sobota, 26 października 2019

590. Słów kilka wróbelka Ćwirka o... House of Cards (książkowym i serialowym)

Hej! 
Zgodnie z obietnicą przychodzę do Was z moimi skromnymi przemyśleniami dotyczącymi "House of Cards" w wydaniu książkowym jak i serialowym. Oglądałam tylko wersję amerykańską, więc do niej będę się odnosić. Zacznę od trzech znaczących różnic, które dla mnie sprawiły, że serial "House of Cards" nie był tak dobry jak powinien. 

Serial był na mojej liście od dawna, ale w tym wypadku (bo nie zawsze mi się to udaje :P) postanowiłam zachować kolejność: najpierw książka, a potem film/serial. Spotkałam się z opiniami, że książka i serial Netflixa są od siebie zupełnie różne. I oczywiście jest to prawda. 

Podstawową różnicą jest miejsce akcji. W książce mamy Londyn, Wielką Brytanię i utarczki z królem, który jest nieusuwalny ze swojego urzędu. Z kolei w serialu przenosimy się do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie najwyższym urzędem jest fotel prezydenta kraju. Czy podobał mi się ten zabieg? Nie bardzo. Uważam, że zdecydowanie lepiej do całego zabiegu nadawała się Wielka Brytania. 

Kolejną różnicą są dwa różne stanowiska o które bili się bohaterowie. Bohater książki, czyli Francis Urquhart stara się za wszelką cenę zostać premierem Wielkiej Brytanii, czyli zająć najwyższe stanowisko rządowe i decyzyjne, bo w tym kraju król pełni głównie rolę reprezentacyjną. Z kolei Francis Underwood chce zostać prezydentem USA. Pragnienie to pojawia się w momencie, gdy świeżo zaprzysiężony prezydent Garrett Walker odmawia Francisowi stanowiska Sekretarza Stanu. Wtedy serialowy bohater postanawia zająć jego stanowisko i zostać kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych. 

Trzecim aspektem, gdzie widać różnicę jest imię żony głównego bohatera. W powieści jest to Mortima, która nie interesowała się polityką, wspierała we wszystkim męża i kochała go. Z kolei postać serialowa dostała na imię Claire i nie jest potulną kobietą swojego męża. Ona ma ambicje, chce coś znaczyć w polityce, a nie tylko być ładną żoną polityka. Pokazani są jako dobrana para, która wspólnie obmyśla każdy krok. W książce Mortima nie ma wpływu na działania męża, przypuszczam, że nie wie nawet o połowie jego skoków w bok czy też o jego planach dotyczących się pozbywania się swoich wrogów politycznych. 

Przy tych trzech podstawowych różnicach (a uwierzcie mi, że jest ich więcej) pojawia się pytanie, co jest lepsze? Dla mnie osobiście lepsza jest książka. Dlaczego? Przy serialu były momenty, kiedy się nudziłam. Nie czułam tego amerykańskiego klimatu, który powinien mnie zachwycić. Po pierwszym sezonie zastanawiałam się czy jest sens oglądać. Przełamałam się i oglądałam dalej, bo nie lubię zostawiać seriali nieskończonych. Muszę przyznać, że gra aktorska Kevina Spacey była bardzo dobra, ale nie powaliła mnie na kolana. Z pewnością dodał jej postaci sporo pikanterii, ale nie tak wyobrażałam sobie główną postać podczas czytania książki. 

Nie ukrywam, że pierwszy tom serii też mnie nie porwał jakoś bardzo. Był dobry i nic więcej, ale w drugim już zdecydowanie lepiej to wszystko zostało poprowadzone i miało więcej ikry. Byłam rozczarowana początkiem trzeciego tomu, który zaczął się dziesięć lat po zakończeniu drugiej części. Chciałam wiedzieć jak Frank rozwiązał swój problem z królem. Szkoda, że autor poprowadził to w ten sposób, a nie inaczej. Zakończenie całej serii książek było zdecydowanie lepsze niż serialowe. Oczywiście wiem, że w możliwie dobrym zakończeniu tego serialu przeszkodziła afera z Kevinem Spacey, ale to co się działo w szóstym sezonie to prawdziwa jazda bez trzymanki. Uwierzcie mi, że tego nawet nie dało się oglądać. 

Wiem, że jestem w mniejszości, jeśli chodzi serial, który uważam za średni, bo większość moich znajomych uważa to za arcydzieło współczesnej sztuki serialowej, ale dla mnie to kompletne nie porozumienie. I owszem podobało mi się, że została zburzona tzw. czwarta ściana (granica między widzem a ekranem) i czułam się jakbym uczestniczyła w tym wszystkim osobiście, ale pozmieniano tak wiele istotnych rzeczy jak, np. trzy wspomniane przeze mnie powyżej, że ta historia straciła cały swój sens. 

Osobiście wybieram książki. 
Czytaliście i oglądaliście? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? 


3 komentarze:

  1. oglądałam serial, aczkolwiek po 3 sezonie zaczął mnie męczyć. Ostatniego sezonu nie dałam rady zmęczyć...
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak wiesz nie czytałam książek, ale też nie oglądałam serialu. W tym wypadku raczej będę chciała zapoznać się tylko z książką.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że nie jestem wciąż przekonana do serii :)

    OdpowiedzUsuń