zapełniłoby pustkę po Mii. Nie ulega wątpliwości, że chłopak dalej ją kocha i poświęca swoją miłość dla wyższych celów. Jednak żadna kobieta nie jest w stanie mu jej zastąpić. Dokładnie o tym przekonuje się czytelnik wraz z kolejnymi stronami książki.

Mia z kolei postanowiła uciec w swoją wiolonczelę. Święci pierwsze sukcesy. Postanowiła dorosnąć. Na moje oko może zbyt bardzo. Jest niezwykle samodzielna i chyba trochę udaje, że uporała się już ze stratą bliskich i osamotnieniem. W końcu straciła też w pewnym sensie Adama.

Nie było by tej książki, gdyby oczywiście nie nastąpiło spotkanie dawnych zakochanych. Nie jest ono spektakularne, aczkolwiek nagłe. Nie rzucają się nagle sobie w ramiona. Powstało między nimi wiele barier, a oni wręcz mają wrażenie, że nie znają się już zbyt dobrze, nie ostatnie trzy lata. W końcu mogli śledzić swoje poczynania, ale nie rozmawiali szczerze. Jednak to jedno spotkanie niczego nie rozwiązuje i ponownie ich drogi sie rozchodzą. Jednak są w jednym mieście, spotkali się, odżyły pewne wspomnienia. Musicie sami przeczytać, czy to wystarczy.

Dostajemy dwa obrazy. Ten Mii i ten Adama. Możemy śledzić historię z obu stron i patrzeć, jak ciężko ludziom czasem do siebie dotrzeć, a może to tylko złudzenie. Akcja w żadnym wypadku nie jest nudna i się nie ciągnie. W końcu cały czas czeka się na ich spotkanie, a autorka tego wcale nie ułatwia.

To już nie była książka o nastolatkach, o pierwszym zetknięciu się z miłością i rodzinie. Tutaj bohaterowie są dojrzalsi, osiągnęli wiele w życiu, a jednak próbują odnaleźć to, co stracili. Jak dla mnie, lepsza jeszcze niż pierwsza część. Pokazała trochę prawdy, że nie wszystko zawsze jest jak w bajce, że na szczęście trzeba się napracować, a każda decyzja, każde słowo ma znaczenie. Wypłakałam nad nią więcej łez niż na poprzedniczce. Czytałam ją w zimowym okresie, więc aura mi sprzyjała. Naprawdę polecam, bo „Zostań, jeśli kochasz” wydaje się bez niej nie kompletna.

"Jakie to uczucie wiedzieć, że jedyna wartościowa rzecz, jaką stworzyłeś w życiu, ma źródło w największej stracie?" ~ Gayle Forman, Wróć, jeśli pamiętasz, 2015, str. 19

OCENA: 8/10


[1] Opis pochodzi ze strony nk.com.pl

czwartek, 1 października 2015

169. Kiedy szukasz powodów, by żyć.



AUTOR: Gayle Forman
TYTUŁ ORYGINALNY: If I stay
TŁUMACZ: Hanna Pasierska
ROK WYDANIA: 2014
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia

OPIS
Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć? Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie. Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi. "Zostań, jeśli kochasz" opowiada o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać. [1]


RECENZJA

Na początku opis zabrzmiał dla mnie dość oklepanie. Śpiączka, zawieszenie między życiem a śmiercią, decyzja. Jednak po lekturze muszę przyznać, że to wcale nie jest oklepana historia. Cieszę się, że są jeszcze takie książki dla młodych ludzi, które mówią o czymś więcej.

Skoro już w opisie ujawniono wypadek, to potwierdzam. Dostajemy nawet jego opis, z czego, o dziwo, nie byłam  zbytnio zadowolona. Po prostu się wczułam, poruszyła mnie historia i nie miałam ochoty na biologię, anatomię i oglądanie człowieka od środka. Wszystko poznajemy z punktu widzenia Mii. Od momentu zderzenia została obserwatorem i to biernym. Nikt jej nie widzi, nikt nie zwraca na nią uwagi, a ona musi na wszystko patrzeć. Niezbyt przyjemne.

Dziewczyna jest oszołomiona i próbuje rozeznać się w sytuacji. Wcale się jej nie dziwię, ja bym chyba siedziała w kącie i płakała. Już tutaj widziałam u niej pewne zacięcie i wolę walki. Chciała wiedzieć, co się z nią dzieje i co ma zrobić, by wrócić do swojego ciała. W dodatku musi oglądać wszystkich płaczących krewnych, a pośród nich nie ma osoby, którą najbardziej chciałaby zobaczyć.

W końcu bohaterka wprowadza nas powoli w swoje wspomnienia. W to, co działo się przed wypadkiem. Poznajemy jej szalonych rodziców, brata, przyjaciółkę i chłopaka. Mia jest wiolonczelistką i prawdziwym rodzynkiem w rodzinie. Jej ojciec jest byłym rockmenem, byłym członkiem kapeli, a mama jego wierną fanką, dziewczyną, a potem żoną. Ich znajomość była dość szalona i upłynęła przy akompaniamencie ostrej muzyki. Jednak główna bohaterka świetnie sobie radzi ich w świecie, bo rodzice w końcu na osłodę mają Teddy’ego, który jednak gust muzyczny ma po nich. Mimo wszystko są kochającą rodziną, uzupełniają się, słuchają, rozmawiają, dzielą wszystkim, co ważne. Głowa rodziny porzuciła granie dla bycia dobrym ojcem. Kolejnym paradoksem w życiu Mii jest jej chłopak, Adam. To dość ważna postać w książce, ze względu na uczucie łączące nastolatków. To o jego pojawieniu się w szpitalu marzy dziewczyna. Sami musicie się przekonać, jak wokalista i gitarzysta rockowej kapeli Shooting Star może zakochać się w opanowanej, skromnej, a wręcz wycofanej wiolonczelistce. Klasyka spotkała rocka po raz kolejny.

Mimo, że wraz z akcją poruszamy się po przeszłości i przeszłości, to nie są denerwujące przeskoki. Przynajmniej nie dla mnie. Odbierałam to bardziej jako wyjaśnienia, a wręcz pragnęłam dowiedzieć się czegoś o początkach znajomości Mii i Adama. Dziewczyna nie przestaje wędrować po szpitalu i szukać odpowiedzi na kłębiące się pytania. Czyta się ją przyjemnie i dość szybko. Ja wsiąknęłam strasznie. Pierwszoosobowa narracja ułatwia wczucie się w emocje bohaterki. Język nie jest ubogi, a wręcz przeciwnie.

Naprawdę, bardzo poruszająca książka, która nie skupiła się aż tak bardzo na nastoletniej miłości, a bardziej na życiowych wartościach. Razem z bohaterką można zawisnąć na jakiś czas w niebycie i zastanowić się nad życiem, nad tym, co dla nas jest naprawdę ważne. Skłoniła mnie do myślenia i kibicowałam Mii cały czas. Zawsze znajdzie się powód, by żyć.

"Czuję także, jak wiele posiadam: zawiera się w tym wszystko, co utraciłam, lecz także wielka niewiadoma: to, co życie może mi jeszcze przynieść.." ~ Gayle Forman, Zostań jeśli kochasz, 2014, str. 146.

OCENA: 7/10

Mam nadzieję, że zachęciłam i nie przesłodziłam. Nie wszystko jest w niej cukierkowe. Spodziewajcie się także recenzji kolejnej części: "Wróć, jeśli pamiętasz". No i proszę, 1 października, trzeba zbierać manatki do Krakowa ;)


[1] Opis pochodzi ze strony nk.com.pl

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

160. Sobowtór potrzebny od zaraz.



AUTOR: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
SERIA: Babie Lato
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia 

OPIS
Wielbicielom sagi "Cukiernia Pod Amorem" przypominamy pierwszą powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk dla dorosłych czytelników. Serenada to pełna wdzięku i błyskotliwa zabawa konwencją komedii romantycznej, w której humor i uczucia są zmieszane w idealnych proporcjach. Życie trzydziestoletniej Kasi, niespełnionej aktorki Białostockiego Teatru Lalek, odmienia się nagle podczas pewnej podróży pociągiem. Zostaje dostrzeżona przez członka ekipy pracującej przy popularnym serialu "Życie codzienne". Takiej szansy nie może zmarnować. Wkrótce zastąpi odtwórczynię głównej roli. Jak się okaże, nie tylko na planie filmowym… Czy uczuciowa i szczera dziewczyna z Podlasia odnajdzie się w pełnym fałszu świecie mediów, celebrytów i czerwonych dywanów? Czy będzie umiała rozpoznać prawdziwą miłość? [1]


RECENZJA

Kolejna książka z serii „pożyczyłam”. Nie wiem czy sama zainwestowałabym w serię „Babie lato”, ale nie żałuję, że trafiłam na nią u koleżanki. Zatem zapraszam na jedną z zabawniejszych pozycji, a na pewno niewiarygodnych.

Narracja w pierwszej osobie prowadzona jest przez trzydziestoletnią Kasię, która ukończyła aktorstwo, żyje w Białymstoku i pracuje w Teatrze Lalek. Po prostu zgodnie z opisem na okładce. Dziać się zaczyna, kiedy w pociągu ktoś „myli” ją z popularną gwiazdą telewizyjnego serialu, Sereną. Tak Kasia poznaje Adama, który zaciąga ją do telewizyjnego studia, proponując rolę Matyldy w serialu znanym na całą Polskę. Z tym, że szkopuł tkwi w tym, iż ta rola od początku była obsadzona przez uwielbianą przez wszystkich aktorkę, celebrytkę. Jak się okazuje, chyba zbytnio rozpieścili swoją gwiazdę, bo ta zniknęła bez słowa, a kręcenie odcinków stoi.

Kasi talentu widocznie nie brak, bo po różnych perturbacjach oczarowuje kierownictwo, a potem zgadza się na troszkę intratny dla siebie kontrakt. Tu miałam zastrzeżenie, dlaczego nie znalazła lepszej pracy, skoro naprawdę była uzdolniona, bo udawanie innych to nie wszystko, co potrafi. A wniosek na później – jeśli chce się kogoś udawać, trzeba pamiętać, żeby nie zatracić w tym siebie. Wracając do akcji, nowa Serena dostaje w pakiecie z rolą praktycznie wszystkie rzeczy tej starej: mieszkanie, samochód, suknie, fryzurę, wyjścia na imprezy, no i chłopaka Marlona.

Kaśka, jak widać, jest pełna życia, ale zbyt nieśmiała, żeby je sama zmienić. Potrzebowała dopiero dobrej wróżki w postaci Adama. Granie w serialu przychodzi jej znacznie lepiej niż przystosowanie się do życia aktorki, którą dublowała. Miła, sympatyczna, zabawna, a to ją zdecydowanie odróżnia od Sereny. W dodatku strasznie kochliwa. Oczywiście na pierwszy ogień idzie Adam, bo jak można byłoby się nie zakochać w przystojnym, uczynnym i troskliwym facecie. Sami zobaczycie, co z tego jej wyjdzie. Bohaterka przede wszystkim poznaje, jak naprawdę wygląda świat kreowany w telewizji i przez media, prawdziwe oblicza ludzi. Nie mogę ukryć, że na początku jest dość naiwna.

Muszę przyznać, że trochę irytowało mnie w końcu to rozedrganie bohaterki. Może i Kasia wpakowała się w odgrywanie Sereny na emocjach, ale potem robiła mnóstwo rzeczy, żeby to zrujnować i nie potrafiła porządnie zrezygnować. Odwalała dużo dobrej roboty, ratowała tyłki całej produkcji serialu, włącznie z humorzastym dyrektorkiem, ale zgodnie z moimi przeczuciami, niewiele osób traktowało ją poważnie i doceniło. W dodatku odniosłam wrażenie, że wiecznie potrzebowała obiektu westchnień i przeżywała z tego powodu same dramaty. A w drugiej kolejności o złe emocje przyprawiała mnie sama prawdziwa Serena, jednak tu nie zdradzę nic poza tym, że ona się w końcu pojawia.

W przystępnym, łatwym języku literatury obyczajowej autorce udało się ukazać dużo emocji, zwłaszcza Kasi. Trzeba przyznać, że akcja dzięki jej charakterowi jest dynamiczna. Co spodobało mi się najbardziej to wszelki humor sytuacyjny i słowny, związany przede wszystkim z wchodzeniem kobiety w nową rolę i ratowanie się przed wpadkami.

Może i pomysł na historię mało prawdopodobny, Polska to nie Hollywood, ale czytało mi się naprawdę dobrze, szybko i z zaciekawieniem. Bo przecież w nieskończoność nie można udawać i prawda czym prędzej wyjdzie na jaw. Jeden, dwa wieczory i po książce. Życie Kasi zgodnie z tytułem było niecodzienne.

"Teraz wiem, jak czuł się Kopciuszek, wkraczając na salę balową. Był przerażony. " ~ Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Serenada, czyli moje życie niecodzienne, Warszawa 2011.

OCENA: 6/10

Na tą chwilę, to moja ostatnia przygoda z tym cyklem. Wiem, dawno nie było kryminału, bo sama dawno nie czytałam :( ale spokojnie, czekają na półeczce i wołają do mnie, więc nie zamierzam się opierać. Wcale!
Wszystkim kończącym wakacje życzę powodzenia w nowym roku szkolnym. Połączę się z wami w bólu za miesiąc.

[1] Opis pochodzi ze strony wydawnictwa Nasza Księgarnia

czwartek, 20 sierpnia 2015

157. Kiedy twoje życie jest zbyt przewidywalne, uciekaj!



AUTOR: Katarzyna Zyskowka-Ignaciak
SERIA: Babie Lato
ROK WYDANIA: 2012
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia 


OPIS
Wszyscy marzą o przeprowadzce na prowincję. Tak, ja też utwierdzałam się w tym przekonaniu. Czytałam o kobietach budujących drewniane domki w urokliwych zakątkach i dziedziczących romantyczne dworki wśród sosen. Co z tego, że dworek okazywał się ruiną, a romantycznym bohaterkom deszczówka lała się na głowę? Frania ma dość sennego, ślicznego i nudnego Kazimierza, zrzędliwej matki nauczycielki oraz przewidywalnego do bólu narzeczonego. Gdy się dowiaduje, że jej starsza siostra nie jest wcale taka idealna, na jaką wygląda, ucieka sprzed ołtarza i łapie okazję do Warszawy. Tylko czy warszawskie kolorowe dni naprawdę przyniosą Frani szczęście? [1]


RECENZJA
                Kiedy koleżanka pozwoliła mi przejrzeć swoje książki, by dokonać kolejnego wypożyczenia, nie zgarnęłam jej od razu. Jakoś nie pociągała mnie kolejna książka o rozmyślonej pannie młodej. Znalazłam kilka ciekawszych na półce. Jednak w końcu koleżanka podała mi ją wprost przy innej wizycie i uległam. Zabrałam, przeczytałam, nie żałuję, bo co się pośmiałam to moje. Najwyższej noty nie dostanie, bo to nie arcydzieło, ale trochę o życiu mówi.

                Akcja się toczy najpierw w Kazimierzu Dolnym, gdzie spokojne życie wiedzie główna bohaterka, Frania. Wszystko ładnie, pięknie. Jest narzeczony – Kuba, który oświadczył się jej w Sylwestra. Jest praca w biurze podróży pod okiem znajomej bardziej niż szefowej. Wszystko powoli dąży do jeszcze większej życiowej stabilizacji, gdyż szykuje się ślub. Pozornie wszystko jest w porządku. Na wieczór panieński Franciszki jej koleżanki i siostra zamawiają chiromantę, który ma czytać im przyszłość z dłoni. Każda z dziewczyn dowiaduje się ciekawych rzeczy, które nie traktują poważnie. Chyba z wyjątkiem sióstr. Helena postanawia wyjawić Frani swój sekret, po którym główna bohaterka kompletnie zmienia o niej zdanie. Za to w niej samej aż roi się od wątpliwości, gdy usłyszała, że los szykuje dla niej zmiany i musi podjąć ryzyko dla własnego szczęścia, bo ma dwie możliwości. Nic dziwnego, jej kojarzy się to ze ślubem, o którym coraz więcej rozmyśla. Sytuacji nie poprawia także to, że w dniu ślubu, wychodząc od fryzjera, natyka się na licealną miłość. Andrzej zwany także Jędrkiem zabiera ją do swojego samochodu, a potem na spacer. Odżywają w niej dawne wspomnienia i milion wątpliwości. Potem, gdy już dziewczyna faktycznie ucieka spod kościoła (za zgodą niedoszłego męża!), dziwnym trafem wpada na drodze do Warszawy właśnie na Andrzeja. Przecież to nie mógł być przypadek. Z rodziny rozmawia tylko z Helą, bo oczywiście stała się czarną owcą. Franciszka zatrzymuje się u przyjaciółki Weroniki i podejmuje próby ułożenia sobie życia w stolicy. Dalej mogę powiedzieć jedynie, że będzie trochę telewizji, gotowania i przełamywania rodzinnych lodów.

                Franka na początku książki to młoda dziewczyna , pracująca w biurze podróży, posiadająca wspaniałego narzeczonego Kubę. Już jakiś czas temu sprzeciwiła się rodzinnej tłustej i tuczącej kuchni, na rzecz warzyw i samodzielnych kulinarnych eksperymentów. To nie bardzo podoba się apodyktycznej matce i babci. Pomyślcie sobie co dopiero dzieje się w tej rodzince, kiedy główna bohaterka ucieka w dniu ślubu? Właśnie, ona cały czas nosi w sobie poczucie, że coś traci, wiodąc takie zwyczajne życie. Chciałaby spróbować czegoś więcej, nie tylko w miłości ale i ogólnie. Marzenia gnają ją do wielkiego miasta, podsycane przepowiednią chiromanty. Bo dlaczego jedna z możliwości to nie może być stolica i życie u boku Andrzeja? Dobra, dałam się na to nabrać, myślałam tak jak ona. W końcu z opisu bardziej podobał mi się ten mężczyzna niż Kuba. Te zbiegi okoliczności, spotkania, pomocna dłoń. Potem Frania zderza się trochę z realiami życia w dużym mieści i może zmienia zdanie, ale za nic w świecie nie odważy się wrócić do Kazimierza. Uparcie trzyma się swojej ucieczki. Nawet kiedy w końcu wzrasta zainteresowanie jej osobą, to nie zmienia się aż tak. Właśnie swoją naturalnością i skromnością podbija ludzkie serca, bo nie wymaga od losu zbyt dużo. Czeka ją kilka miłosnych rozczarowań, ale przecież w końcu przepowiedziano jej jakiegoś męża. Rozumiałam jej pobudki, jej wątpliwości i część późniejszych decyzji. Nie sądziłam, że będzie aż tak zatwardziała co do rodziny, ale na szczęście kto jak nie Jędrek zmieni jej zdanie.

                Nieocenioną pomoc niesie jej przyjaciółka. Weronika jako wizażystka pracuje przy produkcjach telewizyjnych i oczywiście ma trochę znajomości. Siostra Helena widziana w zupełnie innym świetle próbuje układać jakoś swoje życie od nowa, szukając wsparcia u Frani. Ciężko przekonać tradycjonalistów w ich rodzinie. Kuba zakochany w bohaterce do szaleństwa pozwala jej na opuszczenie go. Wie, że nie jest w stanie jej zatrzymać, ona sama musi pognać przed siebie i zrozumieć czego chce. Andrzej z kolei olśniewa swoim wyglądem, obyciem i przypomina Franciszce o dawnych uczuciach. Chłopak naprawdę jest w porządku, z chęcią jej pomaga, ale ma pewien sekret, który wygnał go do stolicy te kilka lat temu. Najbarwniejsza postać to pan Euzebiusz. Niespełniony artysta w Kazimierzu, który rzadko kiedy dopuszcza do trzeźwienia. Wbrew pozorom można z nim porozmawiać mądrze i szczerze o życiu. Udziela France rad i opowiada o swojej przeszłości. Kto jak kto, ale on jest najbardziej wolnym człowiekiem, poza alkoholem.

                Narracja w pierwszej osobie dodaje znacznej dynamiki książce, bo Frania ma swój temperament. Poznajemy przy tym jej pełny punkt widzenia i wszystkie jej emocje. Język dopasowany jest do młodej dziewczyny, przystępny i miły w odbiorze. To oczywiście książka z rodzaju na jeden lub dwa wieczory.

Koniec końców podobała mi się. Mogła być zdecydowanie gorsza, a jednak mnie wciągnęła. Może i trochę nieprawdopodobne w niej zdarzenia, ale przecież Frania nie mogła żyć na garnuszku Weroniki. Nie spodziewałam się takiego zakończenia od autorki, a i sama bohaterka też orientuje się w uczuciach na sam koniec. Długo mnie zwodzono. Jednak czasem swoimi marzeniami należy się podzielić z bliskimi, bo nikt nie potrafi czytać w myślach.

"Każdy ma swoje miejsce na ziemi. I wcale nie musi to być miejsce urodzenia. Ale trzeba go szukać." ~ Katarzyna Zyskowka-Ignaciak, Ucieczka znad rozlewiska, Warszawa 2012, str. 49

OCENA: 6/10

Poświęcenie i rzetelność ze strony dziewczyn bardzo mnie motywuje. Wiecie, żebym im nie obniżyła jakości ;) Może w końcu wypracuję jakąś regularność i nie zarywanie nocy. O i dziękuję im za prezenty imieninowe! Nie zasłużyłam, ale chętnie przeczytam :D Dziękuję też Lady Spark za gościnę i najlepsze wakacje w tym roku ^^ A jak tam u was z czytaniem w wakacje?


[1] Opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 1 czerwca 2015

136. Odrobina romantyzmu, historii i grozy w jednym "Przebudzeniu"


AUTOR: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
SERIA: Babie lato
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia

OPIS
Młoda dziennikarka Zuzanna niespodziewanie otrzymuje spadek po nieznanym krewnym - malowniczą posiadłość na Mazurach. Zafascynowana przeszłością swoich przodków, powoli zaczyna zgłębiać tajemnice rodziny. Nie może jednak oprzeć się wrażeniu, że grozi jej niejasne niebezpieczeństwo. Kto z najbliższego otoczenia dziewczyny jest przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem? [1]

RECENZJA

Książkę rozpoczyna opis wydarzenia sprzed wieków na wyspie Gilmie i trochę trudno mi było do przykleić do akcji, bo po tym wstępnie przenosimy się do zwykłej współczesnej Warszawy. Tam autorka wprowadza nas w życie młodej dziennikarki. Tkwi ona w luźnym związku, a jej partner docenia głównie aspekty fizyczne. Jej rodzice zginęli tragicznie, a niedawno odeszła i babcia. Praca w niezbyt aspirującym piśmie ma tylko kilka zalet, m.in. płacę i wspaniałą redakcyjną koleżankę, mimo, że zajmuje się ona horoskopami. Przewija się także dobry, zaufany przyjaciel bohaterki.

Nagle w zwykłe miejskie życie wkrada się  mnóstwo dziwnych zdarzeń, wprowadzając mały element grozy. Zuzanna otrzymuje spadek. Jak się domyślacie, zaczyna dociekania, zwłaszcza, że wypływa temat jej zmarłej ukochanej babci. Dziewczyna radzi się dwójki przyjaciół odnośnie dalszych poczynań. W momencie, kiedy dziewczyna postanawia zwiedzić odziedziczoną ziemię, akcja przenosi się na Mazury. Zuza ma z tymi rejonami mnóstwo wspomnień z młodości, a czytelnik uraczony jest opisami pięknej przyrody, z uwzględnieniem żeglarstwa. Już nic nie jest takie samo, a wokół bohaterki kręci się coraz więcej dziwnych osób. Mieszkańcy wioski nie wiadomo czemu, też nie są do niej przychylnie nastawieni. W tle krąży legenda o Prasłowianach i Świętym gaju.

Główna bohaterka początkowo wydaje się żyć leniwym wygodnym życiem, odpychając gdzieś w kąt wszelkie ambicje. Dopiero sprawa mazurskiego spadku budzi w niej wachlarz emocji.  Często irytowała mnie brakiem odpowiedzialności i zdecydowania. Tyczy się to jej partnera jak i wypraw na Mazury.

Język, jak w poprzedniej lekturze tej autorki, bardzo przystępny. Wkradło się i trochę humoru, trochę powagi oraz dziwnej magii. To ostatnie zwłaszcza niezbyt mnie przekonało. Początkowo wpleciony wątek historyczny najbardziej mnie intrygował, ale pod koniec książki rozwiązanie sprawy wydawało mi się bardzo naciągane. Nie potrafiłam za bardzo uwierzyć w taki obrót sytuacji, więc bliżej mi było do śmiechu niż strachu.
Pozycja nie do końca do mnie trafiła, ale nie była też kompletnym dnem. Nie wiem, czego mi brakowało, ale cała tajemnicza aura z przeszłości nie porwała mnie do końca. Może ktoś inny odnajdzie w tym więcej niż ja.

„[...]jesteś młoda i piękna. Jeśli tylko zechcesz, wszystko możesz zmienić. To my kreujemy rzeczywistość, a nie ona nas.”~ Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Przebudzenie, Warszawa 2011.
OCENA: 5/10
_ _ _ _ _

Mimo, że dawno czytałam, to do tej pory pamiętam moje zdziwienie na końcu i lekkie niespełnienie oczekiwań. No cóż. Oby dziewczyny doczekały się kiedyś w mojej kolejce posta z rana xD
Sen jest dla słabych i takie tam ;)

[1] – opis pochodzi z okładki książki

środa, 29 kwietnia 2015

128. Ktoś ma ochotę na "Niebieskie migdały"?



AUTOR: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
SERIA: Babie Lato
ROK WYDANIA: 2011
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia

OPIS
Ina ma obiecującą pracę, kochających rodziców, wspaniałych przyjaciół… i nieślubne dziecko. A wbrew temu, co pokazuje telewizja śniadaniowa, nie wszystkie kobiety są idealnymi matkami. Porzucona przez przystojnego prezentera telewizyjnego dziewczyna musi okiełznać nie tylko wrzeszczące niemowlę, lecz także nadgorliwą matkę i pełnych dobrych chęci znajomych, którzy usiłują ją wyswatać (podsuwając a to sadownika z aspiracjami, a to tancerza z kompleksami). Ina broni się rękami i nogami przed nową miłością. Ale czy rzeczywiście już nigdy nie będzie myśleć o niebieskich migdałach? [1]

RECENZJA

Czas na nadrobienie recenzji kilku zaległych obyczajówek. Dzisiaj padło na powyższą książkę. Historię zaczynamy od poznania Iny, głównej bohaterki. To młoda, pewna siebie, przebojowa dziewczyna z całkiem sporym bagażem doświadczeń. Wszystko dzieje się w Warszawie.

Jeśli mówimy o dziecku. to należy zacząć od porodu. Tak też się dzieje. Mama nie stroni od przekleństw w stronę byłego partnera, z czego najsubtelniejszym jest chyba “wszawy pies”. Wspiera ją również przyjaciółka ze swoim narzeczonym, więc całość wypada niezwykle humorystycznie, włącznie z napalaniem się na jednego z lekarzy.

Ze szpitala wędrują do domu rodziców dziewczyny. Matka sławna artystka, kompletnie oderwana od przyziemnych czynności, chciałaby wcielić się w rolę idealnej babci. Jej temperament równoważy stateczny, spokojny małżonek. Nad niemowlęcym chaosem w domu zapanowuje jednak dopiero seniorka rodu, która ma władzę nad ludźmi dorównującą generałowi.

Ina nie jest zadowolona z bytowania pod dachem u rodziców i próbuje przeforsować pomysł o samodzielnym zamieszkaniu z małym Kajetanem. Jakkolwiek szalona nie wydawała się ta decyzja, postawia na swoim i wkrótce przyjaciółka pomaga urządzić jej skromne mieszkanie. W międzyczasie bohaterka pozbywa się również pracy, za pomocą kilku szczerych słów w kierunku szefowej. To nie przeszkodziło jej w wybrednym poszukiwaniu niani, a jedną z kandydatek przepytuje ze znajomości polskiej literatury.

Żebym się nie zapędziła ze zdradzaniem fabuły przejdźmy do poznanej początkowo w strzępkach postaci męskiej. Mężczyznę poznajemy w momencie rozstania z żoną, która obwinia go o poświęcanie jej zbyt małej ilości czasu. Nie da się jednak ukryć, że wionie od niej chłodem, a także ma za uszami romans z niejakim Brandonem. Rafał nie zamierza walczyć, ani się użerać z byłą o dobra majątkowe.. Jest zbyt załamany rozpadem związku i zniknięciem uczucia. Okazuje się, że jego nowe lokum znajduje się w tym samym bloku, co Iny.

Dziewczyna całkiem nieźle sobie radzi, jednak jej rodzina nie zamierza jej oszczędzać i próbuje swatać wbrew woli. Mama podsuwa jej małoletniego artystę zbzikowanego na punkcie kobiet w ciąży, przyjaciółka niespełnionego sadownika Bożydara, a w dodatku wymagają, by poinformować Wszawskiego o ojcostwie. Dodatkowa atrakcja, to kaprys ślubny przyjaciółki - niebieskie migdały, na których zrobienie porywa się bohaterka. Ina spotyka Rafała po raz pierwszy, gdy prosi go o obejrzenie chorego synka. Tak nawiązuje się spokojna, powolna znajomość, którą z przyjemnością się obserwuje.

Na koniec zdradzę. że w odwiedziny wpadnie przyrodni brat Iny, z pierwszego małżeństwa jej ojca, Bronisław, ale posiada bardziej chwytliwy pseudonim. Chłopak ma złamane serce po starciu z uczuciową Królową Śniegu.

Po więcej szczegółów udajcie się do sklepu albo biblioteki. Naprawdę, można zobaczyć tu obraz kobiety, którą zaskakuje macierzyństwo, a jednak postanawia stawić temu czoła. Różnorodność bohaterów. cała gama emocji przez wszystkie kartki książki. Życie dla młodej mamy nie kończy się wraz z urodzeniem dziecka. To może być tylko umacniające doświadczenie.

Czytając, stron szybko ubywa. Łatwy, przystępny język, często z nutą humoru. Bardzo miło wspominam tą książkę.

 „Podobno nie ma brzydkich mężczyzn, tylko wina czasem brak.”~ Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Niebieskie migdały, Warszawa 2011, s. 103.

OCENA: 7/10
_ _ _ _ _

Miało być wcześniej, ale to przez Skrę, która grała tak długo. Teraz możecie już marzyć :)


[1] – opis pochodzi z okładki książki

poniedziałek, 7 lipca 2014

054. Rodzinne intrygi Zajezierskich, w "Cukierni pod Amorem"


AUTOR: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
SERIA: Saga o Gutowie
TOM: Pierwszy
ROK WYDANIA: 2010
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia

OPIS
Podczas wykopalisk na rynku w Gutowie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Czy Iga rozwikła dawną rodzinną tajemnicę? Czy przepowiednia sprzed wieków naprawdę się spełniła? W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów.

RECENZJA
Na temat sagi o Gutowie już trochę słyszałam. Swego czasu było o niej bardzo głośno i wszyscy znajomi, którzy byli już po lekturze, a znali moje upodobania jednogłośnie twierdzili, że książka nie jest dla mnie, chociaż im samym przypadła do gustu. Nie zrażona ich opinią szłam w zaparte, że muszę sama się przekonać czy tak rzeczywiście jest… zaczęłam, więc czytać i co prawda nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziona książką czy mocno rozczarowana. Nic z tych rzeczy! Niemniej jednak, nie mogę również przyznać, że jej treść mnie porwała, zaintrygowała czy oczarowała. „Cukiernia pod Amorem”, jak dla mnie, jest taka… taka… przeciętna. Tak, przeciętna - to dobre słowo.

Od pewnego czasu wychodzę z założenia, że może jednak nie powinnam była się zajmować takimi typowymi obyczajówkami? Mam jakieś dziwne wrażenie, że swoim brakiem sympatii do takiego typu literatury, zniechęcam Was do danej książki, a to w ostateczności może prowadzić do tego, że pomni moich słów nie sięgniecie do niej… i kto wie, być może stracicie szansę na odnalezienie w niej swojej „perełki”? Z drugiej jednak strony, nie mogę przecież Was okłamać mówiąc, że książka jest super, kiedy dla mnie wcale tak nie jest. No, ale stop! Bo mam słowotok, szkoda tylko, że nie na temat!

Od czego zaczniemy? Od akcji! Tak, dzisiaj właśnie od tego. Ponieważ opis troszeczkę zdradził Wam na temat fabuły, to ja, jak zwykle zresztą, zajmę się stroną czysto techniczną. Poszczególne rozdziały „Cukierni pod Amorami” podzielone są na dobrą sprawę na dwa okresy czasowe: rok 1995 oraz końcówkę XIX wieku. Co prawda jest jeszcze mały odnośnik do bliższej przeszłości, roku 2009, ale naprawdę na tak obszerną lekturę jest to bardzo znikoma ilość. Jak na moje oko, chociaż oczywiście zamysł połączenia tych wszystkich stref jest bardzo logiczny i ułożony w jedną, spójną całość, to spokojnie samo obsadzenie akcji pod koniec XIX wieku spokojnie by się obroniło. Czytając poszczególne rozdziały odnoszące się do roku 1995 miałam ogromną ochotę na przerzucenia tych kartek i ponownie poznawanie tajemnic z sprzed ponad 200 lat! Moje zamiłowanie do tamtych czasów jak zwykle wzięło górę! Ale mówiąc jeszcze o akcji, trzeba oddać, że książka pełna jest intryg, zdrad i dynamicznych zwrotów akcji. Jednak to jeszcze nie to, czego ja szukam.

Sprawa z bohaterami, których jest bardzo dużo, przedstawia się następująco – na dobrą sprawę nie wiadomo, kto jest na pierwszym planie! Każda wykreowana przez autorkę postać ma swoje „pięć minut”, każda wnosi coś do danej historii i każda odgrywa równie ważną rolę. Jeśli chodzi o repertuar osób, to również i tutaj mamy pełen wachlarz temperamentów. Jedni są dobrzy, drudzy źli; jedni kochają, drudzy nienawidzą; jedni chcą miłości, inni majątku – każdy powinien znaleźć swojego „pupilka” i „kozła ofiarnego”. Ja również takich znalazłam! Moją ulubienicą została Zuzanna Blatko – miejscowa „wiedźma”, z kolei najbardziej irytowała mnie Adrianna z Bysławskich – co ja się na nią nafukałam to moje! Dobrym rozwiązaniem, zastosowanym przez autorkę, było umieszczenie na końcu powieści indeksu imion oraz drzew genealogicznych. Przy takiej ilości bohaterów miałam mały mętlik w głowie i już czasem gubiłam się kto z kim i dlaczego, na szczęście wtedy zawsze mogłam zajrzeć na ostatnią stronę i wszystko sprawdzić.

No i został nam jeszcze język – prosty, łatwy w odbiorze i klarowny. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to wtrącanie rozmów w różnych językach – francuski, rosyjski, angielski. Co prawda nie były to jakieś wybitnie trudne dialogi i z pewnością miały bardziej uartystycznić i urealnić powieść, niemniej jednak ja nie jestem zwolenniczką takich technik.

Reasumując, „Cukiernia pod Amorami”, nie jest złą książką. Z pewnością niektórzy zakochają się w losach mieszkańców Gutowa i ich licznych tajemnicach. Dla mnie jednak w powieści czegoś zabrakło. Nie czuję się rozczarowana lekturą, ale również nie czuję się w pełni zadowolona. Myślę, że 7 powinna być oceną idealną! Mam jednak nadzieję, że kolejne części sagi bardziej mnie zaciekawią.

„Słowa… Posłańcy myśli, kłamliwi zdrajcy, okrutni zabójcy spokoju dusz niewieścich. Wywołują zamęt w sercu, rumieniec na policzkach, przyśpieszają oddech. Każą szeptać wyzwanie za wyzwaniem, ton wyniosły zmieniają w błagalny, zasuwają umysł woalem nierealności, wymuszają wiarę w spełnienie marzeń o miłości idealnej” ~ Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy, s.264

OCENA: 7/10

Książka zalicza się do wyzwania: 52 książki, Czytam opasłe tomiska, Historia z TRUPEM.


Witam. Jak mija kolejny tydzień błogich wakacji? Macie dużo czasu do czytania, bo ja wreszcie mogę usiąść sobie w wygodnym fotelu na balkonie, założyć na uszy słuchawki, wziąć szklankę z lodowatą wodą i czytać, czytać, czytać! Pozdrawiam,
Tea

[1] Opis pochodzi z tyłu książki